Taka sytuacja: Babcia otrzymuje mieszkanie po swojej zmarłej cioci. Mieszkanie w mieście uniwersyteckim, właściwie kiedyś były to 2 mieszkania ale ktoś je połączył zyskując tym samym dwie łazienki, trzy spore pokoje, wielka kuchnia. Mieszkanie przez 3 lata stoi właściwie puste (czynsz jakiś niespecjalnie drogi, opłata za media zerowe, bo nikt nie korzysta) a babcia nie umie się zdecydować, czy sprzedać czy dać w spadku. Wynająć się boi, bo przecież nie upilnuje, czy nie zdemolują. Wreszcie w mieście zaczyna studiować jej wnuczka, więc prosi babcię o możliwość mieszkania za płacenie czynszu. Babcia ochoczo się zgadza a po miesiącu zgadza się również na to, by dodatkowo wynająć pokoje studentom. Babcia uczestniczy w wybieraniu kto będzie mieszkał, wnuczka wszystkiego pilnuje, babcia szczęśliwa. Wnuczka płaci dalej regularnie czynsz, a pieniądze za wynajem od dodatkowych 5 osób regularnie spływają na konto babci. Babcia zaś... 100 % tych pieniędzy z wynajmu przekazuje ... bezrobotnemu wnuczkowi. Tłumaczenie babci - wnuczka ma pracę (studiuje dziennie 2 kierunki, wieczorami i w każdy weekend pracuje jako kelnerka). Bezrobotny wnuczek cały zeszły rok był po cichu finansowany przez babcię, dodatkowo oficjalnie utrzymywali go rodzice, bo on podobno aktywnie szukał pracy. Ponieważ Babcia jest z mojej rodziny, wprawdzie dalszej, ale bardzo się lubimy i liczy się z moim zdaniem nie wiem, co jej podpowiedzieć - ma pieniądze zostawiać sobie (tak byłoby najbardziej sprawiedlie, ale już słyszę jej tłumaczenie, że przecież ona tego nie przeje, zdrowie już nie pozwala na podróże itp.), ma przekazać wnuczce (nie poskarżyła się ani razu na babcię ani też nie upomniała, choć ona akurat wiedziała, że pieniądze są dla jej kuzyna). To w sumie kilka tys, które wnuczek lekką ręką sobie rozpuszcza... Tylko nie moralizujcie, że to nie moja sprawa