Witajcie, wiem że są wątki o tym że matka nie kocha swojego dziecka. Jednak u mnie było inaczej... bardzo chciałam zajść w ciąże, z partnerem staraliśmy się przez 3mce aż w końcu się udało, byłam mega szczęśliwa, z dolegliwości ciążowych miałam tylko mdłości poranne i to tylko przez pare dni a tak to czułam się rewelacyjnie.! Żadnych puchnących kostek, żadnych rozstępów nic.! wszystko było cudownie nawet gdy synek przyszedł na świat byłam najszcżęśliwszą mamą na świecie, jednak po paru dniach to się zmieniło... wróciłam do domu (mieszkaliśmy u moich rodziców) i po tygodniu moja mama zaczęła brać synka do siebie na noc z racji tego że trzeba uważać na nagłą śmierć łóżeczkową a my nie mamy miejsca w łóżku. Karmiłam piersią z resztą nadal karmie więc tylko wstawałam na jedzonko. I na początku było ekstra.! wysypiałam się i wg, praktycznie przez miesiąc tylko karmiłam dziecko i nic więcej. Ale potem rozstałam się z partnerem i jestem sama a z nim nie utrzymuje kontaktów. I od tamtego momentu zaczęło się psuć między mną a dzieckiem... teraz ma 2latka i... nie potrafie go kochać tak jak kochałam zaraz po urodzeniu. Coraz częściej myśle o oddaniu go do adopcji jednak więź między mną a nim jest bardzo silna mimo to nie potrafie go kochać. Byłam u psychiatry, przyjmuje leki co chwile zmienia się dawka lub lek a to mi nic nie pomaga. Wiele razy myślałam o własnej śmierci. I sama nie wiem czemu to pisze ale po prostu moi rodzice mnie nie rozumieją... próbowałam z nimi pare razy o tym rozmawiać ale się nie dało. A teraz po prostu robie wszystko żeby się nim nie zajmować