Czytam z zainteresowaniem watek o edukacji i tak mi chodzi po głowie...
Jakie są Wasz opinie, bo obiektywnie raczej tu tego nie ustalimy
Że "wkład do światowego dziedzictwa kulturowego" - to oczywiste, niestety stosunkowo nieczęsto spotykane. Szczególnie jeśli mówimy o spektakularnych osiągnięciach przypisywanych jednej osobie, a nie o byciu trybikiem w maszynie. I tu już się zaczyna pole do przemyśleń. Bo co np. z tym "trybikiem", o którym nikt nigdy nie słyszał, ale bierze udział w istotnych projektach?
Czy sukces to osiągnięcia naukowe lub na polu sztuki? Finansowe? Osobiste?
Wszystkie razem? Czy część?
Dla mnie z pewnością sukcesem jest móc żyć po swojemu. Ale to raczej marna definicja. Ogólnie to byłaby raczej część życiowego sukcesu niż całość... Tak myślę. Poza tym chyba potrzebny byłby względny luz finansowy (ale niekoniecznie zamożność), poczucie szczęścia osobistego i spełnienia w życiu zawodowym (tudzież rezygnacja z niego - ale świadoma i mądra). Bardzo to subiektywne...
A obiektywne kryteria? Chyba np. w sztuce o sukcesie można mówić w przypadku artysty, który jest w stanie się utrzymać ze swojej sztuki, bez chałtur? A naukowiec? To chyba jednak profesor... A jak doktor to z jakimiś szczególnymi osiągnięciami?
A czy mówiąc o sukcesie należy uwzględniać pułap z jakiego dany człowiek startuje? Czy np. dla dziecka bezrobotnych rodziców zrobienie doktoratu to już sukces? A dla dziecka zamożnych rodziców, którzy wypchnęli je na renomowaną zagraniczną uczelnię?
Tak się zastanawiam

Trochę w kontekście wychowywania dzieci na "ludzi sukcesu".