elske
18.01.14, 22:29
Od 7 lat mieszkam poza granicami Polski . Corka miala 2 lata kiedy wyjezdzalismy , syn urodzil sie w Norwegii. W Polsce zostala nasza cala rodzina . Stopniowo uczylismy sie jezyka , dzieciaki chodzily do przedszkola w pelnym wymiarze godzin , starsza corka jest tez w szkole podstawowej , syn w sierpniu zaczyna pierwsza klase. W domu wprowadzilam zasade , ze rozmawiamy ze soba tylko w jezyku polskim, bo tak naprawde jezyka dzieci moga nauczyc sie tylko ode mnie i meza. Telewizje mamy norweska , ale bajki na dvd w j.polskim , do tego duzo ksiazek , plyt cd z polskimi piosenkami dla dzieci , wierszami i bajkami ( dzieci sluchaja plyt wieczorem i tak zasypiaja ,plyt na nac nie wylaczam ).
W rozmowie z wychowawcami zawsze zaznaczam , ze w domu rozmawiamy tylko po polsku . W przedszkolu wychowawczyni pyta , jak syn radzi sobie z jezykiem , czy robi bledy i jakiego rodzaju ( doszlysmy do wniosku ze obu jezykach ma tego samego rodzaju problem z gramatyka ). Przedszkole zapewnia synowi polskiego asysteta , ktory przychodzi raz w tygodni . Maja rozmawiac razem po polsku , tak aby syn wzbogacal swoj jezyk , przez co bedzie sobie radzil coraz lepiej z j.norweskim ( tak mi mowily asystentki ). Corka w szkole chodzi na dodatkowe zajecia , cos jak zajecia wyrownawcze ( wiekszosc dzieci na te zajecia uczeszcza ), zostaje tez na swietlicy szkolnej. Wszystko po to , zeby miec jak najwiekszy kontakt z jezykiem . Dodatkowo ma polskiego asystenta raz w tygodniu na godzine. W domu odrabiam z nia lekcje i to ja cwiczylam z nia czytanie przez pierwsze dwa lata szkoly .
Podsumowujac : w szkole skupiamy sie na maksa z jezykiem norweskim przy wspolpracy z nauczycielami ( wszystkie uwagi omawiane na biezaco ) , za to w domu tylko j.polski ( pomijajac odrabianie lekcji lub tv ).
Ale za to juz kilka razy zwracano mi uwage w przychodni , ze j.polski w sumie jest niepotrzebny i bardziej powinnam sie skupic na norweskim ( tak jakbym sie malo skupiala ). Albo jakas kolezanka dziwila sie , ze do dzieci mowie po polsku skoro spokojnie moge z nimi po norwesku rozmawiac. I za kazdym razem tlumacze , zexrodzine mam tylko w Polsce , jak nie naucze dzieci jezyka , zabiore im babcie , dziadka , wszystkich wujkow , ciocie i kuzynostwo. Bo latwiej dwoje dzieci nauczyc jezyka , niz gdyby cala reszta miala sie uczyc norweskiego.
Dziewczyny , macie podobnych zdziwionych w okolicy ? Z drugiej strony jak jestem w Polsce , to tez jest zdziwienie ze moj syn mowi po polsku ( w Polsce jest raz w roku na wakacjach jakies 10 dni ).