Martwię się moją córką prawie siedmioletnią. W ciągu ostatnich mniej więcej dwoch miesięcy bardzo się zmieniła. Z wesołego, dobrze funkcjonującego w grupie rówieśniczej i w domu dziecka - stała się płaczliwa i smutna po prostu. Tak przygasła jakoś

Nie wydarzyło się nic szczególnego, nic wyjątkowego. Życie toczy się swoim torem A u niej pojawiły się też lęki w nocy, złe sny. Każde niepowodzenie urasta do rangi dramatu. Przestała dostrzegać swoje skucesy, widzi tylko porażki. Płacze z blahych powodów których wcześniej nie zauważała nawet, ciągle domaga się uwagi i pochwał. Nie wiem co z tym już robić bo zaczynam sie poważanie martwić. Rozmawiałyśmy dużo - jest przekonana że nic złego nie dzieje się poza domem. Obserwuję ją bardzo dokładnie, ale oprócz tego że dorasta, nie znajduję żadnej przyczyny takich zmian. Czytalam, że siedmiolatki właśnie przechodzą taki moment, ma to związek z dorastaniem, emocjami. Ale możliwe że aż tak to wygląda? Obecne i byłe mamy siemiolatków - obserwowałyście takie spadki nastroju u waszych dzieci?