latarnia_umarlych
05.02.14, 19:58
Rankiem już - już podbiegam do autobusu, muszę przejść przez jezdnię, auta zasuwają, macham rozpaczliwie, kierowca autobusu czeka. Ruszam i wtem! wyrósł przede mną krawężnik, lecę, rozbijam kolana, robię dziurę w rajtkach i legginsach, zdzieram skórę z dłoni. Wracam do domu, opatruję kolana, myję ręce, przebieram się, jadę. Wracam - lodówka nie mrozi, wszystko wypłynęło z zamrażarki na drewnianą podłogę i capi sobie! Ludzie, obłęd.
Boję się iść do garderoby, żeby się nie okazało, że kot nasrał.
Oh, lucky day!