Dodaj do ulubionych

mąż alkoholik - porażka żony?

    • zolla78 Re: mąż alkoholik - porażka żony? 11.03.14, 16:10
      Rozróżniłabym dwie rzeczy, przyczyny dla których ktoś wybiera coraz częstsze picie jako sposób na rozwiązanie/uniknięcie problemów, od samego wyboru picia jako sposobu rozwiązania problemów lub sposobu rozrywki.
      W zakresie tego pierwszego jako żona mogę być współodpowiedzialna. Za drugie, już nie.
      Znam co najmniej dwie takie sytuacje, gdzie facet - jedyny żywiciel rodziny - zaczął mieć problem z pracą/finansowe i zamiast dostać wsparcie od żony, to miał wieczne zrzędzenie, pretensje itd. Zaczął sięgać po alkohol jako sposób ucieczki od tego.
      Za wywołanie dodatkowego stresu i zwiększenie czynników sprzyjających tego typu uzależnieniom te żony były ewidentnie odpowiedzialne. Za to, że ci faceci wybrali kilka piw za dużo i za często jako rozwiązanie sytuacji, już nie są odpowiedzialne. Mogli wybrać rozstanie (choć to nie zawsze takie proste też w przypadku facetów) albo modele statków czy cokolwiek innego. Wybraki najprostsze rozwiązanie, mimo wiedzy, że może być destrukcyjne i to był ich wybór.

      Też nie byłabym taka szybka w ocenianiu, że żona lub mąż nie ponoszą pewnej odpowiedzialności za niepowiedzenie we właściwym momencie stop. Przed popadnięciem w uzależnienia i współuzależnienie jest taki moment, że czasem i w niektórych wypadkach można coś zrobić. Oczywiście, nie można od niej/jego wymagać by wiedział kiedy i co zrobić i jak się go przegapi lub zrobi źle to nie można obwiniać. Podobnie nie ich wina jak to nie przyniesie efektu. Ale bywa właśnie tak, że ona widzi, że on już pije lekko za dużo, co więcej zna przyczynę picia (np. stres w pracy, jej zrzędzenie), ale nic nie robi bo: jej się nie chce, względnie wie, że to wywoła konflikt, a woli mieć spokój, uważa się sama za pokrzywdzoną bo nie stać jej na coś tam, albo właśnie ma jakieś chore psychologiczne korzyści z tego, że on zaczyna pić, bo i tak bywa, zwłaszcza w przypadku kobiet, które miały ojców alkoholików. A to są często te sytuacje, gdzie nie ma jeszcze problemu z alkoholem jako takim, i tu zwykłe powiedzenie, że ma się nie martwić, jakoś to będzie albo odpuszczenie kolejnego zrzędzenia plus posłuchaj za dużo pijesz, szlaban na alkohol w takich ilościach czy takiej częstotliwości i jak sięga po piwo, wyjęcie z ręki, załatwiałby sprawę.
      • sanrio Re: mąż alkoholik - porażka żony? 11.03.14, 16:47
        bardzo dobrze powiedziane Zolla. Nie umiałam tego tak dobrze ubrać w słowa, jednak to jest coś pod czym się podpisuję na 100%.
        • morekac Re: mąż alkoholik - porażka żony? 11.03.14, 19:08
          No dobrze, to kto jest odpowiedzialny za nałóg alkoholowy osoby samotnej?
          • alexa0000 Re: mąż alkoholik - porażka żony? 11.03.14, 19:22
            Nikt w tym wątku nie pisze, że żona czy ktokolwiek jest odpowiedzialna za nałóg męża.
            • morekac Re: mąż alkoholik - porażka żony? 11.03.14, 19:29
              Doprawdy? Czym zatem jest twierdzenie, że pewne postępowania żony przyczynić się do nałogu męża? I że powinna 'coś zrobić' z piciem małżonka? I że ta zła teściowa na pewno ma z tym coś wspólnego?
              Ponawiam pytanie: kto jest odpowiedzialny za nadmierne picie singla? Da się wskazać taką osobę czy też można przyjąć, że za swoje własne postępowanie dorosłe osoby odpowiadają same? Jeśli osoba samotna może ponosić odpowiedzialność za swoje chlanie, to dlaczego - w przypadku osoby równie dorosłej - żona jest w jakiś sposób odpowiedzialna za picie/niepicie pana?
              • sanrio Re: mąż alkoholik - porażka żony? 11.03.14, 19:42
                > Doprawdy? Czym zatem jest twierdzenie, że pewne postępowania żony przyczynić si
                > ę do nałogu męża? I że powinna 'coś zrobić' z piciem małżonka? I że ta zła teśc
                > iowa na pewno ma z tym coś wspólnego?

                co ty bredzisz?
                • morekac Re: mąż alkoholik - porażka żony? 11.03.14, 19:45
                  Może odpowiesz na to pytanie (już prościej go nie zadam):
                  Czyją porażką jest alkoholizm osoby dorosłej, acz nieżonatej/niezamężnej?
                  • zolla78 Re: mąż alkoholik - porażka żony? 11.03.14, 22:46
                    Weź porównaj faceta singla, który ma pracę polegającą na podróżach i rozmowach biznesowych przy drinku i wpada tak w alkoholizm, do faceta którego żona przewlekła po podłodze psychicznie a potem odeszła z kochankiem i zaczął pić. Jakąś różnicę chyba dostrzegasz we współudziale żony w doprowadzeniu do sytuacji, w której ten mąż wybrał albo znalazł się w sytuacji problemu z alkoholem.
                    • triss_merigold6 Re: mąż alkoholik - porażka żony? 11.03.14, 22:49
                      Nie ma żadnej różnicy, jest decyzja o takim lub innym sposobie rozładowywania emocji.
                      • zolla78 Re: mąż alkoholik - porażka żony? 11.03.14, 23:06
                        triss_merigold6 napisała:

                        > Nie ma żadnej różnicy, jest decyzja o takim lub innym sposobie rozładowywania emocji. >

                        I to właśnie rozróżniam. Od decyzji co do sposobu rozładowania emocji, odróżniam co przyczyniło się do tego, że ktoś musiał szukać sposobu na rozładowanie tych emocji.
                        • triss_merigold6 Re: mąż alkoholik - porażka żony? 12.03.14, 08:48
                          Ależ przyczynić się mogło wszystko, od urazów okołoporodowych począwszy, a skończywszy na tym, że Janina z klasy IIb podarła jego list miłosny i pan dotąd nosi w sercu uraz.
                        • zofijkamyjka Re: mąż alkoholik - porażka żony? 12.03.14, 17:50
                          zolla78 napisała:

                          > I to właśnie rozróżniam. Od decyzji co do sposobu rozładowania emocji, odróżnia
                          > m co przyczyniło się do tego, że ktoś musiał szukać sposobu na rozładowanie tyc
                          > h emocji.

                          Alez nic nie odróżnisz. alkoholik nie musi miec powodu szczególnego do picia, albo powodem może być cokolwiek....
                    • morekac Re: mąż alkoholik - porażka żony? 12.03.14, 07:10
                      Nie ma żadnej różnicy - upijają się po prostu C2H5OH w innej cenie....
                    • jowita771 Re: mąż alkoholik - porażka żony? 12.03.14, 11:27
                      >faceta którego żona przewl
                      > ekła po podłodze psychicznie a potem odeszła z kochankiem i zaczął pić.

                      No biedny żuczek po prostu, winna żona. Mój mąż przeżył coś takiego, do tego doszło jeszcze wywiezienie dziecka z Polski. I jakoś się nie rozpił, ułożył życie na nowo, kontakty z dzieckiem ma, bo sobie wywalczył. Powiem szczerze, poznałam go jakiś czas po tym, jak żona go zostawiła i gdyby chlał, to bym nawet na niego nie spojrzała.
              • noname2002 Re: mąż alkoholik - porażka żony? 11.03.14, 19:45
                10/10

                Ciekawe swoją drogą czy kobietę też by tak łatwo usprawiedliwiono, miała mnóstwo stresów, mąż jej marudził, no to się zrelaksowała przy kilku drinkach albo butelce wina I tak przez tego niedobrego męża popadła w nałóg a mógł się powstrzymać od marudzenia!
              • alexa0000 Re: mąż alkoholik - porażka żony? 11.03.14, 21:18
                Mam problem z wyrazeniem tego, co chce w tym temacie przekazac. Język nie tak giętki, niestety, bo w głowie mam to poukładane elegancko, ale z przekazem gorzej.

                Czym innym jest obardzenie wpołuzaleznionego winą za picie drugiej osoby, a czym innym wziecie odpowiedzialnosc za swoje czyny, zachowowania lub zaniechania.

                1. Są osoby, które nie wiedza czym jest wspoluzależnienie i nie wiedza jak sobie nim radzic i że w ogóle mozna. Cos w stylu kobiety, która nie robiła cytologii, a wykryto u niej zaawansowany nowotwór. Czy a ta osoba ponosi odpowiedzialnosc za to, że się nie badała i czy mogła zapobiec sytuacji? Czy w ogole ma sens rozpatrywanie tego, to sprawa poboczna. Pytam o to, czy miała i mogła miec wpływ na rozwój choroby? Ze nie wiedziała i nie miala narzędzi to inna , oczywista sprawa.

                Wiele żon o terapii dowiaduje sie po latach , teraz, i w celu pozbycia sie ogromnego poczucia winy wobec dzieci , cześć z nich wiele stara się "pozbyć" odpowiedzialnosci za to, że dzieci przeżywały gehennę . Uważają, oburzone, że nie ma tematu, że nie są odpowiedzialne w żaden sposób za to, że dzieci były wychowywane w rodzinie alkoholowej, że dzieci mają nieuzasadnione kompletnie pretensje i temat najchetniej by zamknely. Bez przepracowania, przeprosin, było, mineło. Czy niewzięcie odpowiedzialnosci za ksztalt rodziny chocby w 1 procencie, czy brak przeprosin i rozmowy jest OK?

                2. Sa równiez osoby, które sa w terapii, od lat, wiedzą, co należy zrobić, dostaja narzedzia, ale nie korzystają z nich.

                - kobieta, mąż nałogowiec, dziecko poharatana psyche, rozwód. Związek z następnym nałogowcem, wie, co robic, po terapiach, ale tak bardzo chce czuć sie potrzebna, chce go naprawic, a przy okazji miec stare zycie, imprezy z nim, zagraniczne wyjazdy- nie robi nic, popełnia te same błędy, wiedzac o tym i przyznając,że ciezko jej przestawic się na zycie bez wyjazdów, pieniędzy itp. Widze,że awantury przechodzi z trudem, ale zawsze pózniej nastepuje jakas nagroda w postaci prezentów, kajania sie, padania do stóp, płaczów, kwiatów. Czy taka osoba wspiera drugą osobe w piciu, czy nie? Czy chocby w małym ułamku ponosi za to wspieranie odpowiedzialnosc?

                -kobieta, syn alkoholik, molestowal siostrę, która sfiksowala i woli byc w psychiatryku, niz w domu. Kobieta modli sie,zeby syn wyladowal w wiezieniu, bo wówczas jest spokój, a kiedy syn wychodzi, robi mu kanapeczki, bo jak wroci po pijaku, zrobi awanturę, podstawia miski do rzygania, dale pieniadze na alkohol. Wystarczy jeden telefon, policja tylko czeka, córka błaga ja o to, ale ona nie może, bo to jej syn. terapeta mówi,że córka cierpi, sciana. Mowi,że syn moze zapic sie na smierc, jesli nie zostana podjete kroki, sciana. Czy ta kobieta ponosi.....itp, itd.

                Wspóluzaleznienie to straszna rzecz, bardzo trudna do zwalczenia, nie neguję tego absolutnie.
                Ale czym innym jest stwierdzenie" przez ciebie pije", a czym innym np" pije, bo chce, ale ja wiem,że nie powinnam na przykłąd kupowac mu alkoholu, bo nie pomagam sytuacji w ten sposob. Biore odpowiedzialnosc za to, że to robię."

                To sa dwie zupełnie rózne sprawy, które ja rozrózniam wewnetrznie bezbłędnie, ale nie wiem, czy zostanę zrozumiana tak, jak bym chciała.






                • zofijkamyjka Re: mąż alkoholik - porażka żony? 11.03.14, 21:29
                  tyle, że ta osoba współuzalezniona jest czesto w podobnym stanie psychicznym jak bardzo bliska jej osoba uzalezniona. Tak, że trudno wymagac od takiej osoby jakiejs nadludzkiej dojrzałości i determinacji czy odpowiedzialnosci. Ta osoba czesto sama potrzebuje pomocy bo bardzo słabo sobie z tym wszystkim radzi. A juz szczególnie trudna relacja powstaje pomiędzy matka a uzaleznionym dzieckiem /bo taki przykład byłas łaskawa także tu podać/.
                  • alexa0000 Re: mąż alkoholik - porażka żony? 11.03.14, 21:37
                    Czy ja to neguję?Jest trudna. Czy trudnosc tej relacji powoduje,że odpowiedzialnosc za czyny/ich brak zostaje automatycznie zdjęta? Nie. Niie wymagam nadludzkiej dojrzałości, piszę o róznych osobach, w różnym stanie, na róznych etapach. Nie rozpatruje ich czynów jako "winy", ale też nie zdejme z nich odpowiedzialnosci. Na tym własnie przecież polega terapia miedzy innymi,żeby zacząc w koncu brac odpowiedzialnosc za siebie ( i dzieci), za swoje decyzje i zaczać sterowac swoim zyciem .
                    • zofijkamyjka Re: mąż alkoholik - porażka żony? 12.03.14, 06:50
                      alexa0000 napisała:


                      > Na tym własnie przecież polega terapia miedzy innymi,żeby zacząc w koncu
                      > brac odpowiedzialnosc za siebie ( i dzieci), za swoje decyzje i zaczać sterow
                      > ac swoim zyciem .

                      za siebie a za kogoś /dorosłego/ to jest kolosalna róznica
                      • alexa0000 Re: mąż alkoholik - porażka żony? 12.03.14, 07:39
                        Pisze cały czas o swoich zaniechaniach i unikach,nie pijacego.Które to to zaniechania mają wpływ na związek,rodzine i komfort picia,a co za tym idzie, nie pomagają go przerwać.
                        • zofijkamyjka Re: mąż alkoholik - porażka żony? 12.03.14, 17:47
                          alexa0000 napisała:

                          > Pisze cały czas o swoich zaniechaniach i unikach,nie pijacego.Które to to zanie
                          > chania mają wpływ na związek,rodzine i komfort picia,a co za tym idzie, nie pom
                          > agają go przerwać.

                          kompletnie nie wiem o co Ci chodzi, jakos niejasno sie wyrażasz..jakich zaniechaniach, jakich unikach, jakiego nie pijacego.
                          Myslisz że jak komus zrobisz piekło w domu /alkoholikowi/ to on rzuci picie? guzik prawda, Ty sie wykończysz psychicznie a on będzie dalej oszukiwał, manipulował itd. Nikt nie pomoże przerwać alkoholikowi picia, tylko on sam to może zrobić.
                  • morekac Re: mąż alkoholik - porażka żony? 12.03.14, 07:09
                    W obu przypadkach pomocy/terapii wymagają najczęściej całe rodziny, bo wszelkie zaburzenia tego typu są po prostu niszczące nie tylko dla osoby chorej na anoreksję czy alkoholizm.
                    Zgodzę się, że osoba tkwiąca latami przy boku alkoholika jest osobą zaburzoną - bo gdyby była osobą myślącą rozsądnie, już dawno ewakuowałaby się z tego układu. Jest przy nim, bo taką ma konstrukcję psychiczną, nawet jestem skłonna się zgodzić z tym, że osoba pijąca nie ponosi odpowiedzialności za współuzależnienie osoby towarzyszącej.
                    Ale picie wynika najczęściej z konstrukcji osoby pijącej. Piłby i bez żony.
      • kawka74 Re: mąż alkoholik - porażka żony? 11.03.14, 19:56
        > Znam co najmniej dwie takie sytuacje, gdzie facet - jedyny żywiciel rodziny - z
        > aczął mieć problem z pracą/finansowe i zamiast dostać wsparcie od żony, to miał
        > wieczne zrzędzenie, pretensje itd. Zaczął sięgać po alkohol jako sposób uciecz
        > ki od tego.

        Mógł również zacząć składać modele samolotów, zacząć robić sycylijskie awantury albo wyprowadzić się z domu. Coś jednak spowodowało, że sięgnął po alkohol. Oczywiście w tym momencie można znów próbować zbudować kolejne pięterko tłumaczeń - bo wszyscy piją, na przykład.

        zwykłe powiedzenie, że ma się nie martwić, ja
        > koś to będzie albo odpuszczenie kolejnego zrzędzenia plus posłuchaj za dużo pij
        > esz, szlaban na alkohol w takich ilościach czy takiej częstotliwości i jak sięg
        > a po piwo, wyjęcie z ręki, załatwiałby sprawę.

        Czyli jednak odpowiedzialność spoczywa na żonie - albo zrzędzi, albo nie daje szlabanu na piwo. Głupia, woli być żoną, a nie drugą matką.
        • nisar Re: mąż alkoholik - porażka żony? 11.03.14, 20:53
          Nie, nie odpowiedzialność, ale współprzyczynianie się.
          Swoją drogą, jak nastolatka wpadnie w anoreksję, to nikt nie pisze, że ona sama idiotka, tylko wszyscy zastanawiają się, jakie kosmiczne błędy popełnili rodzice.
          Tak, wielu mężów wpada w nałóg, bo nie ma takiej siły, która by ich powstrzymała. Ale prawda jest taka, że w niektórych wypadkach można by sytuację uratować, gdyby w odpowiednim momencie przyszło wsparcie, przytulenie, powiedzenie "damy radę, w razie czego pójdę do pracy / dam w pędzel twojemu szefowi / sprzedam rodową biżuterię / zmienimy mieszkanie na mniejsze, może być w mysiej dziurze pod schodami byle razem".
          • nisar Taka historyjka, trochę offtopicowo 11.03.14, 20:58
            Małżeństwo, jeden dorosły syn. Ona pije na umór, pożycza kasę po okolicy byle mieć na chlanie. Pan staje na głowie, żeby ją odtruwać, załatwia leczenie, kroplówki do domu (a lata są osiemdziesiąte, niekoniecznie sprzyjające prywatnym pomysłom leczniczym), sanatoria itepede. Jednocześnie pan ma od wielu lat stałą kochankę. Ona wręcz nie życzy sobie by odszedł od żony, ale jako sprawcę łóżkowego używa go z upodobaniem.

            I tylko do dziś się zastanawiam: on zaczął ją zdradzać, bo wódka była dla niej najważniejsza, czy też wódka stała się najważniejsza, bo on zaczął zdradzać?

            Co chcę przez to powiedzieć to to, że chyba jednak rzadko w nałóg wpadają osoby, które pod jednym dachem mają tę NAPRAWDĘ bliską duszę. Chyba tak.
            • alexa0000 Re: Taka historyjka, trochę offtopicowo 11.03.14, 21:24
              A tutaj to się, moim zdanie, zapedziłaś. Kazdy moze zostac nałogowcem, nawt ci, którzy mieli zajebiste dziecinstwo i zajebisty zwiazek. Wódka jest bardzo demokratyczna.
              • nisar Re: Taka historyjka, trochę offtopicowo 11.03.14, 21:29
                Dlatego piszę "rzadko" a nie "nigdy" smile
            • iwles Re: Taka historyjka, trochę offtopicowo 12.03.14, 09:15

              > rzadko w nałóg wpadają osoby
              > , które pod jednym dachem mają tę NAPRAWDĘ bliską duszę. Chyba tak.


              pułapka myśleniowa, niestety. Mówię, niestety, bo nieprawdziwa, a dająca niebezpieczne usprawiedliwienie osobie pijące.
              • triss_merigold6 Re: Taka historyjka, trochę offtopicowo 12.03.14, 09:27
                Łatwiej tkać iluzję niż przyjąć, że uzależniony odpowiada sam za swoje decyzje.
          • iwles Re: mąż alkoholik - porażka żony? 11.03.14, 21:02
            O ludzka naiwnosci, straszne jest to, ze sa ludzie, ktorzy naprawde w to wierza sad

            Pomijam juz fakt porownywania nastolatki z doroslym facetem, ojcem dzieciom, ktory powinien byc dla nich autorytetem.
        • zolla78 Re: mąż alkoholik - porażka żony? 11.03.14, 23:20
          kawka74 napisała:

          > Czyli jednak odpowiedzialność spoczywa na żonie - albo zrzędzi, albo nie daje szlabanu na piwo. Głupia, woli być żoną, a nie drugą matką. >

          Jest masa facetów (ale nie tylko) którzy z jakiś powodów nie znają innego sposobu na rozrywkę jak napicie się. Jest kolejna masa, która pije z kumplami, bo nie wypada odmówić, bo nie mają innego pomysłu co robić wieczorem. Jest kolejna masa, która w ten sposób rozwiązuje jakieś problemy sprzed małżeństwa - zwykle wyniesione z domu i zwykle gdzieś w tle majaczy ojciec alkoholik. Jest jeszcze inna grupa, której cały czas wydaje się, że alkoholikami nie są, bo to tylko lampka wina dla odstresowania po pracy, bo to tylko na imprezach albo tylko w weekend.

          Ale jest jakiś procent sytuacji, że do sytuacji gdy ktoś szuka rozwiązania w kręgu alkohol, narkotyki, hobby daleko od domu lub czasochłonne, pracoholizm, zakupoholizm, bulimia, anoreksja lub co tam jeszcze sobie wpiszesz, prowadzi w jakiejś części niefajne postępowanie współmałżonka.

          Jak pomyślisz o kobiecie, która zaczyna pić bo mąż zdradza, bije, a uzależniona jest ekonomicznie, to nie pomyślisz tak szybko, że to tylko jej wybór i jej odpowiedzialność. Coś jednak ją do tego doprowadziło. Oczywiście mogła jednak odejść itp.

          To coś jak z samobójstwem. Przecież nikt takiemu sznura nie przygotowuje, ale zwykle coś do tego prowadzi. Samobójstwo to też czyjś i tylko czyjś wybór, ale nawet prawo karne przewiduje odpowiedzialność za doprowadzenie kogoś do takiej decyzji.

          I jeszcze raz powtórzę. Nie usprawiedliwiam nikogo, kto wybiera alkohol jako sposób na rozwiązaniem problemów. Ale bywają sytuacje, że do powstania tych problemów przyczynia się ktoś, albo można oddalić kogoś znad krawędzi takiego wyboru, jeżeli się zwraca na męża/żonę uwagę i chce się podjąć wysiłek. Jak już za późno albo to nic nie daje, to też uważam, że trzeba się z takiego związku ewakuować, bez myślenia, że może to oznaczać, że ktoś pójdzie wtedy na dno alkoholizmu.
          • kawka74 Re: mąż alkoholik - porażka żony? 12.03.14, 08:39
            > Jest masa facetów (ale nie tylko) którzy z jakiś powodów nie znają innego sposo
            > bu na rozrywkę jak napicie się

            Cudownie, ale co to ma do odpowiedzialności partnerki?
            Z Twoich postów wyłania się obraz bezwolnego osobnika, dorosłego o mentalności dziecka, którego trzeba prowadzić za rączkę, powstrzymywać od zła, objaśniać świat i tłumaczyć, że nie dłubie się w nosie przy ludziach. Ludzi dorosłych się nie wychowuje, a pewnych rzeczy nie można im ani nakazać, ani zabronić. Chyba że się chce być panią opiekunką kolejnego dziecka w rodzinie.

            bywają sytuacje, że do powstania tych probl
            > emów przyczynia się ktoś, albo można oddalić kogoś znad krawędzi takiego wyboru
            > , jeżeli się zwraca na męża/żonę uwagę i chce się podjąć wysiłek.

            Jaki? Bo, póki co, pomysły na powstrzymanie partnera przed popadnięciem w alkoholizm są bardzo naiwne. Rozmowa? Wylewanie alkoholu do zlewu? Bicie po łapach? Opowiadanie wszem i wobec, że mąż/tatuś pije? Zmuszenie do przysięgania przed ołtarzem? Esperal?
            Nie ma punktu granicznego między tak zwanym piciem okazjonalnym a uzależnieniem. Nie ma szlabanu, nie ma granicy, nie ma znaku STOP, którego nie można przeoczyć. Na tym opiera się Twój i innych błąd w założeniu - że jest jakiś moment krytyczny. Nie ma takiego momentu, w związku z czym wymaganie od partnerki, żeby go wyłapała i żeby zastosowała jakieś niejasne 'środki zapobiegawcze', obciążanie jej odpowiedzialnością, że 'nic nie zrobiła', jest co najmniej niewłaściwe.
            • triss_merigold6 Słabo mi 12.03.14, 08:45
              Słabo mi...
              Z tego co Zolla pisze wynika m.in, że matka/żona jest jeszcze odpowiedzialna za zapewnienie chłopcu dostatecznej liczby atrakcji i zorganizowanie mu czasu w sposób konstruktywny. Bo inaczej z nudów zagubiony gdzieś pójdzie, a jak będzie tak szedł bez celu, to wpadnie na pół litra.
              A, i jeszcze wspierać go trzeba, dowartościowywać, pomagać, okazywać zainteresowanie.

              Nie ma momentu granicznego. Jest natomiast moment - zwykle bardzo nieprzyjemny - kiedy człowiek sam dochodzi do wniosku, że ma problem. Albo nie dochodzi do takiego wniosku nigdy i umiera, krzyż na drogę.
              • melmire Re: Słabo mi 12.03.14, 09:02
                Dokladnie. Moj tesc jest alkoholikiem. Zona zgodnie z zaleceniami "zrobienia czegos" zagrozila mu odejsciem i rozwodem...a on nic. Zero.Nul.Po trzydziestu latach malzenstwa splynelo to po nim jak po kaczce. Dzieci rozmawialy, prosily, robily awantury. Nic. ON NIE MA PROBLEMU.
                Zostal ubezwlasnowolniony (z pelna obsluga, sprzataniem, dowozem posilkow, pielegniarka przychodzaca dwa razy dziennie), potem zamkniety w psychiatryku, wszystko to wywalczone i wypracowane przez prawie byla zone, ktora sie poczuwa do odpowiedzialnosci. Myslelismy ze jak w szpitalu wytrzezwieje (po raz pierwszy od lat) to moze jednak zauwazy ze ma problem. NIE MA PROBLEMU. Nie ma zadnego problemu z alkoholem, co my tu opowiadamy, on chce wrocic do domu. I napic sie troche wina. Nie to ze musi, po prostu lubi i chcialby. I co ma rodzina zrobic? Bo jedyna opcja jaka widze to zostawic go zeby sie zapil na smierc.
                • alexa0000 Re: Słabo mi 12.03.14, 09:07
                  I co ma rodzina zrobic? Bo
                  > jedyna opcja jaka widze to zostawic go zeby sie zapil na smierc.

                  Bo bywa i tak. Rodzina zrobiła, co mogła.
                  • triss_merigold6 Re: Słabo mi 12.03.14, 09:26
                    U mnie w pracy pani urzędniczka w średnim wieku, alkoholiczka zwolniona za przychodzenie pod wpływem alkoholu do roboty (po fefnastu ostrzeżeniach, otwartych propozycjach terapii w AA, karnym przeniesieniu na inne stanowisko i innych akcjach, które miały ją skłonić do zareagowania) też twierdziła, że nie ma żadnego problemu. Twierdziła tak, nawet kiedy pijana przyszła odebrać dokumenty z kadr.
                • kawka74 Re: Słabo mi 12.03.14, 09:31
                  Dzieci rozmawialy, prosily, ro
                  > bily awantury. Nic. ON NIE MA PROBLEMU.

                  Dlatego właśnie pisałam wcześniej, że pierwszy krok należy do uzależnionego (albo zagrożonego uzależnieniem). Póki nie przyzna, że ma problem, nie ma dla niego ratunku. Najczęściej jest tak, że jeśli żona uważa, że coś jest nie tak, mąż stwierdza, że nie ma problemu, że gada bzdury, że on może w każdej chwili przestać, a ona jest psychicznie chora (bardzo często spotykane - to nie on, to ona, wariatka, wymyśla sobie).

                  Bo
                  > jedyna opcja jaka widze to zostawic go zeby sie zapil na smierc.

                  Owszem. Przykre, ale prawdziwe - ratować siebie, jego zostawić, niech robi, co chce.
              • zolla78 Re: Słabo mi 12.03.14, 09:03
                triss_merigold6 napisała:

                > Słabo mi... Z tego co Zolla pisze wynika m.in, że matka/żona jest jeszcze odpowiedzialna za zapewnienie chłopcu dostatecznej liczby atrakcji i zorganizowanie mu czasu w sposób konstruktywny. Bo inaczej z nudów zagubiony gdzieś pójdzie, a jak będzie tak szedł bez celu, to wpadnie na pół litra.>

                Może się źle wyraziłam, ale nie to chciałam napisać. Chodziło mi o to właśnie, że część osób zostanie alkoholikami, bo zostanie, bo właśnie np. nie znają innego sposobu rozrywki, i od tych trzymać się należy z daleka i nikt poza nimi samymi nie jest odpowiedzialny za to czy nie przyczynił się do tego, że nimi zostają.
                Ja mówiłam tylko o tym, że niektórych wypadkach, do tego, że ktoś zaczyna sięgać po alkohol jako sposób na rozwiązanie jakiś problemów przyczynia się żona/mąż, a jeszcze w innych nielicznych wypadkach odpowiednio wczesna i prawidłowa reakcja mogłaby temu zapobiec. Ale nie obarczam odpowiedzialności za to, że ktoś np. problemu nie zauważył odpowiednio wcześnie czy źle zareagował (np. tak nieskutecznymi właśnie sposobami jak wylewanie alkoholu), bo od nikogo nie można wymagać by był ekspertem w tej dziedzinie.
                • kawka74 Re: Słabo mi 12.03.14, 09:35
                  niektórych wypadkach, do tego, że ktoś zaczyna sięga
                  > ć po alkohol jako sposób na rozwiązanie jakiś problemów przyczynia się żona/mąż
                  > , a jeszcze w innych nielicznych wypadkach odpowiednio wczesna i prawidłowa rea
                  > kcja mogłaby temu zapobiec.

                  Przyczynia się jak? Wykręca rękę, żeby się napił czy napiła? O tym właśnie pisałam - bezwolny osobnik, który MUSI się napić, bo żona stwarza problemy.
                  Zolla - nie ma 'odpowiednio wczesnych' i 'prawidłowych' reakcji na picie.
                • noname2002 Re: Słabo mi 12.03.14, 09:44
                  Jak ktoś pije dla rozrywki i towarzystwa i się uzależni-zły, nie należy ratować.
                  Jak ktoś pije, bo ma problemy i się uzależni -dobry, próbować ratować.
                  Jak ktoś pije ma kłopoty ze współmałżonkiem i się uzależni-bardzo dobry! za wszelką cenę ratować!

                  Wiesz, że to co piszesz to jest taka podstawowa, wręcz sztandarowa wymówka osób uzależnionych?
                  Oni nie piją, bo są chorzy, w nałogu, oni piją, bo żona zdradza/marudzi/interesy nie idą/ w pracy stres.
                • gryzelda71 Re: Słabo mi 12.03.14, 11:03
                  Znasz jakiegos alkoholika tak z bliska? w sensie całą rodzinę od środka, a nie ze słyszenia,ze Wacław pije?
                • zofijkamyjka Re: Słabo mi 12.03.14, 17:56
                  zolla78 napisała:

                  > Ja mówiłam tylko o tym, że niektórych wypadkach, do tego, że ktoś zaczyna sięga
                  > ć po alkohol jako sposób na rozwiązanie jakiś problemów przyczynia się żona/mąż

                  żona może sie owszem przyczynic do tego że mąz ma problemy ale nie do tego jaki sposób sobie wybrał na ich "rozwiązywanie". Ludzie miewaja rozmaite problemy, rozchodz się, zdradzają, tracą bliskie osoby. Ale nie wszyscy staja sie z tego powodu alkoholikami....
    • hema14 Re: mąż alkoholik - porażka żony? 02.03.15, 20:44
      He he jak już zmarł to w końcu sukces smile Co tu rozkminiać.
      Tzn. nie, żeby to małżeństwo było sukcesem. Ja bym w domu alkoholika nie hodowała, nie popieram, nie jest winna ale współwinna - była raczej. Przynajmniej swoich pieniędzy mogła pilnować, i czy w domu jest alkohol mogła wiedzieć (a każdy znaleziony usuwać-wylewać cichaczem) - podkreślam: przynajmniej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka