dorek3
18.03.14, 22:46
Poszłam dziś na pierwszą w życiu mammografię.
I po zrobieniu zdjęć kiedy czekałam na konsultację naglę jestem ponownie zapraszana na zdjęcie. Okazało się, że w jednej piersi jest coś i trzeba zrobić zdjęcie celowane. Robimy. Techniczka idzie się z nim konsultować, wraca i robi kolejne.
Domyślacie się pewnie jak się wtedy czułam...
W końcu i ja trafiam przed oblicze lekarki pełna najgorszych przeczuć. Lekarka przytomnie zaczyna od wyjaśnień: to co wyszło w pierwszym zdjęciu "rozprasowało" się na tych dwóch kolejnych. Oddycham z ulga ale nie do końca bo mam trochę powiększone węzły (do 15 mm). Ponoć na 90% poinfekcyjne, ale musze zrobić usg.
Ale i tak jestem zadowolona, że poszłam tam gdzie opis jest robiony przy pacjentce. Wprawdzie wyskoczyłam z kasy pomimo prywatnego ubezpieczenia, ale przynajmniej uniknęłam "wezwania" na powtórne badanie
Macie jakieś pozytywne doświadczenia w temacie tych węzłów?