Moje najmłodsze dziecię tak się wyeksploatowało pełzaniem, że wpełzło pod komodę i tam zasnęło. I teraz nie wiem: ratować, zbierać z zimnej podłogi (przy czym na bank się obudzi i bedzie wymagał utulenia przy piersi lub w chuście), czy tylko okryć kocykiem, zrobić sobie kawkę, rozsiąść się w fotelu i delektować się niespodziewaną chwilą świętego spokoju?
Z jednej strony moje matczyne serce się ściska, z drugiej - dziecię pierwszy raz w życiu raczyło zasnąć bez żadnych zabiegow z mojej strony i taka okazja pewnie nieprędko się powtórzy