Bylo juz o 5 latkach w wozkach (bleeee

) ale co powiecie drogie panie o takich sytuacjach:
"mamusie dźwigąją takie dwulatki na rękach, ale zadowlone że dziecko odwózkowane. Moze to jest ten seekret zrzucania wagi po ciaży? Dxwiganie "odwózkowanych" klocków. " czy "mamusia ciągnie za sobą jak za przeproszeniem flaka takiego szkraba czerwona ze złości malec tylko buczy i piękny rodzinny spacer przeobraża się w horror. Taka sytuacja na pewno wzmacnia więź rodzinna." (Cytaty z wozkomani)
Czy z tym odwozkowywaniem to tez nie jest jakis wyscig - kto pierwszy ten lepszy? Przeciez dzieciaczka moga nogi bolec moze byc zmeczony. A co napotyka - zniecierpliwienie i wscieklosc mamusi...

a tak by sobie usiadl i fruuu wszyscy zadowoleni. Po co te wyscigi?