W pracy był remont i przeciągi, zaczęłam kaszleć i gdy już wypluwałam płuca poszłam do lekarza. Dostałam ponad tydzień zwolnienia, akurat do świąt. I nikt mi nie wierzy że naprawdę chorowałam, szef rzuca tekstami że lekarz to konował skoro na kaszelek mi zwolnienie dał, koleżanki głupawo się uśmiechają że "akurat przed świętami". Nosz kurde, zawsze marzyłam by święta spędzić w łóżku na antybiotykach

Dodam że ostatnie zwolnienie miałam chyba ze 4 lata temu, na anginę i też wysłuchałam że kręcę bo anginę to tylko dzieci mają (szefa teoria). Przeziębiona chodziłam do pracy, jak miałam jelitówke to brałam urlop a teraz problem. Jak u Was w pracy reagują na ewentualne L4?