czarnespodnie
15.05.14, 16:38
Byłam uginekologa, badania hormonów i krwi w pięknej normie, pytam doktora o ten nieregularny okres po latach tabletek. Mówi ze taka moja natura. Ja na to, czy to sie leczy, czy nie ma potrzeby, ze chciałabym sie starać o dziecko. On ze sie nie leczy.
Ja mowię"ok", a lekarz na to daje mi plik recept, twierdzi ze na wywołanie krwawienia. Nie na np regulowanie owulacji (?) ale na krwawienia. Ze to mi pomoże zajść w ciąże (nawet sie nie zaczęłam starać), ze jak zajdę ale jeszcze nie bede tego świadoma to w porządku bo leki nie przeszkodzą.
Wychodzę z gabinetu, w recepcji od razu zapisuje sie do innego lekarza bo ten nie zbudził mojego zaufania.
W aptece kobieta mi mówi że to leki na menopauze, wg ulotki ewentualne zaciazenie grozi syndromem downa u dziecka i broń Boże nie stosować jako cos wspomagającego płodność.
Nazwy lek nie pomnę. Nie bralahym tego i tak bo lekarz nie był w stanie wyjaśnić o co ku z tymi receptach chodzi, po 10 min próby zrozumienia po co mi je daje wyszłam.
Ktoś trafił kiedys na podobnego wariata?
I czy te nieregularne miesiączki to naprawde jakiś problem jesli wyniki w normie?