damajah
15.07.14, 22:00
Drogie panie - taka sytuacja w pociągu:
Podróż prawie 4h. Gorąco jak jasna cholera. Wsiadam do swojego przedziału i stwierdzam z lekkim przerażeniem że na 6 miesc 4 zajmują starsi panowie mocno spoceni już. Ok - nie ich wina, na szczęście okno otwarte i w przedziale i na korytarzu, przewiew jest - myślę - będzie dobrze.
I oto do przedziału wchodzi dziewczę na oko 20 parę lat i oznajmia gromko że jest bardzo chore, że własnie wstała dziś z łóżka i ma antybiotyki. Zamyka szczelnie okno w przedziale oraz pobliskie okna na korytarzu. Powtarzając jak bardzo jest chora siada sobie i zaczyna: smarkać, kaszleć, kichać, cherlać... Jakieś nieśmiałe "ugotujemy się tutaj" oraz "pani nas wyzaraża" pada od dwóch panów na co dziewczyna reaguje wyciąganiem antybiotyków żeby pokazać jaka jest chora strasznie i jeszcze większym kaszlem, smarkaniem itp....
Panowie zamilki a ja...
Ja posiedziałam ale po kilku minutach cherlania kaszlu i smarkania nie wytrzymałam.
Powiedziałam pani że jest nieodpowiedzialna i wyszłam.
Podróż spędziłam siedząc w kucki na korytarzu.
Mam w domu 3 dzieci w tym roczne które właśnie skończyło chorować solidnie. Przywleczenie następnej choroby do domu może się skończyć nawet i szpitalem (dziecię ma skłonność do zapalenia oskrzeli i płuc i nie chce jeść i pić jak jest chore)
Przyznam że byłam okropnie zła ale się pohamowałam bo nie wiedziałam co mogłabym zrobić.
Teraz mi przeszło i się zastanawiam czy miałam rację czując złość czy nie. Właściwie nie można zabronić osobie chorej podróżować. Przyznam że najbardziej wkurzyło mnie to zamykanie wszędzie okien. Bo w takim malutkim przedziale zamknięcie wszystkiego powoduje że szanse na zarażenie się wzrastają chyba znacznie...
Dodam że 2 panów dzielnie wytrzymało, ale dwóch którzy na początku próbowali protestować większość podróży spędzili na korytarzu obok mnie.
Musiałam 2 razy wejść do przedziału jak pani z warsu jechała tym swoim wózkiem - koszmar. Duchota gorąc i cóż...zapach...
Wyprostujcie mnie lub powiedzcie że miałam rację wkurzając się.