gauad
13.08.14, 16:05
Moja znajoma wychowuje dziecko nie wdrażając je zbytnio w domowe obowiązki lub poczucie odpowiedzialności za sytuację rodziny. Zastanawiam się czy robi dobrze czy źle. Czy słusznie daje dziecku luz i brak innych obowiązków dopóki jest dzieckiem szkolnym?
Dziewczyna ma już skończone 16 lat. Jej jedynym obowiązkiem jest się uczyć. I tak w roku szkolnym mama ją pilnuje by odrabiała zadańia. Uczy się przyzwoicie ale mogła by lepiej. W domu nie ma żadnych stałych obowiązków.
Tak więc mieszkanie całe sprząta matka, córka nie sprząta u siebie, nie zaścieli łóżka, ciuchy rzuci na podłogę i tak mogą leżeć cały czas... Chyba, że matka przyjdzie, pozbiera, poukłada, odkurzy. Jak nie przyjdzie to leżą ciuchy, książki, kosmetyki wymieszane razem z butami. Córka nie przejawia żadnej inicjatywy by matce pomagać. Nie myje naczyń, nie wyniesie śmieci, nie nakarmi kotów. Czasem matka jej wyraźnie każe, to albo zrobi, albo udaje że nie słyszy. W kilku mało wymagających sprawach córka mogła by też pomóc w firmie ojcu, szczególnie gdy w wakacje jest w domu a nie ma szkoły. Ale córka nie wyraża sama chęci a rodzice zupełnie nie wymagają więc...
Rodzice prowadzą firmę, gdzie pracuje głównie ojciec (solidnie pracuje, dużo czasu jest poza domem) a matka trochę w firmie pomaga a głównie zajmuje się domem. Ojciec z domowych zajęć nie robi nic, na jego głowie jest firma i finanse rodziny. Więc gdy matka doznała urazu i na 3 tygodnie wyjechała się leczyć, to okazało się że pozostali nie umieją nawet obsłużyć pralki. Po powrocie matki podłoga lepiła się od brudu bo ani ojciec ani córka nie umyli podłogi przez ten czas, nie czują że należy zakasać rękawy. Na kanapach porozrzucane brudne ciuchy. Bo zawsze sprzątała matka więc czeka to na nią... W firmie rodzinnej mniejszy zarobek, córka która by mogła bez trudu pomóc w kilku sprawach gdy matka choruje a ojciec zajęty - nie poczuwa się - siedzi na fejsie albo nudzi się przed tv, ożywia się tylko gdy się z koleżankami umówi. Rodzice nie powierzają jej żadnych obowiązków, ściśle oddzielając, że firma i zarabianie to nie sprawa dziecka. Lecz czy nie lepiej wdrażać w latwiejsze sprawy ? wydaje mi się, że z tego się rodzi też świadomosć że pieniądze nie spadają z nieba..
Matka zamiast się martwić swoim zdrowiem to się martwi czy córka zbyt nie przeżywa tego, że mamy tyle nie było w domu...
Przyznaję, byłam zupełnie inaczej wychowywana. Miałam bardzo dużo obowiązków jako dziecko. Jako 12 latka już gotowałam obiady. Razem z siostrą na zmianę miałyśmy dyżur przy myciu garów. Mialam też inne obowiązkowe prace oprócz nauki która była oczywistością. Nie twierdzą, że to dobrze tak wcześnie musieć pracować. Ale widok matki która jeszcze schorowana i obolała po urazie - stoi przy garach by "obsłużyć" rodzinę , a jej nastoletnia córa śpi do południa a potem leży przed tv lub kompem czekając na gotowe, mnie zdegustował..
Ile lat miały wasze dzieci gdy -np same będąc akurat chore- wymagałyście/pozwoliłyście im obsługiwać was a nie tylko odwrotnie? Ile miały lat gdy zaczęły myśleć o zarabianiu?