Probowala ktoras z Was radykalnie wyrzucic z diety weglowodany (albo chociaz pszenice na przyklad) lub nabial?
Bo ja (niestety?) jestem z tych, co to bez mleczka porannej (i poludniowej, i popoludniowej) kawy sobie nie wyobrazaja a bez chleba i makaronu tez ciezko zyc. Wage mam w zasadzie dobra, jeszcze dwa-trzy kilo mi zostalo po ciazy ale to dopiero dwa i pol miesiaca od porodu wiec tym sie specjalnie nie przejmuje (no i kp wiec zadne ostre diety mnie i tak nie kusza).
Ale czesto ostatnio czytam, ile to dobrego daje odstawienie mleka i produktow mlecznych lub zredukowanie ilosci pochlanianych wegli.
Probowala ktoras? Czulyscie sie lepiej/zdrowiej, mialyscie lepsza cere, plaski brzuch, cokolwiek?
Jutro wylatuje na dwa i pol tygodnia do tesciow do Turcji - beda warzywa, owoce, ryby, jagniecina, oliwa z oliwek - goraco wiec mojej neski z mlekiem nie bede pila, chleb maja niespecjalny wiec nie kusi, moge ostatecznie jesc troche ryzu lub bulgur wiec moglabym sprobowac bez wiekszego bolu. Tesciowa dobra kobieta, ugotuje wszystko o co poprosze

Tylko czy w ogole warto, czy to cos daje czy to tylko chwilowa moda? Bo moze lepiej sobie serow, jogurtu i pide nie zalowac tylko jesc i nie kombinowac?