Dodaj do ulubionych

skad parcie na malzenstwo?

26.08.14, 10:16
zeby nie bylo: bylam mezatka, nie polecam

skad to dazenie do sformalizowania zwiazku, przypieczetowania na papierze? czy to takie wazne jesli jest sie w fajnym, satysfakcjonujacym obie strony zwiazku?
Obserwuj wątek
    • gazeta_mi_placi Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:16
      Sio trollu na Kobietę z tymi rozważaniami albo forum Rozwódek.
      • tabakierka2 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:21
        dla mnie: ważne
        dla mojego męża: ważne
        dla moich/naszych znajomych: przeważnie ważne; dla kilku: zupełnie nieważne.
        • kruche_ciacho Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:38
          ale dlaczego wazne?
          • tabakierka2 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:58
            kruche_ciacho napisała:

            > ale dlaczego wazne?

            dla nas? bo jesteśmy oboje wierzący, bo dla nas to sakrament.
            Inne opcje nie wchodziły w grę od początku.
          • dziennik-niecodziennik Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 12:00
            a dlaczego niewazne?
            takie dociekania są mało sensowne. niektorzy wolą tak, niektorzy inaczej i juz.
            • kropkacom Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 15:28
              Tu chyba nie chodzi o "wolenie". Większość w temacie staje pod jakąś presją (może pokolenie aktualnych dwudziestolatków ma inaczej). Zwłaszcza jak są w planie dzieci. Dodatkowo jest faktem, że jak się już raz było w małżeństwie to już takiej presji nie ma. No chyba, że (znowu) są w planie dzieci.
              • kruche_ciacho sedno sprawy 26.08.14, 15:36
                wlasnie mam takie samo wrazenie
                ze to "wolenie" to sie tylko nam wydaje a tak naprawde to kwestia narzuconych zwyczajow kulturowych i religijnych
                bo "nie malzenstwo" to "nie rodzina", w grzechu zyja, bo trzeba "zalegalizowac", bo dzieci.... itp.
                • priszczilla Re: sedno sprawy 26.08.14, 15:47
                  > , bo dzieci.... itp.

                  Nie wiem, jak dla ciebie ale dla mnie dobro dzieci to żaden pikuś i bardzo istotna kwestia. Jeśli wszelkie racjonalne powody dla zawarcia małżeństwa odrzucić to faktycznie może zostanie tylko przesąd i presja otoczenia, ale instytucja małżeństwa ma także implikacje praktyczne, chociażby tak banalne jak możliwość dopisania małżonka do swojego ubezpieczenia w ZUS. Nie dociera to do ciebie?
                  • kruche_ciacho Re: sedno sprawy 26.08.14, 15:50
                    no ja konkubenta rowniez moge dopisac do swego ubezpieczenia

                    a niby z jakiego powodu dobro dzieci ma byc zagrozone jesli rodzice nie sa malzenstwem?
                    • priszczilla Re: sedno sprawy 26.08.14, 16:03
                      > no ja konkubenta rowniez moge dopisac do swego ubezpieczenia

                      W Polsce się tak nie da.

                      > a niby z jakiego powodu dobro dzieci ma byc zagrozone jesli rodzice nie sa malz
                      > enstwem?

                      Przede wszystkim większe jest ryzyko, że rozpadnie się konkubinat niż, że rozpadnie się małżeństwo.
                      • kruche_ciacho Re: sedno sprawy 26.08.14, 16:08
                        "W Polsce się tak nie da"
                        wiec moja teoria ma jakis sens

                        "Przede wszystkim większe jest ryzyko, że rozpadnie się konkubinat niż, że rozpadnie się małżeństwo."
                        Uzasadnij.
                        • priszczilla Re: sedno sprawy 26.08.14, 16:35
                          > "Przede wszystkim większe jest ryzyko, że rozpadnie się konkubinat niż, że rozp
                          > adnie się małżeństwo."
                          > Uzasadnij.

                          Co tu uzasadniać? Tak po prostu jest. Ja i większość moich znajomych ma za sobą jakieś konkubinaty, niektórzy nawet po kilka, a wielokrotnych rozwodników w moim pokoleniu praktycznie nie znam.

                          Poza tym na chłopski rozum biorąc, jeśli ktoś unika jasnej deklaracji, co do przyszłości związku i wzięcia na siebie zobowiązań związanych z małżeństwem to znaczy, że a) nie dorósł do tego, b) nie jest przekonany czy aktualna partnerka/parter jest odpowiedni, c) w ogóle unika wszelkich tego rodzaju zobowiązań, i dopiero d) nie lubi formalności i dlatego nie bierze ślubu, chociaż odpowiada mu partner/partnerka i jest gotowy założyć rodzinę.

                          Małżeństwo nie gwarantuje sukcesu związku, ale przynajmniej jest zawierane w wyniku jasnej i wiążącej deklaracji zamiarów obu stron. Konkubinaty mają przeróżne początki (tak jak i małżeństwa), ale większość nigdy do tego etapu nie dociera. Ludzie potrafią 7 lat przeżyć razem, jak bohaterka sąsiedniego wątku i nie wiedzieć czy partner w ogóle planuje kiedykolwiek mieć dzieci.
                          • triss_merigold6 Re: sedno sprawy 26.08.14, 16:40
                            Dokładnie.
                            Problem nie w tym, czego obie strony chcą, problem w tym, czego jedna strona nie chce i nie planuje.
                          • kruche_ciacho Re: sedno sprawy 26.08.14, 16:52
                            "Co tu uzasadniać? Tak po prostu jest"
                            co mozna odpowiedziec na takie stwierdzenie? ze tak po prostu nie jest smile

                            jesli jedyna jasna deklaracja uczucia i gotowosci wziecia zobowiazan w zwiazku jest podpisanie papierka w obecnosci urzednika to rzeczywiscie rozumowanie zawezonych horyzontow

                            "Ludzie potrafią 7 lat przeżyć razem, jak bohaterka sąsiedniego wątku i nie wiedzieć czy partner w ogóle planuje kiedykolwiek mieć dzieci"
                            a wiesz ze to sie zdarza i w malzenstwach?

                            tu gdzie mieszkam pary zyjace bez slubu maja duzo mozliwosci na "legalizacje" konkubinatu bez przymusu slubu co eliminuje "odrywanie" od szpitalnego lozka, podzialy majatkowe, czy "krzywdzenie" dzieci
                            sadze wiec ze duze znaczenie ma tutaj polityka panstwa ktore moze to ulatwiac lub utrudniac po czym obywatele zludnie mysla ze "chca"
                            plus kosciol oczywiscie
                            • sanciasancia Re: sedno sprawy 26.08.14, 17:05
                              > tu gdzie mieszkam pary zyjace bez slubu maja duzo mozliwosci na "legalizacje" k
                              > onkubinatu bez przymusu slubu co eliminuje "odrywanie" od szpitalnego lozka, po
                              > dzialy majatkowe, czy "krzywdzenie" dzieci
                              Większość osób wypowiadających się w wątku mieszka ewidentnie gdzie indziej, gdzie jest jedna domyślna możliwość legalizacji związku.
                              > jesli jedyna jasna deklaracja uczucia i gotowosci wziecia zobowiazan w zwiazku
                              > jest podpisanie papierka w obecnosci urzednika to rzeczywiscie rozumowanie zawe
                              > zonych horyzontow
                              Jest to jedyna w Polsce możliwość zapewniająca pełnię ochrony prawnej, a nie zależność od tego, czy po zakończeniu związku, obie strony będą chciały grać fair w kwestii majątku itp.

                              Kompletnie nie wiem, o co ci chodzi. Są ludzie, którzy chcą, żeby ich prawa w związku były chronione i dlatego decydują się na ślub. Większość osób w wątku nie ma szans na inne typy legalizacji niż ślub, toteż nie zaprząta swoich ślicznych główek tym, co by było, gdyby mogło zalegalizować inaczej.
                              I tak, są ludzie, dla których ślub jest ważny. Czy z powodów religijnych, czy pozareligijnych. Zraziłaś się do instytucji małżeństwa? Ok. Mnie w małżeństwie jest super, a jakoś nie pytam się "ludzie, dlaczego się nie pobieracie?".
                            • priszczilla Re: sedno sprawy 26.08.14, 17:31
                              > jesli jedyna jasna deklaracja uczucia i gotowosci wziecia zobowiazan w zwiazku
                              > jest podpisanie papierka w obecnosci urzednika to rzeczywiscie rozumowanie zawe
                              > zonych horyzontow

                              Można zapewne przy pomocy wielu innych prawnych zabiegów zadeklarować się w zakresie podobnym jak w przypadku małżeństwa, ale jaki ma to sens, skoro małżeństwo załatwia to wszystko w pakiecie? Same oświadczyny czy inna słowna deklaracja nie stanowią żadnego zobowiązania. Dopóki twój partner żyje i z tobą mieszka możesz mu powtarzać "obiecałeś", ale on może się wykręcać na milion sposobów, a w przypadku jego śmierci, zaginięcia itd. jego słowne deklaracje możesz sobie najwyżej powspominać.

                              > sadze wiec ze duze znaczenie ma tutaj polityka panstwa ktore moze to ulatwiac l
                              > ub utrudniac po czym obywatele zludnie mysla ze "chca"

                              Brałam ślub cywilny. Jedyna różnica miedzy związkiem nieformalnym ale zalegalizowanym na inne sposoby (tak jak to jest możliwe tam gdzie mieszkasz) to kwestia rozwodu. A zatem jedyna różnica między ślubem, a prawnie zabezpieczonym konkubinatem sprowadza się wtedy do tego, że łatwiej jest z niego uciec. I dokładnie z tego powodu ludzie konkubinat najczęściej wybierają. Zdają sobie sprawę, że ewakuacja z ich strony jest wysoce prawdopodobna, więc wybierają formę, która im to bez problemów umożliwia. Jeśli komuś odpowiada życie z kimś, kto jest ciągle "na walizkach" proszę bardzo, ja wolałam zakładać rodzinę z innym nastawieniem.
                              • murwa.kac Re: sedno sprawy 28.08.14, 07:15
                                priszczilla napisała:

                                Cytat a prawnie zabezpieczonym konkubinatem sprowadza się wtedy do tego, że łatwiej jest z niego uciec. I dokładnie z tego powodu ludzie konkubinat najczęściej wybierają.

                                no dokladnie!
                                po co sobie zycie utrudniac, skoro mozna sobie ulatwic?

                                CytatZdają sobie sprawę, że ewakuacja z ich strony jest wysoce prawdopodobna,

                                tak samo prawdopodobna jak w przypadku malzenstwa.
                                ale to trzeba miec swiadomosc, ze nic nigdy nie jest dane na zawsze, trzeba pracowac nad zwiazkiem, starac sie, a nie naiwnie wierzyc, ze slub i papierek zagwaratuje dozywotnia milosc i trwalosc.
                                • priszczilla Re: sedno sprawy 28.08.14, 11:05
                                  >
                                  > no dokladnie!
                                  > po co sobie zycie utrudniac, skoro mozna sobie ulatwic?

                                  Jeśli Tobie na tym zależy to nie bierz ślubu. Ja się rozwodzić szybko nie zamierzałam i większym kłopotem z mojego punktu widzenia były formalności związane z posiadaniem wspólnego majątku, opieką szpitalną, wspólnym rozliczaniem się, sprawami spadkowymi, itd.

                                  > tak samo prawdopodobna jak w przypadku malzenstwa.

                                  Moim zdaniem konkubinaty rozpadają się częściej niż małżeństwa.
                          • araceli Re: sedno sprawy 26.08.14, 17:30
                            priszczilla napisała:
                            > Co tu uzasadniać? Tak po prostu jest. Ja i większość moich znajomych ma za sobą
                            > jakieś konkubinaty, niektórzy nawet po kilka, a wielokrotnych rozwodników w
                            > moim pokoleniu praktycznie nie znam.

                            Czyli dla ciebie jak dzieciaki ze sobą w gimnazjum chodzą to już jest 'konkubinat'? O_O big_grin
                            • priszczilla Re: sedno sprawy 26.08.14, 17:32
                              Skąd taki wniosek? big_grin
                              • araceli Re: sedno sprawy 26.08.14, 17:37
                                priszczilla napisała:
                                > Skąd taki wniosek? big_grin

                                Bo jeżeli piszesz, że ludzie mieli za sobą 'po kilka konkubinatów' to znaczy, że terminem tym określasz po prostu chodzenie ze sobą.
                                • priszczilla Re: sedno sprawy 26.08.14, 17:53
                                  Mylisz się. Miałam na myśli poważniejsze związki, w wyniku których pary decydowały się razem zamieszkać. Mam prawie czterdzieści lat i wolnych znajomych w wieku do 50-tki włącznie.
                        • banksia Re: sedno sprawy 27.08.14, 02:46
                          kruche_ciacho napisała:

                          > "W Polsce się tak nie da"
                          > wiec moja teoria ma jakis sens

                          Lubie to big_grin

                          az cisnie sie na klawisze pytanie teoretyczne: gdyby w pl zwiazki nieformalne/partnerskie byly w 100% uznawane w swietle prawa, ciekawe jaki odsetek spoleczenstwa wciaz przywiazywalby wage do slubu?

                          mysle, ze byc moze tylko ci, ktorymi kieruja autentyczna wiara i zasady religii. albowiem wraz z zalegalizowaniem zwiazkow nieformalnych upadlyby wszystkie praktyczne i racjonalne powody zawierania slubu a zostalyby jedynie religijno-emocjonalne. dla mnie bombawink
                          • sanciasancia Re: sedno sprawy 27.08.14, 03:28
                            > mysle, ze byc moze tylko ci, ktorymi kieruja autentyczna wiara i zasady religii
                            > . albowiem wraz z zalegalizowaniem zwiazkow nieformalnych upadlyby wszystkie
                            > praktyczne i racjonalne
                            powody zawierania slubu a zostalyby jedynie religi
                            > jno-emocjonalne. dla mnie bombawink
                            We Francji ciągle się bierze śluby, więc ten argument upada.
                          • x.i.007 Re: sedno sprawy 27.08.14, 09:02
                            banksia napisała:

                            >
                            > az cisnie sie na klawisze pytanie teoretyczne: gdyby w pl zwiazki nieformalne/p
                            > artnerskie byly w 100% uznawane w swietle prawa, ciekawe jaki odsetek spoleczen
                            > stwa wciaz przywiazywalby wage do slubu?
                            >

                            Wyjaśnij co rozumiesz przez zalegalizowany związek nieformalny? smile

                            Każdy z kim się spotykam miałby np. prawo dziedziczenia? A może tylko ten z którym mieszkam powyżej roku? A może ten którego wskażę w dokumencie podpisanym w obecności urzędnika? A wiesz, że taki dokument jest już w prawie polskim smile
                      • ichi51e Re: sedno sprawy 26.08.14, 16:45
                        Da sie. Ja jestem dopisana np do mojego partnera. Co ciekawe urzad skarbowy tez nas uznaje za rodzine w razie gdyby trzeba bylo dlugi splacac. W pl.
                        • ichi51e Re: sedno sprawy 26.08.14, 16:47
                          Dziecko tez mamy. Lucze na kolejne. I 10 lat razem big_grin
                        • priszczilla Re: sedno sprawy 26.08.14, 17:16
                          Na jakiej podstawie jesteś dopisana do jego ubezpieczenia? Mówisz o ZUS?
                        • zla.m Re: sedno sprawy 26.08.14, 18:51
                          Ale w razie śmierci jednego z was, to drugie nie ma prawa do zachowku, płaci 20% podatku skarbowego (jeżeli jest wymienione w testamencie, inaczej - sorry, jest pan/pani obcą osobą) nie ma też prawa do emerytury/renty "wdowiej" czy innych form wsparcia.

                          I np. dowiadywanie się o zdrowie chorego/decyzje gdy jest nieprzytomny - może być utrudnione. Owszem, możesz mieć nawet notarialne upoważnienie, ale jak bez niego przyjdziesz do szpitala, to wszystko zależy tylko od dobrej woli personelu. Owszem, możesz się potem z nimi sądzić, a na razie partner leży nieprzytomny i nie masz pojęcia, co się z nimi dzieje...
                          • ichi51e Re: sedno sprawy 27.08.14, 08:25
                            No wlasnie - cztam watek i wydaje mi sie ze pojawia sie argument finansowy na rozne sposoby. I wniosek mam taki ze im w gorszej sytuacji finansowej jest kobieta (a wiekszosc jest w czarnej d taka prawda bo przeciez lata opieki nad dzieckiem) tym bardziej malzenstwo ja zabezpiecza. Ale gdy kobieta jest niezalezna finansowo - ma prace i mieszkanie wlasne malzenstwo juz jej nie za wiele nie daje na tym polu. W razie smierci partnera - odziedziczy dziecko ona ma prace swoj dom wiec tylko odchowac i kazdy idzie na swoje. indifferent
                            • nenia1 Re: sedno sprawy 27.08.14, 12:53
                              ichi51e napisała:

                              > Ale gdy kobieta jest niezalezna fi
                              > nansowo - ma prace i mieszkanie wlasne malzenstwo juz jej nie za wiele nie daje
                              > na tym polu.

                              Pójdę nawet dalej i dodam, że małżeństwo może pogorszyć jej sytuację finansową.
                              • triss_merigold6 Re: sedno sprawy 27.08.14, 13:01
                                Małżeństwo może się nie kalkulować podatkowo, na przykład. Niemniej to nie oznacza, że para jest przeciwna ślubowi z powodów ideologicznych, tak a priori.
                                • nenia1 Re: sedno sprawy 27.08.14, 13:08
                                  Oczywiście, podobnie jak korzyści finansowe nie stanowią o tym, że ktoś a priori powinien zawierać związek małżeński.
                        • best_bej Re: sedno sprawy 26.08.14, 19:31
                          w zusie da sie podpiąć konkubina???
                      • murwa.kac Re: sedno sprawy 28.08.14, 07:09
                        priszczilla napisała:

                        CytatPrzede wszystkim większe jest ryzyko, że rozpadnie się konkubinat niż, że rozpadnie się małżeństwo.

                        http://emots.yetihehe.com/2/hahaha.gifhttp://emots.yetihehe.com/2/hahaha.gifhttp://emots.yetihehe.com/2/hahaha.gif

                        zabawna z Ciebie istotka!
                  • araceli Re: sedno sprawy 26.08.14, 16:52
                    priszczilla napisała:
                    > Nie wiem, jak dla ciebie ale dla mnie dobro dzieci to żaden pikuś i bardzo isto
                    > tna kwestia.

                    Akurat 'dobro dzieci' jest zupełnie niezależnie od małżeństwa choć to typowe błędne myślenie 'małżeństwo zabezpiecza dzieci' smile
                    • priszczilla Re: sedno sprawy 26.08.14, 17:12
                      > Akurat 'dobro dzieci' jest zupełnie niezależnie od małżeństwa choć to typowe bł
                      > ędne myślenie 'małżeństwo zabezpiecza dzieci' smile

                      Zależy co się ma na myśli. Moim zdaniem decydując się na dzieci trzeba przede wszystkim zrobić, co się da, żeby mogły się wychować w dobrej rodzinie, mając przy boku oboje rodziców. Robienie sobie dziecka z kimś, kto nie jest w stanie zadeklarować się matrymonialnie, jest moim zdaniem nierozsądne, m.in. właśnie ze względu na dobro dzieci.
                      • araceli Re: sedno sprawy 26.08.14, 17:27
                        priszczilla napisała:
                        > Robienie sobie dziecka z kimś, kto nie jest w stanie zadeklarować się matrymonialnie,
                        > jest moim zdaniem nierozsądne, m.in. właśnie
                        > ze względu na dobro dzieci.

                        Ojojoj! Bo przecież rozwód nie istnieje nie? 'Dobro dzieci' big_grin

                        Boszz... ludzie są tacy naiwni big_grin
                        • priszczilla Re: sedno sprawy 26.08.14, 17:38
                          Rozwody istnieją, więc róbmy sobie dzieci z kimkolwiek, nawet jak ktoś zapowiada od razu, że za dwa lata się zmywa?

                          Sorry, ale moim zdaniem planując dzieci znacznie większą naiwnością jest pozbawiać się ochrony prawnej związanej z małżeństwem w miejsce luźnych ustnych deklaracji o wsparciu i dozgonnej miłości.

                          • araceli Re: sedno sprawy 26.08.14, 17:44
                            priszczilla napisała:
                            > Rozwody istnieją, więc róbmy sobie dzieci z kimkolwiek, nawet jak ktoś zapowia
                            > da od razu, że za dwa lata się zmywa?
                            > Sorry, ale moim zdaniem planując dzieci znacznie większą naiwnością jest pozbaw
                            > iać się ochrony prawnej związanej z małżeństwem w miejsce luźnych ustnych dekla
                            > racji o wsparciu i dozgonnej miłości.

                            Wiesz - nigdy nie zdecydowałabym się na dziecko z osobą, przed którą musiałabym się chronić 'prawnie' smile
                            • priszczilla Re: sedno sprawy 26.08.14, 18:06
                              > Wiesz - nigdy nie zdecydowałabym się na dziecko z osobą, przed którą musiałabym
                              > się chronić 'prawnie' smile

                              Nie rozumiesz. Ja się przed niczym chronić nie musiałam, ani o to nie zabiegałam. Mój partner sam mi się oświadczył i sam z własnej woli i inicjatywy się do tej ochrony zobowiązał, co obok innych rzeczy przekonało mnie, że poważnie myśli o naszym związku i założeniu rodziny.

                              Twoim zdaniem powinnam mu odmówić i szukać takiego, który nie chciałby ślubu i dopiero z nim zrobić sobie dziecko??? uncertain
                            • falka_85 Re: sedno sprawy 26.08.14, 18:39
                              Serio? Sorry za bezpośredniość pytania, ale ile masz lat? Więcej niż 18, bo trudno uwierzyć? Naprawdę myślisz, że większość kobiet np. zachodząc w ciążę uważało, że co jak co, ale z tym człowiekiem ochrona prawna to będzie potrzebna? Wiesz tych wszystkich matek szarpiących się o alimenty dla dzieci, pozostawionych przez partnerów bez środków do życia itd. Albo ludzie wykłócający się o majątek przy rozstaniu? Idę o zakład, że większość zaczynała być razem z przeświadczeniem co moje to twoje i mamy do siebie pełne zaufanie, a tu taki klops po 10 czy 15 latach.
                              A wiem w Twoim przypadku jest / będzie inaczej wink. Też tak myślałam, gdy wyobrażałam sobie wielką miłość mojego życia w wieku 14 lat. Potem przyszła obserwacja świata, ludzi.
                              • falka_85 Re: sedno sprawy 26.08.14, 19:29
                                Nie wspomnę już o tym, że ludzie oprócz partnerów / partnerek mają też rodziny, matki, ojców, braci, siostry, dzieci z innego związku potencjalnie niezainteresowane tym by po zmarłym członku rodziny dziedziczyła jego partnerka / partner.
                              • araceli Re: sedno sprawy 26.08.14, 20:14
                                falka_85 napisała:
                                > Wiesz tych wszystkich matek szarpiących się o alimenty dla dzieci

                                Jeszcze raz - alimenty na dzieci są niezależne od małżeństwa.
                                • falka_85 Re: sedno sprawy 27.08.14, 10:47
                                  Widzę, że nic nie zrozumiałaś. Oczywiście, że są niezależne od małżeństwa, dlatego pisałam o kobietach zachodzących w ciąże, a nie o żonach zachodzących w ciąże. No ale przecież (prawie) żadna kobieta nie zrobiłaby sobie dzieciaka z kimś, przed kim potrzebna byłaby jej ochrona prawna? A wiem, te wszystkie panie szarpiące się z misiami o 300zł na dziecko to zwyczajne idiotki, nie to co Ty wink
                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 12:38
                                    falka_85 napisała:
                                    >A wiem, te wszystkie panie sza
                                    > rpiące się z misiami o 300zł na dziecko to zwyczajne idiotki, nie to co Ty wink

                                    Do jasnego licha! Kobity - czy Wy naprawdę nie potraficie czytać?????

                                    ALIMENTY NA DZIECI SĄ NIEZALEŻNE OD MAŁŻEŃSTWA!!!


                                    Pójdź sobie na froum rozwodowe i zobacz jak się mężatki szarpią o alimenty na dzieci a potem przestań pie..lić o rzekomej 'ochronie prawnej' jaką daje małżeństwo.
                                    • priszczilla Re: sedno sprawy 27.08.14, 12:47
                                      > Pójdź sobie na froum rozwodowe i zobacz jak się mężatki szarpią o alimenty na d
                                      > zieci a potem przestań pie..lić o rzekomej 'ochronie prawnej' jaką daje małżeńs
                                      > two.

                                      Ochrona prawna związana z małżeństwem nie ogranicza się do instrumentów pozwalających na egzekwowanie alimentów od małżonka czy uproszczenia kwestii uznania dziecka. Pozwala np. uniknąć podatku w przypadku postępowania spadkowego, darowizny od współmałżonka, itd. Nikt nie twierdzi, że alimenty na współmałżonka czy dla dzieci to jedyne konsekwencje małżeństwa. Jeśli dla ciebie są to kwestie nieistotne to nie bierz ślubu. Ale nie zarzucaj innym braku umiejętności czytania, kiedy sama najwyraźniej celowo ignorujesz połowę rzeczy, które w tym wątku były napisane.

                                      Na koniec dodam tak jak ty, dla podkreślenia wagi moich słów: AAAAAAA????!!!!!
                                      • falka_85 Re: sedno sprawy 27.08.14, 12:48
                                        > Na koniec dodam tak jak ty, dla podkreślenia wagi moich słów: AAAAAAA????!!!!!

                                        Zapomniałaś pogrubić wink
                                      • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 12:50
                                        priszczilla napisała:
                                        > Ochrona prawna związana z małżeństwem nie ogranicza się do instrumentów pozwala
                                        > jących na egzekwowanie alimentów od małżonka czy uproszczenia kwestii uznania d
                                        > ziecka. Pozwala np. uniknąć podatku w przypadku postępowania spadkowego, darowi
                                        > zny od współmałżonka, itd.

                                        Po pierwsze - Flaka pisała o ALIMENTACH i do tego się odniosłam. Czytajcie do czego rozmówca się odnosi!!!!!!

                                        Po drugie - dzieci dziedziczą zawsze bez podatku.
                                        • priszczilla Re: sedno sprawy 27.08.14, 13:06
                                          > Po drugie - dzieci dziedziczą zawsze bez podatku.

                                          Dzieci dziedziczą bez podatku tylko wtedy, kiedy mają ojca. Jeśli matka urodzi jako panna, a ojciec odmówi uznania dzieci to potrzebne jest postępowanie sądowe, żeby ustalić ojcostwo.

                                          Czy uznanie dziecka przez ojca to nie jest przypadkiem twoim zdaniem tylko jeszcze jeden niepotrzebny papierek? Jeśli być konsekwentnym to powinnaś oczekiwać, że ojciec zatroszczy się o dzieci bez zbędnych formalności, a podatek od spadku czy darowizny wziąć na klatę, bo to sprawa kompletnie nieistotna w świetle więzów uczuciowych, podobnie jak taki podatek w wyniku transakcji między konkubentami.

                                          Może tak myślałam kobieta, która sobie machnęła dziecko z księdzem Irkiem i teraz po jego śmierci musi się procesować o schedę dla syna, czytając impertynencje na swój temat wygłaszane przez jego rodzinę, a samego księdza trzeba było z grobu wykopywać, żeby pobrać DNA.
                                          • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 13:12
                                            priszczilla napisała:
                                            > Dzieci dziedziczą bez podatku tylko wtedy, kiedy mają ojca. Jeśli matka urodzi
                                            > jako panna, a ojciec odmówi uznania dzieci to potrzebne jest postępowanie sądow
                                            > e, żeby ustalić ojcostwo.

                                            To 'postępowanie sądowe' bardzo Cie jara! O taaaak! Postępowanie!

                                            Nie znam NIKOGO, kto musiał iść do sądu uznawać ojcostwo a dzieci urodzonych w konkubinatach sporo. Za to znam przypadek zaprzeczania ojcostwa w małżeństwie. I co teraz?

                                            > Czy uznanie dziecka przez ojca to nie jest przypadkiem twoim zdaniem tylko jesz
                                            > cze jeden niepotrzebny papierek?

                                            A rejestracja dziecka to niepotrzebny papierek? Ta sama wizyta w urzędzie smile
                                    • priszczilla Re: sedno sprawy 27.08.14, 12:52
                                      > ALIMENTY NA DZIECI SĄ NIEZALEŻNE OD MAŁŻEŃSTWA!!![/b]

                                      Natomiast procedura uznania dziecka już od stanu cywilnego matki zależy i w pewnych przypadkach ustalenie ojcostwa (A W KONSEKWENCJI UZYSKANIE ALIMENTÓW!!!!!) może być znacznie trudniejsze, jeśli kobieta urodzi jako panna.
                                      • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 12:57
                                        priszczilla napisała:
                                        > Natomiast procedura uznania dziecka już od stanu cywilnego matki zależy i w pew
                                        > nych przypadkach ustalenie ojcostwa (A W KONSEKWENCJI UZYSKANIE ALIMENTÓW!!
                                        > !!!)
                                        może być znacznie trudniejsze, jeśli kobieta urodzi jako panna.

                                        OJP! A wątków o przypisywaniu przez żoneczki mężom dzieci kochasiów czytałaś? Może dlatego 'prostota procedury' dla Ciebie taaaaka ważna big_grin
                                        • priszczilla Re: sedno sprawy 27.08.14, 13:12
                                          Chcesz mnie obrazić? Ok, jestem obrażona. Ale to głupie i tym sposobem nie dowiesz się, co mną kierowało kiedy decydowałam się na małżeństwo, a sądziłam, że po to jest ta dyskusja.
                                          • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 13:14
                                            priszczilla napisała:
                                            > Chcesz mnie obrazić? Ok, jestem obrażona. Ale to głupie i tym sposobem nie dowi
                                            > esz się, co mną kierowało kiedy decydowałam się na małżeństwo, a sądziłam, że p
                                            > o to jest ta dyskusja.

                                            Jeżeli przez pierdyliard wypowiedzi w tym wątku tego z siebie nie wydusiłaś to wybacz ale nikt prosić księżniczki o wypowiedzi nie będzie.
                                            • priszczilla Re: sedno sprawy 27.08.14, 13:23
                                              Napisałam już bardzo dużo na ten temat, ale ty ciągle wmawiasz mi, coś czego z pewnością nie napisałam (jak powyżej), stąd moje sprostowania. Generalnie mam już dosyć "rozmowy" z tobą, ze względów oczywistych.
                                    • falka_85 Re: sedno sprawy 27.08.14, 13:20
                                      O rany ty naprawdę nadal nie rozumiesz? <rotfl>
                                      Przecież napisałam, napisze jeszcze raz, wielkimi literami: ALIMENTY NA DZIECI SĄ NIEZALEŻNE OD MAŁŻEŃSTWA. Teraz lepiej? To się skup i czytaj ze zrozumieniem. Nie piszę o tym, że alimenty przysługują wyłącznie dzieciom ślubnym, tylko (nawiązując do tego: "Wiesz - nigdy nie zdecydowałabym się na dziecko z osobą, przed którą musiałabym się chronić 'prawnie' ") o tym że ludzie, pary decydujące się na zamieszkanie ze sobą bez ślubu, zamieszkanie po ślubie, małżeństwo, dzieci zazwyczaj (w danej chwili) bardzo sobie ufają, kochają się, są przekonani o wzajemnej szczerości, oddaniu itd. Tylko gdybyś się rozejrzała dookoła, zapewne (bo nie czytałam) choćby na forum, które polecasz bardzo wielu osobom życie brutalnie zweryfikowało to przekonanie: matki (niezależnie od tego czy były zamężne czy nie) szarpią się z ojcami (którzy niegdyś wydaliby na dziecko ostatni grosz) o alimenty na dzieci, ojcowie toczą boję z matkami (które kiedyś były zachwycone tym, że dzieci mają taki świetny kontakt z tatą) o spotkania z dziećmi, pary wykłócają się o majątek (a kiedyś uwielbiali zasypywać się prezentami) itd.

                                      Także streszczając twoje dzisiejsze przekonanie o oddaniu misia, za rok może okazać się guzik warte. Dlatego państwo tworzy prawo regulujące zobowiązania małżonków wobec siebie, rodziców wobec dzieci i dzieci wobec rodziców. Ale nie jest tak, jak starałaś się zasugerować w zdaniu powyżej, że osoby niepewne swych partnerów zaciągają ich do urzędu / przed ołtarz dla ochrony prawnej, bo inaczej to strach z takim mieszkać, a już wspólne dziecko to nigdy w życiu. Powiem więcej: jest dokładnie odwrotnie, tak bardzo sobie ufają, kochają się itd. że biorą ślub. A że ta "ochrona prawna" często się przydaje to niestety brutalna proza życia i dorosła osoba powinna sobie zdawać sprawę, że różnie może jej się życie potoczyć, tak jak różnie potoczyło się tysiącom osób przed nią, mimo ich najlepszych chęci, przekonań itd.

                                      Można to też odwrócić: czego u diaska tak bardzo boi się osoba, która nie chce tych wynikających z małżeństwa, nałożonych prawnie obowiązków?
                                      • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 13:28
                                        falka_85 napisała:
                                        > Ale nie jest
                                        > tak, jak starałaś się zasugerować w zdaniu powyżej, że osoby niepewne swych pa
                                        > rtnerów zaciągają ich do urzędu / przed ołtarz dla ochrony prawnej, bo inaczej
                                        > to strach z takim mieszkać, a już wspólne dziecko to nigdy w życiu.
                                        (...)
                                        > A że ta "ochrona prawna" często się przydaje to niestety brutalna proza życia

                                        I kolejny raz - nie zauważyłaś, że odniosłam się do słów Ashraf o 'frajerkach które rezygnują z ochrony prawnej, którą daje małżeństwo'?

                                        Czy uważasz, że państwo 'regulując zobowiązania małżonków' zmusi kogoś do wierności, szacunku, trwania przy drugiej osobie itd? Więc jakaż to niby 'ochrona prawna'? Na czym polega ta magiczna 'ochrona prawna' zobowiązań? Że jak zostanę kurą domową to będę mogła się szarpać z misiem o alimenty na siebie? I o to takie wieeeeelkie halo? Nie jestem kurą domową więc co z tego dla mnie?

                                        Jak państwo może 'ochronić prawnie' wypełnianie obowiązku seksu? Będzie mnie zmuszać do seksu? WOW! O to chodzi?
                                        • ashraf Re: sedno sprawy 27.08.14, 13:39
                                          Nie udawaj glupszej, niz jestes. Pytalas jaka ochrone prawna daje malzenstwo - podano ci x przykladow, od alimentow na zone, poprzez dziedziczenie, utrzymanie gospodarstwa domowego, po obowiazek sprawowania opieki podczas choroby. I o ile do seksu sad nie zmusi, to do sprawowania opieki w chorobie - chocby poprzez oplacanie takowej, nawet jak komus juz sie malzenstwo odwidzi - jak najbardziej. Nie ma w tym nic magicznego ani wznioslego - takie sa przepisy, o ktore pytalas. I to, ze ktos sie boi wziac na siebie takie zobowiazania - bo z takiego ukladu trudno sie wymiksowac w 5 min., zabrac walizke i wyprowadzic bez konsekwencji - nie oznacza, ze osoby, ktore biora slub, robia to tylko lub przede wszystkim w celu zabezpieczenia swoich interesow. Slub to cos wiecej niz papierek (co trudno ci pojac, ale to juz ustalilysmy), ale ma tez konkretna moc prawna odnoszaca sie do sfery materialnej. I jezeli, co zawsze jest mozliwe (zebys nie wiem jak dobrze wybierala), jednak dojdzie do rozstania, to przynajmniej ta sfera podlega uregulowaniom prawnym. I zaufanie oraz milosc to jedno, a zdrowy rozsadek to drugie - co zreszta widac u wszystkich panien, ktore jeszcze przed porodem ida z partnerami zalatwic uznanie dziecka. Taki papierek, bez mocy, znaczenia, sensu , ktory mozna zalatwic uroczysta obietnica, ze pan bedzie - w razie czego - na dziecko lozyl, prawda? wink
                                          • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 13:49
                                            ashraf napisała:
                                            > Nie udawaj glupszej, niz jestes. Pytalas jaka ochrone prawna daje malzenstwo -
                                            > podano ci x przykladow, od alimentow na zone, poprzez dziedziczenie, utrzymanie
                                            > gospodarstwa domowego, po obowiazek sprawowania opieki podczas choroby.
                                            Tak - casus kury domowej przerobiłaś na milion sposobów ale to nie 'x przykładów' tylko jeden i mnie nie dotyczy.

                                            Do seksu się nie zmusi, do opieki nie zmusi itd. Więc?

                                            > ida z partnerami zalatwic uznanie dziecka. Taki papierek, bez mocy, znaczenia,
                                            > sensu , ktory mozna zalatwic uroczysta obietnica, ze pan bedzie - w razie czeg
                                            > o - na dziecko lozyl, prawda? wink

                                            Kasa! Kasa! Kasa! Małżeństwo = kasa. Rodzicielstwo = kasa! Czy ty wszędzie tylko finansowe aspekty widzisz?

                                            To czy będzie łożył czy nie to już kwestia niezależna - patrz Wasze cudowne przykłady o 'szarpaniu się o alimenty'. W kwestii uznania dziecka to jeszcze nie dociera, że to jest też kwestia między ojcem i dzieckiem a nie konkubiną. Kasa przesłania oczy smile
                                            • ashraf Re: sedno sprawy 27.08.14, 13:54
                                              Pytalas o kwestie prawne, wiec udzielono ci odpowiedzi. Tak sie sklada, ze zazwyczaj te sprawy dotycza pieniedzy - ale niespodzianka! A ze twoim zdaniem glownym i jedynym motywem slubu sa pieniadze, chec zostania kura domowa i biala suknia, wszyscy wiemy smile innych nie ma sensu ci tlumaczyc, bo i tak je zakwestionujesz lub splycisz. To jak rozmowa ze slepym o kolorach,
                                              • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 13:58
                                                ashraf napisała:
                                                > Pytalas o kwestie prawne, wiec udzielono ci odpowiedzi. Tak sie sklada, ze zazw
                                                > yczaj te sprawy dotycza pieniedzy - ale niespodzianka! A ze twoim zdaniem glown
                                                > ym i jedynym motywem slubu sa pieniadze, chec zostania kura domowa i biala sukn
                                                > ia, wszyscy wiemy smile innych nie ma sensu ci tlumaczyc, bo i tak je zakwestionuj
                                                > esz lub splycisz. To jak rozmowa ze slepym o kolorach,

                                                Dlaczego przypisujesz 'mojemu zdaniu' dokładnie to co sama napisałaś? Ja swojego zdania nie wyrażałam.
                                                • ashraf Re: sedno sprawy 27.08.14, 14:24
                                                  Nie? I to przypadkiem nie ty twierdzisz, że bierze się ślub, bo
                                                  a) jak pan zdradzi, to można go oskubać
                                                  b) bo kobiety traktują się jak przedmioty, które można tanio sprzedać?
                                                  Ach, zapomniałam, ty to "odczytujesz" z wypowiedzi innych big_grin big_grin
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 14:43
                                                    ashraf napisała:
                                                    > Nie? I to przypadkiem nie ty twierdzisz, że bierze się ślub, bo
                                                    > a) jak pan zdradzi, to można go oskubać
                                                    > b) bo kobiety traktują się jak przedmioty, które można tanio sprzedać?
                                                    > Ach, zapomniałam, ty to "odczytujesz" z wypowiedzi innych big_grin big_grin

                                                    Dokładnie - cytuję wypowiedzi innych osób (w tym Twoje).
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 27.08.14, 14:45
                                                    Kto użył słowa "oskubać", kto określił siebie jako tani przedmiot?
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 14:48
                                                    priszczilla napisała:
                                                    > Kto użył słowa "oskubać", kto określił siebie jako tani przedmiot?

                                                    W dyskusji o pani co się czuje jak frajerka bo pan się nie oświadcza padły wypowiedzi, że 'daje za darmo' a powinna zostać opłacona ślubem smile Przekonanie, że zdrada ma wpływ na podział majątku przy rozwodzie (jak z hamerykańskich filmów) też pokutuje.
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:07
                                                    > W dyskusji o pani co się czuje jak frajerka bo pan się nie oświadcza padły wypo
                                                    > wiedzi, że 'daje za darmo' a powinna zostać opłacona ślubem smile Przekonanie, że
                                                    > zdrada ma wpływ na podział majątku przy rozwodzie (jak z hamerykańskich filmów)
                                                    > też pokutuje.

                                                    Czyli nikt słowa oskubać nie użył i nikt siebie nie określił jako tani przedmiot. Zechciej więc cytować bardziej rzetelnie. Chyba, że chodzi ci tylko o to, żeby znieważyć możliwie wiele osób, wtedy sobie nie żałuj.
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:13
                                                    priszczilla napisała:
                                                    > Czyli nikt słowa oskubać nie użył i nikt siebie nie określił jako tani przedmio
                                                    > t. Zechciej więc cytować bardziej rzetelnie. Chyba, że chodzi ci tylko o to, że
                                                    > by znieważyć możliwie wiele osób, wtedy sobie nie żałuj.

                                                    Słów 'oskubać' i 'tani przedmiot' użyła Ashraf. Ja nie - więc jeżeli musisz się złośliwie przpier.lić to proszę do niej.
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 27.08.14, 14:50
                                                    Acha, to wszystko jasne smile Jakie to szczęście, że takie mądre, światłe i postępowe osoby jak araceli mogą objaśnić biednym żuczkom po co brały ślub smile A serio, to twoje fantazje niewiele mają wspólnego z rzeczywistością, choć oczywiście bardzo lubisz prowokować do wygłoszenia zdania pasującego do twojej teorii, a potem wyrywać zdania z konktekstu i przypisywać je innym jako motywy ich działań. Nic bowiem prostszego, niż zapytać "jaką ochronę prawną daje małżeństwo", usłyszeć odpowiedź i następnie stwierdzić, że śluby są tylko dla pieniędzy. Chcesz porozmawiać o tym po co jest ślub? Zapytaj marzeki, która od 25 lat jest mężatką i trwa z mężem w zdrowiu i w chorobie. Podejrzewam, że niejedna z nas mogłaby się wiele od niej nauczyć.
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 14:51
                                                    ashraf napisała:
                                                    > Acha, to wszystko jasne smile Jakie to szczęście, że takie mądre, światłe i postęp
                                                    > owe osoby jak araceli mogą objaśnić biednym żuczkom po co brały ślub smile

                                                    Nikomu nigdy nie tłumaczyłam po co brał ślub smile Ośmieszaj się dalej smile
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 27.08.14, 14:57
                                                    Oczywiście big_grin big_grin Widzę, że lubisz rozgrywki na poziomie gimnazjum, więc miłej zabawy, może ktoś uwierzy, że naprawdę nic nikomu nie sugerujesz wink
                            • murwa.kac Re: sedno sprawy 28.08.14, 07:27
                              araceli napisała:

                              Cytat Wiesz - nigdy nie zdecydowałabym się na dziecko z osobą, przed którą musiałabym się chronić 'prawnie' smile

                              dobrze powiedziane.
                    • noname2002 Re: sedno sprawy 26.08.14, 17:49
                      Akurat 'dobro dzieci' jest zupełnie niezależnie od małżeństwa choć to typowe bł
                      > ędne myślenie 'małżeństwo zabezpiecza dzieci' smile

                      W pewien sposób zabezpiecza,jak się któremuś z rodziców(częściej jednak ojcu)znudzi rodzina i zostawi na przykład żonę z małym dzieckiem bez środków do życia, to żona może wystąpić o zabezpieczenie potrzeb rodziny.
                      • araceli Re: sedno sprawy 26.08.14, 18:10
                        noname2002 napisała:
                        > W pewien sposób zabezpiecza,jak się któremuś z rodziców(częściej jednak ojcu)zn
                        > udzi rodzina i zostawi na przykład żonę z małym dzieckiem bez środków do życia,
                        > to żona może wystąpić o zabezpieczenie potrzeb rodziny.

                        Mowa była o dzieciach - alimenty na dzieci są niezależne od małżeństwa.
                        • ashraf Re: sedno sprawy 26.08.14, 20:00
                          Mąż, w przeciwieństwie do konkubenta, ma też obowiązek utrzymywania (solidarnie) gospodarstwa domowego do momentu zakończenia małżeństwa. Zagadka: czy ma to wpływ na warunki życia mieszkających w tym domu małoletnich dzieci? Zabawne, że akurat osoba, która twierdzi, że ślub nic nie zmienia, bo nie ma nic na zawsze i każdy zawsze może pójść w swoją stronę, nie widzi sensu w zabezpieczeniu prawnym bytu własnego i rodziny.
                          • araceli Re: sedno sprawy 26.08.14, 20:05
                            ashraf napisała:
                            > Mąż, w przeciwieństwie do konkubenta, ma też obowiązek utrzymywania (solidarnie
                            > ) gospodarstwa domowego do momentu zakończenia małżeństwa. Zagadka: czy ma to w
                            > pływ na warunki życia mieszkających w tym domu małoletnich dzieci?

                            Acha - czyli po rozwodzie dzieci zdychają z głodu bo mąż nie utrzymuje 'gospodarstwa domowego'?
                            • ashraf Re: sedno sprawy 26.08.14, 20:14
                              Po pierwsze rozwodu osób posiadających dzieci nie orzeka się na jednej rozprawie, temat dzieci często skutecznie blokuje rozwód nawet na kilka lat (jeżeli małżonkowie nie mogą się porozumieć). Poza tym w klasycznej sytuacji: pan wymyka się z walizką do innej pani, jeszcze przed rozwodem można sądownie zabezpieczyć płacenie przez pana swojej części rachunków i ponoszenia innych kosztów utrzymania gospodarstwa domowego. Czas do rozwodu można wykorzystać na znalezienie alternatywnych opcji uzyskania dodatkowego zarobku/zmniejszenia kosztów życia, poza tym żona posiadająca dzieci może - w określonych sytuacjach, czyli np. jeżeli do tej pory za obopólną zgodą zajmowała się domem - wystąpić o alimenty na siebie, a to dodatkowy pieniądz do rodzinnego budżetu. Obowiązek alimentacyjny trwa nawet do 5 lat po rozwodzie - to dość czasu, żeby uzyskać samodzielność finansową. W analogicznej sytuacji konkubina może wnieść do sądu sprawę o alimenty na dzieci, natomiast rozliczenia pomiędzy nią a partnerem sądu nie interesują, nawet jeśli pani nie jest w stanie utrzymać sama, z dnia na dzień, dużego mieszkania czy pokrywać innych zobowiązań. Tudzież jest chora lub straciła pracę. Wg prawa to dwoje obcych sobie ludzi, którzy nie mają wobec siebie żadnych zobowiązań - proste.
                              • araceli Re: sedno sprawy 26.08.14, 20:18
                                ashraf napisała:

                                > Po pierwsze rozwodu osób posiadających dzieci nie orzeka się na jednej rozprawie,

                                Orzeka się. Moja szwagierka rozwiodła się w styczniu na jednej rozprawie - dziecko ma. Kuzynka rozwodziła się parę lat temu (dwójka dzieci) też jedna rozprawa. Znów popisujesz się nieznajomością polskich realiów.

                                Z góry zakładasz, że kobieta ma wisieć finansowo na mężczyźnie i zamiast dbać o siebie musi za mąż wyjść, żeby kasę czerpać. A ponoć u Ciebie feminizm, równouprawnienie i takie tam big_grin
                                • ashraf Re: sedno sprawy 26.08.14, 20:27
                                  Nieznajomością polskich realiów i prawa popisujesz się raczej ty, uparcie wmawiając wszystkim, że małżeństwo nic nie zmienia w sytuacji kobiet i dzieci. I twoje wirtualne koleżanki może i rozwodzą się nawet w 30 sek., ale w realnym świecie sądy nie są przychylne rozwodom osób posiadających małoletnie dzieci i nie udziela rozwodu w tak szybkim tempie jak u osób bezdzietnych. Dodatkowo mówimy cały czas o sytuacji, kiedy nie ma mowy o rozwodzie za porozumieniem stron i małżonkowie nie są dogadani co do finansów i opieki nad dziećmi, wtedy sprawy jeszcze się przedłużają (z uwagi na nadrzędność dobra małoletnich dzieci).
                                  O moje finanse się nie martw... Wyobraź sobie, że są kobiety, które potrafią i zarabiać i nie rezygnować zawczasu z należnych im praw. A swoją drogą to śmieszne, jak kobiety same sobie strzelają gola: będę taka niezależna, uniosę się honorem, nic nie chcę od faceta, z którym żyłam x lat, niech sobie idzie i nie zostawia nawet grosza, ach jaka jestem nowoczesna i postępowa big_grin big_grin Czyli nie myliłam się - to po prostu ciężkie frajerstwo.
                                  • araceli Re: sedno sprawy 26.08.14, 20:33
                                    ashraf napisała:
                                    > Nieznajomością polskich realiów i prawa popisujesz się raczej ty, uparcie wmawi
                                    > ając wszystkim, że małżeństwo nic nie zmienia w sytuacji kobiet i dzieci.

                                    Naprawdę nie rozumiesz, że prawa DZIECI są niezależne od statusu małżeńskiego rodziców?

                                    > je wirtualne koleżanki może i rozwodzą się nawet w 30 sek., ale w realnym świec
                                    > ie sądy nie są przychylne rozwodom osób posiadających małoletnie dzieci i nie u
                                    > dziela rozwodu w tak szybkim tempie jak u osób bezdzietnych.

                                    Nazywasz moją rodzinę wirtualną bo argumenty się skończyły?

                                    > Czyli nie myliłam się - to po prostu ciężkie frajerstwo.

                                    Skoro uważasz, że kobieta, która nie wisi finansowo na mężczyźnie to frajerka to niech tak będzie smile Obrażaj dalej niezależne kobiety - obrażaj - sama sobie cenzurkę wystawiasz smile
                                    • ashraf Re: sedno sprawy 26.08.14, 20:43
                                      Przed chwilą podałam ci bardzo konkretny przykład jak sytuacja materialna/mieszkaniowa dzieci zależna jest od tego, czy matka w momencie rozstania jest zamężna, czy stanu wolnego. Chyba tobie brakło argumentów, bo jakoś się do tego nie odniosłaś...
                                      A frajerka to kobieta, która wszystkie koszty ochoczo bierze na siebie i z głupoty rezygnuje z możliwości zabezpieczenia siebie i rodziny przed różnymi sytuacjami, które mogą wydarzyć się w życiu. Niezależnie od swojej własnej sytuacji zawodowo-finansowej. Ale wiesz, jak chcesz, to możesz też nawet doradzać rezygnację z uznania dziecka przez partnerów panien, przecież to tylko papier, no i mogą same zarobić na dziecko...
                                      • araceli Re: sedno sprawy 26.08.14, 21:03
                                        ashraf napisała:
                                        > Przed chwilą podałam ci bardzo konkretny przykład jak sytuacja materialna/miesz
                                        > kaniowa dzieci zależna jest od tego, czy matka w momencie rozstania jest zamężn
                                        > a, czy stanu wolnego. Chyba tobie brakło argumentów, bo jakoś się do tego nie o
                                        > dniosłaś...

                                        Nie - to nie jest kwestia DZIECI. Prawa DZIECI są niezależne od statusu małżeńskiego rodziców.

                                        > A frajerka to kobieta, która wszystkie koszty ochoczo bierze na siebie i z głup
                                        > oty rezygnuje z możliwości zabezpieczenia siebie i rodziny przed różnymi sytuac
                                        > jami, które mogą wydarzyć się w życiu.

                                        Czyli nadal jedyna forma zabezpieczenia 'siebie i rodziny' jaką znasz to wiszenie na mężu?
                                        • priszczilla Re: sedno sprawy 26.08.14, 21:20
                                          Czemu jesteś taka agresywna w związku z tym tematem? Ludzie ci podają jakie powody nimi kierowały przy decyzji o małżeństwie, jakie są prawne konsekwencje małżeństwa w różnych okolicznościach, a Ty się rzucasz jakby co najmniej ktoś tobie kazał natychmiast brać ślub.

                                          Nigdy na mężu nie wisiałam i mój majątek odrębny jest większy niż jego, ale mimo to uważam że instytucja małżeństwa ma w naszej sytuacji więcej zalet niż wad. Twoim zdaniem powinnam się tego wstydzić? Po ślubie nie można być feministką???
                                        • ashraf Re: sedno sprawy 26.08.14, 22:42
                                          Oczywiście, że to jest kwestia dzieci - czy ci się to podoba, czy nie. Prawa nie zmienisz. A to, że się pracuje i ma majątek własny nie zmienia tego, że głupotą jest nie skorzystać z innych form zabezpieczenia sytuacji finansowej.
                                          • araceli Re: sedno sprawy 26.08.14, 22:50
                                            ashraf napisała:
                                            > Oczywiście, że to jest kwestia dzieci - czy ci się to podoba, czy nie.

                                            Po raz setny - prawa dzieci są NIEZALEŻNE od stanu cywilnego rodziców. Myślę, że do Ciebie nie dotrze ale będę powtarzać, żeby inni przypadkiem się nie nabrali.
                                            • ashraf Re: sedno sprawy 26.08.14, 22:52
                                              Czyli dalej nie odniesiesz się do tego, o czym pisałam... szkoda czasu - do ciebie i tak nie dotrze. Ale może powiedz mi czemu aż tak ci zależy, żeby inni przypadkiem nie wzięli ślubu, że aż musisz ich uświadamiać, nauczać i ostrzegać? Aż tak cię to gryzie?
                                              • araceli Re: sedno sprawy 26.08.14, 22:54
                                                ashraf napisała:
                                                > Czyli dalej nie odniesiesz się do tego, o czym pisałam...

                                                Pisanie, że nie masz racji to jak najbardziej 'odniesienie się'.

                                                I nie - zwisa mi czy ktoś bierze ślub czy nie ale dobrze by było być 'świadomym praw i obowiązków' a nie własnych wyobrażeń.
                                                • ashraf Re: sedno sprawy 26.08.14, 22:58
                                                  Więc zapytam ponownie: czy uważasz, że zabezpieczenie utrzymania gospodarstwa domowego, w tym opłat za rachunki, jedzenia, odzieży do czasu orzeczenia rozwodu, przy świadomości, że ten nie nastąpi od razu, jest bez znaczenia dla sytuacji dzieci?
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 26.08.14, 23:01
                                                    ashraf napisała:
                                                    > Więc zapytam ponownie: czy uważasz, że zabezpieczenie utrzymania gospodarstwa d
                                                    > omowego, w tym opłat za rachunki, jedzenia, odzieży do czasu orzeczenia rozwodu
                                                    > , przy świadomości, że ten nie nastąpi od razu, jest bez znaczenia dla sytuacji
                                                    > dzieci?

                                                    Tak ponieważ tak samo można wnieść o alimenty na dzieci i otrzymać ich zabezpieczenie.
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 26.08.14, 23:05
                                                    Ale to nie są alimenty na dzieci. Alimenty zabezpiecza się osobną sprawą, a utrzymanie gospodarstwa domowego inną. To są inne pieniądze - których konkubina nie dostanie.
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 26.08.14, 23:06
                                                    ashraf napisała:
                                                    > Ale to nie są alimenty na dzieci. Alimenty zabezpiecza się osobną sprawą, a utr
                                                    > zymanie gospodarstwa domowego inną. To są inne pieniądze - których
                                                    > konkubina nie dostanie.

                                                    Piszemy o PRAWACH DZIECI.
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 27.08.14, 08:00
                                                    Piszemy o interesach dzieci, a mieszkanie w oplaconym mieszkaniu jak najbardziej lezy w ich interesie. Chyba juz wszyscy poza toba zdazyli to zrozumiec...
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 12:32
                                                    ashraf napisała:
                                                    > Piszemy o interesach dzieci, a mieszkanie w oplaconym mieszkaniu jak najbardzie
                                                    > j lezy w ich interesie. Chyba juz wszyscy poza toba zdazyli to zrozumiec...

                                                    Temu między innymi służą alimenty na dzieci. Nadal nie dociera.
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 27.08.14, 14:59
                                                    Alimenty, a utrzymanie gospodarstwa to dwie różne pule - weź przeczytaj sobie raz kodeks rodzinny i opiekuńczy, może coś do ciebie dotrze.
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:00
                                                    ashraf napisała:
                                                    > Alimenty, a utrzymanie gospodarstwa to dwie różne pule - weź przeczytaj sobie r
                                                    > az kodeks rodzinny i opiekuńczy, może coś do ciebie dotrze

                                                    Alimenty do się na waciki dostaje big_grin
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:28
                                                    A to już nie moja wina, że nie podoba ci się istniejące prawo i jego sformułowania.
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 26.08.14, 23:03
                                                    ashraf napisała:

                                                    > Więc zapytam ponownie: czy uważasz, że zabezpieczenie utrzymania gospodarstwa d
                                                    > omowego, w tym opłat za rachunki, jedzenia, odzieży do czasu orzeczenia rozwodu
                                                    > , przy świadomości, że ten nie nastąpi od razu, jest bez znaczenia dla sytuacji
                                                    > dzieci?

                                                    A jak to się zabezpiecza z samego faktu, że partner jest mężem?
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 26.08.14, 23:12
                                                    Samo się nie zabezpiecza, ale bez ślubu nie ma żadnych prawnych instrumentów, żeby do tego doprowadzić. Partner może porzuciwszy rodzinę wspierać kobietę, ale nie musi, jeśli nie będzie miał ochoty.
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 26.08.14, 23:15
                                                    priszczilla napisała:

                                                    > Samo się nie zabezpiecza, ale bez ślubu nie ma żadnych prawnych instrumentów,
                                                    > żeby do tego doprowadzić. Partner może porzuciwszy rodzinę wspierać kobietę, al
                                                    > e nie musi, jeśli nie będzie miał ochoty.

                                                    A jakie instrumenty prawne umożliwiają takie zabezpieczenie? Jeśli dobrze rozumiem-para się rozstaje, ona zostaje w mieszkaniu z dziecmi-i moze zalatwic sobie zabezpiecznie alomentow plus jeszcze zabezpieczenie, że mąż placi calość? połowę? za utrzymanie jej i domu?
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 26.08.14, 23:28
                                                    prawodlakazdego.pl/content/zabezpieczenie-aliment%C3%B3w-na-czas-procesu
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 26.08.14, 23:32
                                                    Ale tu mowa o alimentach na dzieci-to można zrobić bez ślubu. A wyżej forumka pisze o jakimś zabezpiecznie obok zabezpiecznia alimentów.
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 26.08.14, 23:37
                                                    Nie tylko na dzieci. Mechanizm jest zresztą chyba ten sam. Co ci będę tu linkować, wpisz sobie w google alimenty dla współmałżonka.
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 26.08.14, 23:42
                                                    Wpisałam sobie:
                                                    prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/795457,kiedy-mozna-liczyc-na-alimenty-od-wspolmalzonka.html
                                                    alimenty na wspolmazonka mogą być zasądzone najwczesniej z rozwodem, nic nie ma o zabepieczeniu. ma ktoś jakies inne info?
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 26.08.14, 23:45
                                                    aha, już znalazłam. na wspolmalzonka też moze byc zabezpiecznie.
                                                    no ale to niezly hardcor. wychodzic za maż/zenic się z kimś kogo się podejrzewa,że jedynie prawo zmusi go do przyzwoitego zachowanie względem byłej miłości.
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 26.08.14, 23:53
                                                    Nie trzeba tego podejrzewać. Jeślibym to podejrzewała nie brałabym ślubu. Nie zmienia to faktu, że takie prawo w określonych wypadkach przysługuje i niektórzy są zmuszeni z niego korzystać.

                                                    Jak kobieta idzie z konkubentem do urzędu, żeby go zarejestrować jako ojca to dlatego, że obawia się, że ten w razie rozstania nie będzie płacił alimentów na dziecko? To taki sam "hardcor".
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 27.08.14, 13:41
                                                    priszczilla napisała:

                                                    > Nie trzeba tego podejrzewać. Jeślibym to podejrzewała nie brałabym ślubu. Nie z
                                                    > mienia to faktu, że takie prawo w określonych wypadkach przysługuje i niektórzy
                                                    > są zmuszeni z niego korzystać.

                                                    Ależ ja absolutnie nie sugerowałam, że Ty lub któraś z forumek miała takie motywacje. Odpowiedziałam tak ogólnie na padający tutaj argument, że ślub zabezpiecza przed biedą w trakcie rozwodu.

                                                    > Jak kobieta idzie z konkubentem do urzędu, żeby go zarejestrować jako ojca to d
                                                    > latego, że obawia się, że ten w razie rozstania nie będzie płacił alimentów na
                                                    > dziecko? To taki sam "hardcor".

                                                    No nie wiem jak u innych ale dla mnie nie po to zgłasza się ojca do urzędu. Moim zdaniem robi się po to, żeby jakoś oficjalnie nadać dziecku tożsamość rodzinną-to jest matka a to ojciec a do tego umożliwić ojcu wszelkie prawa związane z byciem rodzicem właśnie.
                                                    Kwestia kombinowania z alimentami w przyszłości to chyba wtedy jak już się z takim ojcem nie jest bo to podobna historia co do tego zabezpieczenia ślubnego. Jak matka zakłada, że gdyby nie papier to ojciec przy rozstaniu zapomina o dziecku to dziwne, że jest z takim facetem w związku.
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 27.08.14, 14:25
                                                    > Jak matka zakłada, że gdyby nie papier to ojciec przy rozstaniu zapomina o dziec
                                                    > ku to dziwne, że jest z takim facetem w związku.

                                                    Moim zdaniem należy brać pod uwagę tak wiele scenariuszy, jak tylko możliwe, nawet jeśli się uznaje je za niewiarygodne i im dłużej żyję, tym bardziej jestem, co do tego przekonana.

                                                    Ojciec w papierach być wpisany moim zdaniem powinien nie tylko, ze względu na tożsamość dziecka, sprawowanie opieki, ale również na wypadek, gdyby konieczne było wnioskowanie o alimenty - nawet jeśli w danej chwili matka jest przekonana, że za swoim dzieckiem skoczyłby w ogień. Widziałam masę okoliczności, w których brak tak tutaj pogardliwie określanych "papierków" okazywał się być niebywale istotny nawet przy dobrej woli wszystkich zaangażowanych stron.
                                                  • falka_85 Re: sedno sprawy 27.08.14, 14:40
                                                    blond_suflerka napisała:
                                                    > Moi
                                                    > m zdaniem robi się po to, żeby jakoś oficjalnie nadać dziecku tożsamość rodzin
                                                    > ną-to jest matka a to ojciec a do tego umożliwić ojcu wszelkie prawa związane z
                                                    > byciem rodzicem właśnie.

                                                    Moim zdaniem robi się po to [zawiera małżeństwo], żeby jakoś oficjalnie nadać parze tożsamość rodzinną-to jest żona a to mąż a do tego umożliwić małżonkom wszelkie prawa związane zbyciem małżonkami właśnie.
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 27.08.14, 14:54
                                                    falka_85 napisała:

                                                    > Moim zdaniem robi się po to [zawiera małżeństwo], żeby jakoś oficjalnie nadać p
                                                    > arze tożsamość rodzinną-to jest żona a to mąż a do tego umożliwić małżonkom wsz
                                                    > elkie prawa związane zbyciem małżonkami właśnie.

                                                    Dla mnie to nie to samo bo dziecko jest niepełnoletnie i musi miec prawnych opiekunów do tego, żeby ktoś o nim decydował i się nim opiekował. Dorosłych to nie dotyczy.
                                                    W ogóle to nie mam nic przeciwko instytucji małżenstwa ani motywacji innych osób. Proszę mojego udziału w dyskusji nie traktować jako ataku na czyjeś wybory. Każdy niech robi jak tak potrzebuje. Tak tylko się zaciekawiłam o co chodzi z zabezpieczaniam się a także wyraziłam swoje zdanie, że to nie moja bajka.
                                                  • falka_85 Re: sedno sprawy 27.08.14, 14:59
                                                    > Dla mnie to nie to samo bo dziecko jest niepełnoletnie i musi miec prawnych opi
                                                    > ekunów do tego, żeby ktoś o nim decydował i się nim opiekował.
                                                    Ale przecież ma matkę jako prawnego, oficjalnego opiekuna. Ojciec bez wpisu w urzędzie też może się opiekować dzieckiem, decydować o nim, majątek zapisać mu w testamencie itd.
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:01
                                                    falka_85 napisała:
                                                    > Ale przecież ma matkę jako prawnego, oficjalnego opiekuna. Ojciec bez wpisu w u
                                                    > rzędzie też może się opiekować dzieckiem, decydować o nim,

                                                    Może decydować, jeżeli matka mu pozwoli. Dlatego to jest ODRĘBNA relacja niż z matką dziecka.
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:03
                                                    araceli napisała:


                                                    > Może decydować, jeżeli matka mu pozwoli. Dlatego to jest ODRĘBNA relacja niż z
                                                    > matką dziecka.

                                                    O własnie to też. Idealistycznie nie wpadłam i na taką akcję.
                                                  • falka_85 Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:17
                                                    O maj gad, czyli sugerujesz, że pan zmajstrował sobie dzieciaka "z kimś kogo się podejrzewa,że jedynie prawo zmusi go do przyzwoitego zachowanie" i potrzebna jest "ochrona prawna". Nie może być...
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:19
                                                    falka_85 napisała:

                                                    > O maj gad, czyli sugerujesz, że pan zmajstrował sobie dzieciaka "z kimś kogo s
                                                    > ię podejrzewa,że jedynie prawo zmusi go do przyzwoitego zachowanie" i potrzebna
                                                    > jest "ochrona prawna". Nie może być...

                                                    big_grin
                                                    Racja, punkt dla Ciebie! Wycofuję więc ten argument, zostaje tylko bieganie po lesiewink
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:22
                                                    falka_85 napisała:
                                                    > O maj gad, czyli sugerujesz, że pan zmajstrował sobie dzieciaka "z kimś kogo s
                                                    > ię podejrzewa,że jedynie prawo zmusi go do przyzwoitego zachowanie" i potrzebna
                                                    > jest "ochrona prawna". Nie może być...

                                                    Ale Ty chyba nadal nie odróżniasz relacji:
                                                    a) dorosły człowiek - dorosły człowiek
                                                    b) dorosły człowiek - dziecko
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:39
                                                    Dorosły człowiek może w każdej dosłownie chwili stać się warzywem np. w wyniku wylewu i potrzebować bardzo podobnej opieki do tej jaka jest potrzebna dziecku.
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:46
                                                    www.pion.pl/forum/phpBB2/viewtopic.php?p=7559
                                                    "Mój konkubent jest w stanie wegetatywnym. Byliśmy razem 3 lata.
                                                    W tej chwili do sądu ojczym konkubenta wniósł sprawę o ubezwłasnowolnienie
                                                    całkowite oraz o ustanowienie jego doradcą tymczasowym. (...)
                                                    Ojczym pobiera w tej chwili rentę konkubenta, natomiast ja ponoszę wszelkie koszty leczenia i opieki."

                                                    Konkubenci się kochali i sobie bezgraniczne ufali, aż tu nagle losem jednego z nich steruje ojczym, który jego dobro ma w dupie i rekwiruje środki, które mogłyby posłużyć, żeby go przywrócić do zdrowia.

                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:57
                                                    priszczilla napisała:
                                                    > Konkubenci się kochali i sobie bezgraniczne ufali, aż tu nagle losem jednego z
                                                    > nich steruje ojczym, który jego dobro ma w dupie i rekwiruje środki, które mogł
                                                    > yby posłużyć, żeby go przywrócić do zdrowia.

                                                    A to żona nie może rekwirować pieniędzy z renty i wydawać nie na leczenie?
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 27.08.14, 16:16
                                                    Żona tak czy inaczej jest zobowiązana do opieki nad mężem, także materialnej, więc ma większą motywację, żeby pomóc mu w wyzdrowieniu. No i żona to jednak najczęściej osoba bliższa niż inne osoby z rodziny, z jakiegoś powodu to ona właśnie jest żoną przecież. Matki, ojca, siostry, brata, a tym bardziej ojczyma nikt sobie wybrać nie może; żonę natomiast tak. Jeśli więź między małżonkami ustanie można się z żoną rozwieść i poszukać innej, reszty członków rodziny nie wymienimy nawet jeśli całe życie działali na naszą szkodę.
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 16:46
                                                    priszczilla napisała:
                                                    > Żona ak czy inaczej jest zobowiązana do opieki nad mężem, także materialnej, w
                                                    > ięc ma większą motywację, żeby pomóc mu w wyzdrowieniu. No i żona to jednak naj
                                                    > częściej osoba bliższa niż inne osoby z rodziny, z jakiegoś powodu to ona właśn
                                                    > ie jest żoną przecież.

                                                    Nooo... koleżanka mojej kuzynki od paru lat próbuje się rozwieść z mężem- przemocowcem i największym jej koszmarem jest to, że jakby coś jej się stało to on będzie decydował o jej życiu.

                                                    A wychodziła za mąż bo przecież 'prawa i obowiązki' i to takie ważne, i to takie potwierdzonie itd. Przekonała się, że to broń obosieczna - możesz dać ogromne prawa komuś, kto stanie się Twoim największym wrogiem.
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 27.08.14, 17:15
                                                    Zgadza się, dlatego należy dobrze decyzję o małżeństwie przemyśleć i większość ludzi nie robi tego pochopnie. Trzeba chociażby odczekać ustawowo określony okres od zgłoszenia się do urzędu do zawarcia małżeństwa.

                                                    Inaczej niż z konkubinatem, który często konstytuuje się bez podjęcia praktycznie żadnej decyzji, z rozpędu, bez żadnej deklaracji z którejkolwiek ze stron, czy chociażby omówienia wyobrażeń na temat związku każdej ze stron.
                                                  • nenia1 Re: sedno sprawy 27.08.14, 17:25
                                                    priszczilla napisała:

                                                    > Zgadza się, dlatego należy dobrze decyzję o małżeństwie przemyśleć i większość
                                                    > ludzi nie robi tego pochopnie. Trzeba chociażby odczekać ustawowo określony okr
                                                    > es od zgłoszenia się do urzędu do zawarcia małżeństwa.
                                                    >
                                                    > Inaczej niż z konkubinatem, który często konstytuuje się bez podjęcia praktyczn
                                                    > ie żadnej decyzji, z rozpędu, bez żadnej deklaracji z którejkolwiek ze stron, c
                                                    > zy chociażby omówienia wyobrażeń na temat związku każdej ze stron.

                                                    To już twoja prywatne odczucie, na poparcie którego nie istnieją dowody smile
                                                    Również dobrze można napisać odwrotnie, tylko po co?
                                                    Związki tworzą ludzie, a ludzie są różni, znajdziemy przykłady roztropnych konkubentów
                                                    i lekkomyślnych małżeństw, w drugą stronę dokładnie tak samo.
                                                    A wystarczy zwyczajnie przyjąć, że ludzie są różni, i że ci, którzy dokonują innych od nas wyborów mogą zwyczajnie kierować się czymś co akurat w ich życiu ma sens.
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 27.08.14, 17:36
                                                    > A wystarczy zwyczajnie przyjąć, że ludzie są różni, i że ci, którzy dokonują in
                                                    > nych od nas wyborów mogą zwyczajnie kierować się czymś co akurat w ich życiu ma
                                                    > sens.

                                                    Nigdy nie robiłam innego założenia. Oczywiście są konkubinaty trwalsze i mocniej ugruntowane niż cała masa małżeństw.

                                                    Ale pozostanę przy swoim przekonaniu, że jednak statystycznie rzecz ujmując decyzjom o małżeństwie poświęca się więcej uwagi niż decyzjom typu "jesteśmy zakochani, jak zamieszkamy razem będziemy płacić mniejsze rachunki - zróbmy to", a większość konkubinatów właśnie tak się zaczyna. Z samej istoty konkubinatu wynika, że nie wymagają takiego namysłu jak małżeństwa. Dopiero dalsze decyzje o dzieciach czy wspólnym zakupie nieruchomości zmuszają większość ludzi do patrzenia na związek w dalszej i szerszej perspektywie niż "tu i teraz".


                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 18:54
                                                    priszczilla napisała:
                                                    > Zgadza się, dlatego należy dobrze decyzję o małżeństwie przemyśleć i większość
                                                    > ludzi nie robi tego pochopnie. Trzeba chociażby odczekać ustawowo określony
                                                    > okres od zgłoszenia się do urzędu do zawarcia małżeństwa.

                                                    O... to już nie śpiewany tekstu 'bo jak się komuś odwidzi to małżeństwo prawnie chroni'? Teraz to się okazuje, że przed ślubem to się da wszystko sprawdzić i 'niepochopnie' wybrać idealnego małożnka?

                                                    Błahahahahahahahahahahahaha big_grin
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 27.08.14, 20:35
                                                    W mojej konkretnie sytuacji ma więcej zalet niż wad. Inni muszą swoje sami rozważyć, przecież nikomu nie każę brać ślubu jeśli nie chcę, a jedynie tłumaczę jakie można mieć ku temu pobudki i jakie były moje.

                                                    Co cię tak niemożebnie bawi?
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 20:43
                                                    priszczilla napisała:
                                                    > Co cię tak niemożebnie bawi?

                                                    Niemożebnie bawi mnie kalizm big_grin

                                                    Bo jak ja mówię, że liczy się czy dobrego człowieka wybierzesz, z którym chcesz dzielić życie i mieć dzieci to nieeeee....! Małżeństwo jest ważne, bo przecież różne sytuacje się zdarzają i komuś może się odwidzieć...

                                                    A jak okazuje się, że w małżeństwie też może palma odbić, i dzięki 'prawnej ochronie' można być nieźle udu.onym to się nagle okazuje, że małżeństwo to jest 'przemyślane' a konkubinaty są pochopne big_grin

                                                    Błahahahahahahahahahahahahahaha big_grin
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 27.08.14, 21:48
                                                    Czy ja gdziekolwiek napisałam, że małżeństwo nie wymaga odpowiedniego partnera? Instytucja małżeństwa daje pewne możliwości działania nie tylko w przypadku rozwodu, ale także w wielu sytuacjach losowych, które były tu wymieniane - nie trzeba się rozwodzić, żeby małżeństwo ułatwiło niektóre sprawy. Może Ty nie zdawałaś sobie sprawy z tego, małżeństwo daje takie same prawa obojgu małżonkom, ale ja tak i mimo to uważam, że w mojej sytuacji było to najlepsze rozwiązanie.

                                                    Skup się na swoim idealnym związku i nie przeżywaj tak bardzo wyborów innych ludzi, szczególnie jeśli nie jesteś w stanie ich zrozumieć.
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 22:14
                                                    priszczilla napisała:
                                                    > Czy ja gdziekolwiek napisałam, że małżeństwo nie wymaga odpowiedniego partnera?

                                                    No podobno instytucja małżeństwa to prawne zabezpieczenie, jak partner okaże się jednak nieodpowiedni big_grin A tu się okazuje, że jednak...
                                                  • triss_merigold6 Re: sedno sprawy 27.08.14, 22:21
                                                    Zabezpiecza bardziej i lepiej niż konkubinat, natomiast może też pogrążyć vide wspólna odpowiedzialność za długi jeśli nie ma rozdzielności majątkowej.
                                                  • falka_85 Re: sedno sprawy 28.08.14, 09:25
                                                    araceli napisała:
                                                    > A wychodziła za mąż bo przecież 'prawa i obowiązki' i to takie ważne, i to taki
                                                    > e potwierdzonie itd. Przekonała się, że to broń obosieczna - możesz dać ogromne
                                                    > prawa komuś, kto stanie się Twoim największym wrogiem.

                                                    To się już lepiej kobieto zdecyduj, bo raz piszesz, że małżeństwo jest wyrazem nieufności wobec partnera (nie zdecydowałabyś się na dziecko z facetem co do którego masz podejrzenia, że potrzebna będzie ci ochrona prawna w postaci małżeństwa), a teraz znowu że małżeństwo wymaga ogromnego zaufania wobec partnera. To jak to jest: konkubinat bo tak mu ufam, że nie potrzebuję "papierka" czy konkubinat bo mu nie ufam i nie chce mu dać praw do mnie?
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:04
                                                    falka_85 napisała:
                                                    > To się już lepiej kobieto zdecyduj, bo raz piszesz, że małżeństwo jest wyrazem
                                                    > nieufności wobec partnera (nie zdecydowałabyś się na dziecko z facetem co do kt
                                                    > órego masz podejrzenia, że potrzebna będzie ci ochrona prawna w postaci małżeńs
                                                    > twa), a teraz znowu że małżeństwo wymaga ogromnego zaufania wobec partnera.

                                                    Ale to przecież waśnie Wy się popisujecie kalizmem. Najpierw 'małżeństwo prawnie chroni jak facetowi odbije' a teraz się okazuje, że prawnie może udupić jak odbije więc jednak liczy się Z KIM się człowiek wiąże a nie małżeństwo to magiczna polisa ubezpieczeniowa smile

                                                    >To jak to jest: konkubinat bo tak mu ufam, że nie potrzebuję "papierka" czy
                                                    > konkubinat bo mu nie ufam i nie chce mu dać praw do mnie?

                                                    Jestem z drugim człowiekiem - w konkubinacie czy małżeństwie - BO MU UFAM. Rozumiesz? Forma związku - do wyboru co pasuje ale ZWIĄZEK, DZIECI, RELACJA - z tym konkretnym człowiekiem, bo JEMU UFAM. Rozumiesz?
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:18
                                                    Najpierw 'małżeństwo prawni
                                                    > e chroni jak facetowi odbije' a teraz się okazuje, że prawnie może udupić jak o
                                                    > dbije więc jednak liczy się Z KIM się człowiek wiąże a nie małżeństwo to magicz
                                                    > na polisa ubezpieczeniowa smile

                                                    Nikt tu nie pisał, że małżeństwo to magiczna polisa ubezpieczeniowa. Wymieniane były konkretne sytuacje, w których fakt zwarcia małżeństwa może być pomocny i nie dotyczy to jedynie alimentów itp. ale również zwykłych spraw majątkowych, spadkowych, związanych z leczeniem, które dotyczą także idealnie zgodnych małżeństw.

                                                    > Jestem z drugim człowiekiem - w konkubinacie czy małżeństwie - BO MU UFAM. Rozu
                                                    > miesz? Forma związku - do wyboru co pasuje ale ZWIĄZEK, DZIECI, RELACJA - z tym
                                                    > konkretnym człowiekiem, bo JEMU UFAM. Rozumiesz?

                                                    ROZUMIEMY TO!!!!!!!!!!!!!!!!

                                                    Czy ktoś każe ci tutaj przestać mu ufać, czy ktoś twierdzi, że mu nie ufasz? Wybrałaś tak, a nie inaczej i żyj sobie z tym wyborem. Mężatki wybrały inaczej i próbujemy ci wyjaśnić, co nami kierowało, jakie widzimy zalety naszego rozwiązania oraz że dostrzegamy także wady, które jednak w naszych oczach były mniej istotne od zalet i dlatego podjęłyśmy takie, a nie inne decyzje. ROZUMIESZ?????????????









                                                    Ponadto każdy kto się tu wypowiadał na temat swoich motywacji do zwarcia związku zaznaczał, że powyższe powody nie były jedynymi powodami, które ich skłoniły do zawarcia małżeństwa, bo przede wszystkim istotne jest z kim się wiążesz, jakie macie wyobrażenie tego co będzie was łączyć, co was w życiu spotka niezależnie od waszej woli itd. Mimo iż w niektórych sytuacjach małżeństwo może się okazać dla mnie niekorzystne, decydując się na nie, dokonałam całościowej
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:20
                                                    Ucięło mi, więc dokańczam.

                                                    Mimo iż w niektórych sytuacjach małżeństwo może się okazać dla mnie niekorzystne, decydując się na nie, dokonałam całościowej oceny za i przeciw i zdecydowałam się wziąć ślub. Świadoma praw i obowiązków.

                                                  • araceli Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:26
                                                    priszczilla napisała:
                                                    > Nikt tu nie pisał, że małżeństwo to magiczna polisa ubezpieczeniowa.

                                                    Jak nie - jak ponoć tak big_grin

                                                    > Mężatki wybrały inaczej i próbujemy ci wyjaśnić, co nami kierowało,
                                                    > jakie widzimy zalety naszego rozwiąza nia
                                                    > oraz że dostrzegamy także wady, które jednak w naszych o

                                                    O wadach nie pisnęłyście ani słowa smile

                                                    A co do 'dlaczego ja tak' to nie Priszczillo - w jednej ze swoich pierwszych wypowiedzi w tym wątku od razu wyjechałaś 'Jak ktoś nie bierze ślubu to....'. Po co był ten atak? Przeicieiż jako żoneczka nie masz BLADEGO POJĘCIA co ludźmi w konkubinatach kieruje smile
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:36
                                                    >
                                                    > A co do 'dlaczego ja tak' to nie Priszczillo - w jednej ze swoich pierwszych w
                                                    > ypowiedzi w tym wątku od razu wyjechałaś 'Jak ktoś nie bierze ślubu to....'. Po
                                                    > co był ten atak? Przeicieiż jako żoneczka nie masz BLADEGO POJĘCIA co ludźmi w
                                                    > konkubinatach kieruje smile

                                                    Proszę zacytuj tą moją atakującą wypowiedź, bo ja nie mogę jej odnaleźć, a chciałabym wiedzieć, co konkretnie mam ci wytłumaczyć.

                                                    Jeśli poczułaś się przeze atakowana to możliwe, że słusznie. Tyle, że nie atakuję cię ze względu na fakt, że wolisz konkubinat od małżeństwa, a dlatego, że w tym wątku zachowujesz się jak zdrowo pie...ięta i robisz co możesz, żeby na taki atak zasłużyć.
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:39
                                                    priszczilla napisała:
                                                    > Jeśli poczułaś się przeze atakowana to możliwe, że słusznie.

                                                    Pierwsza z brzegu (wcześniej było o nietrwałości konkubinatów):
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,567,153300191,153309974,Re_sedno_sprawy.html
                                                    > Jeśli poczułaś się przeze atakowana to możliwe, że słusznie. Tyle, że nie ataku
                                                    > ję cię ze względu na fakt, że wolisz konkubinat od małżeństwa, a dlatego, że w
                                                    > tym wątku zachowujesz się jak zdrowo pie...ięta i robisz co możesz, żeby na tak
                                                    > i atak zasłużyć

                                                    Powyższa wypowiedz była sporo przed moją i nawet do mnie się nie odnosiła więc pudło smile Wywyższasz się i jesteś agresywna sama z siebie smile
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:42
                                                    OK, jestem agresywna i wywyższam się big_grinDD

                                                    Dla tych, którym nie chce się szukać o to agresywna i wywyższająca się wypowiedź:

                                                    Co tu uzasadniać? Tak po prostu jest. Ja i większość moich znajomych ma za sobą jakieś konkubinaty, niektórzy nawet po kilka, a wielokrotnych rozwodników w moim pokoleniu praktycznie nie znam.

                                                    Poza tym na chłopski rozum biorąc, jeśli ktoś unika jasnej deklaracji, co do przyszłości związku i wzięcia na siebie zobowiązań związanych z małżeństwem to znaczy, że a) nie dorósł do tego, b) nie jest przekonany czy aktualna partnerka/parter jest odpowiedni, c) w ogóle unika wszelkich tego rodzaju zobowiązań, i dopiero d) nie lubi formalności i dlatego nie bierze ślubu, chociaż odpowiada mu partner/partnerka i jest gotowy założyć rodzinę.

                                                    Małżeństwo nie gwarantuje sukcesu związku, ale przynajmniej jest zawierane w wyniku jasnej i wiążącej deklaracji zamiarów obu stron. Konkubinaty mają przeróżne początki (tak jak i małżeństwa), ale większość nigdy do tego etapu nie dociera. Ludzie potrafią 7 lat przeżyć razem, jak bohaterka sąsiedniego wątku i nie wiedzieć czy partner w ogóle planuje kiedykolwiek mieć dzieci.
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:39
                                                    > O wadach nie pisnęłyście ani słowa smile

                                                    Gdyż pytanie było o motywację ku zawarciu małżeństwa, a nie co nas przed taką decyzją powstrzymywało. Nie przyszło ci to do GŁOWY??????
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:44
                                                    priszczilla napisała:
                                                    > Gdyż pytanie było o motywację ku zawarciu małżeństwa, a nie co nas przed taką d
                                                    > ecyzją powstrzymywało. Nie przyszło ci to do GŁOWY??????

                                                    Priszczillo - napisałaś, że pisałyście o wadach. A teraz uzasadniasz dlaczego nie pisałyście. Więc następnym razem po prostu nie kłam.
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:54
                                                    > Priszczillo - napisałaś, że pisałyście o wadach. A teraz uzasadniasz dlaczego n
                                                    > ie pisałyście.

                                                    Potwierdzałyśmy, że pewne ryzyka, kiedy ktoś wskazał konkretne sytuacje, żeby potwierdzić, że jesteśmy ich świadome. Jednak to nie wady tej instytucji nas do małżeństwa skłoniły, co chyba oczywiste i logiczne.

                                                    >>>Więc następnym razem po prostu nie kłam.

                                                    Wyraziłam się może mało precyzyjnie, ale to nie było kłamstwo.
                                                  • falka_85 Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:28
                                                    araceli napisała:
                                                    > Ale to przecież waśnie Wy się popisujecie kalizmem.

                                                    O przepraszam bardzo, ja akurat twierdzę od samego początku coś zupełnie przeciwnego: "Powiem więcej: jest dokładnie odwrotnie, tak bardzo sobie ufają, kochają się itd. że biorą ślub.", cytat z jednego z pierwszych moich postów w tym wątku. Poza tym wiele osób pisało o wyższym levelu itd.

                                                    > Jestem z drugim człowiekiem - w konkubinacie czy małżeństwie - BO MU UFAM. Rozu
                                                    > miesz? Forma związku - do wyboru co pasuje ale ZWIĄZEK, DZIECI, RELACJA - z tym
                                                    > konkretnym człowiekiem, bo JEMU UFAM. Rozumiesz?
                                                    A co to ma do rzeczy?
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:30
                                                    falka_85 napisała:
                                                    > A co to ma do rzeczy?

                                                    No jak się nie rozumie to trzeba człowieka zaobrączkować, żeby 'wejść na wyższy level' tongue_out
                                                  • falka_85 Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:33
                                                    Ty mówisz nie biorę ślubu bo mu ufam, ja twierdzę biorę ślub bo mu ufam. Jak twój luby nagle zapragnie ślubu to zaczniesz szukać kochanki w szafie czy długów na koncie? Bo przecież jak chce się żenić to jak nic dla "ochrony prawnej" i ufać mu nie można.
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:36
                                                    falka_85 napisała:
                                                    > Ty mówisz nie biorę ślubu bo mu ufam,

                                                    Ja twierdzę, że jestem z drugim człowiekiem, zakładam z nim rodzinę, bo mu ufam. Przed NIM małżeństwo mnie nie ochroni więc forma związku większego znaczenia dla mnie nie ma.
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:45
                                                    No to wyobraz sobie, ze inni tez zakladaja rodziny, bo kochaja, ufaja i chca zrobic wszystko, zeby zyc w zgodzie i w milosci z tym czlowiekiem do konca zycia. I forma zwiazku ma znaczenie, bo do momentu slubu jest sie para, a od niego - rodzina. I to jest przejscie na wyzszy level i bynajmniej nie, jak twierdzisz, koniec, magiczna polisa, zaklepanie i pewnosc - to jest poczatek drogi, dbania o malzonka, starania sie - bo teraz to juz nie jest zwiazek na probe, tylko malzenstwo, nad ktorym trzeba cale zycie pracowac, zeby bylo udane. A zabezpieczenie kwestii prawnych to wyraz rozsadku i swiadomosci, ze na 100% pewnym mozna byc w zyciu tylko smierci. Jak rowniez uczciwosci i troski o druga osobe - chocby poprzez zabezpieczenie jej prawa do opieki, informacji medycznej, renty po smierci malzonka, bezproblemowego dziedziczenia itd.
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:49
                                                    ashraf napisała:
                                                    > I forma zwiazku ma znaczenie, bo do momentu slubu jest sie para, a od niego -
                                                    > rodzina.

                                                    Czyli konkubinat to nie rodzina? WOW! Obrażajcie dalej - jak widać jedynym źródłem Waszej wartości jest małżeństwo, przez które czujecie się 'te lepsze' smile

                                                    A Twój sufit Ashraf to chyba jest doszczętnie porysowany zadartym nosem big_grin
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:53
                                                    Chyba nie sadzisz, ze jezeli ktos uwaza, ze konkubinat jest rodzina, zdecyduje sie na malzenstwo?Pomijam osoby, ktore biora slub dla bialej sukni lub na zyczenie rodzicow - mam na mysli osoby, ktore rozumieja idee malzenstwa.
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 28.08.14, 13:00
                                                    ashraf napisała:
                                                    > Chyba nie sadzisz, ze jezeli ktos uwaza, ze konkubinat jest rodzina, zdecyduje
                                                    > sie na malzenstwo?Pomijam osoby, ktore biora slub dla bialej sukni lub na zycze
                                                    > nie rodzicow - mam na mysli osoby, ktore rozumieja idee malzenstwa.

                                                    Tak - są osoby bez ciasnych umysłów. Mam w otoczeniu różne rodziny - małżeństwa, konkubinaty, rozwodników. Znam na przykład jedną parę od 15 lat razem z dwójką dzieci, która w zeszłym roku pobrała się z powodów wizowych, I co? Według Ciebie to niby wcześniej rodziną nie byli?


                                                    PS. Nie ma czegoś takiego jak 'idea małżeństwa' - dla każdego małżeństwo to co innego. Możesz pisać o swojej idei/wizji małżeństwa ale proszę nie uzurpuj sobie prawa do prawd objawionych w temacie bo za cienka jesteś w etyce i filozofii, żeby standardy tworzyć. Takie teksty mogą świadczyć tylko o Twojej pyszności.
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 28.08.14, 13:08
                                                    Mozesz dalej wymyslac pokretne przyklady, ale i tak nie zmieni to faktu, ze mezczyzni i kobiety, ktorzy bronia sie rekami i nogami przed slubem po prostu boja sie zobowiazan, konsekwencji i zostawiaja sobie furtke na inne okazje. I raczej trudno o takiej parze powiedziec, ze to rodzina, ktora w zalozeniu oparta jest zarowno na zaufaniu, jak i trosce o druga osobe.
                                                    Jak dla mnie, mozesz sobie zyc nawet w trojkacie i zadac nazywania go rodzina, ale na mnie nie dzialaja argumenty z obszaru poprawnosci politycznej.
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 28.08.14, 13:13
                                                    ashraf napisała:
                                                    > Mozesz dalej wymyslac pokretne przyklady, ale i tak nie zmieni to faktu, ze mez
                                                    > czyzni i kobiety, ktorzy bronia sie rekami i nogami przed slubem po prostu boja
                                                    > sie zobowiazan, konsekwencji i zostawiaja sobie furtke na inne okazje. I racze
                                                    > j trudno o takiej parze powiedziec, ze to rodzina, ktora w zalozeniu oparta jes
                                                    > t zarowno na zaufaniu, jak i trosce o druga osobe.

                                                    Nie masz oni pół grama prawa wypowiadać się za ludzi, których nie znasz, w których sytuacji nigdy nie byłaś.

                                                    Jesteś po prostu zadufanym w sobie balonem wypełnionym pychą. Single Story - znasz tylko jedną śpiewkę. Świat jest piękny, kolorowy - pisze miliony historii o wiele ładniejszych niż twój prosty, ciasny schemacik 'Russian Bride'.
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 28.08.14, 13:18
                                                    Wiekszosc ludzi, ktorzy sa malzenstwem (przynajmniej w krajach rozwinietych) ma za soba dluzszy lub krotszy konkubinat i ma doswiadczenie zarowno w zwiazku nieformalnym, jak i formalnym. Roznica jest wiec co najwyzej w druga strone... Mozesz wiec mnie wyzywac od balonow, betonow, konserw i co tam sobie jeszcze wymyslisz, zdania co do tego, ze malzenstwo to w normalnym zwiazku naturalny i wazny etap nie zmienie.
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 28.08.14, 13:29
                                                    ashraf napisała:
                                                    > Wiekszosc ludzi, ktorzy sa malzenstwem (przynajmniej w krajach rozwinietych) ma
                                                    > za soba dluzszy lub krotszy konkubinat

                                                    Nie - konkubinat to jednak co innego niż chodzenie ze sobą. Ale obawiam się, że ciasny umysł nie ogarnie smile
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 28.08.14, 13:31
                                                    Chodzic ze soba to mozna w liceum. Starsi ludzie zazwyczaj sa jednak w zwiazkach. Ale rozumiem, ze konkubinaty jakos magicznie roznia sie od innych zwiazkow wink
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 28.08.14, 14:04
                                                    Tak, tylko ty jesteś w PRAWDZIWYM konkubinacie wink
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 28.08.14, 16:49
                                                    priszczilla napisała:
                                                    > Tak, tylko ty jesteś w PRAWDZIWYM konkubinacie wink

                                                    Nie nie tylko ja. Natomiast nie każdy związek dwojga ludzi jest konkubinatem. Wrzucanie wszystkich do jednego worka powoduje, że nie wiadomo o czym się mówi smile
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 28.08.14, 17:00
                                                    Ja nie wrzucam wszystkich do jednego worka. Konkubinat to związek dorosłych ludzi, którzy uprawiają seks i mieszkają razem prowadząc wspólne gospodarstwo. Nie musi być między nimi żadnych obietnic co do przyszłości związku, bezgranicznej ufności, planów rozrodczych, ani nic z tych rzeczy, i bardzo często właśnie tak konkubinaty wyglądają.
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 28.08.14, 13:14
                                                    Juz nie mowiac o tym, ze nie zwyklam poswiadczac nieprawdy, wiec wypowiadajac slowa "Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny" zrobilam dokladnie to, o czym mowie.
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 28.08.14, 13:18
                                                    ashraf napisała:

                                                    > Juz nie mowiac o tym, ze nie zwyklam poswiadczac nieprawdy, wiec wypowiadajac s
                                                    > lowa "Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny" zrobi
                                                    > lam dokladnie to, o czym mowie.

                                                    Twój ciasny umysł pojmuje tylko jedne schemat smile Rozumiem, że w Szwajcarii rodzin nie ma bo oni tych słów nie wypowiadają smile Błahahahahahahahahaha big_grin
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 28.08.14, 13:30
                                                    Szwajcarzy do slubu raczej sie nie pala, wiec i "rodziny" maja coraz lepsze, typu kazde dziecko z innym tatusiem.
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 28.08.14, 13:18
                                                    ashraf napisała:

                                                    > Mozesz dalej wymyslac pokretne przyklady, ale i tak nie zmieni to faktu, ze mez
                                                    > czyzni i kobiety, ktorzy bronia sie rekami i nogami przed slubem po prostu boja
                                                    > sie zobowiazan, konsekwencji i zostawiaja sobie furtke na inne okazje. I racze
                                                    > j trudno o takiej parze powiedziec, ze to rodzina, ktora w zalozeniu oparta jes
                                                    > t zarowno na zaufaniu, jak i trosce o druga osobe.
                                                    > Jak dla mnie, mozesz sobie zyc nawet w trojkacie i zadac nazywania go rodzina,
                                                    > ale na mnie nie dzialaja argumenty z obszaru poprawnosci politycznej.

                                                    To nie do mnie ale aż trudno nie odpowiedziećwink
                                                    A co z tymi, którzy się nie bronią ale po prostu nie chcą? Bo jeśli jedna strona chce i potrzebuje a druga po prostu nie czuje tego klimatu to pomimo to robi to dla niej. Bo wlasnie nie ma w tym żadnej obrony ani sprzeciwu tylko brak potrzeby. No ale jak partnerce/partnerowi zależy to jest zgoda.
                                                    Natomiast są ludzie, którzy oboje nie chcą. Po prostu nie czują klimatu i nie mają takiej potrzeby. Nie ma więc tu żadnej obrony. I są to również piękne i dobre związki.
                                                    Tak samo z małżenstwem-sam fakt, że ktoś się nie broni i chętnie deklaruje nie sprawia, że rozumie ideę małżeństwa. Ile znasz historii gdzie w grę wchodzi zdradę, brak szacunku do żony/męza, do jej pracy w domu, itd itd. Ludzie, którzy wydzielają sobie kasę albo walczą ze sobą. Szanuję Twoje zdanie dotyczące konkubinatów ale nie jest to chyba takie proste jak piszesz. Są wspaniałe konkubinaty i jak wspaniałe małżenstwa. I tak samo-są beznadziejne konkubinaty i beznadziejna małżenstwa. I to nie brak decyzji lub decyzja ślubie decyduje o tym czy dany związek jest udany czy nie.
                                                    Rodzina to dla mnie poczucie a nie poświadczenie prawne. Nie muszę więc nic uroczyście poswiadczać, zeby mieć poczucie, że przyjaciele są jak rodzina. To samo tyczy się partnera.
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 28.08.14, 13:26
                                                    Nigdy nie twierdzilam, ze malzenstwo cokolowiek gwarantuje i magicznie sprawia, ze zwiazek sie uda... ale brak slubu najczesciej swiadczy o niepewnosci ktorejs ze stron, co potwierdza zycie. Poza tym sorry, ale przyjaciele nie sa dla mnie rodzina, to jednak zupelnie inna kategoria.
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 28.08.14, 13:38
                                                    ashraf napisała:

                                                    > Nigdy nie twierdzilam, ze malzenstwo cokolowiek gwarantuje i magicznie sprawia,
                                                    > ze zwiazek sie uda... ale brak slubu najczesciej swiadczy o niepewnosci ktorej
                                                    > s ze stron, co potwierdza zycie. Poza tym sorry, ale przyjaciele nie sa dla mni
                                                    > e rodzina, to jednak zupelnie inna kategoria.

                                                    Ja nie mam takiego poczucia, że to potwierdza życie. Widzę właśnie, że nie ma żadnej reguły-co do tego, które związki trwają jako udane lub nie albo które się rozpadają.
                                                    To z przyjaciołmi to tylko przykład. Chodzi mi o sam fakt pewnych indywidualnych odczuć. I tak jak znam i widziałam dobrych mężów i żony, tak samo znam facetów, którzy dbają o swoje konkubiny i jest to dla nich najprawdziwsza i najważniejsza rodzina. Ba! Znam nawet takich, którzy dbają o swoje byłe bez obowiązku prawnego. Najważniejsze to związać się z dobrym człowiekiem o podobnej wrażliwości-to jest najlepsza 'polisa' na przyszłość-przydatna w związku jak i przy rozstaniu, jak również po.
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 28.08.14, 13:52
                                                    Oczywiscie, ze milosc i zaufanie to podstawa. Jednak motywacje ludzi, ktorzy nie chca sformalizowac zwiazku, przyjac na siebie praw i obowiazkow (odpowiedzialnosci, konsekwencji) i zagwarantowac ukochanej osobie chociazby prawa do informacji medycznej/decydowania o leczeniu nieprzytomnego malzonka, renty czy dziedziczenia, sa najczesciej malo szlachetne, ew. wynikaja nie tyle ze zlej woli, co z wczesniejszych zranien, braku zaufania i asekuranctwa.
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 28.08.14, 14:00
                                                    No i własnie tutaj się nie zgadzamy ale luz, nie mam z tym problemu. Obowiązki mozna przyjąć w sobie, nie trzeba do tego papieru. Ten podpis i uroczystość może coś poświadczyć, potwierdzić, itd ale nie jest jakby jedyną albo najważniejszą oznaką owej deklaracji praw i obowiązków. Silne uczucie, poczucie odpowiedzialności za to co się oswoiło(wygenerowane właśnie dlatego, ze ktoś jest dobrym człowiekiem) jest ważniejsze od norm prawnych. I właśnie dlatego czasem ten co podpisał unika owych obowiązków a ten, który nie podpisał łoży na byłą konkubinę nawet po rozstaniu bo dla niego to oczywisty odruch serca.
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 28.08.14, 14:26
                                                    I jakże zadziwiająco często to "przyjęcie w sobie" proponują mężczyźni... którzy równocześnie doskonale potrafią odróżnić konkubinat od małżeństwa. Całe to wyszukiwanie powodów, dla których normalna, traktująca się poważnie i planująca wspólne życie para nie miałaby brać ślubu to po prostu dorabiania d...e uszu i tłumaczenie, że stół na trzech nogach może stać tak samo jak na czterech.
                                                  • nenia1 Re: sedno sprawy 28.08.14, 15:01
                                                    ashraf napisała:

                                                    > I jakże zadziwiająco często to "przyjęcie w sobie" proponują mężczyźni... którz
                                                    > y równocześnie doskonale potrafią odróżnić konkubinat od małżeństwa.

                                                    Kobiety jednak mają o sobie bardzo niskie mniemanie.
                                                    Jak już kobieta robi coś mniej konwencjonalnego, to zapewne dlatego, że tak chce mężczyzna.
                                                    Trudno sobie wyobrazić dobrze zarabiającą kobietę, która sama podejmuje decyzje w jakiej formie chce tworzyć rodzinę, to już tak klasycznie wżarło się w mózgi, że scenariusz właściwie może być tylko jeden.

                                                    > Całe to wy
                                                    > szukiwanie powodów, dla których normalna, traktująca się poważnie i planująca w
                                                    > spólne życie para nie miałaby brać ślubu to po prostu dorabiania d...e uszu i t
                                                    > łumaczenie, że stół na trzech nogach może stać tak samo jak na czterech.

                                                    Wybacz, ale ja np. wcale nie szukam powodów. Ja po prostu zwyczajnie nie widzę potrzeby żeby zawrzeć związek małżeński. Z mojego punktu widzenia, ja decyduję z kim jestem i potwierdzanie tego przez obcego człowieka dlatego, że większość tak robi i tak jest przyjęte, dla mnie nie ma sensu.
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 28.08.14, 15:27
                                                    Kobiety coraz częściej pokazują, że mają o sobie niskie mniemanie, szczególnie dając sobie wmówić, że życie na kocią łapę to dokładnie to samo, co małżeństwo i że "miłość nie potrzebuje papierka".
                                                  • nenia1 Re: sedno sprawy 28.08.14, 16:10
                                                    Ale dlaczego dając sobie wmówić? Sądzisz, że samodzielnie nie myślą?

                                                    Twoje rozumowanie bardzo przypominają mi dość częste wnioski osób wierzących w stosunku do ateistów.
                                                    Przewija się pójście na łatwiznę, niska moralność, chęć życia bez zasad, uleganie modzie itd.
                                                    Jakby dojście do ateizmu nie mogło być wewnętrzną, głęboko przemyślaną, osobistą drogą.

                                                    Po co to umniejszanie? Zawsze mam wrażenie, że za tym stoi jednak sporo lęku. Lęku o to, że moja decyzja nie replikuje się w cudzych decyzjach, że ktoś wybiera inaczej, a skoro wybiera inaczej, to być może mój wybór nie jest najlepszym wyborem. Przynajmniej dla kogoś innego nie jest, bo przecież wybrał by wtedy to samo co ja. Lęku przed innością, a przecież jako gatunek najlepiej czujemy się wśród tego co podobne, znane. Musi coś za tym stać, bo nie sądzę, że takie wnioski jakie tu wysnuwasz powstają bez przyczyny.
                                                  • falka_85 Re: sedno sprawy 28.08.14, 16:21
                                                    nenia1 napisała:
                                                    > Po co to umniejszanie? Zawsze mam wrażenie, że za tym stoi jednak sporo lęku. L
                                                    > ęku o to, że moja decyzja nie replikuje się w cudzych decyzjach, że ktoś wybier
                                                    > a inaczej, a skoro wybiera inaczej, to być może mój wybór nie jest najlepszym w
                                                    > yborem. Przynajmniej dla kogoś innego nie jest, bo przecież wybrał by wtedy to
                                                    > samo co ja. Lęku przed innością, a przecież jako gatunek najlepiej czujemy się
                                                    > wśród tego co podobne, znane. Musi coś za tym stać, bo nie sądzę, że takie wnio
                                                    > ski jakie tu wysnuwasz powstają bez przyczyny.

                                                    Bardzo ładnie napisane. Z lęków, o których piszesz wziął się przecież ten wątek "skąd parcie na małżeństwo?" i wszystkie wypowiedzi o "papierku, który nic nie zmienia".
                                                  • nenia1 Re: sedno sprawy 28.08.14, 16:23
                                                    Być może też. Ale zawsze jest to tylko druga strona tego samego medalu.
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 28.08.14, 16:40
                                                    falka_85 napisała:

                                                    > Bardzo ładnie napisane. Z lęków, o których piszesz wziął się przecież ten wątek
                                                    > "skąd parcie na małżeństwo?" i wszystkie wypowiedzi o "papierku, który nic nie
                                                    > zmienia".

                                                    Ja tak nie twierdzę. Już to pisałam-wierzę, ze są tacy dla których zmienia i nie poddaję tego w wątpliwość. Natomiast ashraf poddaje w wątpliwość czyste intencje konkubentow i konkubin. Taka to roznica.
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 28.08.14, 16:53
                                                    falka_85 napisała:
                                                    > Bardzo ładnie napisane. Z lęków, o których piszesz wziął się przecież ten wątek
                                                    > "skąd parcie na małżeństwo?" i wszystkie wypowiedzi o "papierku, który nic nie
                                                    > zmienia".

                                                    Oj tak - z lęków bierze się konieczność podkreślania wyższości żoneczek smile
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 28.08.14, 15:11
                                                    ashraf napisała:

                                                    > I jakże zadziwiająco często to "przyjęcie w sobie" proponują mężczyźni... którz
                                                    > y równocześnie doskonale potrafią odróżnić konkubinat od małżeństwa. Całe to wy
                                                    > szukiwanie powodów, dla których normalna, traktująca się poważnie i planująca w
                                                    > spólne życie para nie miałaby brać ślubu to po prostu dorabiania d...e uszu i t
                                                    > łumaczenie, że stół na trzech nogach może stać tak samo jak na czterech.

                                                    Po pierwsze-nie jest to jakieś dorabianie ideologii na siłę, tylko przedstawienie faktów. Bo chyba znasz/ słyszałaś historie o niedobrych mężach/żonach jak i dobrych konkubentach/konkubinach. Tak czy nie? Gdzie więc tutaj jakieś naciąganie faktów. Prawdą jest, że są tacy, którzy nic sobie nie robią z obowiązków prawnych jak i tacy, którzy zachowują się przyzwoicie pomimo braku stosownych podpisów. Oczywiście sa też wspaniali mężowi jak i okropni konkubenci i to cały czas mówię. Że to raczej nie tak jak to przedstawiasz-że ten, który nie chce ślubu to ten ktory nie chce wziąć na siebie pewnych obowiązków. Bo są tacy, którzy raczej bezrefleksyjnie składają te podpisy i z obowiązków się potem nie wywiazują.
                                                    Po drugie-nawet jeśli statystycznie to częściej meżczyźni chcą być w konkubinacie pozostając przy tym przezwoitymi ludzmi to nie ma w tym nic niewlasciwego. To w psychologii jest dosc szeroko opisane-mężczyzni mają wieksza potrzebe wolnosci a kobiety przynaleznosci. Więc moze ona prze do slubu bo chce przynalezec a on slubu nie chce bo irracjonalnie boi sie utraty wolnosci. W dobrych związkach w takich sytuacjach(jedna strona chce a druga nie chce) nagina się ta strona, którą mniej to kosztuje albo czeka się na to, aż ktoś dojrzeje do pewnych decyzji.
                                                    A w wersji o ktorej mowilam to dwie strony nie chcą. Nie, że jedna chce a druga nie.
                                                    Jeśli facet jest dobrym partnerem i ojcem ale irracjonalnie potrzebuje kawalka wolnosci w postaci samej świadomosci, że jest w konkubinacie a nie malzenstwie to ja bym się o to nie czepiała. W koncu w miłości ludzie powinni wychodzić sobie na przeciw i rozumieć swoje pragnienia i lęki.
                                                    To są kwestie irracjonalne. Tak jak ze slubem. Malżenstwa piszą, że to byl szczegolny dzien, to bylo dla nich wazne, itd i ja w to wierzę i rozumiem. Chociaz racjonalnie znajdą się tacy, którzy powiedzą, ze slub nic nie gwarantuje. A jednak dla częsci osob jest waznym elementem poczucia bezpieczenstwa, usytuowania się w świecie. Tak samo z konkubinatem-rozumiem, że ktoś może się bać, że ten podpis jest dla niego nie do przejścia. Ale jesli oprocz tego jest odpowiedzialnym i dobrym partnerem to w zaden sposob go to nie dyswalifikuje i nie umniesza. Oczywiscie moim zdaniem.
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 28.08.14, 15:17
                                                    Więc moze ona prze do slubu bo chce przynalezec a
                                                    > on slubu nie chce bo irracjonalnie boi sie utraty wolnosci.

                                                    Obawa przed ograniczeniem swobody w związku z założeniem rodziny nie jest irracjonalna. To fakt. Najważniejsze ograniczenie dotyczy zwykle konieczności bycia wiernym jednemu partnerowi.
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 28.08.14, 15:21
                                                    priszczilla napisała:

                                                    > Obawa przed ograniczeniem swobody w związku z założeniem rodziny nie jest irrac
                                                    > jonalna. To fakt. Najważniejsze ograniczenie dotyczy zwykle konieczności bycia
                                                    > wiernym jednemu partnerowi.

                                                    To nie jest prawda. Zdradzają ludzie w malżeństwie jak i w konkubinatach. Ja piszę o naprawdę irracjonalnej obawie. A w konkubinatach pomimo braku papierku ludzie też umawiają się na wierność. To akurat jest oczywistość. Kiedy jeszcze nie byłaś żoną to zdradzałaś partnera? Zakładam,że nie. Wierność jest warunkiem wspolnego bycia w większości związków i kwestia slubu nic tutaj nie zmienia.
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 28.08.14, 15:59
                                                    W małżeństwie niewierność może mieć dalej idące skutki niż rozstanie z partnerem. Poza tym napisałam, że to najważniejsze ograniczenia, ale nie jedyne. Inny przykład to obowiązek solidarnego dzielenia się dochodami w trakcie małżeństwa.

                                                    Tak czy inaczej, czy to w konkubinacie czy w małżeństwie ograniczenia są faktem i obawa przed nimi nie jest irracjonalna.
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 28.08.14, 16:09
                                                    priszczilla napisała:

                                                    > W małżeństwie niewierność może mieć dalej idące skutki niż rozstanie z partnere
                                                    > m. Poza tym napisałam, że to najważniejsze ograniczenia, ale nie jedyne. Inny p
                                                    > rzykład to obowiązek solidarnego dzielenia się dochodami w trakcie małżeństwa.

                                                    Ale ja nie o tym pisze. Moze napisze jeszcze raz-chodzi mi o irracjonalny lęk, rozumiesz? Nie o kolesia, który kombinuje, że jak zdradzi to będzie na zonę alimenty płacił albo, że będzie musiał(?) dzielić się pensją. Rozumiesz, że chodzi mi o sytuację kiedy para spełnia wszystkie warunki dobrego związku ale jednak ten podpis wzbudza w nich czy w jednym z nich irracjonalny lęk i niechęc. Taki z ktorym się idzie do terapeuty i pracuje nad przekonaniami albo się nie idzie i tego slubu się nie bierze, żyjąc sobie dalej szczęsliwie bo też zadna ze stron nie wywiera presji czy nie ma potrzeby slubowania.
                                                    Małżenskie przyrzeczenie nie zawsze potem jest realizowane. Tym samym nie kazdy mąz naprawde dzieli się kasą i nie kazda żona jest wierna więc to nie tak, że pobierają się tylko ci ludzie, którzy potem takich okropnych rzeczy nie robiąwink

                                                    > Tak czy inaczej, czy to w konkubinacie czy w małżeństwie ograniczenia są faktem
                                                    > i obawa przed nimi nie jest irracjonalna.

                                                    W konkubinacie masz takie same ograniczenia pod warunkiem, że są one Twoją decyzją. Co więcej-przed własnymi decyzjami czy sumieniem nie uciekniesz a przed zobowiązaniem prawnym(jeżeli nie pokrywa się ono z wewnętrzną decyzją) już takwink
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 28.08.14, 16:27
                                                    Rozumiesz, że chodzi
                                                    > mi o sytuację kiedy para spełnia wszystkie warunki dobrego związku ale jednak
                                                    > ten podpis wzbudza w nich czy w jednym z nich irracjonalny lęk i niechęc.

                                                    Piszesz teraz po prostu o czymś innym niż wcześniej. Wtedy pisałaś o irracjonalnym lęku przed ograniczeniem swobody - ten lęk nie jest irracjonalny, ma swoje racjonalne podstawy i nie trzeba być kombinatorem, żeby się tego obawiać.

                                                    Jeśli lęk dotyczy jedynie złożenia podpisu, ale oprócz tego ktoś jest gotowy do podjęcia identycznych zobowiązań jak te, które sią z tym podpisem wiążą to wtedy faktycznie jest to irracjonalne.

                                                    > W konkubinacie masz takie same ograniczenia pod warunkiem, że są one Twoją decy
                                                    > zją. Co więcej-przed własnymi decyzjami czy sumieniem nie uciekniesz a przed zo
                                                    > bowiązaniem prawnym(jeżeli nie pokrywa się ono z wewnętrzną decyzją) już takwink

                                                    W małżeństwie też są one twoją decyzją! Zawierając ślub podejmujesz po prostu decyzję "pakietową" dotyczącą szerokiego zakresu sytuacji. Nikt nie decyduje za ciebie!
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 28.08.14, 16:44
                                                    priszczilla napisała:


                                                    > Piszesz teraz po prostu o czymś innym niż wcześniej. Wtedy pisałaś o irracjonal
                                                    > nym lęku przed ograniczeniem swobody - ten lęk nie jest irracjonalny, ma swoje
                                                    > racjonalne podstawy i nie trzeba być kombinatorem, żeby się tego obawiać.

                                                    Nie pisalam nic o swobodzie. Pisałam o opisanej w psychologii potrzebie wolnosci u mężczyzn ale nie w takim potocznym sensie tylko takim wewnętrznym poczuciu wolności.
                                                    Na tej samej zasadzie szczęscie czasem stresuje i to stwierdzone naukowowink Niby jest git, spełniło Ci się marzenie a jednak odczuwasz stres. Irracjonalne to trochę a jednak występuje.


                                                    > W małżeństwie też są one twoją decyzją! Zawierając ślub podejmujesz po prostu d
                                                    > ecyzję "pakietową" dotyczącą szerokiego zakresu sytuacji. Nikt nie decyduje za
                                                    > ciebie!

                                                    Masz rację. Pisalam tylko o tej częsci przymuszanej przez prawo-akcja, że ona sciga go o alimenty a on nie wykazuje prawdziwych dochodów.
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 28.08.14, 17:06
                                                    Napisałaś:

                                                    "Więc moze ona prze do slubu bo chce przynalezec a on slubu nie chce bo irracjonalnie boi sie utraty wolnosci."

                                                    Swoboda to jest synonim słowa wolność. Podstaw sobie tam gdzie napisałam swoboda wolność - wyjdzie na to samo.

                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 28.08.14, 15:31
                                                    Jeśli dla kogoś podpis, a w zasadzie jego konsekwencje: finansowe, podział majątku, długi i kosztowny rozwód, jest nie do przejścia i potrzebuje "kawałka wolności", to najwyraźniej nie dojrzał do zakładania rodziny, albo po prostu nie ma zamiaru tworzyć jej z osobą, z którą aktualnie jest. Równie dobrze można twierdzić, że w dobrym związku wierność nie jest potrzebna i pewnie znajdą się tacy, którzy co tydzień, za obopólną zgodą, pozwalają sobie na rundkę z kimś innym, a mimo to otaczają się miłością i są dla siebie dobrzy...
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 28.08.14, 15:38
                                                    ashraf napisała:

                                                    > Jeśli dla kogoś podpis, a w zasadzie jego konsekwencje: finansowe, podział mają
                                                    > tku, długi i kosztowny rozwód, jest nie do przejścia i potrzebuje "kawałka woln
                                                    > ości", to najwyraźniej nie dojrzał do zakładania rodziny, albo po prostu nie ma
                                                    > zamiaru tworzyć jej z osobą, z którą aktualnie jest. Równie dobrze można twier
                                                    > dzić, że w dobrym związku wierność nie jest potrzebna i pewnie znajdą się tacy,
                                                    > którzy co tydzień, za obopólną zgodą, pozwalają sobie na rundkę z kimś innym,
                                                    > a mimo to otaczają się miłością i są dla siebie dobrzy...

                                                    Chyba się nie rozumiemy. Nie mówię o braku gotowości ponoszenia konsekwencji wspolnego życia ale o braku gotowości do podpisu. Bo ową gotowość można realizować bez slubu. I to jedna z wersji.
                                                    Druga to taka, że dwie osoby nie chcą. Tak jak pisze Nenia(chyba dobrze napisałam nick). Po prostu dwie osoby nie czują potrzeby uroczystego i prawnego zaswiadczania, ze są dla siebie najważniejsze.
                                                    Wierności w to nie ma co mieszać bo to już indywidualne kwestiewink
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 28.08.14, 15:49
                                                    Jak jest gotowosc, to podpis jest kwestia czasu. A jak jej nie ma, to szuka sie wymowek i "nie potrzebuje rytualow, pieczatki urzednika i beczacej ciotki".
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 28.08.14, 15:57
                                                    ashraf napisała:

                                                    > Jak jest gotowosc, to podpis jest kwestia czasu. A jak jej nie ma, to szuka sie
                                                    > wymowek i "nie potrzebuje rytualow, pieczatki urzednika i beczacej ciotki".

                                                    Ludzie mają różne potrzeby ale też różne obawy. Tym samym dla jednego ślub będzie ważny bo choc nie zabezpiecza przed, na przykład zdradą czy koncem milosci, to jednak będzie jakimś irracjonalnym elementem większej pewności, że ten związek jest na zawsze. A dla drugiego-ślub nie będzie miał aż takiego znaczenia i nie znaczy to, że kocha mniej, stara się mniej czy oszuka swojego partnera/kę przy rozstaniu. I to jest ten moment kiedy nie ma już sensu dalej rozmawiać bo trzeba by się powtarzać a to bez sensuwink
                                                    To co mi trochę przeszkadza to to, ze ja rozumiem wewnętrzną potrzebę slubowania i nie umniejszam niczyjej miłości a Ty ani nie rozumiesz braku potrzeby ślubu ani nie wierzysz, że to moze być tak samo dobry związek jak ten z podpisem.
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 28.08.14, 16:20
                                                    Tym samym dla jednego ślub będz
                                                    > ie ważny bo choc nie zabezpiecza przed, na przykład zdradą czy koncem milosci,
                                                    > to jednak będzie jakimś irracjonalnym elementem większej pewności, że ten związ
                                                    > ek jest na zawsze.

                                                    To znowu nie jest wcale irracjonalne. Małżeństwa na ogół są trwalsze niż konkubinaty. Statystycznie rzecz biorąc przekonanie, że osoba podejmująca się formalnego zobowiązania jest bardziej zdeterminowana, żeby go dotrzymać w porównaniu do osoby, która nie chce zawierać małżeństwa jest jak najbardziej racjonalne.

                                                    Ale tutaj pewnie należałoby zdefiniować czym dla kogo jest konkubinat, bo zaraz się Araceli oburzy, że mam na myśli nie konkubinat, a chodzenie ze sobą. Oficjalna definicja mówi po prostu o dwojgu ludzi pozostających w pożyciu bez ślub. Dla mnie (upraszczając) konkubinat to związek dwojga dorosłych ludzi, którzy ze sobą sypiają i razem mieszkają. Nie musi być między nimi żadnego porozumienia co do wspólnej przyszłości, bo tak najczęściej takie związki wyglądają. O ile rozumiem to wy macie na myśli trwające od lat konkubinaty w których ludzie sobie obiecali miłość, wierność i uczciwość itd., ale to przecież tylko część związków, które można tym mianem określić. Zwracam zatem uwagę, że mam szerszą definicję.
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 28.08.14, 20:52
                                                    Nie uważam, bo ślub to nie jest tylko magiczny rytuał ani papierek. I właśnie to czym jest, wiążąca decyzja, przyjęcie na siebie odpowiedzialności, odrzucenie mniej lub bardziej irracjonalnych lęków - staje się podstawą nowej rodziny i odróżnia małżeństwo od związków nieformalnych. I oczywiście niektórzy biorą ślub dla jaj i nie traktują go poważnie, ale to tylko dowodzi tego, że nie pojęli czym małżeństwo jest i, w wielu przypadkach, byli nim tylko na papierze.
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 28.08.14, 13:28
                                                    blond_suflerka napisała:
                                                    > Są wspaniałe konkubinaty
                                                    > i jak wspaniałe małżenstwa. I tak samo-są beznadziejne konkubinaty i beznadzie
                                                    > jna małżenstwa. I to nie brak decyzji lub decyzja ślubie decyduje o tym czy dan
                                                    > y związek jest udany czy nie.
                                                    > Rodzina to dla mnie poczucie a nie poświadczenie prawne. Nie muszę więc nic uro
                                                    > czyście poswiadczać, zeby mieć poczucie, że przyjaciele są jak rodzina. To samo
                                                    > tyczy się partnera.

                                                    Obawiam się, że ciasnego umysł Ashraf obejmuje jedynie jeden prosty przypadek. Różnorodność może jej zawiesić system big_grin
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 28.08.14, 13:11
                                                    > Czyli konkubinat to nie rodzina? WOW! Obrażajcie dalej - jak widać jedynym źró
                                                    > dłem Waszej wartości jest małżeństwo, przez które czujecie się 'te lepsze' smile

                                                    Zechciej przynajmniej zauważyć, że nie jest to opinia wszystkich wypowiadających się w tym wątku mężatek. Moim zdaniem konkubinat, który uważa się za rodzinę jest rodziną. Nawet dwoje ludzi tej samej płci w konkubinacie, jeśli uważają się za rodzinę to moim zdaniem są rodziną.
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:48
                                                    No i, jak sobie Marysia winszuje. Ale ten wątek był o tym czemu ludzie decydują się na małżeństwo, a nie czemu się nie decydują, więc to trochę nie na temat.
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:40
                                                    falka_85 napisała:

                                                    > O maj gad, czyli sugerujesz, że pan zmajstrował sobie dzieciaka "z kimś kogo s
                                                    > ię podejrzewa,że jedynie prawo zmusi go do przyzwoitego zachowanie" i potrzebna
                                                    > jest "ochrona prawna". Nie może być...

                                                    Chociaż nie. Jednak wycofuję to, że wycofujęwink argument o wpływie matki gdyż dziecko może być wpadką. Kwestie dobierania sobie partnera do ślubu to co innego ale dziecko moze być dlatego, że coś się pochrzani z antykoncepcją i wtedy jednak decyzja jest podjęta za Ciebie czy za potencjalnego ojca więc tutaj sytuacja jest inna.
                                                  • falka_85 Re: sedno sprawy 28.08.14, 09:17
                                                    blond_suflerka napisała:
                                                    > Chociaż nie. Jednak wycofuję to, że wycofujęwink argument o wpływie matki gdyż dz
                                                    > iecko może być wpadką.

                                                    Ot myślała i wymyśliła. Czyli teraz będziesz bronić tezy, że te wszystkie przepychanki matka - ojciec dotyczą dzieci wpadkowych? Zaplanowanych już nie? Wiem że można naginać fakty pod tezę, ale nie do tego stopnia, litości...
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 28.08.14, 11:20
                                                    falka_85 napisała:

                                                    > Ot myślała i wymyśliła. Czyli teraz będziesz bronić tezy, że te wszystkie przep
                                                    > ychanki matka - ojciec dotyczą dzieci wpadkowych? Zaplanowanych już nie? Wiem ż
                                                    > e można naginać fakty pod tezę, ale nie do tego stopnia, litości...

                                                    Czy mi się wydaje czy jesteś leciutko poirytowana? Dla mnie to nie jest wojna. Nie chodzi o naginanie faktów pod teze ale wynajdowanie(wynajdywanie?) argumentów(realnych) na poparcie swoich poglądów. Ot, taki intelektualny ping pong. Ale jak dla mnie, ma to sens tylko w życzliwej atmosferze. Więc jak prosisz o litość bo nie czujesz przyjemności z rozmowy to spokojnie przecież możesz sobie darowaćwink
                                                    Co do przepychanek rodzicielskich-pewnie dotyczą dzieci wpadkowych jak i zaplanowanych ale z niewłaściwym rozeznaniem z kim się te dzieci planuje. Tylko jest różnica pomiędzy-rozumiem, że wszystko może się wydarzyć-tak trochę teoretycznie a konkretnie-idę z ojcem dziecka do urzędu bo moze kiedyś nie będzie chciał płacić alimentów. Jakbym miała poł takiej refleksji w temacie ojca swojego dziecka to nie mogłabym z nim być,po prostu.
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 28.08.14, 11:50
                                                    Jakbym miała poł takiej refleksji w temacie ojca swojego dziec
                                                    > ka to nie mogłabym z nim być,po prostu.

                                                    Jeśli nigdy nie miałaś nawet pół takiej refleksji to nie wiem czy to przypadkiem nie świadczy o braku rozsądku. Ojciec twoich dzieci może chociażby rozchorować się psychicznie i zmienić swoje zachowanie o 180 stopni.
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 28.08.14, 11:54
                                                    O kurde, przecież napisałam że refleksje, że teoretycznie wszystko może się zdarzyć oczywiście mam i chyba każdy ma.
                                                    Mnie chodziło o normalną sytuację typu-kobieta kombinuje, ze na wszelki wypadek dobrze jest miec podpis na rozne rzeczy gdyby jej mąż/partner jednak się migał. Tak normalnie migał a nie że wystąpią jakieś spektakularne sytuacje.
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:07
                                                    > Mnie chodziło o normalną sytuację typu-kobieta kombinuje, ze na wszelki wypade
                                                    > k dobrze jest miec podpis na rozne rzeczy gdyby jej mąż/partner jednak się miga
                                                    > ł. Tak normalnie migał a nie że wystąpią jakieś spektakularne sytuacje.

                                                    Skoro chodziło ci o taką sytuację to nie trzeba było pisać, że wystarczyłoby ci pół-refleksji na temat takiej możliwości zaledwie, bo jedno drugiemu sobie przeczy. Do twojej informacji, odebrałam to jako nieco obraźliwe.

                                                    Najcudowniejszy ojciec i partner może zachorować na depresję i nawet zabić własne dzieci, ba sama możesz to kiedyś zrobić. I wcale się to tak rzadko nie zdarza, żeby można było bezpiecznie założyć, że nas nigdy to nie spotka. Z całego serca radzę poszerzyć zakres rozważanych życiowych scenariuszy, może wtedy uda ci się w porę przeciwdziałać jakiemuś nieszczęściu, które w tej chwili nie mieści ci się w głowie jako zbyt spektakularne.
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:15
                                                    priszczilla napisała:
                                                    > Najcudowniejszy ojciec i partner może zachorować na depresję i nawet zabić
                                                    > własne dzieci, ba sama możesz to kiedyś zrobić.

                                                    To się jeszcze dowiemy, że małżeństwo chroni 'prawnie' przed depresją big_grin
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:26
                                                    A ja radzę wykształcić w sobie więcej pozytywnych interpretacji rzeczywistości. No i życzę dużo dobrego i szczęścia!
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:33
                                                    Ja radzę na przyszłość unikać takich protekcjonalnych pouczeń jeśli naprawdę zależy ci na spokojnej rzeczowej dyskusji. smile
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:53
                                                    Ty ze swoimi radami byłaś pierwsza, ja tylko odpowiedziałam w tym samym tonie. Wcześniej absolutnie nic nie radziłam ani personalnie nie krytykowałam. Także ta rada o rzeczowej dyskusji to chyba bardziej dla Ciebie a nie dla mnie.
                                                    Z mojej strony eot. Ja jestem za spokojną rozmową ale w tym wątku jest już tak duż agresji, że może faktycznie spokojna rozmowa nie do końca jest tu możliwa.
                                                    Tak czy tak-żonom, konkubinom a także singielkom wszystkiego dobrego. Pozdrawiam!
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 28.08.14, 13:15
                                                    Ja się właśnie tłumaczę przecież, czemu ciężko mi zachować absolutną rzeczowość.

                                                    >>>ani personalnie nie krytykowałam.

                                                    Nie, ale użyłaś słowa hardkor wobec sytuacji, która równie dobrze mogła dotyczyć ciebie, gdybyś miała pecha zajść w ciążę zanim poznałaś kogoś komu mogłaś całkowicie zaufać. Twój aktualny konkubent jest twoim jedynym kochankiem i zdecydowałaś się na współżycie z nim dopiero, kiedy byłaś absolutnie przekonana, że jest godny zaufania?
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 28.08.14, 13:55
                                                    priszczilla napisała:

                                                    > Ja się właśnie tłumaczę przecież, czemu ciężko mi zachować absolutną rzeczowość
                                                    > .

                                                    Ty się tłumaczysz radząc mi, żebym zrezygnowała z protekcjonalnego tonu, który użyłaś jako pierwsza?wink Ładna projekcja. Gotowa jestem wybaczyć.

                                                    > Nie, ale użyłaś słowa hardkor wobec sytuacji, która równie dobrze mogła dotyczy
                                                    > ć ciebie, gdybyś miała pecha zajść w ciążę zanim poznałaś kogoś komu mogłaś cał
                                                    > kowicie zaufać. Twój aktualny konkubent jest twoim jedynym kochankiem i zdecydo
                                                    > wałaś się na współżycie z nim dopiero, kiedy byłaś absolutnie przekonana, że je
                                                    > st godny zaufania?

                                                    O nie.
                                                    Ja napisałam tak:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,567,153300191,153323714,Re_sedno_sprawy.html
                                                    Ty odpisałaś, że uznawania ojca w urzędzie to taki sam hardcore. Na co ja odpisałam to:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,567,153300191,153337225,Re_sedno_sprawy.html
                                                    Tym samym co innego wpadka z kimś kogo nie jest się pewnym i konieczność zabezpieczenia się a co innego bycie z facetem, którego nie jest się pewną.
                                                    Co do obraźliwości sformułowania hardcore-no nie mogę odpowiadać za to co ktoś sobie pomyśli kiedy piszę o tym jakie mam poglądy. Dla mnie to hardcore. Ale zaznaczałam tutaj-nikogo nie krytykuję personalnie i w ogóle prowadzę dyskusję bardziej w temacie ogolnym, bez odnoszenia się do konkretnych osób. Tak jak forumka pisze, że dla niej konkubinat to nie rodzina to ja nie czuję obrażona bo to jej zdanie. Ma do niego prawo.
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 28.08.14, 14:05
                                                    no nie mogę odpowiadać za to co ktoś
                                                    > sobie pomyśli kiedy piszę o tym jakie mam poglądy.

                                                    I vice versa.
                                                  • falka_85 Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:08
                                                    blond_suflerka napisała:
                                                    > Co do przepychanek rodzicielskich-pewnie dotyczą dzieci wpadkowych jak i zaplan
                                                    > owanych ale z niewłaściwym rozeznaniem z kim się te dzieci planuje.
                                                    To skąd twoja argumentacja w poprzednim poście? Tak żeby coś napisać, bo zaplątało się we własnej argumentacji, a tu voila jest furtka?
                                                    To że panowie lecą do urzędu zadeklarować, że są ojcami dzieci w większości przypadków nie ma nic wspólnego z tym, że obawiają się utrudniania im kontaktu z dzieckiem przez jego matkę. Szczęśliwi świeżo upieczeniu ojcowie o tym nie myślą, tak jak szczęśliwe świeżo upieczone żony nie myślą o "ochronie prawnej" jaką daje im małżeństwo.
                                                    Skutek prawny jest sprawny jest sprawą poboczną, która jednak bardzo często się przydaje w przyszłości.
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:15
                                                    Ależ w pełni się z tym zgadzam. Calą dyskusję zaczęłam tylko w temacie, że dobrze jest mieć slub bo to zabezpiecza.
                                                    Nie zauwazyłam, żebym się zaplątała w argumentacji bo przecież sytuacje są różne więc pewnie różne argumenty dotyczą różnych sytuacji właśnie. Dyskusja się rozwija więc pojawiają się kolejne możliwości i argumenty, to raczej normalne.
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:18
                                                    falka_85 napisała:
                                                    > szczęśliwe świeżo upieczone żony nie myślą o "ochronie prawnej" jaką
                                                    > daje im małżeństwo.

                                                    A to ciekawe bo wątek jest o MOTYWACJI do zawarcia małżeństwa i kluczowy powód to ponoć ta 'ochrona prawna'. A teraz to okazuje się, ż żoneczki o niej nie myślą?

                                                    Może wypowiadaj się za siebie bo taka Ashraf czy Priszczilla to myślały bardzo intensywnie big_grin
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:24
                                                    > A to ciekawe bo wątek jest o MOTYWACJI do zawarcia małżeństwa i kluczowy powód
                                                    > to ponoć ta 'ochrona prawna'. A teraz to okazuje się, ż żoneczki o niej nie myś
                                                    > lą?

                                                    Nie kluczowy. Przynajmniej nie dla mnie. Ale istotny. To ty się upierasz, że to jest kluczowy powód i przeciwstawiasz niewątpliwej ochronie rodziny oferowanej przez instytucję małżeństwa swojemu bezgranicznemu zaufaniu wobec swojego partnera, tak jakbyśmy my brały ślub, bo nie ufałyśmy. Ufałam, kochałam, rozumiałam motywację mojego partnera, który mi to zaproponował i uznałam, że to będzie dobra decyzja wziąwszy pod uwagę nasze wspólne plany. ROZUMIESZ????????????
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 28.08.14, 13:01
                                                    Widac wedlug araceli milosc kloci sie z rozumem big_grin
                                                  • falka_85 Re: sedno sprawy 28.08.14, 12:30
                                                    araceli napisała:
                                                    > Może wypowiadaj się za siebie bo taka Ashraf czy Priszczilla to myślały bardzo
                                                    > intensywnie big_grin

                                                    To już twoja błędna w moim odczuciu interpretacja. Skąd ty to wzięłaś w ogóle? Nie wiem co by cię miało usatysfakcjonować? Mają udawać, że małżeństwo nie zmienia sytuacji prawnej miedzy małżonkami?
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:02
                                                    falka_85 napisała:

                                                    > Ale przecież ma matkę jako prawnego, oficjalnego opiekuna. Ojciec bez wpisu w u
                                                    > rzędzie też może się opiekować dzieckiem, decydować o nim, majątek zapisać mu w
                                                    > testamencie itd.

                                                    NO tak ale właśnie jak matka wyjeżdza z przyjaciolkami na weekend a ojciec sobie z nim biega po lesie to jakby co to ma w papierach, że ojciec a nie obcy pan, łi?wink
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:17
                                                    > Dla mnie to nie to samo bo dziecko jest niepełnoletnie i musi miec prawnych opi
                                                    > ekunów do tego, żeby ktoś o nim decydował i się nim opiekował.

                                                    Wystarczy jeden prawny opiekun. Ślub przed urodzeniem dziecka pozwala uprościć też kwestię opiekuna prawnego w sytuacji, kiedy matka umiera przy porodzie. Mąż matki jest wtedy automatycznie uznawany za ojca.

                                                    Może ktoś wie, jak się sprawę ojcostwa określa w przypadku niepoślubionej pary, kiedy matka umiera przy porodzie (lub bez związku z porodem, ale dziecko udaje się uratować) i nie składała przedtem żadnego oświadczenia w urzędzie?
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 14:46
                                                    blond_suflerka napisała:
                                                    > No nie wiem jak u innych ale dla mnie nie po to zgłasza się ojca do urzędu. Moi
                                                    > m zdaniem robi się po to, żeby jakoś oficjalnie nadać dziecku tożsamość rodzin
                                                    > ną-to jest matka a to ojciec a do tego umożliwić ojcu wszelkie prawa związane z
                                                    > byciem rodzicem właśnie.

                                                    Dokładnie tak - matka jest przypisywana bo urodziła - ojciec idzie to urzędu. I tyle, zero filozofii. Pisanie, że ojca się wpisuje, żeby potem móc alimenty mieć to dla mnie niezłe spłycanie tematu.
                                                  • falka_85 Re: sedno sprawy 27.08.14, 14:55
                                                    araceli napisała:
                                                    > Dokładnie tak - matka jest przypisywana bo urodziła - ojciec idzie to urzędu. I
                                                    > tyle, zero filozofii.
                                                    Ale przecież w przypadku małżeństwa też można wygłosić takie stwierdzenie, nikt nikogo nie urodził, wspólnych rodziców nie mają więc nie są do siebie przypisani z automatu. Para "idzie do urzędu i tyle, zero filozofii". Gdzie widzisz różnicę?
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 14:59
                                                    falka_85 napisała:
                                                    > Ale przecież w przypadku małżeństwa też można wygłosić takie stwierdzenie, nikt
                                                    > nikogo nie urodził, wspólnych rodziców nie mają więc nie są do siebie przypisa
                                                    > ni z automatu. Para "idzie do urzędu i tyle, zero filozofii". Gdzie widzisz róż
                                                    > nicę?

                                                    Różnica jest taka, że ja jestem dorosła i to jak układam życie z drugim dorosłym człowiekiem to moja sprawa i to co sobie wzajemnie dajemy to nasza sprawa. Dziecko nie może dać rodzicowi pełnomocnictwa np. do informowania o swoim stanie zdrowia itd.

                                                    Poza tym - rodzicem się JEST - to biologia a nie decyzja rodzica czy dziecka. Idziesz do urzędu potwierdzić fakt a nie wybór.
                                                  • falka_85 Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:13
                                                    araceli napisała:
                                                    > Różnica jest taka, że ja jestem dorosła i to jak układam życie z drugim dorosły
                                                    > m człowiekiem to moja sprawa i to co sobie wzajemnie dajemy to nasza sprawa.
                                                    Oczywiście, że tak.

                                                    > Dziecko nie może dać rodzicowi pełnomocnictwa np. do informowania o swoim stanie
                                                    > zdrowia itd.
                                                    Ale dziecko ma matkę, do której jak już napisałaś jest przypisane bo urodziła i ona może udzielić pełnomocnictwa do informowania o stanie zdrowia dziecka itd.

                                                    > Poza tym - rodzicem się JEST - to biologia a nie decyzja rodzica czy dziecka. I
                                                    > dziesz do urzędu potwierdzić fakt a nie wybór.
                                                    No niestety ale nie jest tak jak mówisz, przynajmniej w zdecydowanej większości przypadków. Gdyby chodziło o stwierdzenie faktu, to obecność pana byłaby zbędna, wystarczyłaby próbka do badań genetycznych. Pan idzie wyrazić swoją wolę, że jest ojcem dziecka, jeżeli ją wyrazi nikt nie wnika w to czy rzeczywiście nim jest. Co więcej z tego co kojarzę na zmianę decyzji jest pół roku, a potem pozamiatane.
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:17
                                                    falka_85 napisała:
                                                    > Ale dziecko ma matkę, do której jak już napisałaś jest przypisane bo urodziła i
                                                    > ona może udzielić pełnomocnictwa do informowania o stanie zdrowia dziecka itd.

                                                    Ale dlaczego w swojej relacji Z DZIECKIEM ojciec ma być na łasce i nie łasce matki? A jak matce się odwidzi to czemu ma się odbijać to na relacji Z DZIECKIEM. Dlaczego ojciec ma w relacji Z DZIECKIEM polegać na osobach trzecich?


                                                    > Pan idzie wyrazić swoją wolę, że jest ojcem dziecka,

                                                    Nie - pan nie idzie wyrazić woli - pan idzie potwierdzić fakt.
                                                  • falka_85 Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:23
                                                    araceli napisała:
                                                    > Nie - pan nie idzie wyrazić woli - pan idzie potwierdzić fakt.
                                                    Pan nie może potwierdzić faktu, bo go nie zna, chyba że przeprowadzono odpowiednie badania. Jak to było w przypadku Kory i jej syna ze związku z Kamilem Sipowiczem? Chcesz powiedzieć, że Marek Jackowski stwierdził w tym przypadku fakt?
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:28
                                                    falka_85 napisała:
                                                    > Pan nie może potwierdzić faktu, bo go nie zna, chyba że przeprowadzono odpowied
                                                    > nie badania. Jak to było w przypadku Kory i jej syna ze związku z Kamilem Sipow
                                                    > iczem? Chcesz powiedzieć, że Marek Jackowski stwierdził w tym przypadku fakt?

                                                    WOW smile To rozumiem, że mąż robił waszemu dziecku badania, bo przecież nie wie, że jest ojcem?

                                                    Ojcostwo się potwierdza - nie wolę. Jak woli potwierdzania ojcostwa nie ma to ustala się je sądownie. Gdyby było tak jak piszesz - że pan ma 'wolę zostania ojcem' to równie dobrze mógłby jej nie mieć a jednak sąd ma to w nosie smile
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:24
                                                    Ale zaraz, przecież podobno nie decyduje się na dziecko z kimś, którego trzeba urzędowo zmuszać do płacenia alimentów... To jak to się odwidzi big_grin Przecież rodzice też sobie mogą "ustalić" co będzie, jeśli się rozstaną, nie ma potrzeby, żeby przyklepał to urzędnik.
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:26
                                                    ashraf napisała:
                                                    > Ale zaraz, przecież podobno nie decyduje się na dziecko z kimś, którego trzeba
                                                    > urzędowo zmuszać do płacenia alimentów...

                                                    Pierdyliard razy było w tej dyskusji o różnicy między alimentami na kurę domową a dziecko a ty nadal nie rozróżniasz smile

                                                    Poza tym - Ty znowu kasa, kasa, kasa. Jak mowa o dziecku to zaraz tylko ALIMENTY! Rzyg...!
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:31
                                                    To ty wyjechałaś z argumentem, że uznanie zabezpiecza przed tym, że pani odwidzi się pozwalanie na kontakty ojca z dzieckiem... Gonisz własny ogon big_grin
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:44
                                                    ashraf napisała:
                                                    > To ty wyjechałaś z argumentem, że uznanie zabezpiecza przed tym, że pani odwidz
                                                    > i się pozwalanie na kontakty ojca z dzieckiem... Gonisz własny ogon big_grin

                                                    Nadal nie rozumiesz różnicy między:
                                                    - relacją matki i ojca
                                                    - relacją maki i dziecka
                                                    - relacją ojca i dziecka?
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:50
                                                    Czyli partnerowi mozna wierzyc na slowo, ze kocha, ale jako tatusia lepiej go zabezpieczyc papierkiem - wszystko jasne smile
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:56
                                                    ashraf napisała:
                                                    > Czyli partnerowi mozna wierzyc na slowo, ze kocha, ale jako tatusia lepiej go
                                                    > zabezpieczyc papierkiem - wszystko jasne smile

                                                    I znów po raz miliardowy - rodzicielstwo jest niezależne od małżeństwa. Rozumiesz w końcu? Ja mogę sobie układać relacje z drugim dorosłym człowiekiem jak chcę bo jestem dorosła i to jest sprawa między nami. To ode mnie zależy czego OD NIEGO DLA SIEBIE chcę a czego nie.

                                                    Rozumiesz różnicę?
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 27.08.14, 18:51
                                                    Czyli w rodzicielstwie jednak wolalabys zostawic sobie furteczke prawna - jakie to przewidywalne smile pan tatus nie zasluguje na zaufanie po grob?
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 18:57
                                                    ashraf napisała:
                                                    > Czyli w rodzicielstwie jednak wolalabys zostawic sobie furteczke prawna - jakie
                                                    > to przewidywalne smile pan tatus nie zasluguje na zaufanie po grob?

                                                    Nadal nie dochodzi do małego rozumka, że mnie NIC DO TEGO?

                                                    Ja SOBIE furtki nie zostawiam, bo to relacja OJCA Z DZIECKIEM. Rozumiesz?

                                                    Rozumiesz, że matka i ojciec mają równe prawa i obowiązki wobec dziecka i powinni być traktowani równo NIEZALEŻNIE OD SIEBIE?

                                                    A może dziecko to dla Ciebie kolejna karta przetargowa w związku?
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 27.08.14, 19:04
                                                    No jak to nic ci do tego - to wspolne dziecko. I jakos przy nim papierek nagle ma znaczenie, niezaleznie pod wyboru, deklaracji, psa i kredytu na mieszkanie. To po prostu hipokryzja, zebys nie wiem jak dlugo obracala kota ogonem i obrazala inne dyskutantki.
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 19:14
                                                    ashraf napisała:
                                                    > No jak to nic ci do tego - to wspolne dziecko. I jakos przy nim papierek nagle
                                                    > ma znaczenie, niezaleznie pod wyboru, deklaracji, psa i kredytu na mieszkanie.
                                                    > To po prostu hipokryzja, zebys nie wiem jak dlugo obracala kota ogonem i obraza
                                                    > la inne dyskutantki.

                                                    Nadal pitolisz od rzeczy big_grin

                                                    O co chodzi, że 'wspólne'? Dziecko to dla Ciebie kolejny przedmiot o który możesz się przepychać z mężem? WOW!

                                                    Dziecko ma matkę i ojca, którzy mają równe prawa i obowiązki WOBEC NIEGO a NIEZALEŻNIE OD SIEBIE. Twój rozumek to przerasta? Masz tak zryty beret małżeństwem, że nie rozumiesz, że ludzie mogą mieś osobne relacje z ludźmi bez klepania przez pana małżonka/panią żonę?
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 27.08.14, 19:41
                                                    O, teraz pojawil sie jeszcze "beret zryty malzenstwem" big_grin big_grin teraz czekam jeszcze na nadetego balona, potok slow, buahahaha, boldowanie i kilka innych mocnych argumentow z twojego repertuaru. A wszystko po to, zeby zracjonalizowac sobie czemu chlop nie chce sie zenic - to juz troche nudne araceli wink
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 20:05
                                                    ashraf napisała:
                                                    > O, teraz pojawil sie jeszcze "beret zryty malzenstwem" big_grin big_grin teraz czekam jeszc
                                                    > ze na nadetego balona, potok slow, buahahaha, boldowanie i kilka innych mocnych
                                                    > argumentow z twojego repertuaru. A wszystko po to, zeby zracjonalizowac sobie
                                                    > czemu chlop nie chce sie zenic - to juz troche nudne araceli wink

                                                    Bo oczywiście obraźliwe teksty serwowane przez żoneczkę Ashraf konkubinom jest ok?

                                                    Ja sobie niczego nie muszę racjonalizować - nasza sytuacja jest taka sama. Jak pisałam - od pewnego czasu mam podwójną bekę z Twojego 'małżeńskiego' nadymania się. Mnie na szczęście w beret nie walnęło big_grin
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 27.08.14, 22:56
                                                    Czyli jest tak, jak przypuszczałam - za jakiś czas - okazuje się, że to już! - nastąpi coming out w stylu wwc, byle tylko nie być posądzonym o bycie kryzysową narzeczoną big_grin big_grin a może po prostu to jedna osoba i dwa nicki? Nieważne... to trochę jak pisanie w obronie otyłych i jednoczesne podkreślanie "ale ja jestem szczupła" wink
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 23:43
                                                    ashraf napisała:
                                                    > Czyli jest tak, jak przypuszczałam - za jakiś czas - okazuje się, że to już! -
                                                    > nastąpi coming out w stylu wwc, byle tylko nie być posądzonym o bycie kryzysową
                                                    > narzeczoną big_grin big_grin a może po prostu to jedna osoba i dwa nicki? Nieważne... to t
                                                    > rochę jak pisanie w obronie otyłych i jednoczesne podkreślanie "ale ja jestem s
                                                    > zczupła" wink

                                                    TED: The Danger of a Single Story - nadal polecam smile
                                                  • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: sedno sprawy 28.08.14, 16:02
                                                    ashraf napisała:

                                                    > Czyli jest tak, jak przypuszczałam - za jakiś czas - okazuje się, że to już! -
                                                    > nastąpi coming out w stylu wwc, byle tylko nie być posądzonym o bycie kryzysową
                                                    > narzeczoną big_grin big_grin a może po prostu to jedna osoba i dwa nicki? Nieważne... to t
                                                    > rochę jak pisanie w obronie otyłych i jednoczesne podkreślanie "ale ja jestem s
                                                    > zczupła" wink

                                                    ??? Napisałam, że nie byłam chętna do ślubu, ale mąż mnie przekonał i tyle. Skąd więc sobie uroiłaś te bzdety o kryzysowej narzeczonej? Wróżbitko Maciejko?
                                                    Niektórym tępotom w głowie się nie mieści, że kobieta może nie chcieć ślubu.
                                                    BTW, jak tam twój mąż, sporo starszy rozwodnik?
                                                    Być drugą żoną pierwszego męża i to starego rozwodnika, to dopiero żenujące IMO.
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:28
                                                    > Ale dlaczego w swojej relacji Z DZIECKIEM ojciec ma być na łasce i nie łasce ma
                                                    > tki?

                                                    Na jakiej łasce? Przecież wszyscy mają jak najlepsze intencje i doba wolę, i matka nigdy przenigdy nie będzie mu nic utrudniać, tak samo jak on nigdy przenigdy nie wypnie się na rodzinę ani żadne swoje dziecko. Inaczej nie byliby razem, prawda?

                                                    > Nie - pan nie idzie wyrazić woli - pan idzie potwierdzić fakt.

                                                    Pan idzie potwierdzić swoją wolę i wiarę w to, że partnerka go nie oszukuje, co do jego ojcostwa. Bez badań DNA nie może mieć pewności czy jest ojcem. Dopiero co sugerowałaś, że brałam ślub, żeby w razie czego mieć możliwość wrobienia męża w dziecko.
                                                  • araceli Re: sedno sprawy 27.08.14, 15:42
                                                    priszczilla napisała:
                                                    > Na jakiej łasce? Przecież wszyscy mają jak najlepsze intencje i doba wolę, i ma
                                                    > tka nigdy przenigdy nie będzie mu nic utrudniać, tak samo jak on nigdy przenigd
                                                    > y nie wypnie się na rodzinę ani żadne swoje dziecko. Inaczej nie byliby razem,
                                                    > prawda?

                                                    Więc jeżeli DZIECKO z OJCEM zadecydują, że chcą mieć relację opartą na MOIM przyzwoleniu to będą mogli taką mieć.

                                                    Czemu nie rozumiesz różnicy między MOJĄ decyzją jako dorosłego człowieka a decyzją INNEGO dorosłego człowieka co do jego relacji z DZIECKIEM?


                                                    > Pan idzie potwierdzić swoją wolę i wiarę w to, że partnerka go nie oszukuje, co
                                                    > do jego ojcostwa. Bez badań DNA nie może mieć pewności czy jest ojcem.

                                                    No - twój mąż to nawet wiary nie mógł wyrazić - przypisali mu z automatu, czy jego czy nie big_grin big_grin big_grin
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 27.08.14, 16:11
                                                    > Czemu nie rozumiesz różnicy między MOJĄ decyzją jako dorosłego człowieka a decy
                                                    > zją INNEGO dorosłego człowieka co do jego relacji z DZIECKIEM?

                                                    Konkubinat nie przewiduje wielu sytuacji, które małżeństwo ułatwia, także w kwestii relacji ojca i dziecka. Kobieta w ciąży może ulec wypadkowi, leżeć w śpiączce, może umrzeć przy porodzie, może być nieprzytomna, kiedy noworodek będzie potrzebował jakiegoś leczenia. We wszystkich tych sytuacjach mężczyźnie łatwiej będzie sprawować opiekę nad nią i nad dzieckiem, jeśli będzie jej mężem.
                                                  • nenia1 Re: sedno sprawy 27.08.14, 16:29
                                                    A może też być jak w przypadku mojej koleżanki, o czym piszę gdzie indziej, że mąż z którym się chciała rozwieść znika i kobieta zostaje zablokowane z wieloma sprawami na 10 lat, bo dopiero po 10 latach uznano go za zmarłego zgodnie z naszym prawem cywilnym. Np. brak możliwości sprzedaży lub wynajmu domu, który wchodził w skład wspólnego majątku małżeńskiego, a na utrzymanie,którego nie było jej stać, to zresztą jedna z wielu sytuacji, która utrudniała jej codzienne życie przez bardzo długi czas 10 lat.
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 27.08.14, 16:41
                                                    Gdyby konkubenci byli współwłaścicielami jakiejś nieruchomości i jedno by zaginęło sytuacja byłaby identyczna, a po 10 lat jeszcze trzeba by się bujać ze spadkobiercami zaginionego.

                                                    Przed takimi sytuacjami można się zabezpieczyć tylko przy pomocy unikania wspólnych nieruchomości, co w małżeństwie jest możliwe tak samo jak w konkubinacie, tyle że w konkubinacie nie dziedziczy się z automatu po konkubencie, a nawet jeśli to obowiązuje inna stawka podatku od spadku i trzeba wypłacać zachowek pozostałym spadkobiercom.
                                                  • nenia1 Re: sedno sprawy 27.08.14, 17:00
                                                    Gdyby byli. Ale mogą też zupełnie swobodnie kupować sobie mieszkanie bez latania za intercyzą.
                                                    W małżeństwie jak nie dopilnujesz intercyzy - nie ma, przepadło. Masz pecha i żona po ślubie okazała się leniwą larwą, albo mąż hazardzistą? Trudno - majątek na pół, nieważne kto faktycznie wkładał wysiłek i pracę. Moim zdaniem małżeństwo mało zabezpiecza interesy osób majętnych, przeciwnie - ułatwia ich oskubanie.

                                                    A w moich wcześniejszym przypadku - spróbuj dostać w takiej sytuacji kredyt hipoteczny, masz zablokowaną możliwość wspólnego rozliczania się, chce wyjść ponownie za mąż - zapomnij, to tylko część kolejnych problemów.

                                                    To masz przykład z Fundacji Itaka:

                                                    Małgorzata Turlewicz, prawnik Itaki, ostrzega, że takie działania mogą się skończyć źle: – Niedawno zgłosiła się do nas kobieta, której zaginął mąż. Nie była w stanie utrzymać siebie i dzieci, więc wystąpiła o przyznanie alimentów. Sąd potraktował męża jak innych, którzy opuszczają rodziny i nie chcą łożyć na ich utrzymanie. I alimenty zasądził. Ponieważ męża nie było, wypłacał je Fundusz Alimentacyjny. Gdy na koncie męża zebrała się spora zaległość, komornik zajął jego dom, w którym cały czas mieszkała ta kobieta. Żeby uniknąć eksmisji, musi sama spłacić alimenty, które wcześniej dostała, odsetki i koszty komornicze.
                                                  • priszczilla Re: sedno sprawy 27.08.14, 17:23
                                                    Obie formy mają swoje wady i zalety. Faktycznie jeśli ktoś jest majętny i zależy mu, żeby chronić swój majątek przed potencjalnie pazernym partnerem to może nie powinien brać ślubu.
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 27.08.14, 08:01
                                                    Ale dyskusja jest o przepisach, a nie o tym, czy ich istnienie jest dla kogos glownym czy w ogole jakimkolwiek powodem do zawierania malzenstwa.
                                                  • blond_suflerka Re: sedno sprawy 27.08.14, 13:44
                                                    ashraf napisała:

                                                    > Ale dyskusja jest o przepisach, a nie o tym, czy ich istnienie jest dla kogos g
                                                    > lownym czy w ogole jakimkolwiek powodem do zawierania malzenstwa.

                                                    No o przepisach ale w kontekście wyższości małżenstwa nad konkubinatem. Tzn. co jest lepszego w byciu żoną/mężem aniżeli konkubiną/konkubentem. Więc jeśli pada taki argument, że oto daje Ci to zabezpieczenie przed wydaniem rozwodu to trudno nie zauważyć faktu, że ten akurat argument stoi w sprzeczności z podstawową ideą związku. Oczywiście to moje zdanie, rozumiem, że ktoś może mieć inne.
                                                  • ashraf Re: sedno sprawy 27.08.14, 14:26
                                                    Wg przepisów daje i to jest fakt - ale nie jest to, a przynajmniej nie powinien, główny motyw zawarcia związku małżeńskiego. Równie dobrze można mieć pretensje, że uznanie dziecka przydaje się (prawnie) przede wszystkim w momencie, kiedy pan obraca się na pięcie i odmawia dalszego finansowania dziecka.
                                                  • triss_merigold6 Re: sedno sprawy 27.08.14, 14:15
                                                    Doczytaj. Można - w trakcie trwania małżeństwa - wnieść o zabezpieczenie potrzeb rodziny.
                                            • priszczilla Re: sedno sprawy 26.08.14, 22:54
                                              Prawa dzieci może i są niezależne, ale ich sytuacja życiowa jest zależna od sytuacji rodzica, z którym mieszkają. Może nie?
                                      • falka_85 Re: sedno sprawy 27.08.14, 11:21
                                        > Ale wiesz, jak chcesz, to możesz też nawet doradzać rezygna
                                        > cję z uznania dziecka przez partnerów panien, przecież to tylko papier, no i mo
                                        > gą same zarobić na dziecko...

                                        Nie no to przecież logiczne, uznanie dziecka w urzędzie to taki nic nieznaczący papierek. No powiedz sama, zrobiłabyś sobie dziecko "z kimś kogo się podejrzewa,że jedynie prawo zmusi go do przyzwoitego zachowanie względem" własnego dziecka?
                                  • nenia1 Re: sedno sprawy 26.08.14, 20:52
                                    ashraf napisała:

                                    > Nieznajomością polskich realiów i prawa popisujesz się raczej ty, uparcie wmawi
                                    > ając wszystkim, że małżeństwo nic nie zmienia w sytuacji kobiet i dzieci.

                                    Ashraf - zmienia, ale są też kobiety z majątkiem własnym, z prosperującymi firmami, kobiety zarabiające lepiej niż partner - i dla nich już kwestie finansowe nie mają takiego znaczenia.
                                    Fakt, że takich kobiet jest mniej, ale nie znaczy, że nie ma ich wcale.

                                    > A swoją drogą to śmiesz
                                    > ne, jak kobiety same sobie strzelają gola: będę taka niezależna, uniosę się hon
                                    > orem, nic nie chcę od faceta, z którym żyłam x lat, niech sobie idzie i nie zos
                                    > tawia nawet grosza, ach jaka jestem nowoczesna i postępowa big_grin big_grin Czyli nie myli
                                    > łam się - to po prostu ciężkie frajerstwo.

                                    A są takie, że się cieszą, że to one nie muszą się dzielić, bo więcej "groszy" wnosiły do związku.

                                    Jednak nie stawiałabym sprawy jednoznacznie, bo wiele zależy od indywidualnej sytuacji, są sytuacje, ze "opłaca się" być żoną, a są, gdy "opłaca się" być konkubiną, nawet z powodów podatkowych, choć ludzie zazwyczaj sądzą inaczej.
                                    • araceli Re: sedno sprawy 26.08.14, 21:01
                                      nenia1 napisała:
                                      > Jednak nie stawiałabym sprawy jednoznacznie, bo wiele zależy od indywidualnej s
                                      > ytuacji, są sytuacje, ze "opłaca się" być żoną, a są, gdy "opłaca się" być konk
                                      > ubiną, nawet z powodów podatkowych, choć ludzie zazwyczaj sądzą inaczej.

                                      Ano właśnie - a jak się taka Ashraf zafiksuje jedynie na gospodyniach domowych to potem innych opcji nie widzi smile
                                      • ashraf Re: sedno sprawy 26.08.14, 22:49
                                        Oj tak, szczególnie że w życiu nie byłam gospodynią domową, ani nie zamierzam nią być wink Ale rozumiem, że osobom, których partnerzy nie mogą się zdobyć na deklarację, jest przykro i wolą tłumaczyć sobie i innym, że to papierek, bzdura i przeżytek, zmieniający kobiety w roboty i k...y. No i automatycznie także w gospodynie domowe bez własnej pracy, pieniędzy i majątku smile
                                        • araceli Re: sedno sprawy 26.08.14, 22:52
                                          ashraf napisała:
                                          > Oj tak, szczególnie że w życiu nie byłam gospodynią domową, ani nie zamierzam n
                                          > ią być wink Ale rozumiem, że osobom, których partnerzy nie mogą się zdobyć na dek
                                          > larację, jest przykro i wolą tłumaczyć sobie i innym, że to papierek, bzdura i
                                          > przeżytek, zmieniający kobiety w roboty i k...y. No i automatycznie także w gos
                                          > podynie domowe bez własnej pracy, pieniędzy i majątku smile

                                          Ashraf - a cze Twój mały rozumek potrafi ogarnąć sytuację, kiedy mężczyzna oświadcza się kobiecie a ona ślubu nie chce? Potrafisz to zrozumieć, czy zawiesi Ci się wtedy system?
                                          • ashraf Re: sedno sprawy 26.08.14, 22:56
                                            Jasne, zupełnie jak u wwc - pan skamle, a pani kopie go jak psa i sprowadza do parteru, albo w końcu, zmęczona jęczeniem, łaskawie się zgadza wink I jeszcze jaką bajeczkę nam sprzedasz?
                                            I wiesz co? Znam takie osoby. I bynajmniej nie są one zajęte misją nawracania wszystkich innych na konkubinat i uświadamianiem mężatek, jakie są głupie, naiwne i uciskane. Takie zachowanie jest natomiast typowe dla tych pań, które po prostu nie mają szans na formalny związek z partnerem, i to bynajmniej nie dlatego, że same tego nie chcą...
                                            • araceli Re: sedno sprawy 26.08.14, 23:00

                                              ashraf napisała:
                                              > Jasne, zupełnie jak u wwc - pan skamle, a pani kopie go jak psa i sprowadza do
                                              > parteru, albo w końcu, zmęczona jęczeniem, łaskawie się zgadza wink I jeszcze jak
                                              > ą bajeczkę nam sprzedasz?

                                              Nie znam bardziej nadętych balonów od Ciebie Ashraf smile No nie znam. A Danger of a Single Story - polecam wykład TED. Ty po prostu nie widzisz świata poza Twoją słuszną drogą. Wszyscy 'sprzedają bajeczki'

                                              A wiesz co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Nadymasz się, obrażasz mnie i czujesz się 'ta lepsza' a jesteśmy w dokładnie tej samej sytuacji. Od jakiegoś czasu mam z tego powodu podwójną bekę big_grin
                                              • ashraf Re: sedno sprawy 26.08.14, 23:03
                                                Dziękuję za komplementy, mam nadzieję, że twój poziom frustracji nieco opadł i możesz skupić się na rzeczywistości smile Możesz, na swoje potrzeby, nawet przyjąć, że buduję swoje poczucie własnej wartości na forum... w końcu twoja wyobraźnia nie zna granic wink
                                                • araceli Re: sedno sprawy 26.08.14, 23:07
                                                  ashraf napisała:
                                                  > w końcu twoja wyobraźnia nie zna granic wink

                                                  Twoje umysłowe ograniczenie również Ashraf smile
                                    • priszczilla Re: sedno sprawy 26.08.14, 21:32
                                      Owszem zapewne są sytuacje, kiedy opłaca się nie brać ślubu, ale nie ma to nic wspólnego z powodami wymienianymi przez Araceli czy autorkę wątku.
                                    • ashraf Re: sedno sprawy 26.08.14, 22:47
                                      Oczywiście, że są kobiety, które zarabiają lepiej od mężów, mają swoje firmy czy majątek. I tu niespodzianka - ślub może być także zabezpieczeniem dla mężczyzny, który np. jest nauczycielem i z racji zawodu dużo więcej czasu poświęca na opiekę nad dziećmi. To nie jest kwestia płci, tylko rozsądku. Poza tym sytuacja zawodowa i życiowa może się zmienić - wypadki, utrata pracy, kryzys czy pożar może dotknąć także zamożnych ludzi. Poza tym nie twierdzę, że ślub to tylko kwestia finansów - odpowiadam po prostu na pytanie o to co zmienia w sytuacji prawnej rodziny. Ja akurat nie rozpatrywałam kwestii małżeństwa na zasadzie "opłaca się" czy nie - w naszej sytuacji mogę nawet powiedzieć, że się nie "opłaca" - jako panna z dzieckiem płaciłabym dużo mniejsze podatki i mogłabym liczyć na szereg przywilejów. Tylko że ślub to nie tylko papierek...
                                • priszczilla Re: sedno sprawy 26.08.14, 20:54
                                  Nic nie zakłada z góry tylko rozpatruje możliwy czarny scenariusz. Choroba, utrata pracy mogą spotkać każdego.
              • rosapulchra-0 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 23:58
                Ja należałam do mniejszości. Najpierw urodziłam trójkę dzieci, a po siedmiu latach konkubinatu zdecydowaliśmy się na ślub.
      • kruche_ciacho Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:38
        spadaj abonament placic
    • maggi9 Re: 26.08.14, 10:21
      skad parcie na malzenstwo?

      Może właśnie stąd?

      kruche_ciacho napisała:

      > zeby nie bylo: bylam mezatka, nie polecam
      • kruche_ciacho Re: 26.08.14, 10:39
        mozesz wyjasnic?
    • ashraf Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:23
      Nie dla kazdego to tylko papier. Bo dla samego papierka to raczej nie warto... i skoro zwiazek jest taki wspanialy, zgodny i oparty na zaufaniu, to zalatwienie spraw formalny i ulatwienie sobie przyszlosci chocby poprzez zagwarantowanie dziedziczenia, prawa do informacji w szpitalu itd. nie powinno nastreczac problemow. Mnie zastanawia bardziej skad sie bierze niechec do malzenstwa, skoro to tylko nic nie znaczacy papierek, ktory o niczym nie przesadza?
      • sonniva czytając forum 26.08.14, 10:32
        mam wrażenie, ze 99% pań wychodzi za mąż tylko po to, żeby mieć kogo niańczyć, założyć "wypaśną" suknię ślubną i zrobić sobie tandetną sesję zdjęciową z tego wspaniałego dnia.

        To żarcik, ale niestety ja mam takie odczucia wink
        • ashraf Re: czytając forum 26.08.14, 10:35
          Pewnie sa i takie, ale ja nie o tych.
          • aneta-skarpeta Re: czytając forum 26.08.14, 10:55
            ja pierwszego mojego małżenstwa nie polecam, drugie i owszem

            tyle tylko, że drugiego nie planowałam, mieszkalismy i zylismy jak rodzina bez slubu, ale mąż chciał ślubu

            slub w naszym przypadku NIC nie zmienił- jestesmy szczęsliwi, tak samo byloby bez slubu

            ale prawnie slub duzo ułatwia-aaaa była jeszcze kwestia mojego syna i dla niego nasz slub był przełomem
            • kai_30 Re: czytając forum 27.08.14, 09:15
              aneta, u mnie bardzo podobnie. Pierwszego małżeństwa nie polecam, a drugiego męża... No nie, też nie polecam, wolę go zachować dla siebie big_grin Za pierwszym razem był ślub w kościele, biała suknia i weselna wódka, a potem dość szybko rozwód. Drugi ślub wzięłam całkowicie kontrastowo - nie powiadamiając o nim nikogo, w towarzystwie tylko świadków i dzieci, było cudownie smile

              Nasze wspólne dziecko miało wtedy dwa lata i tak, ślub był mi wtedy potrzebny. Miałam ostrą schizę po nagłej śmierci teścia, że mojemu chłopu też się to przytrafi i jako konkubina nawet nie będę wdową po nim, nie będę mogła mu wyprawić pogrzebu, nie udzielą mi informacji w szpitalu itd itp. I owszem, mój partner mógł mi wtedy powiedzieć "nie histeryzuj, głupia babo", ale zamiast tego po prostu oświadczył, że skoro ślub stał się dla mnie ważny (wcześniej nie był), to umawiamy termin w USC, nie ma nad czym debatować. I już.

              I myślę sobie, że bez ślubu byłabym mniej szczęśliwa, bo jednak tkwiłaby we mnie jakaś zadra, że mój chłop nie chciał się ze mną ożenić, czyli że nie planuje być ze mną całe życie. Moim synom z pierwszego małżeństwa też ten ślub dał dużo - mój mąż został oficjalnie pasowany na ojczyma, skończyły się problemy z nomenklaturą big_grin
        • lafiorka2 Re: czytając forum 26.08.14, 12:23
          sonniva napisała:

          > mam wrażenie, ze 99% pań wychodzi za mąż tylko po to, żeby mieć kogo niańczyć,
          > założyć "wypaśną" suknię ślubną i zrobić sobie tandetną sesję zdjęciową z tego
          > wspaniałego dnia.
          >
          tjaaa jaaaasnebig_grin
        • aqua48 Re: czytając forum 26.08.14, 15:58
          sonniva napisała:

          > mam wrażenie, ze 99% pań wychodzi za mąż tylko po to, żeby mieć kogo niańczyć,
          > założyć "wypaśną" suknię ślubną i zrobić sobie tandetną sesję zdjęciową z tego
          > wspaniałego dnia.

          Cóż, nie miałam w ogóle sukni ślubnej, i ani jednego zdjęcia ze ślubu (film uległ prześwietleniu), w małżeństwie jestem ponad 25 lat i jestem zadowolona. Źle bym się czuła będąc tyle czasu w konkubinacie.
        • rosapulchra-0 Re: czytając forum 27.08.14, 00:00
          Tylko jedną dziewczynę znałam tak myślącą. A nawet nie tak. Dla niej najważniejsze było być mężatką. Nieważne, że to była porażka, która zakończyła się również unieważnieniem ślubu kościelnego, ale przez kilka lat była mężatką. Na papierku, bo związek nie przetrwał nawet miesiąca..
      • kruche_ciacho Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:44
        moge zrozumiec jedynie "ulatwienie" spraw praktycznych poprzez malzenstwo, choc to takie slabe argumentowanie

        rozumowanie ze papier zapewnia poczucie stabilnosci, ze sie chce razem zestarzec, ze gwarancja uczuc i bla bla bla.... to przeciez bulszit
        • ashraf Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:49
          Papier nie zapewnia, ale wola i wspolna decyzja przypieczetowana konkretnym dzialaniem jest pierwszym krokiem w tym kierunku. Poza tym ja np. nie chcialam byc konkubina, tylko zona, takze dlatego, ze planowalismy dziecko i bylismy oboje zdania, ze cala rodzina powinna nosic wspolne nazwisko. To, ze malzenstwa sie rozpadaja nie oznacza, ze sama instytucja slubu jest bez sensu - swiadczy natomiast o tym jak zmienia sie podejscie ludzi do siebie nawzajem i jaka wartoscia jest dla nich lojalnosc, wiernosc, odpowiedzialnosc czy umiejetnosc pojscia na kompromis.
        • priszczilla Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:59
          > rozumowanie ze papier zapewnia poczucie stabilnosci, ze sie chce razem zestarze
          > c, ze gwarancja uczuc i bla bla bla.... to przeciez bulszit

          Czy ktoś tak argumentuje?

          Dla mnie istotny był symboliczny wymiar małżeństwa i praktyczne kwestie formalno-majątkowe. Zresztą już na początku związku mieliśmy sytuację, że jedno z nas wylądowało w szpitalu i wiedzieliśmy jakie problemy mogą wyniknąć w sytuacji, kiedy brak jest podstaw prawnych do załatwienia pewnych spraw. Poza tym mieliśmy świadomość, że dopóki nie weźmiemy ślubu nasi rodzice nie będą traktowali nas jako rodziny, a zależało nam, żeby byli przekonani, że tą oto sobie kobietę wybrałem jako towarzyszkę życie i tego oto mężczyznę sobie wybrałam...

          W przeciwieństwie do ciebie lubię swoje małżeństwo i bardzo mi się podoba, że jestem żoną swojego męża.
          • kruche_ciacho Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:11
            "W przeciwieństwie do ciebie lubię swoje małżeństwo i bardzo mi się podoba, że jestem żoną swojego męża."

            ale ja absolutnie nie "nie lubie" Twojego malzenstwa smile

            • priszczilla Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:13
              Wiesz o co mi chodziło. Piszesz, że nie polecasz małżeństw. Ja w przeciwieństwie do ciebie polecam, tylko trzeba znaleźć odpowiedniego partnera i realistycznie podejść do sprawy.
          • banksia Re: skad parcie na malzenstwo? 27.08.14, 12:31
            priszczilla napisała:

            >Poza tym mieliśmy świadomość, że dopóki nie weźmiemy ślubu nasi rodzice nie będą >traktowali nas jako rodziny,

            no, ale to chyba jest problem rodzicow, a nie twoj? wink

            uwielbiam jak "dorosli" ludzie podemuja zyciowe decycje kierujac sie zadowoleniem mamusi i tatusia. skutecznie musieli wam obojgu zryc beret w procesie wychowawczym...
    • x.i.007 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:36
      Dla mnie to ważne, taka deklaracja że to jest już to, że z tą osobą planuję się zestarzeć i vice versa.

      Nie patrzę na cudze związki bez papierka jak na niezobowiązujące bujanie się, ale sama w związku bez tej deklaracji czułabym że to nie jest sytuacja docelowa, a jedynie przejściowa.

      Ps: tak, wiem że ślub to nie gwarancja, wiem co to znaczy słowo rozwód - uprzedzam bo rozmowę a zawsze idzie w tym kierunku smile
      • mx3_sp Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:37
        dla kasy, a co.
      • kruche_ciacho Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:46
        ale sama w związku bez tej deklaracji czułabym że to nie jest sytuacja docelowa, a jedynie przejściowa.

        czyli ze jestes "zaklepana" i zajeta
        czyli tak latwo sie nie wymiksujesz ze zwiazku
        wiec... po co sie juz starac?
        • x.i.007 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:50

          kruche_ciacho napisała:

          > ale sama w związku bez tej deklaracji czułabym że to nie jest sytuacja docelowa
          > , a jedynie przejściowa.
          >
          > czyli ze jestes "zaklepana" i zajeta
          > czyli tak latwo sie nie wymiksujesz ze zwiazku
          > wiec... po co sie juz starac?
          >

          A to już jest twój tok rozumowania.
          Analogicznie można powiedzieć że starasz się tylko dlatego że nie masz papierka. Czyli nie jesteś pewna związku skoro tak się musisz zabezpieczać przed rutyna.
          • kruche_ciacho Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:57
            blizszy jest mi raczej tok rozumowania: staram sie bo mi zalezy, staram sie zeby druga strona wciaz czula jak jest dla mnie wyjatkowa

            niestety papier czesto to zmienia
            • priszczilla Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:01
              > niestety papier czesto to zmienia

              Nie papier, tylko czas po prostu i trudności jakie każda para nieuchronnie napotyka. Poza tym do tanga trzeba dwojga. Twoje małżeństwo rozpadło się, bo przestałaś się starać?
              • kruche_ciacho Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:27
                Twoje małżeństwo rozpadło się, bo przestałaś się starać?

                oh, nie, to calkiem inna historia, calkiem inna przyczyna
            • x.i.007 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:04

              kruche_ciacho napisała:

              > blizszy jest mi raczej tok rozumowania: staram sie bo mi zalezy, staram sie zeb
              > y druga strona wciaz czula jak jest dla mnie wyjatkowa
              >
              > niestety papier czesto to zmienia


              No przecież nikt ci nie każe ryzykować swoim związkiem i potwierdzać go na papierze. Z czym masz więc problem?

              Ja uważam że papier to kolejny stopień wtajemniczenia w moim związku, jest nawet lepiej niż wcześniej. Mogę tak się czuć czy ci się to kłóci z wizją świata? smile
              • kruche_ciacho Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:13
                ja po prostu dyskutuje, moge? smile
                • x.i.007 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:17
                  Możesz ale postaraj się nie narzucać swojego zdania innym.
                  • kruche_ciacho Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:19
                    przepraszam, gdzie cokolwiek narzucam?
                    • x.i.007 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:37
                      Co chwila.
                      Tu na przykład:
                      forum.gazeta.pl/forum/w,567,153300191,153300646,Re_skad_parcie_na_malzenstwo_.html?v=1
                      Myślę że gdyby ktoś ci napisał że twoje nastawienie do papierka to bull shit i nie przekonuje go twoja argumentacja tego co robisz ze swoim własnym życiem to też byś się poczuła atakowana. I słusznie. Więc ty też daj żyć innym smile
                      • kruche_ciacho Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:41
                        dla ciebie uzycie wyrazenia "bullshit" to narzucanie komus czegos?
                        jestes tak malo asertywna ze tak to odbierasz?

                        tylko sie nie rozwiedz przypadkiem z tego powodu wink
                        • x.i.007 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:46

                          kruche_ciacho napisała:

                          > dla ciebie uzycie wyrazenia "bullshit" to narzucanie komus czegos?
                          > jestes tak malo asertywna ze tak to odbierasz?
                          >
                          > tylko sie nie rozwiedz przypadkiem z tego powodu wink


                          Jakbyś jeszcze nie wiedziała dlaczego traktuję twoje ataki personalnie to wróć do tego postu i zastanów się jeszcze raz smile

                          Pa!
        • demonii.larua Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 12:08
          > czyli ze jestes "zaklepana" i zajeta
          > czyli tak latwo sie nie wymiksujesz ze zwiazku
          > wiec... po co sie juz starac?
          O kurcze, jak to po co... Żeby mieć dobre i satysfakcjonujące małżeństwo. Papier akurat tego nie gwarantuje.
        • laquinta Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 12:51
          kruche_ciacho napisała:

          > czyli tak latwo sie nie wymiksujesz ze zwiazku
          > wiec... po co sie juz starac?

          Wrecz na odwrot i to jest wlasnie sedno. Skoro nie tak latwo sie wymiksowac, trzeba sie starac.
          Budownie zwiazku jest jak budowanie domu. Wazny jest dobry fundament, a potem - duza przestrzen, swiatlo i powietrze, a takze dobre ocieplenie. smile
          • tabakierka2 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 13:07
            laquinta napisała:


            > Budownie zwiazku jest jak budowanie domu. Wazny jest dobry fundament, a potem -
            > duza przestrzen, swiatlo i powietrze, a takze dobre ocieplenie. smile

            dobre!
            podoba mi się to porównanie.
        • kk345 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 13:11
          kruche_ciacho napisała:
          >
          > czyli ze jestes "zaklepana" i zajeta
          > czyli tak latwo sie nie wymiksujesz ze zwiazku
          > wiec... po co sie juz starac?
          >

          Czyli dobrze wnioskuję ze twoje małżeństwo rozpadło sie, bo wzięliście ślub? big_grin bez ślubu byłoby lepiej, z tęczą i jednorożcami?
    • kropkacom Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:41
      Polska jeśli chodzi o związki, rodzinę jest po prostu tradycyjna do bólu. Brak ślubu (kościelnego, czy tylko cywilnego) kojarzy się z byciem parą, ale nie rodziną.
      • kropkacom Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:46
        Kojarzy się samym prom, jak i wszystkim dookoła. Tak dla ścisłości...
    • anusia_magda Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:42
      żeby nie żyć w grzechu ?( dla wierzących oczywiście) smile)
    • swiezynka77 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:44
      dla mnie ślub (cywilny) był ważny jako deklaracja wszem i wobec że chcemy być razem na zawsze
      a po drugie ułatwia życie (urzędy itp)
      • kruche_ciacho Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:49
        dla mnie ślub (cywilny) był ważny jako deklaracja wszem i wobec że chcemy być razem na zawsze

        wszem i wobec mogliscie to oglosic na uroczystej kolacji dla rodziny i przyjaciol
        wszak jakichs tam urzednikow z urzedu miasta nie interesuje to ze chcecie byc razem

        jakie to sprawy urzedowe ulatwia?
        • swiezynka77 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:53
          mogliśmy, ale ślub ma jakby większą moc wink
          małżonek ma zupełnie inne prawa niż konkubent. nazwisko, dziedziczenie, współwłasność, kredyty, rozliczenie podatku, informacja medyczna i wiele innych.
        • dziennik-niecodziennik Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 12:05
          > jakie to sprawy urzedowe ulatwia?

          chociazby to ze narodziny dziecka mąż moze zarejestrować sam, a konkubent nie, musi byc razem z matką dziecka. jakby taka matka swiezo urodzonego dziecka nie miala lepszych rzeczy do roboty tylko latac po urzedach.
          i takich spraw jest całkiem sporo.
          • ichi51e Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 17:09
            No to wymien 3 suspicious
          • mia_siochi Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 20:33
            My byliśmy w urzędzie PRZED narodzinami dziecka, potem konkubent doniósł tylko papiery.
            Samtongue_out
    • beataj1 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:48
      Sama ślubu nie mam, choć pewnie z czasem to załatwie.
      Wiem i widzę po znajomych że taka deklaracja jest dla nich ważna. Że to takie powiedzenie całemu światu - to ten, to ta - na zawsze (a przynajmniej na najdłużej się da).

      Co mnie wkurza to teksty o tym że faceci nie garna się do ślubu bo kobiety dają im za darmo bez ślubu. I ten uroczy tekścik o kupowaniu krowy jak się ma mleko za darmo.
      To traktowanie kobiet jak prostytutek opłacanych obrączką. Daje mu tyłka ale on wie że nie ma nic za darmo i musi wziąć ślub. A jak dostaje gratis to ślubu nie będzie chciał. Mnie jako żonę by to obrażało.
      I jeszcze jak rozpadnie się 10 letni związek z wspólnym życiem i często dziećmi ale bez ślubu to od razu - no tak musiało się rozpaść bo przechodzona para albo taka para na chwilę.
      Jak rozpada się taka sam związek (dziecko wspólne życie) ale z papierkiem to nagle - tak walczyli ale sie nie udało.
      Czyli lepiej być rozwódką niż kryzysową narzeczoną mimo że straciło sie dokładnie taki sam czas i zostaje sie samemu (o finansach nie mówie bo tu faktycznie małżeństwo ma znaczną przewagę).
      • blond_suflerka Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:06
        Beataj, bardzo trafne spostrzeżenia. Mam podobne odczucia w temacie.
        Co do samego ślubu-zmieniam zdanie chyba powoli bo kiedyś byłam raczej na nie a teraz skłaniam się trochę na tak. Trudno mi wytłumaczyć o co chodzi-to po prostu może być piękne przeżycie-ślubować komuś miłość i oddanie w bardziej uroczystej formie aniżeli na kanapie albo przy wschodzie słońce na Zakynthos. To jedyny powód jak dla mnie. Wszelkie inne typu-zaklepię sobie kogoś albo się zabezpieczę to dla mnie głupota. Jak kobieta musi aż brać ślub po to, żeby się zabezpieczyć przed ewentualnym wykiwaniem przez partnera przy rozstaniu, to ciekawe po co w ogóle jest z takim kolesiem.
      • araceli Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 14:47
        beataj1 napisała:
        > Co mnie wkurza to teksty o tym że faceci nie garna się do ślubu bo kobiety dają
        > im za darmo bez ślubu. I ten uroczy tekścik o kupowaniu krowy jak się ma mleko
        > za darmo.
        > To traktowanie kobiet jak prostytutek opłacanych obrączką. Daje mu tyłka ale on
        > wie że nie ma nic za darmo i musi wziąć ślub. A jak dostaje gratis to ślubu ni
        > e będzie chciał. Mnie jako żonę by to obrażało.

        Straszne jest, że kobiety traktują same siebie jak przedmiot na sprzedaż i to za bardzo niewielką cenę uncertain
    • jematkajakichmalo Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:49
      To , ze Tobie sie nie udalo nie oznacza, ze innym tez sie nie uda...
      Po drugie (nie znam Twojej sytuacji, wiec odpowiedziec mozesz sobie sama) czy jakby ten Twoj byly nie byl mezem a tylko konkubinem/przyjacielem/chlopakiem czy czym tam jeszcze to by sie udalo? Nie sadze.

      Dla mnie malzenstwo oznacza jednosc, rodzine. Nie umiem tego okreslic, ale tak jakos inaczej (lepiej, pewniej, spokojniej) sie czuje od momentu slubu (chociaz przed bylismy razem kilka lat i nikt parcia nie mial). Pomijam juz wczesniej wymienionw argumenty "praktyczne" jak np. dostep do informacji w szpitalu, czy wspolne nazwisko (upeirdliwe bylo dla mnie, ze na kazdym kroku musialam udowadniac, ze moja corka to moja corka...) smile
      • kruche_ciacho Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:53
        ja slubu nie chcialam ale dalam sie ..... "namowic" ze tak powiem
        i w moim pytaniu nie chodzi o to kiedy sie udaje lepiej, bez czy z(ze?smile) slubem

        pytanie jest dlaczego sie do tego dazy, do czego jest to potrzebne?

        jednosc, rodzine tworza dwoje ludzi, nie papier
        • x.i.007 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 10:58

          > pytanie jest dlaczego sie do tego dazy, do czego jest to potrzebne?
          >
          > jednosc, rodzine tworza dwoje ludzi, nie papier

          Kruche, które słowo w wyrażeniu "dla mnie" sprawia ci trudność? Pytasz o nasze zdanie tylko po to żeby napisać że to głupie bo przecież ty myślisz inaczej.
          • kruche_ciacho Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:24
            na pewno sledzisz TEN watek?
            bo jakos nigdzie nie napisalam ze cos jest glupie

            jesli czujesz sie atakowana to nie jest moim zamiarem, chce podyskutowac bo mnie temat interesuje, sprobuj troche rozluznic posladki wink
            • x.i.007 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:32
              Ale nie możesz przestać się dziwować że dla kogoś cos innego może być ważne niż dla ciebie.

              A temat średnio się nadaje do dyskutowania, to tak jakbyś próbowała innych przekonać że Twój ulubiony kolor jest najlepszy i jak można lubić inny. Ano można, i nic w tym złego.

              Po prostu jedni mają tak a inni inaczej. Inna konstrukcja psychiczna, inne doświadczenia i już inne nastawienie do małżeństwa. Trochę tolerancji i mniej ciśnienia polecam smile
              • kruche_ciacho Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:38
                Ale nie możesz przestać się dziwować że dla kogoś cos innego może być ważne niż dla ciebie.
                hmm.... w sumie sie nie dziwie, za stara jestem na "dziwowanie" sie, a nawet jakbym sie dziwila to mysle ze mam takie prawo wink

                > A temat średnio się nadaje do dyskutowania, to tak jakbyś próbowała innych prze
                > konać że Twój ulubiony kolor jest najlepszy i jak można lubić inny. Ano można,
                > i nic w tym złego.

                temat nadaje sie do dyskusji jak kazdy inny

                > Po prostu jedni mają tak a inni inaczej. Inna konstrukcja psychiczna, inne dośw
                > iadczenia i już inne nastawienie do małżeństwa. Trochę tolerancji i mniej ciśni
                > enia polecam smile

                zbyt personalnie podchodzisz do dyskusji, to tylko watek na forum e-mama, not real life i nikt Ci nie ma nic za zle, naprawde smile
        • tabakierka2 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:03
          kruche_ciacho napisała:


          > jednosc, rodzine tworza dwoje ludzi, nie papier

          nie, dwie przyjaciółki mieszkające razem i prowadzące wspólne gospodarstwo nie są rodziną.
          • araceli Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 14:48
            tabakierka2 napisała:
            > nie, dwie przyjaciółki mieszkające razem i prowadzące wspólne gospodarstwo
            > nie są rodziną.

            Bo ksiądz Ci tak powiedział?
          • sanciasancia Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 15:56
            > nie, dwie przyjaciółki mieszkające razem i prowadzące wspólne gospodarstwo nie
            > są rodziną.
            Według mnie są.
            • nanuk24 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 16:26
              Chcesz powiedziec, ze tworzylam rodzine z moja wspollokatorka, ktora byla jednoczesnie moja przyjaciolka(przyjaciolka, nie kochanka/partnerka) i z ktora prowadzilam wspolne gospodarstwo(czytaj: czesc naszych wyplat szly na jedna kupke, ktora przeznaczona byla na oplaty i zycie)
              • sanciasancia Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 16:29
                > Chcesz powiedziec, ze tworzylam rodzine z moja wspollokatorka, ktora byla jedno
                > czesnie moja przyjaciolka(przyjaciolka, nie kochanka/partnerka) i z ktora prowa
                > dzilam wspolne gospodarstwo(czytaj: czesc naszych wyplat szly na jedna kupke, k
                > tora przeznaczona byla na oplaty i zycie)
                Jeżeli czułyście się rodziną to tak.
                Imho to trochę, jak z tożsamością narodową, rodziną jesteś z tymi, z którymi się czujesz rodziną.
            • triss_merigold6 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 16:29
              Absolutnie nie są. Nie ma więzi seksualnej, nie ma pokrewieństwa, nie ma dzieci. Chyba że to lesbijki - wtedy są w związku.
        • jematkajakichmalo Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:03
          Wiem, ze zdradzic mozna tak samo bez papierka, ale moze jednak ten papierek do czegos zobowiazuje, moze spowoduje, ze ktos sie dwa razy zastanowi zanim zrobi cos glupiego? Moze bez tego papierka jest "latwiej" (takie tlumaczenie kiedys u kogos slyszalam: przeciez i tak nie bylismy malzenstwem!)

          U nas niby to bylo bardziej formalne, ze wzgledu na wspolne nazwisko i tysiac spraw urzedowych, do tego moj maz byl kiedys tam zonaty i nadal funkcjonowalo jakies chore okreslenie, ze tamta to zona (choc lata swietlne po rozwodzie) a ja "partnerka"... juz mnie to zaczelo irytowac... potem urodzila sie corka i znow zaczelo sie tlumaczenie, ze to MOJE dziecko itp. itd.
          Mimo tego juz po slubie poczulam sie tak jakos lepiej i spokojniej, tak fajnie po prostu wink
          • priszczilla Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:18
            Zdrada w małżeństwie oprócz rozstania może mieć taki skutek, że trzeba będzie płacić alimenty zdradzonemu małżonkowi. Akurat ten aspekt małżeństwa nie wydaje mi się istotny, ale przypuszczam, że niektórzy czując pokusę jednak biorą to pod uwagę.
        • priszczilla Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:12
          I tu się moim zdaniem mylisz, bo rodzina to nie tylko romantyczna jedność serc, ale też sprawy do bólu praktyczne, np. kwestia utrzymania i wychowania dzieci. Np. gwarancja, że jak zajdę w ciążę to uniknę żmudnego dowodzenia ojcostwa, gdyby się mojemu partnerowi na wieść o ciąży serce nagle odmieniło.
          • kruche_ciacho Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:18
            kwestie do bolu praktyczne zalatwiaja rowniez pary zyjace bez slubu
            rowniez utrzymuja i wychowuja dzieci

            tzn jaka gwarancja? maz nie moze odmowic ojcostwa "jak mu sie serce odmieni"?
            • priszczilla Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:44
              > kwestie do bolu praktyczne zalatwiaja rowniez pary zyjace bez slubu
              > rowniez utrzymuja i wychowuja dzieci

              Oczywiście, dlatego formalne małżeństwo jednak parę spraw upraszcza na wypadek, gdyby jedność serc się skończyła tudzież chwilowo osłabła, jedno z partnerów uległo wypadkowi, poważnie zachorowało, zmarło itd.

              maz nie moze odmowic ojcostwa "jak mu sie serce odmieni"?

              No nie, nie może. Zgodnie z prawem jest ojcem dziecka urodzonego przez jego żonę. W razie czego on musiałby zakładać sprawę o zaprzeczenie ojcostwa.
              • kruche_ciacho Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:50
                "No nie, nie może. Zgodnie z prawem jest ojcem dziecka urodzonego przez jego żonę. W razie czego on musiałby zakładać sprawę o zaprzeczenie ojcostwa."

                czyli moze tyle ze poprzez sad

                swoja droga niezle, jesli zajdzie sie w ciaze z kochankiem, pan maz jest ugotowany jesli nieswiadom
                • priszczilla Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 12:15
                  > czyli moze tyle ze poprzez sad

                  Może próbować. Jeśli faktycznie jest ojcem nic nie osiągnie.
        • madzioreck Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 12:13
          kruche_ciacho napisała:

          > ja slubu nie chcialam ale dalam sie ..... "namowic" ze tak powiem

          Ja nie tyle nie chciałam, co mi to raczej dyndało, ale też dałam się "namówić" i nie żałuję. Mężowi zależało, a mnie zależało na nim, więc czemu nie? Nic się nie zmieniło, jest nam dobrze.

          > pytanie jest dlaczego sie do tego dazy, do czego jest to potrzebne?
          >
          > jednosc, rodzine tworza dwoje ludzi, nie papier

          Tak, to prawda, tyle, że usilne stawanie okoniem jednej ze stron jest jednak sygnałem, że z tworzeniem tej rodziny cos jest nie halo, jak pokazuje wątek obok.
    • ewakot0 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:05
      do małżeństwa nigdy nie ciągnęło ani mnie, ani mojego męża. Podpisaliśmy papierek w urzędzie dopiero gdy zdecydowaliśmy się na dziecko. Ale nadal parcia na ślub nie rozumiemy, a chyba przede wszystkim jak można wydawać na to nawet kilkadziesiąt tysięcy zł
      • przeciwcialo Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 13:19
        Ślub nie jest równoznaczny z weselem wink
    • nenia1 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:11
      Nie wiem, nie mam takiej potrzeby. Wręcz wydaje mi się dziwne, że ktoś wpadł na pomysł by coś sobie obiecywać przed obcą osobą, która tego wysłuchuje a potem zatwierdzasmile Oczywiście z mojego punktu widzenia, ludzie mają różne potrzeby.
      Ja wiem czego chcę, mam swoje zasady, nie potrzebuję osób, które potwierdzą, czy jestem w związku czy nie jestem, to nasza suwerenna decyzja i my będziemy decydować a nie urzędnik, który mnie pierwszy raz na oczy widzi.
      Dla mnie to, że tworzymy zgodny, uważam, że bardzo dobry związek od 15 lat, jest dowodem na miłość i lojalność, nie potrzebuję zupełnie publicznych deklaracji bo to moja intymna sprawa z kim jestem i dlaczego. Inna sprawa, że wiem, że jeśli tylko powiem "bierzemy ślub" to byśmy go wzięli, podobnie gdyby on bardzo zaczął naciskać i czułabym, że to dla niego bardzo ważne z jakiś tam względów. Na szczęście w wielu kwestiach jesteśmy podobni i nie sądzę, by "groził" mi ślub.
      • przeciwcialo Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 13:12
        To pierwszy twoj partner czy kolejny? Takie "dyrdymaly" pisza z reguły osoby po nieudanych malżeństwach bądź zwiazkach.
        • nenia1 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 13:23
          No skoro z góry wiesz, że to dyrdymały to po co pytasz? Jeśli odpowiem, że nie pierwszy to stwierdzisz, że to uraz, jeśli powiem, że pierwszy - to stwierdzisz, że brak doświadczenia.
          Pomijam już fakt, że można tworzyć wcześniejsze związki i wcale nie oznacza to, że były nieudane.
          • przeciwcialo Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 13:27
            Tam byl cudzysłówwink
            Cos mi sie kołacze że masz dorosłą córkę a piszesz o 15 latach związku wiec zapytałam czy wczesniej bylaś mężatką. Znajome rozwodki w kolejnych związkach właśnie takie tezy głoszą- że papier im do niczego wink
            • nenia1 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 14:34
              Nie mam traumy po poprzednim związku i nigdy bym go nie nazwała "nieudanym".
              Oczywiście, nie kwestionuję, że są ludzi, którzy wyrabiają sobie zdanie na skutek życiowych doświadczeń, ale nie sądzę, że u nie to jest ten powód.
    • mamakasienki1 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:13
      żeby ułatwić sobie życie, być z kimś naprawdę i w świetle prawa i dla siebie.
      Ślub daje poczucie pewnego rodzaju stabilizacji i chyba większość o to zabiega.
      Jeśli jesteś z kimś i wiesz, że to ta właściwa osoba to ślub, jest nie tylko formalnością w USC, (tutaj narażę się pewnie niektórym) ślub w moim odczuciu był pewnego rodzaju wejściem w dojrzalszy etap życia. Po 10 latach od ślubu wiem, że człowiek, z którym się związałam jest tym na całe życie, oboje to wiemy, wiedzieliśmy przed ślubem ale z każdym dniem kochamy się bardziej, bardziej dojrzale, docieramy się, mamy czworo dzieci i jesteśmy taką zwyczajną staroświecką rodziną.
    • jehanette Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:16
      Zarówno dla mnie jak i mojego partnera wspólna decyzja o małżeństwie była ważnym elementem planowania naszej wspólnej przyszłości. Zgodnie z podzielanymi przez nas poglądami wzięliśmy ślub cywilny, bez wesela i całej tej zwyczajowej otoczki. No ok, mamy obrączki. Przystojny mężczyzna z obrączką na palcu ładnie wygląda smile

      Dzień ślubu nie jest dla mnie najpiękniejszym dniem mojego życia, najpiękniejsze dni trafiają się cały czas podczas naszego wspólnego życia smile

      • kruche_ciacho Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:28
        "Dzień ślubu nie jest dla mnie najpiękniejszym dniem mojego życia, najpiękniejsze dni trafiają się cały czas podczas naszego wspólnego życia smile"

        a to prawda, gratuluje smile
        • jehanette Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 12:41
          a dziękuję bardzo, pracujemy nad tym oboje z mężem smile
    • babcia.stefa Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:37
      W 99% procentach niechęć jednej strony do formalizacji związku to po prostu strategia czekania na kanarka na dachu z wróblem w garści, więc dziwnym nie jest, że druga strona czuje się w tym układzie niefajnie i wolałaby dostać jakąś deklarację.
      • priszczilla Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 12:13
        Może nie 99% ale już w 50% tak właśnie moim zdaniem jest. Nie ma gwarancji, że małżeństwo przetrwa czy że będzie dobre, ale samo nastawienie się na trwałość związku ma znaczenie dla tego, co się między ludźmi będzie dalej działo.

        Poza tym akurat napatrzyłam się tyle na problemy ludzi, którzy tego typu spraw nie sformalizowali, że uznałam, że chcę mieć to załatwione. W zeszłym roku nagle zmarł partner znajomej mojej matki. Żyła z nim bez ślubu kilkadziesiąt lat i nie był to zły związek. Po jego śmierci okazało się, że mając lat dwadzieścia wziął ślub i krótko potem rozstał się z żoną, ale formalnie nigdy nie przeprowadzili rozwodu. Wieloletnia partnerka została na łasce dzieci, bo formalnie praktycznie nic się jej nie należy (prowadzili razem gospodarstwo rolne), a syn jeśli chce zatrzymać dom i ziemię to musi "żonie taty" zapłacić mnóstwo pieniędzy.

        Inna sytuacja. Kuzynka zaszła w ciążę z "narzeczonym". Narzeczony zabił się wypadku samochodowym zanim dziecko się urodziło. Rodzina narzeczonego nagle zwątpiła w jego ojcostwo, odmówiła dziewczynie wszelkiego wsparcia, wyrzucili ją z jego mieszkania, upłynnili cały ruchomy majątek. Dziewczyna w ciąży i w żałobie musiała przeprowadzić się do rodziców i założyć sprawę o ustalenie ojcostwa. Nie wiadomo jak potoczą się sprawy spadkowe.

    • cytrynamalina Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 11:49
      Dla mnie jako tako malzenstwo nie jest koniecznie jesli mezczyzna jest zaangazowany kocha mnie i chce miec ze mna dzieci to ślub nie jest mi potrzebny. Tylko to nalezy ustalić. My ustalilismy, że ślub bedzie bo chcemy i akurat podoba mi się tradycyjny ślub w białej sukni. I mojemu rowniez. Natomaist nie mam nic przeciwko niesformalizowanym zwiazkom dopoki obie strony sa zadowolone, usatysfakcjonowane tworza rodzine.
    • turzyca Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 12:03
      streszcze ateiste, ktory na malzenstwo parl potwornie, za to z powodow wrecz cynicznie racjonalnych: ja chce miec stabilny zwiazek. Ludzie nieswiadomie zachowuja sie tak, jak otoczenie od nich oczekuje. Spoleczenstwo wspiera malzenstwa w budowaniu stabilnego zwiazku znacznie bardziej niz konkubinaty. Ergo jesli chce zwiekszyc moje szanse na stabilny zwiazek, to chce byc mezem.
      Zostal tym mezem zreszta 5 lat wczesniej niz przecietna wieku w jego kraju, a oswiadczal sie na polrocznice zwiazku.
    • demonii.larua Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 12:04
      Parcie? Zauważam, że tego parcia nie ma właśnie. Coraz częściej ludzie biorą ślub (wesela nie moja bajka, chodzi mi o sam fakt sformalizowania związku) bo czują taką potrzebę, podjęli wspólną decyzję i to robią. Dość często są to rozwodnicy, którzy pierwszy ślub wzięli pod wpływem parcia w młodym wieku, wtedy często argumentem była nieplanowana ciąża, ludzie brali ślub bo tak trzeba było, bo rodzina (zwłaszcza kobiety) naciskała. Te 20 lat temu parcie na ślub było ogromne, dziś cała masa ludzi żyje w niesformalizowanych związkach, mają dzieci. Kiedyś nieślubne dziecko to był wstyd dziś nikt na to nie zwraca uwagi, no może na zapadłych wsiach gdzie jakakolwiek ciąża jest sensacją samą w sobie. Nie wiem w sumie, gdzie to parcie widzisz?

      > zeby nie bylo: bylam mezatka, nie polecam
      No widzisz, ale to nie wina instytucji "małżeństwa" tylko człowieka, z którym w tym małżeństwie byłaś. Gdybyś napisała byłam żoną pana Zdzisława i nie polecam go na męża, miałoby to ręce i nogi. Moje pierwsze małżeństwo się rozpadło w tempie ekspresowym, drugie trwa już kilka dobrych lat parą jesteśmy lat kilkanaście. Rozwód nie spowodował u mnie awersji do formalizowania związków, do pana byłego męża owszem - to nas różni.
      Nie wiem, czy bez papierka jak to nazywasz żyło by nam się tak samo, zwyczajnie tego nie rozważam bo nie mam powodów, by snuć dywagacje pt. co by było gdyby. To co jest ważne dla jednych, jest mało istotne dla innych i tyle. Nie mierz wszystkich swoją miarką. To bardzo proste :F
      • kruche_ciacho Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 12:17
        "Parcie? Zauważam, że tego parcia nie ma właśnie"

        spojrz na watek obok o dziewczynie ktora czuje sie frajerka po latach zwiazku bez slubu

        "Rozwód nie spowodował u mnie awersji do formalizowania związków, do pana byłego męża owszem - to nas różni.
        To co jest ważne dla jednych, jest mało istotne dla innych i tyle. Nie mierz wszystkich swoją miarką."

        nie mam awersji, po prostu nie widze potrzeb formalizowania zwiazkow w taki sposob
        awersje do bylego mam rowniez wink

        nie wiem dlaczego jestem posadzana o atakowanie, narzucanie zdania czy mierzenie swoja miarka... jestem ciekawa argumentow i chce podyskutowac na ten temat

        dlaczego niektore mezatki czuja sie "zaatakowane" tym watkiem?




        • tabakierka2 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 12:24
          kruche_ciacho napisała:

          > nie wiem dlaczego jestem posadzana o atakowanie, narzucanie zdania czy mierzeni
          > e swoja miarka... jestem ciekawa argumentow i chce podyskutowac na ten temat
          >

          ale jakich argumentów?
          bez sensu taka dyskusja...

          > dlaczego niektore mezatki czuja sie "zaatakowane" tym watkiem?
          >

          bo kwestionujesz sens ich decyzji np.?
          • kruche_ciacho Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 12:30
            "bo kwestionujesz sens ich decyzji np.?"
            a kimze ja jestem zeby sie przejmowac moim zdaniem ? wink

            forum pelne jest watkow od do.opy strony, nie uwazam ze ta dyskusja jest bez sensu
            • tabakierka2 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 12:31
              kruche_ciacho napisała:

              > "bo kwestionujesz sens ich decyzji np.?"
              > a kimze ja jestem zeby sie przejmowac moim zdaniem ? wink
              >
              > forum pelne jest watkow od do.opy strony, nie uwazam ze ta dyskusja jest bez se
              > nsu

              dyskusja trochę jak: co lepsze: pomidorówka czy rosół.
        • przeciwcialo Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 13:21
          O jaki watek chodzi?
        • demonii.larua Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 15:18
          Ja tam się atakowana nie czuję, poglądy sobie wymieniamy.
          > spojrz na watek obok o dziewczynie ktora czuje sie frajerka po latach zwiazku b
          > ez slubu
          No, tak ale to ona czuje się frajerką otoczenie za frajerkę raczej nie uważa, chyba że czegoś nie doczytałam. Myślę sobie, że każdy ma jakieś wyobrażenia dotyczące życia w związku (trochę kanon społeczny robi, trochę otoczenie w jakim się człowiek kształtował, temperament i ogólnie oczekiwania od zycia i ludzi z którymi się żyje), plany itd. Myślę, że też czułabym się frajerką gdyby dotarło do mnie, że facet traktował mnie jak czasoumilacz znając moje wyobrażenia co do przyszłości. Tylko oni chyba mają problem raczej z wzajemną komunikacją.

          A, no to Ty nie widzisz potrzeby, my potraktowaliśmy to jako pewne uzupełnienie tego co stworzyliśmy, obojgu nam to pasowało i tyle - nie był to efekt długich przemyśleń rozważań itp... Bo kwestie dotyczące wspólnego życia mieliśmy obgadane coś chyba po dwóch miesiącach od pierwszej randki big_grin potem się normalnie docieraliśmy. Po prostu pewnego październikowego dnia, podczas spaceru wypłynął temat ślubu i stwierdziliśmy że tak sobie przypieczętujemy nasze bycie razem - mój się czasem śmieje że to ja się mu oświadczyłam, a ślub był po 2 miesiącach. To jest trochę trudno wytłumaczalne wink
        • sanciasancia Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 15:53
          > spojrz na watek obok o dziewczynie ktora czuje sie frajerka po latach zwiazku b
          > ez slubu
          >
          Oczywiście, że się czuje jak frajerka, bo jej chłopak nie planuje z nią wspólnej przyszłości, czego ślub jest tylko wyrazem (skoro chłopak deklarował, że jak spotka tę jedyną, to się ożeni).
          • triss_merigold6 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 16:10
            No właśnie. Słusznie czuje, że zainwestowała kilka lat i istnieje duże ryzyko, że inwestycja się nie zwróci. Czasu i zaangażowania nikt jej nie odda, a młodość ucieka.
    • lafiorka2 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 12:21
      żeby ni było.
      jestem mężatka i BARDZO sobie to chwalę.!

      Nie wiem dlaczego kobiety dobierają się w pary z nieodpowiednimi facetami.
      • kozica111 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 12:59
        Poza wymienionymi tu ważnymi powodami ; wiara, kwestie rodzinne, dzieci itp to istotnym powodem choć może nie do końca uświadomionym jest to że jest to pewien rodzaj upublicznionej deklaracji że się druga osobę traktuje poważnie, nie tylko kocha, pożąda ale i szanuje.
        • marzeka1 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 13:08
          Co znaczy: byłam mężatką - nie polecam? A ja napiszę: jestem mężatką, polecam bardzo- i co to znaczy? To nie małżeństwo jest czymś złym- a to jacy ludzie zdecydują się na to, jak rozumieją bycie razem itp.
    • triss_merigold6 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 13:05
      Jesteś po rozwodzie i w luźnym układzie teraz albo sama (nie kojarzę) więc poglądy na temat celowości ślubu masz stosowne do sytuacji osobistej.
      Związek jest satysfakcjonujący jeśli obie strony są tak samo zaangażowane i mają podobną wizję przyszłości i stabilizacji, nie musi to być małżeństwo. Śluby miałam dwa, potem ślubofobię, teraz po latach udanego konkubinatu weźmiemy ślub za jakiś czas żeby mieć uregulowane sprawy majątkowe.
      • beataj1 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 14:58
        Jako osoba żyjąca bez ślubu zgadzam się z Triss. Tylko wtedy sprawa ma sens jeśli obie strony chcą tego samego (czy to ślubu czy nie). Jeśli następuje rozbieżność zaczynają się problemy.
        Ja sama ślubu nie chce puki co, ale mam też świadomość i pewność że jedno moje słowo i facet pogalopuje do USC.
        I myślę że gdyby on nie był chętny albo się wykręcał mógłby ten ślub urosnąć w mojej głowie do jakiegoś symbolu niepewności itd. I pewnie zadręczyłabym się po jakiś czasie pytaniem dlaczego nie. Choć może nie bo dla mnie poważniejszym zaangażowaniem jest jednak wspólne dziecko.
        I tak, uważam że slub dużo ułatwia. Tylko mi się nie chce go brać. W sensie lenia mam smile
        • chylka.chylka Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 19:33
          > Ja sama ślubu nie chce puki co, ale mam też świadomość i pewność że jedno moje
          > słowo i facet pogalopuje do USC.

          Nie "puki", tylko "póki".

          Dziękuję za uwagę.
      • kruche_ciacho Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 15:46
        poglady nt celowosci slubu mialam sprecyzowane dawno temu, nie zmieniaja sie one pod wplywem zmian w mojej sytuacji osobistej

        ps. wybralas juz sukienke?
        • triss_merigold6 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 16:08
          Nie, najpierw większe mieszkanie (na mnie).
          Tobie ślub może być doskonale zbędny, mnie w sumie też. Natomiast młodej kobiecie, która dopiero chce dziecko, zdecydowanie rekomendowałabym ślub jako swoistą deklarację poważnych zamiarów i prawną polisę ubezpieczeniową.
    • przeciwcialo Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 13:06
      Bo małżeństwo jest fajne. Nie wszystkim sie udaje.
    • anusia_magda Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 13:07
      pytasz dlaczego ślub a ja zapytam a dlaczego nie? Szczególnie jeśli jednej osobie na tym zależy i jesli sie kochaja i chcą ze sobą być, mieć dzieci. Wg mnie jeśli jedna strona się bardzo waha to jednak jest to jakiś problem z podjeciem zobowiazania...chyba że z góry zaklada że może jednak nie chce sie wiązać bo może spotka kogoś lepszego...
    • araceli Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 13:26
      kruche_ciacho napisała:
      > skad to dazenie do sformalizowania zwiazku, przypieczetowania na papierze?
      > czy to takie wazne jesli jest sie w fajnym, satysfakcjonujacym obie strony zwiazku?

      Np. kobiety mają przekonanie, że jak mąż je zdradzi to go puszczą w skarpetkach suspicious

      A w wątku obok dowiesz się, że jak to tak facet ma uprane, ugotowane, seks bez randek 'za darmo'!! big_grin
      • marzeka1 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 14:37
        Dlaczego zakładasz, ze "uprane/ugotowane itp."- to tylko praca kobiety, a jak jest mężatką, - to na bank ma to każda?
        • araceli Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 14:43
          marzeka1 napisała:
          > Dlaczego zakładasz, ze "uprane/ugotowane itp."- to tylko praca kobiety, a jak
          > jest mężatką, - to na bank ma to każda?

          No właśnie JA nie zakładam - odnoszę się do wypowiedzi pań z wątku obok smile
    • priszczilla Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 14:46
      prawo.rp.pl/artykul/795054,777805-Kredyt-hipoteczny-osob-w-nieformalnych-zwiazkach.html?referer=redpol
    • zielonakrufka88 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 15:09
      Po to zeby lipcowe i inne merigoldy z satysfakcją mogły nazywac "starymi pannami" te które zyją w nieformalnych związkach lub, o zgrozo, owego faceta nie mają. Ot takie dziecinne i prymitwne umacnianie sie w poczuciu "bycia lepsiejszą" tylko z powodu posiadania misia i papierka z usc.

      To mówiłam ja szcześliwa i dzieciata mężatka od lat 5
      • araceli Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 15:19
        Wyzywanie od 'starych panien' przez podwójną rozwódkę, z którą chłop się nie żeni jest szczególnie komiczne big_grin
        • edelstein Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 15:36
          To samo mialam napisac.Nazwanie kogos kryzysowa narzeczona przez osobe , ktora dwa razy sie rozwiodla i od lat zyje w zwiazku nieformalnym jest smieszne.
          Ja jestem "kryzysowa nie placze z tego powodu.
        • triss_merigold6 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 16:05
          Ożeni się, spokojnie. Mnie się jakoś szczególnie nie spieszy, w naszym przypadku to akurat formalność, rodzaj zabezpieczenia na przyszłość. Martwiłabym się gdyby - kiedyś i obecnie - całkowicie i bezdyskusyjnie wykluczał ślub, tłumacząc się jakimiś pierdołami w stylu papierek niepotrzebny
          • araceli Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 16:45
            triss_merigold6 napisała:
            > Ożeni się, spokojnie. Mnie się jakoś szczególnie nie spieszy, w naszym przypadk
            > u to akurat formalność, rodzaj zabezpieczenia na przyszłość.

            Ależ nie mam najmniejszych wątpliwości, że 'się ożeni' smile Wymusiłaś dziecko - wymusisz i ślub - szczególnie, że to jego przyszłość ma 'zabezpieczyć' smile
            • obrus_w_paski Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 19:54
              A jak nie wymusi ślubu to chociaz cennik za te piękne lata +35 narzuci panu, naśle jego byłych kumpli w skórach i przynajmniej honor w tysiakach sie zwróci.
              • triss_merigold6 Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 20:02
                Widzę, że Cię zainteresował motyw. big_grin
                Nie martwcie się, sądzę że dam sobie radę.
                Araceli wyraźnie chciałaby mojego faceta uratować, ale on chyba całkiem dobrze wie z kim się wiązał.
                • araceli Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 20:21
                  triss_merigold6 napisała:
                  > Araceli wyraźnie chciałaby mojego faceta uratować, ale on chyba
                  > całkiem dobrze wie z kim się wiązał.

                  Dobrze wie? Ciekawe, skoro uznajesz go za podgatunek, którym trzeba manipulować smile A ratować go nie zamierzam - odpady atomowe mnie nie interesują smile
            • rosapulchra-0 Re: skad parcie na malzenstwo? 27.08.14, 00:02
              Araceli, bez przesady. Nie znasz układów tris z jej facetem, a takie gdybanie to ciebie w złym świetle stawia akurat, nie ją.
          • priszczilla Re: skad parcie na malzenstwo? 26.08.14, 17:07
            Ta przyszłość może nastąpić w każdej chwili. I ty i on możecie zginąć czy ulec wypadkowi dosłownie za pięć minut. Moim zdaniem czekanie z takimi sprawami może się okrutnie zemścić.

            Sytuacja kolegi mojego męża. On miał dziecko z pierwszego małżeństwa, którego matka zmarła niedługo po porodzie. Potem związał się z taką młodą dziewczyną, ale ślubu nie wzięli. Przez trzy lata wychowywali dziecko razem, ona czuła się jego matką, dziecko tak ją traktowało. On zmarł jak dziewczynka miała 5 lat. Dziecko miało babcię ze strony matki, która chociaż przedtem praktycznie go nie widywała natychmiast zwietrzyła interes, bo dziecku po ojcu został znaczny majątek. Nie wiem jak się sprawa skończyła (kontaktem był ten zmarły chłopak, jego dziewczynę znaliśmy bardzo słabo), ale po pogrzebie robiliśmy nawet zrzutkę dla niej na prawnika, bo nie wiedziała kompletnie jak sobie w tej sytuacji poradzić, nie pracowała w ogóle - studiowała i zajmowała się dzieckiem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka