Dodaj do ulubionych

Według ematkowych standardów..

02.09.14, 16:26
jestem patologią czy wyrodną córką? big_grin

Dokopałam się do kartki pocztowej z 1997 roku (miałam wtedy 15 lat)

09.08.1997

Kochana Mamo!
W tej chwili jestem na wycieczce w Zakopcu, siedzę na poczcie i piszę długopisem na sznurku.
Pogodę mamy wspaniałą, jest bardzo fajnie. Przepraszam, że nie dzwoniłam, ale nie miałam okazji (telefon jest daleko). Adresu ośrodka nie mam przy sobie. Wszystko jest w porządku. Zadzwonię z Krakowa. Duża buźka!
Pa!


Ale myśmy mieli fajnie. Jechało się na wakacje, wracało po 2-3 tygodniach i starzy nie nudzili codziennymi telefonami i esemsami smile
Obserwuj wątek
    • cherry.coke Re: Według ematkowych standardów.. 02.09.14, 16:33
      Wszyscy bylismy patologia smile

      Kolezanka rzucila ostatnio odkrywcza mysl, ze ostatnie 25 lat w Polsce to gremialne przejscie od mentalnosci klasy robotniczej do klasy sredniej, z aspiracjami na srednia wyzsza. Kiedys nawet inteligencja puszczala bachory na caly dzien na podworko i kazala dyrdac piechota do szkoly, puszczala im dym w twarz, a jak zjadlo robala albo rzygalo tortem to tez nic nie szkodzi. A teraz nawet dzieci magazyniera maja zajecia dodatkowe, podwozke do szkoly, diete paleo i mydlo antybakteryjne smile
      • heca7 Re: Według ematkowych standardów.. 02.09.14, 16:44
        Nie wszędzie wink Ja jestem od dawna na etapie czytania autobiografii właśnie z XIX i XXw (początku). Wiele rodzin inteligenckich nie posyłało swoich dzieci do szkoły w pierwszych latach bo " tam są różne dzieci z różnych środowisk i używają słów " . Syn znanego lwowskiego adwokata miał swojego guwernera a klasy zaliczał egzaminem.
        • cherry.coke Re: Według ematkowych standardów.. 02.09.14, 17:10
          Ach to przedwojenne standardy smile
        • rosapulchra-0 Heca OT 02.09.14, 17:17
          Podaj, proszę, tytuł i autora.
        • ola Re: Według ematkowych standardów.. 02.09.14, 18:09
          Korczak w swoich pamiętnikach pisał, że matka nie pozwalała im wychodzić z domu na podwórko. Cały dzien siedzieli z siostrą w domu, dzieci oglądali przez okno, na kilka godzin przychodził do nich guwerner i mieli prawo do jednego wyjscia do Ogrodu Saskiego z boną w tygodniu. Nawet wtedy nie mogli się bawić i biegać, i pod żadnym pozorem nie rozmawiać z innymi dziećmi. Potem ojciec Korczaka zachorował, stracił cały majątek, a wychuchany Henio ruszył od razu z salonów do roboty. Wspominał to jako traumę, która zaważyła na całym jego życiu.
          • ola Re: Według ematkowych standardów.. 02.09.14, 18:12
            Dla uzupełnienia - na podwórku bawiły się tylko dzieci z oficyny (ubożsi najemcy). Cały dom frontowy miał zakaz wychodzenia, podglądał przez firanki.
          • cherry.coke Re: Według ematkowych standardów.. 02.09.14, 18:35
            Przed wojna moja prababcia miala dom ze sluzba i suknie od Hersego... A po wojnie byla biedna wdowa i zostala kucharka, a potem przewodniczka, a dzieci grzebaly z kurami na podworku razem ze wszystkimi innymi dziecmi. Wyksztalcic dzieci wyksztalcila, ale suknie, sluzba i lekcje jezykow nie wrocily sad
      • nanuk24 Re: Według ematkowych standardów.. 02.09.14, 17:55
        Wiesz, wydaje mi sie, ze to nie tylko w Polsce takie przemianywink
        Ostatnio rozmawialam z sasiadkami, dwie Amerykanki, Australijka i Slowaczka i one wszystkie maja te same spostrzezenia.
    • gulcia77 Re: Według ematkowych standardów.. 02.09.14, 17:31
      Nie jesteś ani patologia, ani wyrodna. Ja też tak miałam big_grin W ferworze wyprowadzki rodziców znalazłam kartkę, z roku '89 (miałam 12 lat), którą ze sobą z kolonii przywiozłam, bo mi się jej wyłać nie chciało big_grin
      A moi rodzice wychodzili zawsze ze słusznego założenia, że jak mi się coś stanie, to ich policja (wtey jeszcze ilicja) powiadomi big_grin
      • gulcia77 Re: Według ematkowych standardów.. 02.09.14, 17:32
        Przepraszam za literówki, chyba muszę wyczyścić klawiaturę w lapku wink
    • kanna Re: Według ematkowych standardów.. 02.09.14, 17:47
      ja jestem WIĘKSZĄ patologią :p

      posłałam sześciolatka na obóz bez telefonu (tak, zakaz posiadania telefonów był w regulamine, świadomie go podpisałam).

      Dzwoniłam w soboty i środy, zdaje się, po obiedzie.
    • asia_i_p Re: Według ematkowych standardów.. 02.09.14, 19:36
      No co ty. Mój kolega wystosował do domu kartkę o treści następującej.
      "Pozdrowienia. K." (inicjał zmieniony, ale kartka też zawierała wyłącznie inicjał)
    • mejerewa Re: Według ematkowych standardów.. 02.09.14, 20:01
      Nasi rodzice nie podpisywali zgód na wyjścia z klasą do kina czy muzeum.
      Pamiętam, że w latach 80. kiedyś do szkoły przyjechała ekipa z wytwórni filmów i wybrane dzieci z jednym nauczycielem pojechały podstawionym autobusem na zdjęcia próbne do innej części miasta. Rodzice oczywiście wcale nie byli wcześniej poinformowani, żadnej zgody nie wyrażali, mieliśmy wrócić o normalnej porze. Jednak sesja się przedłużyła i siedzieliśmy tam do późna. Ja zdecydowałam się z budki zadzwonić do domu, dzięki pożyczonej od nauczyciela monecie, a mama (nauczycielka) na to, że dzwoniła do szkoły i już wszystko wie. Kierowca z wytwórni odwoził potem wszystkich po kolei do domów.
      Wspominaliśmy to jako przygodę, rodzice nie robili problemu. Wyobrażacie sobie dzisiaj takie coś???

      Osobiście wolałabym wiedzieć jako rodzic o nietypowych sytuacjach w szkole, ale podpisywanie zgód na każde klasowe wyjście do muzeum jest przesadą.
      • gulcia77 Re: Według ematkowych standardów.. 02.09.14, 20:06
        No i właśnie zastanawiam się, co się zmieniło. Ja dalej tak mam. Na zasadzie zgłodnieje, to przyjdzie. Nie panikuję, nie głupieję i jestem uważana przez kilkoro znajomych za UFO. A przecież wcale nie ma więcej przemocy, pedofilii i niebezpieczeństw niż te dwadzieścia kilka lat temu, jedyne czego jest więcej, to kanałów informacyjnych.
        • mejerewa Re: Według ematkowych standardów.. 02.09.14, 21:17
          Zmieniło się to, że mamy większą kontrolę i wiedzę o bliskich.
          Ludzie funkcjonują z telefonem w ręku, z mężem nawet w pracy na skype nonstop, dzieci smsują o każdym swoim kroku - i nagle jak dziecko na da znać, że wróciło ze szkoły do domu to jest panika. A kiedyś wracałam do domu, odgrzewałam sobie zupę i siadałam do lekcji bez żadnego dzwonienia, meldowania się itp. Do pracy do rodziców dzwoniło się w ważnych sprawach.
          A, mając 10 lat czasem odbierałam z przedszkola młodszą siostrę i przyprowadzałam 2 ulice dalej do pracy mamy. I czasem w konspiracji zjadłyśmy po drodze lody - to była wolność smile
    • ruda_henryka Re: Według ematkowych standardów.. 02.09.14, 20:33
      W wieku 19 lat spakowałam walizkę i wyprowadziłam się z domu na studia do innego miasta. rodzice kupili mi bilet, wsiadłam w pociąg i.... odezwałam się dopiero po jakichś 3 tygodniach. dzwoniło się wtedy z akademika z automatu na takie duże żetony międzymiastowe. aż dziwne, że nikt na zawał nie zszedł smile)) a dziś tato mnie prosi żebym dzwoniła przed każdym wylotem i po lądowaniu a jestem 15 lat starsza - ot paradoks czasów smile))
    • 18lipcowa3 Re: Według ematkowych standardów.. 02.09.14, 21:21
      ja jeszcze miałam coś w stylu ''kochane pieniazki przyslijcie rodzice ''
    • jak_matrioszka Re: Według ematkowych standardów.. 02.09.14, 21:46
      Jestes kochajaca i posluszna corka.
      Kiedy ja mialam 15 lat to bylo tak: 02. wrzesnia, kolezanka dzwoni zeby sie dowiedziec jaki jest plan lekcji, bo wrocili z wakacji o jeden dzien pozniej. Odbiera moj ojciec i odpowiada nastepujaco: Ewy nie ma w domu, nie wiem gdzie jest ani kiedy wroci.
      Wrocilam 04. wrzesnia, bo mi sie daty pomylily i zostalam na biwaku ciun za dlugo :p
      Jestem starsza od Ciebie, wiec o nekaniu mnie dzwonieniem na komorke nawet nikt nie marzyl wink
      • kariwitch00 Re: Według ematkowych standardów.. 03.09.14, 10:19
        To wszystko przez te przeklęte komórki, aczkolwiek wydaje mi sie tez ze gdyby ich nie było to mimo wszystko telefony stacjonarne były by i tak grzane przez matki. Bo dzisiejsze relacje między matkami a dorosłymi dziećmi róznią się od tego co było wcześniej,nie wyobrażam sobie żeby moja 75 letnia babcia, swoją droga na chodzie i pełna wigoru dzwoniła 3 razy dziennie do mojej 55 letniej matki z pytaniami typu ku*tas natomiastte 50 letnie matki dziś prawie wszystkie mają codzienny kontakt ze swoimi dziecmi i potrafiają się obrazać gdy chocby zasugerujesz że cię to męczy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka