aleksandrynka
01.09.04, 20:38
dzisiaj mój brat opowiadał o pierwszym dniu w gimnazjum. Byliśmy na spacerze
jeszcze z jego rówieśnicą, która rozpoczyna nauke w innej szkole. I co?
Wszędzie te same praktyki: KOCENIE.
Otóż dowiedziałam się dzisiaj, ze brat miał już dzisiaj pomalowane flamastrem
czoło i nos (na czole: KOT), że w szkole dziewczynki nawet zdarzaja sie
spłuczki, albo mechanik, czyli wrzucanie przedmiotów należących do dziecka do
kibla - musi je on zaraz wyjąć... Aż mną trzęsie jak sobie wyobrażę, ze banda
idiotów przytrzymuje twarz mojego brata a jeden smaruje mu po czole.
Przetrąciłabym ręce wszystkim po kolei! Oczywiście srzeliłam gadke o
nietykalności, ze jak będzie nieprzyjemnie i groźnie, to ma iść do dyrektora,
ale... Minę miał niewyraźną, i ja się nie dziwię. Jak tu iść w pierwszych
dniach w nowej szkole skarżyć? Beznadzieja... I jak sobie pomyslę, że kiedys
ktoś tak potraktuje moje dziecko, to budzą się we mnie zbrodnicze instynkty.
Jak mozna? Czy nikt dzieci nie uczy, że przestrzeni cielesnej się "nie
łamie"? No ale jeśli samo w domu dostają, to potem zero szacunku dla
innych... A może się mylę?
Co Wy na to? Co można robić? Ja niby wiem, ale brat i tak miał
dzisiaj "przygodę", a to dopiero pierwszy dzień...I gdyby to była niewinna
zabawa, kupa smiechu dla wszystkich, równiez dla brata, to ok. Ale wiem, ze
może byc nieprzyjemnie, niebezpiecznie nawet. I co, skarzyć, samemu
interweniować?