Dodaj do ulubionych

Jaki pani ma problem?

27.09.14, 22:40
Nie wiem ile w tym prawdy - znam to z relacji rodzica, który opowiadał mi to jako niby- prawda. Być może podkolorował ale... do rzeczy...
Jego syn - klasowy kolega mojej córki zdążył już złapać dwie oceny niedostateczne z matematyki. Ojciec (według swojej własnej opowieści) poszedł do nauczycielki i zapytał wprost: Jaki pani ma problem, że nie potrafi pani nauczyć skutecznie mojego syna matematyki?

Pytam Was: kto ma problem w tej sytuacji
1) dziecko, które nie potrafi się nauczyć
2) nauczyciel, który uczy mało skutecznie
3)rodzic, który dziecku nie tłumaczy w domu

Zdziwiła mnie taka postawa ojca - ja w podobnych sytuacjach raczej zastanawiam się co z dzieckiem powtórzyć (w sensie, że ja uczę a nie wymagam by z lekcji przyszło nauczone) ale z drugiej strony może i ów ojciec miał rację?
Obserwuj wątek
    • afro.ninja Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 22:43
      Rodzic ma jak najbardziej racje, ale w polskiej szkole, to uczen ma problem, a nie nauczyciel.
    • lola211 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 22:45
      Super gosc, ten ojciec.
      Tak, tez uwazam, ze to nauczyciel jest do bani, jesli nie potrafi nauczyc.Zwlaszcza, gdy 3/4 klasy nie kuma materiału.To znak, ze szwankuje sposób przekazywania wiedzy.
    • koronka2012 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 22:51
      Trudno orzec, bo nie znamy backgroundu. Nie wiadomo czy dziecko rozgarnięte, czy nie ma zaległości z poprzednich lat, czy uważa na lekcji, ile czasu poświęca na naukę w domu, czy reszta klasy ma podobny problem itd.

      Ocenianie skuteczności nauczyciela po miesiącu edukacji jest IMO lekko przedwczesne (chyba, że większość klasy potwierdza, że nie rozumie)
    • helufpi Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 22:53
      Problem ma dziecko - bo ma nauczycielkę, która komunikuje trudności wyłącznie za pomocą ocen niedostatecznych i ojca, który jest nastawiony konfrontacyjnie i zwyczajnie niegrzeczny (a to zwykle dziecku nie służy, nauczyciel się najeża i koniec). Ojciec, owszem, powinien się wybrać do nauczycielki i spytać, co i jak możemy wspólnie zdziałać, żeby dziecku pomóc. Wysłałby nauczycielce sygnał, że sprawa jest monitorowana, nie ma obojętności ze strony rodziców - pewnie sama nauczycielka by się wtedy też przyjrzała dziecku bardziej indywidualnie.
    • mruwa9 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 22:55
      1 i 2.
      Rodzic nie musi miec nauczyilskiego, pedagogicznego wyksztalcenia czy wiedzy z zakresu programu nauczania, i dlatego istnieje obowiazek szkolny, aby nauczaniem i edukacja zajeli sie profesjonalisci, majacy do tego odpowiednia wiedze raz przygotowanie zawodowe.
      Jesli dziecko nie jest w stanie pojac nauczanego przedmiotu, zakladajac, ze nie chodzi o dziecko niepelnosprawne intelektualnie, to albo tresc przedmiotu, albo forma jego przekazania jest niedostosowana do mozliwosci ucznia.
      Aczkolwiek ja bym raczej zadala pytanie w stylu: co nauczyciel proponuje, co nalezy zrobic, aby dziecko opanowalo obowiazujacy material i jak wspolnie z rodzina wypracowac plan pomocowy.
      Jesli program jest do dupy, albo nauczyciel jest nieudolny, przerzucanie odpowiedzialnosci na rodzicow jest, oglednie mowiac, zupelnie nie na miejscu.
      • verdana Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 22:59
        Jeśli cała klasa, pół klasy, albo nawet jedna trzecia nie umie i nie rozumie - problem ma nauczyciel. Jeśli zasadnicza większość nie ma problemu, to byc może nauczyciel uczy bardzo dobrze, a dziecko nie ma ochoty niczego sie uczyć w domu, nie uważa na lekcji. Naprawdę, nie ma możliwości, aby nauczyciel nauczył niechętnego do pracy ucznia wszystkiego. To technicznie niemożliwe.
        • triss_merigold6 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:02
          Potwierdzam jako osoba, która parę razy odesłała uczniów z korepetycji. Marnowanie kasy ich rodziców i mojego czasu było bez sensu.
        • jakw Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:35
          Mam wrażenie, że i córka Niktmądry też miała jakiś problem z zakumaniem matematyki skoro trzeba było z nią nadrabiać.
    • triss_merigold6 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:01
      Pytanie zasadnicze, czy podobny problem ma 3/4 klasy, czy tylko ten chłopiec.
      Za mało danych żeby się wypowiadać.
      Nauczyciel może mieć słaby przekaz, a równie dobrze dziecko może być tępe jak obuch od siekiery/z modną dyskalkulią/zaległościami z poprzednich lat/leniwe.
      • niktmadry Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:06
        Triss nie wiem, ponieważ nie mam wglądu w oceny innych dzieci niż moje własne. To IV klasa Sp i owszem moim zdaniem przeskok w materiale jest. Moja córka jedynek nie nałapała ale ja wiedziałam, ze ten przeskok będzie (to moje drugie dziecko) i dlatego z córką nadrabiałam sama.
        • triss_merigold6 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:10
          Mam syna w IV klasie, z matematyką nie ma problemów. Mają problemy dzieci, które ogólnie mają problemy ze wszystkim i nie są zbyt lotne. Nie nadrabiałam niczego, wiedziałam że przeskok będzie, nie było potrzeby nadrabiania.
          • zuzanna56 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:43
            Nadrabiać w czwartej klasie? Niczego nie nadrabiałam. Dzieci mam normalnie zdolne, żadne kujony ale nie pamiętam abym w czymkolwiek pomagała w podstawówce. W gimnazjum i liceum owszem.
          • przystanek_tramwajowy Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 10:59
            Ale jaki przeskok? W IV klasie na początku jest tabliczka mnożenia, kolejność działań i liczenie w pamięci. To wszystko było w klasie III. Ja to się nawet z lekka zdziwiłam, że takie banały z tej matematyki. Ja bym się raczej zastanawiała, w jaki sposób ten synek dostał się do klasy IV, jeśli nie opanował materiału z zakresu klasy III i miała pretensje do poprzedniego nauczyciela. Niech mi ktoś wymieni choć jedną rzecz z matematyki, która jest absolutnym novum w IV klasie.
            • triss_merigold6 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 11:32
              Nie śledzę aż tak programu i zadań, żeby wnikać czym dokładnie różni się materiał z II semetsru III klasy od tego, co mają jesienią w IV klasie. Przeskok z nauczania zintegrowanego na przedmiotowe.
              • aneta-skarpeta Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 17:12
                u mojego syna był problem w modelu nauczania, mial gorsze stopnie, ale nie niebezpiecznie, i jak się pzniej okazało... wynikalo to z tego, że nie mogl sie odnalesc w nauczaniu przedmiotowym

                potem wrocilo wszystko do normy...
            • asia_i_p Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 16:08
              Z matematyką jest ten przeskok, że polecenia do zadań robią się bardziej złożone i mniej oczywiste. Dziecko przyzwyczajone do poleceń sztampowych, które się czytało albo i nie, według tradycji z klasy trzeciej orzuca zadanie wzrokiem i stwierdza, że nie rozumie. W związku z tym ostatnio miała z córką następujący dialog:
              - Nie rozumiem tego zadania.
              - Przeczytaj polecenie.
              - Przeczytałam, dalej nie rozumiem.
              - Przeczytaj jeszcze raz.
              - Aha!

              Gdybym odpuściła po pierwszym nie rozumiem i wpakowała się w tłumaczenia, to pewnie bym tak tłumaczyła przy każdym zadaniu domowym. Widziałam w liceum, czym to skutkuje, uczeń czyta zadanie raz, pobieżnie i jeżeli od razu nie może go zrobić, to stwierdza, że nie rozumie i czeka, aż ktoś je zrobi na tablicy i wytłumaczy. W domu to samo, tylko tłumaczyć ma korepetytor albo nauczyciel - bo umienie matematyki dla ucznia oznacza, że obrzuca zadanie wzrokiem, kojarzy, że wcześniej robił takie samo z innymi danymi i robi.
      • mruwa9 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:20
        to wtedy obowiazkiem szkoly powinno byc dostosowanie FORMY nauczania, w tym m. min. zaproponowanie zajec wyrownujacych, aby KAZDY uczen mogl opanowac PODSTAWY PROGRAMOWE.
        Pytanie brzmi: jak ustalane sa podstawy programowe i jak skola wspiera dzieci o specjalnych potrzebach czy pewnych dysfunkcjach, utrudniajacych im "normalne" przyswajanie wiedzy.
        Jesli podstawy programowe sa ustalane na absurdalnym poziomie, z zalozeniem, ze kazdy uczen ma obowiazek zdania matury i ukonczenia studiow wyzszych, to znaczy, ze autor programu dal ciala.
        Jesli szkola ma gleboko to ze dzieci sa rozne i niektorym trzeba poswiecic wiecej uwagi czy dostosowac sposob nauczania do konkretnych, indywidualnych potrzeb konkretnego ucznia, to sorry...
        Podejscie szkoly jest tu kluczowe.
        W szkole mojego dziecka nastawienie dyrekcji i personelu jest wlasnie takie: kazdy uczen jest w stanie otrzymac promocje i opanowac material szkolny.
        I praca szkoly jest na to nastawiona. Efekt: 100% uczniow zalicza wszystkie przedmioty. Bez zanizania kryteriow oceny, bo to weryfikuja egzaminy panstwowe, sprawdzane przez zewnetrznych egzaminatorow. Po prostu gdy widac, ze ktorys z uczniow odstaje i ma problemy z zaliczeniem przedmiotu, szkola natychmiast aktywnie zaczyna dzialac, diagnozuje przyczyne oraz szuka rozwiazania problemu, np. organizujac dodatkowe zajecia.
        Dyrekcja innej szkoly w okolicy (podobny przekroj socjalny uczniow) uwaza ze to niemozliwe, aby wszyscy uczniowie byli w stanie zaliczyc wszystkie przedmioty, bo uczniowie maja rozne predyspozycje intelektualne, rozne pochodzenie spoleczne i narodowe, i rozne wsparcie w domu. Efekt: tylko ok. 65% uczniow zalicza wszystkie przedmioty.
        • zuzanna56 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:40
          Mruwa ale nie piszesz o Polsce, prawda? Nie znam polskiej szkoły gdzie dla słabszych dzieci organizuje się kilka godzin tygodniowo dodatkowych zajęć w małej grupie i na spokojnie jeszcze raz tłumaczy. Chyba że nie jest to państwowa szkoła. Niestety sad
          • mruwa9 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:52
            nie, to nie jest polska szkola.
            Ale dzieci wszedzie sa takie same. Czyli rozne tongue_out
            Tylko czy to wina dzieci, ze szkola jest skostniala, kwadratowa i traktujaca uczniow jak homogenna mase, a nie jak zbior indywidualnosci, gdzie kazdy uczen jest niepowtarzalna indywidualnoscia o indywidualnych potrzebach?

            Po raz kolejny utwierdzam sie w przekonaniu, ze decyzja o emigracji byla najlepsza rzecza, jaka zrobilismy dla naszych dzieci.
            Ze mialy szanse trafic do szkoly, gdzie nie traktuje sie uczniow z pewnymi trudnosciami jako problemu, z ktorym rodzice maja COS zrobic, ale gdzie widzi sie drzemiacy w kazdym dziecku potencjal, ktory mozna-i trzeba- wydobyc, i jest to zadanie (oraz pozytywne wyzwanie) dla nauczycieli.
            I to dziala.
            • zuzanna56 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 00:03
              W polskiej podstawówce są zwykle 30 osobowe klasy i brak pieniędzy na dodatkowe zajęcia dla słabszych uczniów sad
              • mruwa9 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 00:33
                w szkole moich dzieci klasy sa 26-32 osobowe. Niewielka roznica.
                Ale gdy byla taka potrzeba, zatrudniono asystenta, SPECJALNIE dla mojego dziecka.
                I to nie tyle diagnoza, ile indywidualne potrzeby ucznia decyduja o zakresie oraz formie pomocy.
                Brzmi jak bajka, nieprawdaz?
                W kazdym razie szkola nie czeka z zalozonymi rekami, wlepiajac jedynke za jedynka (czy- odpowiednik oceny niedostatecznej), tylko przy pierwszych sygnalach, ze dzieje sie zle, zaczyna dzialac. Aktywnie stara sie zdiagnozowac problem i w porozumieniu z rodzina dziecka wspolnie ustalac indywidualny plan postepowania, w celu rozwiazania problemu, zanim sprawy zajda za daleko, a zaleglosci beda zbyt duze, zeby zdolac je opanowac.
                Pozostawienie ucznia na drugi rok w tej samej klasie jest rowniez jedna z opcji, stosowana wyjatkowo, w porozumieniu i za zgoda rodzicow. I raczej nie dotyczy uczniow, majacych niezaliczony jeden przedmiot, jak to bylo w polskiej szkole tylko te przypadki, ktore znam, dotyczyly dzieci, urodzonych w koncowce grudnia ( a wiec niemal zahaczajacych o mlodszy rocznik) i z trudnosciami w nauce z wielu przedmiotow.
                • grave_digger Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 10:56
                  ech mruwa... wyjeżdżam. gdzie mieszkacie? big_grin
                • demodee Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 13:43
                  Ale w Polsce też są tacy asystenci dla dzieci, które są mało kumate w danym przedmiocie, albo mają zaległości, albo coś. Tylko że w Polsce nie są opłacani przez podatników, tylko rodziców.

                  To są korepetytorzy.
            • rosapulchra-0 Mruwa, masz 100% racji. n/t 28.09.14, 01:24

          • kai_30 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 10:31
            zuzanna56 napisała:

            > Mruwa ale nie piszesz o Polsce, prawda? Nie znam polskiej szkoły gdzie dla słab
            > szych dzieci organizuje się kilka godzin tygodniowo dodatkowych zajęć w małej g
            > rupie i na spokojnie jeszcze raz tłumaczy. Chyba że nie jest to państwowa szkoł
            > a. Niestety sad

            zuzanna, ja znam takie szkoły. W podstawówce moich dzieci były od czwartej klasy zajęcia wyrównawcze z polskiego i matematyki (szkoła integracyjna, ale zajęcia były dla wszystkich chętnych/potrzebujących dzieci, decydował nauczyciel w porozumieniu z rodzicem), w dwóch gimnazjach (jedno integracyjne, drugie rejonowe) również są dodatkowe lekcje, chyba ze wszystkich przedmiotów (a na pewno ze wszystkich "egzaminacyjnych"), w ramach tzw godzin karcianych. Wychowawcy na zebraniach z rodzicami podkreślali, żeby kontaktować się najpierw ze szkołą, zamiast od razu szukać dla dziecka korepetycji.

            Całkiem być może, że wszystko zaczęło się od takiego "a jaki państwo mają problem, że nie potrafią nauczyć", bo wszystko jest z biurokratyczną starannością odnotowywane, łącznie z liczeniem frekwencji na tych dodatkowych zajęciach.
            • zuzanna56 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 11:29
              Kai, to jest bardzo pocieszające ci piszesz smile

              Powiem co ja robię. Mam ucznia w gimnazjum który krótko uczył się angielskiego i miał niski poziom w podstawówce. Grupa niższa, ale dzieci bystre i pilne. Odstawał bardzo. Tak jakby oni uczyli się 6 lat a on miesiąc. Powiedziałam żeby rodzice absolutnie nie wydawali kasy na korepetycje bo w końcu dziecko jest w szkole gdzie jest czesne i w małej grupie. Tłumaczyłam wszystko jeszcze raz na przerwie, dziecko się pilnie uczyło, sprawdzałam zeszyt. Oceny ma dobre ale nadal ma braki. Grupa pędzi do przodu jak szalona i on jednak nie nadąża to znaczy na lekcji jest ok ale gdzieś tam ma braki w słownictwie . Jest średnio zdolny ale pilny. Takie dziecko musi w domu więcej uczyć się.
              • aneta-skarpeta Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 17:16
                u nas w szkole- i w w-wie i pod warszawą też były zajęcia wyrównawcze, akurat z polskiego, matmy i angielskiego

                pani mowiła, które dzieci chętnieby widziała na takich zajęciach, a jak były jeszcze miejsca to mogly przychodzic dzieci z mniejszymi problemami, które mogły sobie "pocwiczyc material"

                moj syn nie chodzil na takie, ale wiem że chętnych bylo bardzooooo duzoooo
        • pajac_ynka Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 01:21
          Mruwa masz całkowitą rację. Tylko, że pytanie rodzica pytanie nie powinno brzmieć "co pani zrobiła" tylko " co my jako rodzice i pani nauczycielka, możemy zrobić, żeby dzieciakowi pomóc". Moim zdaniem odzywka ojca chamska i nie na miejscu. Poza tym, może pani tłumaczy w porządku, a dziecko nie rozumie. Ja tak miałam z fizyką. Ni w ząb nie kumałam co do mnie nauczyciele mówią. Nie byłam w stanie zapamiętać najprostszego wzoru. Przed orzeczeniem o jakiejś "dys" ratowało mnie tylko to, że byłam dobra z matmy i chemii. Niby powinnam się nauczyć fizyki, ale nie dało rady.... W wiem tylko, że nie wkladamy dwóch drucików do kontaktu. smile
          • mruwa9 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 01:29
            i wlasnie to napisalam w swojej pierwszej wypowiedzi: ze pytanie sformulowalabym inaczej: o wspolny , szkoly i domu, plan wyjscia z patowej sytuacji.
            Ale przerzucanie odpowiedzialnosci na rodzicow , zeby to oni rozwiazali problem (osobista praca z dzieckiem czy korepetycjami) uwazam za karygodne.
            Jesli jade z samochodem do serwisu i place na usluge, nie oczekuje sytuacji, ze mechanik kaze mi naprawiac samej auto.
          • zuzanna56 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 08:41
            Pewnie że masz rację Mruwa.
            Wydaje mi się że polski dyrektor podstawówki może zatrudnić nauczyciela wspomagającego dla minimum 3 dzieci z orzeczeniem z poradni. To muszą być konkretne problemy i choroby.
          • jolunia01 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 15:48
            pajac_ynka napisała:

            > ...pytanie rodzica pytanie nie powinno brzmi
            > eć "co pani zrobiła" tylko " co my jako rodzice i pani nauczycielka, możemy zro
            > bić, żeby dzieciakowi pomóc".

            IMO, pytanie ojca jak najbardziej słuszne. To dopiero początek roku szkolnego a dziecko JUŻ nie rozumie, a więc logicznie wnioskując - trudności będą narastać. Ergo - nauczycielka tłumaczy (o ile tłumaczy) źle.

            > Moim zdaniem odzywka ojca chamska i nie na miejscu. Poza tym, może pani tłumaczy
            > w porządku, a dziecko nie rozumie.

            Może i mógł zadać to pytanie w innej formie, chociaż i tak nie uważam, żeby zachował się nietaktownie. Niestety, nauczycielka, której uczeń materiału IV klasy szkoły podstawowej nie rozumie, z pewnością nie tłumaczy w sposób zrozumiały.
    • jusiakr Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:04
      Za mało danych.
      Może syn jest tumanem i matematyki nie pojmie (choć to podstawówka chyba, więc tyle to powinien). Może pały były za brak pracy domowej lub synek jest wzorcowym leniem i tu nauczyciel za dużo nie pomoże. Więc pretensje do nauczycielki nieuzasadnione.
      A może po prostu nauczycielka jest słaba, ale to byłoby widać po więcej niż jednym uczniu.
      • najma78 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:16
        A jakie ma znaczenie jaki ulamek z calosci klasy pojal? Przeciez kazdy jest inny i jeden pojmie wiecej inny tyle ile potrzeba a jeszcze inny nie pojmie. To nauczyciel jest od tego zeby nauczyc a nie rodzic. Oczywiscie zawsze mozna porozmawiac z rodzicem o tym jak wspolnie pomoc dziecku ale to jednak glownie zadanie nauczyciela - za to mu placa. Czemu ma sluzyc stawianie ocen niedostatecznych? To chyba prosta droga do zniechecenia dziecka zwlaszcza w tak waznym przedmiocie jak matematyka.
        • zuzanna56 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:29
          Jak to zrobić jeśli 29 uczniów już dawno pojmuje zagadnienie, szybko liczy zadania a 2 nawet nie potrafi przepisać prostej rzeczy? W Anglii wiem jak bo bliska mi osoba od wielu lat pracuje jako nauczyciel wspomagający. Zabiera kilku słabszych i cierpliwie im tłumaczy. Jak to zrobić w 30 osobowej klasie gdy jest mało godzin matematyki a dziecko jest wyjątkowo słabe? Pewnie że nauczyciel powinien coś doradzić, zostać na konsultacjach ale to chyba za mało.
        • semihora Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:31
          Nie, są ludzie, których nie da się niektórych rzeczy nauczyć. Mogą być tępi, mogą być całkowicie niezainteresowani nauczanym przedmiotem... Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć.

          Nie uważam, że to wina nauczyciela. Tak bym oceniała, gdyby większość klasy miała takie problemy, ale w jednostkowym przypadku to wina ucznia. Tatuś też dobry, cała jego troska o dziecko ogranicza się do zrzucania odpowiedzialności na innych. No i urażony nauczyciel dopiero może dać dzieciakowi do wiwatu tongue_out

          A na marginesie - to już nie wolno stawiać jedynek, bo się dzieci zniechęcą? Absurd.
          • totorotot Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 17:19
            Wydaje mi się, że jeśli pan jest taki konfrontacyjny i bezczelny wobec nauczyciela, to co dopiero wobec swojego dziecka. Być może wyzywa je że dziecko głupie, że ma problem i ogólnie nie stwarza spokojnej atmosfery do nauki. To może spowodować zablokowanie dziecka ze strachu.
        • aqua48 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:32
          najma78 napisała:

          >Czemu ma sluzyc stawianie ocen niedostatecznych? To chyba prosta droga do zniechecenia

          Ocena niedostateczna jest bardzo ważna, bo wskazuje, że uczeń nie opanował materiału i musi włożyć jeszcze trochę pracy, aby opanować minimum pozwalające przejść na wyższy etap.
          • volta2 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 12:08
            No właśnie nie, to nie uczeń ma włożyć wysiłek, tylko n-l, ale w polsce jest tak nagminnie jak ty piszesz
            • asia_i_p Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 16:26
              Volta, nie dobijaj mnie. Nauczyciel ma jak najbardziej włożyć wysiłek, bo za to mu płacą, ale uczeń też, bo to jest w jego interesie! On nie ma siedzieć i czekać, aż mu wiedzę rozmamlą do poziomu Nutramigenu, tylko ma ćwiczyć umysł.
        • asia_i_p Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 16:13
          Bo jeżeli pojęła cała klasa oprócz dwóch osób, to może znaczyć, że należy popracować nie nad metodami pracy nauczyciela, tylko nad metodami pracy tych dwóch osób.

          Miałam takich ancymonków, którzy mnie informowali z pretensją, że matematyk "ma ich nauczyć, bo za to mu płacą". Nie odrabiali jednak zadań domowych oraz nie uważali na lekcjach, zapadając w rodzaj stuporu (nadmiar siłowni i odżywek, jak mniemam). Potrafili nie pamiętać, co się do nich mówiło, chociaż patrzyli w oczy i przytakiwali, nawet jeśli sprawa dotyczyła ich żywotnych interesów, a co dopiero matematyki. I klasa sobie zwyczajnie nie życzyła, żeby ich czas na przygotowanie do matury rozszerzonej był marnowany na wykładanie tym panom po raz dziesiąty podstaw, a ja nie widziałam powodu, żeby matematyk miał w nich ładować dodatkowy czas i wysiłek po lekcjach, skoro jego podstawową pracę na lekcji olewają.
          • najma78 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 18:36
            asia_i_p napisała:

            > Bo jeżeli pojęła cała klasa oprócz dwóch osób, to może znaczyć, że należy popra
            > cować nie nad metodami pracy nauczyciela, tylko nad metodami pracy tych dwóch osób.

            Jednak nie do wszystkich stosuje sie te same metody nauczania. To nauczyciel powinien je dostosowac do konkretnych uczniow. Wiekszosc rozumie i jest ok a kilkoro ktore nie rozumie powinno miec poswiecone wiecej czasu i pewnie inne metody. Zamiast stawiac oceny niedostate, ktore niczemu pozytywnemu nie sluza szkola powinna zorganizowac dodatkowe lekcje aby uczniowie nadrobili i zrozumieli. Moga byc po albo przed lekcjami albo zamiast jakiejs mniej waznej np plastyki.
            >
            • zuzanna56 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 20:55
              Pewnie że szkoła powinna zorganizować 2-3 dodatkowe lekcje tygodniowo przed lekcjami albo po lekcjach dla uczniów, którzy nie rozumieją materiału albo byli długo chorzy. Tylko zwykle szkoła nie ma pieniędzy aby zapłacić nauczycielowi za nadgodziny, tak mi się wydaje.
              • najma78 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 22:04
                zuzanna56 napisała:

                > Pewnie że szkoła powinna zorganizować 2-3 dodatkowe lekcje tygodniowo przed lek
                > cjami albo po lekcjach dla uczniów, którzy nie rozumieją materiału albo byli dł
                > ugo chorzy. Tylko zwykle szkoła nie ma pieniędzy aby zapłacić nauczycielowi za
                > nadgodziny, tak mi się wydaje.

                czyli rodzic musi to zalatwic prywatnie i wylozyc dodtakowo (podatki juz placi) a jesli go nie stac to uczen traci. Moze tez uczyc sam ale jesli nie ma mozliwosci albo czasu to tez traci uczen.
                • triss_merigold6 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 22:10
                  Od I klasy sp są w planie zajęcia wyrównawcze na które chodzą uczniowie, którzy nie nadążają. Teraz w IV klasie też są, przynajmniej w mojej podstawówce. Niestety, jak dziecko ma IQ na pograniczu normy i upośledzenia w stopniu lekkim, to nie opanuje programu w stopniu dostatecznym choćby pracowano z nim 24/7. Nie ma potencjału.
                  • najma78 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 22:23
                    triss_merigold6 napisała:

                    > Od I klasy sp są w planie zajęcia wyrównawcze na które chodzą uczniowie, którzy
                    > nie nadążają.Teraz w IV klasie też są, przynajmniej w mojej podstawówce. Nies
                    > tety, jak dziecko ma IQ na pograniczu normy i upośledzenia w stopniu lekkim, to
                    > nie opanuje programu w stopniu dostatecznym choćby pracowano z nim 24/7. Nie m
                    > a potencjału.

                    Dziecko z dysfunkcjami z pewnoscia nie opanuje programu przeznaczonego dla dzieci bez dysfuncji a takze tych zdolnych i bardzo zdolnych. Jest przeciez jeden program, te same zadania i jedna metoda uczenia i podejscie, ze skoro 3/4 zrozumialo (czy aby na pewno) to wszyscy powinni. uncertain
                    • triss_merigold6 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 22:29
                      Jest podstawa programowa i minimum programowe. Przygotowane dla dzieci, które mogą mieć przeróżne dys, ale ich IQ mieści się w normie.
                • zuzanna56 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 22:10
                  Chyba tak.
                  Może są w Polsce takie szkoły. Nie wiem. Tu mówimy o szkole podstawowej. Na pewno gdy moje dzieci chodziły do szkoły podstawowej to była możliwość 1 godziny zajęć wyrównawczych, to pamiętam ale też pamiętam że chodziły tam bardzo słabe dzieci i nie były to zajęcia indywidualne. Tylko 1 godzina. Zawsze coś smile
              • totorotot Re: Jaki pani ma problem? 29.09.14, 15:43
                Ale na rekolekcje i msze czas ma i pieniądze też, zwłaszcza na religie
      • zuzanna56 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:21
        Bez przesady z tym wielkim przeskokiem do czwartej klasy. Przerabiałam to z 2 dzieci i nie zauważyłam żadnego szoku ani trudności.

        Pan ma problem a nie nauczycielka czy dziecko.
        Chyba że 3/4 dzieci też ma same jedynki.

        Są dzieci tępe i leniwe. Są takie które zamiast rozwiązywać zadania i słuchać tłumaczenia myślą o niebieskich migdałach. Nie wiem jednak czy dziecko z wątku takie jest.

        Spotkałam dzieci które nie radziły sobie już w drugiej klasie mimo pomocy, nauki w kameralnej klasie. Bywa.
      • jakw Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:44
        jusiakr napisała:
        > A może po prostu nauczycielka jest słaba, ale to byłoby widać po więcej niż jed
        > nym uczniu.
        Uczniów, których ta nauczycielka nie potrafi nauczyć, jest chyba co najmniej dwoje. Tyle że Niktmądry odwala robotę za grono pedagogiczne.
        • zuzanna56 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:55
          To ja też jestem słaba wink
          99% moich uczniów świetnie zdaje maturę rozszerzoną, wielu jest na poziomie C1. Ale uczę trzeci rok osobę której nikt nie potrafi nauczyć. Pomimo tego że jest obecna na lekcjach niczego nie przyswaja. Nie nauczy się 5 słów, nie zrobi prostego ćwiczenia. Jest fajną osobą, ma inne zdolności i bardzo ją lubię i cenię ale nie jestem w stanie jej nauczyć jak 99 % innych. To pierwszy taki przypadek od ponad 20 lat. Bywają ludzie niezdolni.
          • zuzanna56 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:57
            Jakoś zdaje na dopuszczającą ocenę
          • jakw Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 08:21
            No widzisz, trafił ci się jeden taki przypadek na 20 lat. A w opisywanej mamy już co najmniej 2 przypadki, że nauczyciel nie nauczył. Tyle że w jednym przypadku jest to nadrabiane mamą na etacie nauczycielki.
            • zuzanna56 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 08:49
              No tak ale to jest poziom czwartej klasy i jeszcze wrzesień nie minął. Może nie ma co panikować. Może dzieciak ogarnie za miesiąc. Też miewam uczniów trójkowych z lenistwa, braku zdolności albo z powodu nieodrabiania prac domowych. Tylko że tu jest inny przypadek. Inny przedmiot. Inny wiek.
              Pogadałabym spokojnie z nauczycielem.

              Znam przypadki zmiany nauczyciela bo niby zły. Pewnej osoby żaden z 3 w szkole ani dwóch korepetytorów nie nauczyło bo niestety była tępa. Ale nie twierdzę że takie jest dziecko z wątku.
    • nangaparbat3 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:19
      Z poczatku chciałam wskazać 1 i 2, ale po namyśle uznalam, ze jednak 3. To znaczy ojciec ma problem, polegajacy na tym, ze postrzega wlasne dziecko jako bierny i bezwolny przedmiot dzialań nauczycielki.
      Coraz częstsza postawa, niestety.
    • piepe Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:22
      Ojciec ma oczywiście rację - pisze to jako matka prymusa.
      Dziecko powinno samo ogarniac swoje lekcje poza klasami 1-2, jesli nie daje sobie rady samo, winny nauczyciel.
      • aqua48 To nie takie proste.. 27.09.14, 23:29
        Znałam paru uczniów pilnych i chętnych do nauki, którzy nie byli niepełnosprawni umysłowo, tylko mieli bardzo małe możliwości.. tak też bywa. Nauczyciel może tłumaczyć do oporu, dziecko albo nie przyswaja, albo przyswaja wybiórczo i potem wiedza mu się kompletnie nie klei, albo po prostu w ogóle nie umie się skupić, albo nawet umie, tylko nie wie jak to przekazać w drugą stronę, żeby otrzymać pozytywna ocenę. Problem może być złożony.
        • piepe Re: To nie takie proste.. 28.09.14, 01:14
          Tak tylko mogą się tłumaczyć nauczyciele z miernymi podstawowymi kwalifikacjami, az dziw, ze są na ematce.
          Pilny, ale małoprzyswajacy, to jest gatunek wymarły, cos takiego nie istnieje, pani nauczycielko.
          • zuzanna56 Re: To nie takie proste.. 28.09.14, 08:53
            Spotkałam takich, co prawda bardzo niewielu, jednostki dosłownie ale dopiero na późniejszym etapie edukacji. Osobiście.
            Moje dzieci miały kilku takich kolegów w podstawówce.
          • kannama Re: To nie takie proste.. 28.09.14, 09:14
            A niby dlaczego? Wyobraź sobie osobę, która chce się nauczyć śpiewać. Nie ma za grosz słuchu muzycznego, ani głosu. Ćwiczy, ćwiczy i co? I nic. Jest pewna granica, której nie przeskoczy.
    • jakw Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:31
      > Zdziwiła mnie taka postawa ojca - ja w podobnych sytuacjach raczej zastanawiam
      > się co z dzieckiem powtórzyć (w sensie, że ja uczę a nie wymagam by z lekcji pr
      > zyszło nauczone) ale z drugiej strony może i ów ojciec miał rację?
      Rozumiem, że to ta sama nauczycielka? Zatem twoje dziecko też ma problem z nauczycielką, która nie potrafi nauczyć, za to ma mamę, która uważa, że jej obowiązkiem jest wykonywanie pracy za nauczycielkę?
      • niktmadry Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:36
        Moje dziecko ocen niedostatecznych jeszcze nie przynosi ale przyznaję - douczam. Nigdy nie przejawiałam postawy takiej jak ten ojciec choć wydaje mi się, że bywały sytuacje, że trzeba było.
        • jakw Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:39
          No właśnie, douczasz - więc może jednak jest problem z nauczycielką ? A ojciec tamtego chłopca może pracuje od rana do nocy (albo od nocy do rana) albo żadne z rodziców nie ma talentów pedagogicznych - i nie są w stanie douczyć?
          • zuzanna56 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:46
            Nie znam oczywiście sytuacji ale jeśli 2-3 dzieci ma problem a reszta pojmuje to nauczyciel nie umie uczyć?
            • jakw Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:53
              zuzanna56 napisała:

              > Nie znam oczywiście sytuacji ale jeśli 2-3 dzieci ma problem a reszta pojmuje t
              > o nauczyciel nie umie uczyć?
              Co do reszty , mamy takie możliwości:
              a) pojmują
              b) nie pojmują i są douczani, więc nie widać tego w pałach
              c) nie pojmują i dostają pały
              I, niestety, nawet autorka wątku nie wie, jak wygląda sprawa tej reszty.
              • bumbunierka1 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:56
                Kierujac sie li tylko dyskusjami z tego forum stawiam na b).
              • niktmadry Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:58
                > I, niestety, nawet autorka wątku nie wie, jak wygląda sprawa tej reszty.

                No jakoś nie mam zwyczaju pytać dzieciaka: a co dostała Kasia, Basia, Aneta....
                Dziecko opowiada o swoich ocenach, czasami powie co dostała koleżanka z ławki.
                • jakw Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 08:12
                  niktmadry napisał(a):

                  > > I, niestety, nawet autorka wątku nie wie, jak wygląda sprawa tej reszty.
                  >
                  > No jakoś nie mam zwyczaju pytać dzieciaka: a co dostała Kasia, Basia, Aneta....
                  > Dziecko opowiada o swoich ocenach, czasami powie co dostała koleżanka z ławki.
                  Ale nawet gdybyś wiedziała, że Basia dostała ocenę pozytywną to nadal nie wiesz, czy to dlatego, że jakoś pojęła czy dlatego ża rodzic usiadł i wytłumaczył
              • zuzanna56 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 00:00
                Masz rację, mogą być douczani.
                • niktmadry Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 00:03
                  Tak. Moje dziecko zdecydowanie b).
                  Nie ma zaległości, opanowała to co powinna ale... z moją pomocą.
            • volta2 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 00:02
              pytanie ilu z tej reszty ma korki a ilu ma lekcję/pracę domową z rodzicem - bo to też w polskiej szkole jest normą.
              pamiętam chłopca, któremu rodzice nieustannie pomagali i robili z nim prace domowe, chłopak codziennie oddawał je zrobione dobrze, bez błędów i pani duuużo później się zorientowała że dzieciak ma duże problemy - i jednocześnie duże zaleglości, bo niby skąd miała wiedzieć, że on nie łapie? w końu sie zorientowała, ale skończyło sie zostawieniem na kolejny rok, bo z zaległościami przepuścić go nie chciała, a rodzice grubo się tłumaczyli z robienia homeworkówsmile

              u nas różnica taka, że się nauczyciel orientować nie musi, wiadomo, że rodzice pomogli (wtedy uchodzą za dbajacych)
    • volta2 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:36
      w polskiej szkole to problem ma uczeń i jego rodzice, którzy mają COŚ z tym zrobić

      w amerykańskiej(przynajmniej u mojego syna) szkole - problem miał zdecydowanie nauczyciel, który sam przede mną się przyznawał, że ma problem, że nie UMIE i nie wie JAK nauczyc mojego syna pisania po angielsku, bo on wciąż robi błędy.
      w żadnym razie nie był to problem mój, i nie ja miałam z tym COŚ zrobić, tylko pani obiecywała, że coś wymyśli, przemyśl, doda jakieś specjalne ćwiczenia i i miała nadzieję, że drgnie.

      i wtedy tak naocznie się przekonałam, jakim bublem jest polska szkoła. świadczą o tym chociażby poniższe wpisy zdziwione postawą tego ojca.
      • zuzanna56 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:48
        Czy lepiej nauczył kolejny nauczyciel?
        • volta2 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:51
          nie, bo wróciliśmy już do kraju, kolejny nauczyciel w polskiej szkole, po prostu każe mu przynosić sobie wybrane książki i każe czytać całe 45 minut. to tyle zuzanno, wiem, że uczysz anglika, więc dalej już nie piszęsad wrrrr

          przy okazji okazało się że może być dyslektyczny
          • zuzanna56 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:58
            Bywają źli nauczyciele sad
    • lolinka2 Re: Jaki pani ma problem? 27.09.14, 23:47
      być może rację ma ojciec...

      Oceniam na podstawie własnych doświadczeń. U nas było tak: dziecko (z papierem na zdolności i z papierem na stany lękowo-depresyjne) na koniec 3 klasy pisało test z matmy - 100% (u swojej wychowawczyni, która była ostoją spokoju i ogarniała ją lekkim twistem. Na pocz. IV klasy test z matmy - ocena dobra. OK, luz. W okolicy początku grudnia telefon ze szkoły - bo dziecko ma 3 niedostateczne z matematyki. Spotkanie: matematyca (wicedyrektor), wychowawca i my. Wcześniej intensywne odpytanie córki, o co chodzi (nie wiedzieliśmy NIC). Otóż chodzi o to, że nie oddała pani kartkówek zagubionych przez 3 dni z rzędu.... czemu nie oddała? bo zgubiła (taki standard u niej). OK, sprawdźmy prawdziwość twierdzeń - matematyca potwierdziła. Zaczęliśmy delikatnie, ona na nas "wsiadła", że nie pilnujemy dziecka etc., więc w odpowiedzi usłyszała naszą opinię o swoim warsztacie nauczycielskim (wychowawczyni niemal schowała się pod ławką). 1.5h przerzucania się argumentami - nie było sympatycznie, ani miło, ani nawet w porządku... było niefajnie, zimno, agresywnie i beznadziejnie. Wychodząc miałam poczucie klęski i spodziewałam się, że w pani od matmy my i młoda mamy od dziś najgorszego wroga. A jednak NIE! Przemyślała temat - zmieniła podejście do córki. Wypracowały system przypominania z konsekwencjami (jeśli zapomniesz, to zaliczasz w najbliższy wtorek na 1 lekcyjnej), plus wpisywanie pracy domowej przez n-la do zeszytu z podpisem rodziców po wykonaniu przez dziecko i ten schemat bardzo fajnie zadziałał. Córa skończyła rok z oceną bardzo dobrą z matematyki. Pani była naszym największym sprzymierzeńcem przez kolejne 1.5 roku i "bezpieczną osobą" dla młodej, do której mogła pójść i się wyciszyć/ pogadać w trudnym momencie etc.
    • yuka12 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 00:04
      Zgadzam sie z ojcem. Po doswiadczeniach szkolnych moich dzieci i ich podworkowych kolegow widze, ze nauczanie matematyki lekko kuleje (delikatnie mowiac).
      • k1234561 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 06:59
        System nauczania matematyki w polskich szkołach,nie kuleje,ale moim zdaniem leży i kwiczy.
        Moje dziecko przez 6 lat podstawówki,nie miało porządnego nauczyciela matematyki,takiego który by umiał wytłumaczyć dzieciom o co chodzi.Tak prosto,logicznie.Moje dziecko nie jest umysłem ścisłym,ale nie ma też zaległości ani jakoś szczególnie tępa i oporna na ta matmę tez nie jest,a mimo to musiałam mieć cały czas rękę na pulsie i w razie czego puścić na parę korepetycji,aby nie dopuścić do zaległości.I to jest chore w polskiej szkole.
        To ja, matka, musiałam zagłębiać się w geometrię i inne zadania tekstowe i sprawdzać czy dziecko umie czy rozumie.
        To ja,jeśli dziecko nie rozumiało,musiałam usiąść i jej wytłumaczyć,a jak już mi czasu nie starczało a czasem i zdolności,bo jestem typową humanistką,to musiałam pchnąć na korki.
        To są uroki polskiego systemu nauczania.A to wszystko powinien robić nauczyciel.Guzik powinno mnie obchodzić,jeśli córka jest objęta z racji wieku obowiązkiem szkolnym,czy umie czy rozumie,czy trzeba z nią coś ćwiczyć czy nie.To powinno być zadanie szkoły,ja jestem od wychowania,dopilnowania,żeby do szkoły chodziła itd,ale nie od pilnowania lekcji.
        Dlatego jak czytam wypowiedzi osób z zagranicy,to właśnie widzę że u nich jest normalne podejście.To nauczyciel się stara aby dziecko zrozumiało,to nauczyciel myśli co by tu zrobić,aby dziecku pomóc,może zostać z nim po lekcjach,może dodatkowe ćwiczenia itp.
        W polskiej szkole,jeśli 1 uczeń na klasę nie rozumie (ale najczęsciej zwykle jest kilku) materiału to jest głąb i musi zaiwaniać na korki.To już rodzica sprawa.Szkoła ograniczyła się do sygnalizowania zagadnień i testomanii.I to jest chore.Zatem uważam,że ojciec,przytaczany tu w pierwszym poście zachował się jak najbardziej normalnie,może niezbyt grzecznie,ale normalnie.
        • lauren6 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 11:36
          Dokladnie. 4 klasa to sa podstawy, a nie calki i rozniczki. Jesli dzieciak nie jest uposledzony, a nie opanowal podstawy to wina tylko i wylacznie nauczyciela.
        • asia_i_p Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 16:21
          Jeżeli dziecko ma problem z matematyką, to trzeba sprawdzić, czy rozumie podstawowe twierdzenia i prawa z danego działu. Jeśli rozumie, to należy je zostawić z zadaniem i broń Boże mu NIE TŁUMACZYĆ. Tłumaczy się zasady ogólne, a nie sposoby rozwiązywania poszczególnych zadań, bo inaczej dziecko stopniowo traci samodzielność i na etapie liceum żąda (miałam takich uczniów), żeby zadania na sprawdzianie były takie same jak w klasie tylko z innymi danymi.

          Najcenniejsza część procesu uczenia się matematyki, to kiedy uczeń czyta zadanie i myśli, jak je rozwiązać. Jeśli mu się wytłumaczy, jak je rozwiązać, to sprowadza się ucznia do roli kalkulatora. Dziecko, które nie rozumie zadania, potrzebuje świadomości, że to normalne, że zadanie wymaga przemyślenia i czasu. Nie sekundy, 10 sekund, ale nawet 10 minut na jedno zadanie, jeżeli tak trzeba.
    • kol.3 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 07:30
      Moje dziecko, w gimnazjum chyba, leciało na trójczynach z fizyki. Syn fizyki nie rozumiał, nie lubił, nie umiał rozwiązywać zadań. Pod koniec roku nauczycielka powiedziała, że musi zdać cały materiał, jeśli chce dostać czwórkę. Zatrudniłam korepetytora - studenta, pana Darka. Pan Darek przyszedł na kilka lekcji i okazało się że dziecko wszystko wie, rozumie, zadania nie stanowią problemu. Dzieciak zdał materiał na piątkę. Dlaczego pani nie mogła go tego nauczyć nie wiem.
      Wszystko zależy od nauczyciela.
      • k1234561 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 07:48
        kol.3 napisała:
        > Wszystko zależy od nauczyciela.
        To też.Ale osobiście znam kilka,żeby nie powiedzieć kilkanaście przypadków nauczycieli z różnych przedmiotów,którzy od godziny 8:00 do 14:30 nie umieją tłumaczyć,sygnalizują wiedzę na lekcji,robią tylko kartkówki i sprawdziany,natomiast uwaga,uwaga,cud nad cudy, po godzinie 16:00 zmieniają się w cudownie tłumaczących,cierpliwych pedagogów na korepetycjach. smile
      • zuzanna56 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 08:58
        Pewnie że zależy od nauczyciela. Moja córka i 3/4 klasy nie rozumie chemii. No zero. Wczoraj wytłumaczyła jej wszystko w godzinę 3 lata starsza koleżanka z biol-czemu. Pojęła smile
      • kannama Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 09:18
        Ale skoro w ciągu kilku godzin syn potwierdził znajomość fizyki, to znaczy, że ją umiał, tylko miał problemy z wykazaniem tego.
    • awidyna Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 07:57
      Fajny tata wink
      Prawda jest taka, że niestety z własnych obserwacji widzę, że praca nauczyciela (głównie tych starszych) polega na odbębnieniu tego co ma zrobić (wg. niego przetrwać 45min) i koniec. Nie zapomnę anglistki z naszej szkoły, która po każdej lekcji wracała jakby nią orali. Zdawalność matury niska, w końcu Panią zwolnili. Zatrudnili nową, młodą bardzo inteligentną nauczycielkę, która potrafiła zachęcić do nauki. A zachęta to połowa sukcesu.
      I w tym przypadku tata może mieć rację. Bo jeśli nauczyciel nie nauczy to uczeń nie umie. Jeśli nie zachęci, nie zainteresuje przedmiotem - uczeń sam nie zacznie się uczyć, nie poprosi o pomoc nawet rodziców. Więc tak czy inaczej w dużej mierze wina jest nauczyciela. Oczywiście są osobniki "wiedzooporne" ale wówczas pracuje się z nimi dostosowując metody do ich możliwości. U nas bardzo kładzie się nacisk właśnie na dostosowanie się do ucznia. I pomaga wink W tym roku zdawalność egzaminu zawodowego to 100%. Aż cieszy wink
    • krejzimama Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 08:17
      Czesc uzcniow to debile i nic im nie pomoze.
    • demodee Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 08:41
      Ale z czego były te dwóje?

      Jeśli za brak pracy domowej, to problem ma dziecko (że leniwe/zapominalskie) i rodzic (że niedopilnował)

      Jeśli z klasówek, to trzeba sprawdzić, czy prace domowe były odrabiane a uczeń pracował w klasie. Bo jeśli ktoś ani na lekcji nie pracuje, ani w domu zadań nie rozwiązuje, to nawet najlepszy nauczyciel nie pomoże.
      • jakw Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 11:54
        Może też nie robić prac domowych bo nic nie rozumie. A nauczyciel może za to wstawiać pały bo korepetytor/rodzic nie nauczył.
        Albo robić prace domowe, a potem pały z klasówki i tak dostawać.
        Matematyka jest przedmiotem trochę innym niż np. angielski. Przygotowując się np. do klasówki ze słówek należy pewnie trochę czasu poświęcić w domu. Więc w takim przypadku można stwierdzić , że uczeń się nie nauczył. Z matematyki - jeśli uczeń "kuma" to powinien dać radę napisać klasówkę z marszu - może nie na 5, ale na ocenę pozytywną. Chyba że klasówka nijak ma się do tego co przerabiają na lekcji i w ramach pracy domowej.
        • zuzanna56 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 13:15
          Oczywiście zgadzam się że matematyka to nie angielski. Oraz z tym że jeśli komuś słabemu z matmy ktoś dobrze wytłumaczy, to spokojnie napisze sprawdzian niekoniecznie na 5 ale na 3 bo rozumie ale ma prawo robić nadal błedy.
        • demodee Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 14:09
          > Może też nie robić prac domowych bo nic nie rozumie. A nauczyciel może za to wstawiać pały bo korepetytor/rodzic nie nauczył.

          Jeśli nie odrobił pracy domowej, to co ma dostać? 3+? Żeby uniknąć oc. niedostatecznej z pracy domowej uczeń chyba musi pokazać, ze jednak coś robił, ale mu nie wyszło, czyli próbował rozwiązać zadanie albo próbował paroma sposobami, albo zaczął rozwiązywać, doszedł do jakiegoś etapu, ale zabrakło mu pomysłu co dalej.

          Tłumaczenie, że nie odrobił pracy domowej, "bo nie umiał" jest jednoznaczne z oc. niedostateczną.
    • attiya Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 08:45
      a mnie nie dziwi postawa ojca
      te dwie złe oceny są właśnie odzwierciedleniem umiejętności nauczyciela i jego totalnej miernoty, skoro na sam początek roku stawia dwie takie oceny uczniowi
      natomiast brawo dla ojca za odwagę
      • sarah_black38 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 09:55
        attiya napisała:

        > a mnie nie dziwi postawa ojca
        > te dwie złe oceny są właśnie odzwierciedleniem umiejętności nauczyciela i jego
        > totalnej miernoty,

        Dziecko tego tatusia jest w czwartej klasie? Dobrze przeczytałam ? Na początku czwartej klasy są potęgi. Jak dziecko może rozumieć potęgi skoro nie umie tabliczki mnożenia? Tabliczki mnożenia trzeba się nauczyć samemu, albo na pamięć albo na zrozumienie. Widać u dziecka jedno i drugie szwankuje. Pani na lekcji wytłumaczyła, materiał zrobiła, utrwaliła i sprawdziła wiedzę. Dzieciak po wakacjach zapomniał tabliczki, na lekcji nie ma czasu ćwiczyć . Jaki wniosek - tatuś zamiast tracić czas na robienie awantury nauczycielce powinien przećwiczyć w domu z dzieckiem. Ja ćwiczyłam tabliczkę z córką podczas gotowania zupy, kupiłam jej tabliczkowe puzzle i mała perfekt zna. Też jest w czwartej klasie, z potęgowania przyniosła szóstkę. Sama odrabia lekcje, ja tylko okiem rzucę - sprawdzam najczęściej ilościowo. Jak mam czas sprawdzę na jakość. Dzieci często zapominają czego mają się nauczyć, bo nie zapiszą w zeszycie. Wybaczcie, ale nauczyciel nie jest od wpisywania trzydziestce uczniów zadania do zeszytu. Dziecko, które wyszło z edukacji wczesnoszkolnej powinno ogarniać czytanie i pisanie.

        Tabliczka mnożenia ma to do siebie, że trzeba ją powtarzać, bo wylatuje z pamięci, zwłaszcza na początku nauki. Ja ze swoją córką po wakacjach utrwaliłam tabliczkę mnożenia. I tylko tyle siedziałam nad lekcjami córki. Rzeczony tatuś powinien zapytać nauczycielkę w czym problem ( może w owej tabliczce mnożenia) i jakie jest rozwiązanie? Wspólnie. A nie twierdzić ,że nauczycielka fatalna, skoro pamięć u dziecka kiepska.

        Tak krawiec kraje, jak materiału staje.
        • edelstein Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 11:03
          Po co posylasz dziecko do szkoly skoro przerabiasz Material w domu?po to jest szkola by nauczyc dziecko.Nie rozumiem jakbym miala dziecku wytlumaczyc ma tematyke skoro sama jej nie znam.I zdania z 2klasy sa dla mnie czarna magia.2jedynki po 3tyg.nauki swiadcza o nieudolnosci nauczyciela.
          • przystanek_tramwajowy Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 11:06
            Edel, jak ty funkcjonujesz w normalnym życiu, jeśli nie znasz tabliczki mnożenia i nie umiesz dodawać i odejmować? Dla mnie to jest upośledzenie umysłowe w stopniu średnim.
            • grave_digger Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 11:26
              To nie upośledzenie. To dyskalkulia. Zdarza się osobą z wysoką inteligencją.
              • edelstein Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 11:50
                Dodam tylko,ze najwiekszy problem z moim deficytem ma otoczenie.Postrzeganie dyskalkulia ow jako leider i debili jest na porzadku dziennym.Teraz powoli sie to zmienia,ale czas szkoly wspominam jako udreke.Bylam debilem,leniem.Chociaz nie dosc,ze chodzilam na zajecia wyrownujace to jeszcze na korki.Pol zycia spedzilam na przyswajaniu nieprzyswajalnego dla mnie.Gdy inni mieli godzine matmy dziennie ja mialam3,4godziny.
            • edelstein Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 11:40
              Licze na placach z mnozeniem wlacznie i uzywam kalkulatora.Zegarki elektroniczne.Syn dyskalkulii nie ma,obecnie jest juz na etapie mnozenia,przedszkolaktongue_out wychowuje sobie podwladnych do liczenia za mnie.Wbrew pozorom wcale nie jest trudno zyc bez matmy.Czlowiek uczy sie sztuczek jak np.mnozenie na palcach.Za to np kwadrat w ktorym mam podane wszystkie wymiarach namaluje od reki i bez linijkibig_grin
            • jakw Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 11:58
              przystanek_tramwajowy napisał:

              > Edel, jak ty funkcjonujesz w normalnym życiu, jeśli nie znasz tabliczki mnożeni
              > a i nie umiesz dodawać i odejmować?
              W każdej komórce od wielu lat jest kalkulator.
              A do czego potrzebne jest biegłe mnożenie i dodawanie w pamięci? Do mnożenia 1,5 x 3,99?
          • sarah_black38 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 15:54
            edelstein napisała:

            > 2jedynki
            > po 3tyg.nauki swiadcza o nieudolnosci nauczyciela.

            Właśnie przejrzałam zeszyt do matematyki swojej czwartoklasistki. Mnożenie i i dzielenie w zakresie 100, dzielnie z resztą oraz kwadraty i sześciany liczb. Takie tematy są na początku roku. To dziecko po prostu nie umie tabliczki mnożenia i dlatego są te jedynki. A tak jak ktoś poniżej napisał nauczyciel nie wtłoczy siłą do głowy tabliczki, jej dziecko musi się nauczyć samo, żeby wykonywać działania matematyczne.



            > Po co posylasz dziecko do szkoly skoro przerabiasz Material w domu?

            Jeżeli to do mnie, to jak pisałam, moje dziecko uczy się samo. Nie ma potrzeby przerabianie materiału przez mnie w domu.
            • przystanek_tramwajowy Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 16:06
              sarah_black38 napisała:

              > Właśnie przejrzałam zeszyt do matematyki swojej czwartoklasistki. Mnożenie i i
              > dzielenie w zakresie 100, dzielnie z resztą oraz kwadraty i sześciany liczb. Ta
              > kie tematy są na początku roku. To dziecko po prostu nie umie tabliczki mnożeni
              > a i dlatego są te jedynki.

              Dokładnie, już o tym pisałam. Nie ma nic nowego. Jeśli to dziecko ma już dwie jedynki z matematyki, to wniosek jest jeden: nie powinno było dostać promocji do IV klasy.
              Nasuwa mi się jeszcze jedno spostrzeżenie - może wystarczyłoby w przypadku niektórych dzieci trochę wyluzować z zajęciami dodatkowymi. No powiedzcie same, jak ma się przygotować do lekcji dziecko, które spędza w szkole 11 godzin, bo jedno kółko, drugie kółko, judo i jeszcze może szkoła muzyczna? A w czwartej klasie trzeba już zacząć się przygotowywać do lekcji, kartkówek, klasówek.
        • volta2 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 12:13
          W polsce tabliczki mnożenia uczy sie na pamięć. Moj syn nauczyl się w szkole, nie na pamięc, tylko systemem lizcenia " narmalnie" ja matka nie wiedzialam, kiedy to bylo i czy w ogóle. No ale jakos myśl amerykańska sie u nas nie przyjęla..
      • mamma_2012 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 11:52
        Jesli oceny sa tylko odzwierciedleniem umiejętności nauczyciela, to wystarczy, zeby obniżył wymagania, oceniał łagodnie i nagle stanie sie świetnym pedagogiem, tatuś będzie dumnym ojcem piątkowego ucznia i na trzy lata spokój.
        Mierny będzie dopiero ten, do którego syn trafi w gimnazjum i do którego tata tez po czterech tygodniach wystartuje z takim postawieniem problemu.
        • triss_merigold6 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 11:54
          Wówczas zostanie uświadomiony, że nie każdy musi skończyć nierejonowe gimnazjum i jak się wymagania nie podobają, to wypad do rejonówki.
          • mamma_2012 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 12:13
            Myśle, ze jednak szanse na dostanie sie do dobrego gimnazjum będzie miał marne, bo na przeszkodzie stanie sprawdzian po 6 klasie.
            • jakw Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 22:48
              mamma_2012 napisała:

              > Myśle, ze jednak szanse na dostanie sie do dobrego gimnazjum będzie miał marne,
              > bo na przeszkodzie stanie sprawdzian po 6 klasie.
              A skąd wiesz, że jego rejonowe gimnazjum nie jest całkiem dobre?
          • sarah_black38 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 22:13
            triss_merigold6 napisała:

            > Wówczas zostanie uświadomiony, że nie każdy musi skończyć nierejonowe gimnazjum
            > i jak się wymagania nie podobają, to wypad do rejonówki.

            Pomysł przedni, tylko biedni ci nauczyciele ,,nieudacznicy" z rejonówki co nie potrafią takiego nauczyć tongue_out
    • gazeta_mi_placi Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 09:20
      https://naforum.zapodaj.net/thumbs/ce144828c05d.jpg
      • sarah_black38 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 10:38
        Gazeta, ten rysunek oddaje dokładnie to, co napisałam wyżej. Warto zwrócić uwagę na minę dziecka big_grin
    • mamma_2012 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 11:32
      Oczywiście nie można powiedzieć, czy tata ma racje czy jej nie ma. Wszystko jest możliwe, począwszy od sytuacji, ze nauczycielka zle uczy, skończywszy na tym, ze dziecko robi wszystko, aby jednak sie nie poddać wkladaniu wiedzy do głowy, a sam tata ma problem z zaakceptowaniem faktu, ze aby uzyskać choćby przeciętne wyniki, jego dziecko będzie musiało uważać na lekcjach, chodzić na zajęcia wyrownawcze, a w domu dużo pracować, zeby iść dalej.
      Na pewno natomiast, takie postawienie problemu, jakie zaproponował, pokazuje, ze traktuje dziecko jako stronę bierna w procesie edukacji, a to nie wróży sukcesów.
    • lauren6 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 11:33
      Ojciec ma racje.
    • moofka Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 12:07
      sa dzieci zdolne i dzieci mniej zdolne
      nie wystarczy samo siedzenie na lekcji
      tym bardziej, ze dzieci coraz czesciej maja problemy z koncentracja i sluchaniem nauczyciela przez 45 minut
      niestety
      jezeli dziecko nie jest zdolne -niestety praca w domu jest nieunikniona
      nauczyciel lopata do glowy nie wlozy
      i trudno miec pretensje do nauczyciela
      sa dzieci takie, ktore chcesz nauczyc, a one sie uparcie nie daja - bo gadaja, przeszkadzaja, nie odrabiaja zadan domowych itd
      sa leniwe i NIE CHCE im sie skorzystac z tego, co nauczyciel podaje na tacy
    • ichi51e Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 12:11
      Uwazam ze rodzic ma dopilnowac pracy domowej i zeby dziecko bylo gotowe do lekcji (tzn zeby ksiazki zeszyty i stroj na wf byl) nie jest obowiazkiem rodzica robic wyklady.
      • mamma_2012 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 12:27
        W przypadku niektórych dzieci, trzeba dopilnować, zeby dotarło na zajęcia wyrownawcze i wykonało mnóstwo dodatkowych ćwiczeń.
        Nauczyciel ma uczyć tak, aby dzieci robiły postępy na miarę swoich możliwości, tyle, ze dla niektórych dzieci ten postęp kończy sie na ocenie dopuszczajacej czy dostatecznej.
      • demonii.larua Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 15:21
        Ale nauczyciel nie wtłoczy tabliczki mnożenia tłokiem. Jak się dzieciak nie nauczy, to będzie leżał z matmy niezależnie od tego ile razy ojciec pójdzie z aferą do nauczyciela.
    • malowanka06 Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 15:45
      i nie wiadomo za co te oceny, np notoryczny brak zadania? stałe nieprzygotowanie?
      • andaba Re: Jaki pani ma problem? 28.09.14, 18:16
        Nie czytałam całego watku, więc odpowiadam na post pierwszy.

        Połączenie punktu pierwszego i drugiego - tępe dziecko i nieskuteczna nauczycielka najczęściej - zdolne dziecko załapie samo, czytając podręcznik, świetna nauczycielka wytłumaczy prostsze zadania i głąbowi, połaczenie dwóch, niekoniecznie skrajnych przypadków powoduje nieumiejętności i jedynki.
        Jak to chłopak to jeszcze mogło się dołączyc dokazywanie na lekcjach, przez co jest pod ostrzałem - częściej pytany i najlepiej z tego, z czego jest większe prawdopodobieństwo, że nie będzie umiał.

        Absolutnie nie wina rodziców, no chyba że olewają, czy dziecko chodzi do szkoły, nie kupuja podręczników, nie pilnują, choc szczątkowo, czy odrabia lekcje.Tłumaczenie nie do nich nalezy, to tak jakby stolarz się zabierał za naprawianie komputera, a informatyk za szycie bluzek - tylko wybitni to potrafią, bo generalnie to nie ich działka.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka