Dodaj do ulubionych

"Nic mi nie zrobicie..."

19.10.14, 12:51
Czytałyście?
katowice.gazeta.pl/katowice/1,35055,16817199,Nic_mi_nie_zrobicie__jestem_wasza_coreczka.html#MT
Pod artykułem mnóstwo komentarzy, że to jednak wina rodziców, bo nie wychowywali dziecka, mieli opiekunkę a sami zajęci byli "biznesami". Taką wersję potwierdzają sąsiedzi, którzy jednak byli bliżej niż np. psychiatrzy albo panie z ośrodków wychowawczych.
W zasadzie mało wiemy o tym początkowym etapie życia Dominiki, poza tym, że do czasu pójścia do szkoły nie sprawiała problemów. Wszystko zaczęło się nakręcać od ok. 4 klasy.
Wiem, wiem, bez spojrzenia w akta trudno dywagować. Może jednak macie swoje zdanie?
Obserwuj wątek
    • jak-nie-ja-to-kto Re: "Nic mi nie zrobicie..." 19.10.14, 12:52
      Było już
      • ola Re: "Nic mi nie zrobicie..." 19.10.14, 12:56
        a to przepraszam, przeoczyłam.
        Przed założeniem posta sprawdziłam nawet, czy było, ale nie znalazłam, więc załozyłam...
    • jagienka75 Re: "Nic mi nie zrobicie..." 19.10.14, 14:53
      wcale mnie nie dziwi, że rodzice dobrowolnie zrzekli się do córki praw rodzicielskich, bo zrobiłabym dokładnie to samo.
      • fajny-dom Re: "Nic mi nie zrobicie..." 19.10.14, 15:28
        Przeczytajcie wypowiedź lekarza-profesora...
    • me-lissa Re: "Nic mi nie zrobicie..." 19.10.14, 16:13
      Przypomniał mi sie film Musimy porozmawiać o Kevinie i pytanie czy winna była nie radząca sobie emocjonalnie z rodzicielstwem matka czy chłopak urodził się psychopatą
      • samawsnach Re: "Nic mi nie zrobicie..." 19.10.14, 17:00
        Mamy swoje zdanie.
        Przerażające. Nie artykuł,ale właśnie te komentarze pod spodem broniące rodziców. Współczuję Dominice. Intruzywne sny nie biorą się znikąd, są wynikiem traumy, zaburzenia osobowości również mogą być wynikiem traumy. Na pewno zabrakło tu nie tylko miłości, ale podstawowego poczucia bezpieczeństwa. To odsyłanie dziecka poza dom jest straszne, wyraźniej nie można jej było pokazać, że jest niechciana - najpierw szpital psychiatryczny (!!) z powodu "trudności wychowawczych i konfabulacji", potem odesłanie poza dom do szkoły z internatem.
        Ja tu psychopatii nie widzę. Może bardziej PTSD i depresję.
        • spalona_gora Re: "Nic mi nie zrobicie..." 19.10.14, 18:13
          Nie było żadnych snów. Rozumiesz słowo mistyfikacja?

          > Ja tu psychopatii nie widzę.

          Jasne, bo Ty wiesz lepiej niż psychiatra, który miał z dziewczyną kontakt.

          > Przerażające. Nie artykuł,ale właśnie te komentarze pod spodem broniące rodziców.

          Jeśli to rzeczywiście była psychopatia to rodzice nie mogli zrobić NIC.
          • samawsnach Re: "Nic mi nie zrobicie..." 19.10.14, 18:33
            Spalona_goro, chodzi mi o to, że objawy opisane w artykule nijak się mają do kryteriów diagnostycznych psychopatii. A ci konkretni rodzice mogli zrobić sporo więcej poza stosowaniem przemocy wobec córki i wykluczaniem jej z życia rodzinnego.
            Co do diagnoz jestem bardzo ostrożna, zbyt wiele już widziałam krzywdzących i nieadekwatnych.
            • semihora Re: "Nic mi nie zrobicie..." 19.10.14, 19:26
              Ale postawienie diagnozy rodzicom może być działaniem nieostrożnym, tak?
            • anorektycznazdzira Re: "Nic mi nie zrobicie..." 20.10.14, 22:25
              Tylko, że krzywdzące i nieadekwatne może być równie dobrze obwinienie o wszystko rodziców i uznanie ich za potworów. Każde przegięcie jest szkodliwe. Kiedyś było to zakładanie, że "rodzice zawsze mają rację", czyli co by się nie działo, to była wina "złego dziecka". Teraz mamy do czynienia z odwróceniem, ale tego samego absurdu: "dziecko ma zawsze rację" i co by się nie działo, wiemy, że winni są "źli, egoistyczni, rodzice-potwory".
            • anorektycznazdzira Re: "Nic mi nie zrobicie..." 20.10.14, 22:25
              Tylko, że krzywdzące i nieadekwatne może być równie dobrze obwinienie o wszystko rodziców i uznanie ich za potworów. Każde przegięcie jest szkodliwe. Kiedyś było to zakładanie, że "rodzice zawsze mają rację", czyli co by się nie działo, to była wina "złego dziecka". Teraz mamy do czynienia z odwróceniem, ale tego samego absurdu: "dziecko ma zawsze rację" i co by się nie działo, wiemy, że winni są "źli, egoistyczni, rodzice-potwory".
    • ciezka_cholera Re: "Nic mi nie zrobicie..." 19.10.14, 17:23
      ola napisała:

      > Wiem, wiem, bez spojrzenia w akta trudno dywagować. Może jednak macie swoje zda
      > nie?

      Nie odnosze sie do tego konkretnego przypadku, ale... tak mam swoje zdanie, niezbyt popularne: tak, sa dzieci, ktorych rodzice, chocby skaly sraly, nie wyprowadza na ludzi.
      • spalona_gora Re: "Nic mi nie zrobicie..." 19.10.14, 18:17
        Przez to, że teraz rodziny są małodzietne, a w przypadku dzieci problematycznych często pozostają jednodzietne bardzo łatwo jest oskarżyć rodziców. Gdyby w tej rodzinie było kilkoro dzieci i wszystkie poza jednym wyszłyby na ludzi to nikt nie miałby wątpliwości, że wina nie leży po stronie rodziców.
        • samawsnach Re: "Nic mi nie zrobicie..." 19.10.14, 18:35
          "Gdyby w tej rodzinie było kilkoro dzieci i wszystkie poza jednym wyszłyby na ludzi to nikt nie miałby wątpliwości, że wina nie leży po stronie rodziców. "
          Akurat. Tak jakby nie zdarzały się rodziny outujące jedno konkretne dziecko. Zdarzają się, może rzadko,ale się zdarzają.
      • semihora Re: "Nic mi nie zrobicie..." 19.10.14, 19:24
        Mogę się tylko podpisać, bo uważam tak samo. Podobnie jest z nauczaniem, są dzieci tak nieprzyswajające wiedzy, że nikt i za żadne skarby świata niczego ich nie nauczy. Ale też wiem, że to niepopularny sąd.
    • 1razowa Mój syn zachowuje się podobnie 20.10.14, 06:02
      Ma 7 lat. Agresja. Coraz bardziej wysublimowana. Już nie po prostu bicie jak u małego dziecka, ale starannie dobrane słowa, tak żeby raniły. Patrzy wtedy prosto w oczy i sprawdza reakcję. Namawianie innych dzieci do złego. Brak empatii. Chęć zwracania na siebie uwagi bez przerwy, zazwyczaj poprzez drastyczne przekraczanie cudzych granic (bardzo obrazowy był w atrykule przykład z podpaskami). Mam wrażenie, że odczuwa tylko dwie emocje: wściekłość i złośliwą satysfakcję. W ataku wściekłości niszczy mienie - ale nigdy swoje zabawki. Robi co chce, całkowicie ignorując polecenia i potrzeby innych. Nie wchodzi w normalne interakcje, głównie wrzeszczy i na wszelkie znane mu sposoby okazuje nienawiść i pogardę. Celowo robi wszystko odwrotnie niż się od niego oczekuje, nawet gdyby jemu samemu miało być przez to gorzej. I nie działa na niego nic, absolutnie nic.

      Tak moje dziecko reaguje na leki przepisywane np. na przeziębienie czy alerię. Nawet na wapno przy dłuższym podawaniu. A choruje bardzo często.

      Po odstawieniu leków - nie to samo dziecko. Poszerza się spektrum emocji: jest smutek, radość, przykrość, duma, niepewność, wdzięczność, strach, bywa współczucie. Wchodzi w normalne interakcje: dzieli się z bliskimi radością, normalnie rozmawia, spokojnie bawi się z rówieśnikami. Reaguje na działania wychowawcze - rozmowy, nagrody, kary odnoszą pożądany skutek. Dziecko jest spokojne, wydaje się zadowolone z życia. Nie niszczy. Większość poleceń wykonuje bez cyrków (czasami z fochem - normalka).

      Ale ta reakcja na leki nie jest normalna i jest wiele cech i zachowań niezależnych od leków, które układają się w niepokojący obraz. Jakbym o nim czytała: "oczekuje od rówieśników i osób dorosłych postępowania zaspokajającego jej potrzeby. Gdy skruszona przyznaje rację nauczycielom, przeprasza wszystkich, kiedy wydaje się, że zrozumiała, że droga, którą wybrała, nie jest tą jedyną i najlepszą, sytuacja się powtarza od nowa.(...) nie unika sytuacji, w których powinna się wycofać." Nie potrafi przegrywać. Nigdy nie graliśmy w planszówki choć mamy ich wiele i niejednokrotnie próbowałam. On nie daje rady emocjonalnie. Równocześnie wszystko traktuje jak rywalizację. Kiedy idzie z kolegą i nagle kolega zaczyna biec to nie ściga się z nim (wie, że nie ma szans - kolega starszy), nie idzie spokojnie nie podejmując rywalizacji tylko staje na drodze i zaczyna histerycznie wrzeszczeć. Zawsze. Bo kolega będzie pierwszy. Cokolwiek robi, angażuje się w to na 300% i po chwili już go to nudzi. Jak to ładnie ujęli w artykule: "Wiąże się to z nadmiernym zapotrzebowaniem na stymulację." Jest bardzo mało empatyczny. Ma potrzebę bezustannego wchodzenia w interakcje z innymi osobami. Ma wyraźną skłonność do ryzyka, do przekraczania granic. Często i łatwo wpada w złość. Wiecznie zbuntowany, wiecznie walczący. Przez dzieci jest lubiany. Kiedy syn nie bierze żadnych farmaceutyków szkoła (a wcześniej przedszkole) nie zgłaszają żadnych zastrzeżeń.

      Co jest jeszcze w normie, a co już wykracza? Co jest błędem wychowawczym, a co cechą charakteru? Co korygować we własnym zakresie, co przeczekać, a z czym do specjalisty? Ja się już pogubiłam. Neurolog, EEG, psycholog, psychiatra - nikt nic nie znalazł, nie ma żadnego punktu zaczepienia. Za to alergolog odmówił prowadzenia dziecka.

      Pisząc to nie oczekuję od forum dobrych rad. Zabrakło mi po prostu w tych forumowych wątkach nt. Dominiki głosu osób, które miały z zagadnieniem do czynienia. Może ktoś jeszcze się odważy i odezwie. Może - jak ja - pod zmienionym nickiem.
      • bei Re: Mój syn zachowuje się podobnie 20.10.14, 08:18
        Słyszałam o podobnych przypadkach, historie dotyczyły dzieci z adopcji.
        Za każdym razem adopcje rozwiązano.
        Dzieci dostawały piętno tych bardzo złych, środowisko nic nie usłyszało o psychozie .

        Przypadek synka urazowej jest jeszcze inny.
        Myślę, ze dziecko ma specyficzną alergię na leki. Mózg dziecka jest wyczulony na najmniejsze zmiany chemiczne organizmu.
        • konsta-is-me Re: Mój syn zachowuje się podobnie 20.10.14, 16:51
          Tez slyszalam o oodobnych przypadkach z adopcji.
          Ale tu chyba gdzie indziej przyczyna, wbrew temu w co ludziep chca wierzyc , bardzo trudno pokochac dziecko adoptowane "jak swoje".
          Szczegolnie, jesli nie jest to niemowlak, a starsze dziecko.
          • yasuko-yasuko Re: Mój syn zachowuje się podobnie 20.10.14, 18:20
            Przyczyną nie jest "niepokochanie" dziecka adoptowanego, ale to, co dziecko przeszło przed adopcją i te go skutki. Czyli RAD i zaburzenia posttraumatyczne. Miłość tego nie uleczy, potrzebna jest terapia z bardzo dobrym specjalistą.
      • jendza1 Re: Mój syn zachowuje się podobnie 20.10.14, 10:47
        Witaj 1razowa.

        Poruszyla mnie gleboko Twoja wypowiedz i zdecydowalam sie napisac, co mysle, choc dawno juz sobie obiecalam, ze na tym forum odzywac sie nie bede. Nie wybralam wariantu wyslania CI tego na priva, bo mysle, ze moje przemyslenia moga sie 'przydac' wiekszej liczbie 'skolatanych' rodzicow. A dobro dzieci lezy mi na sercu szczegolnie...

        Zaimponowalas mi szczeroscia. Szczeroscia wobec siebie samej. Trudno jest matce powiedziec sobie otwarcie, jakie naprawde jest jej dziecko, zwlaszcza jesli to dziecko nie jest 'idealne'/'takie, jakiego sobie zyczyla'... Zwykle rodzice zamiataja sprawy pod dywan, tlumaczac wszem wobec i kazdemu z osobna, z soba wlacznie, ze przeciez on to takie slodkie malenstwo i wcale nie chcial i najlepiej dajcie mu wszyscy, czego potrzebuje... A to nie rzecz w tym przeciez.

        W czym zatem? Hm, mysle, ze wychowanie na tym wlasnie polega: najpierw zrozumiec dziecko, jego charakter, jego emocje, style reagowania/funkcjonowania, ambicje/ich brak, wszelkie potrzeby itd. ZObaczyc to w prawdzie.
        POtem dopiero mozna zaczac dziecku naprawde pomagac: kanalizowac wlaciwie emocje, otwierac cierpliwie na innych i ich potrzeby (czasem trzeba zbyt altruistycznemu dziecku pomoc, by zrozumialo, ze trzeba tez powalczyc o swoje...).
        Mysle jednak, ze absolutna podstawa to milosc bezwarunkowa. Dziecku sie taka milosc po prostu nalezy. Nie ma byc bezkrytyczna. Mojemu, zreszta tez bardzo trudnemu, czesto okazuje i powtarzam, ze go kocham, gdy jest 'niegrzeczny' tez. Bardzo. I nic tego nie zmieni. Jego kocham, ale nie akceptuje zlych zachowan. I staram sie motywowac pozytywnie: generalnie rzecz ujmujac, zamiast mowic 'nie rob tego', proponuje 'hm, a moze zrobilbys to - tak?' Co nie zmienia faktu, ze czasem trzeba to 'nie' powiedziec jasno i zdecydowanie.

        I jeszcze podstawowe pytanie, niezbedne, mysle, gdy naprawde chce sie pomoc: unde malum? Skad zlo?
        To niekoniecznie musi byc jakas trauma, zafundowana dziecku we wczesnym dziecinstwie przez rodzicow (wariant skrajny, ostatnio czesto eksplorowany przez prase to molestowanie seksualne, oczywiscie, ale nie o tym chcialam...). Choc czasem na rozwoj osobowosci moze miec tez wplyw mimochodem rzucona przy niemowlaku, krytyczna uwaga kogokolwiek (tu mozna poczytac o doswiadczeniach w psychoterapii, zwiazanych z docieraniem do tego typu urazow przy pomocy hipnozy na przyklad). Bywa tez, ze traumatyczne doswiadczenia kobiety w czasie ciazy odbijaja sie nastepnie na rownowadze psychicznej dziecka... Przede wszysktim jednak trzeba pamietac o 'pamieci genetycznej'. Mamy okreslone charaktery, a dziedziczyc mozna najrozmaitsze 'krzyzowki' charakterologiczno/osobowosciowe... Do tego kultury Wschodu (upraszczam znacznie 'na potrzeby wywodu'smile) dostrzegly fakt dziedzicznosci emocjonalnej, swego rodzaju 'pamieci emocji'. W jednym pokoleniu komus wydarza sie jakis rodzaj cierpienia z konkretnego powodu, a nastepne 'chemicznie' niesie to cierpienie dalej, choc rzeczonego 'powodu' juz byc moze nie ma... BIblia chrzescijan ujela to inaczej: 'grzech wasz spadnie na was i na dzieci wasze'... Warto zauwazyc, ze nie jest to grozba, tylko obserwacja prawidlowosci, o ktorej mowa. Grzech unieszczesliwia przede wszystkim grzeszacego, przynoszac mu cierpienie. A konsekwencje tego grzechu i cierpienia musza niesc nastepni. Przyklad? Ot, chocby rozwod rodzicow...

        Twoj synek ma taki charakter z jakiegos powodu i po cos. Ty masz odwage zobaczyc w prawdzie, jaki jest. Trzeba go bardzo kochac, bardzo go wspierac i pomagac mu uporzadkowac w sobie to wszystko. Odkryjesz, dlaczego tak jest - moze Ci to pomowe wybrac wlasciwa droge. Nie odkryjesz przyczyn? To nic, grunt, zeby go kochac i codziennie wspierac. On ma dopiero 7 lat. Cala nauka/szkola/praca nad soba przed nim dopiero. A i mozg przeciez jeszcze bardzo intensywnie sie rozwija... BYc moze wlasnei teraz ksztaltuja mu sie osrodki, zwiazane z emocjami... Przeciez o rozwoju mozgu wiemy tak niewiele...

        Wazna tez bardzo wydaje mi sie Twoja obserwacja o zaleznosci zachowan od chemii, ktora synek przyjmuje. I fakt, ze jest chorowity. Wiesz, w Polsce dzieciom autystycznym (nie, nie sugeruje tu zadnego autyzmu Twemu synkowismile pomaga sie dieta, czyszczac jelita i eliminujac z diety gluten oraz bialko mleka krowiego, produkty przemiany ktorych moga miec wplyw na dysfunkcje mozgu... Moze warto, bys przyjrzala sie temu, co dziecko je i jak na to reaguje? Popatrzec pod tym katem tez? Moze jakies zmiany zywieniowe pomoga? Nie wiem, za malo magnezu/za duzo czegokolwiek...?

        Wiesz, moj wybor jest wlasnie taki: kocham dziecko nad zycie, on o tym wie, nie zgadzam sie jednak na zle zachowania, krytykuje przy tym ZACHOWANIA - nie dziecko. Nie mowie : nie lubie CIe, bo zrobiles.... Zupelnie inaczej przyjmuje sie uwage: nie lubie, gdy robisz to, bo to... Warto zrobic tak a tak... I powtarzac. PO wielokroc i do zanudzenia... I szukam - dookola, wszedzie. Pytam wszystkich, ktorzy moga wiedziec cokolwiek, co mogloby pomoc. Traktujemy sprawe 'holistycznie' - na styl zachowania czlowieka ma bowiem wplyw wszystko, od tego, jak spal, co zjadl, przez to, co mu kto powiedzial/nie powiedzial na jego temat, rozne inne rzeczy, o ktorych mozemy nie miec bladego pojecia, po najbanalniejsza pogode wlacznie.

        Trzymaj sie.

        pzdr
        j.

        Ech, wiem, gdyby to bylo takie proste...

        • naturella Re: Mój syn zachowuje się podobnie 20.10.14, 17:45
          Ja bez zmienionego nicka przyznam sie, ze przyglądam sie czasem mojemu synowi z przerażeniem - właśnie pod tym kątem. Chodziliśmy do pani psycholog, akurat z innym problemem, ale wspominałam o rożnych niepokojących mnie kwestiach. Psycholog zaburzeń nie stwierdziła. Ale mysle sobie, ze moj syn ją tez zmanipulował, tak jakby wiedział, jakie zachowania sa akceptowalne i potrzebne w tym momencie. Ciężkie to. Kocham syna bardzo, ale czasem strasznie sie boje, ze kiedyś nie wytrzymam. Jak mi w twarz śmieje sie pogardliwie, robi wszytko, zeby sprawić przykrość mnie, mężowi, córce; jak jej bez przerwy dokucza w najbardziej wysublimowany, wyrachowany sposób - i fizycznie i psychicznie, jak zachowuje sie w normalny sposób po to, bo osiągnąć korzyści. Jak nie reaguje na prosby, groźby, krzyki, płacze, rozmowy, czasem błagania nawet. Jak zupełnie nie zwraca uwagi na czyjeś uczucia, samopoczucie. Aż wreszcie, jak strasznie jest skupiony na sobie. Przykre to, bo zupełnie nie tak wychowujemy dzieci, syn jest troche podobny do mnie, jesli chodzi o temperament, ale zupełnie inny, jesli chodzi o wrażliwość na ludzi, empatię, czy jakies takie interakcje społeczne. Łudzę sie, ze wyrośnie, ale ma juz 9 lat i pewne zachowania sie nie zmieniają, a pewne nasilają nawet.
          • naplaze Re: Mój syn zachowuje się podobnie 20.10.14, 18:29
            A ja właśnie tego się przestraszyłam po przeczytaniu linkowanego artykułu: że część rodziców zacznie się doszukiwać cech psychopatycznych u swoich (w ogromnej większości Bogu ducha winnych) dzieci.
            • naturella Re: Mój syn zachowuje się podobnie 20.10.14, 19:43
              Moze i ktoś sie bedzie dopatrywal, ja widze problem od jakiegoś czasu, u psychologa mówiłam o tym jakies półtora roku temu.
            • mebloscianka_dziadka_franka Re: Mój syn zachowuje się podobnie 20.10.14, 22:02
              W jednym komentarzu do tego tekstu było napisane o jakichś badaniach na temat psychopatii i ich zatrważających wynikach, że nawet kilkadziesiąt procent ludzi posiada obraz mózgu odpowiadający psychopatii. Więc... nie powinno dziwić, gdyby część rodziców po takim artykule doszukała się takowych u swoich pociech suspicious
              • spalona_gora Re: Mój syn zachowuje się podobnie 20.10.14, 22:10
                > kilkadziesiąt procent ludzi posiada obraz mózgu odpowiadający psychopatii.

                ??? Jak to rozumieć? Chyba tylko tak, że na podstawie tego obrazu nie da się nie tylko diagnozować, ale nawet podejrzewać psychopatii. A z tego co kojarzę to ilość psychopatów szacowano (jak dotąd) na 4% populacji (i uważano, że ten % jest stały). Ale skoro drastycznie wzrosła nam ilość alergii, zauważalnie zachorowań na raka, to i odsetek psychopatów może wzrosnąć.
                • mebloscianka_dziadka_franka Re: Mój syn zachowuje się podobnie 20.10.14, 22:20
                  Nie atakuj posłańca, ja tylko cytuję komentarz. smile Wydaje mi się, że chodzi o to, że dość duży procent ludzi posiada JAKIEŚ cechy psychopatyczne, które jednak nie są przeszkodą w NORMALNYM funkcjonowaniu.
                • 71tosia Re: Mój syn zachowuje się podobnie 20.10.14, 22:33
                  nie wiem czy mozna wierzyc wikipedii ale psychopaci to 2-3 % populacji. I nie kazdy psychopata jest 'szkodliwy' spolecznie. Ostatnio czytalam artykul o psychopatach w grupie wybitnych menegerow,, o ile pamietam ilosc psychopatow w tej grupie autor szacowal na ok 20%. No coz niektore cechy psychopatyczne bardzo sprzyjaja karierze korporacyjnej (relacje oparte na przydatności, brak empatii, manipulacyjnosc etc). Wniosek byl taki ze psychopata wychowany w rodzinie z wyzyn spolecznych zrobi kariere, psychopata z nizin skonczy w wiezieniu.
                  • mebloscianka_dziadka_franka Re: Mój syn zachowuje się podobnie 21.10.14, 09:28
                    Hmm, akurat w artykule masz przykład psychopatki z wyżyn społecznych, która prędzej skończy w więzieniu niż zrobi karierę... Więc to też nigdy nie wiadomo.
                    • 71tosia Re: Mój syn zachowuje się podobnie 21.10.14, 20:33
                      no coz zawsze to tylko staystyka,
              • morekac Re: Mój syn zachowuje się podobnie 20.10.14, 23:39
                nawet kilkadziesiąt procent ludzi posiada obraz mózgu odpowiadający psychopatii
                Jeśli stanowią większość, to właściwie w psychiatrykach należałoby zacząć zamykać niepsychopatów...
              • aandzia43 James Fallon-neurobiolog z mózgiem psychopaty 20.10.14, 23:43
                wyborcza.pl/magazyn/1,135763,15334026,I_ty_mozesz_zostac_drapieznikiem.html
                Nie wiem, co czytałaś, ale ja polecam neurobiologa Jamesa Fallona. Wygooglać sobie można, w angielskiej wiki jest, artykułów i wywiadów też się trochę znajdzie. Fallon ma skan mózgu psychopaty, ma pewne cechy psychopaty i galerię przodków skazanych za różne przestępstwa.
      • e-kasia27 1razowa 20.10.14, 23:31
        Straszne jest to, co piszesz o swoim dziecku.
        Straszne, że nikt nie umie Wam pomóc.

        To, co opisujesz może wydawać się nienormalne, ale normalne jest.
        Dziecko ma problem i Ty masz problem, bo nie wiesz, jak z nim postępować, ale to nie znaczy, że dziecko jest złe, że jest psychopatą.

        Ja widzę tu dwa problemy: nierozwiązany problem alergii u dziecka i Twoją nieumiejętność postępowania z dzieckiem nadwrażliwym z powodu alergii, co doprowadziło do obecnej sytuacji, w której Twój syn zachowuje się czasami, jakby miał psychopatyczne cechy.

        Alergia pokarmowa może niestety wpływać na pracę mózgu i na emocje.
        Niektórzy alergicy są bardziej wrażliwi od innych dzieci, łatwiej się męczą, częściej płaczą, łatwiej się denerwują, złoszczą, mogą mieć napady wściekłości, gdy w ogóle nad sobą nie panują.
        Takie dziecko wymaga szczególnie ostrożnego i łagodnego tratowania. Trzeba działać tak, aby maksymalnie wyciszać jego emocje - kary, krzyczenie, zakazy, nakazy, zmuszanie do czegokolwiek, to działanie na szkodę dziecka - to doprowadzić może tylko do wyhodowania socjopaty, który będzie przeciw wszystkiemu i wszystkim - zdaje się, że już obserwujesz u dziecka takie właśnie zachowania.
        Te zachowania, które Cię tak bardzo niepokoją, nie wynikają ze złego charakteru dziecka, ale z tego, że on w ten sposób usiłuje sobie jakoś poradzić w świecie, który jest dla niego złem i ochronić siebie przed tym złem.
        Niestety matka, która krzyczy i daje kary, to dla tak wrażliwego dziecka jest zło, które go niszczy.
        Jemu potrzebna jest matka spokojna, wyciszająca, która będzie wiecznie przytulać i głaskać, i osładzać trudy dnia codziennego, bo dla niego życie jest nieustannym pasmem stresów.
        To nie tylko leki tak wpływają, normalne jedzenie też tak wpływa na mózg alergika - może po lekach widzisz to po prostu wyraźniej.

        Zresztą Twoje oczekiwania wobec dziecka wydają mi się zbyt wygórowane, nawet a stosunku do dziecka bez problemu nadwrażliwości.
        No, bo niby czego miałoby oczekiwać dziecko poniżej 7 lat od dorosłych, jeśli nie zaspokajania jego potrzeb??
        Chciałabyś grać w planszówki z kilkulatkiem, tak aby on przegrywał??
        Z dzieckiem gra się, tak, aby ono wygrywało, ściga się tak, aby ono było pierwsze - dopiero w wieku sześciu, siedmiu lat dziecko jest wystarczająco dojrzałe emocjonalnie, aby zacząć czasem przegrywać, bez płaczu i złości.
        Owszem kilkuletnie dziecko, chce rywalizować, ale tak, aby wygrać, aby usłyszeć, że jest takie dzielne, wspaniałe, i że znowu wygrało - jeśli się tego dziecku nie zapewni w tym wieku, to na skutki w postaci takich zachowań, jak robienie wszystkiego na odwrót i na złość, atakowania innych, agresję nie trzeba długo czekać. Ale to nie jest skutek tego, że dziecko jest złe, tylko złego postępowania z dzieckiem. Dziecko w ten sposób chroni siebie przed złem, którego doświadcza o dorosłych.
        Poprawę możesz uzyskać w dwojaki sposób:
        po pierwsze restrykcyjna dieta przeciwalergiczna,to pozwoli dziecku być spokojniejszym i mniej zestresowanym, po drugie zmiana Twojego postępowania, więcej zrozumienia dla dziecka, więcej miłości i czułości, mniej nakazów i zakazów, zamiast wydawania poleceń - negocjacje i proszenie, i absolutnie żadnego krzyczenia i kar.
        • 1razowa Re: 1razowa 21.10.14, 06:54
          > Niestety matka, która krzyczy i daje kary, to dla tak wrażliwego dziecka jest
          > zło, które go niszczy.

          > po drugie zmiana Twojego postępowania, więcej zrozumienia dla dziecka, więcej miłości
          > i czułości, mniej nakazów i zakazów, zamiast wydawania poleceń - negocjacje i proszenie,
          > i absolutnie żadnego krzyczenia i kar.

          No to pojechałaś... Możesz wyjaśnić na jakiej podstawie zarzucasz mi (trzykrotnie!) krzyczenie na dziecko, brak stosowania pozytywnych wzmocnień i wyciszania oraz niedobór zrozumienia, miłości i czułości? Projekcja jakaś?
          • bei Re: 1razowa 21.10.14, 15:24
            Skąd jesteś?
            Moja daleka rodzina borykała się z zachowaniem jednego z synów.
            Mama dziecka zrezygnowala z kariery zawodowej, poradnie, terapeuci, poradnie, i opad skrzydeł.
            Aż z Krakowa pojechala do Szczecina, tam znalazła fachowca, który odnalazł drogę, syn i rodzice szczęśliwi, chlopiec świetnie uczy się, nikt by nie uwierzył jaki był kiedyś.
            • 1razowa Re: 1razowa 22.10.14, 11:59
              Dzięki. Odpowiedź wysłałam na Twój profil.
          • e-kasia27 Re: 1razowa 22.10.14, 00:25
            1razowa napisała:

            > > Niestety matka, która krzyczy i daje kary, to dla tak wrażliwego dziecka
            > jest
            > > zło, które go niszczy.
            >
            > > po drugie zmiana Twojego postępowania, więcej zrozumienia dla dziecka, wi
            > ęcej miłości
            > > i czułości, mniej nakazów i zakazów, zamiast wydawania poleceń - negocjac
            > je i proszenie,
            > > i absolutnie żadnego krzyczenia i kar.
            >
            > No to pojechałaś... Możesz wyjaśnić na jakiej podstawie zarzucasz mi (trzykrotn
            > ie!)


            A gdzie ten trzeci raz? Wymieniłaś tylko dwa.


            >krzyczenie na dziecko, brak stosowania pozytywnych wzmocnień

            O czymś takim, jak stosowanie pozytywnych wzmocnień w ogóle nie napisałam ani słowa, bo są tak samo g.warte, jak kary i nagrody oraz przekonanie, że dziecko ma wykonywać polecenia(z fochem lub bez).


            i wyciszania
            > oraz niedobór zrozumienia, miłości i czułości? Projekcja jakaś?

            Gdyby nie było niedoboru zrozumienia, miłości i czułości, nie było by Waszego problemu i nie opisałbyś na forum, tego, co opisałaś. Nie napisałabyś, że się pogubiłaś, nie chodziłabyś po psychiatrach i innych specjalistach, i nie robiłabyś dziecku niepotrzebnych badań.

            Jak widzę, wyczytałaś z tego, co napisałam tylko same najistotniejsze dla Ciebie informacje - ktoś śmiał powiedzieć, że nie jesteś tak idealna, jak byś chciała być.
            No, a co z dzieckiem?
            Może byś tak spróbowała własną urazę schować do kieszeni w imię miłości do dziecka?
            • 1razowa Re: 1razowa 22.10.14, 11:49
              > A gdzie ten trzeci raz? Wymieniłaś tylko dwa.

              No przecież post wisi. Można przeczytać: "kary, krzyczenie, zakazy, nakazy" - czwarty akapit.

              > O czymś takim, jak stosowanie pozytywnych wzmocnień w ogóle nie napisałam

              Post wisi, można przeczytać: "usłyszeć, że jest takie dzielne, wspaniałe"

              > Gdyby nie było niedoboru zrozumienia, miłości i czułości, nie było by Waszego p
              > roblemu i nie opisałbyś na forum, tego, co opisałaś. Nie napisałabyś, że się po
              > gubiłaś, nie chodziłabyś po psychiatrach i innych specjalistach, i nie robiłaby
              > ś dziecku niepotrzebnych badań.

              Czyli choroby nie istnieją, istnieją tylko złe matki niszczące własne dzieci. To dotyczy wszystkich chorób czy tylko psychicznych i neurologicznych? A najlepsze, że - jak widać - powodem dokopania matce może być nawet to, że poszła z dzieckiem do lekarza gdy ją coś niepokoiło.

              > Jak widzę, wyczytałaś z tego, co napisałam tylko same najistotniejsze dla Ciebie informacje
              > - ktoś śmiał powiedzieć, że nie jesteś tak idealna, jak byś chciała być.

              Bez mrugnięcia okiem wzięłabym cała winę na siebie, wierz mi. Ale reakcja dziecka na leki to raczej nie jest skutek błędów wychowawczych, nie sądzisz? Zresztą nasze postępowanie też było brane pod lupę u psychologów i też się do niczego nie przyczepili. Ale Ty oczywiście wiesz lepiej, że ja niszczę własne dziecko i że wszelkie jego problemy - jakiej natury by nie były - są moją wyłączną winą.
        • malwi.4 Re: 1razowa 21.10.14, 16:08
          Niektórzy alergicy są bardziej wrażliwi od innych dzieci, łatwiej się męczą, częściej płaczą, łatwiej się denerwują, złoszczą, mogą mieć napady wściekłości, gdy w ogóle nad sobą nie panują.

          Z moim dzieckiem tak było. Ma teraz około 4 lat i "wyrasta" powoli z problemów ale i też dietę od kilu miesięcy stosuję. Testy alergiczne żadnych problemów nie wykazywały, choć dziecko od urodzenia było bardzo drażliwe, nie zainteresowane światem, wiecznie do mnie przyklejone, z czasem niegrzeczne, nie słuchające próśb. Lekarze mnie odsyłali ("te dzisiejsze matki z tymi alergiami przesadzają" tak słyszałam), znajomi uważali, że "dałam sobie wejść na głowę", że mną manipuluje.

          Dużo mnie kosztowało powstrzymywanie emocji złości na wodzy, poczucia frustracji i bezsilności. Pierwsze dwa lata były bardzo ciężkie. Ale jest już o niebo lepiej dziecko robi się coraz spokojniejsze, mniej się złości, chce poznawać świat, rówieśników, zaczął się w końcu bawić zabawkami. Ale też się czasem zastanawiam, czy te pierwsze dwa lata ciągłego płaczu nie wpłynęły na jego wrażliwość, osobowość, charakter.

          Często rodzice myślą o swoim dziecku: niegrzeczne. A niekiedy to problemy zdrowotne powodują, że dziecko niesforne jest.

          Takie dziecko wymaga szczególnie ostrożnego i łagodnego tratowania.

          Zgadzam się.
    • clk mam taka osobe w rodziRe: "Nic mi nie zrobicie..." 20.10.14, 17:06
      Mam w rodzine taka sama osobe.
      Zycie to koszmar.
      Dodam iz mimo najeiwkszych checi pomocy (do dzisiaj, po 25 latach) nie mozna zrobic nic.
    • anorektycznazdzira Re: "Nic mi nie zrobicie..." 20.10.14, 22:16
      Moje zdanie jest takie:
      tak samo, jak z najgorszej patologii wychodzą porządni ludzie,
      tak samo z porządnych domów wychodzi najgorsza patologia.
      Nie jestem zwolennikiem tezy, że rodzice nie mogą NIC wpłynąć na to, kim dziecko będzie, ale też nie przeceniałabym ich wpływu. Kiedyś też wierzyłam w te głupoty, że "tabula raza", że zależy, jakie warunki, jaka trauma, czy "właściwe" podejście. Dziś uważam, że 30% to rodzice, a 70% to wrodzony charakter, z którego ani diabeł nie popsuje, ani święty nie naprawi.
      A ta konkretna panienka jest poważnie zaburzona, zgadzam się, że to psychopatka.
      • e-kasia27 Re: "Nic mi nie zrobicie..." 20.10.14, 23:41
        Niekoniecznie psychopatka.
        Równie dobrze mogła zostać tak pokrzywiona przez rodziców.
        Szkoda mi jej, bo czy tak, czy siak, jej życie jest i będzie do du...
        • anorektycznazdzira Re: "Nic mi nie zrobicie..." 21.10.14, 06:43
          Teoretycznie mogła. Mamy jednak opinie sporej grupy osób na przestrzeni długiego czasu, z zupełnie różnych miejsc (szpital, szkoła podstawowa, gimnazjum, szkoła sióstr, w tym nie jedna osoba, która dziewczyny nie lubiła bądź nie zrozumiała, tylko kolejni i kolejni niezależni od siebie pracownicy lub koledzy i koleżanki) i nikt z nich nie doszedł do wniosku, że to sponiewierana ofiara, każdy na ostatecznie stwierdzał kłamstwa na potęgę, manipulację, konfabulacje. Poza sąsiadami oczywiście (żaden nie deklaruje, że był bliskim i zapraszanym do domu znajomym), ale ja się tam cieszę, że nikogo się nie skazuje w oparciu o samą tylko opinię sąsiadów...
          • samawsnach Re: "Nic mi nie zrobicie..." 21.10.14, 15:03
            Oczywiście, dziewczę jest tłuczone tak, że ślady są widoczne i właściwie rodzina nawet się nie wypiera, ale nawet to nie jest dowodem na sponiewieranie ofiary. Łatwo nazwać mistyfikacją traumatyczne sny córki, bo to niemierzalne, ale pobicia już się nie dało. Dzisiaj to ci rodzice mieliby sprawę karną, a ich córka od dawna przebywałaby w pieczy zastępczej. Na jej pecha dorastała w czasach, gdzie rodzicom, zwłaszcza z "dobrego domu", wszystko było wolno, i to ona po latach robi za jednostkę nieprzystosowaną i psychopatkę, a rodzice grzeją się w ciepełku netowego współczucia.
            • alsk9 Re: "Nic mi nie zrobicie..." 21.10.14, 15:24
              Przypuszczam, że wielu rodzicow by w końcu "wlało" pyskującemu, oszukującemu, bezczelnemu, wyrachowanie działającemu na ich szkodę dziecku..

              Ja mam przykład u znajomej - są dwie siostry. Wychowane przez tych samych rodziców w takich samych warunkach, różnica wieku tylko 1 rok. W wyglądzie podobne do siebie, a są tak drastycznie różne w zachowaniu, że to nie do uwierzenia. Jedna odpowiedzialna, uporządkowana, starająca się zgodnie podchodzić do układów międzyludzkich, bardzo uczciwa w relacjach z ludźmi. A druga, na pozór normalna- a po bliższym poznaniu-> mitomanka, kłamczucha, kombinatorka, szukająca sobie ludzi na których może żerować, nieodpowiedzialna, trwoniąca kasę, konfliktowa, wiecznie się o cos awanturująca, szantażująca rodzinę swoimi fochami i pretensjami, rzucająca kolejne prace...
              Zdarza się. Ma jakąś chorobę psychiczną lub inne wrodzone zaburzenia i tyle.
              • bullet-proof Re: "Nic mi nie zrobicie..." 21.10.14, 18:30
                A skąd wiesz, że tej "złej" córce nie działa się krzywda ze strony rodziców?
            • anorektycznazdzira Re: "Nic mi nie zrobicie..." 21.10.14, 19:05
              Uwielbiam takie posty. Czy w ogóle czytałaś artykuł?
              "Jest tłuczona tak że ma ślady", "dzisiaj rodzice mieliby sprawę karną"- w artykule mowa o JEDNYM takim zdarzeniu, o które rodzice MIELI sprawę. Wniosek sądu nie był taki, że problem się powtarzał. Rozumiem, że sąd był głupi i stronniczy, a ty nie doczytawszy zbyt uważnie tekstu wiesz lepiej...
              • samawsnach Re: "Nic mi nie zrobicie..." 21.10.14, 19:59
                Ja czytałam, a ty? Rodzice mieli sprawę w sądzie rodzinnym, nie karną.
                • anorektycznazdzira Re: "Nic mi nie zrobicie..." 21.10.14, 20:10
                  ... i to już wszystko zmienia w interpretacji big_grin
      • nangaparbat3 Re: "Nic mi nie zrobicie..." 21.10.14, 19:21
        A ja wlasnie czytam kolejną poważną książkę o tym, jak pierwsze miesiące i lata zycia dziecka mogą decydowac nawet o jego poźniejszej postawie etycznej - żadne moraly nie pomogą, jesli nie wcześniej nie było dość tulone, głaskane, kołysane.
        https://stuff.bezkartek.pl/stuff/mediabooks/Copernicus_Center_Press/covers/Moralnosc_mozgu_Co_neuronauka_mowi_o_moralnosci-1387507356054_300x300.jpg
        Polecam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka