W święta zachorowałam, wylądowałam na dyżurze świątecznym, lekarka uznała że to zapalenie gardła i przepisała antybiotyk 3 dniowy na 6 dni.
Po 3 dniach znów polazłam do lekarza, bo uznałam, że antybiotyk "żyje" własnym życiem, a moje objawy chorobowe własnym

Kolejna lekarka uznała, że antybiotyku nie zmieni bo przecież jest lepiej (a lepiej nie było, tyle że zmieniały się objawy). Przedwczoraj antybiotyk "przestał działać" dzisiaj w nocy dostałam gorączki, od kilku dni mam kaszel (który uznałam za "pochorobowy"znów mnie rozłożyło.
W obawie przed kolejnym antybiotykiem (łudziłam się że to może wirus) zrobiłam badania krwi i duuuupa: OB 30, CRP 59,7, wszystko wskazuje że to jednak bakteria. Oczywiście w przychodni brak miejsc, zapisałam się do enel-medu, chciałam by ktoś prywatnie do mnie przyjechał ale nie mam namiarów na żadnego sensownego lekarza. Perspektywa kolejnego antybiotyku mnie przytłacza, pewnie w następnej kolejności będę leczyła grzybicę

Potrzebuję pogłaskania po główce