heca7
22.01.15, 16:11
Przybliżam sobie właśnie historię rodu Habsbugrów (uwielbiam historię). W każdym pokoleniu tyle wczesnych śmierci, szczególnie małych dzieci. Tyle poronień.
I tak pomyślałam - co ja bym robiła w takim XIX wieku. A potem dotarło do mnie, że nic bym nie robiła. Wypisałabym się z tego łez padołu najdalej dwa tygodnie po urodzeniu z powodu wrodzonego zapalenia płuc. Gdyby nie antybiotyk to by mnie nie było. To samo mój najmłodszy syn.
A jak u Was? Biorąc pod uwagę choroby, które dotknęły was w dzieciństwie? Miałybyście szanse na osiągnięcie dorosłości w XIX wieku ?