Córka (2,5 l.) sypia w dzień (1,5 godziny max) od czasu do czasu. Średnio 2-3 razy na tydzień. W te dni, kiedy nie śpi, kładzie się spać odpowiednio wcześniej (19-20). W dni, podczas których ucina sobie popołudniową drzemkę, zasypia koło 21.
Sytuacja z wczoraj: przyjechałyśmy do domu ok 16.00, córka zdjęła buty, kurtkę i zasnęła w 2 minuty na dywanie. Nawet nie zauważyłam kiedy. Nie spała w ciągu dnia, więc dałam jej spokój. Po godzinie spróbowałam obudzić, nie udało się. Budziłam konsekwentnie przez 30 minut, co skutkowało jedynie płaczem i rozpaczą (na śpiocha). Przebrałam więc w piżamkę i zaniosłam do łóżka. Ponownie koło 20.00 spróbowałam ją obudzić, znów bez skutku. Spała z krótką przerwą na siku (o 23.00) do 6.30. Wstała zmęczona i niewyspana.
I co teraz:
- nie panikować, uznać, że to jednorazowy spadek energii, biorąc pod uwagę, że w ciągu ostatnich miesięcy urosła 3 cm i przytyła 3 kg (wzrost 97 centyl, waga 50),
- niepokoić się, bo tego dnia nie działo się nic innego niż zazwyczaj, był jak co dzień spacer, sanki, brykanie, dobry apetyt itp, a tu taka śpiączka. Dodatkowo od pewnego czasu córka narzeka na bóle nóg (myślę, że to bóle wzrostowe) i lewego oka (okulistycznie wszystko OK)
Planuję poczekać na rozwój wydarzeń, a nuż sytuacja się powtórzy. Lub nie

Czy jednak panikować szukając przyczyn, konsultując z lekarzami...?