Pytanie z gatunku: powiedzieć - nie powiedzieć. Mam kontuzję ręki, koleżanka w geście wdzięczności za pewną przysługę nasłała na mnie swoją panią sprzątającą. Po prostu babka nie poszła do niej jak co pt, a do mnie. Nie mam doświadczenia w temacie, nie stać mnie na regularną pomoc, więc od progu usprawiedliwiłam się za panujący wszędzie bałagan, bo w domu dzieci i pies, mąż oddelegowany a ja kontuzjowana. W odpowiedzi usłyszałam, że ja to w porównaniu z doktorostwem spod 6 to mam wzorowy porządek, tam to nawet prezerwatywy rzucają w sypialni gdzie popadnie i generalnie cały czas sprzątania u mnie przebiegał w tych klimatach

Pani na każdą moją uwagę miała od razu odpowiedź co gdzie i u kogo. Powiedziałam delikatnie, że cenię dyskrecję, jestem zajęta i nie lubię plotkować, a pani mi na to, że jak się rozmawia to i pracować lżej i na sercu lżej, bo innym też niełatwo. No i teraz już wiem, kto syfi, kto z kim sypia i jakie ślady zdrady zostawia, kto ma kłopoty finansowe, a kto trzyma złoto w dziurze pod zlewem. Niestety złoto trzyma akurat moja koleżanka, wiem to od niej samej, więc zapewne i w innych kwestiach pani się nie myli

I teraz moje pytanie. Panią załatwiła mi nie przyjaciółka a koleżanka, pani sprzątająca jest niesamowita, polecana przez wszystkich, właściwie obskakuje pół osiedla domków jednorodzinnych. Wiem, że większość kobiet jest podczas pracy pani w domu, więc pani ma towarzyszki do rozmów. Zastanawiam się, czy pani tylko przede mną się tak "otworzyła" czy to generalnie jej styl zachowania. Niestety obstawiam to drugie. Mówić koleżance czy nie mówić? A może panie u których sprząta wiedzą ale lubią ploteczki? Pani już drugi raz do mnie nie przyjdzie, czuję się jakoś dziwnie po tej wizycie.