dankaimirek
09.02.15, 09:26
Pokłociłam się z męzem, mówi ze czepiam się codziennie, od rana do wieczora.
Wina lezy po obydwu stronach. Mąz wciąz jest zajęty, dla rodziny nie ma czasu.
Nie zrobi sobie kanapek do pracy, wymusza abym to ja robiła, zakupów nie zrobi.
Jak zrobie zakupy to wybrzydza ze to nie dobre, ze chleb niedobry.
Ja codziennie chodze nabuzowana jego zachowaniem i czepiam się. To prawda. Ale gdyby pomógł przy dziecku, zakupach, w domu nie byłabym zła.
Jeżdzimy razem do pracy, dziecko zwozimy razem. Wstawaniem opóznia wyjscie, spóżniamy się codziennie. Ja sie kłocę żeby wczesniej wstawał i szykował się. więc od rana awantura.
Pózniej wyzywa mnie że się czpeiam. Do pracy zdenerwowana przychodzę. Dziecko wychowuje sie w stresie. Po awanturze nigdy mnei nie przeprosił. Cały czas się kontroluję i wiem ze wciąz wina leży po jego stronie. Ale ja święta tez nie jestem. Natomiast gdyby miał inne podejscie nie byłoby awantur. Ja musze miec na wszystko ochotę, on niekoniecznie.
Wszystko robi z pretensją, z łaską, ja najpierw proszę a pózniej juz sie pokłocimy.
Czas ma dla kolegów, nie dla mnie, rodziny.
Dziś mnie szarpał i uderzył jaka to ja jestem wredna ze oczekuje od niego cokolwiek.
Jestem rozstrzesiona.