Dodaj do ulubionych

Trauma a czas

14.02.15, 21:34
Mam do Was pytanie. Ja wiem, że odpowiedź zależy od wielu czynników. Ale chciałam zapytać. Po jakim czasie od "traumatycznego dla Was" wydarzenia ( nie ma znaczenia jakiego), takiego, które powaliło Was z nóg, mnie osobiście złapało za klatę i nie chce puścić, dochodziłyście do siebie. Jak Wam się udało? Czy zrobiłyście to same czy z pomocą?
Z góry dziękuję i przepraszam jeśli zbyt intymnie
Obserwuj wątek
    • kozica111 Re: Trauma a czas 14.02.15, 21:39
      Po nieszczęśliwej miłości - dwa lata, po poronieniu około miesiąca, co nie zmienia faktu że zdecydowanie moje nienarodzone dziecko ma dla mnie wartość absolutna a dupek który "wtedy' złamał mi serce nie ma żadnej.Proponuje byś pomyślała o jakichś antydepresantach jak zaczniesz popadać w gorsze doły i zobaczysz ze zniżka nastroju sie nasila.
    • melancho_lia Re: Trauma a czas 14.02.15, 21:44
      Po pewnym wydarzeniu wydawalo mi sie ze doszłam szybko do siebie. Niestety walnęło mnie z paromiesiecznym opóźnieniem i trzymali jakies pól roku. Obylo sie bez profesjonalistów. Potem leczylam depresję ale byla ona wynikiem pierdyluarda innych drobiazgów.
    • sanciasancia Re: Trauma a czas 14.02.15, 21:56
      Jakieś 5-6 lat.
    • asia_i_p Re: Trauma a czas 14.02.15, 22:28
      Po śmierci mamy około półtora roku, w zasadzie doszłam do siebie dzięki mojemu obecnemu mężowi. U mnie chyba zadziałała młodość - miałam około 18 lat, kiedy umarła mama, a wtedy życie się szybko toczy i odciąga uwagę. Pomogło na pewno to, że czułam się odpowiedzialna za młodszą siostrę, zwłaszcza po drugim małżeństwie taty i tak, jak napisałam, pomógł mój mąż, bo się zajął mną, słuchał, wspierał.

      Nie wiem, czy to były normalne etapy żałoby czy jakieś początki depresji, pamiętam, że chociaż nie miałam myśli samobójczych, miałam stałe przeczucie śmierci połączone z kompletnym brakiem lęku przed nią. Leciałam z ciotką samolotem do Warszawy i myślałam spokojnie "Aha, to będzie teraz". I pamiętam, że po tym, jak zaczęłam chodzić z moim obecnym mężem, to się zmieniło. Potrafię pokazać skrzyżowanie, na którym się zmieniło - tacie wyjechał samochód z naprzeciwka, a ja się przestraszyłam i pomyślałam, że teraz to jednak byłoby szkoda.

      To, że wróciła chęć do życia, nie oznacza, że tęsknota zniknęła, ostatni raz płakałam za mamą ze dwa tygodnie temu. Przy każdej nowej sytuacji życiowej mi się przypomina, pojawiają się wyobrażenia, co by było, gdyby żyła, wciąż jeszcze czasem mi się śni, że okazuje się, że to była pomyłka i pozostało poczucie kruchości życia. Już nie takie silne, jak kiedyś, bo przez pierwszych parę lat po śmierci mamy, kiedy się z kimś żegnałam, to właściwie na zawsze, a teraz po prostu doceniam, jak cudowny jest sam fakt, że chociaż te kilka z kochanych przeze mnie osób żyje.
      • kobieta_z_polnocy Re: Trauma a czas 17.02.15, 10:03
        Bardzo ladnie i przejmujaco opisane.
    • zona_mi Re: Trauma a czas 14.02.15, 22:38
      Różnie, w zależności od wagi sytuacji.
      Nie darmo przeciętne określa się stan trwania żałoby na rok - przy czym u jednego to będzie 3 miesiące, u drugiego trzy lata.
      Z doświadczenia wiem, że najważniejsze to dać temu uczuciu wybrzmieć, przeżyć je do końca, nie spychać na bok, nie zamiatać pod dywan, bo wyjdzie nie tędy, to tamtędy.
      Jeśli potrafisz sama - to tak, ale też nie ma nic złego w udaniu się po pomoc.
      W przypadku straty szukałabym kogoś z podobnym doświadczeniem, ale nie najbliższego, nie chciałabym obarczać np. męża, który sam też niesie własny ból. Może grupy wsparcia albo psychologa, gdybym nie była w stanie sama tego udźwignąć.
    • klamkas Re: Trauma a czas 14.02.15, 23:02
      Po pierwszym "traumatycznym" - zginął mój chrzestny, bardzo bliski, taki drugi tata, obecny na co dzień, zaangażowany, bliski, miałam 13 lat, minęło dokładnie 3 miesiące, bo więcej nie miałam: dokładnie w trzymiesięcznicę śmierci wujka, zginął (w bardzo podobnych okolicznościach) mój przyrodni brat. I tu skumulowały się dwie żałoby - trwało latami, trwa do dziś. Jak słyszę o wypadkach w podobnych okolicznościach to wraca - wracają łzy, chandra, napady lęk, złe sny/wielotygdniowa bezsenność. Wraca niedostosowanie, nieumiejętność panowania nad sobą, brak empatii, zamknięcie w sobie. Wraca paraliżujący lęk, przed śmiercią bliskich.

      Pewnie nie pasuje do wątku, i może ci nie pomoże - poronienie nie wywołało podobnych uczuć co śmierć wujka i brata. Było trudne. Ale ono nie wraca (może by wracało gdyby nie to, że później urodziła nam się córka, wyczekana i wystarana). A tamte śmierci tak. W kółko. Przy każdej możliwej okazji. W ostatnich dniach - strajk w JSW: nikt bliski nie brał udziału, a ja nie spałam, byłam znerwicowana. Ale w JSW pracował mój ojciec (przeżył), pracował mój brat (zginął), pracował mój wujek (zginął). To zawsze wraca. Przy każdym doniesieniu o śmierci w kopalni. Przy każdym komunikacie o zawale z możliwymi ofiarami. Można z tym żyć lepiej lub gorzej. Sukcesem jest stan, w którym po prostu można żyć.
      • kocianna Re: Trauma a czas 14.02.15, 23:29
        Wydawało mi się, że nie przeżyłam traumy. Byłam tylko świadkiem traumy wielu ludzi. W porównaniu do innych świadków widziałam naprawdę mało.
        Wydawało mi się, że po tym wydarzeniu się wyciszyłam, uspokoiłam - byłam pewniejsza siebie, nie miałam tremy przed wystąpieniami publicznymi, nie wrzeszczałam na dziecko, nie kłóciłam się z mamą czy z mężem.
        Tylko po jakimś czasie zauważyłam, że nie tylko nic mnie nie złości, nie irytuje, nie wyprowadza z siebie - ale też nic mnie nie zachwyca, nie bawi, nie interesuje. Że z każdym dniem coraz trudniej wstawać do pracy czy wychodzić z domu.
        Po pięciu latach od traumatycznego przeżycia skumulowało się dużo w sumie pozytywnych, ale stresujących wydarzeń w moim życiu: przeprowadzki, zmiany pracy, powrót do PL i męża. I jak walnęło, to walnęło spektakularnie, z depresją, myślami samobójczymi, flashbackami, nieświadomymi wpisami dziwnej treści np. w środku notatki służbowej. Wychodzę powoli, półtora roku sporej dawki antydepresantów - dopiero zaczęłam zmniejszać, od pół roku jestem w terapii, potrafię w miarę normalnie żyć i nie kulić się ze strachu na dźwięk syreny pojazdów uprzywilejowanych czy warkotu helikoptera.
    • mamaemmy Re: Trauma a czas 15.02.15, 00:05
      Popłakałam się nad niektórymi wypowiedziami ....
      W moim zyciu bylo sporo traum ,te ,które dotyczyły osobiscie mnie..kiedys o tym pisałam,taka najgorsza rzecz co może przytrafic sie dziecku,a w sumie najgorsze rzeczy-tak przez wiele lat-to jakoś bardzo szybko się regenerowałam.Jestem z twardego materiału.
      Jedyne z czym nie potrafię sie pogodzić to jest śmierc bliskich osób,a mam /miałam ich wiele.
      TO nigdy nie mija,kiedy taka osoba odchodzi.
    • mynia_pynia Re: Trauma a czas 15.02.15, 00:56
      Po smierci taty okolo poltora roku budzilam sie w nocy z dusznosciami i wybuchalam placzem zmieszanym z rozpacza (na szczescie w kiblu). Mialam 29 lat jak mi tato umarl.
    • pani.jezowa Re: Trauma a czas 15.02.15, 03:24
      Wiesz, jednak ma ogromne znaczenie jakie to było wydarzenie.
      Bo na przykład molestowanie latami w dzieciństwie to jest trauma, która nigdy nie mija do końca.
      Ale i trwa latami a nie jest jednorazowym tragicznym wydarzeniem.
      Z drugiej strony śmierć dziecka to wydarzenie krótkie a wiele osób nie podnosi się z tego nigdy.
      Więc naprawdę nie da się powiedzieć.
      Tym bardziej, że cechy osobnicze mają tu ogromne znaczenie.
      Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości szukaj pomocy.
      To nie wstyd tylko zdrowy rozsądek, od tego są ludzie specjalizujący się w pomaganiu w kryzysie.
      Trzymam kciuki mocno!
    • majenkir Re: Trauma a czas 15.02.15, 03:51
      korag100 napisała:
      > Po jakim czasie od "traumatycznego dla Was" wydarzenia ( nie ma zna
      > czenia jakiego), takiego, które powaliło Was z nóg, mnie osobiście złapało za k
      > latę i nie chce puścić, dochodziłyście do siebie.


      7 miesiecy.
      • amy.28 Re: Trauma a czas 15.02.15, 07:51
        Wszystko zależy jak dana osoba reaguje na jakieś wydarzenia.

        Wspomniane poronienie przeżyłam dwa razy - jeden dzień łez i tyle. Pomyślałam sobie, że widocznie dziecko miało wady, że może i lepiej. Że minie pół roku i postaramy się o drugie i na pewno się wszystko ułoży. Wkręciłam sobie również myślenie że o dziecku mogę mówić i myśleć jak mnie będzie kopać a tak na 100% to jak po porodzie dostane je do rąk. Wcześniej to prawdopodobieństwo posiadnia dziecka i nie ma co się nakręcać że ono juz jest. Ten tok myślenia mi pomógł. Żadnej traumy nie było nawet jak poroniłam drugi raz.

        Natomiast miałam znajomą która po poronieniu w 9 tc miała depresję, kolejne 4 lata tęskniła za dzieckiem, nadała mu imię, zorganizowali mu taki jakby grób. Cała rodzina składała im kondolencje, generalnie cała sytuacja - jakby zmarło kilkuletnie dziecko. Trauma i to co przeszła - straszna, ale ona sama sobie to nakręcała przynajmniej w mojej opinii. I uczestniczyła w grupie wsparcia gdzie te rany rozgrzebywano. Całe szczęście że zaszła w ciąże bo nie wiem ile by to się jeszcze ciągnęło.

        Moja ciocia poroniła 30 lat temu, od tego czasu ma zdrowe dzieci. Co dzis na samo wspomnienie zaczyna ryczeć. Ale ją każde wydarzenie zwala z nóg, powoduje depresję, powoduje że długie miesiące ma wycięte z życiorysu. Znam osoby po tych samych przejściach, które kompletnie się tym nie przejmują. Takie które twierdzą że zmarli poczekają na nich w niebie, że rak złośliwy to wyzwanie i trzeba się brac za leczenie a nie biadolić i użalać, że z każdej sytuacji jest wyjście.

        Dlatego moim zdaniem nie ma normy, jak dla żałoby - że to rok, Wszystko zależy na kogo to spadnie.



    • mag1982 Re: Trauma a czas 15.02.15, 08:36
      Po poronieniu koło pół roku takiej klasycznej żałoby. Nie zażywałam leków ani nie byłam na terapii.
      Są jednak za mną pewnie inne wydarzenia, które mimo upływu wielu lat wracają co jakiś czas. Zastanawiałam się nad terapią ale nie wiem, czy to coś da. Może w końcu pójdę, gdy dzieci dorosną i będę miała więcej czasu a może nie. Pożyjemy, zobaczymy.
    • tatrofanka Re: Trauma a czas 15.02.15, 08:40
      Po złamanym sercu - ok. pół roku. Byłoby wiecej pewnie, ale na mojej drodze życiowej zjawił sie mój obecny maz.

      Po smierci Mamy- ok. 2 lat
      • tatrofanka Re: Trauma a czas 15.02.15, 08:43
        A, nie do końca odpowiedziałam.

        Po zawodzie uczuciowym- poznałam męza i tyle. Tamten odszedł w czeluście zapomnienia.

        Po smierci Mamy- nie skorzystalam z fachowej pomocy. Może to był błąd.
        Żyłam dla syna, męża. Byłyśmy bardzo zwiazane- ja jedynaczka- Mama zmarła nagle. Najdłużej trwał szok chyba.

        Pewnie powinnam była iść do psychologa.
    • majka003 Re: Trauma a czas 15.02.15, 11:01
      1,5 roku z dużym wsparciem męża bez niego nie dałabym rady zastępował mi terapię.I tak czasem coś wychodzi/przypomina ale rzadko już.
    • guderianka Re: Trauma a czas 15.02.15, 11:21
      Jestem wańka-wstańka, jak upadnę to się podnoszę-szybko i samodzielnie
      i co da Ci ta odpowiedź ?mając inną konstrukcję psychiczną możesz wpaść tylko w kompleksy, zupełnie niepotrzebne
      nie porównuj siebie do innych
      Ty to Ty
    • mondovi Re: Trauma a czas 15.02.15, 13:14
      1,5 roku - i wcale nie jest ok. Tuż po uspokajacz + antydepresant.
    • sonia_bra Re: Trauma a czas 16.02.15, 21:11
      Różnie, to bardzo indywidualna sprawa i od wielu czynników zależy. Charakteru, teraźniejszości, przeszłości i dalszego życia. Bo jakiś kolejny przypadek, czy spotkanie z kimś, może traumę pogłębić albo uleczyć.
      Jedno z wydarzeń przypłaciłam półroczną depresją, wydawało mi się, że otrząsnęłam się, ale po 10 latach dochodzę do wniosku, że tego się nie da zapomnieć ani anulować. Zbyt to wstrząsnęło moim życiem, podważyło dotychczasowy sens . Zdaję sobie sprawę równocześnie, że moc tego wydarzenia została spotęgowana przez moje doświadczenia i założenia z przeszłości i mój indywidualny charakter.
    • akniwlam Re: Trauma a czas 16.02.15, 22:33
      Po poronieniu na dobrą sprawę podniosłam się dopiero podczas następnej ciąży - gdy spotkałam bardzo mądrego lekarza, który jako pierwszy wyjaśnił mi, co właściwie było przyczyną. Ale póki do niego nie trafiłam, czyli jakieś dwa lata, sztywniałam na widok białego kitla (po tym jak mnie potraktowała lekarka) i zielonych kafelków (takich jak w sali zabiegowej). Poza tym funkcjonowałam całkowicie jak zwykle, więc nie widziałam konieczności spotkań z psychologiem.
      Dopiero tamten lekarz mi powiedział tak, że to do mnie dotarło, że nie było w tym grama mojej winy i zaniedbania, że nic co bym zrobiła by tego nie zmieniło... Wcześniej mówili mi to bliscy, ale do mnie nie docierało. Taka intensywna rozpacz nie trwała długo, ale ostateczną ulgę i zamknięcie żałoby przyniosły dopiero tamte słowa.
    • baltycki Re: Trauma a czas 16.02.15, 22:52
      Nie nazwe tego trauma..
      Prawie 20 lat minelo, a ja nadal uwazam, ze byla to milosc zycia mego...

      • 3-mamuska Re: Trauma a czas 16.02.15, 23:45
        Po smierci taty, byłam młoda smierć nagła.
        Z takim uczuciem budziłam sie i żyłam krótko.

        Niestety nie pozwoliłam sobie na przeżycie żałoby, miałam maleńkiego suną , karmiłam piersią i wszyscy mi mówili zeby sie trzymała bo stracę pokarm itp.
        Ze mam syna meza mam dla kogo zyc.

        Długie lata sama mysl o tacie to było łzy, ból fizyczny w piersi, w pewnym sensie , nie poradziłam sobie do dzis.

        Powinnam isc na jakaś terapie, bo ostatnio corka spóźniła sie pol godziny wracając ze szkoły i mało nie umarłam.
        Ciagle we mnie lek , taki zatykający ,ze stracę kogos bliskiego.
      • agaja5b Re: Trauma a czas 17.02.15, 14:10
        Ja podobnego doswiadczenia też nie moge nazwać traumą, ale faktem jest, ze wychodziłam z tej sytuacji ponad 3 lata. Miałam epizod depresyjny, taki z obniżeniem aktywności, myslami samobójczymi, ale o dziwo zapanowałam nad tym sama (po 2 latach koszmaru) wiec nie wiem czy to mozna nazwac depresją. Od tamtej pory mineło kilkanaście lat ale czasem w najmniej spodziewanej sytaucji TO wraca wraz ze wspomnieniami, tylko teraz ani nie walczę, ani nie zatrzymuję się nad tym uczuciem na dłużej a pozwalam przepłynąć przeze mnie jak wspomnieniom.
        Po poronieniu trzymało mnie z miesiąc, było mi smutno, źle i draznił widok ciężarnych ale stres reakcyjny ujawnił sie dopiero w kolejnej ciąży( po 3 miesiącach od tamtej) strachem prze powtórką, brakiem radości z ciąży, do końca nie czułam z dzieckiem we mnie większej więzi.
        A trzeci raz to właściwie na pierwszy rzut oka traumy nie mam albo raczej pozbierałam sie szybciutko, ale właścieiw to wciąż mnie trzyma, choć zyje pozornie normalnie. Ta traumą była wiadomość o nieuleczalnej chorobie mojej 2 córki. Niby oswoiłam sytaucje szybko, zajęłam się konkretnym działaniem ale miewam bezpodstawne ataki paniki że czegos nie dopilnuje na zmianę z okresami wyluzowania psychicznego, po których to zwykle dostaję mocniej po nosie i tak wkółko.
        • agaja5b Re: Trauma a czas 17.02.15, 14:19
          I co dziwne zdarza mi sie ostatnio całkiem niespodziewanie rozpaść w srodku na widok zdjęcia mojej córki, na którym widac jakąś cechę związaną z jej chorobą. Jestem pewna że akceptuję jej chorobę na 100% ale ciągle jakby jestem zaskoczona tym że rzeczywiście jest.
    • hema14 Re: Trauma a czas 17.02.15, 09:59
      Tak, zależy od wielu czynników, przede wszystkim jakie i jak blisko nas było to zdarzenie. Ja powiedzmy miałam kilka powszechnie uważanych za traumatyczne zdarzeń. Z jednym z nich pogodziłam się po 3 miesiącach. Z innym po tygodniu, ale strach i odruch wraca do dziś po latach. Z trzecim nie mogę pogodzić się do dziś, mija trzeci rok, niby to akceptuję, niby żyje się dalej i ok, ale nie pasuje mi to i nadal nie jestem z tym na luzie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka