Chore dzieci za granicą

18.02.15, 09:53
Dla potrzeb tego wątku odrzućmy tezę, że tam dzieci nie chorują, bo od maleńkości nie noszą czapek, a polskie chorują, bo od urodzenia są zawijane w bety i mają ubierane czapki tongue_out

Skoro 60 dni opieki na dziecko to polski przywilej, nigdzie indziej nie występujący, to jak radzą sobie rodzice za granicą? Nianie są takie powszechne, że odpada problem chorób? A dzieci starsze typu przedszkolno-żłobkowego? Czy też dziadkowie? Jak to jest...z ciekawości pytam.
    • melmire Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:04
      Z ciekawosci sprawdzilam, we Francji ustawowo rodzic moze wziac 3 (TRZY) dni rocznie zwolnienia na chore dziecko, chyba ze jego konwencja zawodowa (pojecia nie mam jak to jets po polsku) przyznaje mu wiecej. Piec dni jesli dziecko ma mniej niz rok, albo kiedy w rodzinie jest troje lub wiecej dzieci ponizej 16 roku zycia. To na "zwykle" choroby.
      Jezeli dziecko ma ciezka chorobe przewlekla, albo mialo wypadek to mozna wziac urlop opiekunczy, maksymalnie 14 miesiecy ciagu trzech lat.
      Mysle ze rodzice w innych wypadkach po prostu poswiacaja wlasny urlop, albo korzystaja z przychylnosci pracodawcy i moga odpracowac w innym terminie.
      • melmire Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:08
        Przy czym fakt ze nianie sa bardziej dostepne, sa agencje ktore moga wyslac kogos na pare dni, zdarza sie ze pracodawcy jako bonu daja "czeki serwisowe" ktorymi mozna placic za tego typu uslugi.
      • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:28
        U mnie w pracy mozna bylo wezwac nianke do chorego dziecka na koszt pracodawcy. Nie korzystalam nigdy, bo jakos tak zawsze bylismy zorganizowani zeby z dzieckiem na zmiane zostawac, a poczatkowo byla tez babcia. Nie mowiac o tym ze dzieci siedzialy chyba gora trzy dni z rzedu w domu jak byly chore. Jak wynika z moich obserwacji "tam" dzieci rzadziej i krocej choruja. Moze to zasluga powietrza ?
      • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:43
        Dodam ze we Francji sa zasilki, ktore pozwalaja zminimalizowac czasem do zera koszty zlobka czy opiekunki do dziecka. tego typu koszty mozna tez odliczyc od podatku. Czasem wychodza z tego interesujace kwoty.
    • dziennik-niecodziennik Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:11
      w przedszkolu angielskim do ktorego uczęszcza dziecko mojej przyjaciółki (zaznaczam, bo mozliwe ze jednak norma to nie jest) dzieci zagilane, przeziębione lekko, pokasłujące chodzą do placówek normalnie. nierzadko tez idą dzieci na antybiotyku, siedza w domu tylko pierwsze dwa dni, a potem ze swoimi lekami do przedszkola i przedszklanki podają co trzeba.
      • jehanette Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:15
        nierzadko tez idą dzieci na antyb
        > iotyku, siedza w domu tylko pierwsze dwa dni, a potem ze swoimi lekami do przed
        > szkola i przedszklanki podają co trzeba.

        Dla mnie to jest masakra. Sama na antybiotyku czuję się jak ścierka i jesli tylko mogę zostaję w domu, to samo przy "zwyklej tylko gorączce", mimo środków p-gorączkowych czuję się źle, słabo. Nie wyobrażam sobie posłać dziecka do placówki w stanie, w którym ja sama potrzebuję odpoczynku. A urlop to przecież nie jest, tylko opieka.
        • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:25
          Zwłaszcza przy anginie paciorkowcowej na pewno to uczęszczanie do przedszkola w 48 godzin od pierwszej dawki antybiotyku im służy... Albo przy ciężkim zapaleniu oskrzeli. OJP.
          • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:29
            Raz w życiu popełniłam błąd, że dziecko z zapaleniem ucha na 5 dzień antybiotyku puściłam do szkoły... Bo antybiotyk kończył się wieczorem, ucho ponoć nie bolało. Poganiały trochę z koleżankami, jak to dzieciaki. Wieczorem była znowu gorączka, ból ucha, następny antybiotyk, kolejne 5 dni nieobecności - na szczęście ostatni dzień był jednocześnie ostatnim dniem przed feriami. I dopiero podczas ferii po 2 silnych antybiotykach córka w pełni odzyskała siły. Nigdy więcej. (BTW, lekarz stwierdził, że byłby ostrożny z tym chodzeniem do szkoły podczas leczenia poważniejszej infekcji antybiotykami - a jest to człowiek rozsądny, który nie wypisuje nigdy antybiotyku jako pierwszego leku).
            • jehanette Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:59
              Moje dziecko po skończeniu kuracji antybiotykiem (angina) dostalo pozwoleństwo na powrót do przedszkola. Pochodziła 7 dni, po czym wróciła po miesiącu. Dziekuję, postoję, będę dalej naciagać biedne państwo polskie na L4.
          • dziennik-niecodziennik Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:36
            w sumie nie wiem, zakładam że jak dzieciaki są ciężko chore to jednak nie idą.
            musze Goche zapytac smile
            • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:42
              Hm, moja córka dostawała antybiotyki tylko na: anginę paciorkowcową (raz w życiu), ciężkie zapalenie oskrzeli (bo jak nie była całkiem zaflegmiona i strasznie rozgorączkowana, skutecznie leczyła się solą emską, syropem wykrztuśnym i dmuchaniem baloników wink ) i na zapalenie ucha, to z racji krzywej przegrody nosowej i obłożonych zatok od pewnego czasu przerabiamy co roku. I w moim odczuciu żadna z tych infekcji nie kwalifikuje się do tego, żeby radośnie iść do szkoły po 2 dobach leczenia.
        • dziennik-niecodziennik Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:35
          a widzisz, a moje dziecko czuje, wygląda i zachowuje się jak na chore dziecko przystało dopiero jak ma ponad 39 stopni gorączki. jak ma mniej to nic jej nie rusza i sie rwie do rozrywek. o tym żeby poleżała w łóżku moge zapomniec. antybiotyk jej w niczym zupełnie nie przeszkadza.
          • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:40
            Jej nie. Ale skoro infekcja jest na tyle poważna, że ma antybiotyk, to innych zaraża. Bo chyba to nie na katarek?
            • dziennik-niecodziennik Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:47
              owszem, i dlatego moja nie chodzi jak jest chora smile ale widac w Anglii lecza inaczej.
              • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 12:02
                Hm, teraz rozumiem, czemu koleżanka z UK, odwiedzając mamę, od razu rejestruje dziecko w polskiej przychodni, czy trzeba, czy nie wink. (tak, tak, naciągaczka jedna przebrzydła wink )
                • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 12:05
                  lily-evans01 napisała:

                  > Hm, teraz rozumiem, czemu koleżanka z UK, odwiedzając mamę, od razu rejestruje
                  > dziecko w polskiej przychodni, czy trzeba, czy nie wink. (tak, tak, naciągaczka j
                  > edna przebrzydła wink )
                  >
                  A czemu to robi?
                  • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 15:16
                    Bo uważa brytyjskich lekarzy za mało kompetentnych, nie wyjaśniających jej wątpliwości - i przy systemie leczenia typu lody na anginę jej syn ma ciągnące się infekcje. No i narzeka na brak diagnostyki. Takie są jej obserwacje i spostrzeżenia w każdym razie, czy trafne, nie mnie oceniać.
                    • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 15:53
                      lily-evans01 napisała:

                      > Bo uważa brytyjskich lekarzy za mało kompetentnych,

                      aha wink
                    • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 17:52
                      Czemu jak uczciwy honorowy człowiek nie pójdzie w Polsce do prywatnego lekarza? Prywatni często są tak samo dobrze, zresztą często to ich drugi etat "po państwowym", nie dość, że nie dokłada to jeszcze wyciąga ręce po cudze.
                      • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 17:55
                        OMG. To nie do mnie te pretensje. Mogę ją zapytać, jak znowu tu zjedzie wink.
                        Ale to się w pewnym sensie wyrównuje, ja z dzieckiem u państwowego lekarza byłam ponad 2 lata temu, z okazji szczepienia.
                        • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:20
                          Jak trwoga to do Boga...
                          • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:26
                            Eeee, wolę zapłacić raz na jakiś czas niż przynosić nowe zarazki z przychodni. Szczytem kiedyś tam było wyprawienie się tam z córką mającą zapalenie oskrzeli, a powrót dodatkowo z... jelitówką wink.
                    • 3-mamuska Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 17:59
                      No popatrz, mnie Polki lekarz w Polsce kazał jesc lody przy anginie, to było jakieś 20 lat temu.
                      • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:12
                        A mnie zawsze dawał erytromycynę wink.
                        No i?
                        Mówię o standardowym leczeniu, generalnie proponowanym przez większość GP na tę dolegliwość jako "kuracja pierwszego wyboru".
                        BTW, cytuję tylko znajomą, o co dokładnie chodzi, wie tylko ona...
                        • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:20
                          Przecież to powszechna opinia, że tamtejsi lekarze na wszystko przepisują paracetamol, Interesują się człowiekiem dopiero gdy już ( leczony paracetamolem ) niemal stoi nad grobem, nawet nie możesz jak u nas zrobić prywatnych badań na własny koszt. Moja znajoma ciężko chore dziecko urodzone tam diagnozowała na Prokocimiu i tam dopiero się dowiedziała co i jak, bo tamtejsi lekarze głupot jej nagadali. Polski lekarz przynajmniej nie owijał w bawełnę co pomogło jej zaakceptować niestety nieodwracalną chorobę dziecka.
                          • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:30
                            Niom.
                            Te prywatne badania też na własny koszt robi w PL, sobie i dziecku.
                          • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 21:31
                            to samo napisałam przed chwilą niżej, do run.
                        • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:22
                          Konowały zdarzają się wszędzie. Mnie GP na anginę dał antybiotyk. I w dodatku bez proszenia dobrał taki, żebym nie musiała przerywać karmienia piersią. Kilka lat wcześniej w podobnej sytuacji polski lekarz wykłócał się ze mną, że takowe antybiotyki nie istnieją i musiałam leczyć się sama - wyszukać w internetowej bazie danych jakie leki są dopuszczalne przy karmieniu piersią i które są skuteczne w zwalczaniu anginy paciorkowcowej, skonsultować telefonicznie ich bezpieczeństwo ze znajomą położną i ginem i wyżebrać by ktoś mi wypisał receptę na wskazany przeze mnie lek (kuzynka dentystka pomogła).

                          I jeszcze jedno - wśród emigrantów narzekających na brytyjskich lekarzy przodują ci, którzy potrafią po angielsku powiedzieć dwa zdania: "maj nejm is karol" i "aj dont anderstend" wink
                          • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:29
                            Dziewczyna świetnie mówi po angielsku, mieszka tam od 2002 r., pracowała w angielskiej firmie, nie jako pakowaczka w Primarku bynajmniej wink. Syn ma dopiero 4,5 roku, więc już zdążyła swoje language skills wyszlifować wink.
                            W czasie ciąży też narzekała bardzo, że olewczo traktują jej samopoczucie, rodziła 24 godziny (silne skurcze), skończyło się porodem kleszczowym. Podejście generalnie było takie: jeśli ciąża zdrowa, to się utrzyma, a jak nie, no to sorry...
                            • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:34
                              >Dziewczyna świetnie mówi po angielsku...

                              Ale może jej lekarz pochodzenia hinduskiego lub tureckiego jakby niekoniecznie? big_grin
                              • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:58
                                Wiesz, u nas, na "rdzennie polskiej" patologii ciąży był lekarz Arab i wypełniał jakąś ankietę o pacjentkach, zadawał mi pytania, a ja ledwo go rozumiałam wink.
                          • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:31
                            Moja znajoma pracuje tam (nie siedzi na zasiłku, ale pracuje w pracy wymagającej angielskiego) około 10 lat. Nie jest ciemna. Poza tym nawet jakby znała tylko w/w to według Rosy przysługuje jej tłumacz, a tłumacz chyba rozumie po angielsku i umie prawidłowo przetłumaczyć (choć tu nie było potrzeby tłumacza).
                        • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 20:43
                          www.nhs.uk/Conditions/Tonsillitis/Pages/Treatment.aspx
                          Przepisanie antybiotyku nie jest najlpeszym leczeniem, robi sie to w wyjatkowych sytuacjach. Do poczytania link.

                          lily-evans01 napisała:

                          > Mówię o standardowym leczeniu, generalnie proponowanym przez większość GP na tę
                          > dolegliwość jako "kuracja pierwszego wyboru".

                          • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 21:10
                            Najma, ale tonsillitis oznacza zapalenie migdałków dowolnego pochodzenia, które niekoniecznie musi być anginą - tę wywołują prawie zawsze paciorkowce. Anginę mój GP określił jako "strep throat". Wirusowe zapalenie migdałków zazwyczaj przechodzi samo, wystarczy łagodzić objawy (niesterydowe leki przeciwzapalne czyli właśnie wyśmiewany nurofen), angina paciorkowcowa wymaga zawsze podania antybiotyku, bo bez tego grożą poważne powikłania (zapalenie wsierdzia, gorączka reumatyczna).

                            Mądry lekarz, jeżeli nie jest pewien czy ma do czynienia z infekcją bakteryjną czy wirusową (nie zawsze widać na pierwszy rzut oka) robi test ja paciorkowca, wynik ma w zasadzie od ręki i wie czy przepisać antybiotyk, czy zalecić paracetamol i jedzenie lodów. Konował postawi diagnozę na oko i czasem trafi, a czasem się pomyli.
                            • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 21:22
                              Run_away83 zalaczylam link, przexzytaj bo wiele wyjasnia.
                              A w dzisiejszych bbc news o tym ze lekarze nhs beda musieli zasiegac opini kolegow aby upewnic sie czy antybiotyk koniexzny bo nowych antybiotykow brak a antybiotykoopornosc rosnie.
                              Moj syn przy tonsillitis dostal penicyline ale on mial ok 16 m-cy byl bardzo oslabiony, wlasciwie spal, 'przelewal sie przez rece', mial zimna spocona glowe, wiec lekarz nie mial watpliwosci. Po drugiej dawce mu sie poprawilo, po 48h wrocil do normy ale antybiotyk bral jeszcze kilka dni.
                              Ja kiedys mial okropny bol gardla, nie moglam przelykac, bolalo nawet jak lezalam, pare dni, ale antybiotyku nie dostalam, po nastepnych paru dniach zaczelo lagodniec, wyzdrowialam. Takze czasem potrzeba cierpliwosci ale z antybiotukami lepiej ostroznie.
                              • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 21:41
                                Przeczytałam. Różnica jest w używanej potocznie w Pl i w UK nomenklaturze - w Pl angina określa się w zasadzie zawsze infekcję migdałków wywołaną przez paciorkowce, która antybiotyku wymaga zawsze, bez względu na sam przebieg infekcji, bo dopuszczenie do samo wyleczenia przez naturalną odpowiedź immunologiczną organizmu prowadzi do wytworzenia przeciwciał, które mogą potem zaatakować tkanki stawów, mięśnia sercowego i inne, prowadząc do ciężkich powikłań, z kalectwem i śmiercią włącznie.

                                Przy infekcji NIE wywołanej przez PACIORKOWCE, tylko inner bakterie faktycznie można zrezygnować z przepisania antybiotyku jeżeli jej przebieg jest stosunkowo lekki, a pacjent nie ma innych obciążeń. Ale takiej infekcji w Pl lekarz nie nazwie anginą, tylko ZAPALENIEM GARDŁA.

                                Najwartościowszym narzędziem diagnostycznym jest tu test na paciorkowce, prosty, tani i pozwalający upewnić się co do konieczności podania antybiotyku. Mój GP użył tego testu.
                                • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 21:55
                                  run_away83 napisała:

                                  > Przeczytałam. Różnica jest w używanej potocznie w Pl i w UK nomenklaturze - w P
                                  > l angina określa się w zasadzie zawsze infekcję migdałków wywołaną przez pacior
                                  > kowce, która antybiotyku wymaga zawsze

                                  czytalysmy co innego widocznie, bo w tym co zalinkowalam jest wlasnie o infekcji migdalow ktora nawet wywolana przez bakterie nie wymaga antybiotyku.

                                  >
                                  > Najwartościowszym narzędziem diagnostycznym jest tu test na paciorkowce, prosty
                                  > , tani i pozwalający upewnić się co do konieczności podania antybiotyku. Mój GP
                                  > użył tego testu.

                                  Masz wiec niezwyklego gp bo generalnie nie uzywa sie testow (pisze o nhs) lekarz jest w stanie rozpoznac infekcje ogladajac oraz przeprowadzajac wywiad z pacjentem, jesli nie jest pewien zapyta kolege.
                                  • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 23:09
                                    Bakterie bakteriom nierówne. Każdy paciorkowiec jest bakterią, ale nie każda bakteria jest paciorkowcem. Tak jak każdy kwadrat jest prostokątem, a nie każdy prostokąt jest kwadratem wink

                                    Jeżeli infekcję migdałków wywołały bakterie i te bakterie to paciorkowce, antybiotyk być musi, w przeciwnym razie jest ryzyko groźnych powikłań. I tylko w tym przypadku ta infekcja nazywana jest w Pl anginą. Stąd angina=antybiotyk.

                                    Jeżeli infekcję wywołały bakterie, ale nie paciorkowce (rzadkie przypadki, zazwyczaj okazuje się, że to jednak paciorkowce), zastosowanie antybiotyku można uzależnić od przebiegu choroby i stanu ogólnego pacjenta. W Pl tej infekcji lekarz nie nazwie anginą tylko bakteryjnym zapaleniem gardła.

                                    Jeżeli infekcję wywołały wirusy, to oczywiście antybiotyk bardziej zaszkodzi niż pomoże. I to też nie jest angina, tylko wirusowe zapalenie gardła.

                                    Po stwierdzeniu bakteryjnej infekcji gardła lekarz ma dwie opcje do wyboru:

                                    może przepisać antybiotyk o szerokim spektrum działania (niekorzystne ze względu na skutki dla konkretnego pacjenta i całej populacji)

                                    moze też przeprowadzić rest na paciorkowca i przy negatywnym wyniku uzależnić wypidanie antybiotyku od stanu pacjenta.

                                    Jeżeli rezygnuje z wpisania antybiotyku nie upewniwszy się, jakie bakterie wywołały tę konkretna infekcję, naraża pacjenta na ciężkie powikłania. Mój GP twierdził ze robi się to rutynowo - jest to tanie i bardzo szybkie, polega na pobraniu próbki szpatułką i naniesieniu jej na jednorazową płytkę z odczynnikiem; wynik jest dostępny po kilku minutach.
                                    • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 23:46
                                      www.nhs.uk/Conditions/Tonsillitis/Pages/Diagnosis.aspx
                                      Tu o diqgnozowaniu. Zrodlo nhs podaje jak diagnozuje sie tonsillitis i wszyscy gp w mojej przychodni przez ponad 13 lat mojego doswiadczenia stosowali standardy nhs w ktorych wymaz a nie szybki test wykonuje sie jako dodatkowa diagnostyke ale pobiera sie to i wysyla do lab a wynik jest po paru dniach. Infekcja bakteryjna nie jest koniecznoscia do zastosowania antybiotyku takze w przypadku infekcji gardla spowodowanej strep, o tym tez mozesz poczytyc na stronach nhs. Tonsillitis objawy ma rozne moga to byc obrzek migdalow nalot zolty lub bialy, kaszel, goraczka, bol gardla, moga wysgepowac razem albo tylko niektore symptomy. Podobjie strep throat. To co tu okresla sie jako tonsillitis to polska angina i zapalene gardla.
                                    • memphis90 Re: Chore dzieci za granicą 30.01.21, 23:25
                                      Najma dobrze linkuje, w UK aktualnie poddaje się w wątpliwość leczenie anginy paciorkowcowej antybiotykami. W Polsce natomiast jak najbardziej istnieje podział na anginy wirusowe, bakteryjne i grzybicze, choć rzeczywoscie potocznie angina używa się do anginy paciorkowcowej. W piśmiennictwie czy zaleceniach jest już jednak konkretnie. Zapalenie gardła wirusowe to nie jest to samo, co wirusowe zapalenie migdałków.

                                      W Polsce szybkie testy na paciorkowce nie są refundowane.
                • dziennik-niecodziennik Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 11:16
                  no mnie to nie dziwi odkąd przyjechala do mnie moja przyjaciółka z dzieckiem - mala byla ewidentnie chora, nawet ja slyszalam że jej rzęzi w klacie jak staremu gruźlikowi - poszłyśmy do mojej pediatry, sie okazało że obustronne zapalenie oskrzeli schodzace juz na płuca. dziecko do pełnego wyzdrowienia potrzebowało dwoch butelek antybiotyku. wczesniejsza diagnoza angielskiego lekarza - "dzieci tak mają że kaszlą, przejdzie".
                  • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 11:48
                    dziennik-niecodziennik napisała:

                    > no mnie to nie dziwi odkąd przyjechala do mnie moja przyjaciółka z dzieckiem -
                    > mala byla ewidentnie chora, nawet ja slyszalam że jej rzęzi w klacie jak starem
                    > u gruźlikowi - poszłyśmy do mojej pediatry, sie okazało że obustronne zapalenie
                    > oskrzeli schodzace juz na płuca. dziecko do pełnego wyzdrowienia potrzebowało
                    > dwoch butelek antybiotyku. wczesniejsza diagnoza angielskiego lekarza - "dzieci
                    > tak mają że kaszlą, przejdzie".
                    >
                    po butelce na kazda strone big_grin

            • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:55
              Tutejsze stanowisko lekarzy jest takie, że w ciągu 24-48 h od rozpoczęcia antybiotykoterapii (czas zależny od rodzaju infekcji i zastosowanego antybiotyku) bakterie są już na tyle przetrzebione, że dziecko nie zaraża. Kurację oczywiście należy kontynuować by wykończyć niedobitki bakterii czające się w ognisku infekcji.

              I kolejna sprawa - lekarze twierdzą, że lepiej jeśli dziecko wróci do wylęgarni bakterii i wirusów, jaką jest przedszkole/szkoła, jeszcze w trakcie antybiotykoterapii niż tuż po niej. Jeżeli podłapie jakiegoś wirusa w trakcie zażywania antybiotyku, to z dużym prawdopodobieństwem ów antybiotyk zadział osłonowo, nie dopuszczając do nadkażenia bakteryjnego. Jeżeli podłapie jakąś bakterię, to zażywany antybiotyk wytłucze ją niejako "przy okazji". Jeżeli natomiast dziecko wróci do przedszkola bezpośrednio po antybiotykoterapii, kiedy jest w dołku immunologicznym, to jest duże ryzyko kolejnej infekcji.

              Przerobiłam w praktyce oba systemy (polski czyli trzymanie dziecka w domu i brytyjski czyli puszczanie do szkoły nazajutrz po podaniu antybiotyku, gdy tylko minęła gorączka i ból) - na tym samym dziecku, tego samego typu infekcjach (uszy) i analogicznym antybiotyku (inna nazwa handlowa, ale ta sama substancja czynna). System trzymania dziecka pod kloszem skutkował ciągłymi nawrotami, system posyłania do placówki ASAP po podaniu antybiotyku skutkował brakiem nawrotów.
              • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 12:01
                Ahha, tylko że tutaj jest jeszcze jedno dość istotne ułatwienie - nauczyciele mają uprawnienia do podawania dzieciom leków na prośbę rodzica. W polskiej szkole moje dziecko musiało po którejś z kolei infekcji kiblowac jeszcze dwa tygodnie w domu, mimo że czuło się już zupełnie dobrze i nie zarażało, bo nauczycielka nie mogła mu podać zaleconych przez laryngologa kropli do ucha (musiały być podawane co 4 h). W angielskiej szkole przynosiłam antybiotyk, podpisany i z opisem dawkowania i nauczycielka podawała o wskazanej godzinie.
                • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 15:54
                  Dziecko które idzie do szkoły (w Polsce, nie wiem jak u Was) ma 7 lat, czasem 6. Takie dziecko nie potrafi samo sobie zakropić uszu albo wskazanego przez Ciebie leku o konkretne porze? Ja w tym wieku....
                • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 15:54
                  Dziecko które idzie do szkoły (w Polsce, nie wiem jak u Was) ma 7 lat, czasem 6. Takie dziecko nie potrafi samo sobie zakropić uszu albo wskazanego przez Ciebie leku o konkretne porze? Ja w tym wieku....
                  • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:21
                    Dziecko miało ciut powyżej 4.5 roku i chodziło do szkolnej zerówki - załapało się na poronioną reformę. Nie zaktapialo sobie samo uszu i teraz też nie zażywa samowolnie leków, choć ma już osiem lat.

                    A pomysł by dziecko, zwłaszcza małe, nie potrafiące czytać i nie znające się jeszcze za bardzo na zegarku, samodzielnie aplikowało sobie jakiekolwiek leki jest totalnie poroniony i mógł przyjść do głowy tylko bezdzietnemy kretynowi. Od podawania leków są dorośli, skutki ewentualnej pomyłki (podania za małej/za dużej dawki, podania leku za późno/za wcześnie), dość prawdopodobnej przy samodzielnym aplikowaniu sobie leków dzieciaka, mogą być katastrofalne.

                    Przykro mi, że ty w tym wieku byłeś pozbawiony troskliwej opieki w czasie choroby i byłeś zmuszony samodzielnie zażywać lekarstwa. Widać na pierwszy rzut oka, że jakieś leki ci zaszkodziły.
                    • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 17:55
                      Czyli chodziło do przedszkola de facto, nie mylmy pojęć, W Polsce szkołę zaczyna się w wieku 6-7 lat i tak duże dziecko w razie potrzeby samo sobie zakropi oczy czy uszy, dziecko przedszkolne czyli takie jakie wtedy realnie miałaś faktycznie raczej tego nie zrobić.
                      • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:13
                        Sratatata. W zerówce w szkole córki są prawie same pięciolatki.
                        Jak rodzice starszych zobaczyli, jaka jest średnia wiekowa w zerówce, to gremialnie posłali 6-latki do I klasy, nawet jeśli nie było takiej konieczności.
                        • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:21
                          Zerówka to nie jest szkoła.
                          • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 21:19
                            Jest w szkole.
                            Chyba jest więc też częścią szkoły wink.
                • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 21:36
                  W Polsce tak dużo dzieci jest chorych że nauczycielka nie dałaby rady wszystkich obsłużyć tongue_out
                  I tylko trochę piszę złośliwe-bo osobiście chciałabym, by nauczyciel mógł bez konsekwencji podać lekarstwo. Ale żeby tak było, musiałyby być mniejsze grupy pod opieką nauczyciela. Tu jest 25-30 os - u Ciebie też ? W PL takich leków nie bardzo może nawet podac pielęgniarka, mimo że od tego roku zmieniły się przepisy i musi mieć więcej uprawnień niż dotychczas. Zastanawiam się z czego jeszcze może wynikać ten przepis o podawaniu leków i nie wiem-ktoś wie ?
                  • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 21:50
                    guderianka napisała:

                    > W Polsce tak dużo dzieci jest chorych że nauczycielka nie dałaby rady wszystkic
                    > h obsłużyć tongue_out
                    > I tylko trochę piszę złośliwe-bo osobiście chciałabym, by nauczyciel mógł bez k
                    > onsekwencji podać lekarstwo. Ale żeby tak było, musiałyby być mniejsze grupy po
                    > d opieką nauczyciela. Tu jest 25-30 os - u Ciebie też ? W PL takich leków nie b
                    > ardzo może nawet podac pielęgniarka, mimo że od tego roku zmieniły się przepisy
                    > i musi mieć więcej uprawnień niż dotychczas. Zastanawiam się z czego jeszcze m
                    > oże wynikać ten przepis o podawaniu leków i nie wiem-ktoś wie ?

                    U moich dzieci w szkole podstawowej nie podaja lekow nauczyciele, do tego sa dwie moze trzy osoby w szkole ktore moga to robic. Rodzic wypisuje zlecenie, nazwe leku, dawkowanie itp a jesli lek jest na recepte to kazdy ma naklejke ktora przykleja apteka z imieniem i nazwiskiem pacjenta, lekarza, nazwa leku, dawkowaniem.
                    Leki na choroby przewlekle jak np ihalatory maja nauczyciele. Dotyczy to dzieci malych bo starsze potrafia uzyc same.
                    w szkolach ponadpodstawowych jest pielegniarka, ona ogarnia takie rzeczy chociarz takze inne osoby jak asystenci nauczycieli. Kilka lat temu mielismy dziewczyne ktora nietolerowala bialka, miala specjalna diete, ktora przynosila z domu ale tez dostawala czesc 'jedzenia' przez specjalna tube i kilka z nas bylo przeszkolonych jak podac albo jak wlozyc tube w razie gdyby wypadlo a trzeba to bylo zrobic od razu bo otwor goil sie blyskawicznie po wypadnieciu. Byl chlopiec ktory m.in mial epilepsje, tez wiedzielosmy jak rozpoznawac i reagowac.
                  • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 22:47
                    W aktualnej klasie mojego dziecka są połączone dwa roczniki, w sumie jest ciut ponad 20 dzieci. Na te dzieci, kiedy mają zajęcia razem (część jest w podgrupach wg poziomu zaawansowania) przypada nauczycielka i dwie asystentki. Większość nauczycieli, niektóre asystentki i jedna z pań z sekretariatu mają przeszkolenie medyczne (pierwsza pomoc). Nie jestem pewna czy wszyscy mogą podawać leki; przynosi się je do sekretariatu (sekretariat jest tu dosłownie w wejściu do budynku) podpisane imieniem, nazwiskiem i klasą oraz godziną podania, o stosownej porze ktoś odnajduje dziecko i podaje mu lek.

                    W Pl nauczyciele którzy nie mają udokumentowanych uprawnień do udzielania pomocy przedmedycznej (czyli jeżeli nie skończyli stosownego szkolenia zakończonego egzaminem i otrzymaniem certyfikatu) nie mogą podejmować jakichkolwiek działań medycznych w stosunku do uczniów. To znaczy, że nie wolno im nawet udzielić pomocy dziecku, które uległo wypadkowi. W polskiej szkole mojego syna takie uprawnienia miał tylko jeden wuefista. Traf chciał, że wuefisty akurat nie było, kiedy chłopczyk z klasy mojego syna rozbił głowę. Z sekretariatu zadzwoniono po matkę i po pogotowie. Matka dotarła pierwsza, zastała przerażone, zakrwawione dziecko i nauczycielki które stały metr od dziecka i lamentowały uncertain
                    • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 22:50
                      Ile lat ma Twoje najstarsze dziecko?
                    • little_fish Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 09:07
                      po pierwsze to akurat wina tej konkretnej szkoły, że nie dopilnowała szkolenia pracowników - w mojej szkole wszyscy pracownicy, łącznie z obsługą i administracją systematycznie przechodzą szkolenia pomocy przedmedycznej. A w dodatku nigdy nie słyszałam, że nie mając certyfikaty nie wolno udzielać pomocy! Generalnie zawsze nam mówiono, że udzielanie pomocy jest OBOWIĄZKIEM!!!
                      • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 09:24
                        Takie cos znalazłam:

                        " Na podstawie ustawy Karta Nauczyciela oraz obowiązujących przepisów prawa oświatowego, w tym rozporządzenia w sprawie szczegółowych kwalifikacji wymaganych od nauczycieli (Dz. U. z 2002 r. Nr 155, poz. 1288, z późn. zm.), nie można zobowiązać dyrektora szkoły oraz nauczycieli, aby na podstawie powyższej opinii oraz wskazań lekarza wykonywali zabiegi lub czynności medyczne wobec uczniów. Nie mają oni bowiem odpowiednich kwalifikacji do wykonywania tego rodzaju zadań "

                        To odnośnie podawania leków. Odnośnie pierwszej pomocy - w szkole mojego syna podciągano to pod ten sam przepis. Możliwe, że niesłusznie. Może jakaś polska nauczycielka się wypowie?
                        • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 10:25
                          Na szczęście już nie musisz sobie zaprzątać tym główki, chyba że planujesz niedługo przenieść się do Polski. Dziwna jesteś, mnie by się nie chciało wyszukiwać aż tak szczegółowych informacji dotyczącychj kraju z którym nie wiążę przyszłości, a nawet który z ulgą porzuciłam.
                    • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 10:21
                      Czyli z tego co piszecie- nie każdy nauczyciel może podać dziecku leki, ale osoba przeszkolona i przygotowana. Czyli nie jest tak, że nauczyciele mogą podawać leki. Bo nie mogą.

                      W Pl nauczyciele którzy nie mają udokumentowanych uprawnień do udzielania pomoc
                      > y przedmedycznej (czyli jeżeli nie skończyli stosownego szkolenia zakończonego
                      > egzaminem i otrzymaniem certyfikatu) nie mogą podejmować jakichkolwiek działań
                      > medycznych w stosunku do uczniów


                      Ale to chyba logiczne-nie uważasz ?
                      To znaczy, że nie wolno im nawet udzielić pom
                      > ocy dziecku, które uległo wypadkow

                      Nie wiem skąd masz ten hit, ale jest to bzdura. Domyślam się, że również dotyczy to każdego nieprzeszkolonego człowieka będącego świadkiem wypadku ? Obawiam się, że brak udzielenia pomocy w razie wypadku skutkować by mogło konsekwencjami karnymi, których NA PEWNO by nie było ( bo z jakiego przepisu) gdyby udzielono pomocy.

                      Z sekretariatu zadzwoniono po mat
                      > kę i po pogotowie. Matka dotarła pierwsza, zastała przerażone, zakrwawione dzie
                      > cko i nauczycielki które stały metr od dziecka i lamentowały uncertain
                      >

                      Brak wiedzy na temat przepisów. Pociągnęłabym wszystkich tam obecnych do odpowiedzialności karnej
                      • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 11:31
                        guderianka napisała:

                        > Czyli z tego co piszecie- nie każdy nauczyciel może podać dziecku leki, ale oso
                        > ba przeszkolona i przygotowana. Czyli nie jest tak, że nauczyciele mogą podawać
                        > leki. Bo nie mogą.

                        W szkolach nie pracuja tylko nauczyciele przeciez, i oni akurat maja inne zajecia niz podawanie lekow, podobnie jak nie zajmuja sie dziecmi w czasie przerwy na lunch, od tego (podawania lekow) sa inne osoby, zazwyczaj office staff.
                        Oczywiscie podaja tylko leki na prosbe rodzicow, zazwyczaj jednak na recepte.
                        Nikt nie poda dziecku zdanych lekow z wlasnej inicjatywy. Kazdy ma obowiazek udzielebia pierwszej pomocy. Kiedy dziecko doznaje urazu glowy (nawet jesli siniaka nie ma) to wypisuje sie (office) info (specjalny druk) i daje dziecku do informacji dla rodzica w razie gdyby wystapily objawy wstrzasu mozgu.
                        Mam syna i dostaje czesto takie infowink
                        • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 12:12
                          Zasugerowałam się opisem run
                          - nauczyciele mają uprawnienia do podawania dzieciom leków na prośbę rodzica

                          Kto to jest office Staff ? To znaczy gdybyś miała to jakoś przenieść na grunt polski, to kto by to był ?
                          Podoba mi się takie coś- bo według mnie-odnosi się wrażenie, że szkole zależy na dziecku-ogólnie. W Polsce niestety od jakiegoś czasu słyszę , ze szkoła nie jest od wychowywania, nie jest od opiekowania się itd. Odnoszę wrażenie jakby w naszej szkole uczeń był " zadaniem do odfajkowania" uncertain
                          • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 12:37
                            guderianka napisała:

                            > Zasugerowałam się opisem run
                            > - nauczyciele mają uprawnienia do podawania dzieciom leków na prośbę rodzica
                            >


                            Pracuje w szkole od ladnych paru lat, kiedys w podstawowej i nauczyciele lekow nie podaja, bo maja inne zajecia, choc np jadac na wycieczke czy wogole wychodzac poza teren szkoly zabieraja ze soba inhalatory czy leki ktore naleza da konkretnych dzieci aby je podac w razis potrzeby.

                            > Kto to jest office Staff ? To znaczy gdybyś miała to jakoś przenieść na grunt p
                            > olski, to kto by to był ?

                            Kazda szkola ma recepcje zazwyczaj polaczana z biurem bo szkoly podstawowe zazwyczaj duze nie sa. W takim office pracuja receptionist/clerk assistants, office assistants itp czyli jakies osoby wykonukace prace biurowe/administracyjne w szkole wiec to one sie zajmjja podaniem lekow. Moze to byc tez teaching assistants, choc rzadziej.

                            > Podoba mi się takie coś- bo według mnie-odnosi się wrażenie, że szkole zależy n
                            > a dziecku-ogólnie. W Polsce niestety od jakiegoś czasu słyszę , ze szkoła nie j
                            > est od wychowywania, nie jest od opiekowania się itd. Odnoszę wrażenie jakby w
                            > naszej szkole uczeń był " zadaniem do odfajkowania" uncertain

                            Generalnie caly.staff czyli wszyscy pracownicy szkoly musza byc dobrze nastawieni do uczniow bo wszyscy maja z nimi kontakt. Wszyscy tez musza w razie czego zainyeresowac sie, nie mowiac o udzieleniu pomocy. Jednak wiadomo ze kazdy ma swoja prace/role wiec rozni pracownicy zajmuja sie roznymi sprawami. Nauczyciel nie podaje lekow, nie zajmuje sie dziecmi podczas lunchu (po nim ok 40-45 dzieci sa na zewnatrz), sa do tego specjalne osoby.
                            • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 14:43
                              Dzięki bardzo za odpowiedzi!

                              Office Staff-to chyba taka polska sekretarka
                              • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 15:24
                                guderianka napisała:

                                > Dzięki bardzo za odpowiedzi!
                                >
                                > Office Staff-to chyba taka polska sekretarka

                                Zazwyczaj to jest kilka osob ktore maja rozne zakresy obowiazkow, wchodzi w to obsluga programow operuje system edukacji czyli wprowadzanie rejestrow obecnosci, spoznien, kintakt telefoniczny w przypadku gdy dziecka nie ma w szkole a rodzic nie zglosil powodu, sprawy finansowe, kiegowe itp.
                          • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 12:57
                            Napisałam nauczyciele, bo wiem że u nas leki podają m.in. nauczycielki (na pewno w przedszkolu i reception czyli tutejszej zerówce, nie jestem pewna czy starszym dzieciom też), ale nie tylko. Dopytałam starszego syna kto mu podawał antybiotyk i faktycznie to była pani z office czyli sekretariatu. Office staff to pracownicy sekretariatu, ale ten sekretariat ma o wiele szersze kompetencje i obowiązki niż w polskich szkołach. To jest taki sekretariat i recepcja zarazem, personel który w każdej chwili jest dostępny dla rodziców, pośredniczy w przekazywaniu informacji o charakterze organizacyjnym i rozwiązywaniu indywidualnych problemów. Office w angielskiej szkole znajduje się w takim miejscu jak dyżurka pani woźnej w typowej polskiej podstawówce, czyli zaraz przy wejściu do budynku. W dowolnym momencie pracy szkoły można tam przyjść lub zadzwonić.

                            Oprócz nauczycieli i pracowników sekretariatu w szkole są jeszcze asystenci nauczycieli (którzy także prowadzą zajęcia edukacyjne) i opiekunowie (nie prowadzą zajęć edukacyjnych, ale nadzorują dzieci w czasie przerw, posiłków, wycieczek), pedagog-psycholog, osoby odpowiedzialne za prace techniczne i porządkowe (czyli coś na kształt woźnego i sprzątaczek), kucharki i dietetyczka. Niektóre panie przed południem pracują w kuchni a po południu jako opiekunki lub sprzątają. No i jeszcze jest dyrekcja.

                            Jeżeli kogoś pominęłam, to pewnie najma mnie poprawi smile
                            • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 13:25
                              run_away83 napisała:

                              To jest taki sekretariat i recepcja zarazem, pe rsonel który w każdej chwili jest dostępny dla rodziców, pośredniczy w przekazy waniu informacji o charakterze organizacyjnym i rozwiązywaniu indywidualnych pr oblemów.

                              Indywidualnych problemow ale dotyczacych jedynie spraw administracyjnych np jakisch oplat itp.

                              > i opiekunowie (nie prowadzą zajęć edukacyjnych, ale nadzorują dzieci w czasie przerw, posiłków, wycieczek), pedagog-psycholog, osoby odpowiedzialne za prace techniczne i porządkowe (czyli coś na kształt woźnego i sprzątaczek), kucharki i dietetyczka. Niektóre pani
                              > e przed południem pracują w kuchni a po południu jako opiekunki lub sprzątają.
                              > No i jeszcze jest dyrekcja.

                              Ci opiekunowie nazywaja sie lunch supervisors ale niektorzy teaching assistants tez maja lunch duties (placa za to dodatkowo).

                              > Jeżeli kogoś pominęłam, to pewnie najma mnie poprawi smile

                              Dietyk w szkole jako etat...hmm, nie slyszalam, kazda kuchnia zatrudnia kitchen menager i kitchen supervisor ktory ogarnia sprawe specjalnej diety ale nie sa to dietetycy. Akurat dietetyk w uk to specjalista i raczej kuchnia w razie problemow moze miec konsulatacje z taka osoba ale etacie w szkole takiej oskby nie ma.
                              Pedagod-psycholog...szkoly podstawowe zatrudniaja specjaliste SENCo czyli special education needs co-ordinator, jest to osoba wspomagajaca nauczycieli, asystentow, dyrekcje, rodzicow w pracy z dziecmi specjalnych potrzeb oraz odpowoedzialna za wlaczenie do wspolpracy educational psychologist w razie potrzeb. Psycholog jednak w szkole nie ma etatu. SENCO najczesciej tez sa nauczycielami ktorzy maja zajecia z uczniami. W secondary schools (nie wszystkich) sa cale wydzialy inclusions, ale to ze wzgledu na ilosc uczniow.
                              • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 13:53
                                Dzięki że usciśliłaś.

                                Pisząc o dietetyki miałam na myśli osobę, która układa menu, tak by spełniało założenia zdrowego żywienia (nasza szkoła uczestniczy w jakimś specjalnym programie finansowanym przez council), jest to zdaje się właśnie szefowa szkolnej kuchni.

                                Pani która jest SENCO, pełni podobną rolę jak pedagog w polskiej szkole. Psycholog chyba faktycznie nie jest zatrudniony przez szkołę tylko pojawia się w razie potrzeby, ale wiem że jest dostępny.

                                Ahha - u nas jest jeszcze specjalny nauczyciel angielskiego dla dzieci nieanglojęzycznych, też nie jest na etacie tylko oddelegowany przez council, jest w szkole regularnie i prowadzi dodatkowe zajęcia dla dzieci, dla których angielski nie jest językiem ojczystym do momentu gdy dogonią rówieśników.
                                • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 14:09
                                  run_away83 napisała:

                                  > Pani która jest SENCO, pełni podobną rolę jak pedagog w polskiej szkole.

                                  Nie wiem bardzo dobrze jaka role pelni psycholog w polskiej szkole ale z wiedzy ktora mam uwazam ze nie sa to zbyt podobne role, zreszta systemy edukacyjne sa calkiem rozne.
                                  • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 14:48
                                    W szkole mojej córki jest 2 pedagogów i 1 psycholog- 1 z pedagogów jest ds. integracji, drugi ogólny. Psycholog współpracuje z pedagogiem ale nie miałam okazji ( na szczęście) poznać dokładnie ich kompetencji-więc po prostu nie wiem
                              • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 14:46
                                Dietyk w szkole jako etat...hmm, nie slyszalam, kazda kuchnia zatrudnia kitchen
                                > menager i kitchen supervisor ktory ogarnia sprawe specjalnej diety ale nie sa
                                > to dietetycy. Akurat dietetyk w uk to specjalista i raczej kuchnia w razie prob
                                > lemow moze miec konsulatacje z taka osoba ale etacie w szkole takiej oskby nie
                                > ma.


                                to mnie zaciekawia bo brzmi..fajnie. Ale spotkałam się z opiniami osób , które byłuy-mieszkały/przebywały w UK, że jedzenie jest tam fatalne. Nie wiem czy ogólnie w UK, czy w poszczególnych miastach, ale na forum też padały takie opinie
                                • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 15:03
                                  Dużo zależy od regionu i od umiejętności kucharza na pewno. My mieszkamy w środkowej Anglii, wiele dań tutejszej kuchni nam bardzo smakuje - lubimy tradycyjne śniadania na ciepło (może za wyjątkiem kiełbasek, za którymi nie przepadamy), steki (tutejsza wołowina jest doskonała), pieczenie (mamy niedaleko restauracje specjalizującą się w młodych kurczakach z własnej hodowli przyrządzanych na kilkanaście sposobów), ryby (dobrą świeżą rybę naprawdę trudno przyrządzić niesmacznie), różnego rodzaju zapiekanki (często z rybą lub z mięsem), faszerowane pieczone ziemniaki. I jeszcze tutejsze dojrzewające sery! Poza tym, bardzo popularna jest tu kuchnia azjatycka, zwłaszcza hinduska. W szkole moich dzieci ze 2-3 razy w tygodniu jest jako jeden z obiadów do wyboru jakąś potrawa hinduska, czasem mięsna, czasem wegetariańska.

                                  Tyle że jak ktoś jest fanem rosołu z makaronem i schabowego z ziemniakami i kapustą, a do kuchni innej niż polska podchodzi jak pies do jeża, to się za bardzo w tutejszych restauracjach nie pożywi wink
                                  • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 15:20
                                    Jakie to są śniadania na ciepło ?
                                    Kurde, ja sobie nawet nie wyobrażam przełknięcia czegokolwiek rano na ciepło-jeśli nie jest kawą ? Nie wiem na ile to po prostu przyzwyczajenie i "konserwatyzm" a na ile jakaś indywidualna preferencja.

                                    Rosól z makaronem podałaś jako przykład zup ogólnie czy konkretnie tej jednej ?
                                    Wieprzowiny i kapusty też się tam nie jada ?
                                    • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 17:07
                                      Jajecznica.
                                    • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 19:19
                                      Tradycyjne śniadanie na ciepło składa się z:

                                      owsianki

                                      tostów plus dodatków (masło, dżemy, miód)

                                      jajek (sadzonych/na miękko/jajecznicy/omleta)

                                      duszonych pieczarek

                                      duszonych pomidorów

                                      fasolki w sosie pomidorowym

                                      smażonego bekonu

                                      smażonych kiełbasek

                                      hashbrowns (takie jakby placki ziemniaczane)

                                      Oczywiście nie ma obowiązku zjedzenia wszystkich elementów wink No i mało kto uskutecznia takie śniadania na co dzień. My codziennie jemy na pierwsze śniadanie owsiankę. Śniadanie w wersji full wypas robimy w weekendy i składa się ono zwykle z tostów z masłem, jajek sadzonych, bekonu, duszonych pomidorów i pieczarek i frankfurterek z wody (angielskie kiełbaski nam akurat nie podeszły). Jak się śpieszymy to są tylko tosty i jajecznica na bekonie z pomidorami i pieczarkami (zupełnie nie angielska). Jak śpieszymy się jeszcze bardziej, to jest omlet wink

                                      Jest wiele pubów, barów i kawiarni, które serwują "all day breakfast" i można sobie zjeść taki zestaw śniadaniowy na lunch lub na podwieczorek.

                                      Rosół podałm jako przykład typowo polskiej zupy, tutaj zup w postaci wywaru z makaronem i/lub farfoclami z warzyw się nią jada (chyba że w wersji chińskiej, wietnamskiej czy innej orientalnej, ale to zupełnie inna bajka). Jada się gęste zupy warzywne, kremowe i z kawałkami warzyw, niektóre z mięsem.

                                      Kapusta jesli gdzies się pojawia to raczej swieża, w surówkach. Kapusty duszonej czy zasmażanej niet, kiszoną anglicy uważają za niejadalną wink Wieprzowinę owszem, jada się, ale nie w postaci schabowych i jest o wiele mniej popularna niż wołowina,drób czy ryby.
                                      • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 21:07
                                        Tradycyjne śniadanie na ciepło składa się

                                        Czyli słynny heart attack on a plate wink


                                        • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 22:44
                                          E, nie, tak tylko w Polsce. Tam to jest - zdrowe pełnowartościowe śniadanie.
                                      • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 21:09
                                        Owsianka chyba mi przeszła przez gardło. Tosty też ale na słodko. Ale fasolka, bekon, pieczarki brrrrrr wink
                                        • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 21:13
                                          A ja jeszcze bardzo lubię takie coś, jaflam kiedyś w jakiejś kawiarni i teraz robię sobie czasem na lunch jak nie zdążę ugotować zupy:

                                          Tost, na to plaster cheddara i plaster szynki, zapieczone żeby ser się rozpuścił i przykryte jajem sadzonym. Pycha!
                                          • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 21:19
                                            czyli croque madame?
                                            • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 21:28
                                              Tak, tylko w wersji oszczędniejszej w węglowodany, z jedną kromka chleba (w wersji ortodoksyjnej są dwie).
                                              • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 21:36
                                                wiesz, w tym zestawie jedna kromka różnicy większej nie robi wink
                                              • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 21:46
                                                btw run, to Ty pisałaś i narzekałaś kiedyś, że Twoi teściowie uwielbiają tłustą kuchnię?
                                                • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 22:41
                                                  Tak, tak. I jej rodzice też jakąś specyficzną, oni jedni się wyrodzili ze swoich rodzin jak odmieńcy big_grin Wiesz może ile lat ma jej najstarsze dziecko? Bo coś mi się zdaje, że ściemnia i lekko wpadła z wiekiem dziecka, ale może mi się myli smile
                                                  • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 23:36
                                                    Liczyć nie umiesz to ci się myli. A ile lat ma teraz dziecko pisalam wielokrotnie, w tym wątku chyba też.
                                                • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 23:31
                                                  Ale co tu masz tłustego? Plaster sera? Plaster szynki? Jajko? Bomba kaloryczna, fakt. Ale wartościowa - mnóstwo białka i wapnia. I nie jem tego codziennie. Na co dzień gotuję na lunch zupę krem z warzyw. Taka grzanka zastępuje mi zupę jak jej nie zdążę ugotować, co zazwyczaj oznacza, że mam dzień świra, gonię własny ogon i potrzebuję wszystkich kalorii jakie dopadnę wink

                                                  Moi teściowie nie "lubią tłustej kuchni". Oni się po prostu żywią słoniną, smalcem, masłem i żółtkami jaj. Bez warzyw, owoców i ze śladowa ilością węglowodanów i nabiału, które nazywają "białą śmiercią". To są posiłki które wyglądają wypisz wymaluj jak na tym talerzu: 1.bp.blogspot.com/-8h1uZdbbRX4/UdW80h-F9DI/AAAAAAAAASY/W7OqDY9TCT4/s350/kwasniewskiProporcje.jpg . A konflikt jest o to, że MY NIE CHCEMY przejść na tę jedyną słuszną dietę, nie że im zabraniamy wink
                                                  • baltycki Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 23:47
                                                    Gdyby jeszcze to zielone zamienic na plaster golonki w galareciebig_grin
                                                  • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 23:49
                                                    Dam ci namiary na moich teściów, usynowią cię, a nas wydziedziczą i będziemy mieli święty spokój big_grin
                                                  • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 07:47
                                                    Ale co tu masz tłustego? Plaster sera? Plaster szynki? Jajko?

                                                    ależ nicwink podobnie jak w śniadaniusmile smażenie łaskawie pomińmy...

                                                    poza tym ...jak to leciało? Nie sądźmy abyśmy nie byli sądzeni czy jakoś tak wink
                                                  • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 08:59
                                                    Smażenie smażeniu nierówne. Można smażyć na głębokim tłuszczu, używając do tego smalcu. A można na patelni teflonowej, posmarowanej pędzelkiem zanurzonym w oleju. Ja tak właśnie smażę jajko, ilość tłuszczu którą do tego zużywam to ok ćwierć łyżeczki. Oprócz jajka nic smażonego na grzance nie ma, nie ma nawet masła. Jest plaster sera i plaster szynki. Całą grzankę zapiekam używając funkcji grill+termoobieg w mikrofalówce.

                                                    W naszych weekendowych śniadaniach oprócz jajek smażony jest tylko bekon - też na teflonie, zupełnie bez tłuszczu. I nie jest on głównym i niezbędnym składnikiem tego śniadania. Większość stanowią właśnie jajka i warzywa (pomidory, pieczarki i fasolka).
                                                    --
                                                    doradca po kursie średniozaawansowanym Die Trageschule ® Dresden
                                                    www.trageschule-dresden.de
                                                  • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 09:26
                                                    A ja dalej uważam, że za wyjątkiem zawodu typu górnik takie śniadanie jest zbyt ciężkie i tyle, tak samo jak Ty uważasz, że Twoi rodzice czy teściowe zbyt tłusto się żywią, może najwyższa pora nie zaglądać nikomu w garnki? Podobno pobyt za granicą uczy tolerancji.
                                                  • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 09:45
                                                    Mi zwisa jak oni się żywią. Problem w tym, że oni za wszelką cenę chcą abyśmy MY przeszli na dietę optymalną. To jest jak sekta. Oni uważają że jedzenie smalcu i żółtek leczy wszystkie choroby świata i zapobiega nieszczęściom typu wypadki samochodowe wink A my nie chcemy zrezygnować z warzyw, owoców i chleba i trujem y dzieci tymi warzywami i owocami. I na tym tle jest konflikt.
                                                  • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 09:27
                                                    run_away83 napisała:

                                                    > Smażenie smażeniu nierówne. Można smażyć na głębokim tłuszczu, używając do tego
                                                    > smalcu. A można na patelni teflonowej, posmarowanej pędzelkiem zanurzonym w ol
                                                    > eju. Ja tak właśnie smażę jajko, ilość tłuszczu którą do tego zużywam to ok ćwi
                                                    > erć łyżeczki. Oprócz jajka nic smażonego na grzance nie ma, nie ma nawet masła.
                                                    > Jest plaster sera i plaster szynki. Całą grzankę zapiekam używając funkcji gri
                                                    > ll+termoobieg w mikrofalówce.

                                                    Taka grzanka to super posilek dla osob ktore potrzebuja energi, zwlaszcza w okresie zimowym. Ja uzywam do smazenia porzednego oleju rzepakowego, nadaje sie wlasnie do smazenia ale nie tylko a grzanke mozna zrobic chleb z maki pelnozianistej.
                                                    Jajka smazymy ale czesciej robie poached eggs, te sa zdrowe bo gotowane na parze, a patelnie do nich mozna kupic w kazdym supermarkecie. Moje dzieci bardzo lubia.


                                                    >
                                                    > W naszych weekendowych śniadaniach oprócz jajek smażony jest tylko bekon - też
                                                    > na teflonie, zupełnie bez tłuszczu. I nie jest on głównym i niezbędnym składni
                                                    > kiem tego śniadania. Większość stanowią właśnie jajka i warzywa (pomidory, piec
                                                    > zarki i fasolka).

                                                    A tutejszy bekon ma malo tluszczu i jest naprawde niezly. Ja bekon smaze, klade na chleb, na to pomidory i salate i przykrywam nastepnym plastrem chleba - dzieci bardzo
                                                    > --
                                                    > doradca po kursie średniozaawansowanym Die Trageschule ? Dresden
                                                    > www.trageschule-dresden.de
                                                  • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 09:31
                                                    run, najma, jestem pełna podziwu dla Waszej zdrowej dietywink, tak trzymajcie kobiety. Proponuję wydanie ksiązki kucharskiej pod tytułem "My i Oni" - na pewno będzie bestsellerem smile

                                                  • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 09:41
                                                    joa66 napisała:

                                                    > run, najma, jestem pełna podziwu dla Waszej zdrowej dietywink, tak trzymajcie kob
                                                    > iety. Proponuję wydanie ksiązki kucharskiej pod tytułem "My i Oni" - na pewno b
                                                    > ędzie bestsellerem smile
                                                    >
                                                    Joa a ja jestem pelna podziwu ze ty wiesz jaka jest moja dieta big_grinbig_grinbig_grinbig_grin
                                                    Owszem masz racje - moja dieta jest bardzo zdrowa, dieta moich dzieci tez o czym swiadcza ich sylwetki, brak infekcji od kilku lat, szybkie zwlaczanie jesli sie zdarzy, wyniki w szkole, aktywnosc fizyczna.
                                                    Ja tez ruszam sie sporo, uwielbiam moje fitness classes i mam na to energie po pracy, moja sylwetka jesy bardzo ok.
                                                    Joa nie moge tez wyjsc z podziwu ze nie wiesz ze dieta moze byc rozna, jedni beda jesc na sniadania i kolacje kanapki z wedlina i serem oraz twarozek ze smietana i szczypiorkiem i bedzie ok, a inni wola poached eggs i plaster bekonu plus warzywa i tez jest ok. Zdejmij w koncu klaki joa a poczujesz sie lepiej.
                                                  • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 09:59
                                                    spokojnie, najma smile - ja po prostu nie mogę wyjść ze zdziwienia jak wielką potrzebe opowiadania o swoich (i cudzych wink !! ) garach maja niektórzy. Dlatego chciałam pochwalić, bo rozumiem, że trudno tak ciągle samemu mówic o sobie smile
                                                  • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 10:19
                                                    joa66 napisała:

                                                    > spokojnie, najma smile - ja po prostu nie mogę wyjść ze zdziwienia jak wielką potr
                                                    > zebe opowiadania o swoich (i cudzych wink !! ) garach maja niektórzy. Dlatego c
                                                    > hciałam pochwalić, bo rozumiem, że trudno tak ciągle samemu mówic o sobie smile


                                                    Joa a jak to jest byc ciagle zdziwiona? To jedyny excitement w twoim zyciu?
                                                  • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 10:34
                                                    To jedyny excitement w twoim zyciu?

                                                    TAK!!!big_grin
                                                  • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 09:58
                                                    Coś ci umknęło. Ja opisałam pewne potrawy jako lokalne specjały i napisałam że mi smakują. Napisałam że nie jadam ich na co dzień. Na co dzień jem: owsiankę, (na wodzie, zwykle ze świeżymi owocami), zupę krem z jakiegoś warzywa (samodzielnie ugotowaną, bez mięsa, bez wywaru), na obiad zwykle cos z kuchni azjatyckiej lub śródziemnomorskiej, z dużą ilością warzyw, opcjonalnie z mięsem lub rybą.

                                                    A poza tym praktycznie codziennie robię pieszo 6-8 km. A zdarza mi się i 10 albo 15.

                                                    Plasterek smażonego bekonu dwa razy w tygodniu to wyjątek a nie reguła w mojej diecie.

                                                    Ps. Mam BMI~ 22 wink

                                                  • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 10:04
                                                    Zupa krem kojarzy mi się z żywieniem niemowląt i osób terminalnie chorych.
                                                  • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 10:08
                                                    A mnie z klimatyczną włoską knajpką, gdzie się w takich zupach rozsmakowaliśmy smile
                                                  • snakelilith Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 11:40
                                                    run_away83 napisała:

                                                    > Plasterek smażonego bekonu dwa razy w tygodniu to wyjątek a nie reguła w mojej
                                                    > diecie.
                                                    >
                                                    > Ps. Mam BMI~ 22 wink

                                                    Ja mam BMI około 21 a nie jadam tak "zdrowo" tak ty. Jadam jajka, masło, śmietanę, boczek też i mięsa nie unikam, bo lubię kuchnię tradycyjną i taka się szybciej gotuje niż wymyślane azjatyckie potrawy. Które też lubię i jadam, ale na pewno nie jako regułę. Wczoraj zjadłam też na raz pół czekolady mlecznej z rodzynkami. Po co to piszę? Po to by ludzie nie myśleli, że szczupłą sylwetkę ma się tylko przy warzywkach i owocach. Acha, warzywa jadam, ale owoców nie lubię, owoce są i tak przereklamowane, jak chcę słodkiego, to piekę ciasto. Szczupłym się zostaje, gdy nie je się więcej niż się spala, przytyć można nawet na owsiance, zupach krem i owocach. I nie ma żadnych dowodów na to, że jakakolwiek dieta jest lepsza od innej. Możliwe nawet, że nasza indywidualna flora bakteryjna w jelitach decyduje o tym, co nam służy. Mój równie jak ja szczupły i zdrowy facet nie przeżyje dnia bez słodkiej bułki, ja jestem chora, gdy minie tydzień bez mięsa. Ja dobrze trawię jajka, źle znoszę potrawy mleczne (twarogiem można mnie gonić), u mojego faceta jest zupełnie odwrotnie. Od lat kierujemy się więc intuicją i naśmiewamy z ludzi ze "zdrowymi" jadłospisami. Jestem przekonana, że na bekonie i kiełbaskach na śniadanie można zdrowo dożyć setki i misjonowanie kogoś na owsiankę może zakończyć się efektem odwrotnym do założonego.
                                                  • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 12:07
                                                    Ale ja też jem jajka, śmietanę, masło, mięso - w rozsądnych ilościach, ale jem. I nie demonizuję bekonu i słodyczy, ani nikogo nie nawracam na owsiankę. Dieta powinna być rozsądnie zbilansowana i odpowiadać indywidualnemu zapotrzebowaniu. Nasz jadłospis jest oparty na indywidualnych upodobaniach i zapotrzebowaniu i cały czas ewoluuje - w miarę jak dzieci rosną, nasz tryb życia podlega zmianom.
                                                  • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 10:03
                                                    big_grin big_grin big_grin
                                                  • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 10:13
                                                    No sorry, ale mi się to kojarzy z babami na wsi " hej, kumo JA to zupkę gotuję tak , a moja (teściowa, synowa, sąsiadka - wpisz dowolnie), to tak byle jak, itd bla, bla... I czyściutko mam w zagrodzie"
                                                  • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 10:23
                                                    Ale to ty zapytałaś o moich teściów, tak że wiesz, też jesteś taką kumą w zagrodzie tongue_out
                                                  • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 10:51
                                                    Gwoli ścisłości smile - Po tym jak rozpisywałaś się o swojej diecie zapytałam czy to Ty narzekałaś na swoich teściów. Szczegóły diety zarówno Twojej jak i Twoich bliskich są mi obojętnesmile
                                                  • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 10:56
                                                    O swojej diecie "rozpisalam się" żeby rozwiać twoje obawy, że żywię się smażonym bekonem na co dzień. Wcześniej odpwiadałam na pytanie guderianki o angielską kuchnię ogólnie i szczegółowo o cooked breakfast.
                                                  • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 17:40
                                                    Zagrodowatość wychodzi z człowieka nawet za granicą wink Ale dajmy jej szansę, jest dopiero od pół roku za granicą czy podobnie, jeszcze rok, dwa a przejmie tamtejsze cechy społeczeństwa jak bycie miłym, nie zaglądanie innym do garnka i nie komentowanie cudzych wyborów, brak narzekania itp.
                                          • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 21:22
                                            ( jęknęłam)
                                            wink
                                      • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 09:24
                                        Brzmi fajnie.
                                        Jakbym się zawzięła, ti wszystko bym zjadła wink.
                                • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 15:16
                                  guderianka napisała:


                                  > to mnie zaciekawia bo brzmi..fajnie. Ale spotkałam się z opiniami osób , które
                                  > byłuy-mieszkały/przebywały w UK, że jedzenie jest tam fatalne. Nie wiem czy ogó
                                  > lnie w UK, czy w poszczególnych miastach, ale na forum też padały takie opinie

                                  smile hmmm, to co komu smakuje to indywidualna sprawa ale generalnie wielu (jak nie wiekszosc) Polakow tu mieszkajacych kupuje w polskich sklepach wszystko od sera topionego po make czy cocouscous. Rozumiem przywiazanie do tradycyjnych smakow konkretnych potraw ale serek topiony, mleko czy couscous albo ryz wink ale to nie temat do dyskusji.
                                  szkolne obiady to nie posh restauracje ale jedzenie bywa rozne z tym ze jesli dzieciom nie smakuje to zglaszaja rodzicom a ci szkole i czesto dochodzi do zmian (w szkole moich dzieci byla). W szkolach ponadpodstawowyh jedzenie w kantynach jest duzo lepsze no i wybor tez duzy ale to zalezy od wielkossci szkoly. Podam przyklady. U syna w szkole podstawowej (ok. 340 dzoeci wlacznie z oddzialem przedszkolnym) sa zawsze 4 dania do wyboru w tym jedno veg. U corki w secondary school (jedna z najlepszych w Angli, dosc mala) sa tylko dwa dania jedno zawsze veg i nauczyciele jedza razem z uczniami. W tyyodniu maja dni tematyczne np w poniedzialko meksykanskie, we wtorki tajskie itd. Oprocz tego w secondary schools kantyny maja tez jedzenie na przerwie (zazwyczaj ok 11, trwa 20 min) i sa to tosty, bulki na cieplo z tynczykiem, kukurydza i serem, crumpets, jakies przekaski z ciemnej makai itd. W mojej szkole ktora jest duza, kantyna oferuje pasta bar, salad bar, oprocz tego miesne potrawy, veg, zawsse jest ryz, makaron, pieczone ziemniaki itd. Niektore dania sa smaczne inne mniej ale generalnie jest ok. Oczywiscie kanapki roznorakie, pakowane w fabrykach oczywiscie. Owoce, desery.
                                  • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 15:23
                                    fajnie!
                                • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 16:57
                                  Jedna angielska nastolatka wklejała na blogu zdjęcia tamtejszych posiłków ze szkolnej stołówki. Moim zdaniem ładne, estetyczne i wygląda smakowicie, ale rozumiem, że fanom schabowego nie będzie smakować:

                                  www.mojawyspa.co.uk/artykuly/29030/Tak-wyglada-menu-w-angielskiej-szkole
                                  • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 18:48

                                    Wygląda żałośnie. Po uj dwie mączne natkane czymś potrawy, pizza i krokiet. Pizza i sałata z np. kukurydzą właśnie, pomidorkami itp. byłaby ok. Babeczka - kolejne mączne cudo. Jogurtu, jabłka, banana nie znają tam?
                                    Owszem, to szybkie jedzenie i dość estetyczne. Ale zestaw razem bezsensowny, bez wartości odżywczej.
                                    • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 19:06
                                      Na Allaha, to była ironia big_grin
                          • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 18:45
                            Office staff - pracownicy administracyjni, jak rozumiem wink.

                            A że polska szkoła nie jest od wychowywania, to niestety ten proces rozpoczął się w latach 90-tych i się pogłębia.
              • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 14:46
                A ja przerabiam na sobie zarażenie bakterią od Młodszego, który wczoraj skończył po 7 dniach antybiotyk.- od wczoraj mi ścieka ropa tongue_out Pomijając stanowiska lekarzy- nikt i nic nie zmusi mnie by zaprowadzić do placówki dziecko, które źle się czuje, ma gorączkę, jest osłabione i senne.
                W swoich przemyśleniach nie bierzesz pod uwagę jednego- nie ma możliwości byś sprawdziła na tym samym dziecku. Dziecku które mieszkało tam było w innym wieku ( miało inny układ odpornościowy) niż to samo dziecko "tutaj"
                • 1matka-polka Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 15:05
                  A moje dziecko nigdy się źle nie czuje. Czy katar, czy kaszel czy temperatura do 38-39, harcuje jak zwykle i chałupę mi roznosi, zamiast leżeć w łóżku i chorować. Dlatego chętnie oddawałabym je chore do przedszkola, gdyby była taka możliwość.
                • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 15:21
                  > A ja przerabiam na sobie zarażenie bakterią od Młodszego, który wczoraj skończy
                  > ł po 7 dniach antybiotyk.- od wczoraj mi ścieka ropa tongue_out

                  Prawdopodobnie zarazilaś się kilka dni temu i dopiero teraz ci się wykluło - bakterie muszą się namnożyć żeby doszło do infekcji i wbrew pozorom zajmuje im to trochę czasu. Tak czy inaczej, współczuję choróbska.


                  >Pomijając stanowiska le
                  > karzy- nikt i nic nie zmusi mnie by zaprowadzić do placówki dziecko, które źle
                  > się czuje, ma gorączkę, jest osłabione i senne.

                  Nie, no jasne, że jak dziecko ma złe samopoczucie to wysyłanie go na siłę do placówki to sadyzm. Ale u nas zwykle już po jednej- dwóch dawkach antybiotyku następowała spektakularna poprawa i przez resztę kuracji dziecię roznosiło chałupę w drzazgi z nudów.

                  > W swoich przemyśleniach nie bierzesz pod uwagę jednego- nie ma możliwości byś s
                  > prawdziła na tym samym dziecku. Dziecku które mieszkało tam było w innym wieku
                  > ( miało inny układ odpornościowy) niż to samo dziecko "tutaj"

                  Trochę masz racji - po pierwsze, inny klimat i inna flora bakteryjna (bo to jednak wyspy). Poza tym tutaj bezlitośnie hartują dzieciaki. Smarki którym nie towarzyszy gorączka i złe samopoczucie są u dzieci w wieku przedszkolnym uznawane za stan prawidłowy, objaw że układ immunologiczny trenuje, i nikt się z zasmarkanymi dziećmi nie cacka. W szkole codziennie wyganiają dzieci na dwór na co najmniej godzinę, niezaleznie od pogody (jak jest huraganowy wiatr albo leje jak z cebra to odpuszczają, ale zwykły silny wiatr i mżawka to żaden powód żeby dzieci spędzały przerwę w środku). Wuef też jest na dworze, na boisku. Ćwiczą w szortach, tiszertach i tenisówkach, zimą jak było bardzo zimno (w grudniu i styczniu były pojedyncze dni z temperaturą zbliżającą się do 0) to zakładali jeszcze bluzy. Przy temperaturach oscylujących wokół 10 stopni wiele dzieci nosi jeszcze/już letnie mundurki (u chłopców - krótkie spodnie, u dziewczynek - cienkie sukienki i podkolanówki). Cały rok chodzą na basen, z którego wracają piechotą ok. milę (1.5 km) i nikt nie pilnuje jakoś bardzo czy wysuszyli włosy, większość dzieci chodzi bez czapek. Dzieci przedszkolne w sezonie jesienno-zimowym spędzają na dworze co najmniej trzy z sześciu godzin kiedy są w przedszkolu; jak mocniej pada lub wieje to od zadaszeniem ale nadal na zewnątrz. Wiosną i latem są na zewnątrz prawie cały czas, nawet zajęcia edukacyjne są wtedy w tzw. outdoor clasroom. W polskiej zerówce do której chodził mój syn października do kwietnia dzieci nie wychodziły na dwór wcale, a i w ciepłych miesiącach nie wychodzili na dwór codziennie, bo pani się nie chciało.
                  • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 15:25
                    Nie, wcześniej miałam wirusa ( jemu z wirusa przeszło w bakterię i teraz tak sobie po nas jedzie). Dzięki. Nienawidzę chorować uncertain

                    Ano właśnie. W ogóle wysyłanie dziecka, które się źle czuje-do sadyzm. I wcale nie musi mieć 39 stopni. Może mieć 35,6 ale pokładać się ciągle albo 37,5 i cierpieć na bolesności. Dlatego nie popieram stanowisk ws antybiotyków lub ich braku-bo zmieniają się one co ileś tam lat. Wskazaniem niech będzie po prostu-samopoczucie dziecka.
                    • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 15:46
                      Ale tu nie ma PRZYMUSU wysłania do szkoły dziecka, które zażywa antybiotyk np. na infekcję ucha, jest taka MOŻLIWOŚĆ (po upłynięciu określonego czasu od podania pierwszej dawki antybiotyku, kiedy uznaje się, że dziecko już nie zakaża). Jak dziecko mimo antybiotyku czuje się kiepsko, to zostaje w domu. Jak czuje się dobrze - idzie do szkoły (czy tam przedszkola). Odkąd się tu przeprowadziliśmy, moje dziecko zażywało antybiotyk jeden jedyny raz i choć nie pracuję (jestem w donu z najmłodszym), ochoczo skorzystałam z możliwości posłania go do szkoły w trakcie kuracji, bo inaczej zagadałby mnie na śmierć wink
                      • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 15:52
                        sugerujesz ze w Polsce jest PRZYMUS wysyłania dziecko po skończeniu kuracji?

                        nie wiem jak jest gdzie indziej-wiec nie mogę porównać. moja 15latka na choroby placówkowe- zażywała antybiotyk 2xw zyciu. A Młodsza ma 9 lat- i raz. (miała 3,5 roku), Najmłodszy teraz. (2,5). Myślisz, że w UK traktowałabym je inaczej ?

                        Rozumiem z posyłania do szkoły, ja "cieszyłam się" jak moja Starsza łapała gorączkę 39,5 . Wtedy milkła wink
                        • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:27
                          > sugerujesz ze w Polsce jest PRZYMUS wysyłania dziecko po skończeniu kuracji?
                          >
                          Dokładnie na odwrót, w Polsce nie ma MOŻLIWOŚCI wysłania niezarażającego dziecka do placówki przed zakończeniem kuracji antybiotykowej. Więcej - nie ma możliwości wysłania do placówki dziecka, które w czasie pobytu w placówce powinno przyjąć jakikolwiek lek. Jest problem nawet z lekami hamującymi wstrząs anafilaktyczny dla alergików czy insuliną dla cukrzyków - nauczyciele nie podadzą, bo im po prostu nie wolno, rodzice muszą podpisać oświadczenie, że dziecko samo umie sobie podać lek i zrobi to w razie konieczności.
                          • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 17:13
                            Nieprawda
                            Żeby dziecko mogło po chorobie iść do przedszkola musi mieć zaświadczenie od lekarza, że może iść, brać udział w zajęciach
                          • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 17:57
                            Nie znam przypadku powikłań czy najgorszego bo nauczyciel w Polsce w razie nagłego ataku alergii nie podał środka, a Ty znasz?
                      • kandyzowana3x Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:02
                        Przymusu niby nie ma, ale mozliwosci wziecia opieki na chorujace dziecko tez nie ma. Wiekszosc ludzi wiec chcac nie chcac bedzie dziecko wysylac tak szybko jak tylko sie da.
              • minor.revisions Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 17:14
                Ale nei wiesz do konca, czyt akurat to było przyczyną, że dziecko nei łapało nowych infe3kcji. Bo mogło być tak, że np. po paru miesiącach w ogóle nabrało lepszej odporności, albo, że przebywało w środowisku, z którego florą bakteryjną było bardziej za pan brat.
                • melaniesfashion Re: Chore dzieci za granicą 22.02.15, 21:57
                  Jeśli szukasz naturalnych sposobów na odporność (a takie polecam z całego serca) to zainwestuj w olej kokosowy, czystek, tran i aloes, Zerknij sobie tutaj co to za produkty i jak działają:
                  melaniesfasion.blogspot.com/2014/09/odpornosc-przedszkolaka.html
              • jolie Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 17:52
                Stanowisko w kwestii antybiotyków lekarzy z UK baaaaaaardzo mnie dziwi. Zdaniem znanego pulmunologa i pediatry z Krakowa ( kilkakrotnie wyprowadził mi dzieci z ciężkiej infekcji górnych dróg oddechowych bez antybiotyków, które stosuje w ostateczności) przez pierwsze 2 dni kuracji antybiotykiem giną bakterie najbardziej wrażliwe na jego działanie i najsłabsze, w dopiero od 6, 7 doby giną te najsilniejsze i najbardziej oporne. Jego zdaniem chodzenie do placówek czy nawet do pracy po 2 dniach od rozpoczęcia kuracji skutkuje wzrostem szczepów bakterii antybiotykoopornych i takich, na które klasyczne leki pierwszego rzutu przestają działać ( ludzie przebywając w skupiskach ludzkich rozsiewają te najsilniejsze bakterie).
                • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 21:28
                  Etam, nie ma racji-mówi tak bo miał płacone za L4 tongue_out
                  • jolie Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 21:56
                    Taaaaaa, takie rzeczy to tylko w Polsce, bo w UK to dzieci nie chorują, a ludzie domy kiełbasami grodzą...;P
          • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:57
            Mieszkam w Angli, moje dzieci chodzily do przedszkola od ok 10m -ca zycia. Jesli dzieci sa w trakcie aktywnej infekcji czyli maja goraczke, wymioty, biegunke, pierwsze 24-48h od podania pierwszej dawki antybiotyku to rodzice/opiekunowie sa proszeni o zabranie dziecka z placowki. Przy biegunce, wymiotach dzieci moga wrocic po 24-48h od ustapienia objawow. Dzieci np w trakcie ospy tez nie chodza do przedszkola, w trakcie czyli gdy wciaz pojawiaja sie nowe krosty.
            Pracowalam zawsze i maz tez a na dzieci nie mieslismy wiecej niz 20 dni wolnego przez 12 lat.
            Corka miala baktryjna infekcje ucha, zadnych objawow wczesniej, zadnego przeziebienia, o 3 rano obudzila sie z silnym bolem, w ciagu nastepnycj kilku godzin doszlo do perforacji. U lekarza bylismy o 4 czyli po 13h od wystapienia silnego bolu. Lekarz nie mial watpliwosci jakiego rodzaju jest to infekcja, zapisal antybiotyk i powiedzial ze juz po pierwszej dawce bedzie lepiej i bylo. Powiedzial tez ze jesli corka bedzie w stanie to moze isc do szkoly ma tylko nie robic PE (wf). Corka poszla do szkoly i byla to jej decyzja. Miala wtedy 8.5 roku. Po tygodniu byla zdrowa. Infekcji ucha (ani innej) wiecej nie miala. Podejrzewam ze w przypadku dziecka autorki watku powyzej po 5 dniach brania antybiotyku nastapil nawrot to nie od biegania z kolezankami a od nieodpowiedniego leku, nastapiloby ten nawrot choroby nawet gdyby siedziala w domu.
            Syn mial angine (tonsillitis) gdy byl w wieku ok 16 m-cy, dostal antybiotyk, po 24h czul sie duzo lepiej po 48h wrocil do normy, do przedszkola poszedl po 3 dobach i jedna dawke podawano mu w przedszkolu. W niczym mu to nie zaszkodzilo, zdarzyly mu sie lekkie przesiebienia, zazwyczaj bez goraczki nawet, nie wymagajace zostawania w domu.
            Do szkol chodza dzieci od 4-go roku zycia, frekwencja 100% ma ponad 90% dzieci, jakos nie sa w gorszej kondycji od dzieci w Polsce.
            • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 15:13
              Dobra dobra.
              Twoje faszystowskie podejście zna całe forum tongue_out.
              • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 15:55
                lily-evans01 napisała:

                > Dobra dobra.
                > Twoje faszystowskie podejście zna całe forum tongue_out.
                >
                >
                Dobrze sie czujesz?
                • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 15:59
                  Prześledź proszę uprzejmie własne wątki nt. posyłania dzieci do szkoły z taką a taką infekcją, z temperaturą około 38 st... Mnie się nie chce szukać, zresztą generalnie mało pamiętam, co kto pisze, ale Twoje obsesyjne wypowiedzi w tym temacie są tak, hmm, specyficzne, że zapamiętałam je na dobre. I podejrzewam, że nie ja jedna wink.
                  • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:04
                    lily-evans01 napisała:

                    > Prześledź proszę uprzejmie własne wątki nt. posyłania dzieci do szkoły z taką a
                    > taką infekcją, z temperaturą około 38 st... Mnie się nie chce szukać, zresztą
                    > generalnie mało pamiętam, co kto pisze, ale Twoje obsesyjne wypowiedzi w tym te
                    > macie są tak, hmm, specyficzne, że zapamiętałam je na dobre. I podejrzewam, że
                    > nie ja jedna wink.
                    >
                    Moze powinnas skupic sie na czym innym niz zapamietywanie moich wypowiedzi, ktorych nie rozumiesz.
                    • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:05
                      Wybacz, ale były tak osobliwe, że trudno nie zapamiętać big_grin big_grin big_grin big_grin big_grin.
                      • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:48
                        lily-evans01 napisała:

                        > Wybacz, ale były tak osobliwe, że trudno nie zapamiętać big_grin big_grin big_grin big_grin big_grin.

                        cieszysz sie ze zapamietalas, ale juz ci napisalam problem w tym ze nie zrozumialas.
                        • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:56
                          Skoro tak uważasz ... big_grin big_grin big_grin.
                          • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 17:59
                            Nie śmiej się, na Wyspach jak uznają, że dziecko jednak powinno być w szkole a go nie ma dostajesz mandat, kilkadziesiąt funtów za jeden dzień big_grin, może miała cykora, że ją skontrolują i będą mieć podstawy do mandatu.
                            • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:17
                              Pytanie - w jaki sposób mają to "uznać"?
                              Nauczyciel po lekcjach przychodzi do domu? U mnie chore dziecko ma się "wychorować", jeśli jest padnięte, zmęczone, ostro kaszle, ma temperaturę, to siedzi/leży w łóżku, a nie lata po chałupie czy po dworze.
                              Mam wrażenie, że te mandaty inkasują rodzice, którzy ot tak sobie zwalniają dzieci ze szkoły, bo np. jedziemy do babci, przedłużamy weekend itp. W pierwszej szkole mojej córki w zerówce było to nagminne, w pierwszej klasie też co chwilę ktoś był po parę dni nieobecny, bo: odwiedzał ciocię, jechał z mamusią na narty, jechał na wycieczkę itp. itd. (prawdę mówiąc, sama bym chyba za to waliła mandaty, dni wolnych w polskiej szkole naprawdę jest niemało).
                              • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:38
                                >Nauczyciel po lekcjach przychodzi do domu?

                                Dokładnie tak, na forum emigrantek (niestety mam tam bana big_grin za dociekliwość) żaliły się w osobnym wątku na ten system. Jedna miała chore dziecko (naprawdę chore) przy jakimś tamtejszym przedłużanym weekendzie, więc została skontrolowana przez jakieś dwie Panie z tamtejszych władz szkolnych czy innych, jakby była w tym czasie np. na wyjeździe dostałaby mandat smile
                                • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 19:00
                                  No to trza się zdecydować, albo chore, albo wyjazdy wink.
                                  Moje jak już jest tak chore, że nie ma możliwości iść do szkoły, to faktycznie musi swoje odchorować, więc te wizyty by mi zwisały i powiewały.
                            • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 20:22
                              gazeta_mi_placi napisała:

                              > Nie śmiej się, na Wyspach jak uznają, że dziecko jednak powinno być w szkole a
                              > go nie ma dostajesz mandat, kilkadziesiąt funtów za jeden dzień big_grin, może miała
                              > cykora, że ją skontrolują i będą mieć podstawy do mandatu.
                              >
                              Wciaz ssiesz te brudne paluchy i bzdury wypisujesz, zupelnie nie majac pojecia jak to dziala. Wiec ci wyjasnie choc i tak przekrecisz za jakis czas, ale co tam wink
                              Dziecko chore ma prawo nie chodzic do szkoly i nikt nikomu zadnego mandatu nie da. Z tym ze dzieci nie sa chore na okraglo, czasem zdarzy sie powazniejsza infekcja ale to czasem to nie co tydzien, ani co dwa ani nawet co cztery. Poza tym nie kazda choroba przebiega z goraczka, nie kazda choroba wymaga zostawiania dziecka w domu na tydzien albo dluzej. Przy ostrej infekcji tydzien, ostre infekcje nie zdarzaja sie czesto u wiekszosci dzieci. Dlatego wlasnie szkoly maja wysokie frekwencje czyli ponad 90%. Kary pieniezne moga sie zdarzyc jesli rodzice postanowia zlamac prawo czyli uniemozliwia dziecku chodzenie do szkoly np pojada na wakacje w trakcie zajec szkolnych. Jesli np dziadek jest w szpitalu ciezko chory i rodzice razem z dziecmi postanowia go odwiedzic (bo moze to ostatni raz) to zazwyczaj szkola nie robi przeszkod zwlaszcza jesli dziecko nie ma zlej frekwencji a wyjazd to nie dwa tygodnie.
                              Do jas kiedys przyjechala rodzina z zagranicy wiec poprosilam w szkole dzieci aby mogly spedzic dwa dni w ciagu tygodnia z krewnymi z daleka, nie bylo problemu bo dzieci mialy swietna frekwencje.
                            • yuka12 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 21:02
                              Przy czesto chorujacym dziecku ze sporym rejestrem wizyt u lekarza nie ma takich problemow smile. Wiem, bo wlasnie przerabiamy ten temat ze szkola dzieci.
                            • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 15:23
                              To dobrze ze jakas odgorna instancja pilnuje czy obowiazek szkolny jest respektoany. Czy w Polsce ktos tego pilnuje ?
                              • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 15:44
                                To dobrze ze jakas odgorna instancja pilnuje czy obowiazek szkolny jest respekt
                                > oany. Czy w Polsce ktos tego pilnuje ?


                                Nikt. Dlatego większość dzieci większośc czasu spędza na wagarach. Albo na wykopkach i świniopasaniuwink
                                • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 17:37
                                  Wiem, wiem, w Polsce wystarczy, jak sie przyniesie lipne usprawiedliwienie od rodzica. Sa kraje, gdzie rodzic nie jest az tak wszechwladny.
                                  • kandyzowana3x Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 19:04
                                    Racja! Niektorzy to by nawet chcieli decydowac, jak ich dzieci maja byc wychowywane.
                                • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 20:40
                                  Nie znasz się, obecnie to w galerii handlowej big_grin big_grin big_grin
                          • barbaram1 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 21:43
                            Mieszkałam w Anglii 4 lata. I przez te 4 lata nie miałam żadnej infekcji. W Polsce w moim 40 letnim życiu jeszcze nie przeżyłam zimy bez infekcji. Tak sobie myślę, że tam jednak się mniej choruje, wiec i zwolnień mniej.
                            • cherry.coke Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 21:59
                              barbaram1 napisała:

                              > Mieszkałam w Anglii 4 lata. I przez te 4 lata nie miałam żadnej infekcji. W Pol
                              > sce w moim 40 letnim życiu jeszcze nie przeżyłam zimy bez infekcji. Tak sobie m
                              > yślę, że tam jednak się mniej choruje, wiec i zwolnień mniej.

                              Mam tak samo. I podobnie przestalam ciagle chorowac na zapalenie pecherza. Nie wiem czemu tak jest, to chyba jednak ten wyrownany klimat i mniejsze kontrasty temperatur...
                              • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 22:39
                                Ja za dorosłego życia nie pamiętam abym był przeziębiony, angina - jednorazowo w wieku 10 lat. W ciągu ostatnich 12 lat dwie jelitówki, zero gorączki, kataru. Strach pomyśleć co by było na Wyspach, byłbym ewenementem ani razu nie chorującym big_grin Wozili by mnie w klatce jak małpę w zoo - oto osoba która nigdy nie chorowała... Br...
      • milupaa Re: Chore dzieci za granicą 31.01.21, 03:01
        To się pięknie od siebie zarażają nawzajem. A na abtybiotyku dorosły dostaje zwolnienie co dopiero dziecko. Łatwo o powikłania.
    • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:12
      pisałam w wątku wwc
      60 dni na jedno dziecko ( nawet jeśli pracownik ma ich np. troje)
      i 60 dni na zdrowe dziecko( w sensie anginy, kataru ) -co na niepełnosprawne

      btw-myślałaś by wystąpić o orzeczenie o niepełnosprawności ?
      • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:45
        Miałam to samo napisać.
        Jak moja córka miała wzmożone napięcie mięśniowe (tylko!!!), to jeździłam na rehabilitację 3-4 razy w tygodniu. Przyznaną przez neurologa z enefzetowskiej poradni - nie na zasadzie mojego widzimisię.
        Przy zmianach w OUN leczenie może pochłonąć tyle czasu, że nie starczy zwolnienia lekarskiego, żeby dopilnować wizyt, rehabilitacji itp. A nie wyobrażam sobie posłania dziecka z nianią na rehabilitację...
        • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:47
          Nie chcę być złym prorokiem ale może być tak jak mówisz. U mnie wszelka wola pracy zawodowej, skończyła się w momencie gdy skończyło mi się zwolnienie na LEŻĄCE wtedy dziecko..uncertain
        • jakw Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 13:14
          60 dni to może nie starczyć przy "odpowiednim" złamaniu nogi.
          • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 15:57
            To wobec tego może darmowa pensja przez cały rok od pracodawcy dla każdego rodzica, co?
            • minor.revisions Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 17:17
              nie szczuj. To panstwo chce, zeby kobiety rodzily, wiec niech panstwo znajdzie sposob na to, zeby w miedzyczasie nie ularmly z glodu.
              • baltycki Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 17:28
                Moza zona rodzila poniewaz to MY chcielismy miec dzieci, dla nas, nie dla panstwa.
                • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 17:34
                  I posyłała je z anginą do przedszkola? Wow!
              • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 17:56
                Ja rodziłam bo ja chciałam (i partner) ...w życiu nie rodziłabym dla państwa!
                • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:01
                  A miałem Cię za patriotkę, jak to ludzie sprytnie się maskują sad
                • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 17:38
                  Co nie znaczy, ze panstwo nie ma obowiazkow wobec rodziny, nawet jesli wydaje na swiat dzieci dla zasilku.
    • chocolatemonster Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:20
      Teza bzdurna, przepraszam. Mieszkam w Ire i widze, ze choruja i czapkowe i nieczapkowe .Np teraz jest jakas epidemia jelitowki. Moja corka jest jak na irlandzkie standardy bardzo 'chuhana' ale (tfu,tfu ) nie choruje. Z chorobowym na dziecko w mojej firmie jest tak,ze do dwoch dni dzwonie do pracy i jest ok. Potem matki ida na chorobowe (chyba) albo nianie, babcie. Lekko w tym temacie nie jest.
    • annajustyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:23
      W Niemczech kazde z rodzicow ma 5 dni platne w roku na dziecko, reszta bezplatna. Do przedszkola z goraczka nie wolno (przedzskole wymaga 1-2 dni bez goraczki, by moglo znowu chodzic).
      • stacie_o Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:30
        A jak jest z braniem tych bezpłatnych? Panie szefie, proszę o 2 dni wolnego córka ma rozwolnienie i gorączkuje. Pani Anno zapomnij. Czy inaczej?
        • annajustyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:35
          Mozesz zawsze wziac 2 dni bez zwolnienia lekarskiego na siebie (nie powinno sie tego nazduzywac), szef musi to zaakceptowac, a Ty nie tracisz zarobku...
      • baltycki Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:19
        "Jeder Elternteil mit Versichertenkärtchen darf volle zehn Arbeitstage im Jahr an Juniors Bett wachen, bei mehreren Kindern sogar bis zu 25 Tage im Jahr (Paragraf 45 SGB V). Für Alleinerziehende gelten längere Fehlzeiten: 20 Arbeitstage beim ersten Kind, bei zwei oder mehr Kindern maximal 50 Arbeitstage im Jahr. Sind beide Eltern Kassenpatienten, dürfen sie sich sogar die Fehltage gegenseitig übertragen. So lässt sich das Fehlzeitenkonto eines Elternteils, meist das der Mutter, aufstocken."
        • annajustyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:32
          Bazowalam na informacjach od mojej poloznej (sprzed 4 lat), nigdy z tego nie korzystalam. Jesli jest to w sumie az 20 dni (przy jednym dziecku), to super. Trzeba tez dodac, ze dotyczy to tylko pracownikow na umowie na czas nieokreslony - inni po prostu nie dostana jej przedluzenia (tak bylo u nas).
          • baltycki Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:51
            Prawnicy bazuja na:
            www.gesetze-im-internet.de/sgb_5/__45.html
            a nie na plotkach, notatkach sprzed 20 lat.
    • cherry.coke Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:37
      IE. W firmie mozna pracowac zdalnie i tak sie zalatwia wiekszosc spraw dzieciecych/remontowych itp. (obie plcie, nie widac specjalnej roznicy), jest tez jakis minimalny zapas dni "dzieckowych". Poza tym mozna zuzywac swoje "sick days" lub urlop, w firmie tez ludzie przekazuja sobie namiary na dwie "nagle nianie".
      Ludzie czesto pracuja zdalnie z roznych przyczyn, wiec nie wiem, ile z tego jest spowodowane choroba dziecka i czy dzieci choruja mniej. Na pewno znacznie mniej sie o tym mowi, w ogole o chorobach.
    • ewa_mama_jasia Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:38
      Pewnie chodzi o całokształt. Można dać prawnie zapis o 3 - 5 dniach opieki nad dzieckiem, jeśli cała reszta warunków socjalnych jest przyzwoita: pensje wysokie w stosunku do kosztów życia, możliwość utrzymania rodziny z jednej pensji przyzwolenie na przyprowadzanie dzieci z katarem / kaszlem / gorączką do instytucji, elastyczny czas pracy, łatwość znalezienia pracy (z dnia na dzień ew. tygodnia na tydzień), łatwo dostępne w miarę sensowne opiekunki.
      W Polsce też możesz wziąć urlop bezpłatny na opiekę nad dzieckiem, nikt Ci nie broni. Tylko spróbuj utrzymać rodzinę z jednej pensji, albo znajdź z dnia na dzień sensowną opiekunkę. Poza tym do lekarza z dzieckiem nie może iść nikt poza prawnym opiekunem.
      • kitjensen Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:48
        W Dani sa dwa dni na dziecko tzw chorobowe , reszte bierze matka tzn sama melduje sie chora(do dwu dni wolno bez zwolnienia)potem ojciec jak moze tez sie melduje chory reszte dni albo wysyla sie dziecko na antybiotyku do przedszkola ,zlobka lub tez babcia pomaga jak jest .Jako samotna matka mozna z komuny kopenhaskiej dostac tania nianie w przypadku choroby ale nie wiem czy jeszcze istnieje cos takiego.Ogolnie w Polsce jest luksus jezeli chodzi o chorobowe na dziecko .
        • ewa_mama_jasia Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:54
          Ale w Danii masz luksus w całej reszcie. Dostajesz lokal z komuny, zasiłek na dziecko i / lub dofinansowanie do kosztów mieszkania, życia itp., masz przyjazny sposób kredytowania zakupionego mieszkania, pensje na tyle wysokie, żeby można było wziąć parę / paręnaście lub więcej dni bezpłatnych. Łatwo znaleźć pracę - może nie marzen, ale wystarczającą na sfinansowanie podstawowych potrzeb życiowych. W takich warunkach naprawdę można nie mieć 60 dni płatnej opieki nad dzieckiem. I z duńskiego żłobka / przedszkola nikt Ci nie każe zabrać dziecka bo chore i nie wracać bez kwitka od lekarza że wyzdrowiało.
          • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:55
            O ile się nie mylę grupy żłobkowe też są małe 6-8 dzieci ?
          • magdalenka79k Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 09:23
            ewa_mama_jasia napisała:

            > Ale w Danii masz luksus w całej reszcie. Dostajesz lokal z komuny, zasiłek na d
            > ziecko i / lub dofinansowanie do kosztów mieszkania, życia itp., W takich warunkach naprawdę można nie mieć 60 dni płatnej opieki nad dzie
            > ckiem. I z duńskiego żłobka / przedszkola nikt Ci nie każe zabrać dziecka bo ch
            > ore i nie wracać bez kwitka od lekarza że wyzdrowiało.
            Serio? Mieskasz w Danii? Bo jak ja mieszkałam to takich cudów na kiju nie było. Tzn owszem skromny dodatek na dziecko ale umówmy się koszt żłobka czy przedszkola pokrywał on w jakimś skromnym procencie w rozliczeniu na miesiąć przy czym napiszę, że koszt państwowego przedszkola/ żłobka jest taki że stanowił 1/5 dobrej duńskiej wypłaty mojego męża, w Polsce koszt prywatanego przedszkola nie stanowi nawet 1/10 wypłaty mojego m. Nie wiem tez skąd i jak ludzie dostają te dofinansowania do mieszkania tudzież darmowy lokal, my w Danii się nie łapaliśmy mimo, że pracował tylko m no ale jak mówię miał dobre duńskie zarobki, mimo to nie stać nas by było na zapłaceni opiekunce prywatnej przez 60 dni. Nic mi się kupy nie trzyma : dofinansowanie do mieszkania=niskie zarobki=stać na prywatną opiekę do dziecka lub 60 bezpłatnych dni wziętych na opiekę na dziecko= brednie.
            I tak w Dani powszechną praktyką zalecaną przez lekarzy jest posyłanie dziecka w 3 dobie antybiotykoterapii, podobnie z ospą nakrapiane dzieci normalnie chodzą do przedszkoli. Po przeczytaniu tego wątku czuję się beznadziejną matką bo moje starsze dziecko z temp 37,5(najniższa do tej pory) - 38,7 siedzi w tym tygodniu w domu i nawet nie myślałam żeby go posłać do szkoły, a młodszy co prawda bez temp ale za to zapaleniem płuc i antybiotykiem mógłby już dzisiaj isć do przedszkola ale do poniedziałku na pewno posiedzi... No nic przez mój lekceważący stosunek na pewno znowu zaraz będą chorzy...Chociaz to w sumie ich pierwsza choroba od czerwcowej anginy uncertain
            • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 09:40
              Nic mi się kupy nie trzyma : dofinansowanie do mieszkania=niskie zarobki=stać na prywatną opiekę do dziecka lub 60 bezpłatnych dni wziętych na opiekę na dziecko= brednie.

              Niestety to częste na tym forum - posklejanie luźno ze sobą powiązanych informacji i stworzenie nieistniejącego systemu smile
            • ewa_mama_jasia Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 13:49
              Nie, mieszka bliska kuzynka. Od 8 lat, z mężem. Właśnie spodziewa się dziecka. I w zeszłym roku kupili mieszkanie, jak na tamtejsze warunki duże. Pierwsze mieszkanie z komuny, drugie tak samo, teraz własne - na tak świetnych warunkach że tylko marzyć żeby u nas tak było. Stosunek pensji do warunków zycia taki, że spokojnie 2 razy w roku jeżdżą w odległe miejsca i nie obciąża to zbytnio kosztów bieżącego życia. Aha, obydwoje pracują na fizycznych stanowiskach, nie żadni wybitni specjaliści.
            • ewa_mama_jasia Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 13:52
              Czytaj uważnie zanim wyśmiejesz. Napisałam "W takich warunkach naprawdę można nie mieć 60 dni płatnej opieki nad dzieckiem".
      • landora Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:55
        albo znajdź z dnia na dz
        > ień sensowną opiekunkę.

        Nie wierzę, że nasze opiekunki są mniej sensowne. Podejście jest inne, był kiedyś taki wątek, gdzie większość pań mówiła, że nie zostawiłaby dziecka z przypadkową nianią z agencji albo z nieletnią sąsiadką. Za granicą dzieciaki dorabiają sobie w ten sposób do kieszonkowego.

        No i nie każda rodzina może się utrzymać tylko z jednej pensji. I praca wcale nie leży na ulicy, przynajmniej nie dobra praca.
        • stacie_o Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:02
          Próbowałam znaleźć sensowną opiekunkę na czas choroby dziecka, z agencji. I nawet te, które szumnie na stronach pisały, że no problem, po przedstawieniu na czym rzecz polega twierdziły, że sorry ale się nie da. A chodziło o jedno z największych miast w Polsce.
        • ewa_mama_jasia Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:02
          Też nie wzięłabym dorywczej niani z ulicy. Co innego, gdyby były powszechnie dostępne uczciwe agencje wynajmujące z dnia na dzień nianie. Za taką nianię agencja bierze jakąś odpowiedzialność.

          No i nie każda rodzina może się utrzymać tylko z jednej pensji. I praca wcale n
          > ie leży na ulicy, przynajmniej nie dobra praca.

          Widać na tyle dużo rodzin może się utrzymać, ze nie jest to problem. Pensja plus dopłaty różnego rodzaju, zasiłki, wsparcie kredytu...... Taki kredyt na zakup mieszkania jaki wzięła kuzynka w Danii sama chciałabym mieć.....
          A praca nie musi leżeć na ulicy ,wystarczy żeby była w miarę łatwo dostępna.
          • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:04
            Za taką nianię agencja bierze jakąś odpowiedzialność

            a w PL nie?wink
            • stacie_o Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:07
              Obdzwoniłam agencje niań z Krakowa, tylko jedna chciała się podjąć znalezienia niani z dnia na dzień, ale pod warunkiem, że uprzedzę minimum 72h przed. Czyli nie z dnia na dzień, paranoja.
              • ewa_mama_jasia Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:13
                Kiedyś pisała tu dziewczyna, że prywatne przedszkole jej dziecka oferuje nagłą opiekę nad chorym dzieckiem w domu. Zdaje sie, ze trzeba było zgłosić albo rano albo do końca dnia poprzedniego. To byłaby fajna opcja. Pod warunkiem, ze przedszkole zatrudnia tych opiekunek "na zapas" a nie "na styk".
          • magdalenka79k Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 09:37
            No tak "kuzynka w Danii" wszystko tłumaczy tak tam są dobre warunki kredytowe ale mimo wszystko trzeba mieć dobre zarobki, a jeszcze lepsze warunki są jak chesz zamieszkac w takich dzielnicach/miejscowościach...hmm.. no gdzie mieszka "specyficzna ludność" wtedy to nawet komuna faktycznie dopłaca byle tam jakiś biały mieszkał bo tej jest jakaś ustawa o przeciwdziałaniu tworzeniu się gett. Także nic nigdzie za darmo nie ma.
            --
            • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 10:27
              Czyli dostanę mieszkanie za darmo, ale będzie to mieszkanie w mordowni?
        • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:58
          Nie powierzyłabym dziecka wymagającego specjalnego podejścia, rehabilitacji OUN itp. przypadkowej małolacie. Powiem szczerze, że sama nie podjęłabym się opieki nad nim, bo nie mam wiedzy fachowej i boję się, że mogłabym je skrzywdzić w jakiś sposób. Tu by trzeba mieć zaufaną dziewczynę, jedną, typu studentka pedagogiki rewalidacyjnej, rehabilitacji itp.
          • stacie_o Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 15:30
            To było przed diagnozą.
          • murwa.kac Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 16:59
            lily-evans01 napisała:

            CytatTu by trzeba mieć zaufaną dziewczynę, jedną, typu studentka pedagogiki rewalidacyjnej, rehabilitacji itp.

            koniecznie.
            z doktoratem, a jakze.

            matka rozumiem tez musi specjalistyczne studia ukonczyc nim dziecko w ogole dotknie? suspicious
            • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 18:50
              A czytałaś w ogóle cokolwiek o tym właśnie dziecku i jego problemach neurologicznych, mądralo?
              Stacie przeżyła koszmarny rok bez jakiejkolwiek sensownej diagnozy, w tej chwili potrzebowałaby ludzi, którzy umieliby wspomóc terapię neurologiczną, a nie dziewiętnastoletniej przypadkowej dziumdzi z agencji.
              Chciało się pokozaczyć, tylko, że akurat tu ci zdecydowanie to nie wyszło.
      • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:02
        możliwość utrzymania rodziny z jednej pensji

        tak, to szalenie powszechne , zwłaszcza jak się spłaca kredyt na dom wink
        • ewa_mama_jasia Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:10
          Chyba powszechne. Przynajmniej jak się poczyta np. posty forumek z Francji, Wielkiej Brytanii czy Szwajcarii, gdzie powszechnie matki nie pracują / pracują w małym wymiarze bo dzieci ze szkoły trzeba odebrać, nakarmić i zaopiekować.
          Skoro tak to wygląda powszechnie, ze dzieci są w domu z rodzicem, to przecież ta rodzina nie kradnie tylko ma się z czego utrzymać.

          > tak, to szalenie powszechne , zwłaszcza jak się spłaca kredyt na dom wink

          Już pisałam - chciałabym takie warunki kredytowania jak w Danii.
          • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:12
            Chyba powszechne. Przynajmniej jak się poczyta np. posty forumek

            Tiaaaa...
            • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:20
              No jak się poczyta to chyba tylko Kropka (Czechy) i kiedyś Carmita (ale już się nie udziela) nie pracowały, cała reszta pracuje, Najma nawet na dwóch etatach (cały swój i sprzątanie w soboty gdzieś tam), nawet Rosa (naczelny leń emigrantek) założyła ostatnio DG i też pracuje.
              • ewa_mama_jasia Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:23
                A co pisała np. Eliszka o powszechnym niepracowaniu matek bo dzieci na obiad przychodzą ze szkoły i potem wracają?
                • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:24
                  gdzie mieszka eliszka?
                  • ewa_mama_jasia Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:27
                    Szwajcaria czy Francja.
                    • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:30
                      Szwajcaria, ale ona chyba pracuje, tak samo jak moja najulubieńsza "szwajcarka" która w co drugim wątku się chwali "pracą zawodową" i "udogodnieniami w Szwajcarii".
                    • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:44
                      www.swissworld.org/en/people/women/work/
                      74.6% of women over 15 were employed or looking for a job. The figure for men was 87.5%. In both cases this was well above the European average.
                      • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:46
                        p.s. pomijając juz fakt, że wiele rozwiązan szwajcarskich to nie są rozwiązania "powszechne" wink
                        • ewa_mama_jasia Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:50
                          Każdy kraj ma pewnie swój system a pewnie nawet każdy region. I każdemu można wytknąć nieprawdę smile Faktem jest, ze ludzie masowo nie umierają z głodu, pod mostem też masowo nie żyja, a chorują. I ich dzieci też. Więc logiczne jest, że każdy kraj ma sensowny i jako - tako działający system wspierania rodziny. Nasz nie ma, stąd pewnie prawne długie okresy zwolnień lekarskich.
                          • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:54
                            zajrzałaś do statystyk matek pracujących?smile

                            Ale rozumiem, że TAM pracują , bo chcą, na waciki, a u nas muszą, a jak nie pracują to znaczy, że bezrobocie.
                            • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:00
                              "Innego rodzaju zabawa" wink się kłania.
                        • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:50
                          I jeszcze jeden link - zobacz ile rodzin w PL może utrzymać się z jednej pensji wink:

                          www.nationmaster.com/country-info/stats/Labor/Working-mothers
                        • azja-od-kuchni Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 15:53
                          Jak patrzę na odzienie amerykańskich dzieci to mi zimno od samego patrzenia...Wiele dzieciaków widzę rano w bluzach i tenisówkach przy -15 stopniach !!! a do tego w szkole sprzedają lody....jakoś nie słyszałam by ktoś ze znajomych mojego dziecka opuścił szkołę, bo był chory, ale mam dzieciaka w gimnazjum może młodsze chorują więcej?
                      • ashraf Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 08:20
                        Wez pod uwage, ze te statystyki pokazuja jedynie, ze kobiety pracuja, a nie w jakim wymiarze. W wiekszosci przypadkow jest to praca hobbystyczna, czyli np. pani rejestratorka u mojej pediatry, ktora pracuje tylko w piatki. Praca na 20-30% etatu nie jest niczym dziwnym, ale nie daje niezaleznosci ani stabilnosci finansowej, nie mowiac juz o szansach na rozwoj kariery.
                • ashraf Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 08:18
                  To jest prawda. Szwajcarzy sa konserwatywnym narodem, ktory dopiero od niedawna dostrzega, ze rola kobiety nie konczy sie na rodzeniu, gotowaniu obiadow i pieczeniu muffinek. Struktura zlobkowo-opiekuncza nie jest wiec na razie w pelni dostosowana do potrzeb dwojki pracujacych rodzicow. Z przedszkola i wiekszosci szkol trzeba dziecko odebrac o 11:30 i odstawic z powrotem, po obiedzie ok. 2 h pozniej. Jezeli kobieta nie ma wewnetrznej motywacji do pracy, a maz jest "typowym Szwajcarem", to nie oplaca jej sie pojsc do pracy, z jednej pensji sie utrzymaja. Jezeli do tego dodamy system prawny, ktory niezle zabezpiecza matke po ew. rozwodzie, to wychodzi na to, ze to raj dla kur domowych z powolania wink
                  • mikams75 Re: Chore dzieci za granicą 22.02.15, 23:19
                    jakis czas temu, chyba 2 lata temu, ale nie jestem pewna, wszedl przepis ze kazda gmina ma zagwarantowac opieke dla dzieci. Z maluchami jeszcze jest ciezko, ale te i tak nie wracaja do dmu na obiad z Krippe, natomiast KG czy szkoly gwarantuja obiad i swietlice. Instytucja legalnych mam dziennych tez jest popularna i dofinansowana przez gminy. Swietlica platna jest oczywiscie, sporo. Jesli facet dobrze zarabia, nie przysluguje im dofinansowanie z gminy a zawod pani nie jest szczegolnie dochodowy, to faktycznie przy dwojce dzieci przestaje sie to oplacac i to jest glownym powodem ze kobiety zostaja w domu.
              • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:39
                gazeta_mi_placi napisała:

                > No jak się poczyta to chyba tylko Kropka (Czechy) i kiedyś Carmita (ale już się
                > nie udziela) nie pracowały, cała reszta pracuje, Najma nawet na dwóch etatach
                > (cały swój i sprzątanie w soboty gdzieś tam),

                Gazeta ty przestan ssac palce bo same glupoty piszesz. Ja pracuje tylko w jednej pracy - 30h tygodniowo jak na razie i jest to szkola, pozycja HLTA. Sprzatam czasem w soboty ale w swoim domu, niestety nikt mi za to nie placi.
                • annajustyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:41
                  A co to jest HLTA?
                  • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:45
                    annajustyna napisała:

                    > A co to jest HLTA?

                    Higher level teaching assistant
                    • annajustyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:51
                      Cos jak Susan w Desperate? Fajnie, ze mozesz pracowac na tylko 30 h. Jednak caly etat + przymusowa nieplatna pauza (przynjamniej tak jest w Niemczech) + dojazdy = 11 -12 h poza domem sad.
                      • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:58
                        annajustyna napisała:

                        > Cos jak Susan w Desperate?

                        Nie znam Susan ani Desperate, praca polega na prowadzeniu zajec z grupami/klasami, w szkole w ktorej pracuje jest to matematyka, pieniadze sa calkiem ok.

                        Fajnie, ze mozesz pracowac na tylko 30 h. Jednak caly etat + przymusowa nieplatna pauza (przynjamniej tak jest w Niemczech) + dojazdy = 11 -12 h poza domem sad.

                        Praca na niecaly etat nie jest czyms niezwyklym u mnie zwlaszcza gdy dzieci sa wciaz szkolne. Pomysle o 37h gdy mlodszy (7) bedzie starszy. Z tym ze ja nie szukam pracy daleko, mieszkam w duzym miescie a wlasciwie pomiedzy dwoma i mam spory wybor. Teraz dojazd do pracy zajmjje mi 12-20 min w zaleznosci od ruchu, jednak wciaz nie jest to walking distance, ale duzo blizej mojego fomu buduja wlasnie nowa secondary school i bedzie gotowa we wrzesnuu wiec juz czekam az pojawia sie pozycje. Mialabym 15 min pieszo.
                        • annajustyna Re: Chore dzieci za granicą 23.02.15, 07:42
                          Jednak pracodawcy wciaz preferuje pelne etaty sad.
              • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:59
                Kuzynka mieszka w Niemczech i dużo jej niemieckich przyjaciółek w ogóle nie pracuje od czasu urodzenia dzieci. A są to generalnie wykształcone osoby.
                • annajustyna Re: Chore dzieci za granicą 23.02.15, 07:43
                  Bo w Niemczech wciaz dominuje mentalnosc, ze albo dzieci, albo praca sad. Stad malo niepelnych etatow, niechec do zatrudniania matek (mlodych bezdzietnych tez wink), brak umow na czas nieokreslony etc.
            • yuka12 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 21:17
              Tu gdzie mieszkam, tak jest. A raczej dotyczy to osob wykonujacych zajecia mniej platne i raczej latwo dostepne jak sprzatanie, opieka nad ludzmi starszymi itp. Lekarze, prywatni przedsiebiorcy, menadzerowie, a nawet skretarki w wiekszych firmach po kilku miesiacach macierzynskiego wracaja do pracy, czesto na caly etat. Ale te osoby STAC na zaplacenie za zlobki czy nianie, jezeli brakuje opiekunek w rodzinie. Pozostale kobiety albo wracaja na czesc etatu, prace na nocne zmiany lub prace zdalna albo czekaja az dziecko pojdzie do szkoly do zerowki i wtedy podejmuje prace. Zreszta rodzicom przysluguje bezplatny urlop wychowaczy w sumie do ukonczenia przez dziecko bodajze 5 lat mozna wziac do 12 tygodni takiego urlopu, do 4 tygodni rocznie. Do tego mozna isc na chorobowe, ktore w wielu firmach jest tak kiepsko platne, ze naprawde dla zdrowia finansowego rodziny nie da rady chorowac zbyt dlugo. Choc fakt znam i takich, ktorzy choruja po kilka tygodni w roku.
              • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 21:57
                Bardzo przykre, a podobno to taki opiekuńczy kraj.
                • yuka12 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 23:44
                  W sumie panstwo zwraca czesc kosztow pobytu dziecka w zlobku czy zarejestrowanej niani. Formalnie zalezy to od zarobkow i sytuacji rodzinnej (wszystko mozna sprawdzic online), w praktyce zasady juz nie sa takie jasne. My np. obydwoje studiowalismy dziennie (ja 3 dni w tygodniu + 1 dzien praktyk), maz dodatkowo pracowal i zwracano nam 60% ponoszonych przez nas kosztow zlobka syna i swietlicy poszkolnej corki. U znajomej obydwoje pracowali, przy czym ona na pol etatu, i zwracano jej 90% kosztow. W przypadku innej pary tylko jakies 30%. A koszty zlobka i czy zarejestrowanej opiekunki nie sa male (min. 40 funtow za dzien, w Londynie duzo duzo wiecej), podobnie jak opieka poszkolna w swietlicy (u mnie zycza sobie 14 funtow za sesje za dziecko, w innej szkole 9 funtow za godzine na dziecko). Teraz mozna sobie wyobrazic koszta ponoszone przez rodzine, jezeli sie zarabia 6.6 funta za godzine pracy (najczestsza oferowana stawka w mojej okolicy). Dlatego majac kilkoro malych dzieci i nienajwyzsze kwalifikacje najczesciej matki po prostu zostaja w domach i zaczynaja prace, gdy najmlodsze idzie do zerowki. Choc ostatnio czytalam, ze sa propozycje zmniejszenia zasilkow na rodziny wielodzietne i wtedy nie wiem, co takie kobiety zrobia.
                  • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 00:01
                    yuka12 napisała:

                    U znajomej obydwoje pracowali, przy czym ona na pol etatu, i zracano jej 90% kosztow.

                    A to ciekawe bo kiedys max zwrot kosztow childcare to bylo 80%, od dwoch czy trzech lat max to 70%.

                    . A koszty zlobka i czy zarejestrowanej opiekunki nie sa male (min. 40 funtow za dzien, w Lond
                    > ynie duzo duzo wiecej), podobnie jak opieka poszkolna w swietlicy (u mnie zycza
                    > sobie 14 funtow za sesje za dziecko, w innej szkole 9 funtow za godzine na dzi
                    > ecko).

                    Drogo w tej twojej dziurze, u mnie duze miasto, Anglia (nie Londyn) to childminder od £ 3.5-4.5/h, przedszkole dzienne zazwyczaj dwie sesje 8-13, 13-18, jedna sesja to £25 (z pelnym wyzywieniem) jesli dziecko ma byc na dwie sesje nie placi sie podwojnie a tylko czesc zdaje sie caly dzien to £34. Breakfast club jest za darmo, dzieci placa tylko za sniadanie ale 50p wystarcza. After school club to £ 2.5 za 2h ale za caly tydzien £10.
                    Cena za after school club nie zmienila sie od paru lat. To szkoly podstawowe, bo secondary nie ma problemu. Dzieciaki moga przyjsc o 7, szkole zamykaja o 5. Dzieci nie wymagaja opieki wiec nic to nie kosztuje a wiekszosc szkol oferuje mnostwo after school clubs i za to sie nie placi.
                    • yuka12 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 00:16
                      Tak twierdzila ona, dokumentow nie sprawdzalam. Mope zglaszala sie jako samotna matka i podala wieksza liczbe przepracowanych godzin (bo pracowala w cateringu i oficjalne a faktyczne godziny mogly sie roznic).
                      A drogo u mnie, bo konkurencja mala, nielatwo znalezc miejsce-czy to w zlobku czy u zarejestrowanej opiekunki. Breakfast club tez sa na razie za darmo, ale ostatnio hrabstwo Anglesey rozwaza obciazenie rodzicow kwota 2 funtow za kazde sniadanie za dziecko, wiec darmowe sniadania moga przestac istniec. Szkoda tylko dzieci z blokow socjalnych, z ktorych spora gromadka nie ma co jesc w czasie pozaszkolnym (np. w weekendy) i nie sadze, zeby im rodzice (lub in. opiekunowie) fundowali poranki w szkole.
                      • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 09:02
                        yuka12 napisała:

                        > Tak twierdzila ona, dokumentow nie sprawdzalam. Mope zglaszala sie jako samotna
                        > matka i podala wieksza liczbe przepracowanych godzin (bo pracowala w cateringu
                        > i oficjalne a faktyczne godziny mogly sie roznic).

                        Max zwrot kosztow childcare to 80% kiedys obecnie 70% wiec 90% nie mogla miec. Chyba ze ona zliczyla wszystkie zasilki ktore dostawala razem i wyszlo jej ze tyle jej panstwo placi.

                        >. Breakfast club tez sa na razie za darmo, ale os tatnio hrabstwo Anglesey rozwaza obciazenie rodzicow kwota 2 funtow za kazde sniadanie za dziecko, wiec darmowe sniadania moga przestac istniec.

                        W szkole syna sniadania nie sa darmowe bo za nie sie placi (mlodemu wystarczy 50p na sniadanie), opieka jest darmowa tzn nie placa za nia rodzice.

          • kandyzowana3x Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:51
            Ja na przyklad nie pracuje no mnie nie stac. Na opieke na dwojke dzieci ponizej 4 lat musialabym zarobic £ 28000 rocznie (mediana zarobkow kobiet 25000). I to pokryloby jedynie koszty przedszkola, nie liczac dodatkowych kosztow zwiazanych z praca, opiekunka okazjonalna itd.
          • landora Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:59
            Jak się poczyta brytyjskie fora to okazuje się, że wcale nie takie powszechne - albo okupione wyrzeczeniami.
            • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 12:03
              landora napisała:

              > Jak się poczyta brytyjskie fora to okazuje się, że wcale nie takie powszechne -
              > albo okupione wyrzeczeniami.

              Jak sie poczyta angielskie fora albo poschucha rozmow to sie okazuje ze wiele rzeczy jest strasznie ciezkich, nie do przejscia itd z tym ze zalezy z czym sie to porowna. Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia i jeszcze od przezwyczajen i stylu zycia.
        • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:36
          Jak najbardziej we Francji da sie utrzymac rodzine z jednej pensji. Panstwo pomaga. Kobiety wola pracowac, bo dawno zajarzyly ze to i lzejsze i ciekawsze od siedzenia w domu.
          • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:39
            Jak najbardziej we Francji da sie utrzymac rodzine z jednej pensji

            w Polsce teżsmile My tak żyliśmy 5 latsmile
            • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:46
              A duzo wam panstwo pomoglo w tym czasie?
              • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:49
                Nie, polska pensja partnera pozwalała na utrzymanie rodziny smile
                • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:50
                  mala poprawka - pensja partnera przez 4 lata, a moja przez rok smile
                • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 17:54
                  No widzisz, francuska pensja tez pozwala a mimo wszystko panstwo pomaga.
                  • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:05
                    Ile lat temu upadł we Francji komunizm?
                    • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:10
                      A kto ci powiedzial ze upadl ??!! Ulic imienia Lenina jest tam chyba najwiecej w Europie. To ma swoje dobre i zle strony, ale dobrych jest sporo jakby nie bylo. Ludzie w Polsce sie skarza na wysokie skladki... Jakby mieli placic takie jak we Francji to nikt by wlasnego biznesu nie otworzyl, a z tego co widze to prywatna inicjatywa kwitnie. Kazdy prowadzi jakas dzialalnosc. Zeby tylko polscy przedsiebiorcy chcieli wiecej pracownikom placic, bo maja z czego uncertain
              • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:05
                A co - ona kulawa czy chroma, żeby państwo miało pomagać zdrowej za przeproszeniem wink krowie?
                Państwo powinno pomagać ciężko przewlekle chorym, niepełnosprawnym, starcom, cała reszta co ma dwie ręce i dwie nogi powinna sobie umieć radzić sama, zwłaszcza jak dojrzała do założenia rodziny.
                A jeszcze dodam rodzice dzieci niepełnosprawnych i wszystko.
                • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:22
                  Panstwo pomaga rodzinie, bo rodzina to najwazniejsza komorka spoleczna. Jak widac nie wszedzie.
                  • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:26
                    A z czego pomaga? Z podatków czyli z tego co owa komórka społeczna musi oddać państwu. Nie ma za żadną granicą tajemniczego Pana "P", który lekką ręką rozdaje rodzinom zasiłki i inne rzeczy, a bierze to z tajemniczej sakiewki. Wszystko jest wyciskane z pensji innych mieszkańców.
                    • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:46
                      Tak, tylko ze tam nie czujesz, jako pracownik, inaczej jest z przedsiebiorcami, tego bolu ze ktos ci kase odbiera by dac innym, bo spora czesc tej kasy do ciebie wraca, w postaci zasilkow rodzinnych, mieszkaniowych, dwuletniego zasilku dla bezrobotnych, gdzie dostajesz 80 potem 60% TWOJEJ ostatniej pensji, nie jakiegos ulamka najnizszej krajowej, zasilku chorobowego, kiedy placa ci 100% TWOJEJ pensji itp itd. Placisz tez na sprawny i na wysokim poziomie system opieki zdrowotnej. Nie mylic z brytyjskim systemem opieki. W Polsce place i mam wrazenie jakbym ladowala kase w bloto, bo np jak chce isc do lekarza i nie walczyc z innymi chorymi to musze isc prywatnie. Jak ide do szpitala, to on przypomina mordownie, ech nie chce mi sie wyliczac. Acha, a jak strace prace to raptem 6 miechow dostaje jakies nedzne ochlapy.
            • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 17:49
              Kłamiesz, podle kłamiesz, udowodnij, podaj linki!
              • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:27
                To do mnie? Dziwi cie to, ze ktos woli isc do pracy niz pierdziec w kanape w domu? No tak, bo jest pracowac i pracowac. Czytam was i widze ze tutaj pracownicy uwielbiaja jedni drugim "umilac" zycie, taka parszywa mentalnosc. Osobiscie nigdy sie tak dobrze nie bawilam jak chodzac do pracy przez te nascie lat we Francji. Zadnego mobbingu, dluuugie obiadki, kawka, papierosek na tarasie. Tak sie we Francji czesto pracuje. Zapytajcie kogos kto ma kontakty handlowe z tym krajem. O 9 jeszcze ich nie ma, o 10 juz ich nie ma bo poszli na kawe, od 12 do 14 ich nie ma bo poszli na obiad, najlepsza pora by ich zlapac pod telefonem to 15-17, bo potem wracaja do domu.
                • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:28
                  Pani w fabryce też tak pracuje czy tam nie ma fabryk? Albo Pan w rzeźni lub zwyczajnie na budowie? Pozdrawiam.
                  • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:50
                    O panie w fabryce sie nie martw, dostaja dodatki za ciezka prace. A na budowie to same Kaziki na czarno, to kto by sie przejmowal :-E
          • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:43
            Kobiety wola pracowac, bo dawno zajarzyly ze to i lzejsze i ciekawsze od s
            > iedzenia w domu.


            owszem , są takie sytuacje - podobnie jak w PL. Duża część kobiet (większość?) MUSI pracować.
            • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:01
              We Francji ? Musi ? Oj, nie znasz realiow. Musi, bo chce wygodnego zycia, a nie musi, bo inaczej nie mialaby za co poplacic rachunkow. Nie znam kobiety, ktora by chciala siedziec w domu z dzieciakami. Jak tylko moga i maja sie gdzie zaczepic to ida do pracy i sa z tego dumne. Zreszta od trzeciego roku zycia szkola przejmuje opieke nad dziecmi, wiec z kimze mialyby siedziec. Przez 20 lat zycia we Francji nie widzialam kury domowej z powolania. Byc moze ciezko ci w to uwierzyc ale tam taka mentalnosc. Pojecie "matki Francuzki" nie istnieje!!! Francuzki sa bodajze najrzadziej karmiacymi matkami w Europie. Taka ich uroda. Piersi sa do pieszczot. Do wyzywienia dziecka od lat sluzy mm. A kobieta ma sie spelnic zaowodwo, inaczej jest... nikim ?
              • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:08
                We Francji ? Musi ? Oj, nie znasz realiow.

                Znam smile

                Reszty nie komentuję, bo już mi się nie chce.
                • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:11
                  No to moze nie znamy tych samych.. wiesz, warstwy spoleczne i te sprawy...
                  • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:13
                    Ja piszę przede wszytskim o srodowisku akademickim i nauczycielskim.
                    • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:20
                      najczesciej stykalam sie z cadres i cadrs sup, z racji pozycji zawodowej, ale znam wiele skromniejszych rodzin zarowno w IDF jak i na prowincji i widze, ze kobiety ida do pracy bo chca, nie bo musza. A przynajmniej nie jest to ten sam przymus co w Polsce! Widzisz roznice miedzy "isc do pracy by moc pozwolic sobie na wiecej ciuchow, lepsze wakacje, lepszy samochod" a "isc do pracy by miec za co zaplacic rachunki" ???
                • rosapulchra-0 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 10:44
                  joa66 napisała:

                  > We Francji ? Musi ? Oj, nie znasz realiow.
                  >
                  > Znam smile
                  >
                  > Reszty nie komentuję, bo już mi się nie chce.

                  Tia.. mącicielka znowu w akcji..
      • jakw Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 13:17
        ewa_mama_jasia napisała:

        > Poza tym do lekarza z dzieckiem nie może iść nikt poza prawnym opiekunem.
        Możesz udzielić pełnomocnictwa.
        • rosapulchra-0 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 10:46
          Bzdura. Teoretycznie może i tak, ale w praktyce to zupełnie inaczej wygląda.
      • asia_i_p Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:03
        Poza tym do lekarza z dzieckiem nie może iść nikt poza
        > prawnym opiekunem.

        Teoretycznie. Praktycznie w Trzebnicy babcie z dzieckiem u lekarza są dosyć częste, we wrocławskiej Przychodni Chorób Zakaźnych spotkaliśmy dziadka z wnuczkiem, mówił, że jego żona siedzi z wnuczką, on z wnuczkiem chodzi po lekarzach, a rodzice obydwoje pracują, bo skądś muszą brać na cokilkumiesięczne dojazdy do Centrum Zdrowia Dziecka.
    • zazou1980 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:53
      U mnie w fabryce wspolpracownicy z uk, ci ktorzy maja pracujace zony zazwyczaj biora 1/2 wfh + 1/2 pdo, a wiec pol dnia pracy tyraja z domu, a pol biora urlop (jest mozliwosc wziecia 1 dnia urlopu podzielonego na 2 razy po pol dnia). Niektorzy biora nianie, a niektorzy maja niepracujace zony, szczegolnie ci z malymi dziecmi. Btw, pracuje glownie z facetami...
      • berber_rock Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 10:59
        Wirusowka z goraczka trwa u dziecka zwykle 2-3 dni maks. mam dziecko 3 letnie i 13 letnie. Ani w jednym ani w drugim przypadku nie zdarzyla mi sie choroba trwajaca tydzien.

        2-3 dniowki mozna zwykle zalatwic "chorobowym na zyczenie", ktore przysluguje mnie (do 2 dni bez paapieru od lekarza).
        Chorobska takie zdarzaja nam sie maks. 2-3 razy w roku. W zypelnosci wystarcza mi tych dni.

        Gdzie wy widzicie problem?
        Nie. Nie mam malo chorujacych dzieci. Obserwuje inne dzieciaki w przedszkolu - maja podobnie.
        • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:04
          W obecnej pracy mam 5 dni opoeki na chore dziecko 100% platnej, jeszcze nie wykorzystalam ani jednego dnia, bo zadne z dzieci nie bylo chore od kilku lat a maja 12 i 7. Jesli potrzebowalabym to wystarczy zadzownic i tyle.
          • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:23
            To super, ja też byłam takim "nigdy nie chorującym" dzieckiem co dla mnie jako osoby nieznoszącej szkoły było koszmarem, wolałabym sobie posiedzieć w domu np. choćby z przeziębieniem.
            Ale jak radzą sobie Twoi znajomi czy inne pracownice, które mają częściej chorujące dzieci?
            • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:33
              gazeta_mi_placi napisała:

              > Ale jak radzą sobie Twoi znajomi czy inne pracownice, które mają częściej choru
              > jące dzieci?

              Chorowite, czesto chorujace badz powaznie chore dzieci to jednak niewielki procent. Mam jedna znajoma ktorej corka chorowala czesto bo miala migreny plus czekala na zabieg wyciecia migdalow, koleznaka na kilka miesiecy zrezygnowala z pracy, pracowala wtedy dorywczo czyli gdy mogla (nie oznacza to na czarno), po zabiegu sytuacja sie unormowala, a znajoma znalazla prace full time. Wiecej osob z czesto chorujacymi dziecmi nie znam.
            • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:41
              Moja znajoma z pracy ma ciezko chore dziecko. Z tego co zajarzylam, bo o takich rzeczach sie otwarcie nie mowi bo i po co, to szefowa szla jej na reke i kiedy ona z dzieckiem szly do szpitala to mowilo sie ze "pracuje z domu". Zreszta nie tylko ona miala prawo "pracowac z domu" wink
              Druga znajoma z ciezko chorym dzieckiem poszla na dwa lata na urlop bezplatny, ale miala w tym czasie placony zasilek, ktory pozwolil normalnie zyc. Po tym okresie wrocila normalnie do pracy. Nikt jej nie wyrzucil ze wzgledu na problematyczne dziecko. Przyklady z Francji.
              • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:46
                A z czego Twoim zdaniem żyje ponad 50% kobiet-matek , które nie pracują zawodowo?
                • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:06
                  Z prostytucji, kradzieży, rozbojów, zbierania złomu .....
                  • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:20
                    Jeszcze nie widziałam kobitki zbierającej złom wink.
                    • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:22
                      Maskują się.
                      • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 21:09
                        Rozumiem. Każdy łysy nur to dobrze zamaskowana babka wink.
                • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:14
                  gdzie? mozesz doprecyzowac? W Polsce, nie wiem, choc tysiace razy zadaje sobie to pytanie. We Francji, z zasilkow.
                  • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:22
                    To może pora doprecyzowac wink Nikt nie twierdzi, że polski system zasiłków jest bardziej szczodry niż np francuski czy angielskismile

                    Natomiast twierdzenie, że "gdzieś' np we Francji jest to powszechne,że jedna pensja wystarcza na utrzymanie rodziny jest tak bzdurne, że aż smieszne.
                    • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:30
                      Zalezy na jakim poziomie. Na polski survival jak najbardziej. Na wygodne zycie w rzeczy samej moze nie starczyc. No ale wtedy pracuje sie z wyboru, nie z musu.
                      • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:36
                        Nie, mylisz się.
                        • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:37
                          p.s. cały czas mówię o wynagrodzeniu, nie o zasiłkach
                          • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:53
                            Czyli wychodzi na to ze polskie spoleczenstwo zyje na takim samym poziomie jak francuskie?
                            • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 21:58
                              Na poziomie adekwatnym do swojej sytuacji czyli do 25 lat wolnego rynku, pozdrawiam.
                              • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 17:42
                                Wow, czyli jednak nie. Robisz postepy? Jeszcze troche i zaczniesz przegladac na oczy.
              • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:53
                Napiszę Ci jak miałam w Polsce.
                Zasiłek wychowawczy na niepełnosprawne dziecko w roku 2003- ..tadam - 318zł!
                Musiałam w końcu na niego przejść bo córka w latach 2002-2003 przeszła trzy operacje związane z długim leżeniem + rehabilitację. Potem była już "tylko" rehabilitacja, diagnozwanie i walka by nie jeździć na wózku. Ja w tym czasie byłam samotną studiującą mamą. Alimentów nie miałam-komornik nie ściągał, nie było jeszcze FA.
                • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:05
                  We Francji na niepelnosprawne dziecko mozesz dostac do 1300? miesiecznie, zalezy od regionu i stopnia niepelnosprawnosci. Da sie wyzyc. Szkoda mi polskich rodzicow bo choroba dziecka to i tak ciezka sytuacja, a tu jeszcze kazdy patrzy na nich jak na darmozjadow jak im sie uda cos wyszarpac od panstwa.
                  • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 20:56
                    Ano fakt
                • run_away83 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:53
                  To jak w państwo polskie traktuje rodziców dzieci niepełnosprawnych i ciężko chorych to w ogóle temat na osobny wątek. O zorganizowaniu całości leczenia na NFZ zazwyczaj można sobie pomarzyć, a wsparcie finansowe oferowane przez państwo to tak śmieszne kwoty, że nie wiadomo czy się śmiać czy płakać sad
                  • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:58
                    smiac sie, smiech to zdrowie i potezna bron do walki z rozpacza.
                  • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 21:09
                    Od niepełnosprawnych dzieci to Ty się odstosunkuj bo Twoja troska o nie jest tak fałszywa, że aż mnie zemdliło, chodzi Ci wyłącznie o to by się żałośnie dowartościować swoim obecnym krajem i tyle.
                    • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 17:44
                      No to idz i ulzyj sobie. I nie myl pojec. I powiedz mi CO panstwo oferuje polskiej rodzinie z niepelnosprawnych dzieckiem.
                  • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 21:17
                    Znam-specjalnie nie szukając, po prostu- 3 rodziny, które mieszkając w UK przeprowadziły się do POlski leczyć dzieci niepełnosprawne (2 z nich), jedna mieszka w UK ale dziecko z poważnymi problemami, w wyniku jej desperacji, poszukiwań, rozmów na forach -zostało ostatecznie zdiagnozowane w Pl. W UK lekarz mówi że wszystko jest dobrze-w PL na jednej z pierwszych wizyt stwierdził AWITAMINOZĘ I KRZYWICĘ. Reszty problemów dziecka nie chcę opisywać, wiem że mama czyta tę dyskusję, bo rozmawiała ze mną o tym- że wcale w UK nie jest tak różowo ze służbą zdrowia. Jak będzie chciała sama napisze więcej.
                    • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 17:56
                      Znam ze slyszenia niedostatki sluzby zdrowia w UK, przeczytalam kilka artykulow na ten temat, brak specjalistow na prowincji, dentysci praktycznie wymarli, diagnostyka prenatalna zredukowana do prawie zera. Nijak sie do ma do sluzby zdrowia we Francji. Tam opieka jest o niebo lepsza.
                      • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 18:02
                        Tu nie mam doświadczenia żadnego-nie znam nikogo kto mieszka we Francji,
        • stacie_o Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:05
          Moja córka: koniec stycznia angina pięć dni w domu, lekarz upierał się żeby była dłużej, ale nie miał kto z nią zostać. W piątek telefon ze żłobka że ma wysoką temperaturę, jedziemy na dyżur zapalenie ucha, nurofen, ale dzień wolny trzeba było wziąć. W poniedziałek poszła, dziś telefon, że wymiotuje, wzięliśmy, kolejny dzień, czyli razem już 8 (liczę, że jutro nie pójdzie) a dopiero luty...
          • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:09
            Moja córka: koniec stycznia angina pięć dni w domu, lekarz upierał się żeby był
            > a dłużej, ale nie miał kto z nią zostać. W piątek telefon ze żłobka że ma wysok
            > ą temperaturę, jedziemy na dyżur zapalenie ucha, nurofen, ale dzień wolny trzeb
            > a było wziąć. W poniedziałek poszła, dziś telefon, że wymiotuje, wzięliśmy, kol
            > ejny dzień, czyli razem już 8 (liczę, że jutro nie pójdzie) a dopiero luty...

            i naprawdę wobec tego co napisałaś, w ogólnym rachunku zysków i strat lepiej jest pracować i narażać dziecko na choroby, siebie na stres związany z chorobą dziecka i brakiem dla niego opieki ? jak planujesz rozwiązać tę kwestię teraz- gdy wiesz, że dziecko będzie wymagało dużo rehabilitacji, leczenia, diagnoz ? Niania ?
            • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:26
              Nie moja sprawa, ale nie dość, że to biedne "nietypowe" dziecko jej bardziej potrzebuje niż przeciętny niemowlak to jeszcze jaki pracodawca ma pożytek z pracownicy która ma taką frekwencję? Nie dość, że dziecko w tym biedne to jeszcze robi czarny PR matkom, które normalnie pracują i nie biorą tylu zwolnień.
              • stacie_o Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:29
                Zepsułeś sobie risercz gazeciarzu, nie niemowlak, bo już ponad roczniak, to raz.
                Dwa, jestem na umowie menedżerskiej i nie mam zuz zla.
                Ojciec z dzieckiem siedzi zatem, a nie ja, trzy.
                • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 15:35
                  Tylko licz się z tym, że terapia pochłonie dużo czasu i ktoś będzie musiał dojechać, być tam z dzieckiem, wrócić itp. itd. Nie powierzysz tego komukolwiek bądź, bo rehabilitant/psycholog chce rozmawiać z rodzicem, pytać go o spostrzeżenia (zmiany, postępy) i przekazyjwać mu dalsze instrukcje do zajmowania się dzieckiem w domu.
                  Strasznie się zafiksowałaś na pracy i dałaś sobie wmówić, że coś niebywale cennego ucieknie Ci sprzed nosa, jeśli trochę czasu poświęcisz dziecku, które tego POTRZEBUJE, bo jest jak na razie CHORE - nie kapryśne, rozpuszczone, rozwydrzone, problemowe, czy jeszcze tam jakie.
                  Jestem w stanie zrozumieć, że ciężko Ci w tej chwili kooperować z własnym dzieckiem i uciekasz w pracę - ale terapia przyniesie efekty i będzie coraz łatwiej, coraz bardziej "normalnie".
                  • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 15:37
                    Zgadzam się z lily.
                    Dodam tylko, że z punktu prawnego z dzieckiem powinien być opiekun prawny w trakcie zabiegów medycznych-a nie niania..
                    • stacie_o Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 15:47
                      A gdzie wyście wyczytały, że niania będzie? Od marca ojciec dziecku rezygnuje z pracy, będzie tylko na dg, ja do czerwca muszę skończyć kontrakt i się zobaczy.
                      • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 15:55
                        Może do czerwca będzie już lepiej z małą.
                        Najwyraźniej od marca problem nieobecności w pracy Wam odpadnie, no i świetnie.
                        Dziwi mnie tylko jedno, znam ludzi pracujących na kontraktach menedżerskich i wykonywanie pracy "z domu" od czasu do czasu nie stanowi problemu dla firmy i dla szefa szefów wink.
                        • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:22
                          Dodam, że jak na wcześniaka Twoja córka przechodzi poważne i obciążające choroby.
                          Moja do ukończenia 2 lat nie miała antybiotyku, raz lekki katarek, nawet poszpitalne zakażenie bakteryjne po urodzeniu dało się wytępić probiotykami. Była w domu, z mojego wyboru podyktowanego koniecznością. Lekarze strasznie kwoczyli nad skutkami wysokiej gorączki, infekcji bakteryjnych i antybiotyków u wcześniaczki, nawet jak już miała dobrze ponad rok.
                          • yuka12 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 21:31
                            Moj syn wczesniak mial MRSA jak skonczyl 2 tygodnie, katar (zaniedbany przez lekarzy) zakonczony pobytem w szpitalu z powodu infekcji pluc jak mial kilka miesiecy i regulatrne infekcje potem az wlasciwie do ubieglego roku. W sumie prawie 7 lat. I tez kilka rzeczy diagnozowalismy w Polsce, bo lekarze w UK przepisywali albo paracetamol albo antybiotyk bez zadnych badan i nic dla wzmocnienia odpornosci.
                            • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 18:00
                              Może młodszy wcześniak?
                              Moja córka za to niestety później "nadrobiła", nie była w stanie w ogóle chodzić do przedszkola - każdy kontakt z grupą dzieci skutkował piorunującą infekcją, ciągnącą się ok. 2 tygodnie. Dałam sobie spokój z przedszkolem i było zdecydowanie lepiej, o ile nie poszło się na jakieś zajęcia, czy imprezy, gdzie było dużo dzieciaków. Potem weszła już przymusowo w grupę dzieci, okres w przedziale 5-6 rok życia to było dużo infekcji, ale łagodniejszych (niemniej nigdy nie szła do szkoły z podwyższoną temperaturą). Do dzisiaj co roku jest infekcja sezonowa na jesień i na przedwiośniu (krótka), no i raz w roku atak zatok, i zapalenie ucha w konsekwencji (patrząc na terminy - łączę to z rozkwitem pleśni w grudniu).
                              Teraz za to odpukać, od połowy tamtego tygodnia połowy klasy nie ma, a moja córka chodzi i nawet nie smarknie - a dzieci nawet potrafiły się w szkole pochorować (wtedy z reguły wirus kosi i innych). We wtorek wycieczka, mam nadzieję, że dotrwa.
                              • yuka12 Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 00:07
                                Nie jest skrajnie wczesnym wczesniakiem. Mysle, ze mielismy po postu nieszczescie trafic na samym poczatku problemow na lekarzy i pielegniarke dziecieca bez indywidualnego podejscia, bo formalnie wszystko bylo o.k. Ale nie w przypadku naszego syna. Ani wtedy jak przybieral kilkadziesiat gram miesiecznie zamiast kilkaset (kilkumiesieczne niemowle!), ani wtedy gdy wymiotowal wiekszosc przyjmowanego pokarmu, ani wtedy jak kaszlal cale noce i dusil sie, a lekarze widzac go w ciagu dnia twierdzili, ze nic mu przeciez nie jest. Musielismy wspierac sie nagranymi wieczorami i w nocy filmami. Skierowanie do specjalisty, ustalenie przyczyn? Wymioty ustaly po pobycie w szpitalu z infekcja pluc i intensywnych inhalacjach. Na pozostale infekcje mial wystarczyc antybiotyk na zmiane z paracetamolem sad. Nie walczylismy zbyt duzo, wierzylismy wtedy tym lekarzom i sluzbie zdrowia. I sie tak zaczelo.
                          • stacie_o Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 08:57
                            Lilly, guderianka biorę to za troskę, a nie za chęć dokopania. Ale uwierzcie, nie pracuję wbrew interesowi mojej córki. Praca jest nam potrzebna, bo np diagnostyka lekką ręką pochłonęła tyle ile wynosi półroczny zasiłek na niepełnosprawne dziecko.

                            Pracodawca i tak poszedł mi na rękę, bo pracuję 6h a powinnam 8, nie da się zrobić z domu bo głównie rozmawiam z ludźmi i już widzę te wątki, że ktoś na rozmowę o pracę został zaproszony do prywatnego domu, a rekruterka w czasie rozmowy zajmowała się chorym dzieckiem.

                            Patrząc na forum rówieśnicze czy na dzieci w żłobku jakoś moja mała nie odstaje pod względem chorób.
                            • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 10:34
                              Nie mam w zwyczaju dokopywać nikomu Mam na forum takie dwie kandydatki, których wypowiedzi w szerszej perspektywie są mocno niespójne i je punktuję.
                              Domyślam się, że myśląc, że chcę Ci dokopować-wnioskujesz na podstawie swojego postu na temat niani, chorego dziecka i pytania na koniec postu o to co masz robić. Moją intencją nie było dokopać -czyli sprawić byś poczuła przykrość. Wyraziłam swoje zdanie-bo takie mam. Sorry taki mamy klimat.
                              Wierzę, że chcesz jak najlepiej ale czasami..to "jak najlepiej" nie oznacza finansów. Czasem potrzebny jest czas i ciężka praca rodzica -a tego nie można kupić za żadne pieniądze, ani za żadne pieniądze zdobyć. Rozumiem co piszesz- ale uwierz-znam ten ból- bo żeby zdiagnozować moje dziecko w 90% zaliczałam prywatne wizyty i konsultacje. A wtedy czasy były inne, mniej było pomocy z zewnątrz i mniej możliwości. Pracowałam nocami by mieć pieniądze na diagnozy, studia, życie. Dostawałam 300zł zasiłku. WIEM jak ważne są pieniądze. JAk są BARDZO WAŻNE. Ale pilnuj byś nie przekroczyła pewnej granicy, zza której nie można wrócić bo dziecko tylko RAZ ma rok, rok i dwa miesiące, rok i trzy miesiące itd. Do tego czasu nie da się wrócić, nadrobić.
                              Nie wiem jaka jest Wasza sytuacja finansowa, nie mnie oceniać wybory chociaż mogę mieć co do nich krytyczne zdanie. Nie wiem jak można nie móc się utrzymać z jednej dobrej pensji ( bo chyba zarabiasz sporo na kontrakcie), i elastyczną pracą drugiego rodzica. Nie macie oszczędności ? Nikogo do pomocy ? Skoro M na DG może pracować w takim zakresie, by połączyć obie sprawy. ?
                              Jak już jesteśmy w temacie i przy temacie. Powiem CI coś jeszcze -co mnie męczy. Dla wielu lekarzy podstawą i diagnozy i odpowiedniego prowadzenia dziecka jest wywiad z rodzicem. Mając z chorym dzieckiem-a takie jest Twoje dziecko CHORE- ważne jest, jak rodzice go znają, jego rytm , zachowanie po jedzeniu, wypróżnieniu, zabawie, reakcji na bodźcie, koncentracji, motoryce małej i dużej. Dziecko będące w żłobku i pod opieką niani, będące 8 godzin poza rodzicem nie jest dobrze przez niego znane. A wywiad na tym etapie jest kluczowy.
                              Trzymam kciuki!
                              • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 17:31
                                Podpiszę się pod wym obiema ręcamy wink - jako matka wcześniaczki.
                                To JA zauważyłam, że dziecko ma dziwne kolki bez powodu, zostałam olana, po dwóch tygodniach był nagły szpital, bo w przewodzie pokarmowym siedziała Klebsiella.
                                To JA zauważyłam, że dziecko się pręży, leży asymetrycznie, że miewa zasinione usta - tym razem dla świętego spokoju pani doktor z poradni wcześniaczej wypisała dwa skierowania, do neurologa i kardiologa, obydwa były zasadne.
                                Kiedykolwiek córka miała być chora, byłam w stanie powiedzieć z wyprzedzeniem, że będzie infekcja - mimo, że nawet ani kichnęła czy smarknęła.
                                Dziecko urodzone przedwcześnie i z takim zespołem problemów, jaki stacie opisuje, wymaga poświęcenia dużej uwagi TERAZ. żeby potem przez całe życie nie borykać się z zaburzeniami neurologicznymi czy innymi przypadłościami, które będą nękać dziecko i rodziców przez wiele lat.
                                • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 18:03
                                  No widzisz. Ładnie napisane. Ja to jednak prostak jestem wink- nie potrafię tak ładnie
                                  • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 18:22
                                    Phhhh big_grin big_grin big_grin
                            • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 14:53
                              To nie jest absolutnie chęć dokopania.
                              Ale wcześniak jest dzieckiem szczególnej troski, że tak powiem.
                              Oczywiście, że choroby są standardem w placówce żłobkowej, ale dla wcześniaka są o wiele bardziej niekorzystne, niż dla dziecka urodzonego o czasie.
                              Wiele przeszłam, wiele przerobiłam, to naprawdę raczej troska niż złośliwość.
                • przeciwcialo Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 15:42
                  nam sama rehabilitacja zajęła poł roku. Pracowalam w zmniejszonym wymiarze godzin, pomagała mama. Cholernie ciężko bylo.
    • edelstein Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:17
      Po prostu przecietne dzieci nie choruja tyle,pomijam dzieci niepelnosprawne itd.Moj syn jest chory moze przez 5czy8 dni w roku.Zreguly jest raz chory wczesna wiosna,raz pozna jesienia i raz w zimie i sa to jakies lekkie przeziebienia nie wymagajace nawet pojscia do lekarza.Nasz pediatra widuje nas raz do roku na bilansie.
      • wiu Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 12:03
        O, Edelstein, obyś się nigdy nie przekonała, że może być o wiele, wiele gorzej.
        Cieszymy się, że masz taki egzemplarz w domu, ale przyjmij do wiadomości proszę, że zarówno DZIECI jak i RODZICE są różne.
        Czyli sławetne przerzucanie na cały świat swojego własnego wyobrażenia.
        Nie wszyscy mają tak jak ty.
        Jesteś raczej wyjątkiem.
        • edelstein Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 12:22
          Wszystkie dzieci, które znam tak maja.Nie przypominam sobie ani jednego przypadku wsrod znajomych gdzie dziecko bylo chore dluzej niz 3dni.
          • przeciwcialo Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 15:43
            Jesli dzieci jest 2-3 to wszystkie choroby musisz pomnozyc razy odpowiednia liczbe i jeszcze cos dołozyc.
            • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:50
              Niekoniecznie. U mnie czesto chorwalo tylko jedno dziecko. Na zmiane. I tak jak pisze edel, raz na wiosne raz na jesien, gora tydzien usmarkania. Ciezko jest uwierzyc, ale ludzie w moim polskim otoczeniu choruja dluzej, czesciej i ciezej od tych z francuskiego otoczenia. Moze to wina powietrza ???
              • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 17:02
                Moje dzieciaki akurat dużo nie chorują. Ale jest 60 dni zwolnienia na dziecko. Na jedno dziecko zdrowe/sprawne to faktycznie sporo. Ale biorąc pod uwagę "głupią" ospę i zalecenie 3 tyg w domu , nie pozostaje ich znowu tak dużo. Biorąc pod uwagę, że ktoś ma więcej dzieci ?-wymiar zwolnienia nie zmienia się. Nadal jest to 60 dni. 60 dni w roku na 3 dzieci to jest 20 na choroby , infekcje- to naprawdę taki luksus ?

                Inna spraw- że Ty się śmiej z tego powietrza ale są rejony w Polsce, które nie są korzystne dla zdrowia. Moje miasto jest jak gąbka-przez większość roku wilgotność powietrza wynosi ok 80% przez cały rok
                • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 17:09
                  guderianka napisała:

                  > Inna spraw- że Ty się śmiej z tego powietrza ale są rejony w Polsce, które nie
                  > są korzystne dla zdrowia. Moje miasto jest jak gąbka-przez większość roku wilgo
                  > tność powietrza wynosi ok 80% przez cały rok


                  Ona chyha sie nie smiaje, zanieczyszczenie powietrza ma wplyw, pewnie dochodza tez inne czynniki np kalendarz szczepien.
                  • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 17:11
                    kalendarz szczepień jako "inne powietrze" ?
                    • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 17:40
                      guderianka napisała:

                      > kalendarz szczepień jako "inne powietrze" ?

                      jako inny czynnik
                  • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 17:50
                    Najma, z czego tu sie smiac? Z tego ze jedni po drugich, ludzie w moim otoczeniu zapadaja na choroby pluc ? Ze twarze Polakow sa naznaczone srodowiskiem w jakim zyja? Przeciez to widac po skorze, po wlosach, zmarszczkach, tradziku... Ja to widze. Gazeta nie, bo nie mieszkal nigdzie indziej i dla niego podziobane nastolatki i przedwczesnie postarzali ludzie to norma. Mnie tych dzieci zal, bo tak zmasakrowanych twarzy jak tu nie widuje sie czesto we Francji.
                    • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 18:13
                      Ostatni raz bardzo pryszczatego nastolatka widziałam dobre 15 lat temu, kobiety zaś jak to kobiety, jedne wyglądają na swoje lata, inne młodziej, jeszcze inne starzej. Mój znajomy kiedyś powiedział ( i chyba się z nim zgodzę ) że obecnie nie ma cudów wianków i wiek (poza wyjątkami) po kobiecie widać, można ewentualnie się pomylić (w obydwie strony) dwa lata. Wystarczy popatrzeć na światowej sławy aktorki i modelki, które mają multum kasy na najdroższe techniki odmładzające. Różnica między realnym wiekiem, a wyglądem (strach pomyśleć co by było gdybym zobaczył je bez makijażu, na żywo i powiedzmy w mocnym bikini) to najczęściej maksymalnie 5 lat, a one mają miliony na koncie, nie wierzę że przeciętna Polka, Niemka czy Nawet Francuzka miała możliwość odmłodzenia się do takiego stopnia jak znane gwiazdy. Najwyżej uzyskują różnicę do 2-3 lat (pomijam wyjątki o dobrych genach, sam mam taką znajomą) i tyle. Co najwyżej mogą osiągnąć zadbany wygląd starszej Pani i tyle.
                    • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 19:09
                      Ze twarze Polakow sa naznaczone srodowiskiem w jak
                      > im zyja? Przeciez to widac po skorze, po wlosach, zmarszczkach, tradziku... Ja
                      > to widze. Gazeta nie, bo nie mieszkal nigdzie indziej i dla niego podziobane na
                      > stolatki i przedwczesnie postarzali ludzie to norma. Mnie tych dzieci zal, bo t
                      > ak zmasakrowanych twarzy jak tu nie widuje sie czesto we Francji.


                      Błagam, pisz więcej! big_grin Marnujesz się dziewczyno...
                • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 17:43
                  He he, coś wiem o tej wilgotności wink. Dodajmy do tego, że ciągle pi...dzi brzydko mówiąc, nawet w lecie często jest ohydny, zimny wiatr. Nie lubię naszego klimatu, oj nie lubię.
                  • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 17:47
                    Za to wolniej się zestarzejesz niż na przykład Ślązaczka....
                    • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 17:50
                      Za to mam bez przerwy zawalone zatoki i cierpię wink.
                      A czy wolniej się zestarzeję? W moim regionie rządzą choroby reumatyczne. Zimno w połączeniu z wilgocią to nie jest najzdrowsze zestawienie.
                      • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:08
                        To i tak źle i tak niedobrze sad
    • zonaczolgisty Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:22
      U nas 10 dni w roku na 'urlop osobisty'. Mozna wziasc na chore dziecko, mozna wziasc na swoja chorobe, ale wiecej nie ma, z tym ze mozna niewykorzystac i wtedy sie kumuluje z roku na rok.

      W pierwszym roku jednak jak wykorzysta sie te 10 to pozostaje tylko branie dalszych dni z urlopu wypoczynkowego lub nieplatnie. Nie slyszalam zeby ktos z tego powodu plakal bo tak bylo zawsze, a wrecz teraz jest lepiej bo kiedys w pierwszym roku zatrudnienia bylo tylko 5 dni a w kazdym nastepnym po 8, i nie mozna bylo zbierac.

      Dzieci chorujace dluzej niz te 10 dni w roku to jednak faktycznie dla mnie jakis ewenement, pomijajac oczywiscie choroby oblozne, ale tez nikt tu kataru nie uwaza za chorobe. Ja w doraznych przypadkach korzystalam z instytucji babci, ale duzo tego nie bylo.
    • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:28
      Jedno się nasuwa skoro w bogatszych krajach jest zazwyczaj (z tego co pisze na wątku 3-10 dni ) chorobowego na dziecko czemu w biednej Polsce jest kilka razy więcej i to płatnych?
      • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 11:28
        P.s. I do tego jeszcze matkom nadal źle i nadal źli pracodawcy i za mało przywilejów w pracy.
        • kitjensen Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 14:41
          bo rozpieszczone jestesmy i tyle , ciekawe ile z was na obcasach i w makijazu jezdziloby jak Dunki deszcz snieg i sztorm na rowerku z zasmarkanym , chorym dzieckiem na krzeselku z tylu ?!one sa bez makijazu , jakies szmaty na grzbiet ,twarze czerwone od wiatru , i rece sine i co z tego ze niby maja wiecej pieniedzy jak dla mnie jakosc zycia zerowa ,ale komus moze sie podobac ,ze niby naturalnie i spartansko -mi sie to nie podoba.znam Polki ktore tez tak zyja , ale to sa wyjatkowo silne i nieliczne osoby , reszta zyje posrednio miedzy sposobem polskim a dunskim
      • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:58
        Bo w bogatszych krajach dzieci zdrowsze i potrzeba chorobowego jest kilkukrotnie nizsza ? 60 dni na dziecko w Polsce to dla mnie kosmos. Roboczych czy kalendarzowych ??? Przeciez to odpowiednio dwa lub trzy miechy zwolnienia!!! We Francji nikt nie moglby sobie pozwolic na tyle dni nieobecnosci. Przeciez to dezorganizuje prace zespolu !!! Nie dziwie sie ze w Polsce nie chca zatrudniac kobiet. Kto moze sobie na to pozwolic ?
        • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 17:45
          No nie wiem, już ustaliśmy na przykład, że co prawda polskie dzieci "gonią" zachód, ale nadal to zachodnie są bardziej otyłe, a otyłość nie jest oznaką zdrowia.
          • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:02
            Z czasów, kiedy jeździłam do Francji namiętnie, często w miejsca mało turystyczne - nie widziałam francuskiego (białego) otyłego dzieciaka. A dziewczynki nastoletnie - szczupluteńkie, drobne, delikatne (zresztą taka struktura kostna może, ja w porównaniu z nimi czułam się zawsze jak słonica, a na polskie standardy byłam niegdyś szczupła).
            Myślę, że ci zamożniejsi i bardziej świadomi mieszkańcy "zachodu" już dawno odrobili lekcję, którą rozsądniejsi z nas odrabiają teraz - że tania żywność oznacza przeważnie byle jakie składniki, że trzeba analizować opakowania, że lepiej zjeść mniej, a lepszego, niż więcej byle czego itp itd.
            No chyba, że myślisz o przedstawicielach brytyjskiej klasy robotniczej i ludziach na zasiłkach odżywiających się kanapkami z chipsami wink.
            • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:08
              A tu masz tabelkę rozkładu otyłości w krajach europejskich w 2013 r., może są i nowsze, ale nie chce mi się szukać:
              www.dw.de/rising-eu-obesity-rings-alarm-bells-in-brussels/a-16821112

              To są dane Komisji Europejskiej.
              Poza UK, spaślaczki mieszkają w tych wcale nie najzamożniejszych krajach wink.
              A z nami może nie tak źle, skoro wciąż jeszcze jesteśmy w połowie, a nie u podstawy wykresu.
              • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 18:00
                Widac to golym okiem. W Polsce odsetek otylych osob nie jest jakis wstrzasajacy, no chyba se nie wychodza na ulice. Gorzej z zebami. Takich potowrkow jak tu to przez 20 lat nie widzialam w FR. jedna dziewczynka to mnie przerazila. Nigdy, jak zyje nie widzialam tak zniszczonych zebow mlecznych. Wygladaly na kompletnie wykruszone i czarne. Zreszta pelno dzieci ma ubytki, czarne zeby, znam sporo doroslych, ok 30tki, ktorzy maja kompletne sztuczne szczeki. To JEST problem.
            • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:09
              Piszę ogólnie o zagranicy - Wielka Brytania, Niemcy, Włochy, Stany.
              • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:24
                No właśnie ku mojemu zdziwieniu Włosi wcale nie są specjalnie otyli, Niemcy też nie. Za to Czesi, Węgrzy, Brytyjczycy, Irlandczycy, kraje bałtyckie...
                • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:27
                  Włoskie dzieci przodują w otyłości. Zajmują pierwsze miejsce. Nie wiem jak dorośli.
            • forumologin Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 21:26
              Holandia- brak dni wolnych na chore dziecko. Dzieciaki do 39 stopni moga peychodzic do zlobka/ przedszkola. Powyzej 39 trzeba zabrac bo...moga dostac drgawek.generaln7e chore moga przychodzic.

          • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:35
            Francuskie spolecznestwo jest najszczuplejsze w Europie. W Polsce ludzie pochlaniaja olbrzymie ilosci slodyczy, rzecz nie do pomyslenia we Francji. Slodycze sa dla dzieci. Wyjatek robia imigranci z krajow Magrebu, bo oni uwielbiaja slodkie.
            • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:40
              W Polsce ludzie pochlaniaja olbrzymie ilosci slodyczy,

              jakieś dane porównawcze, linki czy to tylko przemyślenia carycy?wink
            • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:41
              Są chudzi bo nie stać ich na jedzenie, wysokie podatki itp.
              • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 18:55
                big_grin tego juz inaczej skomentowac sie nie da big_grin Nie doczytales gazeto ze dzisiaj to biedni sa tlusci ??? Bogatego stac na wartosciowe, niskokaloryczne jedzenie.
                • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 22:01
                  Zatem najbardziej ubogim krajem są Stany, a najbogatszym Etiopia.
                  • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 18:01
                    Nie udaj ze nie rozumiesz. W dalszym ciagu rozmawiamy o Polsce i "zachodzie".
                    • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 18:06
                      Temat wątku "Chore dzieci zagranicą".
    • nowe.miejsce Szwecja 18.02.15, 11:36
      120dni na chore dziecko do 12 roku zycia, 7 dni bez zwolnienia lekarskiego od 8 potrzebne zwolnienie lekarskie.
      Urlop macierzynski 1,5 roku.
      Orientowalam sie troche w tym temacie bo bede wychowywac tam dziecko.
      Chce pracowac na 1/2 lub 3/4 etatu jako specjalistka i nie ma zadnego problemu smile
      • nowe.miejsce Re: Szwecja 18.02.15, 11:42
        www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,3120847.html
        • mruwa9 Re: Szwecja 18.02.15, 12:13
          dobry artykul
        • zazou1980 Re: Szwecja 18.02.15, 12:44
          Ciekawe, podobno statystyczna warszawianka nie ma nawet 1 dziecka, a te co sie rodza nie mieszcza sie ani w zlobkach, ani w przedszkolach, a w szkolach ucza sie na 2-3 zmiany. Strach pomyslec co by bylo, gdyby rozmnazaly sie tak jak szwedki...
      • azja-od-kuchni Re: Szwecja 18.02.15, 16:09
        A w Stanach to wszytsko jest kwestią umowy... między pracodawcą a pracownikiem czasem za absencję pracownika urlop, choroba wszytsko jedno się nie płaci, więc za dziecko też nie... U męża w pracy ( oddział amerykański niemieckiej firmy) osoby które mają dzieci do 2 lat mają 3 dni wolnego na dziecko ( jak jest 5 to też należy się tylko 3 dni) a powyżej 2 lat 1 dzień ... chyba, że żona nie pracuje wtedy nie ma ani 1 dnia wolnego na dziecko/ dzieci...
    • jusiakr Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:00
      Mój mąż ma 5 dni w roku na zwolnienia. Jakby co, mógłby pracować z domu, bo wystarczy mu telefon, laptop i internet. Oczywiście, gdyby pracował na hali fabrycznej to by nie było takiej możliwości.
      Z drugiej strony smarki w przedszkolu sa normalne, a panie mogą podawać leki. Dyskwalifikuje tylko gorączka powyzej 38 st lub jelitówka.
    • nanuk24 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 16:05
      Normalnie ja, moj maz i inne znane mi osoby mogly sobie wziac wolne na chore dziecko, ale nie dostawal za te dni pieniedzy. nie pracujesz, nie dostajesz pieniedzy.
    • juz_gdzie_indziej Norwegia 18.02.15, 21:01
      Każdemu z rodziców przysługuje 10 dni w roku kalendarzowym na chore dziecko (jedno lub dwoje dzieci, o ile dobrze pamiętam, chyba w przypadku trójki tych dni jest więcej), obowiązuje do końca roku kalendarzowego, w którym dziecko kończy 12 lat. Dzwonisz do pracy i mówisz, że nie przyjdziesz. Nie spotkałam się z przeginaniem / naciąganiem pracodawcy. Oczywiście płatne 100%.

      Rodziny z 2 - 3 dzieci (mam na myśli "norweskich" Norwegów) to norma, tu gdzie mieszkam (czyli gmina obok Oslo, przeważają rodziny, w których oboje rodzice pracują). Ich polityka prorodzinna działa...

      A tak dodatkowo - taki limit dla dorosłego to 12 dni "chorobowego" w roku, bez zwolnienia od lekarza, 100% płatne. W niektórych miejscach pracy, takich bardziej przyjaznych dla pracowników tych dni jest 24 w roku, 100% płatne.
      • przeciwcialo Re: Norwegia 19.02.15, 09:02
        W Polsce tylko 2 dni opiei nad dzieckiem zdrowym sa płatne 100% i jest to liczba niezalezna od liczby dzieci. Te dwa ma rodzic z jednym dzieckiem i z piatką.
        Reszta platna 80% i liczą sie dni kalendzrzowe a nie robocze.
        • to_ja_caryca_katarzyna Re: Norwegia 19.02.15, 18:03
          80% najnizszej krajowej czy realnych zarobkow ?
    • plain-vanilla Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 21:04
      Wielka Brytania - dzieci chodza przeziebione, z katarem i kaszlem do przedszkola i szkoly. Starszy syn rowniez chodzil do szkoly wtedy, kiedy bral antybiotyk. Choruje bardzo rzadko. Zawsze wie, ze jesli poczuje sie w szkole zle, to moze powiedziec pani i przyjade do niego do szkoly.
      Co do wolnego na dziecko, do dopoki nie skonczy 5 lat, rodzice moze wziac maksymalnie 4 tygodnie w ciagu roku kalendarzowego. Jest to bezplatny urlop. Mozna brac wylacznie bloki tygodniowe, a nie pojedyncze dni. Do dyspozycji jest w sumie 18 tygodni.
      Dziecko niepelnosprawne - 18 tygodni do czasu kiedy skonczy 18 lat.
      • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 21:10
        plain-vanilla napisała:

        > Co do wolnego na dziecko, do dopoki nie skonczy 5 lat, rodzice moze wziac maksy
        > malnie 4 tygodnie w ciagu roku kalendarzowego. Jest to bezplatny urlop. Mozna b
        > rac wylacznie bloki tygodniowe, a nie pojedyncze dni. Do dyspozycji jest w sumi
        > e 18 tygodni.
        > Dziecko niepelnosprawne - 18 tygodni do czasu kiedy skonczy 18 lat.

        ale to nie musi byc wykorzystane na chore dziecko, jest to czas ktory mozna wykorystac na spedzenie z dzieckiem poprostu. W niektorych formach moze byc czesciowo platny, zalezy od pracodawcy, obowiazku placenia nie ma.
        Generalnie firmy czesto reguluja to i ja obecnie mam 5 dni platnego 100% ale kiedys pracowalam w bardzo duzej firmie i tam taka opieka nad chorym dzieckiem byla platna czesciwo ale ponad 50%. Natomiast tam i obecnie (szkola - academy) chorobowe na siebie 100% platne.
    • yuka12 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 21:42
      Ja nie pracowalam wlasnie po to, aby moc zajmowac sie dwojka malych dzieci. Syn przy tym byl bardzo chorowity, dopiero teraz niemal nie choruje. Dla przykladu 5 lat temu zaliczyl 2 x zapalenie ucha, zapalenie oskrzeli, infekcje pluc, 2 x infekcje gornych drog oddechowych oraz angine (i byc moze cos jeszcze). Musialam przerwac studia i zabrac syna ze zlobka. Poszlam do pracy dopiero 3 lata temu, na czesc etatu i na zmiany, zeby wymieniac sie opieka z mezem.
      W moim otoczeniu sporo kobiet majacych male dzieci albo nie pracuje albo wlasnie w systemie zmianowym, na czastki etatu itd. Na caly etat, jak wczesniej wspomnialam, pracuja te, ktore maja na godzine znacznie wiecej niz 6.6 funta.
      • princess_yo_yo Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 23:05
        przy niskiej pensji system tax credits wyrownuje strate dochodu z pracy na czesc etatu. ogolnie dzieci choruja tak jak wszedzie ale w pl nadal zdaje sie pokutuje przekonanie rowniez wsrod lekarzy ze wylaczanie chorego z normalnego zycia pomaga w powrocie do zdrowia.
        a jest zdaje sie zupelnie odwrotnie, tak odpoczynek i zwolnienie tempa jak najbardziej, ogolnie to czego potrzebuje organizm ale tradycyjne 'chorowanie' z calym zestawem obostrzen czego to nie mozna robic i jak sie oszczedzac w wiekszosci przypadkow wydluza okres slabego samopoczucia.
        amerykanskie badania na temat zalecen pooperacyjnych i dotyczacych podejrzenia wstrzasu mozgu sa bardzo ciekawe pod tym wzgledem.
        • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 23:17
          Chorowac można na wiele sposobówsmile

          Można horyzontalnie, pod kołderką 24 h na dobę , tak jak lubiły nasze babciesmile

          Można spowolnić, nie iść do pracy / do szkoły / przedszkola, zjeśc sobie śniadanko, poczytać, wyjść na krótszy lub dłuższy spacer (w czapeczce lub bez wink ) itd

          Można iść do pracy/ szkoły /przedszkola i poddać się hałasowi, zabieganiu, oczekiwanej dyscyplinie full time.

          Co kto woli i co kto może.
          • yuka12 Re: Chore dzieci za granicą 18.02.15, 23:59
            Moj syn jak na zlosc chorowal tradycyjnie smile czyli nieprzespane, przekaszlane zazwyczaj noce i marudne ciagnace sie w nieskonczonosc dnie, czesto gesto u mnie na kolanach. No jakos nie zamierzal brykac czy fikac, jak mial problemy z oddychaniem bez kaszlu.
            Wyszedl z przeziebien takze dlatego, ze nauczeni doswiadczeniem po pierwszych sygnalach powazniejszego zakazenia zatrzymywalismy go w domu na 4-5 najgorszych dni. Oczywiscie probowalismy na poczatku szkoly sposobem brytyjskim posylac do szkoly z katarem i kaszlem, ale on- jakos smile -nie zamierzal "wychodzic" przeziebienia, tylko zapadal na zdrowiu jeszcze bardziej. No i dalismy sobie spokoj z lokalna tradycja. Postawilismy na sposob polski- kiszenie w domu, syropki, witaminy, zdrowe jedzenie, nacieranie i odpoczynek + kuracje wzmacniajace odpornosc przepisane przez polskiego pediatre. Ucierpiala frekwencja, obecnie swieta krowa tutejszego szkolnictwa, wygralo zdrowie i samopoczucie syna. Dzisiaj choruje zdecydowanie rzadziej. W tym roku szkolnym moze ze dwa razy po 2 dni. I czesto nawet nie nosi czapki.
            • yuka12 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 00:04
              Dodam jeszcze, ze zostawiajac w domu podziebionego syna unikalismy podawania antybiotyku, dosc hojnie przepisywanego nam przez lokalnych GP, gdy za pozno reagowalismy na niegrozna niby infekcje posylajac do szkoly wedlug zalecen. A u naszego syna taki zwyczajny katar w ciagu 3 dni przeradzal sie w zapalenie drog oddechowych.
              • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 09:14
                yuka12 napisała:

                > Dodam jeszcze, ze zostawiajac w domu podziebionego syna unikalismy podawania an
                > tybiotyku, dosc hojnie przepisywanego nam przez lokalnych GP, gdy za pozno reag
                > owalismy na niegrozna niby infekcje posylajac do szkoly wedlug zalecen. A u nas
                > zego syna taki zwyczajny katar w ciagu 3 dni przeradzal sie w zapalenie
                > drog oddechowych.

                Moze jednak lepiej byloby gdybyscie leczyli dzieci u gp a nie u polskich pediatrow bo wiesz klimat inny, flora bakteryjna inna...
                • yuka12 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 20:45
                  Najma oczywiscie ze leczylismy. W Polsce bylismy max 2 x w roku, syn byl chory co miesiac. I wlasnie z powodu przedluzajacych sie chorob zaczelismy szukac porady u polskich pediatrow. Zwlaszcza kiedy w trakcie wakacji w Polsce syn znalazl sie w szpitalu z problemami oddechowymi (po raz kolejny, poprzednio byl w szpitalach w UK). Zreszta chrapal i mial czesto zatkany nos oraz mocno powiekszone migdaly nawet, jak formalnie byl zdrowy. GP nie oferowali za wiele, podobnie jak pediatrzy w UK. Syn mial przeswietlenie pluc w szpitalu, po naszych prosbach zrobiono mu probe potu na mukowiscydoze (mamy osoby chore w rodzinie), dwa razy mial pobrana krew do badan i w zasadzie koniec diagnostyki. I najczesciej serwowano mu antybiotyk. A my chcielismy sie dowiedziec, jak pomoc synowi w zwalczaniu infekcji, jak wzmocnic jego odpornosc, jak udroznic noc i poprawic oddychanie. Polski lekarz rozpisal dla niego kuracje ze szczepionka wzmacniajaca odpornosc, polski laryngolog dal recepte na syropy zmniejszajace obrzek nosa i migdalow, zreszta dostepne rowniez w UK (sprawdzilismy po substancji czynnej, nawet nazwy niektorych lekow sa podobne), a lekarze z polskiego szpitala zalecili inhalacje, ktore nam bardzo pomogly jak syn sie dusil (bo zaproponowali elektryczny inhalator zamiast tuby inhalacyjnej popularnej w UK a ktorej syn nie znosil). Wlasnie takie zabiegi + odpowiednio wczesne reagowanie na przeziebienia syna pozwolilo nam coraz czesciej unikac antybiotykow oraz na tyle wspomoc jego organizm, ze wreszcie przestal tak czesto chorowac. Oczywiscie dopomogl tez czas, prawdopodobnie rowniez przeprowadzka do naszej dziury ze zdrowszym klimatem, lepszymi warunkami lokalowymi i lepszym jedzeniem. Ale to rowniez byla nasza inicjatywa smile.
                  • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 21:33
                    Yuka oczywiscie masz prawo wierzyc ze polscy lekarze pomogli twojemu dziecku bardziej. W koncu trudno powiedziec skoro leczyliscie sie u wielu lekarzy, antybiotykami, sterydami (te chyba najskuteczniej zmienjaszaja obrzek sluzowki w nosie), lekami rozszerzajacymi oskrzela podawanymi przez tube, nebulizator i inne leki podawane przez niego (to elektryczne urzadzenie to pewnie bylo to), oraz w koncu czas, w ktorym dziecko podroslo a uklad immunologiczny dojrzal, 'wspomagany' tymi cudownymi szczepionkami. Jednak tak jak napisalam bez tych zabiegow z pl tez by 7 lat trwalo.
                    • joa66 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 21:39
                      Jednak tak jak napisalam bez tych zabiegow z pl tez by 7 lat trwalo.

                      yuka "ma prawo wierzyć" a Ty wiesz jaki był przebieg chorób cudzych dzieci i ich skutki w czasie?wink
                      • yuka12 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 22:46
                        Wierzy w nieomylnosc brytyjskiego NHS. Chociaz tez tworza go tylko ludzie, rozni ludzie, ktorzy musza stosowac okreslone procedury, zreszta nie zawsze nalepsze. Ale czy wymyslil ktokolwiek gdziekolwiek nieomylny idealny system? Dzieki Polsce mam dostep do nieco innego podejscia do leczenia, prezentowanego przez niektorych lekarzy, co w przypadku naszego dziecka sie sprawdzilo. Ja tego nie krytykuje, bo widze wady i zalety obydwu systemow, Najma nie miala prawdopodobnie takiego doswiadczenia.
                        • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 22:56
                          Najma od lat krytykuje wszystko co polskie, od pomidorowej, przez prawo pracy, zasiłki do lekarzy. Gdybyś napisała to samo, ale na odwrót - czyli dziecko chorujące na stałe mieszkające w Polsce, któremu polscy lekarzy nie pomogli, a pomogli angielscy uwierzyłaby Ci bez wahania.
                          • yuka12 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 23:42
                            Wiem. Na forum jestem od dluzszego czasu. W sumie z Najma jestescie jak dwa konce tego samego kija smile.
                        • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 09:09
                          yuka12 napisała:

                          > Dzieki Polsce mam dostep do nieco innego podejscia do leczenia, prezentowanego przez nie
                          > ktorych lekarzy, co w przypadku naszego dziecka sie sprawdzilo. Ja tego nie kry
                          > tykuje, bo widze wady i zalety obydwu systemow, Najma nie miala prawdopodobnie
                          > takiego doswiadczenia

                          Ja nie wierze w nieomylnosc tutejszych lekarzy (Anglia), naprawde nie wierze, ale tez nie wierze (a wiekszosc Polakow ktorych tu poznalam wierzy) w cudowna i niezwykla wiedze polskich lekarzy.
                          Ja wiem ze w pl znajdzie sie paru leakrzy ktorzy sa swietnymi specjalistami swiatowej klasy ale wiekszosc taka nie jest i to inne podejscie polega glownie na stosowaniu lekow i terapi o udowodninym zerowym lub bardzo niskim stopniu dzialania za to sporych skutkach ubocznych. czy tu czy w pl jesli infekcja jest bakteryjna to stosuje sie najczesciej antybiotyki, tu i w pl stosuje sie wycinanie mogdalow czy drenaz uszu itd bo mowa o dzieciach ktore maja pecha miec slabszy uklad immunologiczny i choruja czesciej. Roznica jest taka ze tu nie stosuje sie syropow na kaszel, syropkow na odpornosc itp bo to nie sa specyfiki ktorych dzialanie udowodniono, bo nantym polega stosowanie EBM ktore w pl tez niby sie stosuje ale nie tylko i na tym walsnie polega to 'inne' podejscie lekarzy. Wielu rodzicom zwlaszcza przyzwyczajonym do takiego podejscia czyli 'leki' na wszystko to pasuje i wierza ze to pomaga.
                          • kandyzowana3x Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 11:53
                            Z cala pewnoscia jest tak jak piszesz, ale ... W Angli jest bardzo konserwatywne podejscie do leczenia, ktore nie kazdemu music odpowiadac. I tak no z wit d dopiero kilka lat temu zmieniono zalecenia co do jej podawania, choc dyskusje toczyly sie juz wiele lat. A I teraz te zalecenia sa raczej ignorowane przez gp i polozne. Teraz podobnie dyskusje tycza sie jodu I jego suplementacji, za kilka lat zobaczymy co z tego wyniknie.
                            Ja np mam inne zdanie nt leczenia biegunki u doroslych I dzieci I wole stosowac smecte I wegiel jako leki sprawdzone I nieszkodliwe ( teorie na wydalania zarazkow itd znam I przestudiowalam ) w konserwatywnym leczeniu ang trzeba tylko czekac az samo minie.
                            I przy tym wszystkim calkowicie zgadzam sie z moim luzackim gp ze 99℅ chorob sama mina w ciagu 2 tygodni, a jeśli nie mina to wtedy zaczniemy leczyc wink.
                            • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 20.02.15, 12:31
                              kandyzowana3x napisała:

                              > Ja np mam inne zdanie nt leczenia biegunki u doroslych I dzieci I wole bstosowa
                              > c smecte I wegiel jako leki sprawdzone I nieszkodliwe ( teorie na wydalania zar
                              > azkow itd znam I przestudiowalam ) w konserwatywnym leczeniu ang trzeba tylko c
                              > zekac az samo minie.

                              No wlasnie, 'konserwatywnym leczeniem' nazywa sie brak natychmiastowego dzialania lekami w kazdej sytuacji. Tyle ze takie postepowanie ma udowodnione uzasadnienie medyczne i mi podoba sie tutejsze podejscie czyli stosowanie EBM.
                              To nienoznacza ze lekarze sa nieomylni, idealni itp bo bledy lekarskie zdarzaja sie wszedzie. Ja mam zaufanie do EBM.

                              > I przy tym wszystkim calkowicie zgadzam sie z moim luzackim gp ze 99℅ cho
                              > rob sama mina w ciagu 2 tygodni, a jeśli nie mina to wtedy zaczniemy leczyc wink.

                              Zalezy jakich chorob, bo jesli chodzi o wirusowe infekcje tzw przeziebienia to fakt mina.
                              ostatnio kolezanka opowiadala mi ze zlapala cold, bolalo ja gardlo, goraczkowala przez dwa dni, potem doszedl kaszel. Po trzech tygodniach (juz calkiem wesola i pelna energi) poszla do gp bo wciaz ma kaszel, zwlaszcza w nocy. Lekarz ja zbadal, wypytal i powoedzial ze musi jeszcze poczekac, kaszel w koncu minie. Wiec ona mu na to ze ok ale jesli nie przejdzis to ona do niego wroci z pretensjami. Smial sie. Kolezanka juz prawie nie kaszle. Nic jej nie zapisal no bo co skoro to wirus. Syrop jeslo chce moze kupic bez recepty, ale lekarze tego nie zalecaja bo to nie leczy.
                              Koleznaka (inna) w pracy skarzyla sie na bole w klatce piersiowej, byla bardzo oslabiona. Szkolna pielegniarka wykluczyla atak serca ale powiedziala aby zadzwonila jeszcze w tym samym dniu do gp. U gp juz nie mieli miejsc wiec powiedzieli ze ma jechac na A&E. Pojechala. Zrobili x-ray, zbadali, okazalo sie ze miala zapalenie pluc. Dostala antybiotyk. Gdzie zlapala nie wiadomo, nie miala zadnych objawow przeziebienia czy grypy.
            • najma78 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 09:11
              yuka12 napisała:

              > Wyszedl z przeziebien takze dlatego, ze nauczeni doswiadczeniem po pierwszych s
              > ygnalach powazniejszego zakazenia zatrzymywalismy go w domu na 4-5 najgorszych
              > dni. Oczywiscie probowalismy na poczatku szkoly sposobem brytyjskim posylac do
              > szkoly z katarem i kaszlem, ale on- jakos smile -nie zamierzal "wychodzic" przezie
              > bienia, tylko zapadal na zdrowiu jeszcze bardziej. No i dalismy sobie spokoj z
              > lokalna tradycja. Postawilismy na sposob polski- kiszenie w domu, syropki, wita
              > miny, zdrowe jedzenie, nacieranie i odpoczynek + kuracje wzmacniajace odpornosc
              > przepisane przez polskiego pediatre. Ucierpiala frekwencja, obecnie swieta kro
              > wa tutejszego szkolnictwa, wygralo zdrowie i samopoczucie syna. Dzisiaj choruje
              > zdecydowanie rzadziej. W tym roku szkolnym moze ze dwa razy po 2 dni. I czesto
              > nawet nie nosi czapki.

              Ale on ma ile...7 lat? Normalne ze choruje mniej. Moje dzieci zaczynaly przedszkole w wieku ok 10 m-cy i przez pierwszy sezon przeziebione to byly caly czas jak cala grupa. Pozniej juz coraz mniej. Oboje przestaly lapac infekcje czesto miedzy 2-3 rokiem zycia bo w przedszkolu dziennym spotkaly niemal wszystkie wirusy i wiele bakteri (choc tych zdecydowanie niewiele) i uodpornily sie blyslawicznie. Twoje dzieci pomimo ze traktowane podczas infekcji sposobem poslkim czyli kiszenie w domu, rozne syropki plus magiczne specyfiki 'wzmacniajace' odpornosc nie pomagaly bo piwersze 7 lat i tak vhorowaly bardzo. Coz wiec tak wychwalasz?
              • yuka12 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 21:02
                Najma Twoje dzieci chorowaly jeden sezon, moj syn zaczal chorowac jak mial 5 miesiecy a skonczyl jak mial 7 lat. Polskie syropy i wszystkie pozostale metody zaczelismy wprowadzac w zycie w akcie desperacji, kiedy zalecenia lekarze w UK ograniczyly sie do paracetamolu na zmiane z antybiotykiem i inhalacjami przez tube, ktore niewiele dawaly, bo duszacy sie syn nie potrafil wziac wystarczajaco glebokiego oddechu i tez tej tuby nie znosil . Mysle, ze po prostu sie jej bal. Tak wiec majac chorujace niemal non stop dziecko, ktore po kolejnych antybiotykach przestalo rowniez jesc, zdecydowalismy podczas kolejnego pobytu w Polsce (i w szpitalu) pojsc prywatnie do pediatry i poszukac innej drogi. To jest desperacja rodzicow chcacych pomoc swojemu chorujacemu dziecku, bo stosowane dotychczas metody zawodzily. Nie twierdze, ze wszyscy lekarze w UK sa do niczego a wszyscy w Polsce wspaniali (bo i w Ojczyznie trafilismy na wredna, opryskliwa i niepomocna doktorke). Opisuje tylko moje, nasze doswiadczenia z leczeniem NASZEGO dziecka w UK i w Polsce.
    • evee1 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 01:40
      Z dziecmi mialam okazje mieszkac i pracowac w Australii (to mieszkam na stale) i UK. O UK juz pisac nie bede, bo juz wszyscy wiedza wink.
      W Au mamy 20 dni (roboczych, czyli 4 tygodnie) urlopu i 10 dni platnego chorobowego, ktore mozna wykorzystac na siebie, dzieci, czy babcie lub dziadka. Na jeden dzien bolu gowy czy chor0by na lenia zwolnienie nie jest potrzebne, ale moja firma (poprzednia tez) wymaga zwolnienia od lekarza, jezeli moim dniem chorobowym jest poniedzialek lub piatek.
      Dopiero jakies 2-3 lata temu wprowadzono platny urlop rodzicielski, ktory jest rownowazny minimalnej placy przez 18 tygodni. Przedtem mozna bylo wziac do roku urlopu bezplatnego.
      Sporo matek nie pracuje, ale to sa na ogol mniej zarabiajace, bo powrot do pracy oznaczalby koniecznosc poslania dziecka do przedszkola, a te sa tutaj piekielnie drogie. Panstwo dofinansowuje troche, ale wylacznie slabo zarabiajace rodziny.
      Wiekszosc kobiet "professionals" wraca wiec do pracy po 6 miesiacach, albo gora roku.
      Podyktowane to jest tez tym, ze koszty zycia sa tu dosc wysokie, na przyklad znacznie wyzsze niz w UK, a domy za jednymi z najdrozszych na swiecie.
      Dzieci do przedszkola i do szkoly chodza zasmarkane, pod warunkiem, ze sie dobrze czuja. Najgorszy jest na ogol pierwszy rok po poslaniu do placowki, ale potem dzieciaki nabieraja odpornosci i ciezko choruja bardzo rzadko. Moje dzieci nie mialy specjalnie konskiego zdrowia i troche chorowaly, wiec pomagala mi wtedy moja mama, opiekunki, ja bralam wolne, albo moj maz. No, jakos trzeba sobie bylo radzic.
      No, ale jest tu swieze powietrzem, duzo przestrzeni, sympatyczni ludzie smile.
    • myelegans Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 01:51
      No to zaspokajam Twoja ciekawosc: opieka naprzemienna matka i ojciec, mozliwosc pracowania na jakas czesc etatu, 3/4, 2/3, 7/8, mozliwosc pracowania z domu, dobry networking system wsrod znajomych, dzisiaj ja posiedze z dziecmi, jutro ty, dzadkowie bilogiczni, albo przyszywani, ciocie biologicne albo przyszywane.

      Tymczasowa zmiana kariery na czas odchowania dzieci, np maz zaczal wlasna DG, pracuje z domu ok 30godzin/tyg, na niego spadaja przyprowadzanie do i ze szkoly wczesniej przedszkola, odwozdnie na zajcia, wszelkie snow days, half days, professional days, c😝czesc ferii.
      I tak to dziala rowniez wsrod znJomych, majacyh 3+ dzieci. My z naszym jedynakiem jestesmy w zdecydowanej mniejszosci. Amerykanie lubia i sie rozmnazaja.
    • go-jab Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 03:28
      Po przetestowaniu roznych opcji najlepiej u nas sprawdza sie to co mamy teraz... Maz pracuje w trybie 24h pracy, 48h wolnego... Wakacji/urlopowego ma ok 25 dni rocznie, I to musi zaplanowac rok do przodu... Chorobowego ma w tej chwili mniej wiecej 400h uzbieranych na swoim pracowym koncie (odklada mu sie ok 12h tygodniowo) I te wykorzystuje kiedy on jest chory lub przy powaznych chorobach dzieci...
      Ja nie mam etatu, pracuje w trzech miejscach na raz, wtedy kiedy on ma wolne... Nie pracuje-Nie zarabiam. Nikt sie do mnie nie przyczepi jesli w ciagu 12 mcy odwolam sie nie wiecej niz 4 razy, ale tez nikt mi za to nie zaplaci... W tym roku jedziemy na 6tyg do Polski - nikt mi za to nie zaplaci.
      Wychodzimy z zalozenia ze "jesli umiesz liczyc to licz na siebie" I wiemy ze my nie nawalimy, nie musimy sie zastanawiac co bedzie jak szkole zamkna z powodu zimna (znowu!), co zrobic jak dzieciak leb w szkole rozwali I mu sie biedaczkowi slabo zrobi (po tatusiu taki delikatny) I pielegniarka poprosi o zabranie go do domu...

      USA smile
      • myelegans Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 04:41
        Albo wsadzi pierscionek na pale i nie moze sciagnac i dzwoni pielegniarka szkolna na 5 minut przed waznym spotkaniem, ze juz, natychmiast, palec spuchniety i trzeba do lekarza. Poszedl pracuja y z domu maz z cazkami i zalatwil sprawe w lazience i odeslal mlodego z powrotem do klasy.

        Ale tez przychodzil ze szkoly jak byl przeziebiony (katar, kaszel) z notka od pilelegniarki, ze widziala go 2 razy i podala..... cukierki aloesowe ?????? i odeslala do klasy. Mlody mial nadzieje, na odeslanie w kierunku domu, ale bez goraczki i ogolnego rzezenia sie nie udalo.
        • myelegans Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 04:46
          Wszystkimkwestia umowy. W zeszla zime zlapalam grype, oczywiscie w czasie urlou na ferie, wylezalam troche, po 3 dniach polazlam na narty, pozniej zostalam w domu 3 dni na gebe, pozniej rozwinelo sie zapalenia pluc, wiec zostalam weekend i nastepne trzy dni do momentu jak trzeci antybiotyk w koncu zadzialal i tak sie wylizywalam przez miesiac, a kaszlam porzadnie przez trzy. Kosztowlao mnie to 0 dni zwolnienia, moglam przejsc na krotkotrwaly zasilek, i tak bym zrobila, gdyby. Ie czasowe, lstre zawirowania w pracy, kiedy to musialam trzymac reke na korporacyjnym pulsie ?.
          Najgorsze bylo to, ze musialam z bostonskiego maratonu zrezygniwac, bo sie przytrafilo w srodku sezonu treningowwgo.
    • ashraf Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 08:25
      1. Po 3 dni opieki do wykorzystania przez kazdego rodzica, na podstawie zwolnienia na dziecko.
      2. Nianie, au-pair, organizacje typu Czerwony Krzyz i fundacje, ktore przysylaja opiekunki (mniej lub bardziej odplatnie) ad hoc.
      3. Praca na czesc etatu, elastyczna, roczne rozliczanie godzin pracy, dogadywanie sie z szefem.
      4. Do placowek moga i musza (od przedszkola wzwyz) chodzic dzieci, ktore mialy infekcje, ale juz nie biora lekow oraz dzieci z katarem. Nie wolno wyslac dziecka z goraczka czy przyjmujacego antybiotyk, ale lekko zakatarzone jak najbardziej i jakos wszystkie dookola od tego nie umieraja i nie choruja calorocznie. Kwestia odpornosci, ktora wyrabia sie w kontakcie z patogenami. Zwolnienia dla dziecka nie wypisuje rodzic, tylko lekarz, a ci nie pozwalaja na wysiadywanie w domu katarku przez 2 tyg (ale tez nie puszcza do przedszkola dziecka naprawde chorego).
    • anetchen2306 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 10:26
      Niemcy: na Mloda mam 10 dni w roku (starszy juz w wieku nastolatkowym, wiec na jego choroby nie przysluguje mi zadne zwolnienie). Mezowi tez przysluguje te 10 dni, mamy wiec do dyspozycji wspolnie 20 dni opieki nad chorym dzieckiem, mozemy sie zrzec "swoich dni" na korzysc drugiego rodzica. Mloda ma 7 lat, jeszcze nigdy nie wykorzystalam calej puli. przewaznie bylo to 4-6 dni w roku. Mloda poszla do przedszkola w wieku 2,5 lat. Chorowala rzadko, glownie byly to jakies przeziebienia, jelitowki. Mamy w poblizu babcie (kilka km od nas), wiec mamy wyjscie awaryjne. Mimo to z opieki babcinej korzystamy w wyjatkowych sytuacjach.
      Dzieci zakatarzone, z kaszlem, chodza normalnie do placowek.
      W kazdej placowce jest lista z wykazem chorob zakaznych, (ktore podlegaja obowiazkowi zgloszenia do Gesundheitsamt, opdowiednika polskiego sanepidu) gdzie dziecko do placowki uszczeszczac nie moze. Kataru i kaszlu na nich brak. W pprzypadku wymiotow lub biegunki, nie ma zmiluj: nalezy NATYCHMIAST zabrac dziecko z placowki.
      Pamietam, jak moj owczas 8-letni syn mial szkarlatyne: 3 dni w domu i zalecenie od lekarza, by 48 godz. po ustapieniu odczuwanych dolegliwosci (bol gardla, rozbicie, goraczka) dziecko poszlo juz do szkoly, bo nie ma przeciwwskazan, oczywiscie pod warunkiem dalszego przyjmowania antybiotyku.
      Jezeli jakas placowka decyduje sie podawac leki, to tylko na wlasna odpowiedzialnosc.
      I coraz mniej placowek taka odpowiedzialnosc na siebie chce przyjac (chwala im za to).
      Frekwencja w placowkach moich dzieciakow byla zadziwiajaco wysoka.
      W ciagu 4 lat przedszkola (tyle uczeszczala moja mlodsza) nie bylo w nim ani jednego przypadku ospy, rozyczki, zapalenia pluc, zapalenia oskrzeli, zapalenia ucha ... (bylismy bardzo zzyta wspolnota, wiec wiadomosci o chorobskach byly przekazywane zawsze dalej) itd. Jedynym masowym zachorowaniem byla paskudna jelitowka jakies 2 lata temu: polozyla pokotem ponad 80% dzieciakow i personelu. Ale byly to 3 dni. ZADNE dziecko nie opuscilo wiecej niz 1-2 tygodnia zajec.
      • baltycki Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 11:15
        Pozwole sobie uzupelnic.
        10 dni przysluguje kazdemu rodzicowi na kazde dziecko do ukonczenia przez nie 12 roku zycia, jednak nie wiecej niz 25 dni w roku na wszystkie dzieci/na rodzica.
        Osobom samotnie wychowujacym dzieci przysluguje podwojna ilosc dni, 20 na kazde dziecko, jednak nie wiecej niz 50 dni w roku na wszystkie dzieci.
        Warunkiem, podobnie jak w Polsce, jest brak innego domownika mogacego zapewnic opieke.
        Mowa o platnych dniach roboczych oraz o pracownikach i dzieciach objetych ubezpieczeniem.
        • anetchen2306 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 11:34
          Dokladnie, dlatego starszy sie nie lapie na opieke. Opiekowac musi sie wtedy sam soba big_grin
          I masz racje: u lekarza pada pytanie, czy nikt inny z domownikow (np. mieszkajaca z rodzina babcia, starsze rodzenstwo) nie jest w stanie zapewnic opieki.
          Mimo tego jeszcze nie slyszalam narzekan, ze tych dni na opieke nad dzieckiem chorym jest malo. Naprawde nikt z mojego otoczenia tego tematu jeszcze nigdy nie poruszyl. Praktycznie kazda rodzina ma jakas blizsza lub dalsza rodzine, znajomych, uczynnach sasiadow w swoim otoczeniu. Z opiekunek tez kilka rodzin korzysta (Tagesmutter). Jakos tez nie slyszalam nigdy, ze jakies dziecko chorowalo przez 2-3 tygodnie ciegiem. Przedszkole moich dzieciakow, wiejskie, bylo stosunkowo male, takie familijne, ok. 25-30 dzieci. Hurtowo jakos nie chorowaly, bo gdyby bylo wiecej zachorowan, to dotarlaby do nas jakas wiadomosc (na drzwiach wejsciowych zawsze wywieszano informacje, co akuratnie po dzieciakach "krazy").
          No wiec raz byla to masowa jelitowka, innym razem wywieszka "Läuse" (wszy).
          • baltycki Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 11:44
            > Dokladnie, dlatego starszy sie nie lapie na opieke. Opiekowac musi sie wtedy sam soba.
            Sa pewne wyjatki dla starszych, ale nie ma co rozpisywac sie o nich..

            > Mimo tego jeszcze nie slyszalam narzekan,
            > ze tych dni na opieke nad dzieckiem chorym jest malo.
            Przy trojce dzieci to 50 dni roboczych, czyli 70 kalendarzowych, wiecej niz w Polsce.
            (a to gazeta sie zdziwiwink)
            • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 12:13
              bałtycki-a jak jest z dziećmi niepełnosprawnymi ?
              • baltycki Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 14:06
                Ilosc dni taka sama, ale..
                w 1995r wprowadzono w germanii ubezpieczenie pielegnacyjne, obecnie jest to w wiekszosci 2,35% dochodu, polowe placi pracodawca (cos podobnego chcial w Polsce wprowadzic Religa bedac ministrem zdrowia) i z tego ubezpieczenia jest finansowana pomoc niepelnosprawnym i ich rodzinom..


                Temat rzeka..
                • baltycki Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 14:19
                  Jesli niepelnosprawne dziecko nie poradzi sobie bez pomocy, odpada tylko granica wiekowa.. 12 lat.
                • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 14:53
                  Dzięki. A chciałoby Ci się znaleźć link do informacji na ten temat (planu Religii?)
                  • baltycki Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 15:01
                    wiele jest.. baaaardzosmile
                    google
                    Religa ubezpieczenie pielegnacyjne
                    • baltycki Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 15:02
                      PS. To nie byl tylko plan, to juz byl projekt ustawy.
                      • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 15:24
                        dziękuję!
                        • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 15:40
                          poczytałam,
                          jednak nie do końca o to pytałam
                          pytałam o osoby niepełnosprawne, dzieci -a nie seniorów i dorosłych po wypadkach
                          • baltycki Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 16:06
                            "Zwykło się uważać, że będzie ono dotyczyło ludzi starszych, ale będą mogły z niego korzystać także osoby młode. Często do utraty niesamodzielności dochodzi bowiem wskutek urazów czy chorób przebywanych w młodym wieku."

                            "- Konieczny jest przynajmniej rok karencji, aby zgromadzić kapitał w funduszu. Ten rok będzie też potrzebny na to, by zweryfikować orzeczenia o stopniu niesamodzielności i określić grupę beneficjentów - tłumaczy prof. Piotr Błędowski."


                            Mysle, ze akcentowano pielegnacje starszych probujac uzyskac akceptacje spoleczenstwa, w koncu kazdy bedzie stary (o ile dozyje), a niepelnosprawnosci innych nie kazdy moze chciec pomoc, czy wspolfinansowac.. Niestety.
                            • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 17:00
                              No dokładnie
                              Mi mnie póki co, w myśl powiedzenia "bliższa koszula ciału" bardziej interesują rozwiązania obejmujące dzieci
                          • anetchen2306 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 17:45
                            Ja sprobuje odpowiedziec, chociaz to dosc skomplikowane.

                            Ilosc pieniedzy, roznych dodatkow plynacych na dziecko niepelnosprawne zalezy od stopnia jego niepelnosprawnosci (lub raczej stopnia zaawansowania opieki nad takim dzieckiem). Sa bodajze III stopnie Pflegestufe (zaawansowania opieki):

                            www.behinderte-kinder.de/pflege/pfleg.htm
                            Wszystko zalezy tez od tego KTO sprawuje opieke nad niepelnosprawnym dzieckiem: najblizsza rodzina, jakas placowka opiekunczo-wychowawcza czy tez opieka ambulatoryjna (opiekun dojezdzajacy). Jezeli opieke sprawuja rodzice, sa to sumy ok 300-700€ miesiecznie.
                            Najdrozej wychodzi oczywiscie opieka stacjonarna w jakiejs placowce. Do tego oczywiscie Kindergeld (obecnie 186€ miesiecznie), przy czym Kindergeld ma wydluzony czas wyplacania swiadczenia (takze naniepelnosprawne "dzieci" juz dorosle, np. 24-27 letnie).
                            Przysluguja sie tez srodki na swiadczenie opieki podczas urlopu opiekuna (tak, rodzicom tez nalezy sie "urlop" od opieki), srodki na opieke nad dzieckiem powyzej lat 12 (np. w przypadku ciezkich zlaman, gdzie mobilnosc dziecka jest ograniczona, przysluguje sie "pomoc domowa" z Kasy Chorych, takze w przypadku choroby rodzica, gdy nie moze zapewnic nalezytej opieki dziecku).
                            Skomplikowany to dosc system. Sporo w nim niedociagniec ...
                            • guderianka Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 18:00
                              Dzięki..
                              Wiesz lepiej , bo dobrze znasz, ale ja marzę o takim u nas..
                              • anetchen2306 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 18:18
                                Wiem i zdaje sobie z tego sprawe, ze w Polsce w zasadzie rodzice niepelnosprawnego dziecka pozostawieni sa sami sobie. sad Ze to na nich spoczywa caly obowiazek pielegnacji i wychowania takiego dziecka. Wiem tez, ze zazwyczaj niemieckie Kasy Chorych czepiaja sie przypadkow doroslych, opieke nad dziecmi finansuja z reguly dosc solidnie. Rowniez koszyk podstawowych swiadczen zdrowotno-pielegnacyjnych jest tez dosc obszerniejszy niz w polskim NFZ. Ja bym to tez pod koszta opieki-pielegnacji podciagnela (np. zabiegi Reha na kase chorych, na ktore nie trzeba czekac miesiacami).
                                Do tego dochodza jeszcze prywatne ubezpieczenia pielegnacyjne (zarowno ja i maz takowe posiadamy, oplacamy co kwartal skladki ubezpieczeniowe).
                                Nie ma tez z reguly problemu ze skorzystaniem z wyjazdu do "Sanatorium", tzw. Muter-Kind-Kur, co cztery lata mozna zlozyc wniosek, pobyt na "kuracji" trwa 3 tygodnie, oplaca kasa chorych (jezeli istnieja wazne wzgledy zdrowotne, terapeutyczne, to nawet czesciej mozna wniosek skladac). Za kazdy dzien pobytu rodzic placi bodajze 10€, pobyt dziecka jest calkowicie bezplatny, ale matka/rodzic tez korzysta z zabiegow i oferty osrodka (bo "kuracja" ma za zadanie wspomoc takze rodzica/matke, czyli opiekuna dziecka, powodem skierowania moze byc ... zwykly codzienny stres). Dojazd do i z osrodka pokrywa w calosci dla opiekuna i dziecka kasa chorych. Moja sasiadka byla z 7 miesieczniakiem. Powod: byla zestresowana, po porodzie miala niewielkie problemy z kregoslupem.
            • gazeta_mi_placi Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 17:00
              W dalszym ciągu mając jedno dziecko (w dzisiejszych czasach częste) macie jednak mniej dni niż w Polsce.
              • to_ja_caryca_katarzyna Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 18:06
                Ale wiecej kasy, zrozum to.
                • lily-evans01 Re: Chore dzieci za granicą 19.02.15, 18:57
                  I w wielu krajach bardziej elastyczny system pracy.
                  U nas szumnie wprowadzono pracę zdalną, po czym... nawet analizując oferty typu redaktor portalu internetowego, researcher, ktoś od obróbki graficznej - pracownik sMUSI stawiać się w biurze przynajmniej przez część tygodnia. Bo szef nie potrafi rozdzielić zadań i omówić wykonanej pracy za pomocą maila i komórki, czy videokonferencji z zespołem współpracowników (to są przykłady ofert i wymagań z portali typu infopraca, grafton, job.pl itd itp...).
                  • robin2510 Re: Chore dzieci za granicą 23.02.15, 09:14
                    To ja jednak mam szczęście że obie córki mi nie chorują. 1 raz w roku czerwiec/lipiec łapią anginę i z rzadka przeziębienie. Opiekę wykorzystuję tylko ok 5 dni w roku.
                  • stacie_o Re: Chore dzieci za granicą 23.02.15, 09:26
                    Okazało się, że nawet z domu cv nie można przeglądnać..bowiem twój własny laptop i twoje łączę nie gwarantuje ochrony danych osobowych, więc żeby przeglądnąć aplikację muszę jechać do biura...paranoja.
    • palacinka2020 Re: Chore dzieci za granicą 30.01.21, 18:18
      To jest bardzo proste: chodza chore do zlobka.
      Moje dziecko chodzilo do zlobka, gdzie z radoscia przyjeto je z ospa wietrzna. Dopiero przy wysokiej goraczce, gdy dziecko nie jest w stanie uczestniczyc w zajeciach, dzwonia do rodzicow.
      Gil do pasa maja wszycy, nikt sie tym nie przejmuje.
    • annajustyna Re: Chore dzieci za granicą 30.01.21, 18:22
      W Niemczech przysługuje w sumie 20 dni na chore dziecko.
Pełna wersja