Dodaj do ulubionych

Beksińscy -ponownie

17.03.15, 10:57
Jeszcze raz Beksińscy, dlatego że nie mogę się pozbyć smutku po tym ogromie samotności. Pomijając wszystkie jazdy Tomka, jego i ojca chorobę psychiczną (jaką?), to ta pustka w jego życiu, potrzeba miłości, były przytłaczające. I po tym co przeczytałam, zobaczylam, nie uważam, że najgorzej w tej rodzinie żyło się jego matce, sądzę, że to on był najbardziej samotny, pozbawiony miłości. Jego rodzice mieli siebie nawzajem, byli sobie całkowicie oddani,on był dodatkiem,trochę jak męczący psiak. Z tego co mówił brakowało mu przez całe życie bezinteresownej, bezgranicznej miłości, z pełnią akceptacji. I uprzedzając ewentualne komentarze: myślę, ze rodzice mimo,że znosili jego zachowanie, to nie akceptowali go, nie próbowali mu tak naprawdę pomóc, może ze strachu przed rozmiarem choroby-takie wyparcie:on juz taki jest. A może bali się,że badanie syna,jego terapia pociągnie za sobą sprawę ojca i jego zdrowia psychicznego, a to nie byłoby dobre dla mistrza... Myslicie, że miłość mogła Tomka uratować?
Obserwuj wątek
    • zuleyka.z.talgaru Re: Beksińscy -ponownie 17.03.15, 11:04
      Myślę, że nie mogła.
    • sumire Re: Beksińscy -ponownie 17.03.15, 11:16
      Nie, miłość ratuje ludzi w książkach i filmach.
      • flo-bo Re: Beksińscy -ponownie 17.03.15, 12:37
        A tu się nie zgodzie: mija koleżanka miała trochę podobna sytuację, jej rodzice bardzo się kochali,ona była tak na doczepke, jak mówiła. Tez miała ostre stany depresyjne, niska samoocena,problem z nawiązywaniem relacji itp. Powiedziała mi kiedyś,ze uratował ją jej mąż i dzieci (3). Że do tej pory ma tak disc życia czasami,że chętnie by to skończyła. Trzyma ją tylko to że jest potrzebna,że kocha dzieci i męża i nigdy by im nie pozwoliła żyć z takim bólem po stracie matki.
        • zuleyka.z.talgaru Re: Beksińscy -ponownie 17.03.15, 12:44
          Tia. Teraz ją trzymają przy życiu a co jeśli depresja się pogłębi? Może się zabije i tyle z tego będzie.

          Miłość nie ratuje.
    • morgen_stern Re: Beksińscy -ponownie 17.03.15, 11:19
      No nie wiem, ja wywnioskowałam z książki, że Tomek był po prostu klasycznym rozpuszczonym dzieciakiem, który miał co tylko zechciał, mówił, co chciał i robił co chciał. Nigdy też do końca nie dorósł, może podświadomie wiedział, że świat dorosłych nie będzie i nie jest dla niego tak łaskawy i wyrozumiały, jak rodzice.
    • kanna Re: Beksińscy -ponownie 17.03.15, 11:22
      Moim zdaniem ojciec miał cechy Zespołu Aspergera, a Młody miał zerowe poczucie bezpieczeństwa wynikające z braku jakichkolwiek reguł/zasad w domu.

      Ale nie jestem psychiatrą.
    • antyideal Re: Beksińscy -ponownie 17.03.15, 11:35
      Nie czytalam tej ksiazki o Beksinskich, pamietam audycje Tomka i wspomnienia ludzi
      o nim po jego smierci. Wg.mnie mial osobowosc borderline i z tym wlasciwie niewiele
      da sie robic, wieczna szarpanina ze soba i z otoczeniem, ktore nie wie o co ci chodzi.
      ZNalam czlowieka bardzo do niego osobowosciowo podobnego, tylko przez kilka miesiecy goscil w moim zyciu i do dzis czuje zmeczenie na mysl o naszych rozmowach, o tym co
      mi opowiadal co dzieje sie w jego wnetrzu. Tez mial za soba próby samobojcze.
      Takiego czlowieka wlasciwie nie da sie uratowac, goni za bezwarunkową miloscią, ale docenia ja dopiero wtedy, gdy traci, potrzebuje silnych emocji, zeby zyc, z tym, ze sa to czesto emocje autodestrukcyjne.
      • priszczilla Re: Beksińscy -ponownie 17.03.15, 11:41
        Ale skądś się ta osobowość borderline bierze, na pewno sytuacja rodzinna ma znaczenie. Może gdyby wychowywał się w innej rodzinie to wyrósłby na osobę znacznie mniej zaburzoną.
        • antyideal Re: Beksińscy -ponownie 17.03.15, 12:00
          Oczywiscie, ze w rodzinie, w ktorej dziecko nie ma szans na prawidlowy rozwoj emocjonalny
          jest wieksze prawdopodobienstwo, ze wyrosnie na osobe zaburzona., zwlaszcza jesli ma
          wyjatkowo wrazliwą nature, tak jak w tym przypadku.
          • flo-bo Re: Beksińscy -ponownie 17.03.15, 12:52
            Dobrze, więc tym odważnej powiem wprost: sądzę, że rodzice byli bardzo winni temu co się stało i działo przez całe życie z Tomkiem. Żyli dla siebie,on jakby obok, bez granic,zasad, które dają właśnie poczucie bezpieczeństwa i tego,że komuś na nas zalezy, ze nas dostrzega. Pozwalanie na wszystko, zapewnianie wszystkiego, to nie zawsze miłość, czasem po prostu maskowanie obojętności, znudzenia druga osoba, dystansu emocjonalnego. Poza tym sądzę, że nie zajęli się jego chorobą/zaburzeniem nie wpłynęli na niego,nie rozmawiali z lekarzami o jego terapii ze względu na mistrza. Dotknęłoby go to bezpośrednio, wymagało od niego pracy nad sobą, albo zastanowienia i odsuneloby go z bycia centrum rodziny. Tomek walczył o dostrzeżenie, jak dziecko, które chce być nawet ukarane,byle rodzice się nim zajęli, kochali go. A tak był tylko ich klopotem. To,że mu ze wszystkim dopuszczali wzmacniało tylko jego negatywne zachowanie.
            A związek jego rodzicow rzutowal na to jaki chciał mieć on sam związek, tylko niewiele kobiet chce żyć tak jak jego matka.
          • priszczilla Re: Beksińscy -ponownie 17.03.15, 12:59
            W takim sensie miłość by go uratowała - gdybym ją miał od urodzenia.
    • catroux Re: Beksińscy -ponownie 17.03.15, 12:53
      Nie. Abstrahując od przyczyn zjawiska, tacy ludzie domagają się miłości i całkowitego poświęcenia, których nikt nie jest w stanie im dać. A na koniec i tak odrzucają, bo żaden człowiek nie jest w stanie spełnić ich absurdalnie wygórowanych oczekiwań.

      Wg mnie mąż ani dzieci nie uratowali Twojej koleżanki
      • flo-bo Re: Beksińscy -ponownie 17.03.15, 13:58
        Poznalam jej rodziców przypadkiem, aż emanowalo od nich wzajemną miłością. Przy pracowej okazji do imprezy cos jej tam rzucilam,ze się nie dziwie się ze ma takie super małżeństwo, skoro ma przykład kochających się rodziców. Pewnie pod wpływem procentów powiedziała wtedy, że jakby nie mąż to by się wymiksowala z takiego życia gdzie tylko rodzice się kochali, poza miłością to podobno niczego jej nie brakowało,nawet zainteresowania ze strony rodziców.
        Mowila ,że życie ją boli,ale dzięki rodzinie jest w stanie z tym żyć i nawet się cieszyć niektórymi rzeczami poza rodziną. Już więcej na ten temat nie rozmawialiśmy, teraz nie mieszka w Polsce,z tego co wiem, wszystko u niej ok i mam nadzieję, że tak zostanie.
        Co do Tomka, to sądzę, że trudno byłoby komuś go uratować miłością. On był ciągle w związku z rodzicami, nie oderwał się/ nie został oderwany i nie mógł odciąć się na zasadzie:teraz mam kogoś kogo kocham i mnie kocha, nasze życie. To ciągle taplanie się w sosiku pełnym bólu, wyrzutów, udawania też nie wrozylo dobrze jego związkom. Nie dało im szansy,jaka mogła by się pojawić w jakimś innym środowisku, gdzie mógłby zbudować swój świat i siebie od nowa przy wsparciu kogoś kochającego.
    • pelissa81 Re: Beksińscy -ponownie 17.03.15, 22:55
      Ojciec byl po prostu introwertykiem, erudyta i calkiem normalnym facetem.
      Tomek za to z ksiazki wylania sie jako modelowy przyklad osobowosci borderline - jak z jakiegos podrecznika. Tak jak dziewczyny pisza, z tym ciezko cos zrobic. Rodzice nie pomagali - ale oni jedyni? On nie chcial dojrzec, zyl w swoim swiecie, mieszkal obok i czerpal z tego pelnymi garsciami - tata da kase, mama pierze i gotuje. Ale nie mi osadzac. Ale nie zgodze sie, ze rodzice sa winni jego zaburzeniom - osobowosc sie ma, na borderline sie nie zapada, to nie grypa.
      To nawet nie choroba.

      I mam wrazenie, ze duzo kobiet wlasnie mysli w ten sposob "ja bym mu te milosc i oddanie zapewnila, nie zabilby sie". On wlasnie takie panie by odrzucil. Tak dziala borderline.
      Meczacy typ.
    • princesswhitewolf Re: Beksińscy -ponownie 17.03.15, 23:27
      chcialam zwrocic uwage na pewna sprawe:

      Nieustanne, chroniczne samouzalanie sie bez powaznych powodow to objaw narcyzu. NPD rozmaicie sie objawia czesto cierpietnictwem. NPD to zaburzenie osobowosci jakie sie leczy, i nie nalezy sie nabierac na wieczny glod milosci takowych osob. Takiej osobie cudza milosc nie pomoze. Ona sama tez nie ma zamiaru dawac, zas kocha brac jako studnia bez dna. Taka osoba potrzebuje dlugofalowej terapii.
      Nie bierze sie to tez z nikad. Najczesciej sa u podstawy zaburzone relacje rodzicow a nie cudowne malowanie pejzazu o bardzo sie kochajacej parze...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka