kawka74
21.03.15, 13:04
Mojej pięciolatki, konkretnie.
Dziecko, mimo moich modłów, odziedziczyło włosy po mnie - cienkie, proste jak drut i przyklapnięte pięć minut po myciu i wysuszeniu (trochę się kręciły, ale im przeszło). Niestety uparła się, żeby zapuścić, teraz ma włosy do szyi, równo cięte i z grzywką, wygląda to... no, nie najlepiej - puszące się końcówki i przyklapnięty przedziałek.
Szczęście w nieszczęściu jest takie, że doskonale wygląda w krótkich włosach (krótkich w tym stylu ), ma kształtną, ładną głowę - tyle że krótkich włosów mieć nie chce. Pielęgnowanie tego, co ma w tej chwili, to orka na ugorze, pielęgnowania dłuższych piór nawet sobie nie chcę wyobrażać. Spinki gryzą, gumka uwiera; trochę nosi, ale jak zdejmuje, wygląda jak nieco okrojona wersja Małgorzaty Ostrowskiej, każdy włos, a raczej każda kępka włosów w inną stronę.
Mam trzy wyjścia:
-przetrwać zapuszczanie, chociaż włosy mojej córki kompletnie się do tego nie nadają, a żadna odżywka cudu nie sprawi (chyba że jakaś istnieje, a ja o tym nie wiem);
-zaprowadzić smarkacza do fryzjera, zalecić 'na krótko!' i udawać, że nie słyszę protestów (mimo wrodzonego sadyzmu nie bardzo mnie to kręci);
-kompromisowo wykombinować jakąś fryzurę nie na rekruta, jak u mnie, tylko coś poczarować, pocieniować - ale czy przy tak cienkich, nieukładających się i prostych włosach jest sens? I jaka to mogłaby być fryzura?