przystanek_tramwajowy
10.04.15, 16:20
Według emigrantek my w Polsce wszyscy żyjemy w biedzie, by nie rzecz w nędzy. Nędza to mieszkanie poniżej 80 m. kw. na 3 osoby i wakacje spędzane w kraju. Tymczasem ci, którzy wyjechali pławią się w luksusach. Tu przykład takiego luksusu made in New York z sąsiedniego wątku - 4 osoby na 30 m. kw, żyjące od przysłowiowego pierwszego do pierwszego za pensję żony:
Moja przyjaciółka z rodziną (mąż, dwulatka i niemowlak) wyjechała w listopadzie do NYC do pracy (w Polsce pracowała dla zespołu z Nowego Jorku i ściągnęli ją do siebie na miejsce), więc mam informacje z pierwszej ręki jak taki wyjazd wygląda. Jej pensja jest mniej więcej taka jak proponują twojemu szwagrowi, jej mąż jeszcze nie pracuje, bo czeka na pozwolenie na pracę (w teorii mają taką wizę, że powinien dostać to pozwolenie, ale w praktyce czeka już 3 m-ce, urzędnicy mówią, że jeszcze kolejne 60 dni ma czekać, a nie ma pewności, że decyzja będzie pozytywna, w zasadzie dopóki nie będą mieli zielonej karty, to z tym pozwoleniem na pracę to jest ciągła biurokracja). Chcieli zaoszczędzić czas i pieniądze na dojazdach, więc wynajęli mieszkanie na Manhattanie (30m, jedna sypialnia, za 2k $). Żłobki i przedszkola są koszmarnie drogie, przy dwójce dzieci bardziej opłaca się niania. Aha, pierwsze 2 miesiące pobytu zeszły im w zasadzie tylko na załatwianiu spraw administracyjnych, których jest baaaardzo dużo w Stanach. Ogólnie moja przyjaciółka jest zadowolona, bo mieszkanie w NYC to było jej marzenie od dzieciństwa, ale nie ukrywa, że finansowo i organizacyjnie było im lepiej w Polsce, teraz żyją z kartką i ołówkiem i liczą każdy wydatek. Jeśli jej mąż nie dostanie pozwolenia na pracę w jakimś sensownym czasie, to pewnie będą musieli wrócić.
---
Kazałam dzieciakowi wysiąść, mówiąc, że ze mną jej rodzice nie ustalali, że wraca z nami. Dzieciak przerażony, bo ona sama autobusami jeszcze nie jeździ i jak ona ma teraz wrócić. Powiedziałam jej by zadzwoniła do rodziców i odjechałam (by beatulek).