meamore80
14.04.15, 23:06
Nick mam nowy, ale forumką jestem od wielu, wielu lat. Wstydzę się, nie was, tylko ewentualnie męża, który przypadkiem mógłby tu trafić...
Sprawa wygląda tak, że małżeństwem jesteśmy niecałe 3 lata, mamy 2 letnie dziecko, mąż ma 5 letnią córkę z poprzedniego małżeństwa. Poznaliśmy się z 10 lat temu, to było szalone uczucie, ale z różnych względów postanowiłam pożegnać moją wielką miłość. On poznał dziewczynę, która zaraz zaszła w ciąże, wzięli szybki ślub i szybki rozwód. Odnalazł mnie już jako dojrzalszy mężczyzna, który nauczył się odpowiedzialności i dorosłości, przynajmniej w porównaniu do tego co było kiedyś. Wzięliśmy ślub, zaszłam w ciążę, więc nie nacieszyliśmy, się miodowym byciem tylko we dwoje. Choć początki jak to początki zakochania, motyle w brzuchu i ja królowa w ciąży.
A teraz tak tak-córkę kocha do szaleństwa, naszego wspólnego synka też. Tylko dla mnie jest go najmniej. Córeczka mieszka na drugim końcu Polski, jeździ do niej co 2 tygodnie na weekendy, wtedy ja jestem sama z synkiem od piątku do poniedziałku. Kiedy mieszkaliśmy w jednym mieście nasze kontakty były łatwiejsze. Teraz dziecko mnie denerwuje w środku, choć nie mam obiektywnych powodów, bo to miła dziewczynka. To idiotyczne, bo poza biologią- w końcu mamy swoje dziecko, czuję się zwyczajnie zazdrosna. Zwykło się mówić, że to kobiety zaniedbują mężczyzn kosztem dzieci. U nas jest na odwrót. Coraz mniej mnie, synek liczy się bardzo, choć od niego mąż paradoksalnie wymaga więcej niż od 5letniej dziewczynki! Sytuacja finansowa zmusiła nas do przeprowadzki do innego miasta, utrzymuje nas głównie mąż, ja na wychowawczym dorabiam jako freelancer. Poza tym dbam o domowy budżet i tu ostatnio była scysja, bo raczyłam westchnąć, że częste jedzenie na mieście męża z córką (bo zaraz pociąg i nie zdążą zjeść w domu etc), nie wpływa dobrze na nasze finanse. Co się nasłuchałam...I tak mi strasznie przykro, zwłaszcza, że teściowa i wszyscy w okół powtarzają, jak on niesamowicie kocha dzieci. Tak, to wspaniałe, ale mam wrażenie, że łatwiej kochać dzieci niż dorosłych. Czy tak?