Mam rodzine na Śląsku i zauwazylam cos specyficznego w zachowaniu kobiet z tego regionu cos czego nie widze u kobiet w moim otoczeniu, ciekawi mnie czy to przypadek,trafiam zwyczajnie na takich ludzi akurat w tej części polski czy moze jest to faktycznie jakas mentalność regionalna? Kobiety które znam ze śląska (i dotyczy to zarówno starszego pokolenia jak i tego młodego )to jest jakas dziwna presja wewnętrzna na tyranie, tzn ciągła prace.One mam wrażenie maja w głowach ze trzeba cos robić,mozna usiąść, i zapiepszaja tak na okrągło np w domu po czym chodzą i sie żalą ze inni chcą je zatyrać, jakie sa zmęczone. Najlepsze jest to że otoczenie naprawde nie oczekuje od nich roboty, wrecz przeciwnie, ja np ciagle sie zastanawiam co trzeba miec w głowie by chodzić jak królik Duracell,cały Boży dzien.jestem np co roku na wakacjach z ciotka meza na wakacjach,rownież tesciowa przyjeżdża do mnie,. Te kobiety tylko oczy otworzą i od rana przy garach, z miotła, cały czas cos robia, choc mowię im zeby dały spokój, nie da sie co rozwalajace jak wracają do siebie to żalą sie po rodzinie jak to sie u mnie narobily, nie odpoczęły

wczoraj byłam u córki jednej z ciotek, widźe te sama mentalność , laska siedzi w domu i chodzi jak robot, rwue sie do roboty nie usiedzi i w zasadzie nie było z nią innego tematu jak tylko żale jak to tesciowa ( z która nie mieszka ) chce ja zatyrać. Mowię jej a kto ci każe od rana piec ciasta i plewić grządki przy małym dziecku? Przeciez tesciowa widzi cie raz na dwa tygodnie. Nie ma dyskusji to inni wymagają i ona chodzi wykonczna. Czy spotykacie sie z czymś takim? Bo ciagle sie zastanawiam skąd sie to bierze i czemu akurat tak mocno widze to na konkretnym terenie?