Dodaj do ulubionych

Do znających się na kocurkach

21.10.15, 23:22
Łazi taki jeden od 2 dni w miejscu gdzie pracuję. Pcha się, do wszystkich placówek typu sklepy, bank, apteka. Łasi się do ludzi, mruczy, ociera o nogi, biega za ludźmi - bardzo zsocjalizowany.
Wygląda na taką kocią młodzież - nie kociak, nie dorosły kot.Niemiłosiernie chudy, na jedzenie rzuca się bardzo łapczywie. Pewnie ktoś go wyrzucił sad
Zastanawiam się nad przechowaniem go gdzieś u siebie ( w piwnicy) i poszukaniem mu domu, tudzież zawiezieniem do schroniska. Przygarnąć raczej nie mogę (w domu kotka - staruszeczka 15 letnia, 3 dzieci). Mam pytanie do doświadczonych kociar - czy kot w takim wieku znaczy już teren? Jak go zamknę na noc w ciepłym pomieszczeniu, to obsika mi ściany? Mam kotkę - temat kocurów jest mi obcy. Zastanawiam się też czy jest możliwa integracja takiego kocurka z moją staruszeczką, ale mimo, że w stosunku do dzieci ma anielską cierpliwość to w stosunku do obcych kotów jest agresywna. (kiedyś była próba zostawienia na kilka dni kotki koleżanki)
Czy taki kocur, który teraz korzysta z wolności może się zamienić w kota niewychodzącego?
Bardzo mi żal tej kociej biedy sad A może ktoś chce przygarnąć ??
Obserwuj wątek
    • klamkas Re: Do znających się na kocurkach 21.10.15, 23:35
      W ten sposób nabawiłam się 2 kotów ;p

      Z doświadczenia (mam 3 kocury) - koty zaczynają znaczyć w pewnym okresie dojrzewania płciowego, którego dokładnie nie sposób rozpoznać na oko. O kastracji domowych kocurów decyduje się zwykle na zasadzie monitoringu od piątego miesiąca - wet ogląda, ocenia rozmiar czaszki, coś tam w żuchwie (nie zapamiętałam wink), właściciel obserwuje zachowania w domu. Jeśli kot ma to coś rozwinięte, to lepiej kastrować niż czekać. Moje chłopaki były kastrowane w wieku 5 (dwa hurtem) i 8 miesięcy.

      Napiszę szczerze - nie zostawiłabym go na ulicy. Najpierw kontakt z miejscowymi TOZami i innym kocimi fundacjami, te najpewniej poproszą o odłowienie i przetrzymanie do znalezienia DT. I zrobiłabym to kosztem trzymania kota w klatce w łazience (można wypożyczyć taką). A potem różnie się toczy. Albo się zasymilują, albo nie. W lokalnej grupie adopcyjnej zwykle koty kończą w domu - albo w swoim pierwszym/drugim DT, albo znajdują inny. Ale to musisz wybadać na "swoim" terenie.
      • memphis90 Re: Do znających się na kocurkach 22.10.15, 18:23
        O kastracji dom
        > owych kocurów decyduje się zwykle na zasadzie monitoringu od piątego miesiąca -
        > wet ogląda, ocenia rozmiar czaszki, coś tam w żuchwie (nie zapamiętałam wink)
        Jesteś pewna...? Mój spojrzał pod ogon i powiedział "no oczywiście, że to już czas, a nawet- najwyższy czas!". I wczoraj właśnie moi chłopcy pozbyli się jajek.
    • klamkas Re: Do znających się na kocurkach 21.10.15, 23:37
      PS. Zintegrowałam kocie starszaki (5-latki) z maluchem. Sporo nas to kosztowało, ale jest ok (niby koty młodsze, ale jednak kocury, więc zero instynktu względem młodych).
      • pierniczek75 Re: Do znających się na kocurkach 21.10.15, 23:45
        A jak może wyglądać temat korzystania z kuwety?? No i gdyby wchodziła w grę opcja, że wezmę do domu to pewnie jest prawdopodobieństwo, że kot z ulicy może zarazić czymś moją kotkę. Nasza nie wychodząca i nie szczepiona.. Gdybym zawiozła kocurka do weta, odrobaczyła / odpchliła i zaszczepiła jaki okres bezpieczny powinien upłynąć, żeby ewentualnie skonfrontować obywa koty?
        • makahopsa Re: Do znających się na kocurkach 22.10.15, 00:02
          ja kilka tygodni temu złapałam kocią biedę w piwnicy, pałętał się przez tydzień w moim ogrodzie, ale ciężko go było złapać. tyle, że maluch, maks 6 tygodni miał. 1 noc spędził w małym pomieszczeniu w piwnicy, zawieziony do weta na odrobaczenie i odpchlenie, z racji tego, że w domu starsza domowa kotka i 2 dzieci wet zalecił minimum 4 dni izolacji. więc siedział biedny tydzień w tej piwnicy (ciepłej i z oknem), odwiedzałam go kilka razy dziennie. kuwetowy stał się od razu, może dlatego że pomieszczenie małe, w jednym kącie kuweta, w drugim posłanie, w trzecim jedzenie w czwartym drzwi. jak go wzięłam do domu to jeszcze tydzień mieszkał w łazience, by stara kotka mogła go bez stresu obwąchać. już chyba ponad miesiąc minął a ona nadal na niego fuczy, mały się nie zraża, biega za nią, chce się bawić. mają osobne miski i osobne kuwety. daję im czas.
          a kota łap. i szukaj mu domu. o takich młodych co się pałętają to mówią, że kot jednosezonowy. żal Ci będzie jak znajdziesz rozjechanego.
        • klamkas Re: Do znających się na kocurkach 22.10.15, 00:10
          Nam (przy braku objawów innych niż sraczka) wet zalecił 7 dni - pożyczyliśmy od weta dużą klatkę i siedział w łazience, wypuszczałam go tylko tam, starszaków nie wpuszczałam, chociaż szczepione i odrobaczone (nie na wszystko da się zaszczepić) i myłam często podłogę, żeby nie roznosić syfów po domu.

          To w kwestii epidemiologii. Kwestia ewentualnej separacji - różnie. U nas kiciaczek trafił w klatce do pokoju, po 2-3 dniach zaczęłam go wypuszczać z klatki na cały dzień (mógł do niej wleźć jak chciał). W międzyczasie jemu dałam kocyk starszaków a starszakom jego kocyk, żeby się oswoiły z zapachem. Potem wypuszczałam malucha gdy starszaki były zamknięte w kociarnio-graciarni - żeby poznał mieszkanie i zostawił trochę zapachu. Po jakichś 10-12 dniach puściłam je luzem. Początki były trudne, trwało to kilka miesięcy (u nas problematyczne było to, że starszaki są jak bliźnięta, zrośnięte, jednomyślne i równie zamknięte na obcych). Ale dogadały się i jest super. Marzy mi się 4-ty wink.
          • makahopsa Re: Do znających się na kocurkach 22.10.15, 00:30
            klamkas napisała: Marzy mi się 4-ty
            to bierz smile ja miałam 5 zanim pojawiły się dzieci, ale niestety 4 odeszły ze starości w wieku tak powyżej 18 lat. rok się zastanawialiśmy nad towarzystwem dla kotki i ukojeniem bólu dzieci ("wróci choć w innym futerku"), ale nie było jakiegoś parcia konkretnego, aż tu się kiciuś pod oknem znalazł sam smile
            • klamkas Re: Do znających się na kocurkach 22.10.15, 00:37
              Mąż się nie zgadza sad. I daję mu prawo i mimo wszystko błogosławię cierpliwość i tolerancję - on nie przepada za kotami, więc fakt, że przełknął 3 i się nimi zajmuje, jak jest trzeba i nawet jak nie ma takiej potrzeby, i nawet je mizia od czasu do czasu,i tak daje mu medal z ziemniaka i nie tylko wink.
              • makahopsa Re: Do znających się na kocurkach 22.10.15, 00:52
                oj tam.... się nie zgadza..... wiesz, jak się trafi to trudno smile mój lubi koty, na szczęście, zamieszkał ze mną jeszcze długoooo przed ślubem, jak już były 3 dorosłe. obecną kotkę znalazłam jako malczaka całkowitego w centrum miasta i nie było zmiłuj - zabrałam do domu, bo nie przeżyłaby 5 minut, cwaniara z jakiejś piwnicy wyszła, a w wieku takim, że jeszcze mleko mamy powinna pić. wkurzył się, ale przyjął jak swoją.
                a o obecnym kocie, tzn o jego zamieszkaniu u nas (bo najpierw był zamysł odłowienia kota, odrobaczenia i zrobienia akcji na olx czy tam innym fb) zdecydował sam. złapałaś to twój i go bierz smile
                ale faktycznie, jak koty tylko toleruje, to może nie warto Go rozdrażniać. niech sobie ta Wasza trójeczka w spokoju mieszka.
                • klamkas Re: Do znających się na kocurkach 22.10.15, 00:56
                  Obiecałam, że jak się trafi to tylko i wyłącznie na tymczas. I wolę nie ryzykować - mi by wszystko pękło, gdybym musiała takiego odchowanego oddać, a mąż i tak swoje z siebie dał - pierwszego mi sprezentował, bo jak twierdził "usychasz bez zwierzaka", drugiego (jednocześnie z pierwszym) zaakceptował w pakiecie, trzeci go przeraził i wymagał sporo miłości do mnie wink.
        • klamkas Re: Do znających się na kocurkach 22.10.15, 00:13
          A, w kwestii kuwet - dwie znajdy załapały od razu, nawet nie trzeba im było pokazywać. Tyle, że u nas są kuwetowe fanaberie - muszą być duże, żwirku musi być po kolana i muszą być przynajmniej 4 - jedna dla młodziaka, 3 dla starszych (te sikają do jednej, a kupę robią do drugiej i trzeciej (każdy do innej)). I musi być konkretny żwirek (na szczęście z tych najtańszych ;p).
    • kamunyak Re: Do znających się na kocurkach 22.10.15, 00:01
      Ja wzięłam swojego kota ze smietnika, też go ktos wyrzucił a w śmietniku szukał jedzenia. Mial około roku ale był juz wykastrowany więc ze znaczeniem terenu nie było problemu.
      Natomiast kiedy po ok. 5 latach wzięlismy kolejnego, tym razem malucha, to starszy kot rozchorowal się, ze stresu. Stracil głos, miał zapalenie krtani, dostał antybiotyk i przeszło szczęśliwie.
      Koty ledwie sie tolerują tak, że raczej nie widze mozliwości nagłego zapałania miłością twojej kotki do młodszego kota, po twoim opisie.
      Natomiast pierwszy kot bez problemu został kotem niewychodzącym. Drugi zresztą też chociaż urodzil sie na terenie jakiejs fabryki, na zewnątrz, rzecz jasna.
      Kot młodszy trafil do nas po przebadaniu, był zdrowy ale zawsze mozna go przez pewien czas izolowac, w drugim pokoju. Zreszta wet przeciez powie co i jak.
      Młodszy jakos nauczył się sam korzystania z kuwety, starszego podgladał?
      Pokazlismy kuwetę, wsadzilismy do niej a on potrafil z niej skorzystać. Mądry jakis. Albo atawizm. W dodatku koty korzystaja z tej samej kuwety, bez problemu, nie mam miejsca na dwie.
      • pierniczek75 Re: Do znających się na kocurkach 22.10.15, 00:12
        Swoją kotkę przygarnęłam w 2001 roku w bardzo analogicznej sytuacji. Była kocim wyrostkiem, biegała za ludźmi, miauczała, pchała się do pomieszczeń. Nigdy wcześniej nie miałam kota - nawet wtedy myślałam, że nie lubię kotów smile Zlitowałam się, zgarnęłam w kartonowym pudełku spod mojej pracy - kociczka po miesiącu urodziła 6 kociąt!! Szczęśliwie udało się znaleźć domy, mamę wysterylizować - kot jest z nami tyle lat, cierpliwie wychowuje z nami nasze dzieci - ma potrójną aureolę, po jednej na każde dziecko.
        Sprowadzanie kocurka do domu to raczej jakieś szaleństwo i może okazać się trudnym przedsięwzięciem i zakończyć niepowodzeniem sad
        Tylko nie mogę przestać myśleć o tym biedaku sad((
        • klamkas Re: Do znających się na kocurkach 22.10.15, 00:15
          I nie przestawaj! Zgarnij młodego i jeśli bardzo się boisz i nie chcesz, szukaj od razu DT gdzieś na zewnątrz, przez fundacje i inne TOZy.
          • pierniczek75 Re: Do znających się na kocurkach 22.10.15, 00:17
            Ma ktoś namiar na jakieś sprawdzone fundacje w Krakowie??
            • klamkas Re: Do znających się na kocurkach 22.10.15, 00:22
              W Krakowie nie pomogę, ale zacznij od TOZ - jak na ich stronie nie będzie odnośników, to pewnie po kontakcie mailowym podpowiedzą. Albo szukaj "na gugla", jak mawia mój mąż: wpisz "bezdomne koty kraków" i zobacz co ci wyskoczy wink.
        • peonka Re: Do znających się na kocurkach 22.10.15, 00:18
          Może jesteś jedyną osobą, która o nim myśli.. Próbuj!
    • peonka Re: Do znających się na kocurkach 22.10.15, 00:10
      Łap do piwnicy, i szukaj jakiejś organizacji która ma DT. Do schroniska nie odwoź sad
      Do weta na odrobaczanie.
      Co do starszej kotki: może się zdarzyć taki cud, że do tego akurat kota zapala sympatią, albo przynajmniej nie będzie agresywna. Spróbuj, najpierw go odizoluj gdzieś i daj się jej przyzwyczaić.
      Trzymam kciuki za dalsze losy kotka, i dawaj zdjęcie jak juz go weźmiesz. Może to będzie historia jak u Arweny.? smile
      • pierniczek75 Re: Do znających się na kocurkach 22.10.15, 00:27
        Dam znać jutro- mam nadzieję,że jeszcze jest żywy. Usiłowałam mu dziś zrobić zdjęcie, ale tak się łasił i biegał wokół nóg, że mam ze 20 zdjęć poruszonych kocich duchów. A mruczy jak wentylator. Grzecznie zjadł kilka porcji, połasił się i dyskretnie ulotnił jak rozmyślałam czy go nie złapać..
        • peonka Re: Do znających się na kocurkach 22.10.15, 00:31
          Takie mruczace są najfajniejsze smile
          Czekam na zdjęcia i ciąg dalszy historii jutro!
        • makahopsa Re: Do znających się na kocurkach 22.10.15, 00:34
          podobno, tak mówią starzy kociarze, że kotka i kocurek się dogadają.... trzymam mocno kciuki. chyba tylko Ciebie obchodzi jego los.
        • kamunyak Re: Do znających się na kocurkach 22.10.15, 01:10
          może jasno nie napisalam - twoja kotka moze nie polubic mlodego ale nie mozna go zostawić przecież na ulicy bo zima za pasem.
          Kiedy wziełam swojego pierwszego kota, ze smietnika to akurat sama w domu byłam bo 'chłopaki" na wakacje (na ryby) pojechali. Kot wlazł mi na kolana pierwszego dnia i niemal z nich nie schodzil, tak był spragniony ciepła? czulosci? Cokolwiek robilam na siedzaco to od razu kot był na moich kolanach.
          Kot urodzony dziko to jakos inaczej sie zachowuje ale taki "zadomowiony" i porzucony to juz tragedia absolutna, kiedy nagle znajdzie się na ulicy.
          Nie rozumiem takich "ludzi inaczej" zupelnie, jak mozna tak kota wywalic z domu.
    • peonka Re: Do znających się na kocurkach 22.10.15, 19:05
      Haloooo, co tam u Was?
      • chocolate_cake Re: Do znających się na kocurkach 22.10.15, 20:26
        Też jestem ciekawa co dalej.

        Jestem w podobnej sytuacji. Pisałam już tu o tym. Kocur przyplątał mi się do domu a w domu miałam już kotkę. Też się zastanawiam jak to będzie z przyzwyczajeniem się takiego kota do kuwety albo chociaż do tego aby nie sikał na podłogę w domu.
        Mój tak przychodził od kilku miesięcy. Było jeszcze ciepło. Karmiłam cały czas a teraz ostatnio kupiłam w pewnej firmie ze Szczecina fajną budkę ( dotarła kurierem) i kocur tam mieszka. W domu pomieszkuje na razie bo jeszcze nie jest wykastrowany ale już odrobaczony i po wizycie u weterynarza.
        Może nie być prosto ale pomóż mu smile
        • pierniczek75 Re: Do znających się na kocurkach 23.10.15, 17:09
          Kot od dziś w ciepełku. Ma kuwetę, jedzenie - odsypia. Niestety nikt nie chce pomóc w znalezieniu domu sad Nie mogę go zatrzymać na dłuższą metę. Kocica już go wywąchała i fuczy. Może ktoś chce przygarnąć ( i może)?? Okolice Krakowa.
          • cersei8 Re: Do znających się na kocurkach 23.10.15, 17:27
            Kocica fuczy i to jest normalne, nawet moje super przyjazne koty fuczaly na kazdego nowego czlonka stada (a teraz mamy ich 4 smile), zwykle po kilku dniach mija i jest wielka radosc z towarzysza zabaw, albo chociaz tolerancja.
            No chyba ze masz, ze Twoja kotka nie nadaje sie do dwupaku, to wtedy nic nie da sie zrobic.
            Moja rada, poczekaj chwile, zastanow sie czy CHCECIE tego kota czy nie, daj kotom szanse sie poznac, a w miedzyczasie szukaj mu domu (jakby co to odwolasz), wrzuc zdjecia na FB i na emame. smile
            • pierniczek75 Re: Do znających się na kocurkach 23.10.15, 17:50
              Ale ona fuczy i atakuje. Gdybym pozwoliła na konfrontacje, na pewno poleje się krew i pofrunie futro sad To chyba nie jest w szeroko pojętej normie- prawda? Jeszcze do tego zaraz przyjedzie M z 3 dzieciaków (tu gdzie pracuję spędzamy weekendy - mieszkanie nad lokalem) i będzie w ogóle sytuacja krytyczna. Co robić? uncertain
              • peonka Re: Do znających się na kocurkach 23.10.15, 19:06
                Postawić klatkę z nowym kotem w zasięgu wzroku i węchu kocicy. Nie dopuszczać do spotkania. Zamienić im posłania lub zabawki. Poczekać kilka dni. Moze się "ulezy"...
                Fajnie, że kocio jest u was. Super by było, jakby się udało.. A w miedzyczasie szukać mu domu przez fb i ogłoszenia.
              • makahopsa Re: Do znających się na kocurkach 24.10.15, 02:06
                ja nie wiem już ile nasza znajda jest w domu, ale kocica domowa nadal na niego fuczy, może to nawet i więcej niż miesiąc jest. kot mieszka w łazience w nocy i w czasie nieobecności osoby dorosłej. kotka panoszy się na włościach, wybiera sobie gdzie chce spać, ma prawo wchodzić do łózka, młody też, tyle że w czasie gdy dorośli ludzie są na nogach. nie ufam mu na tyle, by go luzem puścić jak ja śpię. i co? kotka zamiast smacznie spać w łóżku któregoś domownika drzemie pod łazienką, niby fuczy, ale pilnuje jak swojego. też atakuje, tzn fuczy, wyciąga uzbrojoną w pazury łapkę, myślę że chce od razu zaznaczyć kto tu jest szefem. młody się nie zraża. on chce się bawić, dostał już kilka razy po łbie, ale ani futra nie było, ani krwi.
                ja - kociara od 40 lat poszłam o krok naprzód - nie pierwszy raz po tylu latach nowych kotów. biorę jednego w jedną rękę, drugiego w drugą i przytulam grzbietami. sprawdza się, powoli do przodu.
                moje obawy dokocenia dotyczyły dzieci, ale dzieci szybko załapały, że jeszcze musimy poczekać aż nowy lokator bedzie mógł w nocy sam po mieszkaniu chodzić.
                • makahopsa Re: Do znających się na kocurkach 24.10.15, 02:09
                  a w ogóle to jak go złapałaś? szacunek wielki dla Ciebie! trzymam kciuki, by się ułozyło po Twojej mysli!
    • hamerykanka Re: Do znających się na kocurkach 24.10.15, 01:37
      Ja sie tak dokocilam poltorej tygodnia temu. Uslyszalam miauczenie na trawniku u sasiadow (karmia bezdomniaki, teren nieogrodzony), poszlam sprawdzic. Znalazlam kocurka z oczami zaklejonymi zielona ropa, jakies 5 tygodni. Kilkaset metrow dalej na drzewie siedziala jego siostra. Zgarnelismy oboje, dostaly jesc, msie poslanie, z ktorego pies wyrosl, a nastepnego dnia do weta. Wet zapisal antybiotyki w plynie i masc do oczu, jak sie okazalo mialy koci katar i mogly stracic oczy. Pewnie nawet nie przezylyby nocy, bo mamy podchodzace pod domy kojoty, ktore uwialbiaja koty, psy, sowy, jastrzebie itp.
      W tej chwili koty maja czyste oczy-co prawda jeden z jakby katarakta na jednym oku, ale sa szczesliwe, przymilne i zaraz wlaza na kolana. A dwa koty moga cale dnie bawic sie razem.
      Jedyny problem to to, ze moje dobermanki nie lubia kotow i w tej chwili oswajamy je z soba. Co wieczor bierzemy koty na kolana (maja caly pokoj dla siebie w ciagu dnia i tam przebywaja zamkniete), i pozwalamy psicom obwachiwac je z daleka.
      Zycze pwodzenia z Twoja znajda. Wez go, nawet jesli nie zostanie u nas, to uratujesz mu zycie.
      • pierniczek75 Re: Do znających się na kocurkach 24.10.15, 16:08
        Byliśmy w nim u weta. kocurek, niespełna roczny, niekastrowany. Bardzo grzeczny i czysty jak na swoją bezdomność. Odrobaczyłam, zrobiłam test na białaczkę i koci HIV ( ujemny) Do zaszczepienia za tydzień. I teraz największy problem- wg weta kocurek ma już swoje przyzwyczajenia i nie będzie kotem salonowym. To kot wychodzący. Może się włóczyć po okolicy i wracać na jedzenie i spanie. Czyli ewentualna integracja mojej niewychodzącej kocicy i tego kocurka odpada. Pasowałoby znaleźć mu dom na wsi- tam gdzie mógłby szczęśliwie biegać po okolicy i wracać do ciepła wg potrzeby. Ja w tym miejscu skąd zganęlam kota jestem codziennie 8-16, w weekendy , wakacje. Na co dzień mieszkamy w mieszkaniu w bloku. Ma ktoś jakiś pomysł jak rozwiązać sytuację?
        • sonia-3 Re: Do znających się na kocurkach 24.10.15, 17:30
          Nie wiem jak z integracją z Twoją kicią, ale to nieprawda, że z kotek, który jest kotem żyjącym na wolności nie będzie salonowcem. My 3 tygodnie temu przygarnęliśmy kotkę ( ma ok roku), która cały czas była kotką bezdomną. Początkowo dziką, w miarę dokarmiania oswoiła się z ludźmi, którzy ją karmili. Nigdy wcześniej nie mieszkała w domu. Wzięliśmy ją do bloków. Mamy już 2 kotki w jej wieku. Takiego salonowca, to jeszcze nie widziałam. Kocyk, fotel to jest to, co ona lubi najbardziej. Początkowo to nawet na balkon nie chciała wychodzić. I nie wiem skąd, ale od samego początku wiedziała, do czego służy kuweta. I od początku ustawiała moje kotki do pionu. Po 4 dnach integracja nastąpiła i teraz żyć bez siebie nie mogą.
          • chocolate_cake Re: Do znających się na kocurkach 24.10.15, 19:24
            Mój wiejski kot, przygarnięty niedawno, najchętniej by nie opuszczał domu i swojego już ulubionego krzesła. Wywalam go na chwilę do ogrodu żeby mi podłogi nie posikał i wychodzi właściwie tylko dlatego że go na chwilę wypraszam. Za to niby domowa ale wychodząca kocica dzisiaj opuściła dom aż na 14 godzin. Zjadła i znowu zniknęła na 2 godziny. Teraz śpi w domu.
            • ardzuna Re: Do znających się na kocurkach 24.10.15, 20:33
              1. To normalne, że kot na początku fuczy. Nowe koty się izoluje w domu od starych nawet na ok. 2 tygodnie kotdoskonaly.pl/2014/jak-wprowadzic-drugiego-kota-do-domu/

              2. Wet gada bzdury, skąd on zna tego kota i wie, ze się nie przyzwyczai? Koty zdjęte z ulicy bardzo często są tak szczęśliwe, że mają dom, że nie chcą wychodzić.
              • catroux Re: Do znających się na kocurkach 24.10.15, 20:51
                Dodam jeszcze tylko, ze znajoma miala dwa koty przygarniete wlasnie w taki sposob z ulicy (w nieco starszym wieku, choc nie stare) i oba dobrze odnalazly sie w nowej rzeczywistosci.

                Ja sama z kolei mialam kotke, ktora przez pierwszych 7 lat swojego zycia byla kotem podworkowo-polujacym (spala w domu tylko w mrozy), a potem musiala sie przestawic na zycie w mieszkaniu w bloku, kuwete w lazience itp. Mam wrazenie, ze zycie w ciepelku i mozliwosc wylegiwania sie na miekkich kanapach bardzo przypadly jej do gustu smile

                Jesli kocurek jest mlody i zostanie wykastrowany, jest znacznie mniejsze ryzyko, ze bedzie znaczyc teren. Moze chociaz spróbuj?... Tam bardziej, ze jak piszesz, garnie się do ludzi.
    • hamerykanka Re: Do znających się na kocurkach 24.10.15, 21:08
      Moje dzikusy wczoraj na kolankach smile
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/JszTb7OaKBahx3feBX.jpg

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/6CsmjOAWYPehXOz6nX.jpg
      Przysiegam ze przez neispelna dwa tygodnie podwoily wielkosc!
      • szpil1 Re: Do znających się na kocurkach 24.10.15, 21:21
        Cudne big_grin
        • peonka Re: Do znających się na kocurkach 24.10.15, 21:44
          Śliczne smile
          Pierniczku, dawaj zdjęcia swojej znajdki. Czy ma już imię?
          • pierniczek75 Re: Do znających się na kocurkach 24.10.15, 23:02
            Znajdek jest cały czarny, bardzo smukły, ma długie i chude nogi, taki sam tułów- ma predyspozycję do osiągnięcia ogromnych rozmiarów. Za przekór temu co mówiła weterynarz, leży w przedsionku na posłaniu odkąd wróciliśmy.Zmienia tylko pozycje i mruczy. Nie chował urazy za znęcanie się w gabinecie przy pobieraniu krwi. Wyszedł tylko na chwile - pewnie za potrzebą- bo wrócił zaraz z ubłoconymi stopami. Ani myśli iść na zewnątrz, ścian na razie nie znaczy moczem. To naprawdę mało wymagający kotek . Gdyby nie fakt posiadania wrednej Kici i trójki podekscytowanych dzieciaków na pewno zatrzymałabym go. NA razie nie ma żadnego odzewu na ogłoszenia i pytania wśród znajomych sad Jutro po południu wracamy do Krakowa, nie wiem co z nim zrobić. Zostawić samego w przedsionku do 8 rano w poniedziałek? Jest jeszcze problem załączania alarmu..
            Co zrobić? sad( Może ktoś na forum przygarnie takiego grzecznego i ułożonego kocurka?
            • pierniczek75 Re: Do znających się na kocurkach 24.10.15, 23:04
              Dzieci nazwały go Sylwester. Na cześć Sylwestra od ptaszka Tweety czy jak mu tam - pamiętacie? Nawet podobny.
            • peonka Re: Do znających się na kocurkach 24.10.15, 23:21
              Posłuchaj, jeśli chcecie go zatrzymać to próbujcie, poczytaj porady o dokoceniach. To naprawdę raczej nie dzieje się w dwa dni, może potrwać kilka tygodni. Przeważnie się udaje.
              Ja mam akurat doświadczenie z dopsieniem - po adopcji nowego psa dwa koty wyparowaly z domu. Przez miesiąc przynosiłam je do domu na sile na jedzenie, a potem znowu wyrywaly na swój stryszek. Aż w końcu odważyły się minąć psa w drzwiach... A potem już poszło. Rudy kot nawet kiedyś go znienacka zaatakował, ku zdziwieniu psa zresztą smile
              Tak ze naprawdę są szanse, że koty się dogadaja, ale musisz im dać czas.

              A jeśli nie chcecie tego kota.. No cóż, trudna sprawa. Szukaj i ogłaszaj go wszędzie. Zdjęcia pomagają się zakochać wink
            • claudel6 Re: Do znających się na kocurkach 24.10.15, 23:33
              przygarnij go. wszystko będzie dobrze. kocica się przyzwyczai i zacznie traktować jak swojego. jest duża na to szansa, bo to kocica, nie kot. teraz po prostu broni młodych.
              • chocolate_cake Re: Do znających się na kocurkach 25.10.15, 07:47
                Czyli dzisiaj po południu wracasz do domu do Krakowa ale od jutra do piątku jesteś znowu w innym miejscu, w pracy? Ale na wieczór i na noc wracasz do Krakowa? Musiałabyś zostawić kotka na noc w przedsionku? W pomieszczeniu, tak? Chyba bym go na razie zostawiła, sama nie wiem. Trudna decyzja.
                Mój kocur, zanim u nas w ogóle mógł wejść do domu, przez kilka miesięcy był dokarmiany i przebywał u nas w ogrodzie, na tarasie. Mąż go karmił ale w domu trzymać nie chciał. W końcu kupiliśmy mu budę. Teraz od kilku dni jest w domu po południu i dużo w weekend ale na noc idzie na razie, póki jest przed kastracją, do budy na taras. Raz po prostu wszedł do pokoju i nasikał na książki. Kompletnie nie kojarzy do czego służy kuweta bo niby skąd ma wiedzieć. Ale z kocicą dogadują się coraz lepiej smile

                Powodzenia w szukaniu mu domu smile
                Dobrze że go uratowałaś smile
                • pierniczek75 Re: Do znających się na kocurkach 25.10.15, 08:14
                  Dziś po południu wracam do domu. Jutro przyjadę tu do pracy, po 16-17 znów wracam do Krakowa. Skomplikowane smile Dzisiejszą noc kot spędził poza domem, wyszedł i przepadł - rano już czekał pod drzwiami głodny i miauczący. Sytuacja coraz trudniejsza, bo dzieciaki się zaangażowały ( 2 z 3 były ze mną nawet wczoraj u weta). Mąż patrzy na nas jak na wariatów.Przeżywa kota najbardziej najstarszy ..a że syn ma ZA/autyzm atypowy sytuacja robi się hmm..skomplikowana. Na pewno go bez opieki nie zostawimy, w najgorszym wypadku będzie dochodzącym kotkiem.
                  Chocolate - możesz mi napisać coś więcej o takiej budzie????
                  • chocolate_cake Re: Do znających się na kocurkach 25.10.15, 08:42
                    Jak wejdziesz w jakąś wyszukiwarkę i wpiszesz: ocieplana buda dla kota z przedsionkiem, to powinna ci wyskoczyć informacja i zdjęcie firmy ze Szczecina ( nie pamiętam teraz nazwy, sprzedają na olx) która robi te budy i inne świetne rzeczy z drewna i przysyła już złożone kurierem. Tylko że trwa minimum 10 dni. Buda jest ocieplona styropianem a do środka wkłada się gruby polar. Kosztowała około 200 zł z przesyłką do domu. Jest solidnie zrobiona. Koniecznie z przedsionkiem. Jak nie znajdziesz, to potem poszukam do nich kontaktu.
                    • chocolate_cake Re: Do znających się na kocurkach 25.10.15, 08:49
                      Mój mąż też uważa że jestem szalona wink

                      Może faktycznie na razie kot mógłby być w miejscu twojej pracy?
                      Rozumiem cię doskonale. Masz taki a nie inny system pracy a to nie jest kot domowy. Moja kocica nie wytrzymuje w domu. Taki typ. Teraz śpi ze mną w łóżku ale za parę godzin pewnie znowu zniknie na jakiś czas. Kocur znajda po nocy spędzonej w budzie teraz śpi w domu na krześle.

                      Ja znowu nie mam czasu na wykastrowanie kota ze względu na pracę sad
                      Chyba dociągnę do grudnia jak będę miała 1,5 tygodnia wolnego na święta.
                      • chocolate_cake Re: Do znających się na kocurkach 25.10.15, 09:00
                        Bardzo fajne budy z przedsionkiem robił też facet z południa Polski tylko że kilka dni nie odpowiadał na ogłoszenia i na telefon. Zamówiłam więc gdzie indziej a tamten się potem odezwał. Może tam mogłabyś sama podjechać. Nie mam kontaktu ale te budy z przedsionkiem robią w zasadzie chyba tylko te dwie firmy i sprzedają na olx.
      • klamkas Re: Do znających się na kocurkach 24.10.15, 21:48
        O rety, one są prawie błękitne! Nie ma w okolicy wymuskanego brytyjczyka czy innego ruska? Mogłabyś domagać się alimentów na sierotki wink.
        • hamerykanka Re: Do znających się na kocurkach 24.10.15, 23:48
          No, jakies dwa lata temu byl bezdomny dokarmiany przez nas rosyjski niebieski. Mlody, ktos go wywalil z domu bo mial obroze. Pol roku zajelo mi oswojenie go na tyle, zeby te obrozke dal sobeie (sporo przyciasna) zdjac. Tak wiec sadze, ze to jego potomstwo, bo zwlaszcza kocurek, sa szaroniebieskie.
          A psice dalej sie wkurzaja na ich zapach. No ale dokoceni jestesmy, wiec musza sie przyzwyczaic.
          • hamerykanka Re: Do znających się na kocurkach 24.10.15, 23:57
            To jest Whiskerssmile
            https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/HQFft4vrvjyalxkUaX.jpg
      • claudel6 Re: Do znających się na kocurkach 24.10.15, 23:30
        !!!!!! piękne szaraczki!
        • pierniczek75 kocurek 12.11.15, 21:47
          został z nami jako kot wychodzący. Dokarmiany, miziany, nocowany. Ułożony i bardzo fajny kotek.Chodzący za nami jak pies.
          Kocica dostawała szału jak go widziała, zaczęła nam sikać do łóżka - integracja w mieszkaniu w bloku nie wchodziła w rachubę.
          Na dwa domy można było jakoś zorganizować i tak miało być, bo niestety nie udało mu się znaleźć domu.
          Kocurek rzeczywiście chcący wychodzić, chociaż ostatnio jakby mniej...
          Dziś wyszedł .. za 10 min przyszedł ktoś do apteki zapytać, "czy ten czarny kot to mój"...sad( Mówił, że nie miał szans go ominąć, wbiegł mu pod koła... i na pewno umarł w sekundzie.
          Odkleiłam go od asfaltu, zakopałam..
          Jest mi tak cholernie źle, że nie mogę sobie znaleźć miejsca. Cała rodzina zdążyła go bardzo polubić - najbardziej przeżywa najstarszy syn.
          Jedyne pocieszenie, że ostatnie 3 tygodnie życia miał szczęśliwe - najedzony, wygłaskany... świeżo wciągnął 2 saszetki..
          Aktualnie znów mamy jedną, niewychodzącą, 15 -letnią kicie- staruszeczkę. Ten kocurek przeżył tylko około rok..
          Wiem, że NIGDY nie będę mieć kota wychodzącego sad
          • nenia1 Re: kocurek 12.11.15, 21:58
            Przykre sad nie będę ci nic mówić, bo widzę, że sama masz autorefleksję.
            No nic już się nie zrobi, przynajmniej miałaś dobre chęci a kot choć przez chwilę czuł się kochany.
          • buuenos Re: kocurek 12.11.15, 23:16
            R:Itongue_out niech bryka za teczowym mostem.Swoja droga,w miejscu zabudowanym to z jaka predkoscia jechal gosc,ze nie miala kocina szansy?Wspolczuje i przytulam..
            • buuenos Re: kocurek 12.11.15, 23:18
              Mialo byc RIP a nie glupi jezor ..
            • klamkas Re: kocurek 13.11.15, 00:14
              Co za różnica jaka prędkość? nieduży samochód waży 400 kg, nieduży kot 4 kg. Kot ma 100 razy mniejsze szanse w bezruchu. Dodać do tego jakąkolwiek prędkość - kot jest bez szans.
          • kamunyak Re: kocurek 13.11.15, 00:04
            no, niestety, nie mam zamiaru cie pocieszać bo mnie sie włos na głowie jeży od niefrasobliwości opiekunow "kotów wychodzacych" z bloków.
            U mnie, w bloku, domy gęsto rozsiane wokół i koty łażą samopas, jak chca i gdzie chca.
            Co z tego, ża ma obróżke (o ile ma), od niej rozumu mu nie przybywa.
            samochody jezdżą po ulicy, koty chodza, jak chcą, właścicielom raczej zwisa. A jedyną "interwencję" jaka miałam to pani przyszła z prośbą, zebym kotów nie dokarmiała bo jej ma chore nerki i musi jeść karme specjalistyczna. "Jej" czyli kot, którego wypuszcza na podwórko, i ulice obok, bo co to dla kota przejśc przez szczebelki ogrodzenia. A ja wystawiałam miche i picie kotom wyrzucanym na wakacje, tu gdzie mieszkam, czyli w okolicach ostatniej stacji metra, (tak to właśnie sie odbywa). Przy okazji z misek korzystaly okoliczne jeże.
            No więc ta paniusia z pretensjami, ze jej kotek nie może jeśc karmy marketowej.
            Za to może latać między samochodami i jesc napotkana padline w trawie.
            Powiem tylko, ze uważam za mocno niefrasobliwe wypuszczanie kotow w poblizu ulicy a już wypuszczanie mlodego (głupiego) kotka, w nowym miejscu, uważam za szczyt głupoty, którą kotek przyplacił życiem. Lepiej było go zawieźc do schroniska.
            Przykro mi za taką opinie ale tak wlaśnie myśle.
            Do buuenos; uważasz, że jak jedzie sie 30 km/h to wystarczy żeby po czarnym kocie, który jest na poziomie ulicy, nie przejechać? albo żeby kot zdążył zwiać?
            • buuenos Re: kocurek 13.11.15, 00:32
              Do twojej wypowiedzi 10/10
              I tak do predkosci: kot na drodze nie stoi jak baran,czyli jadac prawidlowe 30 w 30 zone to trudno kota rozjechac.Mozesz potracic, ale rozjechac- nie.
              • aankaa Re: kocurek 13.11.15, 00:56
                jadac prawidlowe 30 w 30 zone to trudno kota rozjechac. Mozesz potracic

                nie wszędzie obowiązuje ograniczenie do 30
                • pierniczek75 Re: kocurek 13.11.15, 07:32
                  To nie były okolice bloków. Kot przyplątał się na na wsi, tam gdzie jeżdżę do pracy. Tam byłam 8-16. Czasem zostawał na tyłach w ciepłym przedsionku, gdzie nocował i był sam 16h - potem bardzo chciał wyjść i przepadał na kilka godzin.Przyjeżdżamy z rodziną na weekendy w to miejsce - wtedy miał towarzstwo człowieka dłużej, ale i tak czmychał.
                  Tyle byłam w stanie mu zapewnić - plus szukanie domu, a tego nie udało się. Weterynarz twierdził, że do domu zamkniętego nie nadaje się.
                  Próbowaliśmy go przyzwyczaić do naszej kociej rezydentki- staruszki niewychodzącej,ale zrobiło się nie do zniesienia. Przyplątał się równo 3.5 tygodnia temu a żal jest trudny do zniesienia..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka