beataj1
10.11.15, 12:13
któryś raz na forum czytam o pomyśle rozdzielania dzieciaków które się za mocno ze sobą przyjaźnią (oczywiście mówimy o normalnych nie problematycznych relacjach).
Jakaś dziewczyna zdaje się z UK pisała że tam to się robi systemowo - co jakiś czas następuje przemieszanie w obrębie klas by dzieciaki nawiązały lepsze stosunki "grupowe".
Przyznam że dla mnie to koszmar. Od zawsze uważałam że znacznie ważniejsze jest posiadanie 1-2 najbliższych przyjaciół od 30 całkiem fajnych znajomych.
Sama przez podstawówke miałam przyjaciółkę z którą żyłyśmy prawie symbiotycznie - inni ludzie byli nam umiarkowanie potrzebni do szczęścia. I uważam że to była jedna z bardziej wartościowych i znaczących relacji w moim życiu. Naprawdę ważna. Do tej pory mam z nia kontakt i jakoś jest w moim zyciu (fakt że u ograniczonym zakresie bo dziewczyna wyemigrowała za ocean). Jakoś w 7 klasie dziewczyna odeszła do innej szkoły - ja bez problemu wpasowałam się w życie klasy - ale i tak uważam że czas spędzony tylko z nią był fajniejszy.
Dla mnie czas szkoły to czas nazawiązywanie pierwszych przyjaźni - często na całe zycie. Te relacje są bardzo ważne - tak uważam. Bardzo, bardzo bym nie chciała by mojej córce ktoś fundował takie przetasowania. Może to wynika z tego że sama ma taki typ funkcjonowania społ - mam bliskich przyjaciół i tomi wystarczy - nie mam potrzeby posiadania dużej grupy znajomych.
Ktoś napisze że jak przyjaźń ma się utrzymać to się utrzyma - no może tak ale łatwiej jest jednak utrzymac przyjaźń jak sie ma codzienny kontakt.
A wy jak? preferujecie głębokie mocne więzi z wybraną ograniczoną grupą osób czy luźniejsze z ogółem...