Dodaj do ulubionych

Szkolne przyjaźnie

10.11.15, 12:13
któryś raz na forum czytam o pomyśle rozdzielania dzieciaków które się za mocno ze sobą przyjaźnią (oczywiście mówimy o normalnych nie problematycznych relacjach).
Jakaś dziewczyna zdaje się z UK pisała że tam to się robi systemowo - co jakiś czas następuje przemieszanie w obrębie klas by dzieciaki nawiązały lepsze stosunki "grupowe".
Przyznam że dla mnie to koszmar. Od zawsze uważałam że znacznie ważniejsze jest posiadanie 1-2 najbliższych przyjaciół od 30 całkiem fajnych znajomych.
Sama przez podstawówke miałam przyjaciółkę z którą żyłyśmy prawie symbiotycznie - inni ludzie byli nam umiarkowanie potrzebni do szczęścia. I uważam że to była jedna z bardziej wartościowych i znaczących relacji w moim życiu. Naprawdę ważna. Do tej pory mam z nia kontakt i jakoś jest w moim zyciu (fakt że u ograniczonym zakresie bo dziewczyna wyemigrowała za ocean). Jakoś w 7 klasie dziewczyna odeszła do innej szkoły - ja bez problemu wpasowałam się w życie klasy - ale i tak uważam że czas spędzony tylko z nią był fajniejszy.

Dla mnie czas szkoły to czas nazawiązywanie pierwszych przyjaźni - często na całe zycie. Te relacje są bardzo ważne - tak uważam. Bardzo, bardzo bym nie chciała by mojej córce ktoś fundował takie przetasowania. Może to wynika z tego że sama ma taki typ funkcjonowania społ - mam bliskich przyjaciół i tomi wystarczy - nie mam potrzeby posiadania dużej grupy znajomych.
Ktoś napisze że jak przyjaźń ma się utrzymać to się utrzyma - no może tak ale łatwiej jest jednak utrzymac przyjaźń jak sie ma codzienny kontakt.

A wy jak? preferujecie głębokie mocne więzi z wybraną ograniczoną grupą osób czy luźniejsze z ogółem...
Obserwuj wątek
    • kkalipso Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 12:35
      Ba- w podstawówce prawie do 6 klasy miałam po prostu koleżanki ( i to za dużo powiedziane), bo niby kiedy miałabym się zaprzyjaźnić?- Na pięciominutowych przerwachtongue_out Później zaczęły się jakieś szkolne dyskoteki, częstsze wycieczki itp. to tak, zaprzyjaźniłam się z kilkoma. Miałam taką Ewę z którą biegłam na dwudziestominutowej do mnie na kanapki. To było fajne. Ale i tak zawsze pędziłam do domu po szkole, bo tam na podwórku przed blokiem miałam prawdziwą bandę najlepszych kumpli. Do tej pory jak się potykamy jest cudnie.
    • joa66 Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 12:39
      A wy jak? preferujecie głębokie mocne więzi z wybraną ograniczoną grupą osób czy luźniejsze z ogółem...


      Jedno nie wyklucza drugiegosmile

      Ale zgadzam się z Tobą, dzieci powinny mieć szansę budowania relacji, przyjaźni. Luxniejszych relacji łatwiej się nauczyć.smile
    • natalie_rushman Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 12:57
      Zdecydowanie luźniejsze z wieloma osobami.
      Ludzie są bardzo różnorodni i wtedy w kontakcie z ilomaś tam znajomymi zawsze można czerpać coś dobrego - od każdego co innego smile.
      Zaprzyjaźnić się na śmierć i życie nie umiem, w szkole takie układy troszeczkę mnie męczyły.
    • kukaszkaa Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 13:02
      Nie miałam w dzieciństwie symbiotycznej przyjaciółki, za to obserwowałam trochę toksycznych układów, zwłaszcza między dziewczynami. Patrząc z pozycji dorosłego myślę, że było to dla nich bardzo niekorzystne.
      Stawiasz fałszywy wybór głębokie mocne więzi z wybraną ograniczoną grupą osób cz
      y luźniejsze z ogółem.
      Potrzebujemy obu - i jedna nie przeszkadza drugiej.
      • pir_anyai Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 13:12
        Właśnie nastoletnia bratanica przeżywa traumę, bo od lat miała jedną ulubioną najważniejszą psiapsiółkę, a tu zjawiła się inna kolezanka ktorą psiapsiółka tez lubi, i bratanica się obraża, że one ida gdzieś we dwie bez niej, że mają jakies swoje sprawy w które jej nie wtajemniczają i psiapsiółka już nie jest ta jedna jedyna tylko razem... do tego bratanica raczej spokojna, bez tupety, a psiapsiółka wysokoenergetyczna i z wiekiem coraz bardziej biega za chłopakami, no i właśnie zaczęła się z jakims spotykać i "zostawiła" bratanicę samą...
        Okropność.
        Zdecydowanie warto mieć wielu/kilku znajomych i mieć z nimi normalne niesymbiotyczne układy.
        Można się lubić z kimś bardziej niż z innymi, ale żeby to było zdrowe, to trzeba mieć tych innych też.
        Wszelkie ścisłe "tylko my i tylko z tobą" wcale dobre nie są.
        • triss_merigold6 Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 13:19
          Ale ten symbiotyczny układ u dorastających dziewczynek jak z "Ani z Zielonego Wzgórza" jest naturalnym etapem rozwoju, późniejsze rozczarowania, zawody, rozluźnienie tej więzi też są naturalne.
          To wcale nie wyklucza kolegowania się z innymi, to po prostu inny typ relacji.
    • heca7 Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 13:05
      Tak wielokrotnie dziewczyny to opisywały. Wręcz, że dzieci są obserwowane i te które się za bardzo zaprzyjaźnią są rozdzielane. Żeby podobno nie było klik. I żeby było więcej możliwości poznania innych a nie skupiania się na jednym. Są dzieci , którym to zapewne wychodzi na dobre. Przyzwyczajają się i rzeczywiście mają wielu znajomych. Niestety ja należę do osób, które po dwóch góra takich numerach przestałoby nawiązywać głębsze kontakty z kimkolwiek. Po prostu byłabym już znieczulona- Wielki Brat patrzy i i tak mi odbierze co sobie ułożę. Dla mnie przyjaźnie szkolne w obrębie jednej klasy były ważne i należę do osób , które trudno podtrzymują kontakty towarzyskie.
      • triss_merigold6 Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 13:08
        Dokładnie. Dla mnie to chore.
        O ile rozumiem rozbijanie destrukcyjnych układów klasowych i w razie konieczności rozwiązanie klasy, o tyle zmuszanie do poznawania innych w imię uj wie czego, uważam za hm... jakieś totalitarne zapędy.
      • agaja5b Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 16:52
        Na pewno są dzieci, którym to służy, np odrzucane przez dana grupe z jakiegos powodu po roszadach znów mają szanse na poznanie kogoś ale jak piszesz po paru razach kiedy dopiero co nawiązaną relację znów trzeba schładzać normalną reakcją byłoby wyczulenie by sie nie przywiązywać i mysle że dla sporej części dzieciaków byloby to bolesne. Zawsze przypominają mi sie wtedy historie jakichś amerykańskich aktorów, którzy opowiadają jak to cąłe dzieciństwo przenosili sie z miejsca na miejsce i jak im to doskwierało, choć zauważali też dobre strony, min łatwośc w nawiązywaniu kontaktów, ale niestety powierzchownych. Zawsze wtedy myslałam że to smutne nie mieć swojego odniesienia do otoczenia, ciągle być "na łasce i wśród starających się by mnie dostrzegli".
        • mia2002 Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 17:06
          Wychodzisz z założenia papużek-nierozłączek, które mają ten sam plan lekcji i wspólną ławkę. A jeżeli dzieci siedzą nie w ławkach, tylko w podkowę albo przy kilkuosobowych stolikach i rozłączają się na różne poziomy to cała dynamika grupy jest inna.
          Zgadzam się co do ciągłych przeprowadzek, to musi być rzeczywiście trudne.
          • agaja5b Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 18:44
            Nie, wcale nie mam na mysli papużek-nierozłączek, wprost przeciwnie, nie gloryfikuję takiego układu, jestem jak najbardziej za rotacją dzieciaków w obrębie klasy, u mojej córki to działa, raz współpracuja po dwie osoby raz w 8, nie ma sytuacji że ciągle te same wybrane osoby ze soba siedzą. Jednak różne klasy to jakby nie było mniejsza wspólnota celów i doświadczeń, a to w tym wieku łączy najbardziej, plus wspólnie spędzony czas, a ze mam przykład właśnie mojej córki której najlepsza koleżanka chodzi do innej klasy, w innych godzinach ma zajęcia i bywa że widują się raz w tygodniu i to po naszych , tzn matek wcześniejszych ustaleniach, kiedy się dogadamy że każdej pasuje na tę godzinkę się spotkać, żeby dziewczyny pobyły razem. Po prostu logistycznie że tak powiem trudniej jest utrzymac przyjaźń w tym wieku, a wśród koleżanek z klasy "samo się toczy".
            • agaja5b Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 18:57
              Dodam, że sama zachęcam moje dzieci do otwierania się na inne osoby, nie budowania relacji z kimś na wyłączność i na razie nie mają z tym jakoś wielkiego problemu, bo są z tych raczej odwaznych, ale nie wiem jak by było gdyby nawiązanie kontaktu z inną osoba kosztowało którąś mnóstwo wysiłku.
    • triss_merigold6 Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 13:05
      Opcja pierwsza, czyli głębsze więzi z niewielką grupą.

      Uważam za rozsądne mieszanie grup po przedszkolu zamiast - często na życzenie rodziców - tworzenia z nich niemal całych klas w najbliższej szkole rejonowej i ewentualnie roszady po zerówce szkolnej, kiedy widać jakie problemy i w których grupach zerówkowych występują.

      Mieszkanie składów klas co roku ma na celu tylko i wyłącznie wychowywanie przyszłych doskonale zatomizowanych i anonimowych korposzczurów, ktorzy nie budują żadnych mniej powierzchownych więzi.
      • natalie_rushman Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 16:59
        Mnie ten fenomen wędrowania całych grup przedszkolnych do rejonu w tym samym składzie nieodmiennie zadziwia... I uważam to za bardzo szkodliwe.
        Moja córka była w pobliskim przedszkolu 3 m-ce, jak się napatrzyłam na te dzieciaki, to powiedziałam sobie, że prędzej wezmę kredyt na szkołę niż poślę ją do rejonu.
        Tam wszyscy wiedzą wszystko o wszystko o wszystkich. A niedobre opinie i ploteczki z przedszkola idą za dziećmi do szkoły (np. o "nadaktywnych" chłopcach, którzy kto wie, może w nowym środowisku, z czystą kartą, nie ustawiani od razu w roli tego "złego", zachowywaliby się inaczej).
        • beataj1 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 11:05
          A ja mam nieco inne obserwacje. Mom zdaniem najczęsciej jest tak że rola dziecka w klasie / grupie wynika głównie z jego cech charakteru a nie opinii którą ze sobą niesie. Dlatego klasowy dziwak na 90 % będzie dziwakiem w nowej grupie nawet jeśli trafi tam jako tabula rasa. ma po prostu takie cechy które go do tego predestynują. Podobnie z klasowym wesołkiem, łobuziakem, lizusem itd.
          Zwykle prędzej czy później to wychodzi. Oczywiście dzieciaki dojrzewają i zmieniają się z czasem ale to sa zmiany na tyle powolne że raczej przemieszanie co rok nie zmieni radykalnie ich sytuacji...
          • mikams75 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 16:05
            niezupelnie, czesto charakter wychodzi jak piszesz, ale po przetasowaniu znikaja uklady w grupie typu - ten niesmialy i wolno biega (nawet jak to nieprawda od 3 lat ale jest stlamszony w danej grupie) to go nie bierzemy do takich zabaw, ten jest przywodca grupy, ten dyktuje w zabawie.
    • rulsanka Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 13:06
      U syna jest tak: w szkole przyjaźń + koledzy, zajęcia pozalekcyjne - koledzy. Ważne, żeby człowiek był otwarty na nowe znajomości, ale to się da zrealizować w inny sposób niż rozdzielając przyjaźniące się osoby, to brzmi jak jakiś totalitarny pomysł. Przyjaźń daje poczucie bezpieczeństwa, poza tym uczy bycia w związku, co przydaje się w dorosłości. Jeżeli z kimś się tylko kolegujemy, to odpadają tematy odpowiedzialności, lojalności, zaufania, bliskości, czyli duża część ważnych, poważnych uczuć, dzięki którym człowiek dojrzewa emocjonalnie.
    • martishia7 Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 13:38
      Mam raczej wąskie grono osób z którymi jestem blisko, mogę na nich polegać, a one mogą polegać na mnie. Bliskie stosunki przyjacielskie mam też w obrębie rodziny i cenię sobie te więzi. Co nie wyklucza faktu, że mam też spore grono znajomych, chociaż ostatnim czasem mocno je przystrzygłam. Mój eks stawiał sobie za punkt honoru posiadanie bogatego i zróżnicowanego grona znajomych. Po rozstaniu siłą rzeczy doszło do okrojenia tongue_out i pewnych podziałów, a ponadto sama ograniczyłam relacje niezbyt dla mnie ważne. Studenckie życie balangowe już mi się trochę przejadło, a i tak mam się z kim realizować towarzysko na tyle, że grafik ustalam z wyprzedzeniem około miesiąca. Tylko teraz potrzebna mi jest od czasu do czasu pozycja "weekend w domu w dresie, nie robię nic".
    • lauren6 Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 13:49
      Uważam rozdzielanie wczesnych przyjaźni za chore. Jak dzieci mają się nauczyć nawiązywać trwałe relacje z osobami spoza rodziny, gdy od małego są tresowane: zbliz się do kogoś to ta osoba zostanie ci odebrana. Jeśli, jak piszesz, taka tradycja jest w UK to by tlumaczylo ich pewne problemy społeczne, z plagą młodocianych matek włącznie.
      • triss_merigold6 Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 14:13
        Przecież to rozdzielanie służy do tego aby właśnie przeciwdziałać nawiązywaniu trwałych relacji. Młody człowiek ma w przyszłości czuć więź z firmą/pracodawcą/marką/instytucją, a nie z konkretnymi ludźmi. Ma byc lojalny wobec instytucji/firmy, a nie wobec ludzi.
        Bardzo sprytne.
        • natalie_rushman Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 17:02
          No wiesz, u mnie z tymi hiper trwałymi więziami to słabo, zawsze orbitowałam między kilkoma koleżankami i nie umiałam/nie chciałam wejść w układ takiej klasycznej przyjaźni 1 na 1.
          Moje relacje ze znajomymi są fajne, ale raczej powierzchowne i zdaję sobie z tego sprawę.
          Ale zapewniam Cię, że nigdy żadna instytucja ani pracodawca nie byli dla mnie najważniejszym punktem odniesienia, a mając do wyboru lojalność wobec siebie (i interesów swojej rodziny) wybiorę siebie, a nie szefa big_grin.
        • kaz_nodzieja Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 18:14
          Naziści najpierw dawali chłopcu z HitlerJugend szczeniaka z którym się zaprzyjaźniał, a gdy już byli przywiązani do siebie kazali mu go zabić. Coś w tym musi być.
        • lauren6 Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 19:52
          A wiesz, nie raz to obserwowałam w korpo: gdy młody (najczęściej) człowiek poświęca samego siebie, swój czas wolny dla firmy. Darmowe nadgodziny, całe życie osobiste, po pracy kręcące się wokół środowiska korporacyjnego. Totalnie zamulenie korpo indoktrynacją.
          Zawsze się zastanawiałam co rodzicom poszło nie tak w wychowywaniu w/w osobnika.
          • triss_merigold6 Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 19:56
            Był do tego trenowany + korpo to często przyjezdni, bez korzeni.
        • olena.s Re: Szkolne przyjaźnie 12.11.15, 14:11
          Młody człowiek ma w przyszłości czuć więź z firmą/pracodawcą/
          > marką/instytucją, a nie z konkretnymi ludźmi. Ma byc lojalny wobec instytucji/f
          > irmy, a nie wobec ludzi.
          > Bardzo sprytne.

          Pozwolisz, że załamię ręce?
          Nie oczekiwałam od ciebie promowania teorii spiskowych na poziomie zmowy reptalian.
      • 21mada Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 14:43
        Ale to nie jest tak ze jak kogos lubisz to od razu was rozdzielają. Wręcz często mamusie dają cynk ze chcą żeby ich dziecko było w następnej klasie z tym i z tym. Poza tym w naszej szkole są tylko dwie klasy w danym roczniku. Wiec po przetasowaniu zostaje i tak połowa starych i nie jest tak ze wszystkie pary są rozbijane na pół. Poza tym dzieci w jednej klasie są i tak dzielone na trzy grupy pod względem umiejętności, przynajmniej na matematyce i angielskim. W klasie maja stoliki po kilka osób. Wiec faktycznie, nie jest tak jak w polskiej szkole, gdzie przez 8 lat siedzisz z kimś w jednej ławce przez 5 godzin dziennie.
    • mikams75 Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 14:27
      osobiscie preferuje male grono dobrych przyjaciol ale to nie wyklucza wiekszego grona znajomych ani przetasowania szkolnego.
      U mojego dziecka przetasowanie jest srednio co 2-3 lata i uwazam, ze to dobry system. Nie sa rozrywane przyjaznie przez to, a wrecz przeciwnie - dobre przyjaznie moga sie umocnic. Przetasowanie miedzy klasami nie ma wplywu na rozdzielenie przyjazni - dzieci na przerwach czy po szkole, na swietlicy moga sie bawic z kim chca a na lekcji to i tak nauczycielka decyduje, kto z kim siedzi i z kim pracuje i postara sie o to, zeby kazdy mial mozliwosc pracowania z kazdym. Podkreslam - nie ma to wplywu na zazyle przyjaznie, ktore dzieci tak czy inaczej nawiazuja. Za to dzieci potrafia pracowac w roznych konstelacjach grupowych, nie strzelaja focha, bo maja wykonac zadanie z kolega a chcialy z kolezanka, bo im takie chcenie nawet przez mysl nie przjdzie, w zasadzie nie ma tzn. nielubianych dzieci, bo dzieci dzieki otwartosci i wspolpracy maja okazje poznac kazde dziecko. I dla dzieci nie jest to jakas trauma, od malutkiego sa nauczone, ze tak jest, potrafia sie dogadac z kazdym. Nawet na swietlicy maja zadanie przydzielane wg idei, ze musza sie poznac robiac cos wspolnie i np. dziecko z pierwszej klasy ma zadanie z dzieckiem duzo starszym, bo dzieci nie sa izolowane od siebie.

      Wbrew pozorom takie przetasowania sa tez dobre dla dzieci niesmialych i majacych trudnosci w nawiazaniu przyjazni. I co wazne - przyjete role spolecznie po przetasowaniu znikaja, wszelkie latki tez.

      Ze swoich lat szkolnych za to pamietam notoryczne knucia pt. kto z kim siedzi, kto sie z kim zamieni, jaka konstelacja bedzie po wakacjach, kto z kim usiadzie w autokarze na wycieczce itd. Do pewnego wieku bralam w tym udzial ale w pewnym momencie dotarl do mnie bezsens tych dzialan i plotek. Ciesze sie, ze moje dziecko nie musi sobie tym zaprzatac glowy.
    • agaja5b Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 16:39
      Najbardziej cenię sobie relacje z ograniczona grupa osób, te z ogółem też są fajne, ale byłabym głęboko nieszczęśliwa gdybym nie miała w zyciu tej stałej grupy, a należą do niej osoby które znam od przedszkola. Po drodze oczywiście dołączały tez inne, rodzeństwo, kuzyni, znajomi poznani na studiach i partnerzy zyciowi, ale wciąz istnieje między nami silna więź. Nie chodzi nawet o to że całe życie ma byc symbioza bo wiadomo że nie będzie, różnimy sie, zbieramy różne doświadczenia w ciągu zycia i siłą rzeczy jedne sprawy nas łączą inne dzielą jedne wybory rozumiem inne mniej, ale paradoksalnie to nie umniejsza tej początkowej więzi bo dalej jak się spotkamy to jest fajnie, odwołujemy się do wspólnych doświadczeń i prapoczątków naszych dzisiejszych osobowości. Jak dla mnie takie mieszanie dla mieszania, bo rozdzielić jest chore, wyrabia pewnie jakieś tam umiejętności współpracy w różnych konfiguracjach i z różnymi ludźmi ale szczęścia nie daje, przynajmniej w moim rozumieniu.
      • mikams75 Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 17:06
        ale czemu szczescia nie daje? przeciez nikt na sile nie schladza przyjazni, jak wyzej sugerujesz. Po prostu dzieci chodza do roznych klas w pewnym momencie. Na samych lekcjach w szkole i tak nie ma za wiele mozliwosci na budowanie relacji a przerwy czy czas na swietlicy i po szkole moga nadal wspolnie spedzac.
        • agaja5b Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 18:53
          Dlatego nie daje, wg mnie, oczywiście, bo mogę się mylić , że w moim rozumieniu szczęscie to trwałe relacje, a ich nawiązaniu sprzyja częstośc , intensywność kontaktów, wspólne cele, doświadczenia, a przy zupełnie innych planach lekcji, układzie zajęć a dodatkowo uzależnieniu logistycznym od rodziców utrzymać taką relację jest trudniej. Wyżej wyjaśniłam to na przykładzie mojej córki, którą utrzymanie przyjaźni ze swoją ulubioną kolezanką wymaga naprawdę dużo zaangazowania nie tylko z jej strony ale z mojej i tamtej dziewczynki rodziców. Mnie jej ciągłe jęki o spotkanie, kiedy ja nie mam czasu, mam inne plany itd, itp szczęscia nie dają, im tez niekoniecznie, może dlatego takie moje zdanie.
          • triss_merigold6 Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 18:58
            częstośc , intensywność kontaktów, wspólne cele, doświadczenia dorzuciłabym - wspólne środowisko, te same problemy, dorastanie/dojrzewanie razem. Nie ma ściemy z ludźmi, którzy Cię znają od 20 czy 30 lat z wzajemnością i widzieli w przeróżnych okolicznościach fajnych i niefajnych.
            Przemieszanie w różnych klasach utrudnia chociażby wracanie razem, wspólne odrabianie lekcji czy zapisywanie się razem na zajęcia dodatkowe.
            • mikams75 Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 21:22
              akurat z tym planem lekcji, wspolnym chodzeniem/wracaniem i z zajeciami dodatkowymi to jak najbardziej funkcjonuje, plan jest staly na kazdym poziomie nawet w rownoleglych klasach w naszej szkole i w okolicznych. Logistyka rodzicow jest w zasadzie niepotrzebna.
          • mia2002 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 10:47
            O ile wiem, miksowane dzieci przyjaźnią się tak samo.
            I ktoś pisał, że tam jest zupełnie inny układ dnia lekcyjnego. Mniej przerw, za to dłuższe, dające czas na coś więcej bieg do innej pracowni i jednakowe godziny szkolne dla wszystkich. Sprzyja to otwieraniu się na dzieci z całego rocznika i wybieraniu bliskich na innych podstawach niż wspólna ławka.

            • mikams75 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 10:51
              mniej wiecej tak jest, dzieci sie przyjaznia tez miedzy rocznikami.
              To wspolne siedzenie w lawkach przez lata to czesto trzymanie przyjazni na sile.
            • beataj1 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 10:59
              Czy ja wiem.
              Miałam podobny układ na studiach. pierwsze dwa lata w raczej stałej grupie - przyjaźnie nawiązane wtedy zachowały się do dziś.
              Kolejne 3 lata w grupach całkowicie mieszanych - większość ludzi z tego czasu jest dla mnie bezimienną masą. Po co w\się wysilać z poznawaniem nowych osób skoro za godzine będą mnie otaczały jeszcze inne nowe osoby. Z tego czasu nie zachowała mi się ani jedna znajomość - a ludzie byli fajni - tylko jakoś chęci zaangażowania nie było.
              Było tylko grzecznościowe "cześć" i tyle.
              Oczywiście dzieciaki są bardziej otwarte na przyjaźnie ale jakoś nie chce mi się wierzyć w te doskonałe relacje.
              • mikams75 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 15:59
                mozesz nie wierzyc, ale dzieci jednak nawiazuja bliskie przyjaznie a na dodatek relacje klasowe sa zdrowsze.
                I co innego jesli system jest taki od poczatku a co innego jak sie w wieku studenckim w taki uklad wchodzi.
    • melisaa4 Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 17:44
      Ja jestem za mieszaniem dzieci co rok. Nawiazuja nowe przyjaznie, a z innymi przeciez moga sie nadal przyjaznic pozaszkolnie czy na przerwach. Zapobiega to bullying. Ja miałam od zerówki "przyjaciółeczkę", która w 5-6klasie zaczeła mnie z innymi prześladować. Bo zawsze bardzo dobrze się uczyłam bez jakiegoś wsparcia. Dziekowałam Bogu za gimnazjum i przemieszanie klas. Uwazam, ze takie symbiotyczne przyjaznie są chore i trzeba miec kontakt z duza liczba rowiesnikow.
      • melisaa4 Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 17:47
        I teraz mam luzniejsze znajomosci z wieksza liczba osob, Tak wole z dystansem smile zadnych symbiotyzmow i zbyt glebokiego ingerowania w moje zycie. Kawka, ploty i ciał na jakiś czas.
        • agaja5b Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 19:10
          Symbiotyczne relacje z koleżankami w dorosłym wieku i pozwalanie im na głęboka ingerencję w swoje zycie nie sa zwykle oznaka zdrowej osobowości. Mam w rodzinie taka osobe , która zaprzyjaźnia sie często, na smierć i zycie, oddaje swej nowej przyjaciółce "wszystko i samolot, i lotnisko" , "co twoje to moje", pozwala jej pełnić w swoim domu wszelkie honory, wychowywac swoje dzieci itd, tylko że zwykle kończy się to po jakimś czasie obustronną nienawiścią i wielkim rozżaleniem. Taki przykład relacji w dorosłym życiu nie ma nic wspólnego z trwałą przyjaźnią.
          • triss_merigold6 Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 19:12
            Ale rozmawiamy chyba o dzieciach na poziomie szkoły podstawowej i gimnazjum...
            • agaja5b Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 19:31
              No tak, ale odniosłam się moim przykładem relacji symbiotycznej do wypowiedzi melisad, która postawiła znak równości między przyjaźnią a relacją symbiotyczna z ingerowaniem w zycie osobiste. przynajmniej ja tak zrozumiałam. Zakładam że jest dorosła i nie mówiła o przyjaźni na etapie podstawówki czy gimnazjum
      • triss_merigold6 Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 18:08
        Co rok nie da się na wiązywać przyjaźni. Znajmość, koleżeństwo - owszem, ale przyjaźnie buduje się latami.
        • triss_merigold6 Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 18:08
          nawiązywać
      • kaz_nodzieja Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 18:19
        Ja jestem za mieszaniem żon/mężów co rok. No dobrze, co dwa lata. Naukowcy twierdzą, że tzw. "wielka miłość" trwa maksymalnie do dwóch lat, potem naturalnie się wypala (tak działają hormony), po co się nudzić i żyć na pół gwizdka skoro można mieć ciągły haj ze zmianą partnerów? Odpadają też problemy związane ze zdradą, mając w perspektywie zmianą na inny model za dwa lata każdy wytrzyma w wierności do czasu kolejnej zmiany.
        • natalie_rushman Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 18:33
          Gazet, czasami jesteś geniuszem! big_grin big_grin big_grin
          • triss_merigold6 Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 18:34
            Dobre, dobre.
      • joa66 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 13:18
        Zapobiega to bullying.

        Nie zapobiega. O czym świadczy praktyka. Poziom bullyingu w systemie częstego mieszania dzieci i klas nie jest mniejszy niż w innych systemach. Ba, jest chyba nawet wyższy.
    • mynia_pynia Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 18:58
      Mam 2 przyjaciółki ze studiów i tyle.
      W pracy mam koleżanki i kolegów. Mam jeszcze grono osób ze szkoły średniej ale tu relacje bardziej jak w rodzinie wink.
    • najma78 Re: Szkolne przyjaźnie 10.11.15, 19:32
      A wy jak? preferujecie głębokie mocne więzi z wybraną ograniczoną grupą osób czy luźniejsze z ogółem...


      Nie preferuje bardzo bliskich przyjazni z wybranymi osobami, mam grono znajomych dosc bliskich. Mam z kim pogadac jakby co ale generalnie nie mam potrzeby zwierzania sie z bardzo osobistych spraw. W szkole mialam blizsze kolezanki, nie mam z nikim kontaktu od dosc dawna.
      Mieszkamy w uk, w szkolach miesza sie uczniow ale tez nie siedzi sie w lawkach w parach. Oprocz tego w szkolach ponadpodstawowych nie ma klas tak jak w pl, uczniowie z jednego rocznika sa w roznym skladzie na roznych przedmiotach. Corka jest podobna do mnie i tez nie nawiazuje bardzo bliskich przyjazni tylko z jedna czy kilkoma osobami. W szkole podstawowej miala blizsze kolezanki ale obecnie (drugi rok w szkole ponadpodstawowej ) nie ma z nimi konataktu w nowej szkole zakolegowala sie blizej z kilkoma dziewczynami i kilkoma chlopakami ale jest zdrowy dystans czyli moga bez siebie zyc.
      Syn ma bardzo bliskiego kolege i oni zyc bez siebie nie moga.
    • kagrami Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 09:26
      Chore jest wtrącanie się. Każdy człowiek, nawet mały sobie przyjaźnie sam ustawia i nie powinno się ingerować.
      Dziwne działania w tej szkole, naprawdę...

      Jakby mi ktoś w SP dyktował z kim mam się przestac przyjaźnić a teraz masz te osoby,... to nie miałabym żadnych przyjaciół/fajnych znajomych.
      • mikams75 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 09:35
        ale szkola nie wtraca sie w przyjaznie, ani nie dyktuje z kim sie przyjaznic, ani nie zabrania.
        Niektore w tym watku nadinterpretowuja mocno idee przetasowania klas.
    • 18lipcowa3 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 10:20
      Głupi pomysł. Moja córka na 20 dzieci w klasie, ma 10 z przedszkola, do tego najepiej dogadujące się. Lubi szkołe, czuje sie dobrze, pewnie.
      • 18lipcowa3 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 10:27
        18lipcowa3 napisała:

        > Głupi pomysł. Moja córka na 20 dzieci w klasie, ma 10 z przedszkola, do tego na
        > jepiej dogadujące się. Lubi szkołe, czuje sie dobrze, pewnie.

        Dodam że stało się to na wielką prośbę rodziców bo też sie kolegujemy i dogadujemy.
        • kandyzowana3x Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 11:27
          jak dla mnie jeden z lepszych argumentów za mieszaniem.
          • 18lipcowa3 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 12:36
            kandyzowana3x napisała:

            > jak dla mnie jeden z lepszych argumentów za mieszaniem.


            to masz problem, my sie dogadujemy
      • agaja5b Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 15:33
        A ta druga 10 też się czuje równie pewnie, czy mniej pewnie? To że się dogadujecie wy to akurat dla mnie jest argument za mieszaniem dzieci i nie przechodzeniem grupami z przedszkola. U mojej młodszej córki w klasie też jest chyba z 11 dzieci z jednej grupy przedszkolnej, tez się umówili, że razem przechodzą. Moja też z nimi chodziła ale ja się nie umawiałam, trafilismy na siebie przypadkiem i widze odziedziczone stare problemy i koterie, które sprawy ogólnoklasowe próbują ustalać na swoich prywatnych spotkaniach. Nie zauważyłam by wśród nich była tendencja do otwierania się na nowe osoby. Na ostatniej imprezie klasowej zauważyłam że jest grupka wzajemnej adoracji i reszta, gdyby nie kilka osób w tym ja, która jestem w tzw części wspólnej tzn znam zarówno osoby z przedszkola jak i inne bo są rodzicami starszych dzieci i jakieś kontakty mielismy, to pozostaliby wykluczeni.
    • olena.s Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 12:26
      W podstawówce mojego dziecka klasy mieszano co roku, tak aby prezentowały podobny poziom, miały zbliżony skład rasowy, intelektualny, osobowościowy, narodowy, płciowy i wyznaniowy. Byłam tym zaskoczona i wcale mi się to nie podobało, głównie z powodu wyeksplikowanych przez dyskutantki obaw. Wyszłam więc z normalnego dla Polki po ośmioklasowej szkole odruchowego kontestowania tego rozwiązania, stałam się z czasem wielką zwolenniczką - na drodze obserwacji.
      W middle school (czyli od 11 latków) już się klas nie miesza, ale to dlatego że w ogóle nie ma w niej klas - dzieci mają indywidualne plany lekcji, również w zależności od poziomu. Na angielski chodzi się z Jasiem, na fizykę z Krzysiem, a na historię z Marysią. Dodatkowo mają coś pomiędzy czasem wolnym a godziną wychowawczą codziennie przez godzinę - stosunki towarzyskie są również kontynuowane w tym czasie.
      Wszyscy mamy potrzebę przyjaźni, a sposób zawiadywania szkołą daje nam różne pola do jej realizacji. W polskiej szkole przyjaźń wychodzi z siedzenia w jednej ławce. W szkle mieszanej - także z interakcji w czasie bardzo długich przerw spędzanych z całym rocznikiem.
      Wnioski z obserwacji:
      1. Przyjaźnie się nie rozpadają. Są kontynuowane i wydają się nie mniej trwałe, niż nasze dawne przyjaźnie. Może nawet bardziej o tyle, że dzieci wiedzą, że przyjaźń się buduje, nie tworzy jej tylko bierna wspólnota doświadczeń, ale świadome działania wymagające woli .
      2. Mam wrażenie, że w młodszej podstawówce było mniej par, a więcej kilkuosobowych grupek.
      3. Uznałam ten system za dar niebios, kiedy moje dziecko mogło zostać odcięte od toksycznej i wrogiej relacji z innym, przy czym żadne z nich nie musiało potraktować tej zmiany jako klęski życiowej.
      4. Mieszanie ułatwiało szkole podnoszenie poziomu akademickiego. Przy klasach o zbliżonym poziomie nauczyciele mogli porównywać metody nauczania i wybierać tę, która dawała najlepsze efekty. Wyniki obserwowaliśmy po badaniach porównawczych, które dokonywały się 3 razy do roku. Było widać, jak szkoła pnie się w górę z matematyki.
      5. Mieszanie klas pozwala też na inną pracę wychowawczą, na zmniejszanie ryzyka wyobcowania, na rozwalanie klik i utrudnianie trwałej dominacji całej grupy przez jedną osobę/grupkę. Nie pozwala też na tworzenie grupy na zasadzie "my, IV A przeciwko światu", co można pewnie uznać i za zaletę i za wadę. Ale to temat na długą dyskusję, więc pominę.
      6. Mieszanie klas pozwala na wybieranie sobie przyjaciół z wiekszej puli równolatków. W mojej własnej szkole do wyboru miałam kilkanaście dziewczynek z około 30-osobowiej klasy i basta. W zasadzie nie było żadnych szans nawet na poznanie dzieci z innych klas. Moje dziecko miało do wyboru pulę około 50%x170 osób, czyli mniej więcej pięciokrotnie szerszy wybór niż ja. Znakomicie to zaprocentowało.
      6. Jako dzieci mamy ogromną zdolność do zawiązywania przyjaźni. nie należy porównywać z tym okresem innych faz rozwoju, kiedy mamy zupełnie inne potrzeby i o wiele większe wymagania odnośnie przyjaciół. Myślę, że wbrew pozorom najczęściej trwałe przyjaźnie nie mają korzeni w I klasie, tylko zawiązują się później, kiedy osobowość i intelekt się wykształci.

      Więc nie użalajcie się nad mieszanymi dziećmi, żadne z nich koroposzczurki.
      A jeżeli już tak nieugięcie wierzycie w najwyższą jakość więzi płynącej ze stałego obcowania z jedną zamkniętą grupą, to poużalajcie się raczej nad współczesną ludzkością, która nie korzysta ze wzorców Sparty. Tam wychodzący po raz pierwszy do szkoły 7 latek (punkt dla Elbanowskich - smile ) wracał do domu dopiero jako 18 latek.
      • tupatup Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 13:23
        Popieram wnioski. Nie mam doświadczeń z zagranicy, ale widzę wady starego systemu, siedzenia latami z tą samą osobą w ławce, bycia tylko w jednej klasie, gdzie inne klasy były "obce", to zamyka bardziej nieśmiałe dzieci na jakiekolwiek inne kontakty, ogranicza ich socjalizowanie się i naukę otwartości na ludzi i świadomość swoich rozbudowy swoich potrzeb, zdolności własnego wyboru znajomych i pracy nad utrzymaniem znajomości.
        • joa66 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 14:40
          to zamyka bardziej nieśmiałe dzieci na jakiekolwiek inne kontakty, ogranicza ich socjalizowanie się i naukę otwartości na ludzi i świadomość swoich rozbudowy swoich potrzeb, zdolności własnego wyboru znajomych i pracy nad utrzymaniem znajomości.

          Jako matka dziecka nieśmiałego, pozwolę sobie się nie zgodzić.
          • mikams75 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 16:01
            ja tez mam niesmiale ale dzieki przetasowaniu pozbyla sie choc czesciowo tej latki.
            • joa66 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 19:12
              Moj nie miał "łatki" i nie pozbywał się jej. Po prostu z wiekiem się ośmielał. I fajnie było patrzeć jak dzieciaki na początku 'skłocone" z czasem lepiej się poznawały, widziały w sobie więcej fajnych cech - nawet jeżeli nie prowadziło to do wielkich przyjaźni to przyzwoite koleżeństwo też jest bardzo ważne.
              • mikams75 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 20:32
                a mojej stara grupa nie "pozwalala" na osmielenie sie, nie wiem jak to okreslic ale mimo powolnego wyrastania z niesmialosci w tej grupie jej nie wychodzilo, byla wcisnieta w okreslona role w danej klasie, po przetasowaniu mogla znowu byc soba.
                Nie masz porownania jak to funkcjonuje.
                • joa66 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 20:52
                  Nie masz porownania jak to funkcjonuje

                  ????

                  Masz na myśli na przykładzie konkretnej osoby? To nikt tego nie ma, bo nie da się tego samego życia przeżyć kilka razy.

                  Na przykładzie szerszym - w systemach częstych zmian poziom bullyingu w szkole nie jest mniejszy niż w szkołach bardziej "statycznych'.
                  • mikams75 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 21:19
                    nie wiesz jakby twoje dziecko funkcjonowalo w innym systemie;
                    nie mowie o przezywaniu dwa razy tego samego, ale sama widze jak klasa funkcjonuje po 2-3 latach a jak w nowym skladzie. Zreszta sama nie podlegalam kiedys tasowaniu i dopiero teraz, jak patrze na szkole corki, to widze duzo wad systemu jednaj klasy przez 8 lat.
                    O bullyingu nie wspominalam nic.
                    • joa66 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 21:27
                      nie wiesz jakby twoje dziecko funkcjonowalo w innym systemie;

                      Ale tego nikt nie wie. Ty też. smile A każda zamiana na poziomie indywidualnym nie jest tylko zmianą systemu, ale zmianą środowiska. Jeżeli Marysia w klasie X ma łatkę kogokolwiek, a po zmianie klasy/szkoły na Y tej łatki nie ma to może wynikac to z tego, że (a) Marysia się zmieniła dorastsając (b) gdyby od początku była w klasie Y to tej łatki w ogóle by nie miała, bo akurat taka grupa się trafiła.

                      p.s. Są sytuacje gdzie rozwiązania "ucieczkowe" są najlepszym wyjściem, ale to raczej sytuacje ekstremalne.
                      • mikams75 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 21:38
                        Rzecz w tym, ze Marysia mialaby ogromna trudnosc zeby w istniejacej grupie pokazac, ze sie zmienila. A grupa mialaby problem, zeby te zmiane dostrzec i zaakceptowac.
                        • joa66 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 21:42
                          Na przykładzie 9 lat (6+3, zmiany składu na przestrzeni lat dotyczyły 1/5-1/4 klasy) wiem, że niekoniecznie. I to dotyczyło większości dzieci, zwłaszcza w okresie przemiany w nastolatki - nowy wygląd , nowe historie, nowe przyjaźnie, topory wojenne zakopane. Dzieci miały szanse rozwoju społecznego bez metody "zabieram zabawki, idę na inne podwórko"
      • kaz_nodzieja Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 14:17
        >W podstawówce mojego dziecka klasy mieszano co roku, tak aby prezentowały podobny poziom, miały zbliżony skład rasowy, intelektualny, osobowościowy, narodowy, płciowy i wyznaniowy.

        Zapomniałaś o jeszcze jednym punkcie, chyba podstawowym - zbliżony skład materialny smile
        • olena.s Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 16:13
          Wątpię, szkoła nie dysponowała takimi danymi. Ale gdyby dysponowała, to pewnie tez by to wyrównywała, rozsypując biedaków i bogaczy po wszystkich klasach.
          • najma78 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 16:41
            Latwo jest byc pewnym siebie w malej znanej od lat grupie w dodatku majac wsparcie rodzicow bedacych w kolku wzajemnej adoracji.
            W zyciu bardzo wazna jest umiejetnosc latwego adaptowania sie w nowym otoczeniu a otoczenie to ludzie i takie przetasowania w szkole ulatwiaja to. Nikt nie wtraca sie w przeyjaznie, bo te jesli maja solidne podstawy to i tak trwaja.
          • kaz_nodzieja Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 16:55
            Ile wynosi czesne w Waszej szkole?
            • olena.s Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 21:33
              A chcesz się zapisać, Gazeta?
              Dla większości - nic. Bo płaci Emir lub pracodawca.
      • nenia1 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 19:37
        olena.s napisała:

        > 6. Mieszanie klas pozwala na wybieranie sobie przyjaciół z wiekszej puli równol
        > atków. W mojej własnej szkole do wyboru miałam kilkanaście dziewczynek z około
        > 30-osobowiej klasy i basta. W zasadzie nie było żadnych szans nawet na poznanie
        > dzieci z innych klas. Moje dziecko miało do wyboru pulę około 50%x170 osób, c
        > zyli mniej więcej pięciokrotnie szerszy wybór niż ja. Znakomicie to zaprocentow
        > ało.

        Jak to nie było szans, byliście jakoś izolowani od rówieśników z innych klas? Ja znałam większość osób z klas równoległych, z zajęć pozalekcyjnych, harcerstwa, szkolnych przerw, wspólnego przygotowywania akademii, szkolnych zabaw i dyskotek, zajęć na basenie czy wspólnego wracania czy przychodzenia do szkoły. Pary się nawet tworzyły międzyklasowe a co dopiero przyjaźnie czy znajomości. Podobnie jak stwierdzenie, że przyjaźnie klasowe wynikały z siedzenia w szkolnej ławce. Z ani jedną osobą, z którą się mocniej przyjaźniłam nie siedziałam w ławce. Panie nas tasowały i sadzały w różnych konfiguracjach, często siedziałam z chłopaki, z którymi się zresztą w tej ławce szturchałam i tłukłam, bo panie sądziły że jak wymieszają chłopców z dziewczynkami to dziewczynki będą miały dobry wpływ na chłopców, a działo się często odwrotnie.

        • joa66 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 21:31
          Też nie rozumiem.
        • olena.s Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 21:39
          Jak to nie było szans, byliście jakoś izolowani od rówieśników z innych klas? J
          > a znałam większość osób z klas równoległych, z zajęć pozalekcyjnych, harcerstwa
          > , szkolnych przerw, wspólnego przygotowywania akademii, szkolnych zabaw i dysko
          > tek, zajęć na basenie czy wspólnego wracania czy przychodzenia do szkoły.

          Nie, nikt nas celowo nie izolował. Ale jakoś tak wychodziło, że tych relacji po prostu nie było. Może na samym końcu, w 7-8 klasie, kiedy podgrzały się relacje damsko-męskie coś tam drgnęło, ale wcześniej - nie. Każda klasa chodziła własnymi ścieżkami i one sie z jakichś powodów nie krzyżowały.
        • 21mada Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 23:01
          > Jak to nie było szans, byliście jakoś izolowani od rówieśników z innych klas? J
          > a znałam większość osób z klas równoległych, z zajęć pozalekcyjnych, harcerstwa
          > , szkolnych przerw, wspólnego przygotowywania akademii, szkolnych zabaw i dysko
          > tek, zajęć na basenie czy wspólnego wracania czy przychodzenia do szkoły. Pary
          > się nawet tworzyły międzyklasowe a co dopiero przyjaźnie czy znajomości.
          No to dlaczego mieszanie klas to zuo?
    • solejrolia Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 13:09
      Ja także jestem zwolenniczką mieszania klas, czy rotacji w szkołach .
      Ostatnio obserwowałam jak moja córka dość mocno przeżyła zmianę SP na gimnazjum, jesli chodzi o względy towarzyskie. Teraz już uporała sie z tym i jest już ok. Cały czas jej tłumaczyłam, że zmiana szkoły i klasy, to dla niej szansa na poznanie nowych osób, na nawiązanie ciekawych znajomości itp. Teraz sama przyznaje, ze nie jest najgorzej -tylko musiała dać sobie i nowej klasie szansę.

      Ja byłam bardzo otwartym dzieckiem, i szkolna ławka ułatwiała mi zakolegowanie się z drugiej strony nigdy nie przeszkadzała mi nawiązywać znajomości poza klasą, czy szkołą. zresztą, jeździłam na obozy, i kolonie, zawsze poznawałam tam masę ludzi.
      I tak w zerówce oraz szkole podstawowej w pierwszych klasach miałam koleżanki z klasy ale i z sąsiedztwa, i z którymi spędzałam ogrom czasu- droga do szkoły i ze szkoły to około godzina marszu, wtedy znacznie więcej się działo, niż na lekcjach, czy na przerwach. i czesto po południu kontynuowałyśmy zabawę. Z tymi osobami mam styczność z rzadka, na zasadzie przypadkowe spotkanie w sklepie czy na poczcie (nadajemy na róznych falach, ale zawsze miło jest spotkać się na momencik)
      Gdzieś tak od 3-4klasy zaprzyjaźniłam się mocniej z innymi dziećmi, z klasy równoległej, ale również z sąsiedztwa. i te przyjaźnie trwały aż do czasu szkoły średniej, gdy poszłyśmy do różnych szkół i w różnych miastach, a jedna wyjechała na stałe do USA.
      I z tymi dziewczynami do dziś mam bardzo dobry kontakt, (chociaż to przyjaźń na odległość) ponieważ żyjemy mniej więcej na tym samym poziomie, i mamy mniej więcej te same priorytety, oraz ten sam światopogląd- a to ułatwia kontakty, a odległość nie utrudnia nam tego.
      natomiast moja najlepsiejsza psiapsiółka z końcówki podstawówki aż do studiów, a przyjaźniłyśmy się na śmierć i życie, z tą dziewczyną nie chodziłam nigdy do jednej szkoły! ona nawet nie była z sąsiedztwa. ot, poznałyśmy się na koloniach, i jakoś tak zostało i się ciągnęło przez kilka lat. jak poszłam na studia, to urwał się kontakt, potem na momencik znów miałyśmy luźny kontakt, a teraz to już nic zupełnie, zero.
      i bardzo dobrze, że zniknęła z mojego życia, raz i drugi! bo moim zdaniem jest to patologia, (wcześniej rówiniez była patologią, tylko ja do siebie tego nie przyjmowałam uncertain) dlatego całkiem dobrze się stało, że ten kontakt urwał się.

      teraz większość znajomości i przyjaźni mam dzięki internetowi. i dzięki forum. także przesyłam pozdrowienia moim kumpelom, które to czytają wink
    • valtho Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 21:13
      W szkole moich dzieci (Szkoła Francuska w Warszawie) w przedszkolu i podstawówce klasy są mieszane corocznie. Jestem wielką zwolenniczką tego systemu z powodów, które wymieniła już Olena. Mieszanie nie wpływa na przyjaźnie dzieci - widują się podczas przerw, które są dłuższe niż w polskiej szkole, a ponadto można poprosić, żeby dziecka nie rozdzielać z najlepszym przyjacielem i zasadniczo takie prośby są uwzględniane. Samo rozdzielanie nie niszczy przyjaźni, a dla mnie najlepszym dowodem są ostatnie urodziny mojej córki, gdzie zaproszonych był 10 różnych dziewczynek z 3 różnych klas, które na przestrzeni ostatnich 4 lat nigdy nie były razem w jednej klasie, a mimo to są blisko zaprzyjaźnione. Dla mnie mieszanie nie niszczy przyjaźni, tylko otwiera przed dziećmi szersze możliwości towarzyskie oraz ułatwia adaptację nowoprzybyłym, których w tej szkole jest około 30% co roku.
      • valtho Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 21:16
        Co roku zmienia się również nauczyciel prowadzący (w podstawówce nie licząc języków, nie ma nauczycieli specjalistów od poszczególnych przedmiotów) co ma przygotowywać dzieci do funkcjonowania i współpracy z różnorodnymi osobami.
        • triss_merigold6 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 21:24
          Bo z założenia to szkoła dla dzieci z różnych krajów. Większość pewnie będzie w niej rok-dwa-trzy i wyjedzie więc przygotowuje dzieci na nieuniknione rozstania i kończenie zawartych znajomości.

          Dla mnie koszmarem jest wizja szkoły na poziomie podstawowym, która przygotowuje dzieci emocjonalnie pod kątem warunków przyszłej PRACY.

          Żeby nie było, że nie wiem o czym piszę: zaliczyłam łącznie 5 podstawówek, w tym dwie amerykańskie + szkołę przy ambasadzie. Byłam szczęśliwa jak od 5 klasy już niczego nie musiałam zmieniać, nigdzie się przenosić, nawiązywac kolejnych znajomości od nowa i poznawać nowych ludzi.
          • tupatup Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 21:29
            Ale ty masz traumę z innego powodu niż mieszanie klas. Było ci źle, bo rodzice ciągle się przeprowadzali i nie miałaś stabilizacji jako dziecko bo było to życie na walizkach.

            To zupełnie co innego niż gdy mieszkasz większość czasu w jednym miejscu, masz znajomych w okolicy, a dodatkowo w szkole duży wybór dzieciaków, których nadal spotykasz na przerwach, lub się z nimi możesz umawiać bo się nigdzie daleko nie wyprowadzasz.
            • triss_merigold6 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 21:41
              Cóż, nie mam porównania, faktem jest że przez parę lat miałam wyłącznie nowych znajomych.

              Mój syn, poza kolegami z klasy (z którymi akurat nie jest szczególnie związany) ma kolegów z podwórka, harcerstwa, treningów, kolegę jeszcze z przedszkola. Część spotyka w szkole, część nie. Niemniej, poczucie przynależności "my z klasy VI a" uważam za istotne. Nie da się go wykształcić przy mieszaniu klas, bo grupa nie zdąży się poznać lepiej i zsolidaryzować.
              • olena.s Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 21:58
                A zauważyłaś, że klasy najefektywniej solidaryzują się przeciwko? I im parszywszy nauczyciel tym klasa jest bardziej spojona i solidarna?
                W szkole mojego dziecka coś w rodzaju poczucia przynależności do mniejszej grupy zaczyna się w middle school, bo wtedy uczniowie są przypisani do domów, jak w Harrym Potterze smile - dom gromadzi uczniów od 1 do 3 klasy, w szkole są o ile dobrze kojarzę 4 domy. Natomiast co do podstawówki to dyrekcja jest zdania, że brak rywalizacji służy dzieciom najlepiej, i przynależność kształtuje się wedle zupełnie innych wzorców - my ze szkoły x, my - z rocznika y, my - z młodszej podstawówki, my ze starszej podstawówki, my - wierzący w zasady A,B,C.
                Przyznam, że mi zupełnie nie brakuje wśród tych róznych przynależności akurat do klasy VII C.
          • valtho Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 21:42
            Ale dokładnie tak samo jest w publicznych podstawówkach we Francji. Gdzie nie ma aż takiej rotacji dzieci. I moim zdaniem mieszanie przygotowuje dzieci do życia w zmieniającym się świecie, w tym również do pracy.
            A doświadczenia dzieci ekspatów są różne. Moja osobista przyjaciółka mieszkała jako dziecko w 6 krajach i obecnie już jako dorosła osoba i mama po raz kolejny z radością pakuje kartony wink.
            • triss_merigold6 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 21:48
              Cóż, pakować się z radością mogę wyłącznie na zaplanowany wyjazd wakacyjno-feryjny czy inny turystyczny. Wizja zmiany kraju na dłużej, to opcja z koszmaru, to moja wersja piekła (zaraz po Zakopanem i Mazurami w sezonie).
              • valtho Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 22:29
                Na szczęście ludzie są różni i dzięki temu mamy ciekawiej. Może to kwestia, że ona zawsze chodziła do szkół la ekspatów, które lepiej radzą sobie z integracja nowych, a może po prostu kwestia charakteru. Kiedyś jak byłam jeszcze studentką i rozważałam opcje zawodowe związane z ciągłym (co 3-4 lata) przenoszenie się, bardzo doświadczony starszy elegancki pan ambasador spytał mnie czy mam naturę "koczownika", bo jego zdaniem to jest niezbędne w takim zawodzie. Wydawało mi się, że mam, ale życie potoczyło się inaczej i teraz podróżuję wyłącznie dla przyjemności.
    • yuka12 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 23:33
      Ja bym chciala, zeby dzieci mialy bliskich przyjaciol. Cora kolegowala sie blizej z jedna dziewczynka, ale tej sie jakos rok temu odwidzialo czy znudzilo. Cora od tej pory nie moze sie z nikim innnym zblizyc. A jest bardzo lubiana i towarzyska, z tym ze w przyjazni i bliskim kolezenstwie bardzo indywidualna. Syn zreszta podobnie. I co im po kilkudziesieciu dobrych znajomych, jak sie nie maja z kim po szkole bawic?
      Czasem przychodza do nas dzieci. Sa to jednak raczej dzieci z rodzin tzw. problemowych i dzieci te traktuja nasz dom bardziej jako schronienie przed zimnem i glodem niz okazje na zaprzyjaznienie sie.
      -
      "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
      • mikams75 Re: Szkolne przyjaźnie 11.11.15, 23:42
        a z tych kilkudziesieciu dzieci nie mozna kogos zaprosic do domu?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka