kkalipso
28.11.15, 17:58
Znajoma pewnej starszej pani (też znam, miewam kontakt) zwierzyła się w przypływie wyrzutów sumienia, że kiedy jej córka zaczęła na poważnie romansować z pewnym chłopakiem namówiła razem z siostrą koleżankę, żeby ta zadzwoniła do niej i udała dziewczynę/żonę tego chłopaka. Oczywiście wyzywając i grożąc. Dziewczyna odpuściła i wróciła do długoletniego związku (właściwie nie kojarzę, czy już byli po cywilnym, czy nie), płaczącego chłopa. On przyjął z otwartymi rękoma, do dziś całkiem poprawne małżeństwo, choć ona stała się typową "suką" korzysta z życia na wszystkie sposoby, męża wykorzystuje do potęgi. Ona z bogatej rodziny, on kumaty dobrze zarabiający z własnym biznesem. Matce nie podobało się, że kochanek, o którym mowa był zwykłym pracownikiem biurowym. Co by niby dał jej córce. Bohaterka dowiedziała się po kilku latach od własnej ciotki (zamieszanej w to) o sprawie ....kontakty z matką (i tak oziębłe) ukróciła do mówienia dzień dobry. Mieszkają nadal w tym samym domu (góra-dół). Chodzi mi ta "intryga" po głowie do tej pory. Jak myślicie, matka uratowała córkę czy zmarnowała życie. Znacie takie historie, mogłybyście coś takiego wydumać i zrealizować....ja na dzień dzisiejszy NIE, uważam, że to podłe, ale jak sobie przypominam pewne sytuacje ze szkoły czy z kręgu psiapsiółek to wiele się działo.
Historia prawdziwa. Poopowiadajcie z chęcią poczytam o tym do czego człowiek zdolny.