oqoq74
17.12.15, 11:32
Na początku roku, w którymś wątku chwaliłam nową matematyczkę, że stosuje pozytywną motywację, każdemu uczniowi pisze uwagi na pracy itd.
No, ale tak to jest jak się chwali dzień przed zachodem słońca.
Koniec semestru i okazuje się, że większość dzieciaków zestresowana, niektóre do tego stopnia, że w szpitalu wylądowały z bólami brzucha. Nie wnikam, czy tak faktycznie było, czy to opowieści rodziców.
Syn radzi sobie dobrze, ale. Na początku roku faktycznie było super, z czasem coś się popsuło. W domu rozwiązuje zadania samodzielnie, nie ma problemów, w klasie problem jest. I to nie tylko u niego.
Poza tym okazuje się, że jakieś dziwne akcje się dzieją, typu, klasówka źle wyszła pani ją podarła, nikomu nic nie mówcie to tajemnica. Kolejny sprawdzian i zadania, których w ogóle nie było na lekcji, chociaż w programie są. Cała klasa poprawiała. Dzieci skarżą się na krzyki, na złą atmosferę. (nawiasem - to jest 3 nauczyciel matmy - dzieciaki teraz w piątej klasie, co pół roku zmienia im się nauczyciel).
Rodzice wkurzeni, ma być spotkanie z dyrekcją. Znając życie będzie afera, pewnie krzyki itd.
Jak to załatwić, żeby poprawić sposób uczenia, a nie wywołać kolejnej afery, która nic nie wniesie?