troompka
18.12.15, 22:10
swieżo po tragedii w Tychach, chwilę temu byłam swiadkiem sytuacji, ktora rowniez mogla skonczyc sie tragicznie. Parking ikei, pełniutki, ciemno, pada deszcz, wyjezdzam ze swojego miejsca, ale kilka aut przede mna zaczyna wyjezdzac inne auto, wiec zatrzymalam sie, aby umozliwic mu wyjazd i patrze, a tuż za autem przechodzi wlasnie mała dziewczynka (na oko 6 lat) a za nią tatuś gadający przez tel. i wogole nie zwracajacy uwagi na dziecko. Kierowca, na szczescie dosc wolno wyjezdza ze swego miejsca, ale z pewnoscia nie widzi dziecka, ja stoje i widze co sie dzieje i nie wiem jak zareagowac, bo jak zatrabie to facet moze pomyslec ze go ponaglam i przyspieszy lub mała sie zatrzyma....to wszystko trwało sekundy, a ja nie wiedzialam co mam zrobic. Podszedł tatuś, walnął w szybe, podbiegł do gościa i zaczęli sie szamotac. Dziecko stało obok i płakalo, a tatuś szarpał sie z kierowca. Zrobiło sie zbiegowisko, bo sytuacja byla naprawde niebezpieczna.......ale czy winny byl kierowca? Kurcze, widzialam wszystko dokladnie i mam wrazenie, ze tatus sie chcial wyladowac, za swoje zaniedbanie. Syn siedzial obok i sam stwierdzil, ale mamo on gadal przez tel. a male dziecko szlo samo po parkingu, ty mnie teraz jeszcze pilnujesz a mam 11 lat.
Nie porownuje tych sytuacji, bo w Tychach byly pasy i wymijanie, ale nie wszystko faktycznie jest czarno-białe.