czupakabra
28.09.04, 22:10
jestem z Nim od 8 lat. Nie mieszkamy razem, nie jestesmy malzenstwem, mamy po
23 lata, jestesmy szczesliwa, kochajaca sie para. Mimo to, ze jestesmy ze
soba juz dlugo, ja potrzebuje ciaglego okazywania mi uczucia (sama rowniez
okazuje je codziennie, w rozny sposob) lecz On uwaza ze takie rzeczy jak
kwiaty, wspolne ogladanie zachodow slonca, spacery po lesie wsrod spadajacych
kasztanow i kolorowych lisci sa dla dopiero-co-zakochanych. Ja chcialabym
robic cos razem z nim, miec jakas wspolna pasje, tym bardziej ze chcemy
spedzic razem cale zycie. Proponuje mu ciekawe ksiazki, wizyty w muzeach, w
galeriach, teatr, kino, on za to strasznie wybrzydza i mowi ze nie bedzie
kontemplowal sztuki gdyz jest zmeczony praca... Ja pisze mu milosne listy,
maile, na kazda okazje daje mu kartki specjalnie wybrane wsrod wielu,
wyszukuje prezenty, ktore sprawia mu najwieksza radosc, mimo ze ktore dla
mnie wydaja czasem sie idiotyczne. Kiedy widze jak sie cieszy, ja ciesze sie
jeszcze bardziej.
Ja jednak czuje sie niekochana, chcialabym caly czas jednak czuc jakies
cieplo, troske, dostawac na spotkaniu wafelka albo stokrotke zerwana po
drodze. Takie male "objawy" milosci ciesza mnie bardzo, ale i niezmiernie
rzadko, zaryzykowalabym stwierdzenie ze prawie nigdy. Zapomina tez zawsze o
moich imieninach, a urodziny i świeta traktuje jak horror, kiedy trzeba cos
kupic i dac z obowiazku.
to po krotce moja historia, napiszcie, prosze, czy ja jestem jakas dziwna?...