Dodaj do ulubionych

czy to ja jestem dziwna?.... :(

28.09.04, 22:10
jestem z Nim od 8 lat. Nie mieszkamy razem, nie jestesmy malzenstwem, mamy po
23 lata, jestesmy szczesliwa, kochajaca sie para. Mimo to, ze jestesmy ze
soba juz dlugo, ja potrzebuje ciaglego okazywania mi uczucia (sama rowniez
okazuje je codziennie, w rozny sposob) lecz On uwaza ze takie rzeczy jak
kwiaty, wspolne ogladanie zachodow slonca, spacery po lesie wsrod spadajacych
kasztanow i kolorowych lisci sa dla dopiero-co-zakochanych. Ja chcialabym
robic cos razem z nim, miec jakas wspolna pasje, tym bardziej ze chcemy
spedzic razem cale zycie. Proponuje mu ciekawe ksiazki, wizyty w muzeach, w
galeriach, teatr, kino, on za to strasznie wybrzydza i mowi ze nie bedzie
kontemplowal sztuki gdyz jest zmeczony praca... Ja pisze mu milosne listy,
maile, na kazda okazje daje mu kartki specjalnie wybrane wsrod wielu,
wyszukuje prezenty, ktore sprawia mu najwieksza radosc, mimo ze ktore dla
mnie wydaja czasem sie idiotyczne. Kiedy widze jak sie cieszy, ja ciesze sie
jeszcze bardziej.
Ja jednak czuje sie niekochana, chcialabym caly czas jednak czuc jakies
cieplo, troske, dostawac na spotkaniu wafelka albo stokrotke zerwana po
drodze. Takie male "objawy" milosci ciesza mnie bardzo, ale i niezmiernie
rzadko, zaryzykowalabym stwierdzenie ze prawie nigdy. Zapomina tez zawsze o
moich imieninach, a urodziny i świeta traktuje jak horror, kiedy trzeba cos
kupic i dac z obowiazku.
to po krotce moja historia, napiszcie, prosze, czy ja jestem jakas dziwna?...
Obserwuj wątek
    • mamania Re: czy to ja jestem dziwna?.... :( 28.09.04, 22:19
      czupakabra napisała:

      > jestem z Nim od 8 lat. Nie mieszkamy razem, nie jestesmy malzenstwem, mamy po
      > 23 lata,

      za wcześnie i za długo, to mi przychodzi do głowy jedynie, ale nie wiem co
      poradzić
      do romantyzmu go nie zmusisz
      do drżenia serca też trudno ci bedzie go nagle doprowadzić
      a i jemu nie chce sie starac bo i po co skoro ty i tak jestes jak stara zonka,
      nie trzeba sie prężyc


    • poleczka2 Re: czy to ja jestem dziwna?.... :( 28.09.04, 22:21
      Nie uważam, że jesteś dziwna, potrzebujesz częsztego potwierdzenia, że on cię
      kocha. Ja też taka byłam w czasie pierwszego roku po ślubie. Mój mąż jest
      nieromantyczny, tzn. kiedyś był bardziej ale teraz ciężko: nie obchodzimy
      rocznic ślubu, walentynki też są wymuszone, kwiatów nigdy nie kupił z własnej
      inicjatywy, kocham cię mówi tylko gdy ja mu to wyznam to on mówi, że też kocha.
      Było mi też smutno ale przyzwyczaiłam się, okazuje mi miłość i przywiązanie do
      naszej rodziny w inny sposób: jest dobrym ojcem i mężem, nie zdradza, po prostu
      taki jest i już. I cieszę się, że wytrzymuje ze mną bo czasami nie jest mu
      łatwo.
      • marcysia51 Re: czy to ja jestem dziwna?.... :( 28.09.04, 23:05
        Pewnie,że nie jesteś dziwna,ale musisz zroumieć,że nie wszyscy są
        romantyczni,może on tego poprostu nie potrfi tak okazywać jakbyś tego chciała,a
        wolałabyś żeby robił coś z przymusu,przeciw sobie i był nieszczęśliwy?Niestety
        świat nie składa sie z samych romantyków,ale to nir znaczy,że takie osoby nie
        potrafią kochać.On cię kocha ale na swój niewymuszony sposób.
    • bambo44 Re: czy to ja jestem dziwna?.... :( 28.09.04, 23:25
      Słuchaj, NIE, NIE JESTEŚ JAKAŚ DZIWNA. Wręcz przeciwnie, uważam, że jesteś
      bardzo dojrzałą osobą, i wiesz, co trzeba robić, aby w związku DŁUGO wytrwać
      bez nudy, rutyny i w miłości. Zgadzam się z Tobą, że tędy właśnie droga, i nie
      zgadzam się z tymi, którzy mówią, że tak jest tylko przez pierwsze kilka lat.
      Nie, tak może być i później. Tylko trzeba o to świadomie dbać.

      Problem niestety polega na tym, że OBYDWIE strony muszą sobie z tego zdawać
      sprawę. Dla porównania przeczytaj proszę wątek, w którym kobiety wypowiadają
      się na temat FACETÓW, którzy postępują tak jak Ty (sytuacja całkowicie odwrotna
      do Twojej):

      czy macie takich mężów

      Jak przeczytasz, to proszę powiedz mi, co Ty o tym myślisz.

      Pozdrawiam,
    • evee1 Re: czy to ja jestem dziwna?.... :( 29.09.04, 04:27
      bambo44 napisał:
      > Słuchaj, NIE, NIE JESTEŚ JAKAŚ DZIWNA. Wręcz przeciwnie, uważam, że jesteś
      > bardzo dojrzałą osobą, i wiesz, co trzeba robić, aby w związku DŁUGO wytrwać
      > bez nudy, rutyny i w miłości. Zgadzam się z Tobą, że tędy właśnie droga, i
      nie
      > zgadzam się z tymi, którzy mówią, że tak jest tylko przez pierwsze kilka
      lat.
      > Nie, tak może być i później. Tylko trzeba o to świadomie dbać.
      Hm ja sie z tym NIE zgadzam w 100% smile)). Bo jedni lubia, to inni tamto
      i jednym potrzebne sa ciagle nowe doznania, a inni cenia sobie spokoj,
      rutyne i stabilizacje. To wszystko zalezy od tego co lezy w charakterze
      obu stron. Czesto faceci sa romantyczni jedynie na poczatku znajomosci,
      zeby zdobyc kobiete, co zreszta uwazam za calkiem logiczna kolej rzeczy.
      Tak samo kobiety bardziej wtedy zabiegaja o to, zeby ladnie wygladac itp.
      Co chyba jest calkiem normalne. I ja uwazam, ze dojrzaloscia jest to,
      zeby zdawac sobie sprawe z tego i widziec, ze partner pewne rzeczy robi
      po to, zeby nam sie przypodobac i zeby nie wymagac od niego, zeby zawsze
      robil cos co nie lezy w jego naturze.
      Owszem istnieja mezczyzni, ktorzy maja potrzebe bycia romantycznym, ale nie
      wiem jaki procent mezczyzn ma to w naturze, czytaj: ilu facetom sie chce to
      robic w ustabilizowanym zwiazku. Sadzac z Twojego postu, byc moze Ty taki
      wlasnie jestes.
      Niektore kobiety, jak czupakabra, nie moga sie z brakiem tego romantyzmu
      pogodzic, bo jest im on potrzebny do podkreslania tego, ze sa dla swojego
      partnera wazne. Innym wystarczaja inne sygnaly i bukiet kwiatow, czy
      romantyczna kolacja niekoniecznie musi byc do tego potrzebna. Dla mnie
      osobiscie tego typu zabiegi sa takie jakies "puste".

      A rutyna dopada predzej czy pozniej kazde malzenstwo. Jezeli maz przez lata
      jest taki sam czyli romantyczny, ciagle przynosi kwiaty, codziennie po dziesiec
      razy mowi, ze kocha, to to tez jest jakas tam rutyna smile)), choc przyznam, ze
      calkiem przyjemna. I jak sie ma takiego meza na codzien, to sie po prostu
      przestaje
      to doceniac. No, chyba, ze ten maz przy okazji tez sprzata, robi zakupy, zajmuje
      sie dziecmi i bardzo dba o zone w bardziej przyziemnej formie. Wtedy pewnie
      i kwiaty i romantyczna kolacje beda dodatkowym atutem smile).

      Jak sie zapewne latwo domyslec z mojej wypowiedzi moj maz jest kompletnie
      nieromatyczny i zapewniam Cie, ze nasze malzenstwo ma sie swietnie, bo on przy
      tej swojej nieromantycznosci ma cos takiego, co powoduje, ze czuje sie bardzo
      komfortowo i wiem, ze jemu ze mna jest bardzo dobrze. No, czasami mu sie to
      nawet
      wypsnie, ale nawet gdyby nie mowil, to bym i tak wiedziala smile).
      I bukiety kwiatow, romantyczne spacery przy zachodzie i prezenty zupelnie do
      niego nie pasuja i nie jest to sposob w jaki potrafilby wyrazic swoje uczucia.
      I ja to rozumiem i tego sie nie domagam.

      Co do dylematu autorki listu. Nie zazdroszcze i nie mam pojecia co mozna by Ci
      poradzic. Dziwna nie jestes, takie sa Twoje odczucia. Nie wiem, moze sa jakies
      inne sygnaly uczucia, ktore Twoj partner wysyla, tylko Ty ich nie wylapujesz.
      Moze ich w ogole nie ma i faktycznie nie ma co tego ciagnac i budowac wspolnej
      przyszlosci w nadzieji, ze cos sie zmieni i nagle bedzie inaczej. Bo inaczej
      pewnie nie bedzie. Tym bardziej, ze jestescie ze soba juz tak dlugo i
      zdazyliscie
      sie juz dobrze poznac. Jezeli jestes w stanie, to moze warto zmienic podejscie.
      Moj slubny notorycznie zapomina o wszelkich rocznicach, mowiac, ze przeciez
      ja pamietam, to mu przypomnesmile. Prezenty kupuje na dzien przed (albo i tego
      samego
      dnia!), wyjscia do kina czy restauracji zalatwiam ja sama. Ale ja do tej
      sytuacji podchodze raczej z humorem niz z zalem. On po prostu taki jest i kocham
      go mimo tych (i roznych innych) wad. Mam za to cos znacznie wiekszego i
      wazniejszego,
      czego nawet dokladnie nie potrafie wyrazic. I to jest dla mnie najwazniejsze.
    • mamadwojga Re: czy to ja jestem dziwna?.... :( 29.09.04, 07:43
      Mój mąż nigdy nie był romantyczny i gdyby zaproponował mi wspólne oglądanie
      zachodu słońca byłabym pewna że coś jest nie tak smile
      Są po prostu typy tak nieromantyczne jak on. Ale to nie skreśla go jako
      świetnego męża i cudownego partnera.
      • ewa2233 Re: czy to ja jestem dziwna?.... :( 29.09.04, 08:41
        Jeśli czujesz się niekochana - skończ to póki masz 23 a nie 33 lata!
        Romantyzm albo się ma wpisany "w geny" albo nie.
        Jeśli ktoś tego nie czuje, a się go zmusza - jest po prostu sztuczny.
        Nie tego chyba chcesz?
        A czy jesteście szczęśliwa parą?
        No, cóż ... może przeczytaj jeszcze raz swój post ? I potraktuj go jakby go
        napisał ktoś inny. Co byś poradziła takiej osobie ?

        • verdana Re: czy to ja jestem dziwna?.... :( 29.09.04, 09:36
          Nie widzę możliwości zmiany nastawienia męża - chyna że "na siłę". Romantyzm to
          nie jest to, co każdy lubi - ja np. nie znoszę. I nie wyobrażam sobie, abym
          ktokolwiek zmusił mnie do romantycznych uniesień, bez wyraźnego wewnetrznego
          oporu z mojej strony.
          Musisz zastanowić się - czy wolisz być z miłym, chociaż prozaicznym facetem i
          pogodzić się, ze kwiatki i zachody słońca są tylko miłym dodatkiem, a nie
          treścią zycia, czy też szukać kogoś "romantycznego" - ale to niebezpieczna
          zabawa. Tego typu zachowania są miłe, ale nie są wcale dowodem miłosci. Poza
          tym, niestety, u wiekszości osób mijaja z wiekiem.
    • melka_x Re: czy to ja jestem dziwna?.... :( 29.09.04, 10:02
      Na Twoim miejscu zaniepokojona byłabym tylko kwestią książek, bo rzeczywiście
      dobrze jeśli to co czytacie w jakiejś części się pokrywa. Nie wierzę w dobry
      związek, jeśli nie ma żadnych wspólnych zainteresowań.
      Co do romantycznych gestów... jak patrzę na znajomych mężczyzn to mam wrażenie,
      że ci romantycy nie sprawdzają się jako partnerzy. Łatwiej jest zdobyć się co
      jakiś czas na jakiś spektakularny gest, niż pamietać o systematycznym,
      terminowym płaceniu rachunków, o tym, że papier toaletowy sam się nie kupuje i
      sam się nie nakłada się rolkę, wkładać wysiłek w porozumienie się z drugą
      stroną gdy jest źle, wstawać w nocy do dziecka, ciężko pracować, żeby utrzymać
      rodzinę na przyzwoitym poziomie, nie zdradzać, wysłuchiwać zrzędzenia,
      dogadywać się z teściami nawet jak są koszmarni itd itd itd. To wszystko znaczy
      o wiele więcej niż stokrotka zerwana o wschodzie słońca, którą później trzeba
      odespać (czytaj - ta góra zmywania z wczorajszej romantycznej kolacji przy
      świecach zostaje dla ciebie) wink))
    • mamao2 Re: czy to ja jestem dziwna?.... :( 29.09.04, 10:04
      nie,nie jesteś dziwna.Wydaje mi się, że wynika to z odmiennej natury mężczyzny
      i kobiety....Ostatnio nawet usłyszałam od znajomego faceta, że po 35 latach
      małżeństwa odkrył, że jego żona jest...KOBIETĄ! Chodziło mu o to, że ona
      potrzebuje nie tylko "wiedzieć", że jest kochana, ale i słyszeć o tym wciąż i
      wciąż. Do tej pory mówił jej "przecież wiesz, że cię kocham" , bo wydawało mu
      się,że to iż dba o rodzinę, troszczy sie o nią -WYSTARCZY!
      ot takie jesteśmy i lepiej żeby nasi faceci też to odryli!
    • burza4 Re: czy to ja jestem dziwna?.... :( 29.09.04, 10:33
      Czy jesteś dziwna? raczej nie. Ale z drugiej strony chyba trudno ci się
      pogodzić z tym, że tak właśnie wygląda długoletni związek. Nie oszukujmy się,
      po paru latach związku, a tym bardziej małżeństwa nikt przy zdrowych zmysłach
      nie spodziewa się euforii na widok męza wracającego z pracy, wygląda jedynie,
      żeby sprawdzić, czy po drodze zrobił zakupysad(( Bycie ze sobą nie polega na
      romantycznym okazywaniu uczuć, te uczucia okazuje się po prostu inaczej -
      podając szklankę herbaty zmęczonej żonie, pomagając sobie na co dzień itd.
      Kwiatki czy podobne romantyczne gesty są miłym dodatkiem, ale nie wystarczą,
      ba - jak już napisała jedna z dziewczyn - niewiele znaczą, jeśli za tym nie
      idzie troska o rodzinę. Dobrze, jak facet pamięta o imieninach czy rocznicy
      ślubu, ale na co dzień nie oczekuj fajerwerków.

      Może wasz związek po prostu wszedł w inną fazę, i przestaje spełniać twoje
      oczekiwania. Być może otwierają ci się oczy. Masz 23 lata, jesteście razem od
      8. Nastolatki na inne sprawy zwracają uwagę, dorosłe życie ma inne priorytety.
      Być może on jest po prostu domatorem, ma inną koncepcję spędzania czasu
      wolnego. Nie zmienisz go - albo go akceptujesz takim jaki jaest, albo to nie ma
      sensu, bo będziesz walczyć z wiatrakami całe życie.

      Mam przyjaciółkę - 35 lat i podejście podobne do twojego o tyle, że od swoich
      facetów wciąż domaga się "dowodów miłości", admiracji, stałego zachwytu, po
      prostu nie potrafi przejść do tej bardziej prozaicznej fazy związku. Musi być
      noszona na rękach, a ponieważ ten zapał nieuchronnie stygnie, to i kolejne
      związki się rozpadają. I jest sama, bo żaden facet na dłuższą metę nie jest
      stale romantyczny.
    • bambo44 Do Evee1 30.09.04, 01:53
      Evee1:

      Bardzo interesująca odpowiedź i perspektywa, dziękuję. Zgadzam się z tobą, że
      ludzie są różni, i mają różne potrzeby i oczekiwania. Z innymi Twoimi zdaniami
      będę jednak polemizował.

      > Bo jedni lubia, to inni tamto

      Autorka wątku zdecydowanie lubi to (okazywanie uczuć, spacery, itp.), dlatego
      odpowiedziałem jej, tak jak odpowiedziałem. Tych, którzy lubią tamto (rutynę i
      stabilizacje) ten post nie dotyczy.

      > I ja uwazam, ze dojrzaloscia jest to, zeby zdawac sobie
      > sprawe z tego i widziec, ze partner pewne rzeczy robi po
      > to, zeby nam sie przypodobac i zeby nie wymagac od niego,
      > zeby zawsze robil cos co nie lezy w jego naturze.

      I tu jest właśnie błąd partnera czupakabra. W Twoim przypadku nie ma to
      jednak, jak piszesz, żadnego znaczenia, bo Ty i Twój mąż macie takie same
      oczekiwania (brak oczekiwań, a może po prostu pogodzenie się ze stanem
      faktycznym). W przypadku czupakabra ma to jednak znaczenie. To, że jest się z
      kimś już X lat, nie znaczy, że nie należy już okazywać uczuć, czy, że nie
      trzeba się już o niego starać. Właśnie taka postawa jak Twoja prowadzi, jak
      sama napisałaś, do rutyny. To natomiast nie jest szczyt marzeń, mimo, że Ty to
      cenisz. Nie dezawuuj więc marzeń i aspiracji innych, jeśli Ty ich nie masz.

      > A rutyna dopada predzej czy pozniej kazde malzenstwo.

      Co nie znaczy, że trzeba się po prostu z tym pogodzić. Gdyby wszyscy myśleli
      tak jak Ty, życie byłoby takie szare.

      A do czupakabra:

      Jeszcze raz, nie, nie jesteś dziwna. Znam wiele par ze stażem znacznie
      większym niż Wasz, które ciągle okazują sobie uczucia, codziennie, w różny
      sposób, a kwiaty, wspólne oglądanie zachodów słońca, spacery po lesie wspólne
      pasje, książki, wizyty w muzeach, w galeriach, teatr, kino, są właśnie dla
      nich, i mimo stażu zachowują się oni jak dopiero-co-zakochani. Sęk w Tym, że
      wielu ludzi otrzymując okazywanie uczuć uważa, że sami nie muszą ich dawać, nie
      muszą się starać.
      • evee1 Re: Do Evee1 30.09.04, 08:44
        > > Bo jedni lubia, to inni tamto
        > Autorka wątku zdecydowanie lubi to (okazywanie uczuć, spacery, itp.), dlatego
        > odpowiedziałem jej, tak jak odpowiedziałem.
        Ale jezeli jest sie z czlowiekiem juz tyle lat, to chyba nie tylko dlatego, ze
        lubi co innego niz partner. Musi ich laczyc cos jeszcze i warto sie zastanowic
        co jest w tym zwiazku, ze trwa juz tyle lat. A moze sa ze soba... no bo sa.
        A moze dlatego, ze jest im dobrze (?). Ja nie wiem, bo to nie jest moj
        zwiazek i nie ja na te pytania moge odpowiedziec.

        > > I ja uwazam, ze dojrzaloscia jest to, zeby zdawac sobie
        > > sprawe z tego i widziec, ze partner pewne rzeczy robi po
        > > to, zeby nam sie przypodobac i zeby nie wymagac od niego,
        > > zeby zawsze robil cos co nie lezy w jego naturze.
        >
        > I tu jest właśnie błąd partnera czupakabra.
        Jaki blad? On po prostu jest soba, a o to chyba chodzi w zwiazku. Zeby nie
        musiec udawac, ze sie jest kims kim sie nie jest. Ja rozumiem, ze trzeba
        sie starac i zycie naprawde dostarcza wielu testow. Tak na szybko nie
        przychodzi mi do glowy wytlumaczenie jaka jest roznica (moze mi inne
        dziewczyny pomoga). Ja sie staram i robie rozne rzeczy dla partnera,
        mimo ze czasem mi sie nie chce (nie, nie o to chodzi smile)), robie cos dla
        niego mimo, ze moze wolalabym sobie polezec brzuchem do gory. Ale to nie
        jest cos co jest wbrew mojemu charakterowi czy usposobieniu. Na przyklad
        nie emanuje na codzien tajemniczoscia, bo tego nie lubie i czuje sie wtedy
        idiotycznie, bo udawalabym kogos kim nie jestem z natury. I o to mi chodzi.
        A jezeli musimy robic cos na dluzsza mete co nie lezy w naszej naturze,
        to nas to coraz bardziej irytuje.

        > W Twoim przypadku nie ma to
        > jednak, jak piszesz, żadnego znaczenia, bo Ty i Twój mąż macie takie same
        > oczekiwania (brak oczekiwań, a może po prostu pogodzenie się ze stanem
        > faktycznym). W przypadku czupakabra ma to jednak znaczenie. To, że jest się z
        > kimś już X lat, nie znaczy, że nie należy już okazywać uczuć, czy, że nie
        > trzeba się już o niego starać. Właśnie taka postawa jak Twoja prowadzi, jak
        > sama napisałaś, do rutyny. To natomiast nie jest szczyt marzeń, mimo, że Ty to
        > cenisz. Nie dezawuuj więc marzeń i aspiracji innych, jeśli Ty ich nie masz.
        Ja nie dezawuuje, jeno pokazuje, ze niekoniecznie u kazdego istnieje taka
        potrzeba, w kazdym razie nie tak silna, zeby przywiazywalo sie do tego az taka
        wage i bylo sie z tego powodu nieszczesliwym. Co nie oznacza, ze od razu
        zwiazek jest szary, smutny i martwy, co wydajesz sie sugerowac smile).
        I wcale nie neguje, ze sa tacy, ktorzy nie moga bez tego jak ryba bez wody.
        Tylko takim osobom trudno jest byc szczesliwym w zwiazku z kims, kto nie jest
        z natury romantyczny. Niby mozna isc na kompromis. Hmm, tylko jak to zrobic
        tak, zeby bylo "sprawiedliwie" smile)) i obie strony byly szczesliwe. Bo w
        efekcie pewnie skonczy sie na tym, ze dla niej bedzie i tak za malo romantyzmu,
        a dla niego i tak za duzo staran w byciu romantycznym.

        I jeszcze cos. Wydaje mi sie, ze docieranie sie z partnerem, to nie tylko
        kompromis miedzy mna a ta druga osoba, ale i osiagniecie jakiegos kompromisu
        we mnie samej, czyli swiadoma akceptacja mojego partnera takiego jakim jest
        z jego zaletami i wadami. I jezeli nie jestem w stanie tych wad zaakceptowac
        tak zeby ich partnerowi nie wypominac (no, czasem mozna sobie zazartowac smile),
        to chyba nie ma sensu takiego zwiazku ciagnac. Wady na ogol nie znikaja, tylko
        na ogol jeszcze sie utrwalaja smile).

        >
        > > A rutyna dopada predzej czy pozniej kazde malzenstwo.
        >
        > Co nie znaczy, że trzeba się po prostu z tym pogodzić. Gdyby wszyscy myśleli
        > tak jak Ty, życie byłoby takie szare.
        E tam, od razu szare. Rutyna wcale nie musi byc wada smile). Moze dawac spokoj
        i poczucie bezpieczenstwa i pewnie znajdzie sie pare kobiet, ktore Ci powiedza
        jakie to jest dla nich wazne.

        > A do czupakabra:
        >
        > Jeszcze raz, nie, nie jesteś dziwna. Znam wiele par ze stażem znacznie
        > większym niż Wasz, które ciągle okazują sobie uczucia, codziennie, w różny
        > sposób, a kwiaty, wspólne oglądanie zachodów słońca, spacery po lesie wspólne
        > pasje, książki, wizyty w muzeach, w galeriach, teatr, kino, są właśnie dla
        > nich, i mimo stażu zachowują się oni jak dopiero-co-zakochani. Sęk w Tym, że
        > wielu ludzi otrzymując okazywanie uczuć uważa, że sami nie muszą ich dawać,
        nie
        > muszą się starać.
        I super jezeli oboje tego potrzebuja i sobie to nawzajem daja i lubia.
        Tylko, ze juz Ci pare osob napisalo, ze okazywanie uczucia, to nie tylko
        romantyczne cwierkania, i niektorzy ludzie sa tacy okropnie nudni, szarzy i
        nieromantyczni, ze w ich naturze lezy okazywanie uczucia droga odkurzania albo
        wbijania gwozdzi i to tez jest OK. Moj maz na przyklad z milosci do mnie robi
        teraz ogromniasty remont. A ja mu dowoze jedzonko smile).
    • ida.sierpniowa Re: czy to ja jestem dziwna?.... :( 30.09.04, 13:36
      ,,nawet kota mozna zaglaskac na smerc,,

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka