Po dziewięciu latach w tej samej firmie zmieniłam pracę i czuję się, jakby mi serce wyrwano.
Tęsknię za wszystkim: za ludźmi, budynkiem, nawet za drogą do pracy. Staram się intensywnie myśleć o plusach nowego miejsca, ale poza finansowym, żadnych nie znajduję. Niby stara baba ze mnie, a zachowuję się, jak po zerwaniu z chłopakiem

To normalne? Miała tak któraś?