Dodaj do ulubionych

Moja mama...:(

31.10.16, 08:00
Tak naprawdę to jej już nie ma. Alzheimer zjadał jej mózg od paru lat, ale ciągle jeszcze to była ona. Ale potem przyszedł udar niedokrwienny, wydawało się, że to już koniec - jednak jakoś jeszcze dała radę, chociaż mówiła już całkiem niezrozumiale, ale patrzyła, uśmiechała się, reagowała mimiką na słowa, gesty (chociaż oczywiście nie poznawała mnie, zresztą nie poznaje mnie już od prawie 2 lat). Z każdym tygodniem coraz mniej...ale jednak coś tam się tliło. Potem był drugi udar i teraz jest już tylko roślinką, biedną, więdnącą roślinką. Czasem otwiera oczy i gdy ma je skierowane na mnie, to łudzę się, że mnie widzi, że widzi cokolwiek, ale te oczy są puste. Jej już tam nie ma.
Wiecie, że tęsknię teraz za tymi bezsensownymi rozmowami, które prowadziłam z nią 2-3 lata temu, na które się wtedy tak zżymałam, że świra można dostać od wymyślania odpowiedzi na jej absurdalne stwierdzenia i pytania. Gadała bzdury, ale gadała. Śmiała się. Robiła te swoje "firmowe" minki, takie specjalne, kokieteryjno-naburmuszone albo figlarno-złośliwe.
A teraz tak naprawdę to czeka się, żeby odeszła całkiem... sad Mimo nieustannego przewracania, smarowania i oklepywania, robią jej się odleżyny, dzisiaj przychodzi chirurg je obejrzeć, ale cóż można zrobić, jeśli krążenie siada, ciało jest jak rzadkie ciasto, a skóra tak wiotka, że pęka i zdziera się nawet przy potarciu nogi o nogę. Ech. sad
Obserwuj wątek
    • iskierka3 Re: Moja mama...:( 31.10.16, 08:07
      Bardzo wspolczujesad
    • kagrami Re: Moja mama...:( 31.10.16, 08:10
      Bardzo współczuję.
      Mój ojciec też tak odchodził, pod koniec był jak dziecko: naiwny, wystraszony "nowościami", wśród "obcych ludzi" w dziwnych miejscach... Jak jeszcze mógł to pytał kiedy pojedzie do domu i kiedy jego rodzice po niego przyjadą.
      Trzymaj się i staraj się zapewnić mamie wszystko co najlepsze. I zadbaj o siebie!!! Pozdrawiam!
      • sanrio Re: Moja mama...:( 31.10.16, 10:08
        >Jak jeszcze mógł to pytał kiedy pojedzie do domu i kiedy jego rodzice po niego przyjadą.

        boże sad jak strasznie musi czuć się taki chory człowiek, to przekracza moje wyobrażenie. Najgorsze, że często opiekunowie z bezsilności, zmęczenia i gniewu (na los) nie są w stanie mieć tyle cierpliwości i miłości, żeby być z chorym na 100% - taki straszny paradoks sad starość jest okrutna
        • kagrami Re: Moja mama...:( 31.10.16, 10:23
          Tak, cierpliwość trzeba mieć jak cię woła kilka razy w ciągu nocy rano musisz wstać do pracy. I wiesz że co prawda pielęgniarka przyjdzie w ciągu dnia na chwilę ale poza tym sam zostaje człowiek w domu sad
          On mi np. powiedział: "wiesz.. nie możesz mnie zostawać samego, tak małych dzieci się nie zostawia samych w domu sad"
          Ale też bywało, wspominał dobre czasy, gdy był piękny i młody i flirtował z pięknymi kobietami smile

          A najbardziej pozytywne były momenty olśnień (mój ojciec był inżynierem górnikiem, wynalazcą wizjonerem, miał mnóstwo wynalazków na koncie, naprawdę był mądry i oczytany) jak nagle coś rozumiał, na przykład SKŁAD POWIETRZA dlaczego jest taki a nie inny smile i różne zjawiska fizyczne wyjaśniał ) Lubiłam tego słuchać smile Z tym,że niekonieczne 0 2:30 w nocy......
          • sanrio Re: Moja mama...:( 31.10.16, 13:30
            no i co zrobiłaś...? Poryczałam się, musiałaś być wspaniałą córką, skoro tak o nim piszesz.
          • thank_you Re: Moja mama...:( 31.10.16, 17:35
            Moja Babcia, która zmarła w tym roku powiedziała mi, że nie ma różnicy między nią a moim małym synkiem - obydwoje należy kołysać... I kołysałam tę Kruszynkę, której stan świadomości był mniejszy niż u niemowlęcia... Ech... Do dziś pamiętam Wigilię sprzed roku, gdy weszłam do niej, a ona nie chciała wstać z łóżka i tylko płakała, a ja płakałam razem z nią, bo wiedziałam, czemu ona płaczę. I tak płaczę sobie do dziś. :'-( Sama. ;'-(
            • sanrio Re: Moja mama...:( 31.10.16, 21:10
              sad
              • thank_you Re: Moja mama...:( 02.11.16, 14:23
                ;-(
        • owczarkini "Ani śladu Elizabeth" 02.11.16, 12:38
          polecam tę książkę. Powaliła mnie na łopatki.
    • kalina_lin Re: Moja mama...:( 31.10.16, 08:11
      Przykro mi, pamiętam moją babcię w takim stanie. Tak naprawdę opuściła nas dwa lata przed śmiercią.
      • niutaki Re: Moja mama...:( 31.10.16, 08:20
        bardzo mi przykro, trzymaj sie jakos...
    • lauren6 Re: Moja mama...:( 31.10.16, 08:16
      sad Bardzo Wam wspolczuję. I Tobie, i mamie.


      Tak zupełnie na marginesie, chciałabym żeby w Polsce istniała możliwość podpisania testamentu życia, czy jak to się zwie, że gdybym znalazła się w takiej sytuacji - bez świadomości, sparaliżowana, jedynie odczuwająca ból rozkładającego się za życia ciała - to lekarz zrobi mi zastrzyk bym już więcej nie musiała cierpieć. Niestety żyjemy w kraju obrońców życia.
      • kalina_lin Re: Moja mama...:( 31.10.16, 08:18
        Tak, też bym wolała takie rozwiązanie dla siebie.
      • tol8 Re: Moja mama...:( 31.10.16, 08:22
        A ja nie, byłabym przeciwna.
        Leżałam sparaliżowana, z czterokończynowym porażeniem i świadomość miałam, mimo że nie mogłam mówić czy ruszyć ręką, to jednak wszystko słyszałam i rozumiałam.
        • anorektycznazdzira Re: Moja mama...:( 31.10.16, 08:25
          No to ty byś nie podpisała. Tak jak obecnie nie musisz podpisywać, nadal byś nie musiała. Ci, którzy chcą inaczej- nie mogą.
        • milva24 Re: Moja mama...:( 31.10.16, 08:26
          Ale Alzheimera zdaje się nie miałaś? I młodsza byłaś więc istniała szansa na poprawę. W przypadku gdybym miała z 80 lat i jedyne co mogłaby osiągnąć medycyna to utrzymać mnie w takim stanie przez następne miesiące też jestem za zastrzykiem.
        • kalina_lin Re: Moja mama...:( 31.10.16, 08:32
          "Leżałam sparaliżowana, z czterokończynowym porażeniem i świadomość miałam, mimo że nie mogłam mówić czy ruszyć ręką, to jednak wszystko słyszałam i rozumiałam. "

          Jak długo tak leżałaś? Wiedziałaś, co jest przyczyną Twojego stanu, znałaś rokowania?
          Pytam zupełnie poważnie i bez złośliwości?
          • tol8 Re: Moja mama...:( 31.10.16, 17:00
            Kilka tygodni. Nie wiedziałam co mi jest, wiedziałam o respiratorze i porażeniu, miałam bolesne przykurcze. I byłam świadoma, dobrze że nikt nie rozważał przy mnie czy mnie odłączyć czy nie.
            Wiedziałam co jest przyczyną, rokowań nikt nie znał.
            Wyszłam z tego jako zupełnie inny człowiek.
    • oqoq74 Re: Moja mama...:( 31.10.16, 08:26
      Dużo siły. Najgorsza jest ta bezsilność. Trzymaj się.
    • milva24 Re: Moja mama...:( 31.10.16, 08:28
      Bardzo mi przykro.
    • default Re: Moja mama...:( 31.10.16, 08:38
      Kiedy umarł mój ojciec - nagle: rano robił zakupy i gotował obiad, po południu nie żył, to przez parę tygodni byłam w szoku, ale teraz uważam, że tamta śmierć była dużo lepsza, i dla niego i dla nas. Wielomiesięczne przyglądanie się powolnej agonii i zastanawianie się, ile i czy cokolwiek ona czuje, uświadamianie sobie, że tak naprawdę czeka się na jej śmierć - to okropne, strasznie mi ciężko z tą świadomością.
      • wapaha Re: Moja mama...:( 31.10.16, 13:18
        To tajemnica, która frapuje mnie od lat. I im więcej lat mija tym bardziej jestem zdania, że śmierć w wypadku jest "lepsza". Ogromny ból, szok , na fali tego szoku pogrzeb, żałoba. Przygotowywanie się na śmierć bliskiej osoby, pozorne "pożegnanie się " ..jest właśnie..pozorne. Nie da się przygotować na czyjąś śmierć, za to przez miesiące/lata żyje się w bólu/strachu/bezradności.
        Zgadzam sie z Tobą. Nawet przedwczoraj rozmawiałam o tym z przyjaciółką z lat dziecięcych, z którą poza innymi przeżyciami mamy wspólne i to, że obie straciłyśmy wcześnie ojców w tragicznych wypadkach. I obie stwierdziłyśmy, że lepsza jest śmierć nagła.
        Ściskam Cię mocno. I rozumiem..Przytulam
        • default Re: Moja mama...:( 31.10.16, 14:19
          Mój ojciec nie zginął w wypadku, umarł w domu, siedząc obok mamy w fotelu, rozmawiając i pijąc poobiednią herbatę. Nagłe zatrzymanie krążenia. Chorował na serce, ale od dłuższego czasu czuł się całkiem dobrze (po wszczepieniu rozrusznika) i nic nie wskazywało na to, że wystąpi coś takiego. Mama pobiegła po sąsiada zza ściany - lekarza, który natychmiast zaczął resuscytację, ale już i tak było za późno.
          Chciałabym tak umrzeć. Pyk i już. Chociaż ojcu zdarzyło się to zbyt wcześnie - 72 lata.
          • wapaha Re: Moja mama...:( 31.10.16, 14:39
            To też śmierć nagła..
            Ja też bym chciała tak "pyknąć".
            Mój tata miał 47 lat, mama 56
            • peonka Re: Moja mama...:( 31.10.16, 19:36
              Mój tata miał 64 lata. Rok temu, 2 listopada... pyk. I już się nie obudził.

              I tak, jak myślę o tym na zimno, to wiem, że tak jest lepiej, dla niego, dla nas... A kiedy wyłączy mi się rozum, to chce mi się krzyczeć, że chciałabym, aby żył, nawet jeśli nie do końca byłby z nami duchem. Ale potem myślę, że to samolubne, bo może on by tak nie chciał? Może by cierpiał?

              Opiekowałam sie kobietą z Alzheimerem, teraz jest w domu opieki. Fizycznie dalej bardzo sprawna, głowa już całkiem nie ta, nie poznaje nikogo, nie zwraca uwagi na odwiedzające ja córki.. Ciekawa jestem, co dzieje się w jej głowie, o czym myśli. Na pewno nie jest to nasz świat.

              Trzymaj się, Default. Wierzę, że ciężko tak...
              • wapaha Re: Moja mama...:( 01.11.16, 09:01
                Mój tata był wysportowany, silny, przystojny, podobał się ludziom i kochał siebie. Wiele razy mówił, że chyba by nie zniósł , gdyby miał być niedołężny. Gdyby przeżył wypadek- byłby kadłubkiem siedzącycm na wózku inwalidzkim, praktycznie bez kończyn. Nie przeżyłby tego...a my, a ja, nie wiem jakbym żyła widząc go w takim stanie, wiedząc jak bardzo psychicznie cierpi..
                Nie ma odpowiedzi na pewne pytania, na ogarnięcie tajemnicy śmierci..
                uncertain
      • asia06 Re: Moja mama...:( 03.11.16, 16:30
        Też tak myślę. Moj odszedł podobnie. Do 12 w nocy była jakaś impreza domowa, spokojna bez alkoholu, bez szaleństwa. Rano taty już nie było. Tylko że on miał wtedy 54 lata. Za wcześnie.
    • echtom Re: Moja mama...:( 31.10.16, 08:45
      Współczuję. Moja mama przez pierwszy miesiąc po udarze była mimo niesprawności w miarę kontaktowa i, paradoksalnie, znacznie milsza w kontakcie niż wcześniej. Potem przyszło zapalenie płuc, po paru dniach straciła przytomność i już jej nie odzyskała przez ostatnie 3 tygodnie sad Ile lat ma Twoja mama?
      • default Re: Moja mama...:( 31.10.16, 09:41
        Mama ma 91 lat.
        Całe życie narzekała na milion przeróżnych chorób, zmuszała wszystkich do skakania wokół niej, jako chorej i słabej. A okazała się najbardziej długowieczną osobą w rodzinie.
        Ona też stała się milsza wraz z postępem demencji, przestała narzekać na zdrowie - paradoksalnie wtedy, kiedy naprawdę zaczęła mieć powody do narzekania (alzheimer, parkinson, zastoinowa niewydolność serca, zakrzepica).
    • anika772 Re: Moja mama...:( 31.10.16, 08:53
      Bardzo Ci współczuję i życzę sił.
      • yvona73pol Re: Moja mama...:( 31.10.16, 09:01
        Przytulam
    • jatojagodnik Re: Moja mama...:( 31.10.16, 09:17
      W lipcu mój tata miał udar. W jednej chwili zdrowy, silny, samodzielny, dorabiający i jeżdżący samochodem emeryt - zmienił się we wściekłe zbuntowane niemówiące dziecko. Przez trzy miesiące trwała walka z wyrywaniem cewnika, kroplówek, walka o zjedzenie łyżki jedzenia i wypicie kilku łyków wody. Najpierw w szpitalu - musiał być czterokończynowo przywiązywany do łózka, potem w domu opieki - trochę wyciszyli jego złość, ale do jedzenia się nie namówił... Przez trzy miesiące praktycznie wyłącznie na kroplówkach, schudł ze 30 kg. W zeszłym tygodniu był pogrzeb...
      • karme-lowa Re: Moja mama...:( 31.10.16, 09:52
        Default, Jatojagodnik, bardzo Wam współczuję i przytulam.
      • peonka Re: Moja mama...:( 31.10.16, 19:36
        Przykro mi bardzo. Trzymaj się sad
      • scher Re: Moja mama...:( 25.11.16, 08:18
        jatojagodnik napisała:

        > W lipcu mój tata miał udar. W jednej chwili zdrowy, silny, samodzielny, dorabia
        > jący i jeżdżący samochodem emeryt - zmienił się we wściekłe zbuntowane niemówią
        > ce dziecko. Przez trzy miesiące trwała walka z wyrywaniem cewnika, kroplówek, w
        > alka o zjedzenie łyżki jedzenia i wypicie kilku łyków wody. Najpierw w szpitalu
        > - musiał być czterokończynowo przywiązywany do łózka

        Nie przyszło wam do głowy, że podjął decyzję o odejściu i że to był sprzeciw wobec waszej przemocy/
    • 3-mamuska Re: Moja mama...:( 31.10.16, 10:02
      Bardzo mi przykrosad
    • sanrio Re: Moja mama...:( 31.10.16, 10:05
      sad biedna. Bardzo mi przykro kochana, domyślam się co czujesz sad Biedna Ty i biedna Twoja mama, bądź dzielna, życzę wam spokoju, po prostu spokoju.
    • mamusia1999 Re: Moja mama...:( 31.10.16, 10:10
      mocno Cię obejmuję.
      wiesz, kilku rodziców w gronie przyjaciół juz odchodziło. ....I wszyscy mieli potem wrażenie ze Odchodzący potrzebowali w tym odchodzeniu pozwolenia na odejście, nie tylko w formie zaprzestania medykacji za wszelką cenę ...wszyscy jakoś pragnęli samotności. jakby czuwające przy nich dzieci i partnerzy jakoś ich tu zatrzymywali, wymagali jeszcze walki. mój teść w ciężkim stanie (choć pozornie nie terminalnym) wysłał wręcz wszystkich dość szorstko do domu.
      jestem przekonana, że moja Babcia nosiła ze sobą jakiś bagaż niezałatwionych konfliktów, które na koniec ja tu trzymały. umierała przez kilka dni przecząc medycynie .
      wiec jeśli możesz powiedz Mamie że dasz sobie radę, że może odejść jeśli chce i że wszystkie jej sprawy są zakończone. ..i nie ma tu juz żadnych powinności do załatwienia. ..ze może wybrać łatwiejszą drogę
      • default Re: Moja mama...:( 31.10.16, 10:36
        mamusia1999 napisała:

        >wrażenie ze Odchodzący potrzebowali w tym odchodzeniu pozwolenia na odejście
        > nie tylko w formie zaprzestania medykacji za wszelką cenę ...

        Moja mama, kiedy jeszcze potrafiła w miarę normalnie rozmawiać, często powtarzała "i po co ja jeszcze żyję" - na co zgodnym chórem (ja i moja córka) przekonywałyśmy ją, że dla nas, żeby być naszą mamą i babcią, żebyśmy mogły ją odwiedzać, być z nią, rozmawiać.
        Ale teraz, kiedy tak przy niej siedzę, to opowiadam jej o moim ojcu, jej mężu, o tym że on tam na nią czeka, że przyjmie ją z radością i zaopiekuje tak, jak opiekował się nią całe życie.
        A co do leczenia - myślę, że tylko leki (właściwie jeden) utrzymują ją przy życiu, podejrzewam, że nie przeżyłaby więcej jak tydzień, gdyby przestać go podawać, ale przecież nikt tego nie zrobi....
    • bei Re: Moja mama...:( 31.10.16, 10:30
      Zaszklilam oczy. Bardzo Ci wspolczuje. Przytulam...
      Jest tyle milosci w Twojej wypowiedzi, tyle tesknoty...
      Wpierw zaklinamy los i bezglosnie krzyczymy- niech juz nie cierpi, a pozniej, gdy juz tylko pogoda zniczy i chryzantem , to egoistycznie marzymy- aby tylko byl, aby tylko byla.

      Nie ma Jej, ale jeszcze jest, to owo JEST jest juz bardzo bolesne , zostaje w pamieci najwieksze...
      Bo pozniej najwyrazniejsza w pamieci jest ta ostatnia droga. Jedyne pocieszenie, ze Twoja Mama nie zdaje sobie sprawy ze swojego stanu.
      Sil Ci zycze...
      • thaures Re: Moja mama...:( 31.10.16, 10:36
        Ja też już nie rozpoznaje mamy w jej oczach.... Ona mnie zresztą też. Ale jest jeszcze.....
    • ludborka Re: Moja mama...:( 31.10.16, 10:45
      bardzo mi przykro sad
    • stephanie.plum Re: Moja mama...:( 31.10.16, 11:22
      dawno nie czytałam czegoś napisanego tak pięknie.
      jestem Ci wdzięczna za ten tekst.

      współczuję, chociaż może jeszcze bardziej - podziwiam.
      i życzę siły, bardzo dużo siły!
      • default Re: Moja mama...:( 31.10.16, 13:00
        Dzięki. Ale nie ma mnie za co podziwiać, ja nie zajmuję się mamą w sensie karmienia, przewijania, mycia itd., gdyż jest od ponad 3 lat w domu opieki. Podziw należy się paniom, które tam pracują, dla ich cierpliwości, czułości, troski i przywiązania do tych ludzi.
        Mnie pozostaje siedzieć przy niej, głaskać ją po buzi, trzymać za rękę i opowiadać różności. No, karmię ją czasem, gdy akurat jest na to pora.
        Podejrzewam, że gdybym sama odwalała całą tę robotę przy niej, to tej czułości wiele by mi nie zostało. W tych dyskusjach o "bezduszności" oddawania rodzica do domu opieki mało kto bierze ten aspekt pod uwagę - że człowiek urobiony 24/24 nie będzie miał chęci na czułości i rozmowy z chorym, będzie zniecierpliwiony, zmęczony, zniechęcony, co prędzej czy później jakoś się uzewnętrzni i odbije na chorym.
        Poza tym mam dziwne wrażenie, że umieszczenie w domu opieki jest postrzegane jako równoznaczne z całkowitym porzuceniem rodzica - a przecież tak nie jest, ja mamę odwiedzam przynajmniej dwa razy w tygodniu, a jak mam czas to częściej. Także teraz, gdy nie ma to już wielkiego sensu.... sad Ale ona tak mi ciągle siedzi w głowie, że po prostu MUSZĘ tam jechać.
        • stephanie.plum Re: Moja mama...:( 31.10.16, 15:30
          ale ja podziwiam miłość, z jaką o mamie piszesz!

          temat opieki nad rodzicami na starość jest trudny, może dlatego wiele osób podchodzi do niego jakoś histerycznie.
          powiedzieć "jesteś nieludzka, niewdzięczna i bezduszna, bo oddałaś rodziców do domu starców", to niezły sposób, żeby komuś dokopać, i pewnie tylko ta intencja przyświeca wielu tego typu komentarzom.
          z drugiej strony kiepskie są teksty typu, że jeśli ktoś decyduje się opiekować osobiście, to pewnie dlatego, że nie ma nic lepszego w życiu do roboty. albo, że to po prostu głupie.

          moim zdaniem samemu zająć się osobą obłożnie chorą i słabo przytomną, i zajmować się latami, graniczy z niemożliwością. opiekowałam się chorą babcią przez krótki czas, na zmianę z mamą i siostrą, i nigdy w życiu nic bardziej mnie nie wykończyło.
          moja bliska przyjaciółka pożegnała swoich rodziców - oboje pod koniec życia, z przyczyn obłożnej choroby, byli w domu opieki. w postawie tej kobiety nie było absolutnie niczego, co można by nazwać bezdusznością. jeździła do nich praktycznie codziennie, a jak nie ona, to jej mąż albo któryś z synów. właśnie po to, żeby trzymać za rękę i opowiadać różności.

          są, oczywiście, "domy opieki", gdzie staruszkom nie daje się pić, żeby nie trzeba było za często pieluch zmieniać. jest to możliwe chyba tylko dlatego, że właśnie tych staruszków nikt nie odwiedza. to może w niektórych wypadkach być bezdusznością, a w niektórych jest po prostu nieszczęściem.

          paradoksalnie Ty masz w pewien sposób szczęście, bo myślę, że szczęściem jest tak kogoś kochać, choćby w smutnej i ciężkiej sytuacji.
        • 3-mamuska Re: Moja mama...:( 31.10.16, 15:48
          Zawsze jej sens, zawsze napewno czyluje twoja miłość i czułość , nawet jeśli nie zdaje sobie sprawy świadomie to czuje.

          Cudowna z ciebie corka.
    • la_mujer75 Re: Moja mama...:( 31.10.16, 11:29
      Bardzo współczuję Tobie i Twojej Mamie.
      Nie chciałabym tak odchodzić. Być a zarazem nie być ....
      • bi_scotti Re: Moja mama...:( 31.10.16, 13:00
        Wspolczuje serdecznie. I mam nadzieje, ze wokol Twojej mamy sa sami dobrzy ludzie. Podziwiam tych, ktorzy sami wybieraja prace na oddzialach geriatrycznych i w senior homes. Mam kilkoro znajomych pracujacych z ludzmi bardzo juz wiekowymi i czesto bardzo chorymi. To sa autentyczni bohaterowie, w moim mniemaniu. Poklady cierpliwosci, czulosci, poczucia humoru i niekonczacej sie troski jakie maja w sobie sa po prostu niewyobrazalne. I wszyscy, wszyscy wciaz potrafia po prostu plakac gdy odchodzi kolejny podopieczny. Tak jakby ich akurat zadna "znieczulica" czy zwykly burn-out nie dotyczyly, jakby byli przeciwko nim zaszczepieni ... Piekni ludzie. Mam nadzieje, ze Twoja mama ma wokol siebie tylko takich wlasnie. Ich czule rece i dobre slowa wciaz sa jej potrzebne na rowni z Twoja miloscia i tesknota za mama z dawnych lat. Ten czas darowany na pewno nie jest taki jakim chcialabys zeby byl ale i on minie ... jak wszystko ... Pozdrawiam serdecznie.
        • default Re: Moja mama...:( 31.10.16, 13:08
          Tak, bi_scotti, mam to szczęście, że mamie trafiły się takie właśnie opiekunki, jak opisujesz. Niewyobrażalnie cierpliwe i troskliwe. Mama już prawie nie kontroluje przełykania, więc karmienie jej zmiksowanym pokarmem odbywa się strzykawką, maleńkimi kropelkami, żeby się nie zakrztusiła. Trwa to ok. 40-50 minut, ręce cierpną, a one robią to cierpliwie, z uśmiechem i jeszcze bez przerwy czule przemawiając, głaszcząc, chwaląc za każdy łyk.
          A kiedy mamie udało się wstać po pierwszym udarze, to pani Marysia opowiadając mi to, płakała ze wzruszenia "wstała nasza Jadziunia kochana, nasze słoneczko" smile
          • echtom Re: Moja mama...:( 31.10.16, 13:36
            Niełatwo mnie wzruszyć, ale Ci się udało smile
        • echtom Re: Moja mama...:( 31.10.16, 13:31
          > To sa autentyczni bohaterowie, w moim mniemaniu.

          W moim też, Bi - szkoda, że tak mało doceniani.
      • kagrami Re: Moja mama...:( 31.10.16, 13:20
        A ja myślę, że to jeden z lepszych "odejść". Takie gaśnięcie...
        Dobrze, jak rodzina jest w pobliżu. Moja ciocia właśnie tak zmarła w zeszłym tygodniu.
        • wapaha Re: Moja mama...:( 31.10.16, 14:41
          Tak z ciekawości, bo jak pisałam wyżej, przemyślenia snuję już od bardzo dawno.
          Takie "gaśnięcie" "lepsze" jest dla kogo właściwie ?
          • bi_scotti Re: Moja mama...:( 31.10.16, 14:48
            Moze takie jak w piosence ... eh ...

            Nie mówią prawie nic, bezradnie patrzą w krąg
            wyblakłym wzrokiem swym,
            Choć mogą forsę mieć, to przecież biedni są,
            bo marzeń braknie im,
            W ich domach zapach ziół i zapach dawnych słów
            wśród smutnych ścian się zbiegł,
            W Paryżu żyje się jak na prowincji, gdy ktoś przeżył życia wiek,
            A gdy wpadają w śmiech, głos pęka im,
            gdy o swych świetnych piszczą dniach,
            A gdy wpadają w płacz, ich zmarszczek gęsta sieć
            perliście lśni we łzach,
            A jeśli trochę drżą, drżą słysząc zegar, co w salonie mierzy czas
            I gada noce, dnie swe "tak" i swoje "nie", i gada "czekam was".

            Nie mają złudzeń już, ich książki dawno śpią, pianino w kącie śpi
            I kot już dawno zdechł, niedzielne winko zaś już
            nie rozgrzewa krwi,
            Tak skurczył się ich świat, że nie ruszają się za wiele zwłaszcza, że
            Przy oknie zaśnie się, w fotelu zaśnie się, spać mogą byle gdzie.
            Jeśli wychodzą, to wychodzą wbici w czerń i człapią resztką sił
            Pochować kogoś, kto był jeszcze starszy i kto jeszcze brzydszy był
            I opłakując go zapomnieć chwilę chcą o tamtych myślach złych,
            Że zegar noce, dnie swe "tak" i swoje "nie" gadając - czeka ich.

            Nie umierają, nie, lecz zapadają w sen, któremu końca brak,
            Wczepieni w dłonie swe, tak bojąc rozstać się - rozstają się i tak,
            Kto z dwojga został sam, wciąż dotyk będzie czuł stygnących,
            drogich rąk,
            Kto z dwojga został sam, bez trudu znajdzie swój
            ziemskiego piekła krąg.
            Zobaczyć można ich jak z trudem niosą w deszcz
            parasol swój i wstyd,
            Że mówią cicho zbyt, że chodzą wolno zbyt, że żyją długo zbyt,
            A jeśli czegoś chcą, chcą komuś chociaż raz powierzyć myśli swe,
            Że zegar gada wciąż swe "tak" i swoje "nie" i gada "czekam cię".
            Że zegar raz po raz swe "tak" i swoje "nie" gadając - czeka nas...
          • la_mujer75 Re: Moja mama...:( 31.10.16, 16:18
            Właśnie dla kogo lepsze ? Bo ja w tym nic dobrego nie widzę....
            • aqua48 Re: Moja mama...:( 31.10.16, 16:48
              Ściskam mocno. Przypomniały mi się ostatnie tygodnie mojej Mamy, jedenaście lat temu, kiedy też czekałam na jej śmierć. Była tak obolała, że nawet nie mogłam za rękę jej dłużej potrzymać. W ostatnim dniu tylko siedziałam koło niej na fotelu i czytałam brewiarz, to mi tylko przynosiło ulgę. A potem miałam już poczucie, że to jej cierpienie się skończyło i wszystko znowu jest w porządku.
            • derena33 Re: Moja mama...:( 31.10.16, 16:50
              Moja mama tak juz odchodzi 3 lata. Nie mowi nie rusza sie, czasem wodzi za nami oczyma. Lezy. Zaawansowany alzheimer.
              Jak na nia patrze czasem sie buntuje, czasem zaluje, czasem chce by juz nie zyla, a czasem jest mi tak zal ze juz nie uslysze jak gdera. Ubierz sie, zapnij kurtke, czemu nie nosisz szalika, takie matczyne gadanie. Tak bardzo za tym tesknie, a tak kiedys sie zżymalam.
              Najgorsza w tym wszystkim jest mysl, ze ona cos rozumie, ze czuje swoja mizerie, ze wie...ze jest dusza uwieziona w obcym ciele, ktore jej nie slucha.
              Bardzo cie rozumiem default.
              • default Re: Moja mama...:( 31.10.16, 17:45
                Tak, ja takze przerazam sie mysla, ze ona gdzies tam w srodku jest, uwieziona i bezradna. Odpycham te mysli, sa zbyt straszne... mimo wszystko latwiej mi zakladac, ze w tej biednej glowinie juz nic sie nie dzieje - jakkolwiek strasznie to brzmi.
                Pozdrawiam.
                • owczarkini Re: Moja mama...:( 02.11.16, 12:36
                  Poryczałam się.
                  Moi rodzice oboje zmarli nagle, no mama zaliczyła kilka dni na OIOM-ie bez odzyskania przytomności, ale nam się wydawało że gdzieś jeszcze z nami jest i walczy. Ale to było nagłe niedokrwienie, mózg na pewno był uszkodzony, ale serce jej przyspieszało jak nas słyszała.
                  Te dni to był koszmar. Rozpacz, miotanie się od nadziei do przerażenia.
                  Bardzo Ci współczuję.
          • kagrami Re: Moja mama...:( 31.10.16, 17:07
            Śmierć jest częścią egzystencji, jest naturalna. W wypadku nie, ale "gaśnięcie" - tak. Nie mamy wyboru ale ja myślę, że gaśnięcie w otoczeniu dobrych ludzi to dobra śmierć.
            • wapaha Re: Moja mama...:( 31.10.16, 17:21
              Przepraszam, ale wg mnie to tak samo jakby z westchnieniem powiedzieć, że poród jest częścią egzystencji, to część naturalna kobiecie, która rodziła dwie doby, ma popękaną macicę, pochwę aż po odbyt ..
              "Gaśnięcie" pięknie brzmi, nawet widziałam w niektórych filmach, ktoś chorował prawie bez bólu, potem czuwała przy nim rodzina, było spokojnie, cicho, czule i wzniośle. A on zamknął oczy i odszedł do nowego lepszego świata....

              Ja nie widzę nic "dobrego" w "gaśnięciu", które trwa latami, wykańcza z dnia na dzień chorego i jego rodzinę, jest agonią i prowadzi do mimowolnego znienawidzenia wszystkiego wokół..Nic dobrego w gaśnięciu pełnym bólu, odleżyn, stolca na ubraniu, popękanej skóry i przyjmowaniu pożywienia przez sondę..reszty opisów po prostu oszczędzę..i sobie i innym...
              • echtom Re: Moja mama...:( 31.10.16, 19:19
                Też uważam, że lepiej przeżyć w dobrej kondycji te 80 czy 90 lat i któregoś dnia przewrócić się i umrzeć.
              • kagrami Re: Moja mama...:( 02.11.16, 12:08
                Znam dwa takie przypadki "popękania" przy porodzie które były wynikiem podania zbyt wcześnie oksytocyny i w ogóle to było z powodu ingerencji lekarza. Nic tu z natury. Naturalny poród jest ok, miałam taki drugi bo przy pierwszym bardzo cierpiałam gdyz lekarze mi "pomagali" żebym szybciej urodziła - tylko po co szybciej? żeby mogli iść do domu, bo lekarz musi być przy rodzącej do końca.
                Pękanie odbytu przy naturalnym porodzie? Nie słyszałam o czymś takim. Tak jak o gaśnięciu latami, chyba że piszesz o śpiączce ale to mylisz pojęcia.
                • bi_scotti Re: Moja mama...:( 02.11.16, 15:41
                  kagrami napisała:

                  > Pękanie odbytu przy naturalnym porodzie? Nie słyszałam o czymś takim. Tak jak o
                  > gaśnięciu latami, chyba że piszesz o śpiączce ale to mylisz pojęcia.
                  >

                  No to przyjmij, ze malo slyszalas/widzialas. Bywa. Nie da sie wszystkiego doswiadczyc - skoro pewne doswiadczenia zostaly Ci oszczedzone (so far), to good for you. Ale przyjmij tez do wiadomosci, ze gasniecie latami to jak najbardziej "naturalny process", ktory potrafi byc cierpieniem strasznym tak fizycznym jak i pszychicznym dla samego gasnacego jak i dla wszystkich dookola. I tu nie ma co romantyzowac Matki Natury, bo jest bardzo wiele procesow jak najbardziej naturalnych, ktorych dobrze jest moc uniknac za wszelka cene. Z roznych wzgledow. Nie czas tu ani miejsce na dyskusje o "dobrej, naturalnej smierci". Mozesz zyczliwie stanac kolo Default i po prostu okazac jej troche ludzkiego ciepla, to bedzie zupelnie wystarczajacy wklad w ten watek. Gdy nie wiadomo jak sie zachowac, najlepiej jest zachowac sie przyzwoicie.
                  • kagrami Re: Moja mama...:( 03.11.16, 13:33
                    Wyraziłam współczucie wcześniej. Ale nie uważam, że nie moge wyrazić swojego zdania jak ktoś pisze, że lepiej popełnić samobójstwo niz tak odchodzić. Dla mnie to nie temat tabu i mam prawo wyrazić swoją opinię. Opiekowałam się umierającymi ludźmi kilka lat więc może ja na to patrzę inaczej niż ci którzy chodzą na palcach koło tematu i nie chcą rozmawiać.
                    Uważam, że jest smutno, ale default i jej mama są w dobrych rękach.
                    A ty jak chcesz to 'przytul' i nic już nie mów.
                    I nie zarzucaj mi nieprzyzwoitości bo nic złego nie napisałam.
    • dziennik-niecodziennik Re: Moja mama...:( 31.10.16, 17:14
      W jakis tam uproszczony sposob Cie rozumiem.
      Duzo o Tobie myślę. Naprawde.
      Trzymaj sie.
      • default Re: Moja mama...:( 31.10.16, 17:57
        To mile, dziekuje dzienniku .
    • manala Re: Moja mama...:( 31.10.16, 17:59
      Przykro mi default : /. Niestety w tej chorobie tak właśnie się odchodzi. Tak odchodziła teściowa mojej siostry. Karmiona przez rurkę. Wiem, że podobny lost czeka pewnie moją mamę.
    • bei Re: Moja mama...:( 01.11.16, 08:22
      Wiele mysli przy Tobie...

      W sierpniu odszedl moj tata, to, co doswiadcza Twoja mame u niego skondensowalo sie w kilka dni.
      Te kilka dni krzyczy przerazliwie w pamieci.

      Wytchnienia...
    • solejrolia Re: Moja mama...:( 02.11.16, 12:28
      Ogromnie współczuję...

      Może niestosownie napiszę, ale spróbuję: a gdybyś pozwoliła jej odejść? powiedziała, że może już iść, że czeka na nią mąż, kuzyn itd, a przede wszystkim że sobie poradzicie, i żeby się o was nie martwiła.
      Ja wiem jak to jest, u mnie tak wyszło, że automatycznie i w myslach pożegnałam się, po czym skarciłam się na głos, że co ja wyprawiam, o czym ja myślę!, a na następny dzień było po wszystkim ;-( i do dziś te słowa huczą mi w głowie, ale to moja podświadomość wiedziała lepiej niż ja sama, że zatrzymywanie tutaj, przy życiu, mojej bliskiej byłoby z mojej strony wielkim, ogromnym egoizmem.
      jezu, no i ryczę ;-(
      • default Re: Moja mama...:( 02.11.16, 13:46
        Napisałam gdzieś powyżej, że mówię jej o moim ojcu (jej mężu), że czeka na nią, na pewno z utęsknieniem, bo kochał ją ogromnie, że może do niego dołączyć.
        Ona sama, póki jeszcze potrafiła mówić, często opowiadała o swoich rodzicach i o swoich siostrach (nieżyjących), że z nimi ostatnio rozmawiała i się do nich wybiera (nie pamiętała już, że nie żyją, chyba nie miała już wtedy w ogóle świadomości ile ona sama ma lat). Tak więc od dłuższego czasu ona jest bardziej na "tamtym" świecie... A ciało nadal, choć słabo, to funkcjonuje.
        • solejrolia Re: Moja mama...:( 02.11.16, 19:17
          Bo najpierw napisałam a potem doczytałam. (głupi nawyk, ale z drugiej strony- nie lubię sugerować się innymi odpowiedziami, albo jak przeczytam całość, to często stwierdzam, że ktoś już napisał to, co ja chciałam i po co się powtarzać, i już nie piszę niczego, bo po co)

          Ehsad ciężko, bardzo trudne to wszystko, ja wiem, i dlatego współczuję Ci ogromnie.
    • kaz_nodzieja Re: Moja mama...:( 03.11.16, 13:37
      Bardzo Ci współczuję.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka