Dodaj do ulubionych

"ciche dni"

22.08.06, 20:36
Witam wszystich i proszę Was o poradę, nie tyle w kwestii seksu, co emocji.
Jesteśmy ze sobą z mężem od 10 lat; w tym 6 małżeńskiego stażu. Bywało
różnie: raz lepiej,raz gorzej. Obecnie, choć naszym życiem w dużym stopniu
rządzi rutyna: obowiązki, dziecko, itp., to z pewnością męża kocham, on
twierdzi, że też. Mój problem wygląda następująco: po każdej kłótni mamy tzw.
ciche dni i mąż się zupełnie ode mnie odcina i izoluje. Całkowicie mnie wtedy
ignoruje, wycofuje się też ze wszystkich wcześniejszych planów, np. nie
zjawia się na umówionych spotkaniach ze mną. Nie odwołuje tego np.
telefonicznie, a ja czekam jak jeleń. Staje się po prostu niesłowny i nie
dotrzymuje tego, co sam wcześniej ustalał.Kiedy się wreszcie pogodzimy,
twierdzi, że zachowuje się tak dlatego, bo jest zdenerwowany, ja natomiast
tego nie mogę zaakceptować. I jeszcze kwetia tych "cichych dni" -
to "inicjatywa" mojego męża, który przez kilka (conajmniej trzy) dni się do
mnie nie odzywa, a mnie w tym czasie krew zalewa. Dlaczego jego metodą
rozwiązywania konfliktów jest izolacja? Dodam, że najczęściej nie wytrzymuję
długo tej ciszy i niezależnie od przyczyny kłótni staram się załagodzić
sytuację...
Obserwuj wątek
    • nikkka5 Re: "ciche dni" 22.08.06, 20:54
      Ciche dni, izolacja meza, zamkniecie sie na Ciebie to typowe syndromy
      niedobzykania meskiego. A nastepnym krokiem jego bedzie depresja.To w powaznym
      uproszczeniu i skrocie.
      • malkontentka28 Re: "ciche dni" 22.08.06, 21:54
        Naprawdę może to mieć związek z brakiem seksu? Faktycznie ood dłuższego czasu
        go nie było...
      • misssaigon Re: "ciche dni" 22.08.06, 21:54
        dla mnie to wyglada jak kara czy klotnia nie potoczyla sie po mysli meza? czy
        moze efekty byly inne od oczekiwanych?
        mezczyzni czasami musza "przetrawic " swoje emocje - a z praktycznego pktu
        widzenia, nastepnym razem zastosuj jego metode- nie przychodz..., nie
        rob...nie...w ogole
        klotnie sa dobroczynne dla zwiazku jesli pomaga wyrzucic nagromadzony ladunek
        pretensji ale jednoczesnie osiagnac pomimo wszystkiego kompromis. Przemyls wg
        jakiego schematu zrebiega wasza klotnia i jak mozna go zmienic aby uniknac
        efektu "cichych dni".
    • lapyprecz Re: "ciche dni" 22.08.06, 22:04
      wymiekasz,
      musisz byc twardsza
      zaloz bloga/idz na kawe ze znajomym (wyplacz mu sie)/idz na popijawke ze znajomym - w te ciche dni bedziesz miala zajecie - wtedy jemu zmieknie rurka

      > staram się załagodzić sytuację...
      lodzik? (conajmniej 20 minutowy z upustem inside)
      • malkontentka28 Re: "ciche dni" 22.08.06, 22:18
        Czyli kto kogo przetrzyma?Pewnie masz rację, ale chciałabym przede wszystkim
        dowiedzieć się z czego wynikają takie zachowania i o czym świadczą, Bo zaczynam
        się obawiać, że o jego olewczym stosunku do mnie...Czy po prostu faceci reagują
        izolacją na konflikty i jak daleko może się to posunąć? Czy to wszystko ma
        związek z brakiem seksu? A może to faktycznie "kara" za kłótnię? Już sama nie
        wiem. Każda ostrzejsza wymiana zdań kończy się z jego strony cichymi dniami i
        nie ma szans w tym czasie porozmawiać...
        • lapyprecz Re: "ciche dni" 22.08.06, 22:30
          > Czy po prostu faceci reagują izolacją na konflikty
          dla niektorych facetow to typowe rozwiazanie (dla mnie rowniez)
          jak widzi ze dziala, to po co przeplacac

          > jak daleko może się to posunąć?
          tak daleko, az posunie kolezanke z pracy

          > Czy to wszystko ma związek z brakiem seksu?
          skoro sama pytasz - to odpowiem, ze tak

          > związek z brakiem seksu?
        • misssaigon Re: "ciche dni" 22.08.06, 23:27
          malkontenka - a o co wynikaja klotnie? jakie jest icg pdloze? kto zaczyna?
          moze jakis rachunek sumienia by sie przydal?
          - relacje emocjonalne
          - seks
          - sprawy domowe - rachunki, pieniadze, dzieci
          - relacje w pracy
          ...gdzies tu musi byc ten pies pogrzebany
          • malkontentka28 Re: "ciche dni" 23.08.06, 00:12
            Zacznę od tego, co jest ok: Pieniądze, dziecko, dom. Z seksem od jakiegoś czasu
            dosyć kiepsko, tzn. rzadko. emocjonalne relacje : różnie, raz prawie sielanka,
            raz rutyna, czasem armageddon. Mój mąż w ogóle jest introwertykim. Teraz mi się
            skojarzyło, że podczas tych cichych dni zachowuje się tak nie tylko w stosunku
            do mnie. Kiedyś pokłóciliśmy się i nie poszedł do znajomych, którym wcześniej
            obiecał,że na pewno będzie - zadzwonił do nich dopiero tydzień później. Dziwne,
            nie?
      • anula36 Re: "ciche dni" 22.08.06, 22:21
        takie klimaty pachna przemoca domowa - maz cie zwyczajnie upokarza i ty sie
        zgadzasz na wszystko dla swietego spokoju.
        • malkontentka28 Re: "ciche dni" 23.08.06, 00:19
          No ale co ja mam zrobić, jeśli on zwyczjnie się nie odzywa? Kiedyś próbowałam
          wracać do problemu np. następnego dnia po kłótni, ale słyszałam: "daj mi
          spokój". Więc po pewnym czasie miałam dosyć.
          • niezapominajka333 Re: "ciche dni" 23.08.06, 07:15
            Po pierwsze, jaki jast powód tych kłótni? Jak się one kończą?
            Czy nie est to tak, że ty lubisz postawic na swoim, a mąż nie umie inaczej tego
            odreagowac?
            Gdy kłócicie się o coś, mąż wie, że ma rację, ale wymiana argumentów przebiega
            tak, że nie jest w stanie ciebie przekonac.
            Więc próbuje w pewien sposób cię za to ukarac, a poza tym chandra po takiej
            kłótni to nic dziwnego.
            Przyjrzyj sie trochę tym waszym kłótniom, a przede wszystkim temu, jak one się
            kończą. Wygląda na to, że mąż jest introwertykiem, a ty odwrotnie. Ty w kłótni
            dajesz upust swoim emocjom i na tym sprawa się kończy. Po sprzeczce
            przechodzisz do dalszego życia jakby nigdy nic, a on tak nie potrafi.
            Hm...tu przypomniał mi się przykład zmagdy1. Mam nadzieję, ze u was nie dojdzie
            do takich konsekwencji.
            No i jeszcze sprawa braku seksu... Z jakiego powodu tak mało? Komu bardziej
            brakuje? Wiesz - niezaspokojenie też powoduje zwiększoną drażliwośc, a nie
            każdy potrafi powiedziec wprost, o co chodzi. Odbija się to potem na codziennym
            życiu, problemy codziennego zycia odbijają się na seksie i tak kółko coraz
            bardziej się zamyka.
            • misssaigon Re: "ciche dni" 23.08.06, 07:27
              malkontentko - mezczyzni czesto traktuja problemy kobiet jako wydumane a co
              najmniej przesadzone,
              klotnia o drobiazg z powodu podkrecona "bezseksiem" moze rzeczywiscie
              przerodzic sie w armagedonn - a poem nastepuje gleboka frustracja bo ani jeden
              ani drugi problem nie zostal rozwiazany....trudno nma tu gdybac co twoj maz ma
              na mysli...
              mzoe zamiast rozmawiac napisz do niego list - na papierze, e-mailem -
              jakkolwiek - spokojnie wyluszczajac dlaczego takie sytuacje sa dla ciebie
              trudne do pzrezycia, zaprponuj wypisanie w punktach spraw do ustalenia na nowo
              i regul wg jakich by sie klotnie (ale juz konstruktywne" mogly toczyc....
              Lepiej zaczac juz teraz zanim s\ytuacja zaogni sie bardzo i maz zatnie sie w
              sobie zupelnie...

              Porusz tez temat seksu - moze macie zupelnie inne wyobrazenie o tej sferze
              zycia w waszym zwiazku? to co dla ciebie jest czesto dla niego moze byc bardzo
              zradko, lub odwrotnie.
              powodzenia
              • lolant Re: "ciche dni" 23.08.06, 08:29
                Ja go trochę rozumiem, bo sama mam podobnie , z tą różnicą , że my nie kłócimy
                się tak gwałtownie , ale jeśli już coś mnie zdenerwuje nie potrafię tak od razu
                się przełamać i rozmawiać , jak by nic się nie stało . Bardzo to przeżywam i w
                duchu się martwię , ale nie mówię nic , jakoś nie przechodzi mi przez gardło.
                I prawdą jest też to , że jeśli seksu jest mało , łatwiej o rozdrażnienie ,
                irytację . Pomyśl , może nie potrzebnie się tak kłócicie, przecież to was oboje
                rani.
    • malkontentka28 Re: "ciche dni" 23.08.06, 08:53
      Dziękuję za wszystkie rady. Nasze kłótnie są bardzo schematyczne: wybuchają raz
      na jakiś czas i pretekstem są drobiazgi, które stają się katalizatorem do
      awantury, w której każde wylewa swoje wszelkie żale. Może to głupie, ale wydaje
      mi się,że to czasem z mojej strony (podświadomie) metoda na podgrzanie
      atmosfery i odejście od rutyny: Kiedy się wreszcie pogodzimy po tych cholernych
      cichych dniach jest prawie sielanka. Kiedy on prowokuje kłótnię, to wydaje mi
      śię, że chce się po prostu wyładować, np. bo ząb go boli. Nigdy, że tak powiem,
      na codzień, nie mówi, o tym, co jest dla niego problemem, a potem wybucha z
      byle powodu.
      • lolant Re: "ciche dni" 23.08.06, 09:17

        A nie można by się tak posprzeczać trochę bardziej na luzie , a nie tak
        śmiertelnie poważnie ?
        My nieraz jak już trochę emocje opadną , to wybuchamy śmiechem ,nie zawsze ale
        jednak.
        Ja myslę , że mu na Tobie zależy , może spróbuj jakoś trochę podstępem
        przerwać tą ciszę .
    • nikkka5 Re: "ciche dni" 23.08.06, 11:41
      A moze jego zachowanie jest kara za niezaspokojenie seksualne.Flustracja z
      powodu nierozladowanego napiecia i wtedy klotnia oraz jej konsekwencje sie
      wyolbrzymiaja.
      • petar2 Re: "ciche dni" 23.08.06, 12:47
        "kara za niezaspokojenie seksualne", "typowy syndrom
        niedobzykania meskiego", "przeomoc domowa", dobre, dobre, rozśmieszył mnie ten
        wątek :-)

        Sprawa prosta jak słońce i najtrafniej wyjasniła to Niezapominajka. Ty
        Malkontentko wyżywasz się w kłótni, odreagowujesz w ten sposób emocje związane
        z przyczyną kłótni. Twój mąż natomiast tego nie robi bo jest introwerdykiem.
        Jego emocje więc zamiast się rozładować, dodatkowo narastają w wyniku kłótni.
        Ponieważ nie potrafi się od nich uwolnić w żywiołowy, werbalny sposób, "kisi" w
        sobie ten uraz w postaci cichych dni. To jego sposób na pokazanie Tobie, że ma
        pretensje. Trudno mu pierwszemu wyciągnąć rękę i zakończyć ciche dni, to Ty
        musisz zrobić :-)

        Niełatwo z takim żyć ale można się postarać żeby wyeliminować lub ograniczyć
        takie ciche dni.
        Trzeba przede wszystkim dać mu się wypowiedzieć a raczej sprytnie zmusić do
        aktywnego uczestnictwa w kłótni, w rozwiązywaniu problemu. Jak to zrobić?
        Znasz go najlepiej więc pokombinuj.
        Oczywiście, pytania czy zachęta wprost w stylu "no powiedz coś", "powiedz co o
        tym myślisz" itd przyniosą raczej odwrotny skutek.
        Staraj się też unikać eskalacji kłótni bo wtedy zwiększa się jego uraz i
        bariera, którą musi pokonać by się otworzyć.
        • mreck Re: "ciche dni" 23.08.06, 14:55
          i jeszcze zapewne tak jest w kazdej kłótni: starsz sie wykazać, że masz rację.
          odpuść sobie. przyznaj mu kiedys rację.
          zmień swój punkt widzenia. to ze kiedys twoja mama cos robiła tak jak teraz ty
          chcesz robić nie ma znaczenia. naprawde mozna zrobic tak jak on chce i najwyzej
          później poprawic.
        • malkontentka28 Re: "ciche dni" 23.08.06, 16:31
          Dzięki, trochę mnie oświeciło. Rzeczywiście, nakłonienie mojego męża do rozmowy
          graniczy z cudem, zawsze powtarza, że nie liczy się to, co się mówi, tylko co
          się robi, a rozmowy na temat naszego związku uważa za przelewanie pustego w
          próżne.Zawsze myślałam, że po kłótni on nie odzywa się złośliwie, bo wie, że
          mnie w tym czasie szlag trafia. Ale dlaczego nie liczą się wtedy jego
          wcześniejsze zobowiązania?
          A tak na marginesie, dziękuje wszystkim, jesteście fantastyczni, wreszcie mogę
          z kimś bezstronnym o tym pogadać...
          • frania333 Re: "ciche dni" 23.08.06, 19:03
            Wiesz co, Twój luby to troche za obrażalski jest i lubi się z sobą pieścić. I
            pokazywać całemu światu jaki jest zły i skrzywdzony. Rozsądne obrażenie się po
            kłótni to ja rozumiem do wieczora, ewentualnie nazajutrz wyjaśnic i podać sobie
            ręce.
            Miałam na studiach koleżankę, co się obrażała (wyniosła z domu) na cały świat i
            na kilka dni. Jej facet nie zwracał na to uwagi, był miły, wesoły, może nawet
            nie zauważał fochów. No i przestała się obrażać, bo przestało jej się to
            opłacać...
        • ewolwenta Re: "ciche dni" 23.08.06, 20:01
          A dokładnie tak jak pisze Petar2 !
    • ewolwenta Re: "ciche dni" 23.08.06, 20:00
      Przeczekać ale tylko trochę.

      Ciche dni to sprawa dla zwiazku ryzykowana bo prowadzi do zepchnięcia problemu.

      W waszym przypadku burze nie są oczyszczające burzę więc chyba najlepiej trochę
      wyluzować. Pohamować się i nie dać się sprowokować. Nie zalać go falą swoich
      uczuć i emocji. On nie umie poradzić sobie z własnymi a co dopiero ze Twoimi.

      Właśnie co możesz zrobić to skoncentrować się na sobie. Wyłączyć ze swoich
      działań nieco partnera, tak by o on poczuł się jak odsunięty jeleń. Czyli nie
      dopuszczać do sytuacji kiedy czekasz na niego. Zaplanować czas i obowiązki bez
      niego. Przy czym z tym narzędziem należy postępować ostrożnie. Takie działanie
      ma na celu raczej rozbicie mężusiowej skorupy a nie dowalenie mu. Danie czasu na
      opanowanie fali uczuć ale nie za długo by problem nie został zepchnięty. Widząc
      symptomy ocieplenia od razu trzeba przejść do fazy pozytywnego rozwiązywania
      problemu – na zimno.

      Teorie o niedobzykaniu są tyle samo słuszne co o zaklinaniu deszczu. Nie należy
      mylić skutku z przyczyną.
      • zmagda1 Re: "ciche dni" 24.08.06, 09:43
        Znam dokładnie takie postępowania, mój M zachowuje się identycznie jak i Ty
        opisujesz. Nie jest łatwo żyć z takim człowiekiem, ja korzystając z tego forum
        wyniosłam sporo dobrych rad, ale i z kazda rada nalezy ostrożnie, a mianowicie
        np. odsuń go, zadbaj o siebie niech sie poczuje jak odsuniety jeleń - tak pisze
        np. ewolwenta. U nas to nie przyniosło skutku pozytywnego, bo M ubzdurał sobie
        że najwioczniej mam kogoś i dlatego odsuwam się od niego (było jeszcze gorzej
        niz same ciche dni); wyjście z koleżanka to juz były podśmieszki z jego strony
        (ta koleżanka to facet:))itp. Takie jego zachowanie doprowadzało do jeszcze
        gorszej sytuacji niż cisza. Czego ja się nauczyłam - faktycznie wystopować, ale
        raczej wystopować w słowach, rozmowie, nie dać się wciągnąć w kłotnię i
        bezsensowną wymianę typu "BO TY BO JA", nie dopuszczać do podnoszenia głosu,
        prystopować w takim momencie lub zakończyć rozmowę, nie czekać na punkt
        kulminacyjny - zupełne pokłócenie się i właśnie te jego ciche dni. Istotne jest
        też aby położyć się spac bez nerwów, a więc przytul go, niech Twoja miłośc
        przejdzie na niego, a jeśli po tej kłótni nie czujesz chęci przytulenia
        przynajmniej zbliż się lekko, daj buziaka na dobranoc i niech po nocy nastapi
        miły dzień - nie daj mu pola na tworzenie cichych dni. A jak juz nastapią to
        co? - spokojnie być sobą, nie prowokować rozmowy na zasadzie - powiedz coś, jak
        Ty to widzisz, ale postarać się odetchnąć z kilka dni i w sprzyjającym momencie
        jeśli się chce wrócić do rozmowy zagadnąć na zasadzie - wiem, że ostatnio nas
        poniosło ale spróbujmy dojść do wspólnego wniosku; ja bym to widziała tak, co
        ty o tym sądzisz itp. Nie nalegać i nie naciskać go. faceci to trudne
        stworzenia, a ci z charakterkiem naszych M to stwory z którymi naprawdę trzeba
        potrafić zyc. Bynajmniej jeśli kłótnia była faktycznie o nic nie wracaj do
        niej, zapomnij i nie wspominaj - bo po co rozdrapywać rany jesli była to burza
        w szklance wody.
        Życzę Ci powodzenia i duzo sił. Jakbys chciała pogadać zapraszam na priv.
        • albert31-wawa Re: "ciche dni" 24.08.06, 10:37
          odsuniesz go od siebie.. to znajdzie sobie kochanke.. i masz gotowy rozwód..
          • ewolwenta Re: "ciche dni" 24.08.06, 12:02
            nie mówię odsunąć na dłużej,
            raczej dać parę dni oddechu bez awantury tak by do sprawy można było podejść na
            spokojnie
      • nikkka5 Re: "ciche dni" 24.08.06, 10:26
        ewolwenta napisała:


        >
        > Teorie o niedobzykaniu są tyle samo słuszne co o zaklinaniu deszczu. Nie należy
        > mylić skutku z przyczyną.
        Upieram sie, ze jednak przyczona jest niedobzykanie .
        Dlatego maz z "malego" introwertyka, ktorym byl na poczatku zwiazku kilka lat
        temu i z ktorym zylo sie na tyle przyjemnie, ze to nie przeszkadzalo - zamienil
        sie w duzego, z ktorym zycie staje sie konfliktowe.
        • zmagda1 Re: "ciche dni" 24.08.06, 11:11
          A ja się uprę że nie zawsze przyczyną takiej postawy jest brak sexu. Znający
          mój temat wiedzą, że u nas tego problemu nie było i nie ma a postawa M to
          charakter i wychowanie, nie twierdzę że u autorki postu jest tak samo, ale też
          nie wykluczam tego.
          • your_and Re: "ciche dni" 24.08.06, 11:53
            Charakteru i wpływu wychowania zmienić nie łatwo, za to niekwestionowany wpływ
            niewybzykania pośredni czy bezpośredni na fale złego nastroju, rozżalenia i
            zamykania sie w sobie typowy moim zdaniem do mężczyzn (którzy nie rozwiązują
            problemu gdieś na boku) zmienić znacznie łatwiej.
            Kiedyś właście było przekuwanie (sublimowanie?) tego nastroju na zapał bitewny
            lub walkę z niewiernymi teraz poza kręgami islamskimi to już niemodne.
            • petar2 Re: "ciche dni" 24.08.06, 12:06
              Przedmiotem wątku nie są przyczyny kłótni lecz przebieg i kończenie tych
              kłótni. I o ile przyczynami kłótni, konfliktów może być również niedobzykanie
              (ale jakoś nie znajduję do tego podstaw w tym co pisze Autorka) to nie ma ono
              nic do rzeczy jeśli chodzi o przebieg kłótni.

              Przebieg konfliktu wynika z diametralnie różnych osobowości i temperamentów
              obojga. Facet stosując ciche dni nie robi tego złośliwie. Po prostu nie biorąc
              aktywnego udziału w kłótni czuje się głęboko urażony, niewypowiedziany. Nie
              użył swoich argumentów bo temperament żony i przebieg kłótni zablokował go. O
              ile więc Malkontentka jużdawno zapomniała o problemie, w nim ten problem cały
              czas się kłębi. Po czasie (właśnie te parę dni) też go zepchnie w głąb,
              niestety kumulując z dawniejszymi co zdrowe nie jest. I taki mechanizm powtarza
              się co jakiś czas.
              • your_and Re: "ciche dni" 24.08.06, 12:13
                Dlatego niezbedne jest zmuszenie do "aktywnego" udziału w kłótni.
                Kłótnia choć to bardzo mało elegancka ale zawsze forma komunikacji potrzeb.
                Obopólnych! Bez komunikacji zaś zawsze katastrofa.
                • petar2 Re: "ciche dni" 24.08.06, 12:30
                  Należy tylko unikać zawężania pojęcia komunikacji.
                  Ciche dni ze strony faceta to również przekaz komunikacyjny, choć mało treściwy.
                  Mówi on coś w stylu: "jestem urażony, nie brałem udziału w pyskówce bo nie
                  zniżam się do tego poziomu, i tak byś nie zrozumiała bo byłaś wzburzona i nie
                  potrafiłaś racjonalnie i chłodno myśleć, nie potrafię pyskować. Niemniej sprawa
                  nie jest zakończona, jestem zły, w dużej części na siebie, że nie potrafię tak
                  jak Ty wyrzucić z siebie złych emocji".

                  • your_and Re: "ciche dni" 24.08.06, 12:38
                    To tak ale komunikacja na zasadzie "powinnaś (powinieneś) się domyśleć jeśli
                    mnie kochasz o co mi chodzi" to manowce komunikacji i ślepy zaułek.
                    Zresztą dotyczy to obu stron, bo to czesto i problem kobiet że zmywają głowę
                    godzinami o pierdołach wyłądowyjąc złość, a tak naprawdę mają zal o co zupełnie
                    innego, co im przez usta nie przejdzie.
    • khaldum Re: "ciche dni" 24.08.06, 11:31
      Jestem ekstrawertyczką, jak coś mnie boli, to od razu chcę sprawę rozwiązać.
      Mąż jest introwertykiem, nie dość że musi do niego dotrzeć to jescze przed
      rozmową musi to przemyśleć.

      Jestem jego 2 żoną i z wielu rozmów wiem, że najgorsze czego facet w kłótni
      doświadcza, to wyciąganie iluśtam spraw na raz, na zasadzie, a bo ty nigdy, a bo
      ty zawsze, a ty 3 lata temu zrobiłeś to.
      Ustaliliśmy, że jak awanturka ( bo takie się zdarzają) to o JEDNĄ rzecz. Bo
      facet nie ogarnie na raz kilkunasty pretensji z kilku sfer życia. Gubi się i się
      obraża, co doprowadza do cichych dni.

      Co do cichych dni. Takich nie doświadczamy. Raz, może 2 razy w czasie naszego 2
      letniego związku zdarzyły się tzw dni z bryłą lodu. Maż staje się zamrożonym
      mamutem, który może i odpowie, ale na zasadzie spychologii.

      Przyjełam w tych dniach metodę milczenia - jezu jak ciężko, ale można dać radę.
      Samo przechodzi. Po prostu stadnie łatwiej żyć. Zaczyna się od rozmów o kolacji,
      planach na dzień i po kilku takich rozmowach, ta cisza i lód zanikają.

      I z doświadczenia wiem, że ciche dni to nic innego jak urażona duma męska. Bo
      nie było tak jak on sobie zaplanował i chłopiec się obraża. Tak jak małe
      dziecko, nie chcecie się bawić tak jak ja chcę, to nie będę się do was odzywać.

      Jak tu mówiono "niedobzykanko" też ma na to wpływ. Ale zmieniania tego w czasie
      cichych nie nie polecam.

      pozdrawiam serdecznie i życzę porozumienia
    • malkontentka28 Re: "ciche dni" 24.08.06, 21:25
      Przeczytałam właśnie wątek zmagdy1 - bardzo pouczająca jak dla mnie lektura.
      Widzę niestety duże podobieństwo, choć u nas nigdy nie doszło do tak skrajnych
      sytuacji. Mój mąż właśnie zastosował radę, o której mi pisaliście - wyszedł
      sam, więc mam czas na przemyślenie wszystkiego. I nasunęło mi się takie
      pytanie:chyba każdy człowiek, niezależnie czy jest intro-, czy ekstrawertykiem
      ma potrzebę uzewnętrzniania emocji? A jeżeli introwertyk nie ma lub ma w
      minimalnym stopniu to jak go do tego nakłonić? Proszę zwłaszcza introwertyków o
      opinię...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka