Ratunku, ratunku! Moja psica, prawie 5-letnia labradorka, ma zerwane więzadło krzyżowe w tylnej łapie

. Zaraz po swiętach operacja, bo jak powiedział wet: im szybciej, tym lepiej. Jednak nie w tym problem, bo wszystko można zniesc, nawet operacje. problem w tym, że mieszkam na drugim piętrze w bloku, w którym nie ma windy, a jak wiadomo, co sam weterynarz potwierdził: nie ma mowy, żeby pies schodził po schodach. Ja siedze i płakać mi sie chce, bo nie wiem, dosłownie NIE WIEM, co mam zrobić. Sama jej nie udźwignę, żeby ją po tych schodach zniesc, bo chyba bym padła

. Nie mam gdzie jej zawieźć, tzn mam rodzine, która ma dom z ogrodem, zero schodów, ale raz, że nie mam prawie w ogóle z nimi kontaktu, a dwa: mieszkają bardzo daleko, a ja chciałabym mieć z psica regularny kontakt. I tutaj pytanie do Was, bo już nie wiem, co dalej: jak mam to rozwiązać? Jak psica ma wyjsc na dwór, skoro łapy nie może przeciążać, o schodach nie ma mowy, a windy brak? jest jakies wyjscie z tej sytuacji? Może któras z was miała podobną sytuacje i mogłaby doradzić, co dalej. Z góry dzięki za Wasze rady i propozycje, bo ja już załamana jestem