Z godzine temu byla u nas policja, w sprawie proby wlamania do sasiadow.
Proba sie nie powiodla na szczescie (nie dali rady sforsowac zamka od drzwi domu od strony ogrodu).
Pytali czy slyszalam cos w ciagu dnia, tak slyszalam jakies stukanie, bo jestem chora i lezalam grzecznie w lozeczku probujac spac ile sie da.no ale nawet przez sekunde mi nie przyszlo do glowy ze jest cos nie tak, raczej ze sasiad cos remontuje.
Jak pisalam, zlodziejom sie nie udalo. Ale teraz cholera boje sie byc sama w domu, chyba polece zagrypiac biuro jutro.
A sasiwdzi wyjechali wiec beda trwac w slodkiej nieswiadomosci poki co.
No ale jak odegnac te parszywe mysli ''a co jesli nie bylabym chora, czy to bylby nasz dom?'' A co jesli oni by sie wladowali do nas jak ja spie na gorze? Masakra.Maz mowi ze nie mogl byc przypadkowy dom skoro wybrali mkment ze sasiedzi wyjechali. Sasiadka juz nie pracuje, wiec siedzi normalnie w domu.no ale musieli obserwowac wszystko dookola co mnie przeraza.
I tak moje poczucie bezpieczenstwa poszlo sobie