Dodaj do ulubionych

Terapie - czy ludzie powariowali?

    • damajah Re: Terapie - czy ludzie powariowali? 14.05.17, 02:10
      Och, mnie z dwoma młodszymi przedszkole usilnie wysyłało do logopedy (oczywiście logopeda w przedszkolu - 50zł/h) Wmawiano mi że tworzą swoje słowa i że to źle, że mówią niewyraźnie, że przekręcają...Nie dałam sobie wmówić głupot bo wg mnie mówiły bardzo dobrze i absolutnie normalnie jak na trzylatki, czterolatki itp. Dziś średnia jest wygadana baaardzo i pięknie mówi, najmłodsza (lat niecałe cztery) również super się rozgadała i chociaż mając 2,5 roku mówiła niewiele to teraz mówi pięknie, wręcz filozofuje i jest w tym przezabawna smile
      Z najstarszą w podstawówce byłam notorycznie wysyłana do psychologa bo "z pewnością ma dysleksję i nie poradzi sobie na teście 6 klasisty". Napisała najlepiej w szkole (40/40 pkt.) i dziś kończąc gimnazjum jest absolutnie najlepsza z j. polskiego, ma manię doskonałej ortografii i wymowy i gramatyki i ma zdolności i zapędy literackie big_grin
      I nie, nie martwi mnie że moja czterolatka nie wymawia jeszcze dobrze "r" nie uczy się pilnie angielskiego a moja ośmiolatka robi błędy ort. i pisze niespecjalnie pięknie (ona nie ma czasu stawiać ślicznych równych literek po prostu)
      Ogólnie uważam że ludziom naprawdę odbija, na punkcie zajęć dodatkowych, osiągnięć jakie dziecko musi mieć od wieku wczesno-przedszkolnego, doskonałych ocen jakie powinno dostawać ze WSZYSTKICH przedmiotów (a nie z tych z których jest naprawdę dobre i które je naprawdę interesują) oraz tempa rozwoju (dziecko ma być najlepsze i do przodu bo jak nie to znaczy że jest jakiś wielki problem i trzeba stymulować ile wlezie) Tak, widzę to dookoła i tak, zdecydowanie większe tego typu problemy widzę w Wawie niż w dużo mniejszym mieście z którego pochodzę.
    • katriel Re: Terapie - czy ludzie powariowali? 14.05.17, 21:42
      A propos logopedy, przykład: ja.
      Do trzynastego roku życia sepleniłam. Głoski s,z,c,dz wymawiałam międzyzębowo (trochę jak angielskie th).
      Długo nie zdawałam sobie z tego sprawy. Nie słyszałam, że mówię inaczej niż inni, bo własny głos słyszy się inaczej, bo nie (tylko) przez powietrze, ale przez kości, ani też nie widziałam, jak inni ludzie układają język przy mówieniu.
      Rodzice też nigdy słowem się nie zająknęli, że coś jest nie tak, ale nie wiem, czy też nie słyszeli różnicy, czy może uznali że nie ma się co czepiać, skoro i tak nic na to nie potrafią poradzić.
      W piątej klasie polonistka zwracała mi uwagę, że mówię dziwnie/niepoprawnie, ale też nie potrafiła ani wyjaśnić, na czym dokładnie polega problem, ani poradzić, jak go zwalczyć.
      A potem spotkałam na zimowisku logopedę, która akurat dorabiała sobie jako kierownik obozu. Powiedziała mi w zasadzie dwa zdania: kazała ćwiczyć, wymawiając te nieszczęsne głoski z zaciśniętymi zębami, najpierw pojedyncze sylaby, potem całe słowa i zdania. W ciągu trzech miesięcy było po wadzie.
      Gdybym nie spotkała logopedy, mogłabym puszczać bańki i lizać lody ile tylko chcieć. Ale w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że przy wymawianiu s nie należy wsuwać języka między zęby. Bo niby skąd?

      A propos terapii SI, przykład: mój syn.
      Mój syn ma problemy z propriocepcją (czuciem głębokim) i poczuciem równowagi. Boi się wejść na huśtawkę, a jeśli na nią wejdzie, nie chce być huśtany. Na zajęciach z terapeutką wchodzi na huśtawkę, ponieważ: (po pierwsze) wie, że przyszedł tu wykonać konkretne ćwiczenia, które mają mu pomóc w przyszłości; (po drugie) huśtawka jest dużą platformą, na której może się położyć; i (po trzecie) wie, że na koniec zajęć czeka na niego nagroda.
      Gdybym dostawała złotówkę za każdym razem, kiedy ktoś mi mówi, że zamiast płacić za terapię powinnam po prostu wziąć syna na plac zabaw, byłabym bogata.
      Problem polega na tym, że (po pierwsze) na placu zabaw mój syn chce się bawić, a jego pojęcie zabawy nie obejmuje wchodzenia na huśtawkę; (po drugie) na placu zabaw nie ma takiej fajnej platformy; i (po trzecie) nie zaoferuję synowi nagrody za pohuśtanie się, bo ci sami ludzie, którzy kazali mi syna "po prostu przyprowadzić na plac", natychmiast naskoczyliby na mnie: "jak się nie chce bawić, to niech mu pani da spokój, po co ma zajmować huśtawkę normalnym dzieciom".
      A zresztą ja sama też chcę, żeby plac zabaw kojarzył mu się z fajnym miejscem, gdzie chętnie chodzi i ma szansę poznać kolegów, a nie z salą tortur.

      > czy trzeba aż oficjalnych zaleceń od terapeuty, żeby dziecko robiło normalne rzeczy, które każde inne dziecko i tak robi?
      Tak, trzeba. Bo to konkretne dziecko akurat tej konkretnej rzeczy nie robi. I właśnie dlatego jest prowadzane do terapeuty.

      > Czy gdyby wasze dzieci nie chodziły na terapię, to cały dzień siedziałyby nieruchomo gapiąc się w ścianę?
      Nie. Gdyby moje dziecko nie chodziło na terapię, to: lizałoby lody, puszczało bańki, jeździło na rowerku z bocznymi kółkami, czytałoby książki, rysowało tramwaje, wspinałoby się na drabinki, lepiłoby pierogi i brodziłoby w mokrej trawie. Ale nie huśtałoby się na huśtawce. Nie, bo nie.
      • black-cat Re: Terapie - czy ludzie powariowali? 15.05.17, 11:03
        Czy uważasz, że ta huśtawka raz w tygodniu pomaga Twojemu dziecku w problemach z równowagą czy zmniejsza tylko jego lęk przed wejściem na nią? Podobne efekty można osiągnąć chodząc po krawężniku, jeżdżąc na rowerze, nartach czy deskorolce. Na problemy z czuciem głębokim znakomicie pomagają dociski dużą piłką, kołdry obciążeniowe, zabawy w przytulanie, masaże, pływanie (to ostatnie przy okazji poprawia koordynację). Zarówno dzieci jak i dorośli intuicyjnie szukają takich aktywności, które pomagają im dostarczyć odpowiednich bodźców. Ja mam 44 lata i według kart diagnozy SI nie powinnam wcale funkcjonować. Układ sensoryczny dojrzewa do 9 roku życia. Terapia SI raz w tygodniu bez codziennej stymulacji daje rodzicom poczucie, że coś robią. Efekty byłyby i bez wspierania.
        • zuleyka.z.talgaru Re: Terapie - czy ludzie powariowali? 15.05.17, 11:47
          Pewnie robią w domu cwiczenia inne.
          • black-cat Re: Terapie - czy ludzie powariowali? 15.05.17, 14:01
            Na tym ma polegać terapia. Rodzice wykonują w domu ćwiczenia i aktywności wybrane przez terapeutę.
    • kondolyza Re: Terapie - czy ludzie powariowali? 15.05.17, 10:36
      łatwo powiedzieć jak się ma zdrowe dziecko.

      jeśli natomiast masz dziecko z jakimiś niedomogami to :
      - nic dziwnego i nic złego że się szuka pomocy, pojsc na konsultację to nic złego
      - wdrożyć w zabawę zintensyfikowane działania i czynności celowane to nic złego - może przyspożyć dużo dobrego. przykład to stymulacja przedsionka a w związku z tym rodzice robią na podwórku czy w mieszkaniu hustwakę. albo kupują różne szczotki i inne faktury miękkie i twarde gąbki itp aby dziecko stymulowało dotyk w czasie kąpieli w wannie. albo zalecenie gryzienia twardych rzeczy - może być tak że dziecko tego nie lubi a dzięki zaleceniom specjalisty rodzice zaczną intensywnie proponować. nic w tym dziwnego.
      - nie wierzę że terapia w jakimś ośrodku gabinecie polega na lizaniu lodów itp... mam porownanie wsrod znajomych - to że dziecko chodzi na terapię ręki to nie oznacza że ono tam lepi z plasteliny tylko pod okiem fachowca fizjoterapeuty robi określone ćwiczenia i reka się usprawnia i to widać bo dziecko zacyzna lepiej pisać, ręka mu nie drętwieje.

      Naprawdę dużo można zrobić, ukierunkowac niektóre zabawy. w domu dziecko może robić różne rzeczy - malować, rysować, lepić, układać, bawić się klockami, ludziakmi ale uważam że nie we wszystkich domach są dla dzieci równoważnie, ścianki wspinaczkowe, huśtawki, cięzkie kołderki terapeutyczne, bujawki, jeżowe piłki, jeżowe dyski, dyski równoważne i różnostrukturowe elementy do kapieli... no chyba że Ty sama taka światowa jesteś i taka śiwadoma i potrafisz zamkniętymi oczami wywróżyć że skoro dzieciak gryzie końce buzki i ciągle wkada coś do buzi to znaczy że przedsionek i że trzeba mu codziennie bujakwo-kręciołko-huśtawkę i że dzięki temu po miesiacu już będzie widac poprawę...


      ps. takie matki tak ty kojarzą mi się z moją znajomą. ona wychodzi z założenia że to "dzisiejsza moda" że to krzywdzenie dzieci i robienie z nich chorych i że to "głeboka przesada" itd itp
      a tymczasem jej dziecko notorycznie robiło kupę w majtki na przyjęciach w wieku lat 5,6 i 7... poza tym zasnąć nigdy nie potrafi przed 23 takie jest pobudzone, drapie się, podryguje i podskakuje cały czas jak siedzi przy stole, przy biurku, na kanapie, nie potrafi przepisać z tablicy bez błędu i może nie związane z resztą ale jest nielubiana bo ciągle kogos popycha, robi krzywdę, jest niepstrożna i niedelikatna...
      no ale przecież terapia to moda, niech dziecko sie normalnie bawi, przeciez jej corka taka aktywna, no zdrowe dziecko cud miód... także ten.
      • makurokurosek Re: Terapie - czy ludzie powariowali? 15.05.17, 14:16
        "Re: Terapie - czy ludzie powariowali?
        kondolyza 15.05.17, 10:36
        łatwo powiedzieć jak się ma zdrowe dziecko."
        Chcesz powiedzieć, że bez terapii nie wiedziałabyś, że z dzieckiem chodzi się na plac zabaw, nie kupiłabyś dziecku bujaków, piłek, zabawek do kąpania. Bez wytycznych terapeuty trzymałabyś zapewne dziecko w skrzyni i izolowała od świata zewnętrznego, to chcesz powiedzieć?
        Z różnymi fakturami dziecko styka się od chwili narodzin poprzez swoje ubrania, dotyk rodziców, ubrania rodziców, kocyki, ręczniki i wiele innych rzeczy.
        • little_fish Re: Terapie - czy ludzie powariowali? 15.05.17, 14:23
          A jeżeli dziecko na placu zabaw sztywnieje na widok huśtawki, panicznie krzyczy podprowadzane do drabinek? Nie wejdzie bosą stopą na trawę a dotknięcie piasku wywołuje wymioty. Daje sobie założyć tylko jeden rodzaj odzieży... Jak wyobrażasz sobie zabawę na placu zabaw i poznawanie faktur w sposób naturalny?
          • ichi51e Re: Terapie - czy ludzie powariowali? 15.05.17, 14:25
            Daj spokoj nie wyjasnisz - nie spotkalam sie nie ostnieje a jesli anwet to wina rodzicow ktorzy pewnie nie stykali z fakturami jak byl czas...
        • kondolyza Re: Terapie - czy ludzie powariowali? 15.05.17, 15:01
          makurokurosek napisała:

          > Chcesz powiedzieć, że bez terapii nie wiedziałabyś, że z dzieckiem chodzi się n
          > a plac zabaw, nie kupiłabyś dziecku bujaków, piłek, zabawek do kąpania. Bez wyt
          > ycznych terapeuty trzymałabyś zapewne dziecko w skrzyni i izolowała od świata z
          > ewnętrznego, to chcesz powiedzieć?

          chcę powiedzieć że robiłabym wszystko to co zwykle robią rodzice, ale jeśli dziecko drze się, jęczy stęka, piszczy boi się i nie możesz:\
          - ani przytulić
          - ani ciepło ubrać
          - ani wykąpać
          - ani umyć włosów
          - ani obciąć paznokci
          - ani wytrzeć ręcznikiem
          - ani namydlić mydłem czy żelem, nawet pianką
          BO WRZESZCZY PISZCZY PŁACZE UCIEKA
          to nie wiesz czy ma nerwicę, czy coś mu sie stalo, próbujesz oswajasz, ale kiepsko Ci idzie więc Twoje kupowanie zabawek i kupienie bujaka naprawdę niewiele pomoże. mojemu dziecku pomogła dopiero kołderka teraputyczna, po tym zaczęło spokojniej spac, po tygodniu wg zalecen włączyliśmy zakladanie ciasniejszych skarpetek, potem dochodziły kolejne stymulacje.
          zwykłą zabawą nic bym nie zdziałała, byłam bliska skraju świadomości i nie wiedziałam co się dzieje.

          a teraz drugi przykład - dziecko podwrazliwe, to już częściej rodzice przeoczają bo nie krzyczy, nie piszczy ale:
          - obija się o kanty mebli i nie placze
          - potrafi walnąć się głową o podłogę, wstać i wyjść
          - uwielbia słuchać głośno muzyki
          - uwielbia bardzo zimne picie, wręcz lodowate, z kostkami lodu, gorącego nie zauważa że gorące, połyka
          - zjada połykając nie gryząc, cierpi potem na bóle brzucha czasem ale nie jesteś logopedą i nie zauwazasz ze nie gryzie, myslisz - super, ma apetyt

          a potem w szkole ten dzieciak "bije" popycha" inne dzieci, nie zauwaza przechodniów, ma mnóstwo mikrourazów bo nie odczuwa bólu, nie słyszy jak jest cicho, a po 5 godzinach lekcji w szkole czyli ciszy wraca do domu i musi nadrobić stymulację bodzcową

          nadal uwazasz ze to wszystko ok i ze terapeuta niepotrzebny?
          • agata_abbott Re: Terapie - czy ludzie powariowali? 15.05.17, 15:23
            Kondolyza: możesz tłumaczyć makurokuroskowi do upadłego, ona naprawdę nie zrozumie. Od jakiegoś czasu kręci się po forum Inny Świat i wmawia wszystkim, że terapia nie jest potrzebna w autyzmie/ZA, i że w ogóle nie warto diagnozować (małych dzieci nie, bo można się pomylić, nastolatków też nie, bo będą odrzucone przez środowisko). A większość zaburzeń dzieci spowodowana jest przez chłód emocjonalny rodziców.
            Cokolwiek jej napiszesz - jak grochem o ścianę.
            • kondolyza Re: Terapie - czy ludzie powariowali? 15.05.17, 15:28
              agata_abbott napisała:

              > Kondolyza: możesz tłumaczyć makurokuroskowi do upadłego, ona naprawdę nie zrozu
              > mie. Od jakiegoś czasu kręci się po forum Inny Świat i wmawia wszystkim, że ter
              > apia nie jest potrzebna w autyzmie/ZA, i że w ogóle nie warto diagnozować (mały
              > ch dzieci nie, bo można się pomylić, nastolatków też nie, bo będą odrzucone prz
              > ez środowisko). A większość zaburzeń dzieci spowodowana jest przez chłód emocjo
              > nalny rodziców.
              > Cokolwiek jej napiszesz - jak grochem o ścianę.


              jakbym słyszała te laskę o kórej pisałam... ona tez uwaza ze to moda, ze jej by bylo wstyd jakby jej dziecko miało nauczyciela wspomagającego... ale nie jest jej wstyd hodować takiej zaburzonej nastolatki co potrafi dostać spazmów jak zabraknie krzesła w kościele żeby usiadła.... jezu i ze w dzisiejszych czasach ludzie są tacy wypierający, tacy ignoranci...
              • agata_abbott Re: Terapie - czy ludzie powariowali? 15.05.17, 15:31
                że tacy istnieją - niech im będzie. Ale po co łażą po świecie i rozpowiadają swoje mądrości? Zresztą, jak nieczułym trzeba być, żeby matce zaburzonego dziecka powiedzieć, że to ono tak się zachowuje, bo jest chłodna emocjonalnie?
                • pade Re: Terapie - czy ludzie powariowali? 15.05.17, 17:55
                  Ona sama jest zaburzona. Nie warto z nią dyskutować.
    • joaaa83 Re: Terapie - czy ludzie powariowali? 15.05.17, 11:56
      Zdecydowanie odróżniłbym samego logopedę, od tych centrum terapeutycznych. Ja byłam na badaniach w takim centrum (na NFZ długo się czeka). Strata kasy. Zaproponowano mi coś jak 'pomoc w rozwoju dziecka' za jedyne jakieś 300 zł m-cznie. Byłam tam, więc wiem jakie to ćwiczenia - huśtawka w sali, chodzenie po nierównym podłożu, jakieś układanki, puzzle itp. Musiałoby mnie nieźle pokopać, żeby marnować czas (wolę w tym czasie iść na plac zabaw, na spacer) i pieniądze. Nie zaproponowano mi nic, czego bym nie robiła, a raczej moje dziecko, bez wykwalifikowanej pani terapeutki. Może kiepskie centrum, a może to standard.

      Za to na temat logopedy mam inne zdanie. Chodziłam na NFZ. Pierwsza wizyta, gdy córka miała nieco ponad 3 lata. Pani mi pisała na kartce jakie sylaby, słowa ma dziecko wypowiadać/ćwiczyć. Przyznaję, że nie ćwiczyłam codziennie, ale często i szybko widziałam efekty. Pamiętam, że pierwszy problem to była wymowa "t" zamiast "k". Po m-cu- córka używała k tam gdzie to wymagane w każdym słowie. Poza tym chodzę na występy do przedszkola. Najstarsza grupa (6-latki) a prawie połowa dzieci mówi niepoprawnie. Jest kilkoro dzieci, których nie jestem w stanie w ogóle zrozumieć. Myślę, że trochę za późno trafiły te dzieci do logopedy (o ile w ogóle chodzą)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka