adriana.la.cerva
20.06.17, 10:57
2 tygodnie temu pojechalam z bliska kolezanka i jej synem (5 latek, miesiac roznicy z moim mlodym) do szpitala bo w ciagu kilku godzin wezel chlonny szyjny urosl mu do rozmiaru kobiecej piesci.
Zrobili badani, na wirusy, srusy, gruzlice, rtg klatki piersiowej itd. Caly czas obstawiali ze to infekcyjne. W koncu wyslali probki do Londynu, okazuje sie ze to chloniak. Byc moze juz dzis beda przetransportowani do Londynu na onkologie dziecieca.
Mlody sie przez te 2 tyg bardzo zmienil, goraczkuje, nie siusia, ma mnstwo siniakow na nogach bo maloplytkowosc. Buzia opuchnieta jak sloneczko, oczka szparki.
Jestesmy tym wszyscy bardzo poruszeni. Pomagamy jak mozemy, chcialabym skrzyknac polonie u nas w miescie, moze krew bedzie potrzebna. Moze jakas zbiorka bo mama dziecka ma rozpisany urlop na nastepne 4 tygodnie a potem bezplatny... Nawet jakby kazdy dal po 10 funtow to juz by bylo cos.
Ja czytam czasami o chorych dzieciach, nowotworach itd. Pol swojego zawodowego zycia przepracowalam w hospicjum wiec temat jest mi dobrze znany.
Byslimy w bliskich relacjach, ostatnia wigilie i sylwestra spedzalismy razem. To jest jej jedyne dziecko. Zaraz do nich jade.
Tak chcialam o tym opowiedziec i wyrzucic to z siebie.