Szczerze mówiąc to tylko chyba wyżalić się chcę

We wtorek skończyłam antybiotyk. Od wczoraj znowu koszmarne samopoczucie i naloty ropne na migdałach.
Szlag mnie trafia bo kolejny weekend "zmarnowany" pod kocem na nicnierobieniu z dziećmi.
I odwołane spotkanie z koleżanką.
W poniedziałek znowu lekarz, znowu antybiotyk a przede mną mnóstwo pracy bo zdaje dokumenty, rozliczam się z ostatnimi klientami, muszę pozamykać wszystkie zobowiązania do 30.06. bo zamykam firmę.
Oprócz bóli stawowych, zmienionego głosu i bólu gardła nie mam gorączki. To chyba też nie najlepiej świadczy o mojej odporności.
Na samą myśl,że znowu czeka mnie użeranie się przed gabinetem o to co ważniejsze kolejka z przed 7 rano pod drzwiami czy godzina ustalona w rejestracji ...aż ciśnienie mi skacze
Poratujcie dobrym słowem...proszę.