Tak w nawiązaniu do polactwa-cebulactwa.
Ponad dwa tygodnie w Chorwacji. W otoczeniu osiemdziesięciu rodzin niemieckich. Na trzech różnych kwaterach. Zgadnijcie, kto przywiózł z kraju auta wypakowane po brzegi wodą mineralną, jedzeniem, piwem, wędlinami?
Byliśmy jedynymi, którzy wyjeżdżali codziennie na obiady do restauracji. Jedynymi, którzy robili zakupy inne niż chleb i owoce. Jedynymi, którzy cokolwiek zwiedzali. Naokoło wszyscy grilowali, gotowali, zmywali, obierali ziemniaki itd. Baby przy garach, faceci z niemieckim piwem, dzieciaki z niemieckimi słodyczami.
I my biedni w tym wszystkim bez weków, nawet puszki pasztetu nie przywieźliśmy. Nie mówiąc o wodzie, piwie i innym jedzeniu. Garnków ani naczyń też żadnych, wszak to wakacje. A kwatera taniutka, dla Niemca to grosze zapewne.
Więc kto tu wozi weki? Polacy? Nieee. Niemca nie stać na obiad i zakupy? Polak pobierający 500+ i rodzinne jest bogatszy? Czy mniej skąpy? A może mniej cebulasty?
Sądząc po samochodach i przyczepach raczej nie, a z przeprowadzonych rozmów wynikało, że pracują w dobrze płatnych miejscach. Fajni ludzie na poziomie, za nami wiele wieczorów przegadanych razem.
Także nie martwcie się- Polaków z wekami znaleźć naprawdę ciężko

Cebula pochodzi z zachodu.
A wczasy w Chorwacji wcale nie są drogie, mimo stołowania się na mieście i noclegu 1m od plaży. Wydaliśmy tyle, ile zakładaliśmy- nie żałując na lody, zjeżdżalnie, wynajęcie motorówki, parasailing czy inne atrakcje.
Natomiast Niemcy dziwili się, że cokolwiek i gdziekolwiek poza siedzeniem na krzesłach robimy. W szoku byli chociażby, widząc nasze podmorskie trofea- cóż- dostali od nas w prezencie rozgwiazdy, kolorowe pancerze jeżowców i muszle, których nawet nie potrafili znaleźć.
Amen.