Rady potrzebuję i spojrzenia z boku. Wysłałam dzieciaki na obóz. I dzisiaj córka powiedziała mi przez telefon, że chłopcy dokuczają mojemu synkowi. Jest najmłodszy na obozie (niespełna 7 lat), emocjonalnie to zdecydowanie niedojrzały dzieciak i reaguje płaczem na każde przezywanie, wyśmiewanie (choćby i niewinne, wiecie "ja -wygrałem-a-ty-nie"), strasznie przeżywa chłopięce kłótnie. Z drugiej strony nie narzekal podczas rozmów tel, jest pogodny, z zaangażowaniem opowiada mi co robił, chce jechać na kolejny turnus. Ale jak pytam z kim się bawi, to zawsze mówi mi, że sam. Pogodnie to mówi! Do tej pory nie miał żadnych problemów w szkole (zerówka), dobrze dogadywał się nawet z dzieciakami że starszych klas (bawił z nimi na przerwie, zna się nawet po imieniu z dziewczynami z klasy 6

) , jest często zapraszany na przyjęcia, sam zaprasza do domu koleżanki. Nie ma natomiast żadnego bliskiego przyjaciela, w szkole często sam wybiera samotną zabawę, w domu podobnie- choć potrafi zapytać czy może iść się pobawić do x czy y, kiedy ma ochotę. Ale już stosunki między nim a jego sasiadem-rówieśnikiem to jest dramat, mały strasznie mu dokucza, robi złośliwe żarty, podczas wspólnych zabaw napuszcza na niego inne dzieciaki (wiem, bo nadzoruję zabawę i staram się uciąć takie zagrywki w zarodku). Do tej pory tarcia synus- sąsiad to było jedyne, co mnie niepokoilo, ale też nie za bardzo, w końcu nie każdy musi lubić się z każdym, prawda? Ale teraz się zastanawiam... Może powinnam coś zrobić? Może to, że często bawi się sam i nie ma najbliższego przyjaciela powinno mnie martwić? Z jednej strony strasznie przeżywa złośliwości rówieśników i nie umie się zdystansowac, a z drugiej pozostawiony sam sobie świetnie się bawi, nie czując się odrzuconym. Bez problemu nawiązuje relacje z ludźmi, nie jest nieśmiały, potrafi podejść i zagadać do obcych. Rośnie mi mały nerd o niskich potrzebach społecznych? Sama nie wiem co mam zrobić, kiedy mówi mi jednym tchem "wczoraj byliśmy na biwaku i wiesz co: spałem w namiocie, było super i zgubiłem skarpetki, ale wiesz- chłopacy są okropni i na mnie krzyczeli". A bawcie się razem? "No nieee, sam się bawię, ale wiesz, dziś była straż pozarna i siedziałem w wozie i......".
Dobra, sama już nie wiem, o co mi chodzi. Pamiętam wątki o bullyingu, to, że większość nie mowila o niczym rodzicom- i się martwię. Ematka już by się martwila?