Dodaj do ulubionych

Państwo hybrydowe

29.09.17, 10:46
Znalezione na fejsbuku na stronie "Adalbert Nocny".
Autor idealnie diagnozuje obecny stan Polski nazywając ją państwem hybrydowym.

Modne jest ostatnio słowo: „hybrydowy”. Mamy samochody z napędem hybrydowym (na zdjęciu toyota), straszy się nas wojną hybrydową, w kontekście wschodnim. Przyszło mi do głowy, że mamy też w tej chwili hybrydowe państwo, takie pomieszanie socjalizmu z kapitalizmem. Dla swoich jest socjalizm, firmy państwowe, czyli spółki skarby państwa, zasilające pieniędzmi fundacje w rodzaju tej, która za miliony przygotowała ostatnią kampanię dotyczącą sądów. Dla pozostałych – bezwględny, krwiożerczy kapitalizm.
W szczególności dotyczy to tych, którzy liczą na dofinansowanie ze środków publicznych, czy choćby, jak wydawcy prasy, że jednostki państwowe będą ją kupować, państwowe firmy zamieszczać reklamy, itp. Nic z tych rzeczy. Rozmaite przedsięwzięcia kulturalne (dzisiaj przeczytałem, że wicepremier Gliński znów skasował jakąś dotację), czy organizacje pozarządowe (jesteśmy w przededniu uchwalenia ustawy, która zapewni rozdział pieniędzy po uważaniu pomiędzy „słusznych” i „niesłusznych”) mają oczywiście rację bytu, pod warunkiem, że same na to zarobią, lub znajdą prywatnych sponsorów. Sławomir Sierakowski co prawda buńczucznie zauważył kiedyś, że jego organizacja jest finansowana ze środków zagranicznych, ale i z tym będzie się chciało zapewne zrobić porządek, na wzór rosyjski, czy chociaż węgierski. Na drugim biegunie pozostają byty w rodzaju ojca Rydzyka, który może liczyć na każde pieniądze z publicznej kasy.
Polityka robiona jest zatem w białych rękawiczkach: nikogo się nie zabija, ani do więzienia nie wsadza (daruję sobie nieco efekciarskie „na razie”, choć pewnym niczego nie można być), możesz sobie działać, żyć po swojemu, w tym kontekście jesteś wolnym człowiekiem. Represjonowanie odbywa się jednak na drodze ekonomicznej. Inwencja jest tu nieprzebrana, na przykład gdy Hanna Gronkiewicz-Waltz nie stawiła się kilka razy przed komisją, co do konstytucyjności której ma wątpliwości, fiskus zajął jej środki na prywatnym koncie. Przypomina to wszystko PRL-owskie tak zwane „domiary”, kiedy to w pewnych warunkach można było nawet prowadzić indywidualną działalność i zarabiać pieniądze, ale trzeba było sowitą ich częścią dzielić się z oficjalnie niepopierającym prywatnej inicjatywy państwem. Są oczywiście różnice, w tej chwili „prywaciarzy” jest więcej i mają więcej możliwości obrony, niemniej jednak należy się spodziewać, że władza państwa hybrydowego, gdy zacznie jej brakować pieniędzy, wymyśli jeszcze niejedno.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka