21.01.07, 22:18
wiecie...tak sobie krążę między tym forum a forum DDR (Dorosłe Dzieci
Rozwodników) ponieważ obie kwestie mnie dotyczą bezpośrednio i chciałabym Wam
polecić czasami tam wpaść i poczytać o tym jak czują się ludzie, którzy w
różnym wieku przeżyli rozwód rodziców, jaki mają stosunek do nowych kobiet
taty i nowych mężczyzn mamy.
Ja wiem, że tutaj każda ma swój problem, a to alimenty, a to zazdrość, a to
jakiś inny konflikt, ja to wszystko rozumiem, jesteśmy tylko ludźmi i to
wszystko jest ludzkie, ale nie znaczy, że zawsze dobre, bo w całym tym chaosie
jakim jest świat dorosłych, trzeba pamiętać tylko i wyłącznie o dzieciach, ich
dobro jest najważniejsze, ponieważ każda krzywda zaowocuje w dorosłości
wielkimi problemami różnej natury. Nieważne czy są to nasze dzieci czy nie
nasze. Biorąc sobie za męża kogoś, kto ma już dzieci, do nowej rodziny wchodzą
również one i prawda jest taka, że to one mają najwięcej problemów z
pogodzeniem się z sytuacją, nie my, kobiety dorosłe i mądre. My sobie
poradzimy, ale one? I czy byłoby nam miło gdyby ktoś inny nie interesowała się
losem naszego dziecka i pozwalał je krzywdzić ( i nie chodzi mi tu o krzywdę
fizyczną), gdyby dla kogoś innego nasze dziecko stanowiło problem?
Dzieci te mają matki, raz lepsze, raz gorsze, ale mają. Nas powinno jednak
interesować tylko to, by dziecko czuło się przy nas dobrze. Nie musimy mu
matkować, nie musimy go kochać, ale po prostu okazać ludzką życzliwość i dobre
serce, a konflikty rozwiązywać między dorosłymi. Poza tym dla takiego dziecka
jego matka zawsze będzie matką najlepszą, ukochaną i nawet jeśli nam, wydaje
się, ze jest matką złą, dziecko nigdy nie powinno o tym wiedzieć. Wiem, może
trochę idealizuję lub upraszczam, są różne sytuacje, bardzo trudne do
rozwiązania, ale moja myśl główna, to nie wciągać dziecka w świat dorosłych,
dbać o nie gdy jest z nami i nie narażać na żadne krzywdzące sytuacje.
To jest tylko moja refleksja, nie chciałabym nikogo pouczać. To tak gwoli
wyjaśnienia moich intencji.
Pozdrawiam :]
Obserwuj wątek
    • zonka77 Re: DDR 21.01.07, 22:57
      imme - napisałaś coś pod czym mogę się podpisać "rękami i nogami" jako macocha
      Ja dodałabym tylko że te dzieci czasem zachowują się różnie nie dlatego że są
      złe a dlatego że mają problem ze sobą.
      Przerabiamy to teraz na razie w bardzo delikatnej formie ale przypuszczam że
      może być też gorzej.
      Córka M się zamyka w sobie, ma problemy z okazywaniem uczuć coraz większe,
      zastyga czasem jak słup soli. Najpierw mnie to wkurzało bo to zachowanie dotyczy
      teraz głównie naszej córki i jest to zmiana bolesna bo jeszcze nie tak dawno
      było zupełnie inaczej. Długo było bardzo bardzo dobrze a teraz czasem nie
      potrafię pojąć o co chodzi.
      Ja też poczytuję czasem forum DDR - Nie wiem czy to tam czy gdzieś indziej
      przeczytałam posta dziewczyny która napisała że ma problemy z wyrażaniem uczuć,
      że choćby chciała nie potrafi ich okazać i ma przez to kłopoty w życiu osobistym.
      Bardzo mnie jej post poruszył. To pasuje bardzo do tego co się dzieje ostatnio
      córką M. To się dopiero u niej zaczyna. A przecież z tatą ma świetny kontakt, ze
      mną ma miłe relacje, jej siostra przyrodnia (nasza córka) ją uwielbia i adoruje.
      Czasem młoda ma przebłyski i przez parę godzin zachowuje się jak dawniej, wtedy
      jest super, ale nie wiem, po prostu nie wiem co można zrobić żeby ona nie
      zamieniała się w kawałek lodu co jej się ostatnio zdarza. Owszem miła i uprzejma
      ale obojętna i niedotykalska do bólu. M widzi i próbuje rozmawiać, ale myślę że
      to wszystko za mało. Że powinni młodej wszyscy poświęcić więcej czasu i uwagi.
      Powinniśmy bardziej wprost z nią rozmawiać.
      Nawet ostatnio myślałam żeby napisać na forum DDR i chyba to zrobię. Chciałabym
      poznać punkt widzenia pasierbicy. Boję się rozmawiać wprost z córką M. Nie chcę
      jej ranić ani nie chcę się wtrącać za bardzo. Z drugiej strony widzę że mój M
      nie potrafi trochę, on nie jest pewny co i jak jej mówić, sam normalnych relacji
      uczył się z bólem i widzę że to jak potrafi rozmawiać ze mną i z małą jest inne
      od tego jak potrafi rozmawiać z młodą.
      • imme1981 Re: DDR 21.01.07, 23:35
        zonka77
        nie piszę jako psycholog, bo nim nie jestem ale jako dziecko rozwodników już tez
        dorosłe. problem dziewczyny z forum DDR, o której wspomniałaś, również mnie
        dotyczy, mam wielkie problemy z okazywaniem uczuć, ale nie narzekam, wydaje mi
        się, że dzięki silnemu charakterowi jakoś sobie radzę, ale nie każdy ma silny
        charakter. Do napisania tu na macochach skłonił mnie post innej osoby,
        20-letniej, która wierzyła, że sobie poradzi z rozwodem rodziców, ale nie udało
        się jej i w ukryciu płacze w poduszkę.
        na forum DDR można znaleźć kilka cennych porad dotyczących rozwodów, w
        internecie też można poszperać, ale nic nie zastąpi wizyty u DOBREGO psychologa
        rodzinnego i to najlepiej obojga rodziców wraz z partnerami, jeśli to nie jest
        możliwe w Twoim przypadku Twojej wraz z partnerem i ojcem dziecka. Uważam
        jednak, że po poradę powinna się udać także matka dziecka, inaczej całość nie da
        rezultatu. W sytuacji rozpadu rodziny odpowiedzialność muszą brać na siebie
        rodzice, a nie tylko jedno z nich. Najgorsze jest, że tak wiele par pierze
        brudny przy dzieciach wpędzając je w jeszcze większą traumę.
        I masz rację, rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa oraz zainteresowanie.
        Wierzę, że dziecko rozwiedzionych rodziców ma szansę na normalne życie, ale
        trzeba mu w tym pomóc. Trzymam kciuki za Waszą rodzinkę, oby się udało. Pozdrawiam.
        • zonka77 Re: DDR 22.01.07, 00:09
          Tutaj problem jest troszkę taki że ja mam jednak nieco inne podejście niż M,
          chociaż jemu się i tak już bardzo zmieniło. Ex sama wychowała się zupełnie bez
          ojca i jest dość chłodną osobą, zawsze nie lubiła okazywania uczuć. M też z
          rozmową miał problemy, teraz też nie wszystko dostrzega. Ja To widzę wyraźnie bo
          jestem zupełnie inaczej wychowana i inną mam wrażliwość (czasem pewnie
          nadwrażliwość) więc myślę że mój M uważa często że przesadzam. Martwi mnie to bo
          uważam że nie przesadzam i jestem przekonana że jeśli teraz pozwoli się temu
          dziecku na zamknięcie w sobie to potem będzie jej ciężko. Będzie też ciężko
          mojej córce bo bardzo siostrę kocha i już dostrzega problem. 6 latka mówi sama
          co widzi, o zmianach jakie zachodzą w młodej. mam wrażenie że i M i ex zrzucają
          to na dorastanie. No ja mam wątpliwości ogromne. Mam siostrę w tym wieku
          dokładnie co młoda i widzę jakie problemy wynikają z dorastania a jakie nie.
          Moja siostra zachowania niektóre miewa identyczne jak młoda ale kompletnie nie
          ma w sobie tego chłodu i tej trudności z wyrażaniem uczuć.

          Też myslałam że to dorastanie ale teraz sądzę że nie - i głupotą jest udawanie
          że nic się nie dzieje i najlepiej młodą zostawić w spokoju "bo ma swoje sprawy".

          Z ex ja wogóle na ten nemat rozmawiać nie bardzo chcę - to naprawdę nie moje
          zadanie. Rozmawiam z M - czasem słucha, czasem nie. Coś widzi, coś do Niego
          dociera ale tylko wtedy kiedy jest to bardzo widoczne u młodej. Wystarczy potem
          że ma jeden dzień dobrago nastroju (młoda) i M już cały zadowolony i mówi że
          przesadzam.
          Ale ja chyba nie przesadzam. Widzą to również moi rodzice, widzą to nasi
          znajomi bliscy.
          No cóż, nie jest mi to dziecko obojetne z wielu względów i nie umiem tego olać.

          Na początek chyba wysmaruję jakiegoś posta na DDR i będę mówić i mówić do
          małżonka zeby się jeszcze bardziej młodą interesował. Ona dawniej lubiła
          przychodzić bardzo do nas, kontakt z M wychodził od niej również (telefony, gg)
          Teraz jeśli M nie odezwie się do niej to ona się nie odezwie do Niego. Jeśli nie
          musi przyjść to nie przyjdzie, na pytanie M czy chce spędzić dodatkowy czas z
          nami często odpowiada "jeśli Ty chcesz" ale widać i słychać że woli siedziec w
          domu, najczęściej sama, przed komputerem.
          M uważa że dorasta. Ja uważam że się zamyka i oddala. Chciałabym nie mieć racji.
          Jednak widzę że kiedy pobędzie trochę z nami i w coś uda się ją wciągnąć, np we
          wspólne robienie obiadu, jeśli potem razem coś robimy to ona się otwiera i
          zaczyna zachowywać jak dawniej. Ale coraz trudniej ją zachęcić, coraz częściej
          słyszymy "no, jeśli muszę..."
          Dawniej słyszeliśmy "jasne, extra!"

          Wiesz imme, niby nic się nie dzieje. Nie ma agresji, nie ma niegrzeczności, nie
          ma nic strasznego i widowiskowego. Jest tylko chłód i obojętność i nie
          interesowanie się innymi poza sobą.
          Ja mam problem żeby przejść nad tym do porządku dziennego sad
          Zawsze myślałam że córka M i nasza córka będą miały siebie na całe życie. Że jak
          młoda dorośnie to będziemy się spotykać i lubić - widzę jak nasza córka dostaje
          trochę strzała emocjonalnego. Leci do siostry przytula się i piszczy z radości
          że przyszła. A siostra stoi jak słup soli niechętnie ją odsuwa i martwi się
          tylko o to że ją mała za mocno ścisnęła. Jest mi wtedy strasznie cięzko, dawniej
          tak nie było. I nie chodzi mi tylko o moje dziecko, jest mi po prostu młodej żal

          Oj rozpisałam się ale to mnie ostatnio jakoś gnębi.

          Mam kupę różnych problemów ale wszystko co dotyczy mnie mogę rozwiązywac i
          zależy to odemnie, wiem co robić.
          A tu po prostu nie bardzo wiem co robić.
          Tak psycholog byłby ok, ale najpierw jej rodzice musieli by dostrzec sprawę, M
          jak pisałam - już do pewnego stopnia dostrzega. Co myśli ex - nie wiem.
          • imme1981 Re: DDR 22.01.07, 01:02
            a ile ma lat córka?
            wiesz, może faktycznie dorastanie również ma wpływ, bo przecież dziecko więcej
            rozumie z tego co ją otacza, ale na pewno nie jest to kwestia samego dorastania.
            czytałam na DDR inny post o dziewczynie, która jest już żoną i matką i opisywała
            jakie ma problemy związane z syndromem "dziecka z rozbitej rodziny", np. to by
            notorycznie zwracano na nią uwagę, chwalono ją itd. ogólnie pisząc, chodzi o
            jakąś maniakalną wręcz próbę stawiania się w centrum, nie mylić z egoizmem czy
            egocentryzmem, ja zauważyłam to samo u siebie, i choć bardzo nie lubię tej cechy
            w sobie, nie potrafię tego zmienić, nie z wygodnictwa, po prostu nie umiem.
            wydaje mi się, że w przypadku córki Twojego M jest podobnie. ja też z wiekiem
            zaczęłam się zamykać w sobie i najlepiej się czułam w swoim świecie, ale nie
            chodzi o to bym opisywała swoją sytuacje, bo i tak każdy przypadek trzeba
            traktować indywidualnie. Jeśli chodzi o M, poproś go by po prostu poczytał
            wybrane przez Ciebie posty z DDR, może gdy przeczyta o przypadkach innych sam
            dostrzeże pewne cechy u swojej córki. Na pewno istotna jest rozmowa z matką, ale
            masz rację, to nie należy do Ciebie.
            A z ojcami jest tak często, że nie potrafią spojrzeć z dystansem na pewne
            sprawy. Ja mam podobną sytuację. Mój narzeczony ma synka, który wychowuje się
            przy matce. Ponieważ sama wiem jak to smakuje, próbuję go przestrzec przed
            pewnymi problemami, które mogą się pojawić w przyszłości, gdy on i matka syna
            odpowiednio nie zadbają o równowagę psychiczną dziecka. On wtedy patrzy na mnie
            zdziwony, przyznaje mi racje, ale na tym się kończy, a dzieciak rośnie i zacznie
            "czaić bazę", a wtedy może być po prostu za późno. Czasami mój narzeczony
            odbiera to jako atak na jego i jego byłej partnerki metody wychowawcze, że ja
            pewnie jestem zazdrosna i dlatego wytykam wady. Prawda jest taka, że nie chcę by
            Małego spotkało to co mnie.
            Powodzenia.
            I masz rację, napisz na DDR, zacznij od tego.
    • khaldum Re: DDR 22.01.07, 07:22
      droga imme,
      miałam podobne do Ciebie odczucia dotyczące synów NM. Matko ile kłótni przez to
      pojawiało się w naszym związku. Wspólne wizyty u psychologa nie dały zbyt wiele
      bo NM uważał, ze przesadzam, natomiast ex - problemu nie zauważa wcale.
      Notoryczne bóle brzucha u starszego, tłumaczyła, ze on tak ma...Nawet 11 latek
      twierdzi, że on już tak ma... Podobnie jak u ciebie znajomi i rodzina zauważyli,
      że z chłopcem coś się dzieje. NM długo tego nie widział, ale w końcu zauważył i
      zrozumiał, ze to objawy nerwicy, i zgodził się, że potrzebna jest pomoc.

      Ze względu na to, ze mieszkamy w różnych miastach, a ex uważa , że problemu nie
      ma, zdecydowaliśmy się na wsparcie układu nerwowego chłopca poprzez homeopatię.
      Wizyty u specjalisty irydologa (sprawdzonego lek. medycyny, z którego pomocy
      moja rodzina korzysta od 10 lat w przypadku problemów zdrowotnych) wydaje nam
      się najlepszym rozwiązaniem.

      ponad pół roku namawiałam NM, do tego. W sobotę chłopcy przyjeżdżają na ferie,
      termin pierwszej wizyty już jest umówiony.
      Głęboko wierzymy, że atmosfera ciepła i akceptacji, oraz wzmocnienie układu
      nerwowego chłopcu pomoże.
      Cieszę się, że NM podjął decyzję co do "leczenia" syna. Bardzo mi na tym
      zależało. Początkowo naciskałam na to, skutki moich zabiegów były odwrotne, NM
      się wściekał. Teraz kiedy ograniczyłam się tylko do delikatnej sugestii i
      wskazywania "zaburzeń" w zachowaniu pasierba, NM sam podjął ta decyzję.

      Na pewne rzeczy potrzeb czasu. Wam też się na pewno uda.
      Pozdrawiam i trzymam kciuki.
      • imme1981 Re: DDR 22.01.07, 07:46
        ja również trzymam kciuki z terapię i pozdrawiam ciepło

        >Początkowo naciskałam na to, skutki moich zabiegów były odwrotne, NM
        > się wściekał. Teraz kiedy ograniczyłam się tylko do delikatnej sugestii i
        > wskazywania "zaburzeń" w zachowaniu pasierba, NM sam podjął ta decyzję.
        to samo radziłabym zonce77, inaczej można tylko sobie zaszkodzić
      • kingkong22 Przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać.. 22.01.07, 09:14
        Czy najmłodszy syn Twojego NM również spędzi z Wami te ferie pełne atmosfery
        ciepła i akceptacji?
        Wybacz, ale aż sama się sobie dziwię, zapadł on mi głęboko w pamięć i
        zastanawiam się czy dalej bywa u dziadków, podczas gdy Wy spędzacie czas w rak
        miłej atmosferze (Wy- czyli Ty, NM, Twoja córka i dwóch starszych jego synów)
        Pozdrawiam
        • khaldum Re: Przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać.. 23.01.07, 11:41
          ależ skaże... idąc Twoim tonem ironii odpowiem, niestety mamy tylko 5 miejsc w
          samochodzie wiec się nie zmieści ... dalej wio wszystkie oburzone wieszać na
          złej khaldum psy


          a racjonalnie odpowiadając, po ostatnim wątku gdzie mnie zbluzgano, że nie
          kwapię si do wychowywania syna ex, rozsądne argumenty części macoch wyłuszczyłam
          NM, który poinformował exiare, że miejsce dziecka w wieku poniemowlęcym do lat 3
          jest PRZY MATCE, a jeśli jej się to nie podoba, to niech swoje argumenty
          "całkowicie wolne od bachorów" wyjaśni synom starszym.

          to na tyle w kwestii sprawowania opieki nad dzieckiem obcej mi kobiety

    • m-m-m Re: DDR 22.01.07, 09:24
      trzeba pamiętać tylko i wyłącznie o dzieciach, ich
      dobro jest najważniejsze, ponieważ każda krzywda zaowocuje w dorosłości
      wielkimi problemami różnej natury. Nieważne czy są to nasze dzieci czy nie
      nasze. Biorąc sobie za męża kogoś, kto ma już dzieci, do nowej rodziny wchodzą
      również one i prawda jest taka, że to one mają najwięcej problemów


      Jako DDR pozwolę się absolutnie nie zgodzić.
      Nie zgadzam się , bo uważam, że dzieci partnera nie są najważniejsze - są
      ROWNOWAŻNE temu partnerowi. To, że dzieci te będa miały jakieś tam problemy w
      przyszosci to problem ich rodziców. Nie pojmuję z jakiej paki partner rodzica
      ma brać odpowiedzialność za owe dzieci.
      Po sobie wiem, że najważniejsza jest psychoterapia takiego dziecka.
      Partner rodzica może (wyłącznie moze, ale nic nie musi!!) wziąć w niej udzia
      jeśli samemu mu trudno zaakceptwać istnienie takiego dziecka i nie umie sobie
      sam tego wytłumaczyć.
      Pisząc o tym ze my jako dorosłe sobie poradzimy piszesz, że my mamy jakieś
      zobowiązania wobec tych dzieci, że musimy działać na ich rzecz. A niby z
      jakiej racji masz takie roszczenia wobec kogoś, kto naprawdę nie ma żadnych
      praw wobec takiego dziecka, a ma mieć jak widzę obowiązki.
      Forum DDR jest miejscem da ludzi skrzywdzonych przez rozwód rodziców. Byłam tam
      kilka razy z ciekawości, ale dla mnie, po gruntownej psychoterapii nie ma tam
      nic ciekawego. Tam są ludzie niepogodzeni z rozwodem rodziców, wylewający swoje
      żale, zapętleni w swojej rozpaczy. Powinni udać się na psychoterapię, jeśli
      chcą nabrać do tego dystansu i zacząć normalnie funkcjonować.
      Jednakowoż uważam, że zaich stan dopóki byli dziećmi niepełnoletnimi
      odpowiadali wyłącznie ich rodzice (a nie partnerzy rodziców!), a teraz ak są
      dorośli odpowiadają wyłącznie oni sami za siebie.
      • reksia Re: DDR 22.01.07, 11:36
        Jako macocha posiadająca również własne dzieci.Jako macocha, której pasierb
        wyraził chęć mieszkania z nami czyli swym ojcem a moim M, moimi dzieciakami i
        ze mną.(gdzie matka po usłyszeniu decyzji dziecka ucieła całkowicie kontakt
        dziecka z ojcem)
        Jako macocha, która wydaje wiele pieniędzy z własnej kieszeni za opłaty sądowe
        by pasierbowie mogli mieć normalny kontakt ze swoim ojcem, niezależy od
        kaprysów ich niedojrzałej emocjonalnie matki.
        Jako macocha, która pewnego dnia zwróciła uwagę na to, iż moje własne dziecko
        siedzi w kącie i patrzy smutno podczas gdy ja poświecam swój czas walce o
        normalny kontakt z pasierbami.

        Za m-m-m powtórzę MACOCHA NIC NIE MUSI MACOCHA MOZE, a dwa to RODZICE SĄ
        ODPOWIEDZIALNI ZA SWOJE DZIECI, A NIE MACOCHA.


        Chodz wiele niedojrzałych matek czy ojców, jak również pasierbów stara się
        zrzucić swe problemy na macochę czy ojczyma.

        Bo z natury rzeczy jako osoby często toksyczne, nie potrafiwszy wziąść
        odpowiedzialność za własne życie zrzucają ją na innych.

        Ulubionym przez niedojrzałych, kozłem ofiarnym, może być w tym wypadku np
        macocha lub ojczym, czyli obiekt idealny.


        Imme to co opisałaś jest bardzo ważne i chwytające za serce.
        I taki apel jest ważny.

        Ja chce jednak zaznaczyć, że zdarzają się również macochy i ojczymowie, którzy
        walczą o normalność i pasierbom oferują zdrowszą atmosferę niż ich rodzice i
        to też chciałabym zaznaczyć.
        • imme1981 do reksi 22.01.07, 11:47
          tak, masz rację, zgadzam się, są fantastyczne macochy i sama zamierzam taką być
          i mój post nie był atakiem na macochy w ogóle, chciałam tylko napisać o moich
          przemyśleniach po bywaniu na obu forach.
          wiem, że zdarzają się okropne matki, okropni ojcowie, macochy tak samo jak są
          wspaniale matki, wspaniałe macochy i ojcowie i oby takich więcej
          dziecko raczej nie zrzuca winy na ojczyma czy macochę, chyba że rodzic rozbił
          rodzinę, by wejść w związek z obecnym partnerem, wtedy nie dziwota, że obwinia.
          ja nie obwiniam macochy za swoje problemy, ponieważ ona w życiu taty pojawiła
          się późno, mogę ją obwiniać tylko za psucie moich stosunków z tatą i siostrą,
          natomiast prawdą jest, że mam problemy i szukam zrozumienia w otoczeniu i
          akceptacji na zasadzie "jestem z rozbitej rodziny, więc jest mi źle", wiem, że
          to zła postawa, ale by to zmienić powinnam udać się na terapię i to chcę zrobić
          inaczej sobie nie poradzę.
          Pozdrawiam
          • dominika303 Re: do reksi 22.01.07, 11:52
            "dziecko raczej nie zrzuca winy na ojczyma czy macochę, chyba że rodzic rozbił
            rodzinę, by wejść w związek z obecnym partnerem, wtedy nie dziwota, że obwinia."

            A to może taki pasierb pomysłalby nad sytuacją i zaczał obwiniac rodzica, a nie
            macochę czy ojczyma ! przecie to rodzic odszedł do innego, a nie inny wyrwał go
            z pieleszy miłości rodzinnej!!
            Ja wiem, że jako dziecko to niemożliwe, ale jako dorosły człowiek , taki
            pasierb chyba wie, ze na siłe nic się nie da zrobic, i gdyby rodzice sie
            kochali to i stado kochanek, i kochanków nie było by zagrożeniem dla tejże
            rodziny !!!!
            • imme1981 Re: do reksi 22.01.07, 12:22
              czy trzeba byc psychologiem by wiedzieć, że rzadko kiedy obwinia się ojca czy
              matkę i łatwiej szukac winnego w kimś obcym, nie znaczy to, że tak powinno być
              ,ale taka jest psychika dzieci, zaznaczam dzieci, nie nie dorosłych dzieci
              • reksia do imme 22.01.07, 12:58
                Imme podam Ci przykład.Ja posiadam dwójkę własnych i dwójkę
                pasierbów.Pasirbowie ze wzgledu na odległość 700-800km wakacyjono-feryjno-
                świateczni.
                Pewnego dnia moje dziecko (a było to po powrocie dzieciaka ze szpitala, gdzie
                ostro lekarze walczyli o jego życie i zdrowie -więc mój instynk macierzyński
                był wyjątkowo wyostrzony) dziecko moje podbiegłszy do telefonu radosne nagle
                posmutniało i oczy zaszły mu mgliście .Odłozyło słuchawkę i powiedziało "to
                była chyba mama (tu padło imię pasierba)"
                Okazało się po bliższej późniejszej rozmowie, już z szlochającym cichutko w
                kącie dzieckiem iż zostało zwyzywane od "cudzych bachorów" na które rzekomo
                mój M łoży.
                Imme ja musiałam zagryzać jezyk do krwi, by nie odpłacic w tym
                momencie "pięknym za nadobne".Burze miałam w mózgu przez koleje dwa tygodnie,
                bo nie potrafiłam sie pogodzic z faktem ze przez MOJĄ NIEUWAGĘ (nie pasierb)
                MOJE DZIECKO zostało skrzywdzone.

                Dziś nie mam w domu telefonu stacjonarnego. Zrezygnowałam by chronić własne
                dzieci.

                Ja jako kobieta posiadająca własne potomstwo i co za tym idzie silny instynkt
                macierzyński nie "odegram się" za zaistniałą sytuację na pasierbach.


                Zdarzają się jednak sytuację gdy macochą zostaje kobieta nie mająca np
                własnych dzieci, nie posiadajaca instynktu, albo taka która wogóle nie miała
                wczesniej żadnych doświadczeń z dziećmi.

                Moze sie zdarzyć że jej nieumiejętność postępowania z dziećmi będzie brana za
                złośliwość. Ta macoszki nieudolność (wynikająca tylko z braku doświadczenia, a
                nie z braku dobrej woli,czy chęci) może być brana za np wredność co dla np
                młodej osoby może być szczególnie krzywdzące.

                Imme sytuacje sa rózne, ale dziewczyn mają rację rozpad małżeństwa to wina
                partnerów, a nie osób trzecich.

                Bo nawet jesli w gre wchodzi zdrada. To uwierz zdrada nie bierze się z
                niczego.Zdrada często jest wynikiem tłamszonych wczesniej i głębiej innych
                problemów.Problemów dotyczacych jednak związku dwojga partnerów, a nie
                problemów wynikających z obecności i ich zyciu osób trzecich.
                • reksia Re: do imme 22.01.07, 13:15
                  Imme to nie ma znaczenia czy ktos jest macochą czy ojczymem albo w jakich jest
                  korelacjach.
                  Sa ludzie i taborety to wszystko .Byc moze Twoja macocha to taboret. Problemem
                  jest być moze jej strach czy egoizm albo i inne gnębiace ją demony;P

                  Na pewno to, że ona głupio Cię odtrąca jest bolesne.
                  Fakt że czyni tak jeden taboret, nie świadczy o tym ze istnieje jakaś norma w
                  podobnych sytuacjach.
                  To ze moja Exiara skrzywdziła moje dziecko, bo jest taboretem nie znaczy że
                  wszystkie exie sa takie, bo zauważ sa tez takie exie, które potrafią wysyłając
                  dziecko do domu macochy, dołączyc zupełnie po ludzku własnoręcznie zrobione
                  ciacho i o takie relacje warto walczyć i ty tez powinnaś. Dla samej siebiesmileBO
                  ZAWSZE WARTO BYĆ CZŁOWIEKIEM nawet gdy po drugiej stronie masz SUPER TABORETwink)
                  • imme1981 do reksia 22.01.07, 13:27
                    moja droga, że są na świecie taborety wiem też po tym forum, ponieważ ja cały
                    czas, by szanowynch pań nie urazić piszę, że moja macocha to moja macocha, że
                    wiem, że zdarzają się wspaniałe macochy itd. ileż ja razy pisałam, że nie uważam
                    macoch za podludzi,na Boga, sama nią jestem do cholery, więc czyż to by nie było
                    absurdalne? Nie mam raczej tendencji do wywnętrzniania się na forum, wśród
                    obcych, którzy na dodatek kompletnie nie potrafią czytać ze zrozumieniem, ale
                    musiałam opisać swoją sytuację by główna myśl została właściwie odebrana, ale
                    niestety nie została, bo niektóre z dziewczyn nadal uważa, że ja nienawidze
                    gatunku jakim jest macocha. a to nie jest tak. nie pisałam o nikim personalnie,
                    zaznaczam po raz czwarty, to była refleksja, ponieważ jestem DDR i macochą
                    jednocześnie, opisałam to jaka mialam macochę i dlaczego chcę być dobrą macochą
                    do syna mojego partnera, opisałam co znaczy DLA MNIE dobra macocha, jaka chce
                    być, a Wy sobie bądźcie jakie chcecie. Ja nikogo nie chce pouczać, nie chcę
                    generalizować, natomiast wiele osób tutaj robi to za mnie, ale w odwrotnym
                    kierunku. dlatego raz jeszcze zaznaczam kocham dobre macochy i krytykuje te złe
                    jak moja i mam do tego prawo jak każda z Was psiocząca na Exie, pasierbów i
                    pasierbice plujące na Was itd.
                    Zrozumiano? Błagam, niech odpowiedz będzie pozytywna, bo połamałam już paznokcie
                    na klawiaturze.
                    Pozdrawiam:]
                    • reksia do imme 22.01.07, 13:44
                      Imme wyluzujsmile Kobitki pisząc czasem chca tylko wskazać na rózne drobne
                      niuanse, moze sie wydawać ze odnosi sie to do Ciebie, ale to błędne
                      spostrzeżenie. Ogólnie każdy wypowiada się na TEMAT zawarty w watkusmile Czasem
                      powołując sie na takie a nie inne zdanie. Nie jest to jednak tożsame z oceną
                      Twojej osobysmile, ja często tez mylnie, zbyt osobiście odbieram takie czy inne
                      dotyczące watku, a nie mnie osobiście zdanie.Zdarza się to chyba kazdej z nas wink

                      Jesli chodzi o wypowiedź Mangoldy to mangoda jest forumowym prowokatorem i
                      wszyscy o tym wiedzą smile). Ty jako nowa tu osoba, dałaś się je na tą prowokację
                      złapać wink
                      • imme1981 do reksia 22.01.07, 14:10
                        reksiu, jestem beznadziejnie wyluzowana:]jutro mam egzamin na prawko i już biorę
                        Persen, działa
                        ponieważ ja pisałam ogólnie sądziłam, że ogólnie zostanie to potraktowane, by
                        sobie podyskutować, wymienić się poglądami, doświadczeniami i pomysłami jak
                        sobie radzić z problemami, ale gdy zostałam zaatakowana personalnie i zaczęto
                        pytać o moje doświadczenie i domniemywać, że pewnie mama mi spaprała wizję
                        udanego związku, albo, że krytykuję niesprawiedliwie macochę ponieważ jej nie
                        powinno zależeć na stosunkach musiałam się zaangażować i osobiście bardzo
                        odpisać, denerwowałam się tylko w chwili, gdy mylnie odczytywano moje słowa lub
                        doszukiwano się jakis absurdalnych wręcz wytłumaczeń tak jakbym krytykowała
                        macochy tutaj a one chciały sie bronić i wpierać mi, że nie mam racji, ale tak
                        jestem wyluzowana i uśmiechnięta i tego samego wam życzę :]
                        • reksia Re: do reksia 22.01.07, 14:13
                          heheheehe Imme smile))napisałaś:

                          > jestem wyluzowana i uśmiechnięta i tego samego wam życzę :]

                          WAM czyli komu? bo ja tu sama siedzę;P)))))
                    • kasia_kasia13 Re: do reksia 22.01.07, 14:17
                      > Zrozumiano? Błagam, niech odpowiedz będzie pozytywna, bo połamałam już
                      paznokci
                      > e
                      > na klawiaturze.

                      Nie wiem, czy to Cie pocieszy, ale ja zrozumialam Twoj post wink
          • m-m-m Re: do reksi 22.01.07, 12:23
            dziecko raczej nie zrzuca winy na ojczyma czy macochę, chyba że rodzic rozbił
            rodzinę, by wejść w związek z obecnym partnerem, wtedy nie dziwota, że obwinia


            Zły adresat! Za rozwód obwiniać trzeba tych którzy się rozwodzili, jeśli to
            rodzice to nie ma innej drogi jak wybaczenie im.
            Jeśli dziecko obwinia macochę/ojczyma to tak naprawdę nie chce przyjąć do
            wiedzy, że to wina jego idealnych rodziców i stąd zrzuca odpowiedzialnosć na
            kozła ofiarnego jakim jest nowy partner. Mało które dziecko rozwodników przyzna
            się same przed sobą już jako dorosły człowiek, że to rodzice byli temu winni, a
            nie osoby trzecie.
      • imme1981 Re: DDR 22.01.07, 11:38
        >Nie zgadzam się , bo uważam, że dzieci partnera nie są najważniejsze - są
        > ROWNOWAŻNE temu partnerowi. To, że dzieci te będa miały jakieś tam problemy w
        > przyszosci to problem ich rodziców. Nie pojmuję z jakiej paki partner rodzica
        > ma brać odpowiedzialność za owe dzieci.

        chyba czegoś nie zrozumiałam, czy dobro wszystkich dzieci jest jednoznaczne z z
        krzywdą partnera? o ważności dzieci pisałam w kontekście mieszania ich w sprawy
        dorosłych i nie oszukujmy się, bardzo często macochy również wyrządzają krzywdę,
        nawet jeśli nieświadomie. Dzieci mają być najważniejsze jeśli chodzi o ich
        zdrowie psychiczne a nie alimenty, dawanie prezetów, wyjazdy i inne pierdoły.
        Masz rację, że to głównie rodzice odpowiadają w sytuacji gdy rozpada im się
        rodzina, ale przyszli partnerzy rozwodników także, bo gdy dziecko przyjeżdża w
        odiwedziny, przyjeżdża także do nowej rodziny ojca i nie wyobrażam sobie by
        macocha miała w nosie to dziecko. Nie miałam na myśli opieki i zastąpywania mu
        matki i to wyraźnie zaznaczyłam w poście, ale przede wszystkim by zachowywała
        się po ludzku i nie krzywdziła żadnego dziecka swoimi urojeniami, a takie
        macochy się zdarzają.takie kobiety myślą o interesie tylko swoim i swoich
        dzieci, tylko to znaczy, że mają gdzieś sprawy dziecka swojego partnera i
        uważam, że jest to złe. Powinno się mieć na względzie wszystkie dzieci, a
        stopień zaangażowania zależy już od macochy. Tak jak pisałam, nie musi kochac,
        ale nie powinna krzywdzić.
        > Po sobie wiem, że najważniejsza jest psychoterapia takiego dziecka.
        > Partner rodzica może (wyłącznie moze, ale nic nie musi!!) wziąć w niej udzia
        > jeśli samemu mu trudno zaakceptwać istnienie takiego dziecka i nie umie sobie
        > sam tego wytłumaczyć.
        Nie pisałam, że musi. Napisałam, że jeśli jest sytuacja, że dziecko sobie nie
        radzi i tak jak w przypadku zonki77 doświadcza tego cała rodzina, czyli również
        macocha, dziecko zachowuje się inaczej niż powinno w czasie wizyty w nowym domu
        ojca, na terapię powinna udać się także partnera ojca, by wiedzieć jak ma się
        wobec tego dziecka zachowywać, chyba że macocha w chwili wizyty zamyka się na
        klucz i nie chce mieć do czynienia z dzieckiem. Terapia na pewno jest KONIECZNA
        gdy go nie akceptuje.
        >A niby z
        > jakiej racji masz takie roszczenia wobec kogoś, kto naprawdę nie ma żadnych
        > praw wobec takiego dziecka, a ma mieć jak widzę obowiązki.
        To nie mają być obowiązki tylko zwykły ludzki odruch. I nie pisałam o
        obowiązkach, tylko o niekrzywdzeniu i zadbaniu razem z partnerem o to, by
        dziecko w domu czuło się dobrze. Czy to jest dziwne? Nienormalne?
        Gdy ja mam macochę, która mówi przy mojej siostrze, że ja rozbijam rodzine i że
        do niej nie należę, bo już jestem dorosła jest typową postawą niezobowiązującą?
        Czy patologią?
        > Forum DDR jest miejscem da ludzi skrzywdzonych przez rozwód rodziców. Byłam tam
        >
        > kilka razy z ciekawości, ale dla mnie, po gruntownej psychoterapii nie ma tam
        > nic ciekawego.
        Gratuluję udanej terapii. Ale pamietaj, że tam są ludzie, którzy cierpią, ale
        nie zdają sobie jeszcze sprawy, że potrzebują terapii. Nie zadbali o to ich
        rodzice gdy byli mali i oni sami teraz się miotają, nie wiedzą skąd mają jakieś
        tam problemy. Ja też, dzieki temu forum uznałam, że powinnam się udać na
        terapię. Poprosiłam o namiary na dobrego psychologa, ale o takiego też trudno.
        Może Ty mi kogoś polecisz w takim razie, skoro u Ciebie terapia odniosła skutek.
        > Jednakowoż uważam, że zaich stan dopóki byli dziećmi niepełnoletnimi
        > odpowiadali wyłącznie ich rodzice (a nie partnerzy rodziców!), a teraz ak są
        > dorośli odpowiadają wyłącznie oni sami za siebie
        Tak, ale ich dorosłe problemy wynikają z zaniedbania i bycie dorosłym nic tu nie
        zmiania, jedynie tylko możliwość uświadomienia sobie problemu i poradzenia, ale
        czasami zajmuje to dużo czasu. Ja w wieku 24 lat uświadomiłam sobie, że coś jest
        nie tak, a teraz dopiero chce iść na terapię.

        Pozdrawiam
        • dominika303 Re: DDR 22.01.07, 11:48
          Imme,
          czy ty dopiero teraz uznałas że maoccha cię skrzywdziła? a gdzie był twój
          ojciec gdy macocha mówiła takie rzeczy?
          No i czy ty przypadkiem nie szukasz dziury w całym?
          wiesz ja tez ma rodziców po rozwodzie, ale jakos nigdy do głowy mi nie
          przyszło, że przez to, że ojciec ma nową kobietę, ja mam problemy z otwartością
          wobec płci przeciwnej!
          Moze poprostu jestes niesmiała??
          Moze ktos w młodosci dał ci kosza i to rzutuje teraz na twoje problemy z
          mężczyznami??
          Powodów moze być wiele, i posiadanie macochy jest raczej na samym końcu tej
          listy powdów, kóre mogły spowodwoac u ciebie blokady!
          A moze matak w dzieciństwi ci wmaiwała, ze każdy facet to drań ??
          Albo babka ? widzac miotajaca sie twoja matkę??

          pozdrawiam
        • mamaika Re: DDR 22.01.07, 12:12
          Imme zupełnie poważnie i bez złośliwości. Przeczytaj swoje teksty bardzo
          uważnie . I zasuwaj na terapię . I z ciekawości dlaczego Twoja macocha aż tak
          Cie nie trawi ? Ot tak z czystej macoszej natury zapewne. A z doświadczeń
          osobistych jako i macochy i pasierbicy powiem Ci jedno : relacje zależą od obu
          stron układanki
        • m-m-m Re: DDR 22.01.07, 12:12
          bardzo często macochy również wyrządzają krzywdę,
          nawet jeśli nieświadomie. Dzieci mają być najważniejsze jeśli chodzi o ich
          zdrowie psychiczne a nie alimenty, dawanie prezetów, wyjazdy i inne pierdoły.


          Ale zaraz, zaraz...jeśli macocha/ojczym tak postępuje to kto tak naprawdę ma
          rozmawiać z macochą? Ja uważam, że rodzic dziecka partner macochy, bo sama
          macocha/ojczym często nie zdają sobie sprawy ze swojego postępowania. Tu cały
          czas odpowiedzialny jest rodzic dziecka, a nie macocha/ojczym.


          takie kobiety myślą o interesie tylko swoim i swoich
          > dzieci, tylko to znaczy, że mają gdzieś sprawy dziecka swojego partnera i
          > uważam, że jest to złe. Powinno się mieć na względzie wszystkie dzieci, a
          > stopień zaangażowania zależy już od macochy.


          Exowe też myślą tylko interesach swoich dzieci, a nie o interesach dziecka
          kolejnego jakie ma ich były partner z nową osobą.
          O interesy wszystkich SWOICH dzieci powinien dbac ich rodzic bilogiczny, w tym
          wypadku ojciec. I to on ma obowiązek myśleć równo o wszystkich dziciach, które
          ma. Macocha nie musi tarktować równo dzieci swoich i pasierbów.


          > To nie mają być obowiązki tylko zwykły ludzki odruch


          Odruch zakłada działanie jednorazowe. Gdy pewne zachowania się powtarzają
          reakcja na nie nie jest już ludzkim odruchem, tylko powtarzalnym działaniem,
          często dla osoby, która dziecka nie kocha po prostu mocno uciążliwym.


          Gdy ja mam macochę, która mówi przy mojej siostrze, że ja rozbijam rodzine i że
          > do niej nie należę, bo już jestem dorosła jest typową postawą
          niezobowiązującą?
          > Czy patologią?


          Nie to świadczy o Twoim ojcu, że nic z tym nie umie zrobić. To on nie powinien
          dopuszczać do konfrontacji: Ty - macocha. To on powinien rozmawiać z żona i z
          Tobą na temat Waszych wspólnych relacji, to jego zadanie i tego powinnaś od
          ojca oczekiwać.


          Gratuluję udanej terapii. Ale pamietaj, że tam są ludzie, którzy cierpią, ale
          > nie zdają sobie jeszcze sprawy, że potrzebują terapii. Nie zadbali o to ich
          > rodzice gdy byli mali i oni sami teraz się miotają, nie wiedzą skąd mają
          jakieś
          > tam problemy. Ja też, dzieki temu forum uznałam, że powinnam się udać na
          > terapię. Poprosiłam o namiary na dobrego psychologa, ale o takiego też trudno.
          > Może Ty mi kogoś polecisz w takim razie, skoro u Ciebie terapia odniosła
          skutek


          Tak z terapii jestem bardzo zadowolona.
          U mnie poza rozwodem rodziców do pełni stresów doszła jeszcze ich śmierć (czyli
          trauma potrójna) i konieczność opieki nad starą bardzo babcią matką mojej
          matki. Też miałam wtedy 24 lata.
          Terapię odbyłam 11 lat temu, słyszałam, że jeszcze 3 lata temu kosztowała ona
          150 zł za godzinę. Prowadziły ją wspólnie dwie kobiety: lekarz psychiatra i
          psycholog kliniczny w Warszawie. Trwała 5 miesięcy (spotkania co tydzień). Tel
          do pań dam Ci na priva jeśli będziesz zainteresowana.
          Póki co mogę Ci polecić dwie niezłe książki:
          "Dorosłe dzieci rozwiedzionych rdziców" i "W zgodzie z rodzicami" - autorów
          podam Ci jak sprawdzę w domu, bo nazwisk nie pamiętam.
          • reksia do m-m-m 22.01.07, 12:26
            M-m-m podaj autorów na ogólnym, ja bym z chęcią też zerknęła na te pozycje

            >Póki co mogę Ci polecić dwie niezłe książki:
            >"Dorosłe dzieci rozwiedzionych rdziców" i "W zgodzie z rodzicami" - autorów
            >podam Ci jak sprawdzę w domu, bo nazwisk nie pamiętam.
    • mamaika Re: DDR 22.01.07, 11:17
      Imme wybacz,ale jestem zdania,że i ja jestem równie ważna jak dzieci mojego M,
      a on jest równie ważny jak pozostałe osoby układanki.
      Egoizm ...hmm...nie ,zwyczajny zdrowy rozsądek.
    • mangolda Re: DDR 22.01.07, 11:51
      W życi zdarzają się rózne tragedie - wypadki, choroby, odejście ojca.
      Jesli np. toś w wypadku straci nogę, to na zawsze pozostanie już kaleką,
      podobnie jeśli straci ojca. Co się stalo to się nie odstanie i nie ma sensu
      wmawiać kalece bez nogi, że jest tak samo sprawny jak wiekszość ludzi, podobnie
      jak nie ma sensu wmawiac dzieciom z rozbitych rodzin, że nie są uposledzone
      spolecznie. Nie jest też naszą (macoch) sprawą ubolewać nad kalectwem obcych
      nam ludzi.
    • imme1981 odpowiadam na zarzuty 22.01.07, 12:45
      przepraszam, nie pojmuję zdania niektórych osób i nie chcę już dyskusji
      rozwijać, ponieważ ja swojego zdania zawartego w poście nie zmienię, uważam, że
      wyraziłam się jasno, to była tylko refleksja i mój osobisty pogląd, który sama
      wprowadzam w swoje życie czyli nie mam zamiaru olewać sytuacji gdy widzę, że
      dziecko mojego partnera nie radzi sobie z jego nieobecnością w codziennym życiu
      i sama zaproponuję byśmy razem się wybrali do psychologa by dowiedzieć się, co
      czynić by dziecko w naszym domu nie czuło się gorsze, by czuło się dobrze i
      chciało do tego domu wracać, problemy dotyczące jak dziecku tłumaczyć, dlaczego
      jego rodzice nie są razem zostawiam rodzicom, bo to jest już ich działka, ale
      nie zamierzam milczeć gdy zauważę, że dziecko sobie nie radzi i nikt z tym nic
      nie robi, lub nie ma w tym działaniu konsekwencji, to tyle co chcę zrobić jako
      człowiek i jako macocha i to była główna myśl mojego postu.
      wracając do mojej sytuacji rodzinnej, odpowiadając na posta DOMINIKI303.
      prosiłabym przede wszystkim o uważne czytanie. nie pisałam, że obwiniam macochę
      o cokolwiek, a już tym bardziej za problemy z nawiązaniem kontaktu z płcią
      przeciwną. jestem w szczęśliwym związku, i problemy jakie wynikają z trudnego
      niebywale dzieciństwa, chcę rozwiązać sama i nikogo o nie nie obwiniam, po
      prostu stwierdzam fakt, że mam problemy wynikające z nieobecności ojca i
      rodziców w ogóle od 5 roku mojego życia. ani mama ani babcia nie mówiły mi, że
      faceci to dranie, nie mam awersji do mężczyzn, nie mam problemów z kontaktami
      międzyludzkimi.
      to że macocha mnie nienawidzi jest winą także mojego ojca, który ewidentnie
      sobie nie radzi z całą sytuacją, ale to, że on na to nie jest w stanie nic
      zaradzić (bo jest niedojrzały) nie oznacza, że macocha ma prawo zachowywać się
      wobec mnie karygodnie. dziś mam ją w d... i traktuję neutralnie ze względu na
      tatę i siostrę, ale nie wybaczę jej nigdy, że przez swoją zazdrość, urojoną i
      tak samo urojony lęk, że ja mogę rozbić rodzinę (ponieważ nigdy jako nastolatka
      i jako osoba dorosła nie próbowałam mieszać w ich związku, NIGDY). Kobieta ta
      nie radzi sobie ze świadomością, że wyszła za rozwodnika i że ja jestem dowodem
      na miłość jej męża wobec innej kobiety. Robi wszystko by zniszczyć mój kontakt z
      siostrą, która w wieku 7 lat mówi "moja mama bardzo cię nie lubi, ale nie martw
      się, ja cie kocham, tata i babcia" i mów to sama z siebie, ie w odpowiedzi na
      mój zarzut wobec jej matki, ponieważ siostrze nigdy nie powiedziałam nic złego o
      jej matce. macocha nazywa mnie "kur..." ponieważ jej zdaniem chcę przekupić
      dziecko kupując jej dwa serki, przekupić bo jej zdaniem jestem fałszywa i tak
      naprawdę nienawidzę ani jej, zaznaczam JEJ, córki i chcę im odebrać tatę, ja
      26-letnia osoba wychodząca za mąż. Dodam, że tata wraz z rodziną mieszkają w
      Kanadzie i nawet gdybym chciała rozbić, miałabym utrudnione zadanie. Hm, jeszcze
      coś napisać o tej kobiecie byście dały mi spokój z szfladkowaniem mnie w jakiejś
      strasznie steretotypowej grupie dzieci "upośledzonych społecznie". Własnie
      mangolda, żona mojego taty miała pełną rodzinę i wiesz co? uważam, że z nas
      dwóch to ona jest upośledzona nie ja. Natomiast gdy czytałam Twoje posty odnoszę
      wrażenie, że ty masz problem z akcpetacją pewnych faktów i szukasz winy nie w
      sobie, tylko w dzieciach, które traktujesz niczym Adolf Hitler Żydów, jako
      podludzi, których powinno się odseparowac od społeczeństwa. Ja bardzo bym
      chciała, by odseparowywano ludzi o tak wązkim i chorym myśleniu jak Ty, by
      nikogo więcej nie spotkała żadna krzywda.
      Dziękuję wszystkim za dyskusję.
      Pozdrawiam
      • zonka77 imme, co do magnoldy 22.01.07, 12:54
        nie przejmuj się jej głupkowatymi postami...no co ty. To właśnie jest osoba
        niesprawna społecznie, sama czasem nie wytrzymuję i coś do niej piszę jak
        powyżej, ale w sumie to zaraz mi przechodzi, jest ostatnią osobą na świecie
        której zdanie ma znaczenie. W ogóle ją olej, ja sobie chyba ją "wyszarzę" bo
        szkoda czasu na czytanie jej wypocin.
        Czasem myślę że to jakiś troll który się dobrze bawi wzbudzając emocje innych.
        Tym bardziej trzeba ją olać.
        • zonka77 a co do całego wątku 22.01.07, 12:56
          To ja jeszcze chętnie napiszę parę zdań, tylko teraz muszę już lecieć. Jak
          znajdę chwilę to chciałam zwrócić uwagę na kilka spraw.
          Dziewczyny, każda odnosi się zawsze do swojej sytuacji i chyba nie czytamy
          czasem dokładnie co ktoś chciał napisać a tylko tłumaczymy sobie co my chcemy
          poczytać.
      • m-m-m Re: odpowiadam na zarzuty 22.01.07, 12:56
        to że macocha mnie nienawidzi jest winą także mojego ojca, który ewidentnie
        sobie nie radzi z całą sytuacją, ale to, że on na to nie jest w stanie nic
        zaradzić (bo jest niedojrzały) nie oznacza, że macocha ma prawo zachowywać się
        wobec mnie karygodnie.


        Nie ma prawa zachowywać się karygodnie, ale od tego jest Twój ojciec by ją
        pohamować i zadbać o Wasze relacje. Nie ona sama. Ponieważ on sobie z tym nie
        radzi to jest jak jest i niestety inaczej nie będzie.
        Ty chcesz by to partner rodzica umiał się sam z siebie zachowywać stosownie
        wobec dziecka tegoż rodzica i wten sposób wziął odpowiedzialność za relacje z
        obcym mu dzieckiem. Nic bardziej mylnego. Niby jaki interes ma w tym macocha by
        Cię hołubić poza Twoim własnym, byś nie czuła się na obrzeżach nowej rodziny
        ojca? Żaden. To w interesie ojca leży by Twoje i macochy relacje były poprawne.
        • mamaika Re: odpowiadam na zarzuty 22.01.07, 13:06
          Ponieważ jestem dziś rozbawiona mocno ale złośliwa pozwolę sobie dodać do
          postu m-m-m
          >Niby jaki interes ma w tym macocha by
          > Cię hołubić poza Twoim własnym, byś nie czuła się na obrzeżach nowej rodziny
          > ojca? Żaden.
          Oczywiście,że nie ma interesu tylko OBOWIĄZEK . Jednym z głownych zadań
          życiowych macochy a może nawet podstawowym jest obskakiwanie, obłaskawianie,
          zagłaskiwanie , wkakiwanie do d... pasierbom i to nawet jak prezentują postawę
          wściekłego jeża albo plującej na Cię lamy. O matko, przecież to takie
          oczywiste .
          • dominika303 Re: odpowiadam na zarzuty 22.01.07, 13:15
            mamaika > chyba dobrze się bawisz ? smile))


            imme, wiesz, to że ty masz problemy z akceptacją nowej rodziny ojca, to że
            macocha ciebie nie lubi to jest właśnie zadanie dla twojego ojca, a nie macochy!
            Ani ją grzeje, ani ją ziębi czy ty sie dobrze czujesz w tym wszystkim, bo to
            Twój ojciec powinen na nią wpłynąć, aby się pohamowała, a jeśli tego nie
            zrobił, to możesz mieć jedynie do niego pretensje, ze ci zmącił życie, ale nie
            do macochy ! uważasz, ze gdyby ta macocha była inna to było by lepiej ??
            A ja myślę że nie!
            Bo to jak macocha odnosi się do pasierbów wynika tylko i wyłącznie z postawy
            ojca tych pasierbów!!!

            Poza tym gdzies wyzej napisałas że jesteś dowodem na to, ze twoi rodzice się
            kiedys kochali > a macocha nie mogąc tego znieć "wyżywa" sie na tobie!
            Kochana nie wiesz co jej powiedział twój ojciec, a uwierz nie jeden pan,
            twierdzi, ze pierworone to wpadka, i że nie czuł nic do matki dziecka !! że go
            złapała na brzuch itp !!!
            Inną sprawą jest to czy taka osoba w to uwierzy ? > ale jeśli przez X lat
            słyszała taka wersję , to i nie dziwota, ze mogła w to uwierzyć!
            I wracamy do punktu wyjścia > ojciec !!! on musi stać na straży dobra dziecka,
            a nie pokopywac pod nim dołki, jeśłi to zrobił to jedynie można jego za to
            winić a nie jakaś obca babę !
            • mamaika Re: odpowiadam na zarzuty 22.01.07, 13:38
              Dominiko , nie chodzi o zabawę, choć naprawdę mam świetny humor . Jestem
              zdania,że wszystkie relacje między ludzmi opierają się na wzajemności. I nie
              lubię bicia w wielkie dzwony , wciskania na siłę aureoli świętości i
              skrzydeł , nie wierzę też w ludzi z gruntu złych i wstrętnych . Jako że
              pasierbicą byłam a macochą jestem pewne rzeczy widzę niejako z obu punktów
              siedzenia smile, aczkolwiek nie byłam dzieckiem rodziców rozwiedzonych .
              I generalnie mnóstwo ciepłaczków dla wszystkich i życzenia równie dobrego i
              pogodnego nastroju jaki mam smile
            • kasia_kasia13 chwila 22.01.07, 13:42
              dominika303 napisała:

              > mamaika > chyba dobrze się bawisz ? smile))
              >
              >
              > imme, wiesz, to że ty masz problemy z akceptacją nowej rodziny ojca, to że
              > macocha ciebie nie lubi to jest właśnie zadanie dla twojego ojca, a nie
              macochy
              > !
              > Ani ją grzeje, ani ją ziębi czy ty sie dobrze czujesz w tym wszystkim, bo to
              > Twój ojciec powinen na nią wpłynąć, aby się pohamowała, a jeśli tego nie
              > zrobił, to możesz mieć jedynie do niego pretensje, ze ci zmącił życie, ale
              nie
              > do macochy ! uważasz, ze gdyby ta macocha była inna to było by lepiej ??
              > A ja myślę że nie!
              > Bo to jak macocha odnosi się do pasierbów wynika tylko i wyłącznie z postawy
              > ojca tych pasierbów!!!


              Czyli jesli macocha mowi do dzieci, na przyklad : "Wasza matka do s..a i nic
              dziwnego, ze ojciec ja zostawil" to jest to tylko i wylacznie wina ojca, ze na
              to pozwala? A taka macocha jest zupelnie w porzadku, bo w sumie ja ani ziebi
              ani grzeje, jak sie te dzieci czuja?
              Super, w ten sposob mozna usprawiedliwic kazde, ale kazde zachowanie macochy.
              • mamaika Re: chwila 22.01.07, 13:52
                Tyle,że Kasiu takich zachowań to tu nikt nie pochwala i nie usprawiedliwia,
                podobnie jak mówienia przez mamusie ten s...syn was zostawił a teraz ma tą
                k... . I to też jest dla mnie oczywiste. Pewne zachowania są zwyczajnie
                niedopuszczalne i nie ma znaczenia czy tak się zachowuje macocha , eksia, czy
                pasierb . Natomiast niedorzecznością jest dla mnie stawianie wymagań macochom
                przy jednoczesnym zwalnianiu z obowiązku poprawnego zachowania ot choćby
                pasierbów .
                • imme1981 Re: chwila 22.01.07, 13:57
                  a czy ktoś tutaj w jakimkolwiek poście zwalniał z obowiązku pasierbów
                  zachowywania się dobrze wobec ludzi? ja pisałam tylko o pasierbach nie radzących
                  sobie z rozwodem, taki jak opisana przez Zonke77 pasierbica, więc o to cały ten
                  szum?
                  i idąc tokiem myślenia niektórych macoszek tutaj, skoro ona dziecko traktują jak
                  obce i mają mieć w nosie ich losy, do jakim prawem dziecko ma być miłe dla
                  macochy? bo jest to żona taty? nie uważacie, że macie podobne również wymagania?
                  to tylko dziecko ma obowiązek zachowywać się grzecznie a macochy nie, bo to nie
                  ich dziecko? masz rację mamika, wszystko opiera się na wzajmeności o czym tutaj
                  się czasami zapomina
                  pozdrawiam:]
                • kasia_kasia13 Re: chwila 22.01.07, 14:02
                  mamaika napisała:

                  > Tyle,że Kasiu takich zachowań to tu nikt nie pochwala i nie usprawiedliwia,
                  > podobnie jak mówienia przez mamusie ten s...syn was zostawił a teraz ma tą
                  > k... . I to też jest dla mnie oczywiste. Pewne zachowania są zwyczajnie
                  > niedopuszczalne i nie ma znaczenia czy tak się zachowuje macocha , eksia, czy
                  > pasierb .

                  To sa wlasnie zachowania _karygodne_. A na Imme naskoczono, ze niby dlaczego
                  macocha sie zachowywac przyzwoicie, skoro nie lezy to w jej interesie.

            • zonka77 Re: odpowiadam na zarzuty 22.01.07, 16:42
              dominika tak czytam co piszesz i zastanawiam się dlaczego sad

              > Ani ją grzeje, ani ją ziębi czy ty sie dobrze czujesz w tym wszystkim, bo to
              > Twój ojciec powinen na nią wpłynąć, aby się pohamowała, a jeśli tego nie
              > zrobił, to możesz mieć jedynie do niego pretensje, ze ci zmącił życie, ale nie
              > do macochy ! uważasz, ze gdyby ta macocha była inna to było by lepiej ??

              Czy ty naprawdę nie przesadzasz? Tak poza wszystkim to zwyczajny ludzki odruch
              już nie obowiązuje? Nie chodzi o miłość, o wielkie starania względem pasierbów.
              Chodzi przynajmniej o neutralność...

              > Poza tym gdzies wyzej napisałas że jesteś dowodem na to, ze twoi rodzice się
              > kiedys kochali > a macocha nie mogąc tego znieć "wyżywa" sie na tobie!
              > Kochana nie wiesz co jej powiedział twój ojciec, a uwierz nie jeden pan,
              > twierdzi, ze pierworone to wpadka, i że nie czuł nic do matki dziecka !! że go
              > złapała na brzuch itp !!!
              > Inną sprawą jest to czy taka osoba w to uwierzy ? > ale jeśli przez X lat
              > słyszała taka wersję , to i nie dziwota, ze mogła w to uwierzyć!

              No wiesz, już oceniłaś tego ojca. A może wręcz odwrotnie jej mówił i dlatego ona
              z zazdrości umiera?

              Za wszelką cenę chcecie macochę wybielić.
              A może to faktycznie chora z zazdrości kobieta?
              Tak, myślę że miałoby znaczenie gdyby była to inna kobieta.
              Mogłaby być taka która nie czułaby nienawiści do pasierbicy tylko za to że jest.
              Taka która cieszyłaby się ze dzieci M mają ze sobą dobry kontakt a nie umierała
              z zazdrości z tego powodu...

              Dziewczyny jakieś minimum od siebie to chyba można okazać tym dzieciakom ...
              naprawdę biorąc za męża dzieciatego faceta wypadałoby chociaż zaakceptować fakt
              istnienia dziecka i postarać się chociaż go nie nienawidzieć. To takie ludzkie
              minimum, nie sądzicie?
              • dominika303 Re: odpowiadam na zarzuty 22.01.07, 19:52
                zonka77,
                ja tylko założyłam jedną z hipotez,(pózniej musiałam zająć się pracą i nie
                miałam czasu na opisanie odwrotnej sytuacji ) a to, ze ta kobieta jest ..
                ( ...).... tez to zauwazyłam, ktoś jej w głowie nakręcił i namącił, czy to ona
                sama sobie, czy też dobre koleżanki - nie ważne, ważne w tym wszystkim jest to,
                że ojciec imme nie dał oporu takiemu traktowaniu swej córki przez macochę!
                A takie sorrki smucenie, ze jedynie mógłby sie rozwieść ale tego nie zrobi dla
                młodszego dziecka to ja nie kupuję!!!!
                Albo baba przegina jako to nam imme opisuje i facet stawia temu opór, albo było
                trochę inaczej !!!
                To że kobieta moze byc chora psychicznie tez niewykluczone, ale od tego są
                specjaliści .

                pozdrawiam

                tez jestm dzieckiem rozwodników, ale ja sie na siłe nie doszkiwałam i
                niedoszukuję przywar macochy, jest jaka jest, mój ojcec ja kocha i to się liczy!
                Ja jej kochac nie musze i to tez jest ważne!
                A moja matka tez ideałam nie była, skoro ojciec związał się z kochanką, gdyby
                była ideałaem, ojciec nie maiłby kochanki!


                Imme współczuję ci takiej macochy, ale wieczne trwanie w przeszłosci i
                rozważania nad nią nie mają sensu .
                Kochasz ojca, chcesz go widywać, to rób to!
                Nie masz ochoty na kontakt z macochą, to powiedz to ojcu i koniec, jako dorosła
                osoba nie możesz byc przmuszona do konatktów z nią.
                Dziewczyno szkoda życia na taka macochę.
                Pal ja licho, niech sie kisi w swym "bigosie".

                To , ze chcesz pomóc swemu pasierbowi, to csie chwali, ale pamiętaj on ma
                rodziców, jeśłi oni nie zauważa żadnego problemu, to twoje zgałaszne do nich
                problemy będa odbierane jako atak na ich umiejętności rodzicielskie i to może
                nie być miłe!

                Pozdrawiam


                • imme1981 do dominika303 22.01.07, 20:07
                  > że ojciec imme nie dał oporu takiemu traktowaniu swej córki przez macochę!
                  > A takie sorrki smucenie, ze jedynie mógłby sie rozwieść ale tego nie zrobi dla
                  > młodszego dziecka to ja nie kupuję!!!!
                  > Albo baba przegina jako to nam imme opisuje i facet stawia temu opór, albo było

                  oj Dominiko, to nie jest smucenie, pisałam niżej, że wiele razy jej zwracał
                  uwagę i nalegał na wizytę u specjalisty, ale ona się uparła i nie ma zamiaru nic
                  zmieniać, co w takiej sytuacji zrobić? rozwód? owszem, ale jak już wspomniałam
                  nie chcę by cierpiała moja siostra, on też nie chce, co może więcej? lać ją?
                  zakneblować? przecież widać, że sytuacja jest bardzo trudna


                  > Ja jej kochac nie musze i to tez jest ważne!
                  > A moja matka tez ideałam nie była, skoro ojciec związał się z kochanką, gdyby
                  > była ideałaem, ojciec nie maiłby kochanki!

                  owszem zgodzę sie, że często winę za rozwód ponoszą oboje, ale w moim przypadku
                  tak nie było, więc to nie jest reguła





                  > Imme współczuję ci takiej macochy, ale wieczne trwanie w przeszłosci i
                  > rozważania nad nią nie mają sensu .
                  > Kochasz ojca, chcesz go widywać, to rób to!
                  > Nie masz ochoty na kontakt z macochą, to powiedz to ojcu i koniec, jako dorosła

                  wiesz, gdyby nie wpieranie mi, że jestem zazdrosna o macochę i robienia ze mnie
                  niezrównoważonej w ogóle bym nie pisała o macosze, więc to, że o niej
                  wspomniałam, miało być w końcu dowodem na to, że nie zawsze macochy mają rację i
                  potrafią krzywdzić bardzo boleśnie, jeśli stają się macochami kobiety
                  niedojrzałe, a nie na to, że tkwię w przeszłości, gdyby tkwiła pewnie teraz
                  siedziałabym w pokoju bez klamek :] więc spokój wodza

                  > To , ze chcesz pomóc swemu pasierbowi, to csie chwali, ale pamiętaj on ma
                  > rodziców, jeśłi oni nie zauważa żadnego problemu, to twoje zgałaszne do nich
                  > problemy będa odbierane jako atak na ich umiejętności rodzicielskie i to może
                  > nie być miłe!
                  >
                  masz rację, dlatego o pewnych niepokojących mnie sprawach dotyczących pasierba
                  chcę na spokojnie informować mojego partnera, jest bardzo wyrozumiały i wie, że
                  nie chcę źle dla jego syna, gorzej z matką, dlatego z nią o tym rozmawiać nie
                  będę, zrobię wszystko to, co do mnie należy, ale na siłę nie chcę walczyć, gdy
                  siły i woli do walki o dobro dziecka nie mają jego rodzice

                  Pozdrawiam ciepło
        • imme1981 do m-m-m 22.01.07, 13:12
          wiesz, ja nie miałabym problemu gdyby ta kobieta miała takie jazdy jak każda,
          ale jej zachowanie jest ekstremalne i chore. tata zwraca jej uwagę, ale ona
          wtedy wysuwa argument, że to ja chcę rozbić rodzinę i właśnie to robię, ponieważ
          on zwraca jej uwagę a nie mnie (bo mnie nie musi, taka jest prawda). Ona sobie
          nie radzi, rozumiem, że może być zazdrosna i takie tam, ale ona chce zniszczyć
          to co ja zbudowałam razem z tatą i siostrą, ona po prostu chce bym zniknęła z
          ich życia, a to jest niemożliwe. Dziwi to wszystko jeszcze bardziej patrząc na
          to, że ja kontakt z tatą mam tylko telefoniczny, widzimy się raz na trzy lata. O
          co ona jest zazdrosna? O telefony na urodziny czy święta? Od taty niczego nie
          oczekuję poza tym by był i dbał, by moja siostra wiedziała, że ma "Big Sister",
          która ją kocha i o niej pamięta. Nie może być zazdrosna więc o prezenty, paczki,
          pieniądze, ponieważ ja nic nie dostaję i nie chcę dostawać, nie jestem małym
          dzieckiem. Ona jest chora i nie jest winą taty, że jest chora. Pomijam już jak
          ona traktuje moją siostrę, odzywa się do niej wulgaranie tylko dlatego, że Mała
          poprosiła mnie o gumę, macocha mówiła "nie sęp bo ci wpierd...", ja nie
          reagowałam, zareagował tata i co? i znowu, że "on nie będzie jej mówić, jak ma
          dziecko wychowywać i niech pilnuje lepiej "swojej Emilki", absurd! To nie jest
          tak, że tata nie reaguje, ale on nie wie co co zrobić więcej, ja też nie wiem.
          Boli mnie to, bo znowu ucieka w alkohol. Ta kobieta sama niszczy swoją rodzinę.
          NIestety, taka jest prawda i mi nic do tego, nie czuję się w żadnym stopniu za
          to odpowidzialna i prosze, nie każcie mi wykazywać się zrozumieniem, pomyślcie
          jakby to było, gdyby obca dla was kobieta traktowała tak Wasze dziecko.
          Pisałybyście, że sobie nie radzi, że to nie jej wina? na pewno nie. Porsze więc,
          nie bierzecie tego zbyt do siebie tylko dlatego, że jesteście macochami. Ja
          opisuję swoje doświadczenia i nie świadaczy to o tym, że mam takie zdanie o
          macochach.
          I jeśli chodzi o relację, nie nie chciała nigdy, by ona mnie kochała, mam
          kochającą bardzo mamę, ja bardzo bym chciała, by darzyła mnie szacunkiem. Jeśli
          zdrowy, normalny człowiek o jakimś systemie wartości szanuje obcego człowieka,
          dobrze traktuje nawet zwierzęta dlaczego ma nie szanować dziecka swojego
          partnera, nawet jeśli uważa je za całkiem obce. Czy wymagałam zbyt wiele? Nie
          sądzę.
          • dominika303 Re: do m-m-m 22.01.07, 13:23
            imme,
            wiesz co ? żona mojego ojca tez miała takie zapędy , i ja doszłam do wniosku,
            że skoro ja jej przeszkadzam to pozwoliłam jej i ojcu życ ich zyciem, nie
            dzwonię, nie wywyłam kartek na święta i juz!! - jestem dorosła, mam swoje
            zycie, oni są dorosli mają swoje! Nie musze się pchac tam gdzie mnie nie chcą.

            Tobie tego nie radzę, bo każdy jest inny, kazdy chce czegoś innego od życia!

            Ale dla mnie moją rodzina pozostaną tylko moi rodzice ich partnerzy są mi obcy.
            Taka jest prawda i jakoś nie czuje się z tego powodu gorsza, czy tez ułomna.

            W swoim życiu tez nie toleruję pewnych osób i co z tego?? czy wszystkich musze
            kochać, tylko dlatego, ze to czyjeś dziecko lub czyjs wujek ??? NIE.
            • imme1981 do dominika303 22.01.07, 13:36
              błagam, dlaczego ja piszę tak, że nikt nie rozumie sensu tak jak trzeba?
              czy ja napisałam, że chcę by ona mnie lubiła i kochała? napisałam o szacunku,
              napisałam też, że dziś mam ją w poważaniu i jest dobrze. kontaktu nie chcę
              zrywac z tatą i siostrą, tak samo jak oni nie chcą ze mną, z nią nie muszę mieć
              kontaktu i kropka. zresztą jak pisałam, oni mieszkają na kontynencie, kontakt i
              tam mam słaby ze względu na odległość, z nią w rezultacie żaden i jest mi z tym
              dobrze, nie mam z tym problemu i jest super :]
              tata ma rodzinę od 11 lat, od początku ją akcpetowałam i też nie mialam z tym
              problemu i nie mam, to ona ma taki jaki już opisałam, tata jedyne co może zrobic
              to wysłać ją do psychologa lub ją zostawić, pierwszego bezskutecznie próbował,
              drugiego nie chce robić ze względu na córkę,nie chcę kolejnej córki pozbawiać
              ojca. jest w sytuacji bez wyjścia. doma303, nie przyszło Ci do głowy, że ona
              najpierw jest kobietą psychicznie chorą a potem matką i macochą dla mnie (choć
              ja jej tak nie nazywam), ona nie jest zwykłą kobietą nie radzącą sobie, jak
              niektóre kobiety, z zazdrością, ona jest opetana i tyle ntt.
              ja zyję świetnie i nie chcę nic zmieniać
                • imme1981 Re: do dominika303 22.01.07, 14:03
                  ok, napiszę po raz piąty:] wątek wziął się stąd, że po wizycie tu weszłam na DDR
                  i przeczytałam kilka postów ludzi cierpiących i pojawiła się w mojej głowie taka
                  refleksja, napisałam to tutaj, ponieważ jesteśmy macochami, niejako mamy, nawet
                  minimalny wpływ na rozwój dziecka o ile ono spędza z nami i nową rodziną czas,
                  nie widze sensu by pisać o tym na DDR, prawda? to nie jest prowokacja, chciałam
                  tylko się podzielić swoją myślą i nikogo nie oszukuję, nie mam po co, a tym
                  bardziej nie chcę oszukiwać siebie
                  też trzymaj się ciepło
                    • imme1981 do kasi 22.01.07, 14:33
                      wiem, już to zauważyłam, ale za późno, bo mogłam odpuścić tłumaczenie po raz
                      enty to samo, ale cóż...trudno, założę chyba forum dla macoch, które są z
                      dziećmi z rozbitego związku ;]
          • anastazjapotocka Re: do m-m-m 22.01.07, 14:10
            Twoje złe doświadczenia z macochą brzmią przygnębiająco, ale nie wiem, co na
            opisane przez Ciebie sytuacje powiedziałaby macocha.

            Zgadzam się ze stanowiskiem M-m-m, a przy tym jestem macochą zdefiniowaną przez
            Reksię.
            Nie miałam własnych dzieci i nie mam ich ze związku z moim mężem.
            Byłam młoda, kiedy przyszło zmierzyć mi się z problemem pasierbica + jej matka,
            bo one występowały nierozłącznie.
            Byłam pełna dobrej woli w stosunku do pasierbicy, bo BARDZO KOCHAŁAM JEJ OJCA.
            Przysięgam, że choć bardzo się starałam, nic z tego nie wyszło, bo matka tej
            dziewczyny była skuteczniejsza.
            W rezultacie ja i ojciec pasierbicy przeszliśmy przez taką eskalację nienawiści
            obu pań (działających zgodnie), że czasem śnią mi się one po nocach.
            ALE ZAWSZE ODOSIŁAM SIĘ Z SZACUNKIEM I ZE ZROZUMIENIEM DO POTRZEB PASIERBICY,
            BO OPRÓCZ PIENIĘDZY - niczego już dla niej nie miałam.

            Nie uważam, że dzieci są najważniejsze. Dla mnie najważniejsza jestem ja + mój
            mąż + moje koty. I dla nas żyję i staram się ze wszystkich sił.
            Pasierbicy nie ma w moim życiu, choć bywa w życiu swego ojca, który potrafił
            wznieść się na wyżyny i zapomnieć o bólu i rozczarowaniu, jakiego mu nie
            szczędziła córka. I dobrze się stało.
            Mój mąż nie wtrąca się w życie córki (choć się ostatnio wydało, że życzenia
            świąteczne dostałam mailem i to mocno spóźnione na żądanie mojego Chłopa, który
            córce przelał za to na konto 400 zł.)
            Chłopisko przyznało się skruszone, dostałam cudny prezent (Reksia! Było też
            zlizywanie pończoch - trochę łaskocze, cholerka).
            Chłop nie spotkał się też z córką w Warszawie, a perfumy (za 600 zł!)
            przeznaczone dla córki, podarował... zakonnicy (?!).
            Powiedział, że ma do dorosłej przecież, rozumnej i wykształconej córki żal, że
            mnie kobieta nie szanuje i na razie sobie z tym żalem do niej nie radzi.

            Matka mojej pasierbicy strwoniła majątek, który należał się w przyszłości
            pasierbicy: wydała pieniądze przeznaczone na zakup i urządzenie pięknego domu
            we Wrocławiu - dla mojego chłopa to był szok, kiedy się dowiedział, że domu nie
            ma i nie będzie - bo pieniądze "się rozeszły"...
            Wszystkie śliczne ubrania i buciki, które kupowaliśmy w ilościch hurtowych dla
            pasierbicy, zostały przez jej matkę sprzedane na bazarku, a dziecko chodziło
            ubrane jak Kopciuszek...

            Nadal ktoś twierdzi, że nie mam prawa ani ja, ani mój chłop powiedzieć
            pasierbicy, dlaczego wyglądała w dzieciństwie jak sierotka i dlaczego teraz
            mieszka w mieszkanku z dużej płyty, a nie we własnym, pięknym domu z ogrodem?

            Naprawdę mam udawać, że pasierbica miała super-mamusię?
            A wszystkiemu winien był ten łajdak tatuś i ja, zmora-potwora?
            Wolne żarty, panienko.
            • imme1981 do anastazjapotocka 22.01.07, 14:29
              kiedyś miałam z macochą dobry kontakt, ponieważ wychowana bez matki, łaknęłam
              kobiecego towarzystwa, to się jednak zmieniło nie wiem z jakiego powodu, nigdy
              nie dałam jej do zrozumienia, że jej nie akcpetuje, ponieważ bardzo ją lubiłam,
              na pytanie zadane rok temu, dlaczego to wszystko się zmieniło ona odpowiedziała
              "bo wtedy nie byłaś szczera", uznała, że zachowanie 12-letniej dziewczynki,
              pragnącej rodzinnego ciepła, kobiecej obecności jest fałszem, że grałam, bo
              przecież tak naprawdę jej nie akcpetowałam. macocha uważa, że ja ją posądzam o
              to, że moi rodzice nie są razem i dlatego uznała, że ja jej nie toleruję.
              dlaczego tak uznała? nie mam pojęcia, moi rodzice rozwiedli się z innego powodu,
              a tata poznał ją 17 lat po rozwodzie, nigdy więc jej nie obwiniałam i nawet mi
              to do głowy nie przyszło. przeciwnie, cieszyłam się, że tata nie jest sam (mama
              była już w związku i nie myślałam o ich "zejściu" się)
              czy nie jest tak, że gdy ktoś np. zdradza swojego partnera, nie ma zaufania
              wobec niego uważając, że też pewnie jest zdradzany, nawet nie mając ku temu
              podstaw? chyba jest tak w przypadku macochy, uważała, że ja cały czas gram,
              ponieważ ona grała do czasu aż nie wyszła za mojego tatę. to jest mój pogląd na
              ten temat.
              jeśli chodzi o sytuację Twoją współczuję, że tak jest. Jak pisała Reksia,
              zdarzają się taborety wśród ludzi czy to macoch, matek, ojczymów czy ojców i ja
              tego w żaden sposób nie negowałam i nie neguję.
              Pisząc o "dobru dziecka" miałam na myśli sytuację w miarę zdrową, gdzie matka
              jest normalna, normalny ojciec i macocha czy ojczym, którzy potrafią się
              zmobilizować i pójść do poradni w chwili gdy dziecko przeżywa kryzys z powodu
              rozwodu. Terapia nic nie da gdy matka lub ojciec dziecko podjudza przeciw
              drugiemu rodzicowi i jego partnerowi czy partnerce. Nie napisałam też, że dobro
              dziecka kosztem związku. Wierzę, że można osiągnąć cel bez starty dla
              kogokolwiek. Nie jestem za bezwględnym poświęcaniem się. Tak jak ja nie chcę na
              siłe dobrych relacji z macochą po tym co zrobiła, tak wiem, że nie ma sensu na
              siłe starać się o dobre kontakty z dziećmi, które mają namieszane w główce przez
              rodzica, z którym się wychowują. Nic na siłe w sytuacjach, gdy nie ma
              porozumienia. I nie pisałam, by gdy dostanie się policzek nadstawiac drugi ani w
              relacji macocha pasierbica z punktu widzenia pasierbicy i z punktu widzenia
              macochy. Nie napisałam też, że zawsze winny jest łajdak ojciec i jego kobieta.
              Ja pisałam tylko i wyłącznie o kryzysie małego dziecka i pomaganiu mu w
              poradzeniu sobie z tym, ale tylko w sytuacji gdy wszyscy chcą pomóc, gdy ma się
              normalne relacje, w Twoim przypadku nie były normalne, w moim także
              • anastazjapotocka Re: do anastazjapotocka 22.01.07, 14:47
                Imme, tak jak i Ty, wychowałam się bez ojca, z tym, że mnie zabrała Go śmierć i
                nie miałam kogo o to obwiniać.
                Wcale nie uważam, że powinnaś lubić macochę.
                Jesteś dorosła i doskonale wiesz, czy Twoja macocha jest kobietą, która da się
                lubić, czy nie.
                Nie warto mieć wyrzutów sumienia z powodu sympatii, czy antypatii do macochy.
                Nie musisz lubić macochy, jej dzieci, jej matki, jej brata, ani jej kucyka.

                Myślę, że Twoim problemem jest brak ojca przy Tobie, kiedy był Ci potrzebny,
                poczucie odrzucenia przez niego i kompletne zagubienie w świecie mężczyzn -
                znam to. Pewnie minie trochę czasu, zanim nauczysz się nie tylko poruszać w
                świecie mężczyzn, ale także manipulować nimi - czego Ci z całego serca życzę.

                Ojciec jest córce zawsze potrzebny - w każdym wieku - nawet, po to, żeby
                starzejący się przewodnik stada nauczył rozumu młodego samca będącego z jego
                córką.

                Co Ci mogę poradzić?
                Ja mam przynajmniej grób mojego ojca.
                Ale zawsze będę zazdrościć każdej kobiecie WSPANIAŁEGO OJCA. I tylko tego, bo
                całą resztę mam, lub mogę mieć, jeśli zechcę...

                Mogę Ci tylko życzyć wytwałości i pracowitości, to jedyna recepta na życie,
                której potrafię udzielić. W moim przypadku jest skuteczna.
                Naprawdę żal mi Ciebie.
                • imme1981 Re: do anastazjapotocka 22.01.07, 15:07
                  jeśli chodzi o brak ojca, może go sobie tak nie uświadamiałam i nie uświadamiam,
                  jednak nie odczuwam skutków jego nieobecność na płaszczyźnie damsko-męskiej, nie
                  mam z tym problemów, bardziej z okazywaniem czułości
                  natomiast bardziej odczuwam brak mamy i z nią tak naprawdę tęsknię, tata zawsze
                  był dla mnie osobą na drugim miejscu, mama jest moim skarbem i najważniejszą
                  osobą w życiu i tak naprawdę ją pragnę mieć przy sobie, nie tatę, dlatego też
                  absurdalne były zarzuty macochy, że chcę odebrać jej męża i ojca jej córce,
                  nigdy tego nie chciałam, bo jego po prostu nigdy przy mnie nie było, nie wiem co
                  to znaczy mieć tate, wiem co to znaczy mieć tatę raz na jakiś czas i to dla mnie
                  jest sytuacja normalna
                  i nie potrzebny żal naprawdę :]
                  dziękuję i wszystkiego dobrego dla Ciebie
                  • anastazjapotocka Re: do anastazjapotocka 22.01.07, 15:38
                    Dasz sobie radę.
                    Ty masz przynajmniej matkę, na którą możesz liczyć, czego nie może o sobie
                    powiedzieć moja pasierbica, która ma nadużywającą wódki histeryczkę.
                    Wszystkiego najlepszego dla Ciebie.
                    Co tam, fajnie jest być kobietą...
        • kasia_kasia13 Re: odpowiadam na zarzuty 22.01.07, 13:38

          > Nie ma prawa zachowywać się karygodnie, ale od tego jest Twój ojciec by ją
          > pohamować i zadbać o Wasze relacje. Nie ona sama. Ponieważ on sobie z tym nie
          > radzi to jest jak jest i niestety inaczej nie będzie.
          > Ty chcesz by to partner rodzica umiał się sam z siebie zachowywać stosownie
          > wobec dziecka tegoż rodzica i wten sposób wziął odpowiedzialność za relacje z
          > obcym mu dzieckiem. Nic bardziej mylnego. Niby jaki interes ma w tym macocha
          by
          >
          > Cię hołubić poza Twoim własnym, byś nie czuła się na obrzeżach nowej rodziny
          > ojca? Żaden.


          Wiesz, miedzy zachowaniem "karygodnym" a "holubieniem" jest jeszcze cala gama
          innych zachowan. Chocby neutralnych.
          • m-m-m Re: odpowiadam na zarzuty 22.01.07, 14:20
            Akurat Macocha Imme nie wie lub wiedziec nie chce, że może i powina być
            neutrealna. A tatuś Imme tez nic z tym zrobić nie umie. I tu jest pies
            pogrzebany - on sobie z konfliktem obu pań sobie nie radzi i będzie tak jak
            jest.
            • imme1981 Re: odpowiadam na zarzuty 22.01.07, 14:46
              zadam kolejny raz pytanie, a co można zrobić, kiedy zwracanie uwagi nie pomaga,
              nakłanianie do wizyty u psychologa także, ma ją w gębę, na siłe tam zaciągnąć?
              zostawić w cholerę i kolejną córkę zostawić bez ojca? ona ma 7 lat, jak ona by
              to przeżyła? konfliktu nie ma non stop, tylko wtedy gdy jej odpieprza podczas
              pobytu w Polsce, bo nie rozumie, że tata również ze mną raz na trzy lata chce
              pójść na piwo i pogadać, ale mniejsza o to, bo i tak chodzi zawsze razem i mi
              jej obecność nie przeszkadza, awantury robi jak ja wracam do siebie, przestała
              mówić do mnie, teraz od kurew wyzywa mnie przy tacie i siostrze. ehh tam, niech
              wam będzie, ja mam problem ona jest cacy, i tak ją olewam i nie biorę tego do
              siebie, chce tylko dobra dla siostry i taty, niech mi mówi z cztery oczy co o
              mnie mysli a nie im, bo to ich boli, mnie dawno przestało.
              łatwo mówić, że tata mój nie umie sobie poradzić, ja jak na to patrzę z boku
              widzę, że trudno o dobre rozwiązanie, po taty rozmowach z nią to ona musi
              wyrazić chęc na zmianę, ale nie chce i trudno, szybciej osiwieje.
              • m-jak-magi Re: odpowiadam na zarzuty 22.01.07, 14:50
                a moze twoja machoca zamienila sie w taboret ??
                moze po prostu latwo jej bylo zaakceptowac male dziecko bo w jakims stopniu
                bylo zalezne od niej - nie potrafi zaakceptowac doroslej niezaleznej kobiety.
                nie wiem jak z taka sytuacja wlaczyc i czy jest sens walczyc.
                ogranicz kontakty do ojca i swojej przyrodniej siostry a macocha niech zyje
                swoim zyciem.
                to chyba problem twojego ojca zeby sobie z nia radzic ty nie musisz.
                • imme1981 Re: odpowiadam na zarzuty 22.01.07, 15:01
                  tak, masz rację i tak też robię, jak pisałam, nie muszę się wysilać, ponieważ
                  kontakt mam bardzo ograniczony ze względu na odległość jaka nas dzieli. walczyc
                  nie ma sensu, gdy natyka się na mur nie do przebicia, czasami tak bywa i trzeba
                  na tym przejść do porządku dziennego. pozdrawiam
              • m-m-m Re: odpowiadam na zarzuty 22.01.07, 15:40
                Imme, a moża ta Twoja macocha, to exowa mojego męża?
                Zachowanie zbieżea, tyle, że exowa mojego męża ma orzeczoną chorobę psychiczną
                i dawno temu odebrane prawa rodzicielskie...
                Właściwie to o co jej chodzi? Byś nie kontaktowała się z ojcem w ogóle?
                Imme, ojciec Twój jest słaby, bo nie chce/nie umie wyzwolić się z tego układu.
                Ona jest baba-herod, może on jako osoba kiedyś od alkoholu uzależniona tak
                naprawdę podświadomie takiego heroda potrzebuje? Nie wiem, to moje dywagacje.
                Czy ona jest dla niego dobra?

                Napisałam Ci na początku, że bronię macochy na tym forum, bo uważam, że taki
                egzemlarz jaki Ty masz to naprawdę żadkość. Tu, na tym forum często kobiety są
                skołowane, łatwo im wmówić, że coś muszą, ale broń Boże nic nie mogą chcieć w
                zamian dla siebie. Muszą akceptować pasierbów o każdej godzinie dnia i nocy,
                muszą rezygnować z własnej prywatnosci a w zamian często są opluwane przez
                exowe swoich M., że w ogóle są. Najlepiej jakby ich nie było wcale.
                Tu na forum, jest też jedna pasierbica chyba ma nick Kalina, naprawdę jak
                czytam jej posty to czuję, że są możliwe konstruktywne i dobre kontaky
                macocha/pasierbowie, ale niestety jak sama widzisz po swojej sytuaci takich to
                ze świeczką szukać.
                Ja sama pasierbicą dla ojczyma byłam okropną: niestety w tamtych czasach nie
                było takiego pomysłu, żeby z dzieckiem po traumie rozwodowej chodzić na jakąś
                psychoterapię. Fanaberia jakaś, czy co.
                W przeciwieństwie do postów wyżej, ja estem przeciwna Twojej izolacji od ojca.
                To jest Twój ojciec, innego miała nie będziesz. Izoluj się od macochy, ale nie
                od niego.
                • imme1981 do m-m-m 22.01.07, 18:00
                  obawiam się, że nie jest to ex Twojego męża, co potwierdza moją obawę, że takich
                  kobiet jest więcej niż jedna.
                  żona mojego taty wychowała się w pełnej rodzinie, poznałam ją w końcu, po tych
                  latach ukrywania mnie przed jej rodzicami, ze wstydu, że jej mąż jest dzieciatym
                  rozwodnikiem, poznałam i obserwowałam i co zauważyłam? zdominowany ojciec,
                  toksyczna matka, która wpatrzona w córkę mówiła, że jest najwspanialsza na
                  świecie, wiem to też z relacji siostry mojego taty, z którą żona taty dłuuuugo
                  się przyjaźniła do czasu, aż nie wyszła za mąż za niego (dziwne, prawda?), mimo
                  że ze strony siostry była pełna akceptacja związku zresztą cała rodzina to
                  akceptowała, matka wymyśliła by ukrywać przed resztą rodziny moje istnienie,
                  natomiast jak widywały się obie ze mną to "emilko tiu tiu tiu, bla, bla, bla"
                  wazelina totalna, wazelina niepotrzebna, bo ja również akcpetowałam wybór taty.
                  No ale jej sympatyczne podjeście do mnie skończyło się wraz z obrączką i teraz
                  bardzo jej zależy, bym zajęła się swoim życiem, ponieważ jestem już za stara na
                  bycie córką taty, i powinnam zniknąć z ich życia, bo według niej rodzina to ona,
                  tata i ich córka, ja już nie. Ja mam to w nosie, utrzymuję z tata i siostrą
                  kontakt na miarę naszych możliwości i póki co jest dobrze. Dla taty jest dobra w
                  kwestii dbania o dom, jest dobrą gospodynią, dobrze gotuje, dba o porządek itd.,
                  ale wykańcza go psychicznie i tak jak pisałam sięga on po alkohol mimo że kilka
                  dobrych lat nie pił. Mój tata ma silny charakter i nie potrzebuje silnej
                  kobiecej ręki w domu, ma tylko problem jak zmienić jej zdanie o mnie, najlepszym
                  wyjściem, po wielu innych próbach byłoby odejście od niej o czym wspominał, ale
                  nie chce, jak już wspomniałam, zostawiać drugiej córki tylko z matką. Dopiero
                  przy mojej siostrze poczuł co to znaczy być ojcem i chyba nie chce tego
                  zmarnować, myślę, to by go zabiło. Po prostu ona jest uparta i nie chce się
                  zmienić..
                  Rozumiem to, że stajesz w obronie pokrzywdzonych i masz rację pisząc, że
                  kobieta-macocha nie może w imię czegoś tam wystawiać na szwank swojego związku i
                  zdrowia psychicznego, a tak sie dzieje w sytuacjach, gdy rodzice dziecka są
                  niedojrzali, nie potrafią dojść do porozumienia, cierpi na tym dziecko
                  manipulowane przez matkę czy ojca, cierpi na tym ojczym czy macocha opluwane
                  przez zmanipulowane dziecko. Natomiast nie można brać macoch czy ojczymów zawsze
                  w obronę, kurcze, tu nie chodzi o macochy tylko, ale w ogóle o ludzi, nie można
                  nigdy być tak skrajnie subiektywnym w ocenie i mieć tak bardzo granicozne pole
                  widzenia i myślenia, bo to jest krzywdzące, sama to dzis tutaj przeżyłam.
                  Widzisz, ja nie jestem w ogóle okropna pasierbica i bez terapii, ale co z tego
                  jak i tak mnie macocha nienawidzi :] takie to życie, grunt by nie zwariować
                  pozdrawiam serdecznie :]
                  • m-m-m Re: do m-m-m 23.01.07, 08:43
                    Natomiast nie można brać macoch czy ojczymów zawsze
                    w obronę, kurcze, tu nie chodzi o macochy tylko, ale w ogóle o ludzi, nie można
                    nigdy być tak skrajnie subiektywnym w ocenie i mieć tak bardzo granicozne pole
                    widzenia i myślenia, bo to jest krzywdzące, sama to dzis tutaj przeżyłam


                    Nie biorę zawsze w obronę, ale czynię to z reguły. Ba na to forum trafiają
                    macochy naprawdę zdezorientowane i nieradzące sobie z emocjami.
                    Szczególnie, gdy w ich rodzine nie było rozwodów. Przenoszą wzorzec rodziny
                    nukearnej na rekonstruowaną. Wchodzą wobec pasierbów w rolę rodzica, a tu sie
                    okazuje, że pasierb to nie dzecko własne i ma w nosie polecenia macochy, mają
                    do czynienia z dziećmi już ukształtowanymi, nieraz daleko odbiegającymi od
                    oczekiwanych wzorców wyniesionych z domu przez macochę. Bardzo wiele winy
                    ponoszą też ich partnerzy, którzy uważają, że każda kobieta ma predyspozycje do
                    zajmowania się dziećmi, nie rozumieją, że można nie lubić ich dziecka, że ma
                    się dużo mniej tolerancji niż wobec własnego. Panowie też są wygodni, często
                    robią lub próbują robić z macochy darmową opiekunkę ich dzieci.
                    Twojej macocsze może przydałoby się to forum, bo tu miałaby realny ogląd
                    sytuacji, tu nie otrzymałaby potępienia za swoje emocje, ale ich zrozumienie
                    (nie oznacza to akceptacji!) i rady jak emocje te poukładać i w końcu
                    zlikwidować.
    • m-jak-magi Re: DDR 22.01.07, 13:41
      droga imme. nie sposb sie nie zgodzic z przedstawionymi przez ciebie tezami.
      tak dzieci sa niezwykle wazne bo ponosza najwiecej konsekwencji zwiazanych z
      decyzjami jakie podjeli dorosli. na decyje te naturalnie nie maja wplywu -
      musza choc nie zawsze potrafia dopasowac sie do nich.
      ja taka zasada kieruje sie w moim zyciu.
      zwlaszcza teraz kiedy spodziewam sie mojego wlasnego dziecka zasada ta jest mi
      o tyle blizsza ze podswiadomie staram sie byc taka macocha dla mojej pasierbicy
      jaka chcialabym dla swojego syna.
      byc moze ciaza zmusza mnie do wielu refleksji ale uswiadomilam sobie ze jako
      matka chcialabym zeby moj syn ( jesli tak sie zycie ulozy ) trafil kiedys na
      zyczliwa i oddana mu osoba, za ktora ja sie obecnie uwazam w stosunku do mojej
      pasierbicy.
      chcialabym jednak nadmienic ze nigdy nie bedziemy dobrymi macochami, czy
      pozytwnie nastawionymi do swoich pasierbow jesli nie bedziemy sie czuly dobrze
      w swoim zwiazku.
      oczywiscie kazda z nas teoretycznie podejmuje swiadoma decyzje wiazac sie z
      takim a nie innym czlowiekiem. jesli jednak z gory wypieramy mysl ze dzieci
      naszego pratnera beda obecne i w naszym zyciu - jesli nie fizycznie ( bo sa tez
      macochy bezkontaktowe ) to napewno psychicznie.
      musimy nauczyc sie zaakceptowac fakt iz czas nie nalezy li tylko do nas ( w
      sensie naszych wspolnych dzieci i nas ) ale rowniez trzeba go dzielic z dziecmi
      partnera, musimy miec swiadomosc ze nasz wspolny domowy budzet bedzie okrojony
      o obowiazki alimentacyjne wobec tych dzieci.
      to sa niewatpliwie fakty ktore trzeba przyjac bo walka moim osobistym zdaniem
      jest niemoralna i bezsensowna.
      sa rowniez inne fakty z ktorymi nie musimy sie godzic - co wiecej uwazam ze jak
      kazda kobieta mamy prawo zadbac o swoje prawa i nalezny nam szacunek.
      tutaj upatruje ogromna role naszego partnera, bo to jego obowiazkiem jest
      chronic nas przed sytuacjami dla nas nieprzyjemnymi, bolesnymi badz tez
      trudnymi.
      mam tutaj na mysli kontakty z eks, ewentualnie rodzina m ktora nie akceptuje
      zwiazku itd. nie musimy jak cierpietnice znosci obelg czy jawnej neicheci ze
      strony w/w. to obowiazek aszego m zeby nas przed takimi sytuacjami chronic.
      ja jestem w tej szczesliwej sytuacji ze nie mam ZADNYCH kompletnie zadnych
      kontaktow z eks mojego m jak i z jego wlasna rodzina. wystarcza mi fakt ze eks
      nie faszeruje malej nienawiscia do mnie - za to ja szanuje i na tym koniec.
      rodzina m nigdy nie zadbala o kontakty ze mna - zreszta utrzymuja zazyle
      kontakty z eks wiec ja nie widze powodu ingerowania w nie.
      decydujac sie na zwiazek z m swiadomie przyjelam do swojego swiata jego corke
      ze wszytskimi konsewkencjami jakie za tym ida. jest to jednak jedyna osoba
      ktora w moim mniemaniu powinna sie dla mnie jako nexi liczyc.

      skracjac moja pisanine podkresle - poswiecenie dla dziecka - tak - o ile nie
      jest to dla nas zbyt duze obciazenie psychiczne, maochy bezkontaktowe albo i
      niezaangazowane - jesli nie czynia nic na szkode dziecka tez takiemu dziecku
      pomagaja. poswiecenie w zwiazku i tolerowanie tzw demonow przeszlosci - nie
      zdecydowanie nie - no chyba ze chcemy za zycia pojsc do nieba.
    • morskie_oko Re: DDR 22.01.07, 15:57
      Znalazłam w końcu to forum (szkoda, że nie podałaś linka) i poczytałam. I
      bardzo Ci imme dziekuję, że napisałaś o jego istnieniu. Wiecie, ja nie uważam,
      że każda macocha, czy druga żona powinna się angażować w życie dziecka męża i
      to z różnych powodów tak bywa - czasem nie czuje bluesa do dziecka, czasem są
      przeszkody typu odległość, czasem niestety problemy, jakie stwarza matka
      dziecka. Ale z drugiej strony - warto postawić się w skórze tego dziecka,
      któremu zawalił się świat i wykrzesać z siebie choć odrobinę życzliwości i
      wsparcia, jeśli jest w naszym domu. Bo dla dziecka to też nie jest łatwa
      sytuacja znaleźć się w domu ojca, gdzie jest obca pani, na dodatek negatywnie
      nastawiona. Chyba nikt z nas nie chciałby być w takiej sytuacji i nie chciałby
      takiej sytuacji dla własnego dziecka?
      • imme1981 do morskie oko 22.01.07, 17:05
        przepraszam, ale za bardzo wciągnęło mnie tłumaczenie, że nie jestem zazdrosną
        wścibską pasierbicą z problemami wynikającymi z upośledzenia społecznego.
        przepraszam raz jeszcze, po prostu zapomniałam podać link
        pozdrawiam :]
    • klaryska_sister Re: DDR 22.01.07, 16:36
      Z twojego postu wynika, ze wciaz nie poradzilas sobie z rozwodem rodzicow.
      Kilka osob zasugerowalo ci psychoterapie, moze powinnas skorzystac. Na razie
      nie piszesz jak dorosla osoba tylko jak skrzywdzone dziecko. Przestan miec zal
      do ojca, przestan winic macoche za cale zlo tego swiata, przestan zazdroscic
      mlodszej siostrze pelnego domu. Zacznij zyc swoim zyciem. To nie wina macochy,
      ze nie potrafisz sobie ukladac relacji z mezczyznami!!!!
      • zonka77 klaryska_sister 22.01.07, 16:54
        gdzie ty to wszystko wyczytałaś w postach imme...?

        Dziewczyny jestem zdumiona w jakim kierunku poszedł ten wątek. Czy to nie
        przesada naprawdę? Nie wiem, może ja jakaś głupia jestem ale cały czas odnoszę
        wrażenie że imme chciała napisac i przekazać jedno, a wy jej wciskacie że co innego.
        Nie wiem, zmęczona jestem, zrobiłam dziś tyle kilometrów...muszę to chyba
        jeszcze raz wszystko przeczytać.
      • imme1981 do klaryska 22.01.07, 17:16
        nie wiem ile razy tutaj tłumaczyłam o co chodzi, ale jak się Tobie nie chce
        wszystkiego przeczytać, a chociażby moich odpowiedzi to przykro mi, bo nie wiesz
        co oceniasz, naprawdę. nie chce mi się po raz szósty czy dziesiąty pisać jaką
        mam macochę, jakie relacje z ojcem, i jakie z mężczyznami pozwolisz, że wkleję
        Ci kilka moich wypowiedzi by Ci naświetlić dokładniej sprawę
        złamuje mnie to, jak mało do ludzi dociera, naprawdę, gdzie ja jestem?
        poczytałam Twój watek o alimentach, wszystkie 121 wypowiedzi i jestem w szoku,
        jak wiele osób tutaj ma wąskie spojrzenia na świat i ludzi, jak uwielbia
        generalizować, wyrywać z kontekstu myśli i ja tłumaczyć na swój prosty sposób.
        Klarysko, nie mam problemów z mężczyznami, jestem w fantastycznym związku z
        cudownym mężczyzną, któremu chciałabym dawać o wiele więcej czułości niż daję,
        ponieważ mnie tego nie nauczono (wychowywałam się bez rodziców w bardzo złej
        atmosferze) i tylko dla niego chcę pójść na terapię, by wyzwolić z siebie
        pokłady uczuć, które na pewno we mnie drzemią, innych problemów nie mam. a teraz
        kilka moich wypowiedzi specjalnie dla Ciebie klarysko i bardzo proszę, zanim
        zabierzesz głos w tej sprawie przeczytaj WSZYSTKO DO KOńCA

        prosiłabym przede wszystkim o uważne czytanie. nie pisałam, że obwiniam macochę
        o cokolwiek, a już tym bardziej za problemy z nawiązaniem kontaktu z płcią
        przeciwną. jestem w szczęśliwym związku, i problemy jakie wynikają z trudnego
        niebywale dzieciństwa, chcę rozwiązać sama i nikogo o nie nie obwiniam, po
        prostu stwierdzam fakt, że mam problemy wynikające z nieobecności ojca i
        rodziców w ogóle od 5 roku mojego życia. ani mama ani babcia nie mówiły mi, że
        faceci to dranie, nie mam awersji do mężczyzn, nie mam problemów z kontaktami
        międzyludzkimi.
        to że macocha mnie nienawidzi jest winą także mojego ojca, który ewidentnie
        sobie nie radzi z całą sytuacją, ale to, że on na to nie jest w stanie nic
        zaradzić (bo jest niedojrzały) nie oznacza, że macocha ma prawo zachowywać się
        wobec mnie karygodnie. dziś mam ją w d... i traktuję neutralnie ze względu na
        tatę i siostrę, ale nie wybaczę jej nigdy, że przez swoją zazdrość, urojoną i
        tak samo urojony lęk, że ja mogę rozbić rodzinę (ponieważ nigdy jako nastolatka
        i jako osoba dorosła nie próbowałam mieszać w ich związku, NIGDY). Kobieta ta
        nie radzi sobie ze świadomością, że wyszła za rozwodnika i że ja jestem dowodem
        na miłość jej męża wobec innej kobiety. Robi wszystko by zniszczyć mój kontakt z
        siostrą, która w wieku 7 lat mówi "moja mama bardzo cię nie lubi, ale nie martw
        się, ja cie kocham, tata i babcia" i mów to sama z siebie, ie w odpowiedzi na
        mój zarzut wobec jej matki, ponieważ siostrze nigdy nie powiedziałam nic złego o
        jej matce. macocha nazywa mnie "kur..." ponieważ jej zdaniem chcę przekupić
        dziecko kupując jej dwa serki, przekupić bo jej zdaniem jestem fałszywa i tak
        naprawdę nienawidzę ani jej, zaznaczam JEJ, córki i chcę im odebrać tatę, ja
        26-letnia osoba wychodząca za mąż. Dodam, że tata wraz z rodziną mieszkają w
        Kanadzie i nawet gdybym chciała rozbić, miałabym utrudnione zadanie. Hm, jeszcze
        coś napisać o tej kobiecie byście dały mi spokój z szfladkowaniem mnie w jakiejś
        strasznie steretotypowej grupie dzieci "upośledzonych społecznie".


        wiesz, ja nie miałabym problemu gdyby ta kobieta miała takie jazdy jak każda,
        ale jej zachowanie jest ekstremalne i chore. tata zwraca jej uwagę, ale ona
        wtedy wysuwa argument, że to ja chcę rozbić rodzinę i właśnie to robię, ponieważ
        on zwraca jej uwagę a nie mnie (bo mnie nie musi, taka jest prawda). Ona sobie
        nie radzi, rozumiem, że może być zazdrosna i takie tam, ale ona chce zniszczyć
        to co ja zbudowałam razem z tatą i siostrą, ona po prostu chce bym zniknęła z
        ich życia, a to jest niemożliwe. Dziwi to wszystko jeszcze bardziej patrząc na
        to, że ja kontakt z tatą mam tylko telefoniczny, widzimy się raz na trzy lata. O
        co ona jest zazdrosna? O telefony na urodziny czy święta? Od taty niczego nie
        oczekuję poza tym by był i dbał, by moja siostra wiedziała, że ma "Big Sister",
        która ją kocha i o niej pamięta. Nie może być zazdrosna więc o prezenty, paczki,
        pieniądze, ponieważ ja nic nie dostaję i nie chcę dostawać, nie jestem małym
        dzieckiem. Ona jest chora i nie jest winą taty, że jest chora. Pomijam już jak
        ona traktuje moją siostrę, odzywa się do niej wulgaranie tylko dlatego, że Mała
        poprosiła mnie o gumę, macocha mówiła "nie sęp bo ci wpierd...", ja nie
        reagowałam, zareagował tata i co? i znowu, że "on nie będzie jej mówić, jak ma
        dziecko wychowywać i niech pilnuje lepiej "swojej Emilki", absurd! To nie jest
        tak, że tata nie reaguje, ale on nie wie co co zrobić więcej, ja też nie wiem.
        Boli mnie to, bo znowu ucieka w alkohol. Ta kobieta sama niszczy swoją rodzinę.
        NIestety, taka jest prawda i mi nic do tego, nie czuję się w żadnym stopniu za
        to odpowidzialna i prosze, nie każcie mi wykazywać się zrozumieniem, pomyślcie
        jakby to było, gdyby obca dla was kobieta traktowała tak Wasze dziecko.
        Pisałybyście, że sobie nie radzi, że to nie jej wina? na pewno nie.

        błagam, dlaczego ja piszę tak, że nikt nie rozumie sensu tak jak trzeba?
        czy ja napisałam, że chcę by ona mnie lubiła i kochała? napisałam o szacunku,
        napisałam też, że dziś mam ją w poważaniu i jest dobrze. kontaktu nie chcę
        zrywac z tatą i siostrą, tak samo jak oni nie chcą ze mną, z nią nie muszę mieć
        kontaktu i kropka. zresztą jak pisałam, oni mieszkają na kontynencie, kontakt i
        tam mam słaby ze względu na odległość, z nią w rezultacie żaden i jest mi z tym
        dobrze, nie mam z tym problemu i jest super :]
        tata ma rodzinę od 11 lat, od początku ją akcpetowałam i też nie mialam z tym
        problemu i nie mam, to ona ma taki jaki już opisałam, tata jedyne co może zrobic
        to wysłać ją do psychologa lub ją zostawić, pierwszego bezskutecznie próbował,
        drugiego nie chce robić ze względu na córkę,nie chcę kolejnej córki pozbawiać
        ojca. jest w sytuacji bez wyjścia. doma303, nie przyszło Ci do głowy, że ona
        najpierw jest kobietą psychicznie chorą a potem matką i macochą dla mnie (choć
        ja jej tak nie nazywam), ona nie jest zwykłą kobietą nie radzącą sobie, jak
        niektóre kobiety, z zazdrością, ona jest opetana i tyle ntt.
        ja zyję świetnie i nie chcę nic zmieniać

        kiedyś miałam z macochą dobry kontakt, ponieważ wychowana bez matki, łaknęłam
        kobiecego towarzystwa, to się jednak zmieniło nie wiem z jakiego powodu, nigdy
        nie dałam jej do zrozumienia, że jej nie akcpetuje, ponieważ bardzo ją lubiłam,
        na pytanie zadane rok temu, dlaczego to wszystko się zmieniło ona odpowiedziała
        "bo wtedy nie byłaś szczera", uznała, że zachowanie 12-letniej dziewczynki,
        pragnącej rodzinnego ciepła, kobiecej obecności jest fałszem, że grałam, bo
        przecież tak naprawdę jej nie akcpetowałam. macocha uważa, że ja ją posądzam o
        to, że moi rodzice nie są razem i dlatego uznała, że ja jej nie toleruję.
        dlaczego tak uznała? nie mam pojęcia, moi rodzice rozwiedli się z innego powodu,
        a tata poznał ją 17 lat po rozwodzie, nigdy więc jej nie obwiniałam i nawet mi
        to do głowy nie przyszło. przeciwnie, cieszyłam się, że tata nie jest sam (mama
        była już w związku i nie myślałam o ich "zejściu" się)
        czy nie jest tak, że gdy ktoś np. zdradza swojego partnera, nie ma zaufania
        wobec niego uważając, że też pewnie jest zdradzany, nawet nie mając ku temu
        podstaw? chyba jest tak w przypadku macochy, uważała, że ja cały czas gram,
        ponieważ ona grała do czasu aż nie wyszła za mojego tatę. to jest mój pogląd na
        ten temat.

        jeśli chodzi o brak ojca, może go sobie tak nie uświadamiałam i nie uświadamiam,
        jednak nie odczuwam skutków jego nieobecność na płaszczyźnie damsko-męskiej, nie
        mam z tym problemów, bardziej z okazywaniem czułości
        natomiast bardziej odczuwam brak mamy i z nią tak naprawdę tęsknię, tata zawsze
        był dla mnie osobą na drugim miejscu, mama jest moim skarbem i najważniejszą
        osobą w życiu i tak naprawdę ją pragnę mieć przy sobie, nie tatę, dlatego też
        absu
          • imme1981 Re: do klaryska 22.01.07, 20:44
            tak, mam, kurczę, wole pisać o nim syn mojego partnera, pasierb dla mnie ma
            jakiś pejoratywny wydźwięk, trudno powiedzieć jakie mam stosunki, ponieważ jest
            jeszcze mały, skończył we wrześniu 4 latka, na początku stosunki były dobre i
            kontakty częste, gdy mój partner pracował ja się nim zajmowałam, starałam się
            wypełnić mu czas gdy tata nie mógł spędzić z nim czasu, razem więc chodziliśmy
            na plac, malowaliśmy, bawiliśmy się budowanie namiotu itd, było sympatycznie,
            strasznie się wzruszałam gdy mówił do mnie "Emilecka", ale miało miejsce pewne
            niemiłe dla mnie zdarzenie związane z jego mamą i od tamtej pory nabrałam
            lekkiego dystansu do tych spotkań, nie angażuję się zanadto, wyczuwam, że nie
            chce tego jego matka, a ja znowu nie chcę być przyczyną konfliktów ze względu na
            mojego narzeczonego oraz Małego. Teraz staram się bywać na jego spotkaniach z
            ojcem, niż być często, chcę tylko sygnalizować swoją obecność. Może też dlatego,
            że w tej chwili jest w takim wieku, gdy właśnie ojca najbardziej potrzebuje i ja
            nie chcę przeszkadzać im w tych spotkaniach, wiem, że Mały coraz częściej tęskni
            i odczuwa brak taty. Jednak główny powód usunięcia się na bok to jego mama. Nie
            wiem czy dobrze robię. Plan miałam taki, by teraz od czasu do czasu się
            pojawiać, a gdy malec dorośnie bywać częściej i być dla niego kumpelką, a nie
            macochą. Namawiam partnera na wizytę w poradni, by doradzono nam, jak powinny
            wyglądać takie spotkania bez szkody dla dziecka. Może wy mi doradzicie? Dodam
            jeszcze, że mój partner widuje się z nim raz do dwóch razy na miesiąc, ponieważ
            pracuje i mieszka daleko, i gdy go zabiera jedzie do rodziców pod Warszawę, do
            jego dziadków, którzy mają dom i ogród i mały może się wyszaleć bardziej niż w
            bloku na Ursusie. ja czasami tam dojeżdżam i a czasami Mały jest u nas w
            Warszawie, ale tylko wtedy gdy ja mam czas by się nim zając, nie mamy jeszcze
            wspólnych dzieci.
            • m-m-m Re: do klaryska 23.01.07, 09:02
              Co do nazewnictwa: nie ma co się oszukiwać i pisać syn partnera jeśli ten syn
              partnera to faktycznie pasierb. Tak jak teściowa to matka partnera, tak jak
              macocha, a nie matka. Takie są określenia w języku polskim i tyle. Mnie to
              absolutnie nie razi, a jednocześnie bez udawania pokazuje faktyczny związek z
              dzieckiem męża czy z matką męża.


              Plan miałam taki, by teraz od czasu do czasu się
              > pojawiać, a gdy malec dorośnie bywać częściej i być dla niego kumpelką, a nie
              > macochą.


              Wiesz, po kilkuletniej lekturze tego foerum mogę Ci takie stanowisko stanowczo
              odradzić. Nie jest dobre bycie kumplem pasierba. Bycie kumplem to tak jak
              koleżanką z klasy, od razu odbierasz sobie autorytet i jednak minimum dystansu
              związanego z różncą wieku miedzy Tobą, a pasierbem i Twoją funkcją. Nie jesteś
              koleżanką jego taty, ani nie jesteś jego koleżnką. Jest to szczególnie
              potrzebe, gdy pasierb wejdzie w wiek dojrzewania, a wtedy nauczyć go, że jednak
              nie jesteś jak jego znajomi z podwórka będzie niemożliwe.

              Do psychologa możecie pójść. Zawsze to obiektywny ogląd sytuacji kogoś z
              zewnątrz, kto do tego jest fachowcem w temacie.
            • luna67 Re: do imme1981 23.01.07, 11:29
              I w ten sposob doszlismy do sedna sprawysmile

              Nie wszystkie macoszki mialy szczescie trafic na "normalna matke" pasierba.

              Niektore macoszki maja "zabronione" wtracania sie do spraw zwiazanych z dziecmi
              partnera/M, nie chodzi mi o wychowanie, gdyz to rola rodzicow, ale o zwykle
              sprawy dnia codziennego jak pasierby sa w domu macochy i ojca, chociazby
              sprzatanie po sobie zabawek, sa np. pouczane przez matke, ze ta pani (macocha)
              nie ma wam nic do powiedzenia i prozba o sprzatniecie jest odbierana przez
              pasierby jako rozkaz i wtracanie sie w bezstresowe wychowywanie dzieci.

              Niektore macochy dla swietego spokoju, m.in. zeby pasierb nie mial stresu,
              rezygnuja z kontaktu, gdyz Exia sobie tego nie zyczy, wiec jak chcesz nawiazac
              dobry kontakt z takim pasierbem, jezeli toksyczna matka robi wszystko, zeby
              dobry kontakt zniweczyc.

              Jezeli pasierby maja normalna matke, to moim zdaniem nie ma problemu, ale sa tez
              wyjatki i nie kazda "opluwana" przez pasierby macocha jest w stanie schowac do
              kieszeni swoja dume i im dalej nadskakiwac w imie wynagrodzenia za brak ojca w
              codziennym zyciu.

              Jak bedziesz miala lepszy/czestszy kontakt z pasierbem tak jak ja, conajmniej
              3-4x w tygodniu to napisz, zabralas glos w sprawach, ktore sa u ciebie jeszcze w
              przewijakach na bazie wlasnych przezyc z macocha (zgroza). Ale jak kazdy z nas
              masz prawo przedstawic swoj poglad i przyznam sie, ze masz w wielu sprawach racje.

              Moim zdaniem ten watek powinnas zalozyc na "samotnych", gdyz tam powstaja te
              problemy o ktorych napisalas.

              Zycze milego dnia, ide troche popracowacsmile))

              Ps
              Prosze o link do DDR, mam malo czasu na szukaniesmile
              Z gory dziekuje


              • kasia_kasia13 Re: do imme1981 23.01.07, 11:59
                Dlaczego sedno? Czyli wszystko wina matek? Rownie czesto, jak zdarzaja
                sie "nienormlane" czy "toksyczne" matki, zdarzaja sie nienormalne /toksyczne
                macochy czy ojcowie.
                ps. Dlaczego piszesz pasierby a nie pasierbowie?
              • klaryska_sister Re: do imme1981 23.01.07, 12:24
                Mysle, ze tu jest pies pogrzebany. Wiekszosc problemow ddr wynika z postawy ich
                matek, manipulowania dziecmi, negatywnego nastawiania ich przeciwko ojcu czy
                macosze. Takie dzieci sie miotaja i sa gleboko nieszczesliwe. Zadna macocha nie
                bedzie na dluzsza mete tolerowac braku kultury i szacunku ze strony pasierbow.
                Normalna reakcja jest wtedy chec odizolowania sie od pasierbow. To od
                samodzielnych matek zaleza relacje macochy z pasierbami. Oraz od ojcow, ktorzy
                potrfaia zwrocic uwage niewlasciwie zachowujacym sie pasierbom. Nie od macoch,
                one na to nie maja wplywu.
                • imme1981 do klaryska 23.01.07, 12:46
                  tak, do rodziców, ale od macoch także, bo, jak pisałam wyżej, trudno oczekiwać
                  okazywania szacunku macosze ze strony pasierba, gdy ta tego dziecka nie
                  akcpetuje lub wręcz nienawidzi. Tutaj ojciec odgrywa najwiekszą role, bo
                  powinien jedno i drugie wziąć na rozmowę.
                  Uważam, że się mylisz, twierdząc, że większość problemów ddr wynika ze sposobu
                  ich wychowywania przez matki, Co powiesz gdy czterolatek, po odejściu ojca,
                  którego bardzo kocha, zaczyna być agresywny także wobec siebie, zaczyna się
                  moczyć, mieć kłopoty z koncentracją? Wina matki? Szczerze wątpię. Moja mama
                  nigdy nie mówiła nic złego o tacie, nawet gdy dorosłam, i moje problemy wynikają
                  ewidentnie z braku normalnej, pełnej rodziny, gdzie jest kobieta, mężczyzna i
                  dziecko, tylko oni są w stanie stworzyć dziecku dobre warunki do prawidłowego
                  rozwoju. I to jest święta prawda. Dziecko nawet bardzo kochane przez matkę i
                  ojca,wychowywane przez mądra matkę, która nie wpaja mu nienawiści do ojca czy
                  mężczyzn w ogóle który założył nową rodzinę tych problemów nie uniknie, ale u
                  jednych będą one mniejsze u drugich większe, to już zależy od siły charakteru.
                  Takie problemy mogą się pojawić np. w wieku dziecięcy, ale i w dorosłym życiu,
                  gdy ddr założy rodzinę i z pewnymi sytuacjami sobie nie poradzi, ponieważ nie
                  widział ich u siebie. Nie potrzeba złej matki, by dziecko było nieszczęśliwe.
                  Dziecko cierpi, bo jedno z rodziców odeszło, nie jedzą codziennie razem obiadów,
                  nie oglądają tv, nie odrabiają lekcji, pewne rytuały przestały funkcjonować i
                  dziecku zawala się cały świat, jego cierpienie nie złagodzi bardzo kochająca
                  matka, bo ojca nigdy nie zastąpi. Dlatego uważam, że do bycia rodzicem powinno
                  się podchodzić z wielką powagą i odpowiedzialnością, dziecko to nie pies, a
                  przecież pies się bardzo przywiązuje do właściciela. Czy Tobie klaryska słowa
                  "miłość" i "przywiązanie" nic nie mówią? Syn mojego partnera nigdy z ojcem nie
                  mieszkał, więc nawet nie wie co to znaczy mieć ojca w domu, ale gdy ojciec go
                  odwozi do mamy, która jest dobrą bardzo matką, synek bardzo płacze, jeszcze
                  przed odjazdem wyczuwa, że zaraz taty nie będzie, po trzech tygodniach, gdy tata
                  miał przyjechać wystawał w oknie i czekał. Ma dopiero 4 lata. To wyobraź sobie
                  co czuje dziecko, gdy ojca nagle braknie w jego domu...
                  Pozdrawiam ciepło
                  • m-m-m Re: do klaryska 23.01.07, 13:02
                    Dziecko nawet bardzo kochane przez matkę i
                    ojca,wychowywane przez mądrą matkę, która nie wpaja mu nienawiści do ojca czy
                    mężczyzn w ogóle który założył nową rodzinę tych problemów nie uniknie
                    Dziecko cierpi, bo jedno z rodziców odeszło


                    Prawda, zgadzam się.
                    To jest jak ze skokiem z 10 piętra z pomieszczenia ogarniętego pożarem: dobra
                    matka jest jak rozciągnięta przez strażaków pod budynkiem płachta by
                    zamortyzować skok. Ale to nie zmienia sytuacji, ze skok się odbył i nic nie
                    jest tak jak dawniej.
                  • macosik Re: do klaryska 23.01.07, 14:13
                    tak, do rodziców, ale od macoch także, bo, jak pisałam wyżej, trudno oczekiwać
                    > okazywania szacunku macosze ze strony pasierba, gdy ta tego dziecka nie
                    > akcpetuje lub wręcz nienawidzi. Tutaj ojciec odgrywa najwiekszą role, bo
                    > powinien jedno i drugie wziąć na rozmowę.

                    Masz rację...U mnie natomiast jest odwrotnie. To córka NM mnie nie cierpi i
                    robi wszystko by mi to okazać. Dąsa się, fochuje i kłóci. Więc i u mnie coraz
                    trudniej o "normalne" względem niej zachowanie... Jeśli chodzi o NM to trudno o
                    reakcję, bo jak większość rozwiedzionych tatusiów boi się, że córka się obrazi
                    i ją straci ( przestanie przyjeżdżać ). I co ja mogę w takiej sytuacji?
                    Nie potrafię ustąpić dla świętego spokoju bo czuję się poniżana i ...uciekam od
                    kontaktów.

                    moje problemy wynikaj
                    > ą
                    > ewidentnie z braku normalnej, pełnej rodziny, gdzie jest kobieta, mężczyzna i
                    > dziecko, tylko oni są w stanie stworzyć dziecku dobre warunki do prawidłowego
                    > rozwoju. I to jest święta prawda.

                    gdy ddr założy rodzinę i z pewnymi sytuacjami sobie nie poradzi, ponieważ nie
                    > widział ich u siebie. Nie potrzeba złej matki, by dziecko było nieszczęśliwe.
                    > Dziecko cierpi, bo jedno z rodziców odeszło, nie jedzą codziennie razem
                    obiadów


                    Tu masz rację... Jednak rodziny mają problemy. Dlaczego wciąż płacze się nad
                    dziećmi z rozbitych rodzin i skacze się wokół nich bo tak "strasznie i ciężko
                    mają w życiu". Dzieciom mojego NM można tylko pozazdrościć. Wiem, nie mają ojca
                    na co dzień. Ale które z dzieci go mają w dzisiejszych, trudnych czasach. Mój
                    tata kiedy wracał z pracy nie zajmował się nami bo był zmęczony. Był i tyle.
                    Chciałabym by miał wyznaczone 2 dni w tyg. i weekendy tylko dla nas. Tak w
                    rodzinach biologicznych nie ma. Wiem, że dzieci mają ojca na co dzień ale czy
                    mają z nim taki bezpośredni kontakt?..hmmm...

                    A co z dziećmi z nierozbitych rodzin ale bardzo biednych?. Nie mają dodatkowych
                    pieniędzy na rozpieszczanie bo "tata odszedł i trzeba to wynagrodzić". Nie ma
                    jazdy konnej, super drogich i modnych ciuchów, komurek, wczasów zagranicznych
                    itp. Też mają problemy i mało kiedy obcy ludzie się nimi zajmują ( tak jak się
                    oczekuje tego od macoch w przypadku rodzin rozbitych ).
                    A co z dziećmi alkoholików?
                    Powiem Ci szczerze, że większość z takich dzieci marzyłoby o życiu niektórych
                    pasierbów, których jedynym problemem jest, że tata nie nocuje na co dzień u
                    nich w domu. Ciągłe kłótnie, strach i brak pieniędzy.
                    A co z dziećmi, których zawód ojca wymaga długich i częstych wyjazdów? też go
                    nie mają...Też nie jadają z nim codziennie obiadów, nie oglądają tv i nie
                    odrabiają lekcji.

                    Wyobrażam sobie co czuje dziecko przy rozstaniu, co czuje kiedy są kłótnie bądź
                    nie ma rodziców bo ich straciło. Każdy z nas przeżył jakiś mniejszy bądź
                    większy dramat w dzieciństwie i jakoś każdy stara sie dorosnąć.
                    Staram się być dobrą macochą, tak samo jak dobrą żoną i córką dla swych
                    rodziców. Dobrą sąsiadką i koleżanką...Jednak nie mam zamiaru ani rozpiwszczać
                    pasierbów, są i tak już zanadto rozpieszczone, ani użalać się nad ich losem, bo
                    ja jako dziecko mogłabym go im pozazdrościć.
                    W naszej "rodzinie" z NM i jego dziećmi mieliśmy wiele zawirowań. Jestem
                    świadoma tego, że przyjdą następne.
                    Teraz jestem na etapie budowania szacunku dla siebie i nie ma zamiaru być
                    miękka. Byłam i źle się to skończyło. Też chciałam być koleżanką, chciałam
                    pokochać dzieci i chiałam zachowywać się tak jak matka w normalnej rodzienie.
                    Poniosłam klęskę, wiele przecierpiałam i ....stwardniałam. Teraz jestem
                    świadoma, że wszystko to była ułuda i nie da się stworzyć "normalnej rodziny" z
                    rodziny "nienormalnej czyt. rozbitej".


                    • imme1981 do macosik 23.01.07, 14:59
                      To córka NM mnie nie cierpi i
                      > robi wszystko by mi to okazać. Dąsa się, fochuje i kłóci. Więc i u mnie coraz
                      > trudniej o "normalne" względem niej zachowanie... Jeśli chodzi o NM to trudno o
                      >
                      > reakcję, bo jak większość rozwiedzionych tatusiów boi się, że córka się obrazi
                      > i ją straci ( przestanie przyjeżdżać ). I co ja mogę w takiej sytuacji?
                      > Nie potrafię ustąpić dla świętego spokoju bo czuję się poniżana i ...uciekam od
                      >
                      > kontaktów.


                      Rozumiem to i nie dziwię Ci się, że kontaktu unikasz. Wyobraź sobie, że kiedy
                      mój tata chciał wrócić do mojej mamy ze względu na mnie (ponoć) to ja też
                      chodziłam nadąsana, byłam zazdrosna o mamę, mimo że to był mój ojciec, nie
                      pozwalałam by brali się za ręce itd. Nie było to normalne, wiem to dziś, tak
                      samo jak nie jest właściwe zachowanie Twojej pasierbicy, ale niestety dziecko
                      tego nie rozumie, widzi inną kobietę przy tacie, wcześniej była to jej mama i
                      jest zazdrosna, to do rodziców należy, by dziecko powoli uświadamiać i pomóc mu
                      odnaleźć się w tej nowej, dziwnej dla niego sytuacji. To, że pasierbica teraz
                      się dąsa, nie znaczy, że za kilka lat będzie jeszcze gorzej, dzieci dorastają,
                      dojrzewają, więcej pojmują i naprawdę, wiem to po sobie, punkt widzenia w "tych"
                      kwestiach się diametralnie zmienia, ale by nie czekać kilka czy kilkanaście lat
                      trzeba z dzieciakiem pracować i to należy do rodziców.

                      Dlaczego wciąż płacze się nad
                      > dziećmi z rozbitych rodzin i skacze się wokół nich bo tak "strasznie i ciężko
                      > mają w życiu".

                      Tak, i takim użalaniem się nad DDR robi im się większą krzywdę, bo są
                      utwierdzane w tym, że są ofiarami swoich rozwiedzionych rodziców. Nie jestem i
                      ni byłam za tym, by je jakoś specjalnie traktować z powodu ich sytuacji
                      rodzinnej, wręcz przeciwnie, najlepsze jest NORMALNE traktowanie. Krzywdzące
                      niesamowicie jest także owe rozpieszczanie o którym wspomniałaś. Chce się
                      dziecku wynagrodzić nieobecność dając prezenty, zabierając na drogie wakacje,
                      skacząc wokół jak sługa wokół króla. Potem takie dziecko wyrasta z
                      przeświadczeniem, że jest z rozbitej rodziny więc więcej mu się należy niż
                      innym, gardzi rodzeństwem, bo nie jest już tak uprzywilejowane, gardzi macochą,
                      bo ono ma i tak więcej, bo tata bardziej kocha. Ale czy to rzeczywiście wina
                      dziecka? Nie, oczywiście, że nie! Winni są rodzice, dlatego zamiast liczyć na
                      swoją intuicję w kwestii wychowywania dziecka po rozwodzie, lepiej się
                      skonsultować ze spacjalistą, by z dzieci wyrośli mądrzy, pełni empatii,
                      asertywni ludzie, a nie rozkapryszeni lub kompletnie bezradni. Dlatego m.in.
                      rozpoczęłam ten wątek. Trzeba zrobić wszystko, by dziecko jak najlepiej zniosło
                      rozwód i nie było skrzywione w zyciu dorosłym, przez niewłaściwą postawę rodziców.

                      >Ale które z dzieci go mają w dzisiejszych, trudnych czasach.

                      Tak, na pewno, jest wiele osób, które mają o niebo gorzej od dzieciaków z
                      rozbitej rodziny. dzieci w Afryce mają na pewno gorzej i wolałyby pewnie mieć to
                      minimum co nasz by nie musieć głodować. Ale tutaj nie zajmujemy się wszystkimi
                      dziećmi, tylko DDR i nie uważam, że nie należy im pomagać, bo i tak mają lepiej
                      niż inne. Trzeba im pomagać tak samo jak dzieciom osieroconym, biednym, chorym,
                      dzieciom którym jest po prostu bardzo ciężko czy to ze względów zdrowotnych, czy
                      materialnych czy rodzinnych. Nie ważny jest powód, ważne by skutek był jak
                      najmniej bolesny dla dziecka.

                      A co z dziećmi, których zawód ojca wymaga długich i częstych wyjazdów? też go
                      > nie mają...Też nie jadają z nim codziennie obiadów, nie oglądają tv i nie
                      > odrabiają lekcji.

                      tak, zgadzam się, różne są sytuacje rodzinne, ale tutaj chodzi nie tylko o
                      jakieś wspólne dla dzieci i rodziców nawyki, jak wspólny obiad, ale o samą
                      obecność ojca, że dziecko wie, że tata mieszka z nimi, widzi go na tyl, na ile
                      ojcu pozwala praca, co więcej gdy go widzi, to patrzy na człowieka, który
                      przytula jego mamę, który jest opiekunem, który po prostu daje poczucie
                      bezpieczeństwa. Co innego gdy ojciec odchodzi i gdy się pojawia z matką zamienia
                      oschle kilka słów, wchodzi, zabiera, odwozi, wychodzi. Dziecko wyczuwa emocje
                      jak nikt chyba i doskonale czuje, że coś tu jest nie tak, że było inaczej, teraz
                      jest inaczej, że nie jest normalnie.

                      > Poniosłam klęskę, wiele przecierpiałam i ....stwardniałam. Teraz jestem
                      > świadoma, że wszystko to była ułuda i nie da się stworzyć "normalnej rodziny" z
                      >
                      > rodziny "nienormalnej czyt. rozbitej".


                      A ja wierzę, że się da stworzyć namaistkę tej normalności, Tobie się nie
                      powiodło, nie z Twojej winy, tylko z winy rodziców małej, którzy chyba nie
                      bardzo mieli pojęcie jak pomóc dziecko bez szwanku wyjść z trudnej rodzinne
                      sytuacji. Teraz może nie jest tak, jak sądziłaś, że będzie, ale może w
                      przyszłości. Powiem Ci, że teraz gdyby tata przedstawił mi kobietę, która jest
                      naturalna, która jest szczera, nie ukrywa, że się wkurza czy cieszy, która jest
                      otwarta i się stara dać mu normalny dom, na pewno bym się nie dąsała, na pewno
                      bym się cieszyła i trzymała za nich kciuki. Z dąsania się wyrasta, ale trzeba w
                      tym pomóc.
                      Trzymam kciuki by i Tobie kiedyś poukładało się wszystko tak jak chcesz. Powodzenia.
                      • macosik Re: do macosik 23.01.07, 15:48
                        Masz rację, że dziecku należy tłumaczyć. Uczyć i ....korygować czasem
                        zachowanie, które jest niewłaściwe, nawet jeśli ma to prowadzić do ostudzenia
                        na jakiś czas kontaktów z rodzicem. - tak uważam.
                        Mój NM odszedł od żony 10 lat temu. Jego córka miała wtedy 3 latka, syn roczek.
                        Dzieci więc raczej nie pamiętają, jak to było gdy rodzice byli razem. Przez ten
                        czas wydaje mi się, zdążyli się przyzwyczaić do nowej sytuacji. Ja poznałam
                        mego NM niecałe 4 lata temu, gdy córka miała 9 lat. Teraz ma 13 i są z nią
                        jeszcze większe problemy jeśli chodzi o zazdrość i niewłaściwe zachowanie. Masz
                        rację, dużo zależy od rodziców. Mój NM bał się, że córkę straci i ...rozpieścił
                        ją pozwalając by wyrosła na kogoś kto nie ma szacunku dla dorosłych.
                        Ja nie miałam siły by coś zrobić. Początkowo walczyłam, próbowałam...jednak
                        zawsze kończyło to się obroną córki i prośbą bym jej ustąpiła...
                        Straciłam pozycję - jeśli wiesz o co mi chodzi. Stałam się na równi z dziećmi.
                        Teraz powoli tłumacząc i pokazująć NM próbuję postawić się w odpowiedniej roli
                        w hierarhii rodzinnej.
                        Mam nadzieję, że jeli mi się uda, oczywiście z pomocą NM ( wiem, że będzie
                        trudno ), nasze stosunki się poprawią. Nie oczekuję oczywiście, że się polubimy
                        ale będziemy względem siebie właściwie się zachowywali, a o to chyba w tym
                        wszystkim chodzi.
                        Czuję, że dużo wycierpiałaś od macochy. Nie chciałabym by moi pasierbowie
                        kiedyś źle o mnie mysleli choć czasem mam wszystkiego dość i chiałabym uciec...
                        Również życzę Ci powodzenia i "łatwiejszej drogi" ..i obyś umiała kiedyś
                        wybaczyć macosze. Będzie Ci wtedy lżej...

                    • m-m-m Re: do klaryska 23.01.07, 15:12
                      Wyobrażam sobie co czuje dziecko przy rozstaniu, co czuje kiedy są kłótnie bądź
                      nie ma rodziców bo ich straciło.


                      Tego nie można sobie wyobrazić. To trzeba samemu przeżyć by czuć.

                      Akurat tutaj, na tym forum nie patrzymy na dzieci alkoholików czy z rodzin
                      bardzo biednych, tutaj przedmiotem dyskusji są relacje macocha - pasierbowie i
                      dlatego temat ddr jest wałkowany, by pomóc tym macochom zrozumieć mechanizm.


                      marzyłoby o życiu niektórych
                      > pasierbów, których jedynym problemem jest, że tata nie nocuje na co dzień u
                      > nich w domu. Ciągłe kłótnie, strach i brak pieniędzy.


                      Mylisz się. Brak ojca na co dzień to nie jedyny "koszt" rozwodu rodziców.
                      Często pomiędzy byłymi małżonkami dalej istnieją kłótnie, brak pieniędzy i
                      strach przed jutrem.



                      Jednak rodziny mają problemy. Dlaczego wciąż płacze się nad
                      > dziećmi z rozbitych rodzin i skacze się wokół nich bo tak "strasznie i ciężko
                      > mają w życiu".


                      Nie tyle się płacze, co wskazuje się pewien zespół cech wspólnych dla dzieci z
                      rozbitej rodziny niezależnie od tego jaki status materialny ma rodzina po
                      rozwodzie i niezależne od tego jak bazrdzo rodzice strają się dzieckiem
                      opiekować. Ja miałam bardzo dobrą matkę, która wykazała się naprawdę klasą,
                      która doskonale jak na owe czasy zarabiała, więc alimenty od mojego ojca nie
                      miały dla niej najmniejszego znaczenia, a pomimo to miałam "zespół ddr" - co
                      wyszło jak szydło z worka na psychoterapii.
                      Macocha nie powinna użalać się nad losem pasierba z ddr. Musi jednak wiedzieć,
                      że przejaw tego, że dzieci nie lubią jej jako macochy, sczególnie jako dzieci
                      juz w wieku szkolnym jest przejawem zespołu ddr. I tu od jej M. i od matki
                      dziecka zależy czy coś z tym zrobią czy też samo dziecko dopiero jako człowiek
                      dorosły zrobiz tym porządek.
                      Wiedza ta jest macocsze potrzebna, tonaprawdę wiele tłumaczy, co nie znaczy, że
                      znając mechanizm - maocha ma się mu poddawać. Może zdwoić wysiłki wobec swojego
                      M. by ten zabrał się za wychowanie, może wskazać swojemu M. jakieś próby
                      wyjścia z impasu. Ewentualnie jesli tatuś jest niereformowalny to może po
                      prostu unikać kontaktu z pasierbem.


                      Teraz jestem
                      > świadoma, że wszystko to była ułuda i nie da się stworzyć "normalnej rodziny"
                      z
                      >
                      > rodziny "nienormalnej czyt. rozbitej".


                      Nie tyle jest to rodzina nieormalna, co po prostu inna, rządząca się innymi
                      prawami.
                      • macosik Re: do klaryska 23.01.07, 16:06
                        Moja def. rodziny "nie-normalniej czyli rozbitej" jest wspólna Twojej. Czyli
                        inna, rządząca się innymi prawami. Nie chciałabym nikogo obrazić, poprzez złą
                        interpretację.
                • m-jak-magi do klaryski 23.01.07, 13:21
                  klaryska powialo taka madroscia z twojego postu ze mnie powalilo.
                  zastanwiam sie zatem skad u ciebie tak niskie zarobki, ze chcesz wydzierac
                  swoim pasierbom kazda stowke. masz taki monopol na prawde i tak odkrywcze mysli
                  ze powinnas raczej startowac na prezesa spolki orlen.
                  sorki za szczerosc ale to co piszesz to jakies bzdury rodem z mozgu mangoldy,
                  ewentualnie silna inspiracja prasa brukowa.
                  czy ty w ogole czytalas pierwotny post autorki ???
                  przyjmij zatem do wiadomosci o pani pozjadalam-wszytskie-rozumy, ze matka
                  autorki nie zyje, cala ta twoja pseudomadrosc ma sie wiec tak jak piesc do nosa.

                  a tak na marginesie - to na szacunek trzeba sobie zasluzyc. ty ze swoja postawa
                  razcej na takowy ze strony swoich pasierbow szans nie masz.
              • imme1981 Re: do imme1981 23.01.07, 12:31
                sprawa ma się tak, że tyle samo co porąbanych matek jest porąbanych macoch, obie
                jak już są porąbane to dlatego, że obie sobie z pewnymi sprawami nie radzą,
                jeśli mamy mieć zrozumienie dla zazdrosnych macoch musimy mieć dla zazdrosnych
                matek, które np. były w związku zdradzane lub po rozwodzie sobie nie radzą, choć
                bardzo mocno próbują, nie mam zrozumienia dla kobiet, które wiedzą, że mają
                problem z chorobliwą zazdrością i nic z tym nie robią zachowując przy tym
                postawę roszczeniową, jedna bo jest aktualną żoną, a druga bo pierwszą żoną i
                tak naprawdę, dla mnie psychiczna macocha nie różni się od psychicznej matki,
                tak samo jak macocha oczekuje szacunku z tytuły bycia aktualną żoną, tak samo
                była żona i jej dzieci wymagają szacunku. Skoro macocha, chce obniżenia
                alimentów czyli odebrać to co im się należy, nie powinno dziwić, że matka chce o
                dziecko zadbać i te alimenty utrzymać. Nie mam na myśli sytuacji gdy matka żyje
                z tych alimentów, albo do roboty się jej nie chce iść, lub gdy macocha nie ruszy
                zadu i nie pójdzie do pracy, tak jak to było w przypadku mojej, chciała
                całkowitego odebrania alimentów, a sama nie pracowała, bo "wolała zająć się
                domem", oczywiście ich nie odebrała, bo prawnie mi wtedy jeszcze przysługiwały,
                a rodzina mojego taty żyła bardzo dobrze. Dodam, że moja mama z tych alimentów
                nic nigdy nie brała. A ile dostawałam? 300zł przy tym jak tata pracowała w
                Kanadzie i miał bardzo dobre zarobki, ja i mama nigdy nie prosiłyśmy o więcej,
                nie protestowałyśmy jak przysyłał mniej. No ale dobra, ta sprawa jest już
                nieaktualna, bo od dawna taty nie obowiązuje płacenie alimentów.
                Owszem, kobietom zagubionym, które tutaj szukają wsparcia i pomocy należy
                pomagać,ale gdy ewidentnie widać, że kobieta nie umie się pogodzić z sytuacją
                nie można jej wmawiać "rozumiem, biedna jesteś, a ta wstrętna ex albo pasierb",
                na szczęście taka "pomoc" rzadko ma tu miejsce i dobrze. Sama znalazłam tutaj
                odpowiedzi na moje pytania i pisały je naprawdę mądre, życiowe kobiety, które
                dla mnie w wielu sprawach są autorytetem, nie tylko w kwestii bycia macochą.
                Jestem nią krótko,owszem, nie mam doświadczenia i dlatego tu zaglądam. Ale to,
                że nie mam doświadczenia nie znaczy, że nie mam prawa do własnych poglądów,
                uważanych tutaj albo za bujdę, albo za zbyt idealistyczną wizję świata. Dlatego,
                że dla pasierba chcę być dobra? Wiem, życie zweryfikuje oczywiście moją
                sielankową wizję, jestem na to przygotowana, bo nie wiem czy matce nie odbije,
                albo czy dzieciak nie wpadnie w złe towarzystwo i będą z nim problemy, jednak
                dlaczego mam zakładać najgorsze, że niby ex na pewno okaże się wredna i chciwa a
                dzieciak wredny i nieposłuszny. Któraś z was pisała tutaj o istocie wzajemności
                i tak, to jest prawda, nie mam zamiaru oczekiwać życzliwości gdy sama okażę sie
                wredną babą, która jest bezradna bo nie radzi sobie z emocjami...bla, bla, bla.
                Ja nie chcę dzieciakowi zrobić krzywdy i chyba w tym pojęciu zawiera się bardzo
                dużo, nie szkodzić ale nie przesadzać w drugą stronę, zachowywać się tak, by móc
                bez obrzydzenia spojrzeć w lustro. życzę tego wszystkim, nawet tym bardzo,
                bardzo wrednym, których tu spotkałam w liczbie 1. Czy jest jakieś forum dla
                byłych żon? Wydaje mi się, że czasami dla zachowania równowagi powinno się
                zweryfikować swoje mniemanie o byłej żonie i poczytać, że nie każda jest okropną
                chciwą suczką, żerującą na alimentach dzieci. Trzeba starać się być obiektywnym
                gdy chcemy pomóc komuś, bo trudno o brak stronniczości we własnej sprawie. I
                zanim się wyda o kimś zwalającą z nóg opinię warto trochę czasu poświęcić na
                głębszą analizę. Zbyt pochopna ocena może wyrządzić wiele szkód. Pozdrawiam
                wszystkie serdecznie :]
                • m-m-m Re: do imme1981 23.01.07, 12:43
                  Wydaje mi się, że czasami dla zachowania równowagi powinno się
                  > zweryfikować swoje mniemanie o byłej żonie i poczytać, że nie każda jest
                  okropn
                  > ą
                  > chciwą suczką, żerującą na alimentach dzieci.


                  Jest takie coś jak "samodzielna mama", czy "nowa rodzinka" - większość
                  uczestniczek "macoch" czytuje i tamte fora, więc nie można mówić o zupełnym
                  braku kontaktu z osobami o odmiennej postawie życiowej.
                  Na samych "macochach" też piszą exowe - ich zdanie jest jednak wyważone i nie
                  obrażające drugich żon.
                  • imme1981 do m-m-m 23.01.07, 12:49
                    to super i chwała za to, podziwiam mądre kobiety i wiele z nich z tego forum
                    jest dla mnie wzorem i dzięki za info, zajrzę tam, aha link do ddr
                    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=18111
                    • phidyle Re: DDR 23.01.07, 18:20
                      Nigdy dotad nie zastanawialam sie nad tym, czy moje dziecinstwo moze tlumaczyc
                      moje ewentualne problemy w doroslym zyciu. Nie jestem dzieckiem rozwiedzionych
                      rodzicow a jednak mialam bardzo skomplikowana i trudna sytuacje rodzinna, ktorej
                      zawsze bardzo sie wstydzilam przed rowiesnikami i dzis takze niechetnie o tym
                      pisze. Moze jednak powinnam. Powod mojej niecheci jest taki, ze zawsze obawiam
                      sie, ze ktos pomysli zle o mojej mamie a wiem, ze rozne jej katastroficzne
                      wybory byly jedynie wyborami cmy, ktora dazy do plomienia swiecy, nie
                      przeczuwajac nieszczescia a tylko poszukujac ciepla.
                      Jestem dzieckiem z nowej rodziny, moj ojciec byl rozwiedziony i mial starsza ode
                      mnie o osiem lat corke. Na tej plaszczyznie nie bylo nigdy konfliktow, dzieki
                      pierwszej zonie ojca, ktora jest wspaniala kobieta i odnosila sie do mnie
                      zyczliwie, i kiedy moj ojciec zmarl, pozwolila na moje kontakty z siostra, z
                      ktora do dzis jestem blisko.Co ciekawe, moja mama i ex ojca zostaly
                      przyjaciolkami i do dzis sie spotykaja. Kiedy mialam szesc lat, moja mama wyszla
                      powtornie za maz, za czlowieka, ktorego ja uwielbialam. Bardzo chcialam, by
                      zostal moim tata. Bawil sie ze mna klockami i czytal mi ksiazki. Na poczatku
                      bylismy bardzo szczesliwi, urodzil mi sie maly brat. Potem cos sie stalo z glowa
                      mojego ojczyma, mysle, ze sie rozchorowal, gdyz nie wierze, by ktos mogl sie tak
                      zmienic. Zaczal mnie dreczyc psychicznie, kiedy mojej mamy nie bylo w domu, a
                      bylo to czesto, ze wzgledu na charakter jej pracy. Nie potrafie i nie chce nawet
                      wyjasnic na czym to polegalo. Moj ojczym zwariowal zupelnie. Potrafil na
                      przyklad nie kupowac dla nas jedzenia przez tydzien i kazal mi jesc suche bulki,
                      sam tez je jadl. Kazal mi odkurzac mieszkanie o dwunastej w nocy i ciagle mowil,
                      ze niedokladnie odkurzam, nastepnego dnia w szkole zasypialam na lekcjach.
                      Wrzeszczal na mnie tak, ze zaczelam robic siku do lozka noca a mialam osiem lat.
                      Przesladowal mnie na kazdym kroku. Wiedzial, ze bardzo kocham psa, wiec kopal i
                      kopal a ja wylam. Mowil, ze moja mama jest idiotka a ja tez na taka
                      wyrosne.Mowil,ze nas zabije. Nie wiem dlaczego moja mama nie zauwazyla
                      poczatkowo niczego. Ja wszystko ukrywalam przed nia i nawet przed babcia a
                      babcia podejrzewala, ze cos zlego sie dzieje. Przez dwa lata nie powiedzialam o
                      tym nikomu. Wymiotowalam, mialam arytmie, mama ciagala mnie po lekarzach i
                      psychologach, ktorzy pytali mnie, czy wszystko w domu mi sie uklada a ja
                      klamalam i mowilam, ze jest swietnie, bo bardzo sie wstydzilam. W koncu moj
                      ojczym przestal sie kontrolowac, moja mama zrozumiala po niewczasie, ze jest
                      swirem i postanowila sie rozwiesc. Wowczas on oznajmil, ze nas zabije. Byl to
                      najgorszy okres w moim zyciu. Mama zabrala mnie i brata, zostawila swoja
                      wspaniala prace i wywiozla nas na przeciwlegly koniec Polski.Moja mama byla w
                      depresji, obawialam sie o nia, nigdy nie zostawialam jej samej.Mama ciagle
                      plakala, chorowala, nie mielismy nawet telefonu w domu, ja bylam nastolatka i
                      musialam sie zajac malym bratem, biegac po pomoc, gdy mama zle sie czula. On nas
                      dreczyl telefonami, nie stawial sie w sadzie, przyjezdzal i nas straszyl. Potem
                      przestal, wiem, ze od tamtej pory zamknal sie w mieszkaniu i nigdy nie
                      wychodzil. Pewnego dnia dostal wylewu i zmarl. Na wiesc o tym dostalam ataku
                      histerii, ja naprawde kochalam tego czlowieka i nigdy nie potrafilam sie od
                      niego wyzwolic. Szesc lat pozniej moja mam poznala kolejnego pana, sama zreszta
                      ja do tego zachecilam, gdyz wydawal mi sie odpowiednim partnerem. Zwiazek ten
                      trwal cztery lata lata i urodzila mi sie siostra. Ten pan nie akceptowal ani
                      mnie ani mego brata i nie byl dla nas mily. Staralam sie go lubic ze wzgledu na
                      mame ale bylo i trudno. Po pewnym czasie zaczelam sie potwornie klocic z
                      ojczymem i w rezultacie wyjechalam na studia bardzo daleko. Potem moja mama
                      odeszla. Bylam bardzo zmeczona i kiedy po paru latach mama oznajmila mi, ze
                      wychodzi za maz za zupelnie nieznanego mi czlowieka, naprawde mialam ochote
                      plakac, choc sama bylam juz w zwiazku z moim obecnym partnerem.Pojechalam na
                      slub zrezygnowana i bylam nawet swiadkiem. I tu nastapil cud. Moj ostatni
                      ojczym, jest najkochanszym czlowiekiem na swiecie, i zrozumialam to natychmiast,
                      kiedy go poznalam. Bardzo, bardzo zaluje, ze nie pojawil sie kiedy jeszcze
                      mieszkalam w domu. I jestem szczesliwa,ze moja mama jest z nim i nie musze sie o
                      nia martwic.
                      Kiedy poznalam mojego partnera i dowiedzialam sie, ze ma syna nie zrobilo to na
                      mnie zadnego wrazenia, bylam nawet zadowolona, bo wydawalo mi sie, ze bede mogla
                      byc dla chlopca taka dobra macocha, jakiego ojczyma ja zawsze szukalam. Niestety
                      zapomnialam o drobnym szczegole, jakim jest matka dziecka. Chlopiec na poczatku
                      bardzo mnie lubil. Pozniej eksia poczula zazdrosc i od tej pory robi wszystko,
                      zeby zepsuc nam kontakt. To jest jednak nieistotne, gdyz najwazniejsze, ze ja i
                      moj M jestesmy ze soba szczesliwi. Mysle, ze moje doswiadczenia wplynely na moj
                      wybor partnera, gdyz jest ode mnie starszy i bardzo opiekunczy, a tego na pewno
                      zawsze mi brakowalo. Ponadto jest to moj pierwszy zwiazek, trwa juz piec lat i
                      mamy polroczne dziecko. Przedtem po prostu faceci mnie brzydzili i okazalo sie
                      to zbawienne, gdyz nie zaznalam zadnych rozczarowan. Nie uwazam, ze los mnie
                      skrzywdzil. Skonczylam studia za granica na ktore sama pracowalam, zajmuje sie
                      tym, czym chcialam. Mam troje rodzenstwa, najmlodsza siostra ma szesc lat i
                      wlasnie otrzymalam od niej list "nie moge sie doczekac kiedy przyjedziesz ty i
                      twoja dzidzia bardzo mi brakujesz"
                      • phidyle Re: DDR 23.01.07, 19:08
                        Uwazam tez, ze wiekszosci dzieci rozwiedzionych rodzicow nic specjalnego sie nie
                        dzieje i zamiast uzalac sie nad soba, powinni tez pomyslec o tym, czy ich
                        rodzice sa szesliwsi w wyniku rozwodu. Oczywiscie jest to dla dziecka
                        nieprzyjemne i musi bolec ale nie sadze, by dzieci byly najwazniejsze, poniewaz
                        kazda osoba w ukladance jest rownie wazna.Jezeli traktuje sie dziecko tak, jak
                        matka mojego faceta traktuje mojego pasierba, ktory moglby bezkarnie zrobic kupe
                        na stol, bo jest biednym, pokrzywdzonym przez rozwod chlopcem, to sila rzeczy
                        wyrastaj z nich ludzie myslacy glownie o wlasnym, traumatycznym dziecinstwie,
                        ktore jest pozniej doskonalym usprawiedliwieniem na kazda okazje.
                        • m-m-m Re: DDR 23.01.07, 19:57
                          Phidyle, dzieciństwo miałaś nie do pozazdroszczenia. Jednak z opisu Twojego
                          wynika, nie gniewaj się, że mama Twoja niedostatecznie Cię chroniła. Wręcz to
                          Ty stralaś się ją chronić. To odwrócenie ról.
                          To fatalne. Dlatego teraz piszesz, że ddr powinni myśleć czy ich rodzice są
                          szczęśliwi w wyniku rozwodu, a nie użalac się nad sobą. Bo Ty tak myślałaś
                          zawsze o swojej mamie: by ona była szczęśliwa jeśli Ty w sobie zgromadzisz całe
                          otaczające Cię zło. Stąd też Twoja opinia, że dzieci nie sa najważniejsze. Dla
                          rozwodzących się rodziców powinny takimi być, Phidyle. Rodzic, pocharatany
                          rozwodem znajdzie kolejnego partnera, a dziecko niestety ma i zawsze mieć
                          będzie tylko i wyłącznie jedną mamę i jednego tatę.
                          Mysleć o szczęściu rodzica może człowiek dorosły: a nie dziecko,
                          nieustabilizowane emocjonalnie. To, że Ty brałaś to na siebie jako dziecko to
                          wierz mi, nie jest normalne. To matka powinna pogonić ojczyma natychmiast jak
                          tylko zorientowala się, że on Was głodzi. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że nie
                          wiedziała o tym, że jecie tydzień suche bułki, bo co ona wtedy jadła? Chleb z
                          szynką? I nie widziała, że tego żarcia jakoś mało jest?
                          Phidyle, ja nie mówię o rozpieszczaniu pasierba, psudowynagradzaniu mu rozwodu
                          rodziców. Ja mówię o tym, że dziecko musi mieć poczucie bezpieczenstwa. A
                          bezpieczenstwo to nie pieniądze, to stabliność emocjonalna rodzica-opiekuna, to
                          rodzic-opiekun ma być tym silniejszym, mocnym, chroniącym, a nie odwrotnie.
                          • dominika303 Re: DDR 23.01.07, 20:45
                            Phidyle,
                            ja przeszłam, od takiego jak ty etapu do etapu imme i z powrotem w dzieciństwie
                            kilka razy sad(
                            Fajne to, to nie było!

                            Ale w wieku lat bodajże 15 , zrozumiałam, że jestm odrębnym człowiekiem, że
                            matka , i ojciec to odrębni ludzi, którzy się zle dobrali!
                            Usiadomiła mi to babka, matka, mojej matki!
                            I bardzo żałowałam, że nigdy wczesniej z nią nie rozmawiałam o naszym domu,
                            podejrzewam, ze gdyby taka rozmowa miała miejsce wcześniej, miałabym szanse na
                            uniknięcie wiele razy bólu i rozczarowania!
                            Ale było, mineło.
                            Zycie toczy sie dalej.
                            Ja pogodziłam sie ze swoją przeszłością.
                            Jakichś specjalnych emocjonalnych leków nie wniosłam w dorosłe życie.

                            I tez jestem zdania, że na siłe wynagradzanie dziecku brak pełnego domu do
                            niczego dobrego nie prowadzi, co najwyzej do tego, aby po kilku latach wezwać
                            supernianię na pomoc!!
                            Dziecko powinno znac swoje miejsce, powinno mieć poczucie miłości od ojca i od
                            matki, ale usprawiedliwianie kazdego wybryku brakiem pełnej rodziny jedynie
                            wypacza charakter dziecka i pózniej wyrasta człowiek pełen agresji i roszczeń
                            do otoczenia, ze on taki biedny bo nie miał pełnej rodziny!!!

                            Pozdrawiam

                            • imme1981 mylenie pojęć 23.01.07, 21:45
                              kilka razy już tu napisano, że dziecku DDR potrzebna jest normalność, która, co
                              wynika z Waszym komentarzy, nadal jest rozumiana jako "wynagradzanie",
                              "rozpieszczanie", "pozwalanie na wszystko", "stawianie ponad wszystkich".
                              dlatego nie wiem po co wałkujemy wciąż ten sam wątek, co wygląda jakby część z
                              nas mówiła po chińsku a druga po japońsku, zero porozumienia i
                              zrozumienia.jeszcze raz proszę o dokładne czytanie. :]
                            • zonka77 Re: DDR 24.01.07, 10:28
                              Dominika. Ja Cie nie rozumiem. Właśnie chodzi o NORMALNOŚĆ. Nie o wynagradzanie.
                              Dokładnie jestem zdania że tyle normalności ile się da.
                              Dlaczego u licha w tym wątku jedni o gruszce inni o pietruszce??
                              Dla mnie NORMALNOŚC to brak nienawiści i zazdrości z mojej strony w kierunki
                              córki M. To co ja mogę zrobić w kierunki normalności to :
                              1. Nie czuć się wiecznie zagrożona bo on ma dziecko
                              2. Nie wmawiać sobie że jestem na drugim czy innym miejscu
                              3. Podchodzić do jego dziecka naturalnie i neutralnie
                              4. Traktować je normalnie - bez użalania się i bez chołubienia ale też bez
                              niechęci i zazdrości
                              5. Nie zabraniać mojej córce i córce męża kontaktu
                              6. Nie zamykać swojego domu dla niej, pozwol;ić aby była jego częścią. Na takich
                              samych zasadach jak inni - nie na wyjątkowych zasadach.

                              To wszystko - takie zachowanie nakazuje zwykła ludzka przyzwoitość. Ja z własnej
                              woli idę dalej bo jako kobieta wiem że widzę więcej niż mój M i mogę mu parę
                              spraw uświadomić. Nie uważam że skoro to nie moje dziecko to mam mieć je gdzieś.
                              Nie uważam też że mam je wychowywać - po prostu chciałabym żeby było dobrze i
                              jej i nam. Tyle. Koniec. Czy to kurcze zbrodznia??

                              W którym miejscu Dominiko imme napisała że MACOCHY lub rodzice mają WYNAGRADZAĆ
                              dziecku rozwód i nosić je na rękach? Przecież imme pisze DOKŁADNIE to samo co ty smile


                              Przeczytałam pierwszy post imme i nie wyczytałam w nim nieczgo co jej zarzucacie.
                              Ani nie postuluje że macocha ma nie wiem co zrobić dla dzieci M. Anie że
                              ktokolwiek ma komuś coś wynagradzać.
                              Po prostu zwróciła uwagę żeby czasem pamiętać że te dzieci są w trudnej sytuacji
                              i ich dodatkowo nie krzywdzić własną nienawiścią i zazdrością. Żeby spróbować
                              postawić się na ich miejscu, żeby wyobrazić sobie własne dzieci w takiej sytuacji.
                              To bardzo pomaga dziewczyny.
                              Wszyscy jesteśmy ludźmi. Wszysycy miewamy trudne uczucia. Przyszedł mi do głowy
                              przykład. Właśnie przeczytałam wątek dziewczyny której mina zrzedła bo jej M ma
                              iść na wywiadówkę do dziecka. Do dziewczyny nic nie mam - dopadło ją uczucie z
                              którego dumna nie jest i o tym pisze bo ma problem. Ona ma dwa wyjścia. Albo
                              zrozumieć że to jest dziecko, że jego ojciec zdecydowanie powinien na wywiadówki
                              chodzić i nie znaczy to że stanowi to jakiekolwiek zagrożenie dla niej albo ulec
                              swoim uczuciom i jestem niemal pewna że w jej możliwościach jest taki wpływ na M
                              żeby na tą wywiadówką nie poszedł (on już sam powiedział że jak ma być źle to
                              nie pójdzie)
                              I o takie sprawy mi chodzi i myślę że imme też. Nie chodzi o kochanie nie swoich
                              dzieci matczyną miłością, o poświęcanie się dla nich, żalenie się i noszenie na
                              rękach. Chodzi o akceptację że są i nierobienie im krzywdy choćby właśnie taką
                              ludzką i oczywistą sprawą jak zazdrość. Tak, ja ROZUMIEM jak i imme że zazdrość
                              jest, zwłaszcza na początku. Ale można albo ją pokonać albo jej ulec i ją
                              wypielęgnować do pięknych rozmiarów.
                              A Faceci - bywają słabi. Facet powyżej op;isywanej dziewczyny powinien
                              porozmawiać spokojnie z nią o tej sytuacji. Wytłumaczyć, zapytać i iść na
                              wywiadówkę. A tymczasem on mówi że jak ma być źle to nie pójdzie.
                              Ja wiem że zaraz ktoś powie że to wina faceta a nie kobiety. A ja mówię że nie
                              do końca. To jak to - jak facet się daje to kobieta ma prawo zrobić wszystko? Bo
                              taki jest jej interes? A poza interesem nie ma już żadnych zasad? Naprawdę?

                              Byłoby pięknie gdyby jednak była zasada przynajmniej taka: nie szkodzić. Tyle.
                              • kasia_kasia13 Re: DDR 24.01.07, 12:07
                                Zonko, fajnie, ze znowu piszesz wink
                                I z Twoim postem zgadzam sie w 100%. Jako byla pasirbica zawsze uwazalam, ze
                                jesli macocha jest neutralna i po prostu nie szkodzi dziecku i relacji ojciec-
                                dziecko to juz jest super! Nic wiecej nie musi, nawet lubiec tego dziecka, choc
                                gdy sie nawzajem z pasierbem polubia, to jest jeszcze lepiej. A i tak slysze
                                czesto zarzuty, jakobym uwazala, ze macocha ma pasierbow kochac, obslugiwac i
                                nie wiem co jeszcze.
                              • damiri Re: DDR 24.01.07, 19:01
                                Przeczytalam caly watek i tez, jak np zonka, nie rozumiem dlaczego post imme
                                spotkal sie z taka dziwna reakcja. Pisze przeciez wyjatkowo jasno i zrozumiale
                                i nie postuluje jakis radykalnych tez, tylko normalne i zyczliwe traktowanie
                                pasierbow. Nie wyczytalam tam o zadnym "wynagradzaniu" im krzywdy a jedynie
                                apel o wykazanie troche zrozumienia dla ich cierpienia spowodowanego rozwodem
                                rodzicow. Mysle, ze kazdy normalny czlowiek sie z tym zgodzi.
                                • chalsia Re: DDR 25.01.07, 00:52
                                  > rodzicow. Mysle, ze kazdy normalny czlowiek sie z tym zgodzi.

                                  jak widać po tym wątku - nie każdy się zgodził.
                                  Dodam na wszelki wypadek emotikon: smile)

                                  Chalsia

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka